Dodaj do ulubionych

wrocilam z Peloponezu (bez biura)

26.09.04, 09:40
I przede wszystkim serdecznie pozdrawiam i dziekuje - z tego forum rowniez
czerpalam inspiracje.
Generalnie namawiam do samodzielnego zorganizowania wyprawy - frajda wieksza,
samodzielnosc, mozliwosc zmiany miejsca, a koszty nam wyszly tansze.
Problemem jest transport publiczny w Grecji - jego punktualnosc i polaczenia,
ale jak sie wezmie na to poprawke, to jezdzi sie calkiem przyjemnie.
Chetnie odpowiem na pytania i napisze wiecej, ale polaczenie mi sie zrywa i
bede pisac po kawalku.
Obserwuj wątek
    • Gość: zbynek Re: wrocilam z Peloponezu (bez biura) IP: *.c151.petrotel.pl 26.09.04, 11:08
      ale jak tam dotarłaś, dokładnie gdzie byłaś,jakie koszty,co warto zobaczyć itp.
      • bebiak Re: wrocilam z Peloponezu (bez biura) 26.09.04, 13:30
        Witaj Arwenko:-)))
        Wnioskuję z Twojego postu, że wszystko się udało i miałaś cudowne wakacje - tak
        cudowne jak tylko w Helladzie być mogą. Będę z wielką uwagą śledzić ten wątek,
        bo strasznie jestem ciekawa jak sobie poradziłaś, choć i tak wiem, że było Ci
        dobrze. Jak znajdziesz chwilę czasu (nie musi być teraz) to wcale się nie
        obrażę jeśli wyślesz do mnie jakiś choćby krótki list z opisem swoich wrażeń.
        Ja dopiero teraz aktualizuję swoją stronkę: moje wakacje na Kefalonii i Ithace
        były tak cudowne, że zupełnie po powrocie nie umiem się pozbierać:-(((
        Ściskam Cię mocno bratnia duszo:)
        B.
        • arwena Re: wrocilam z Peloponezu (bez biura) 26.09.04, 20:12
          pozdrowienia gorace i usciski i podziekowania (mail z fotkami bedzie, ale musze
          sie ogarnac;)
          polecielismy easyjet z Berlin SXF za niecale 600 zl/os/RT
          w ogole chyba wygodniej mi bedzie pisac w EUR, tak wiec wyszlo chyba 155 EUR za
          przelot dwoch osob
          Problemem jest fakt, iz ladujemy w Atenach. Na Peloponez daleko - bylismy na pd-
          zach koncu, w okolicy Pylos. Rozwiazaniem jest wynajecie auta (nie zrobilismy
          tego), wygodne - ale drogie dosc rozwiazanie, jesli na cale 2 tyg.
          Dalej - podroz autobusem miejskim e93 na dworzec autobusowy (KTEL) w Atenach -
          ok. 1,5 godziny, 2,90 EUR/os, potem troche czekania i ok 6 godz podroz
          autobusem prawie do docelowego miejsca (ok. 18 EUR/os/OW). Potem jeszcze
          taksowka - komfortowo i tanio, 5 EUR, bo juz noc byla i zadnych autobusow.
          Tak wiec droga nielatwa.
          Na marginesie - wypozyczenie auta na Peloponezie to porazka - po pierwsze -
          strasznie drogo (50 EUR/dzien najtaniej trzeba liczyc! serio!) po drugie
          (wazniejsze) - aut nie ma! Nam sie nie udalo wypozyczyc - nauczka - trzeba to
          zalatwic juz w Polsce przez siec - moglam na 3 dni za 90 EUR! Znajomych
          doswiadczenia podobne - w Petalidi dostali fuksem rozjezdzonego gruchota za 54
          EUR. W Pylos przez 2 tygodnie w 2 wypozyczalniach nie bylo zadnego auta. Maybe
          tomorrow;)
          Na miejscu - fantastycznie! Warunki jakie uzgodnilam wczesniej, okolica piekna,
          spokojna, malo turystyczna (zreszta wrzesien to juz dla nich zdecydowanie po
          sezonie), ludzie przyjazni, czulismy sie bardzo bezpiecznie.
          W okolicy przetestowalismy chyba z 5 pieknych plaz, najlepsza Voidokilia -
          poszukajcie w sieci zdjecia, naprawde tak jest, w dodatku pusto.
          Jedzenie pyszne i ceny w miare - porownanie z Atenami jakosci jedzenia dopiero
          nam dalo odczuc jak dobrze mielismy.
          Choriatiki - 3-4 EUR
          Wino (kg) 2-3 EUR
          Ryba 7, Oktapus 8, Suvlaki rozne 6-8 EUR
          Pita 1,5 EUR, pojedynczy (maly) suvlak 1 EUR
          cdn!
          • Gość: kocoor Re: wrocilam z Peloponezu (bez biura) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.04, 07:31
            Wszystko się zgadza! My byliśmy samochodem (z kempingu na kemping)...
            Trasa BG/GR Kulata-Volos-Milina-Larissa-Delfy-Ateny-Korynt-Epidavros-Monevasia-
            Mani-Kalamata-Pilos-Pirgos-Patras-Larissa-Saloniki-Kavala-Kulata GR/BG.
            Peloponez rzeczywicie widokowo piękny (klify na Mani, Jaskinie Piros Dirou),
            ale chyba najbardziej podobał nam się półwysep Pillion. W przyszłym roku może
            spenetrujemy Eubeę(Evię)? Warto?
            • arwena Re: wrocilam z Peloponezu (bez biura) 30.09.04, 09:04
              cd.
              W Atenach wsiedlismy do autobusu KTEL - niestety, pamietajacego lepsze czasy.
              Klimatyzacja dzialala, choc bylo calkiem chlodno (dopinalam nogawki spodni), za
              to kierowca - cudo! Przesympatyczny, cale 6 godzin gadal z kolega obok. Trabil
              co chwila rzecz jasna na wszystkich, znal wszystkie kafejki udajace dworce w
              pomniejszych miejscowosciach. Caly czas rozmawial przez komorke. Pokazywal
              wycinki z gazety. Ukladal monety na kierownicy. Momentami trzymal kierownice
              nogami, bo obie rece mial zajete!
              Ale dojechalismy w calosci. Ciekawie tak jechac autobusem KTEL przez caly
              Peloponez, naprawde pogladowo;))))
              Do Pilos przyjechalismy ok. 21.20, stamtad mielismy jeszcze 6 km. O tej porze
              zadnych autobusow rzecz jasna. Sa taksowki. W teorii tylko, bo na postoju
              zadnej. Krotkie sledztwo wykazalo ze moze beda a moze nie. Raczej nie, ale moze
              beda. Telefon podany na budce TAXI - owszem dzwonil, doskonale go bylo slychac
              (2 metry dalej:), co z tego kiedy budka pusta.
              Telefon do gospodarzy zalatwil sprawe - zaraz podjechala taksowka. Luksusowy
              merdedes klasy S, nowka nie smigana, skorzana tapicerka i wszystkie szykany
              (balam sie ze pobrudze siedzenie). Ulokowalismy sie z jeszcze jedna dziewczyna
              ktora jechala na kemping, i po 5 min bylismy pod samymi apartamentami (kierowca
              nawet specjalnie dopytal sie dziewczyny w recepcji, ktory to budynek, abysmy
              tych 10m nie musieli niesc bagazy). 5 EUR.
              Tak wiec podroz ciekawa, choc niemozebnie dluga. Przylot do Aten ok. 12.00, na
              miejscu ok. 22.00. Nawet nie meczaca zbytnio, tylko czasu szkoda.

              A na miejscu... cdn.
    • Gość: Turysta Re: wrocilam z Peloponezu (bez biura) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.04, 14:24
      i tak trzymaj
      • sylwka999 Re: wrocilam z Peloponezu (bez biura) 30.09.04, 14:49
        czekamy na dalsze twoje wrazenia
      • arwena Re: wrocilam z Peloponezu (bez biura) 30.09.04, 15:02
        a na miejscu bylo tak www.appthanos.com/english/index.html
        Wiekszy pokoj, z czescia kuchenna i lazienka, tarasem z widokiem na morze w
        oddali i zieleni mnostwo w blizy, wszystko nowe, schludne, funkcjonalne, choc
        bez fajerwerkow. Sprzatane codziennie (ale po grecku;))))) oni naprawde sa
        inni;)) reczniki i pościel wymieniane co dwa dni. Mila niespodzianka byla
        karafka z oliwa - produkcji gospodarzy - uzupelniana w miare jak z niej
        korzystalismy. Do tego przy wyjezdzie otrzymalismy mily suwenir - politrowa
        butelke takiej wlasnie surowej oliwy z oliwek (z pierwszego tloczenia, bez
        dodatkow etc) z nalepka naszego gospodarza. Budynki znajdowaly sie pomiedzy
        drzewami oliwnymi, limonkowymi i granatami, jeszcze krzewy kwitnace obficie
        byly i inna roslinnosc, ktorej z nazwy nie znam.
        W apartamentach byla klimatyzacja, co okazalo sie mimo wszystko (wrzesien i
        system usytuowania wzgledem slonca oraz okiennice sprawialy, ze bylo raczej
        chlodno) czasami uzyteczna.
        Do naszej dyspozycji byl tez basen, przepieknie polozony. I wazne - czesto byl
        on tylko do naszej dyspozycji. Kto zna tureckie przyhotelowe baseny i puszczana
        tam muzyke i gwar to doceni cisze i piekne widoki - na okoliczne wzgorza i
        morze. Nawet jesli byli jeszcze jacys goscie na basenie, to nie zdarzylo sie
        aby plywalo wiecej niz 1-2 osoby. Woda czysciutka, najczystszy z basenow. Obok
        prysznic, brodzik.
        Obok bylo tez miejsce do grilowania (nikt nie korzystal) i tradycyjny (hmmm,
        nowo wybudowany z kamienia;) piec chlebowy, ktory gospodarz wykorzystywal co
        niedziele rano na pieczenie swojego chleba. Ktorym czestowal potem gosci,
        dokladajac do tego oliwki, fete, pomidory i podlewajac kawa. Te przyjemne
        dodatki sprawialy, ze chleb dawalo sie przelknac;))))) I albo wszyscy byli
        uprzejmi, albo moj gust jest paskudny:)) ale same pochwaly i usmiechniete
        twarze w poranek niedzielny spotykaly sie na sniadaniu wraz z gospodarzem i
        jego rodzina, na stojaco-siedzaco przy basenie. Atmosfera przesympatyczna
        jednakowoz.
        Do dyspozycji mielismy rowery (lacznie bylo ich 5 szt, dla nas dwojki
        praktycznie nonstop bez problemu) rowniez lepsze czasy pamietajace;))) Ale
        korzystalismy i zjezdzilismy okoliczne plaze.
        Liczylam na odwiedzanie pobliskich (kilka km) miasteczek na rowerach rowniez,
        ale asfaltowe, krete i strome drogi bez pobocza praktycznie uniemozliwiaja
        jazde kiepskiej jakosci rowerami, nawet jesli ruch nie jest duzy.
        Pozostaly nam zatem autobusy i stop. Wykorzystywalismy obie formy, obie z
        ostatecznie dobrym skutkiem, ale trzeba sie przestawic na inny, grecki tryb,
        wtedy jest bardzo przyjemnie.
        Nie nalezy sie spodziewac rozkladow jazdy, przystankow w mniejszych
        miejscowosciach. W wiekszych mozna sie czasami dopytac, ze dana knajpka jest
        dworcem autobusowym. Nie nalezy wierzyc tabliczce z przodu autobusu, ale
        dopytac konduktora (bilety na trasie sprzedaje konduktor w autobusie, sam
        podchodzi). Nie nalezy sie spodziewac punktualnosci i polaczen dobrych w
        miejscu przesiadki. Poza tym jest fajnie.
        Na stopa zawsze ktos zabierze. Problem w tym po jakim czasie:))) Jak jechalam
        sama - wystarczylo jedno machniecie. Z partnerem - czasami czekalismy po pol
        godziny. Choc trzeba przyznac, ze auta jezdzily tez nieczesto, zaladowane albo
        pikapy. Bardzo polubilam rozmowy z kierowcami, ktorzy nas zabierali. Dobre
        wspomnienia mam z tego tytulu.
        Nastepny odcinek o knajpkach. Alez jestem glodna!
        • arwena Re: wrocilam z Peloponezu (bez biura) 30.09.04, 15:45
          W naszej miescince (Gialova) knajpek calkiem sporo (nie odwiedzilismy
          wszystkich, choc frekwencje mielismy niezla). Menu raczej standardowe,
          niewielkie roznice miedzy nimi. Generalnie byly swieze ryby i owoce morza
          (oktapusy mrozone), miesa (steki, szaszlyki, mielone) wieprzowe, kuraki i
          troche baraniny tez, glownie zeberka (tak na marginesie - bardzo mi sie podobal
          grecki angielski - poza 'rend a car' dawalo tam sie zjesc lampowego szaszlyka
          na przyklad;), salatki, musaki, briam i tiropitakie, i juz nie pamietam co
          jeszcze, ale bylo jeszcze. Do tego zapodawalismy wino w dzbanku (najtansze),
          albo jakas kole czy kawe (w okolicach 1-1,2 EUR, czasami spotykalam kawe grecka
          nawet za 0,8 EUR). Tzatziki rzecz jasna - w okolicach 1,8-2,3 EUR.
          Ciekawa sprawa - nakrycie (kover) jest kasowane. Najczesciej 0,4-0,6 EUR za
          osobe, w tej cenie byl chleb, donoszony jak sie skonczyl, czasami woda w
          karafce, ale wtedy nakrycie juz blizej 1 EUR sie ksztaltowalo. Wode tam sie
          pije z kranu, nawet w restauracjach podaja taka, schlodzona. My na poczatku
          kupilismy szesciopak 1,5l wody (za 2 EUR calosc), glownie po to, aby miec
          butelki na zmiane - zawsze 2 sie chlodzily. Wygodnie i tanio, ale po lyku wody
          z kranu w Atenach juz nie polecam tego systemu. Viva prowincja!
          Rano sniadanie robilismy sobie w apartamencie, obiad lub kolacje jedlismy wtedy
          i gdzie nam sie zachcialo, czesto na innych plazach czy w innym miasteczku,
          czasami w nocy juz (o 20 jest zupelnie ciemno bo tam jest czas przesuniety o 1
          godz) szlismy do naszej, lokalnej knajpki, 300-500m od noclegu bylo ich chyba z
          10. Niestety koty w nich rezydujace nie daja sie glaskac, sa raczej wychudzone
          i chyba poldzikie.
          Knajpki czesto sa tuz przy wodzie (plazy, porcie), zawsze maja zadaszenie z
          roslinnosci rozbujalej, czesto sa to winorosle z wiszacymi olbrzymimi kiscmi
          winogron. Draznilo nas takie marnotrawstwo!:))) Czasami (chyba do wiekszego
          zamowienia) dostawalismy gratis owoce na deser - lokalne winogrona, arbuzy,
          figi (_rewelacja_!!!!!!)
          Krzesla rzecz jasna - wyplatane. Wygladaja na rozwalajace sie. Niebieskie. Echh
          posiedziec tak by nad salatka...
          A choriatiki (salatka wiejska, ale juz teraz wszyscy mowia grecka) - poezja!
          Przede wszystkim - zero salaty (a juz bron Boze kapusty pekinskiej, jak to w
          Polsce bywa). W Atenach dostalismy salate!! BRR. Dalej - pyszna ostra fioletowa
          cebula, papryka, pomidor, ogorek, pokrojone, na to plaster ogromniasty fety,
          posypane ziolami i polane obficie oliwa. Zero winegretow, zero mieszania. Do
          tego swiezy chleb. Troche trwalo, ale potem znudzila mi sie juz tylko salatka i
          zaczelam ryby. Podaja z frytkami i kawalkiem jakiegos warzywa, dobrze
          przyprawiona i usmazona, naprawde smaczna, swieza (!), ale ryba jak ryba (w
          sumie nawet nie wiem co jadlam, raz rozowa, raz srebrzysta;)
          Potem oktapus - raz w sosie raz (pyszniejszy!!!) grilowany, w oliwie z ziolami.
          Bomba. Pita. Mala rzecz - a osobny rozdzial nalezaloby napisac. W srodku
          szaszlyk, kawalek warzywek, pyszny sos, swiezo podpieczone tajne ciasto (nie
          waciak jak u nas!) dla mniej glodnej osoby wystarczy aby sie najesc - 1,5 EUR.
          Moze byc w wersji z burgerem albo kurak. Male szaszlyki bez dodatkow mozna
          kupowac po 1 EUR. Duzy szaszlyk (pyszny rybny, podobno z miecznika, ale to byla
          rewelacja) podawany jest z frytkami i plastrami warzyw, kosztuje 5-7 EUR.
          Kawa frappe mnie rozczarowala (1,5-2 EUR), mowie jej zdecydowane nie. Herbaty
          tam sie nie pija:)
          Zazwyczaj dlugo sie czeka na danie, co dla mnie dobrze wrozy, ten czas byl w
          granicach przyzwoitosci rzecz jasna. Najszybciej dania dostalismy w Atenach, na
          Place, choc zaplacilismy nie jak za fast food i nie wydano nam reszty,
          zagarniajac ja jako napiwek. Takim praktykom rowniez zdecydowane nie!
          Generalnie nikogo nie bede namawiac do zwiedzania Aten, choc moze trzeba je
          zaliczyc.
          Na Peloponezie podobala mi sie jakas taka (niemanifestowana specjalnie) godnosc
          Grekow. Nikt nas nie naciagal na wejscie do knajpy, nikt nie mowil 'my friend'.
          Czasami zyczliwie zagadywali 'where are you from' i opowiadali swoje
          skojarzenia z Polska, zawsze uczciwie wydawali reszte, napiwek spokojnie z
          usmiechem przyjmowali, ale bez szalenstw. W Atenach trzeba uwaznie patrzec na
          reszte (jesli sie ja juz dostaje;))
          Tam czas inaczej plynie, inne jest zycie. Turysci pewnie sa wazni, ale pieniadz
          nie jest najwazniejszy. Moze sie myle - ale takie mam wrazenia. Na bocznych
          drogach wszyscy nas (na rowerach) pozdrawiali. _Wszyscy_. Kazdy traktorzysta,
          babinka, pan za kierownica auta. Gdy pani w sklepie ani rusz nie rozumiala, ze
          chcialabym kawy, klient obok wszystko pieknie tlumaczyl. Naprawde po prostu
          zyczliwie. Podobnie kierowcy na stopa. Byly mniej mile akcje (w sumie jedna),
          ale moze o tym potem.
          cdn
          • mielin Re: wrocilam z Peloponezu (bez biura) 01.10.04, 11:04
            Oooch Arwenko!!!, ale mieliście świetnie wakacje, gratuluję. I
            troszeczkę "zazdroszczę", tak pozytywnie :-), bo moje plany się z powodów
            osobistych (ale to w gruncie rzeczy też dobrze!!!)całkiem zmieniły, no i nie
            pojechalismy na Peloponez do Nauplio, ale może jeszcze kiedyś... Z Twojego,
            świetnego zresztą :-)), opisu wynika, że jest właśnie dokładnie tak jak sie
            spodziewałam, czyli naprawdę w greckiej atmosferze i sielsko -anielsko, jeju
            jak fajnie o tym poczytać.
            Pisz proszę jeszcze o tym co zobaczyliście, gdzie byliście. To naprawdę fajnie
            się czyta...
            Serdecznie pozdrawiam - macie co wspominać, nie ma co :-)) - Mielin (ka).
            • arwena Re: wrocilam z Peloponezu (bez biura) 01.10.04, 17:30
              teraz zwiedzanie
              Generalnie okolice Pilos sa ok, ale rewelacji na skale kraju tam nie ma. W
              Pilos jest zamek-twierdza, tzw. Neokastro, albo poludniowy zamek Pilos (w
              odroznieniu od polnocnego, o ktorym potem). Wejscie 3 EUR, na karte ITIC za
              darmo (sympatyczne takie akcje:)). W zasadzie to mury obronne z fragmentami
              dawnych zabudowan, cerkwia w remoncie (dawny meczet), muzeum pamiatek i obrazow
              zwiazanych z bitwa Navarino (o tym tez potem napisze), piekne widoki, cisza,
              spokoj, darmowe kibelki czyste i woda pitna. Ogolnie - dla nas miejsce magiczne
              nadspodziewanie sie okazalo. Twierdza wzniesiona jest od strony morza, na
              krancach obecnego miasta, z murow doskonale widac wyspy na zatoce Navarino -
              Pilos (w zasadzie malownicza wieksza skala), Sfaktirie (dluga, stroma wyspa
              zamykajaca cala zatoke) oraz Helonaki (mala wysepka, taka trzy na trzy kroki).
              Wspanialy tez widok na miasto Pylos - polozone nad samym morzem (zatoką znaczy
              sie), schodzace uliczkami z dosc stromego wzgorza do portu. W przewodnikach
              pisza ze miasteczko przypomina wyspy; domki sa dwupietrowe, przewaznie biale z
              niebieskimi akcentami i duza iloscia zieleni - przy domkach, na glownym placu.
              Na placu tym zreszta tuz przy porcie, pod platanami sa setki krzeselek
              przeroznych kafejek i tawern.
              Wrocmy do twierdzy. Z historia u mnie cienko, to co wyczytalam ucieklo tez. Ale
              zdaje sie ze to weneckie umocnienia, potem rezydowali tu Turcy podczas okupacji.
              Jak ktos moze sprawdzic to prosze mnie skorygowac.
              W zatoce Navarino, nad ktora lezy Pylos (zreszta nazywane w dawnych czasach
              Navarino, czasami dzisiaj tez), odbyla sie kluczowa dla wojny o niepodleglosc
              Grecji bitwa morska w 1827 r. Zatonelo wtedy ok 50 okretow, flot tureckiej
              (najwiecej rzecz jasna), rosyjskiej, angielskiej, włoskiej i greckiej i moze
              jakiejs jeszcze tez. Stad na glownym placu pomnik trzech admiralow otoczony
              lufami armatnimi, na wysepkach na zatoce sa pomniki ku czci poległych. Na
              Sfaktirii postawiona jest cerkiew rosyjska i grecka, oraz pomnik-grob marynarzy
              rosyjskich, z wyrytymi nazwiskami. Poplynelismy wynajeta lodka i bylismy sami
              na wyspie. Magiczna chwila - absolutna cisza, obezwladniajace slonce,
              przejrzysta, mieniaca sie turkusem i granatem na glebinie woda, przyjemny chlod
              w cieniu drzew i plyta z wyryta po rosyjsku inskrypcja. Obok dwa otwarte
              koscioly, malutkie i nieco zaniedbane, ale jednak z ikonami i swiecami.
              Wszystkie murki i schodki wymalowane na bialo. W oddali przez zatoke widac
              Pylos rozlozone na wzgorzu, za nim zamglone wyższe szczyty.

              Na Sfaktirii jest jeszcze pomnik ku czci marynarzy włoskich, postawiony w jej
              poludniowej czesci, blisko miejsca w ktorym zatonal wloski okret. Na
              pozostalych wysepkach pomniki angielskie. Warto poplynac na Pilos - wspiac sie
              po waziutkich i stromych schodkach na calkiem spora wysokosc (tylko koniecznie
              bez agorafobii) i spojrzec z wysoka na bezmiar i granat morza, az po horyzont.
              Albo w strone ladu - na oddzielone zatoka Pylos, dobrze widoczne zarysy murow
              obronnych i twierdze. Poczuc sie drobinka, samotnie na wysokiej skale na srodku
              morza (dla mnie wlasnie tak bylo;), slyszec tylko szum fal rozbijajacych sie o
              skaly.
              Na Pilos przemknelo mi cos duzego i futrzastego - okazuje sie ze zyja tam
              kroliki olbrzymie;)))) Ktos tam kiedys zostawil pare. Ludzie czasami dokarmiaja
              je i dowoza im slodka wode. Choc z daleka wyspa Pilos wyglada na calkiem spora,
              to jednak malo tam zieleni, to porosnieta wiekszymi krzakami skala. Ludzie jak
              zwykle bezmyslnie postepuja.
              Przyjemne miejsca - poludniowy kraniec zatoki Navarino.
              pozdrawiam
              • mielin Re: wrocilam z Peloponezu (bez biura) 05.10.04, 10:13
                Arweno, a byliście w Koroni, Methoni lub w Kalamacie, lub gdzieś zupełnie dalej
                np. na jakichś wykopaliskach? I ile wam ewentualnie zajęło dojechanie tam, jak
                rozumiem publiczną komunikacją?
                Pozdro Mielin.
                • arwena Re: wrocilam z Peloponezu (bez biura) 05.10.04, 10:35
                  Czesc
                  Publiczna komunikacja to nie jest to, na co mozesz liczyc na Peloponezie.
                  W Kalamacie nie bylismy z zalozenia (tylko przejazdem), ale mozliwa bylaby
                  wycieczka jednodniowa autobusem, nawet polaczenia dosc wygodne.
                  Bylismy w Methoni - warto zobaczyc twierdze wenecka, wrazenie robi ogrom
                  pozostalych murow i umocnien. Ale tam dostalismy sie i wrocilismy stopem. W
                  jedna strone - z poznanymi Polkami, z powrotem z przesiadka w Pylos. Wycieczka
                  do Methoni, oddalonego od Gialovy o 17 km, autobusem z przesiadka w Pylos,
                  jednodniowa - praktycznie niewykonalna. Nic po poludniu nie wraca z Methoni
                  (oprocz przyjaznie nastawionych Grekow w prywatnych autach).
                  W Koroni nie bylismy, bo nie bardzo nam sie chcialo, podobno blizniacze do
                  Methoni, ale robi mniejsze wrazenie (no i dalej polozone).
                  W ogole bez auta jest problem, jesli chce sie miec tam baze wypadowa - tylko na
                  krotkie odleglosci raczej od Pylos, no chyba ze jest to Kalamata:)
                  Pojechalismy do wykopalisk - ruin Palacu Nestora, na polnoc, w okolice Chory.
                  Wykopaliska (mimo ze podobno najlepiej zachowane w calej Grecji!) nie robia
                  niestety specjalnego wrazenia, oprocz moze terakotowej wanny i magazynu oliwy,
                  fragmentow posadzki. Cenniejsze przedmioty sa w muzeum Nestora w Chorze. Ale
                  Palac polozony na wzgorzu z pieknym widokiem, az do Pylos, na pofaldowana mocno
                  okolice z niesmiertelnymi drzewami oliwnymi, naprawde robi to wrazenie. Aha -
                  wykopaliska wystajace na 0,5m z ziemi:) nakryte sa paskudnym metalowym dachem!
                  Przez co sa oczywiscie chronione, ale wyglad maja zaskakujacy. Obok sa tolosy -
                  grobowce z czasow mykenskich (podobne do Grobu Agamemnona), ale moja wyobraznia
                  zaszwankowala;)))
                  Na polnoc od Chory jest Kiparissia - zwiedzilismy ja w drodze powrotnej, ale
                  jest to niecale 2 godz jazdy od Gialovy, mozna sie tam (lub np do Filiatry)
                  wybrac autobusem i wrocic tego samego dnia. Choc podczas przejazdu (i
                  zwiedzania pieszo Kiparissii, mielismy na to kilka godzin), niespecjalnie chyba
                  warto. Sa to urokliwe, typowe greckie miasteczka, Kiparissia calkiem spore, ale
                  brzydsze moim zdaniem od Pylos czy Methoni, z nieciekawymi plazami w nich.
                  Podobno zachodnie wybrzeze (cale) Peloponezu jest piekne i piaszczyste, ale te
                  plaze ciagna sie poza miejscowosciami raczej.
                  Aha - zwiedzilismy Palac Nestora (kierunek polnocny) oraz Methoni (na pd),
                  z 'miedzykapaniem' na Voidoikilii jednego dnia! Ale z pomoca autostopu, przy
                  autobusach tylko nie ma na to szans.
                  Postaram sie napisac jeszcze o Paleokastro (niedaleko Gialovy) wraz z Jaskinia
                  Nestora oraz o plazach.
                  Jesli chodzi o zwiedzanie, to zobaczylismy chyba wszystko w poblizu, gdybysmy
                  zdolali wynajac auto, to w gre wchodzilaby jeszcze Mistra (po straszliwych
                  serpentynach za Kalamata), polwysep Mani albo Olimpia - kazde z tych miejsc to
                  odrebne kierunki, wycieczka w kazde z nich na jeden caly dzien. Ja bym chciala
                  wiecej zwiedzic, ale nie jestem rozczarowana pobytem, bo lubie sie tez troche
                  pobyczyc, a naprawde nigdy sie nie nudzilismy i spedzalismy czas bardzo
                  aktywnie, co kawalek odkrywajac cos nowego.
                  Pozdrawiam i jak masz jeszcze jakies pytania to dawaj:)
                  • arwena Re: wrocilam z Peloponezu (bez biura) 05.10.04, 11:02
                    Plaze
                    Plaza w Gialovie (miejska) - ladna, ale nic zachwycajacego. W porownaniu z
                    innymi plazami jest nawet super (bo w Pylos to kawalek betonu obok prysznica),
                    ciagnie sie od poludniowego kranca miasteczka (kemping Navarino, przy wraku
                    statku), az do Paleokastro na polnocy, przez kilka dobrych kilometrow, caly
                    czas piasek i wygodne zejscie, czasami tylko pas przy brzegu jest dosc waski, z
                    kamienistymi nanosami, ale praktycznie jest to caly czas przyjemna pusta!
                    piaszczysta plaza (z ktorej korzystalismy rzadko, raczej po poludniu i w drodze
                    skads-dokads). Zreszta - tam wszedzie jest raczej pusto, odleglosc do
                    nastepnych biwakowiczow - kilkadziesiat metrow, lub w ogole brak ludzi.
                    Za ciesnina i wzniesieniem Paleokastro jest fantastyczna niewielka zatoczka
                    Voidokilia, zawsze ja mozna na pocztowkach znalexc, taka muszelkowego ksztaltu,
                    z przepiekna woda - od granatu na wyjsciu w morze, poprzez turkus, az do prawie
                    bialej przejrzystej przy brzegu.
                    Piaszczyste, delikatnie poglebiajace sie dno, sporo rybek, cieplutka woda.
                    Brzegi od strony morza otoczone skalami, pionowo zamykajacymi zatoczke, po
                    jednej stronie wznosza sie ruiny sredniowiecznego zamku, zbudowanego na miejscu
                    dawnego akropolu. Widok z ruin przepiekny. W polowie drogi na szczyt - Jaskinia
                    Nestora, z charakterystycznym, 'klasycznie jaskiniowym' otworem. Tez w ruinie
                    niestety.
                    Nie wiem juz o czym pisac, bardzo mam fajne wspomnienia ze zwiedzania. Wspiecie
                    sie na Paleokastro zajelo nam dobre pol godziny moze, na gorze ruiny, kamienie,
                    krze rozne, uwazac trzeba. Drozka wije sie to nad morzem (niesamowity kolor,
                    chlodny wiatr), to bardziej w strone ladu - kolczaste rosliny, sucha trawa,
                    nieziemskie zapachy - laki, drzew, ziol, nagrzanego powietrza. Cisza i spokoj,
                    tylko ptaki o dziwnych glosach daja sobie znac ze idziemy, czasami przemknie
                    jaszczurka, zla za zaklocenie poludniowej drzemki, czasami cos niepokojaco
                    zaszelesci w krzakach. Spoceni docieramy na szczyt, a widok nagradza nam
                    wszystkie trudy (ech ta kondycja...). Na zachodzie - granat bezmiaru Morza
                    Jonskiego, prosto na polnoc - pofałdowana linia brzegowa, zakryta przez
                    wzgorza, podobne do tego na jakim stoimy. Obracamy sie na pn-wsch i mamy
                    Voidokilie - widok z lotu ptaka, widac niesamowite przejscia kolorow, ostro
                    odcina sie biel piasku, nieliczni plazowicze wygladaja jak mrowki. Na
                    wschodzie - laguna. Spora polac slodkiej wody, wygladajacej na bura w
                    kontrascie z Voidokilia, poprzecinanej groblami. Pd-wsch to zatoka Navarino, ze
                    dwa zakotwiczone na niej jachty, dlugi pas piasku okalajacy lagodny łuk zatoki,
                    w oddali widoczna Gialova, jeszcze dalej na poludnie Pylos, rozlozone spokojnie
                    na wzgorzu. Bezposrednio na poludnie - wyspa Sfaktiria, stroma skała porosnieta
                    skarłowaciała roslinnoscia i waski przesmyk z zatoki na morze.
                    Btw - czy mozna na forum jakos wklejac zdjecia? Mam sporo widoczkow.
                    Porozgladalismy sie, obeszlismy ruiny, czas zazyc kapieli. Schodzimy sciezka
                    dosc stroma (uwaga na nogi!), i korzystajac z tajemnych nieoznaczonych przejsc
                    idziemy na Voidokilie. Maska z fajka i juz mozna nawet w bezruchu unosic sie na
                    wodzie, obserwujac rybki, raz nawet niewielka kolorowa meduze! Choc dno -
                    piaszczyste - generalnie nie jest urozmaicone:)) dla nas to wciaz atrakcja.
                    Mozna podplynac glebiej, blizej skal, gdzie rozmaitosc form i ryb jest wieksza.
                    Mozna w spokoju polezec, nie slyszac nic oprocz morza! Zadnych wrzaskow dzieci,
                    obsypywania piachem, problemow ze znalezieniem miejsca, halasu samochodow
                    (parkingi kawalek dalej, ale max 15 samochodow widzielismy), wrzaskow
                    sprzedawcow roznoszacych cos tam.
                    To byla nasza ulubiona plaza, dojezdzalismy na nia rowerami, ok 20 min po
                    gruntowej pustej drodze, czasami jechalismy tylko po to aby tam posiedziec, czy
                    wykapac sie wieczorem i wracac.
                    Nastepny odcinek o wsiach na polnoc od Voidokilii.
                    • mielin Re: wrocilam z Peloponezu (bez biura) 05.10.04, 11:16
                      Super, dzięki za opowieść, fajnie się czyta. Kurcze, chciałabym zobaczyć
                      koniecznie te zdjęcia, na forum chyba nie da się ich umieścić, chyba że Gale
                      coś wymyśli jako admin :-). Może mogłabyś mi je podesłać na adres gazetowy?,
                      jeśli oczywiście Ci się zechce :-).
                      PS Czekam na cd. opowieści o wioskach...
                      Pozdro Mielin.
                      • arwena Re: wrocilam z Peloponezu (bez biura) 09.10.04, 10:08
                        mielin napisała:
                        > Super, dzięki za opowieść, fajnie się czyta. Kurcze, chciałabym zobaczyć
                        > koniecznie te zdjęcia, na forum chyba nie da się ich umieścić, chyba że Gale
                        > coś wymyśli jako admin :-). Może mogłabyś mi je podesłać na adres gazetowy?,
                        dzieki za slowa otuchy:) bo juz nie wiem czy pisac:)
                        zdjecia podesle, ale najwczesniej w poniedzialek, a moze i pozniej, sorry

                        Jednego dnia (rzecz jasna po sporym sniadanku:) wybralismy sie rowerem na
                        zwiedzanie plaz w pobliskich wioseczkach nadmorskich (lekarka, ktora zabrala
                        nas stopem powiedziala ze bardzo ladne). Chodzilo o Romano (sorki za
                        przekrecanie nazw, na pewno bylo nieco inaczej:) A na mapie miedzy nami a
                        Romano byla jeszcze Petrohora. Za ROmano na polnoc juz w poblizu nic nie bylo
                        (a asfalt mocno w gore sie pial). Pojechlismy zatem najpierw asfaltem do
                        Romano, miedzy wszechobecnymi gajami oliwnymi glownie. Po zalozeniu lancucha;)
                        zjechalismy do wioseczki - malej, ale nadmorskiej - to dalo sie jakos wyczuc.
                        CChoc generalnie jako obcy wzbudzilismy mala sensacje - ucichly rozmowy na
                        czyms w rodzaju centrum (kilka krzesel pod drzewem:). Udalo nam sie nie
                        pobladzic w labiryncie uliczek (mala wioska, ale uklad naprawde zaskakujacy, i
                        tylko drogowskaz 'to beach' nas uratowal;). Poogladalismy domki, niektore
                        zadbane, pobielone, z zacienionym winorosla tarasem, niektore zaniedbane,
                        chylace sie, niektore jeszcze nie powstale, bez scian. Przejechalismy przez
                        uprawy winorosli, minelismy kosciol (pop? wyminal nas pedem w aucie i
                        pozdrowil) i restauracje i juz bylismy nad morzem - ogladanym nieco z gory, na
                        skalkach. Po lewej plaza 'miejska' - nawet byly prysznice (tyle ze nie
                        dzialajace - pewnie juz po sezonie). Kilku plazowiczow! Plaza spora, naprawde,
                        kilka przyjemnych zakatkow do kapania oprocz tego (staly tam przyczepy
                        kempingowe, teraz zamkniete na glucho).
                        W morzu w poblizu skalek jak zwykle mnostwo rybek, ale z powodu silnej fali
                        balam sie plywac zbyt blisko skal (tez macie uczucie ze pod woda wszystko sie
                        wydaje tak daleko, a jak spojrze na powierzchni okazuje sie ze plywam tuz tuz?)
                        Po czasie jakims (niedlugim:) okazalo sie ze zglodnialam;) Tuz przy plazy byla
                        przesympatyczna knajpa. Z 1 EUR dostalismy cole z dwiema szklankami z lodem (do
                        1 coli!! super - duzo lodu). Standardowe nakrycie (chleb) nie wystarczylo nam i
                        za chwile przemily pan doniosl wiecej. Przepyszna salatka, tzatziki i souvlaki
                        (bez dodatkow) - niby nic specjalnego, ale porcje jakos wieksze, warzywa
                        smaczniejsze a obsluga super. Nie bralismy wina, bo okolice poludnia byly
                        jeszcze bliskie a przed nami droga w sloncu. Zaplacilismy razem chyba 8-9 EUR.
                        Po przyjemnej godzince w cieniu winorosli jak zwykle wyruszylismy do Petrohory,
                        zznow asfaltem wsrod oliwek. Po obejrzeniu kilku hoteli, pensjonatow robiacych
                        calkiem przyjemne wrazenie i kolejnym zalozeniu lancucha i odblokowaniu
                        przerzutki dodatkowo, wjechalismy na plaze w Petrohorze. Widzielismy w zasadzie
                        tylko kilka domow, to chyba tylko bardziej wypoczynkowa osada. Plaza bardzo nas
                        zaskoczyla - nie piasek, a bardzo bardzo drobniutkie kamyczki (w sumie
                        wygodniejsze, nie wchodzi wszedzie tak jak piasek, a naprawde drobniutkie), na
                        plazy pozostalosci betonowych budowli (?), skaly. Dno bardzo szybko sie obniza,
                        kapielisko otoczone jest skalkami, w srodku tez sporo glazow, trzeba uwazac.
                        Ale dzieki temu wystarczylo wejsc po pas, zanurzyc glowe i juz bylo sie w innym
                        swiecie. Tylu ryb i takich duzych nigdzie nie bylo. Nie bardzo plywalismy
                        dalej, tylko ogladalismy. Jakos nigdy nam sie to nie znudzilo. Po wyschnieciu i
                        krotkiej wizycie w knajpie (1,5 l wody z lodowki za 1 EUR:), rzecz jasna z
                        pogawedka z pania (ona po grecku ja po angielsku, ale powiedzialam skad
                        jestesmy, gdzie teraz mieszkamy i jak nam sie podoba - a ona chyba zrozumiala:)
                        pojechalismy przepiekna nadmorska drozka do Voidokilii. Super widoki, spokoj,
                        cisza. Minelismy kompleks domow do wynajecia Villa Voidokilia i
                        pozazdroscilismy im widokow. Po jakichs 3-4 km bylismy juz na Voidokilii,
                        jeszcze przed zachodem slonca pokapalismy sie, obserujac tym razem meduze
                        wielokolorowa. Juz o zmroku wrocilismy do Gialovy, przebralismy sie czy co tam,
                        i pozna noca (ok 20:) odwiedzilismy tawerne nie nad morzem, z przepysznymi
                        daniami z grilla. Knajpa zatloczona byla Grekami, czasami ubranymi odswietnie
                        na sobotnie wyjscie. Poszalelismy troche i w sumie 20 EUR poszlo - ale jedlismy
                        chyba z 1,5 godz, bo musielismy robic przerwy - ja mojego oktapusa chyba w
                        sumie na 3 raty jadlam.
                        To byl bardzo dobry dzien, tkwi mi w pamieci - upal, rozgrzane powietrze, chlod
                        wody, szczypanie soli, spokojny obiadek w Romanos, widok z drogi do Voidokilii,
                        zachod slonca, powrot bez swiatel po zmroku, rozgadana i halasliwa tawerna w
                        nocy, usmiechy na twarzach wszystkich spotkanych tego dnia ludzi, niesamowita
                        zyczliwosc i sympatia, wymiana pozdrowien.
                        Co niniejszym czynie.
              • Gość: bah7 Wybieram się na Peloponez (bez biura)... IP: *.portgdansk.pl 17.02.05, 12:55
                Witaj Arweno !

                > Z historia u mnie cienko, to co wyczytalam ucieklo tez. Ale zdaje sie ze to
                > weneckie umocnienia, potem rezydowali tu Turcy podczas okupacji.
                > Jak ktos moze sprawdzic to prosze mnie skorygowac.

                Skoro tak ładnie prosisz, to zajrzyj tu:

                www.pylos.net/eng/history.htm

                Jest tam też bardzo fajna Fotogaleria - dla (takich jak ja) miłośników ładnych
                i ciekawych obrazków... ;-)))

                A kąpiel na trasie wokół Peloponezu planuję m.in. tu:

                www.pylos.net/album/beaches/voidokoilia04.JPG

                Z Twoich opowieści wynika, że to chyba bardzo dobre miejsce na postój?

                Pozdrawiam

                bah7
                • arwena Re: Wybieram się na Peloponez (bez biura)... 18.02.05, 16:22
                  fajny post:)) z tej strony ktora cytujesz tez czerpalam natchnienie ;)

                  voidokilia fajna bo przede wszystkim dzika i cicha (oprocz tego ze piekna). w
                  ogole tamte miejsca malo turystyczne. obok kampingi - jeden navarino chyba,
                  drugiego nie pomne, ale moge poszukac bo mam ulotki

                  pozdrawiam:))))) i pedze juz weeeeekend!
                  • Gość: bah7 Re: Wybieram się na Peloponez (bez biura)... IP: *.multicon.pl / *.multicon.pl 18.02.05, 21:50
                    > voidokilia fajna bo przede wszystkim dzika i cicha (oprocz tego ze piekna). w
                    > ogole tamte miejsca malo turystyczne.

                    Jeśli taka plaża jest mało turystyczna, to znaczy, że jest jakaś piękniejsza
                    plaża na Peloponezie?

                    community.webshots.com/photo/10036158ndvDRMIaVi

                    community.webshots.com/photo/91025939GMcZqM

                    > moge poszukac...

                    Bardzo proszę o namiary na jakąś fajną kwaterę w pobliżu, np. na 2 noce w
                    czerwcu (2006)... ;-)))

                    Miłego weekendu!

                    bah7
                    • arwena Re: Wybieram się na Peloponez (bez biura)... 18.02.05, 22:07
                      ja w tym watku kilka razy wspominam voidokilie, bo to bylo nasze ulubione
                      miejsce, nawet do posiedzenia tylko wieczorem, w drodze skads czy dakads tam

                      i wyzej podaje linka do apartamentow, w ktorych mieszkalam

                      najblizej voidokilii (3 km moze) jest kamping erodios, dalej nieco 6-8 km
                      navarino beach, o obu jest na www.camping.gr, razem z cennikami

                      o voidokilii pisza ze to jedna z piekniejszych plaz grecji (reklama dzwignia
                      handlu;), mysle ze malo turystyczna, bo w oddaleniu od osrodkow (Peloponez w
                      ogole spokojny) i drog nawet. Tam po prostu trzeba specjalnie pojechac,
                      nienajlepsza droga, oznaczona tak sobie ;) nadkladajac sporo drogi, albo liczac
                      sie z 20 min spacerem. Rowery rozwiazuja sporo problemow w tej sytuacji.
                      Nie mowie ze tam w ogole nie bylo ludzi, ale w promieniu 50 m nie bylo nikogo.
                      Jak dla mnie wystarczy. Nie wiem czy sa piekniejsze plaze ;) widzielismy tylko
                      malutki kawalek, glownie siedzielismy w Gialovie i rozbijalismy sie rowerami po
                      plazach - ta byla na pewno najladniejsza, choc do szerokosci polskich plaz jej
                      daleko, sporo jest tez nanosow z wydm - jakichs kolcow (nieszkodliwych!) czy
                      suchych wodorostow (to czasem widac na zdjeciach, na dnie zatoki).

                      W jaskini Nestora nad zatoka Apollo ukryl bydlo ukradzione hmm nie pamietam
                      komu. A widok z Paleokastro (czeste zdjecia z gory) porywajacy.
                      Jak chcesz to na emila podesle kilka moich widoczkow. Nie pozalujecie jesli
                      zatrzymacie sie w okolicy na kilka dni i zwiedzicie to o czym pisze. Moj
                      malzonek stwierdzil ze tylko tam juz bedziemy jezdzic:)) choc to naprawde
                      zadupie raczej. Ale dla mnie to sa wlasnie wakacje.
                      pozdrowka

                      ps. dzieki za okazje odswiezenia wspomnien;)
                      • Gość: bah7 Re: Wybieram się na Peloponez (bez biura)... IP: *.multicon.pl / *.multicon.pl 18.02.05, 22:49
                        Witaj Arweno !

                        > ja w tym watku...

                        Czytałem, oczywiście... ;)

                        > Tam po prostu trzeba specjalnie pojechac... nadkladajac sporo drogi...

                        Dokładnie tak zamierzam zrobić - specjalnie pojechać na Peloponez i ułożyć
                        trasę objazdu z najpiękniejszymi miejscami na postoje, nadkladajac często sporo
                        drogi... ;-)))

                        Już nawet kilka pomysłów mam:

                        www.trekearth.com/gallery/Europe/Greece/Peloponnesus/photo44370.htm

                        www.trekearth.com/gallery/Europe/Greece/Peloponnesus/photo134093.htm

                        www.trekearth.com/gallery/Europe/Greece/Peloponnesus/photo125705.htm

                        > Jak chcesz to na emila podesle kilka moich widoczkow.

                        Oczywiście, że chcę Twoje widoczki.

                        > Nie pozalujecie jesli zatrzymacie sie w okolicy...

                        Zatrzymamy się tam na pewno...

                        > Ale dla mnie to sa wlasnie wakacje...

                        A nasze wakacje wyglądają tak, jak opisuję na tym wątku, "w drodze":

                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=184&w=2843088&a=20376105
                        Pozdrawiam serdecznie

                        bah7@wp.pl

                        P.S.: Dzięki Ci za możliwość miłej wirtualnej wycieczki po Peloponezie... :D
                      • Gość: ft Re: Wybieram się na Peloponez (bez biura)... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.05, 12:17
                        Arweno!Będę wdzięczny za fotki, jeśli możesz, również z kwater.
                        Ja szukając info o Peloponezie trafiłem na 2 opisy wycieczek
                        właśnie zrealizowanych wg własnego pomysłu.
                        Jeden to objazd rowerowy strona chyba : koloroweru.pl ,
                        a druga samochodem - z promu w Igumenitsy dookoła Grecji i wokół Peolponezu
                        do Patras. Lubię poczytać o doświadczeniach innych turystów, a nie ulegać
                        wyłącznie reklamie.
                        Po moim pierwszym objeździe w 1999 narodził się pomysł samochodu z promem,
                        który zrealizowałem w 2003 roku. Nie wyobrażam sobie objazdówki z biurem
                        To tempo i zalicznie objektów , to nie dla mnie.
                        Jako kuriozum przytoczę fragment programu jednego z biur., które podobnie jak
                        ja jechałem, po przyjeździe do Igumenitsy ok 14.00 przewiduje przejazd na
                        rivierę ze "zwiedzaniem" Meteorów i o godz.20.00 kolację w hotelu.
                        Kto zna tą trasę, to wie że trzeba wyjątkowo wariackiej jazdy,żeby w tym czasie
                        dotrzeć na rivierę, a gdzie tu jeszcze mowa o zwiedzaniu. Nic dziwnego, że tyle
                        każdego lata jest wypadków naszych autokarów.
                        Ja jechałem tą trasą przez góry Epiru z tego samego promu i na Meteory
                        przeznaczyłem cały następny dzień,robiąc postój w Kalambace. Wycieczki,robią
                        pętlę wokół Meteorów, obowiązkowo z wstępem do sklepu z ikonami (Na marginesie
                        firma Zinaros dawniej klientów przy wejściu częstowała metaxą, albo kawą,
                        obecnie już tego nie ma, może robią bokami). Zwiedzanie jak zaobserwowałem to 5
                        min. przystanek na foto z klasztorami w tle (bez gaszenia silnika) i
                        dalej.Czasem wstąpią do klasztoru św.Stefana, bojest najbliżej parkingu.
                        Takie zwiedzanie mnie nie interesuje.
                        Pozdrawiam
                        f
                        frant48@gazeta.pl
                        • arwena Re: Wybieram się na Peloponez (bez biura)... 21.02.05, 22:49
                          dziekuje za mily odzew;) jak mi jeszcze podpowiecie jak szybko zmniejszyc
                          rozmiary plikow (zdjecia) to zaraz podesle na oba adresy; niestety moj program
                          pocztowy z roznych wzgledow niemozliwy, a zdjecia maja po ok 1,5 MB

                          ja juz pisalam o biurach:) a poza tym wlasnie - to wielka frajda i przyjemnosc
                          i niezaleznosc, tak samemu sie szwendac, nic na czas nie robic (szczegolnie
                          wstawac!) i w ogole - miec pretensje tylko do siebie, ze cos nie wyszlo:) w
                          sumie niewazne czy autem czy bez, samolotem czy pociagiem, wazne ze samemu
                          kupujesz bilet w kasie, wypozyczasz auto od greka, tankujesz na ichnich
                          fantastycznych stacjach:) podziwiam!

                          przed wyjazdem czytalam sporo o Peloponezie - ale ostatecznie w sumie malo
                          zwiedzilismy, glownie z powodu braku auta. liczylam troszke na wygodniejsze
                          polaczenia autobusowe (ale mam wiele sympatii do KTELa i takiego stylu zycia -
                          my tez szybko sie przestawilismy, tam czas po prostu inaczej plynie, bardzo mi
                          sie to podobalo;)

                          poza tym - przy placeniu rachunku za kwatere dostalismy kawe, sok,
                          rozmawialismy z naszym grekiem. bo tak nie mozna, zeby zaplacic i juz. na
                          wyjezdzie - buteleczka oliwy. to drobiazgi, ale to one wlasnie sprawiaja, ze
                          mam tam ochote wrocic.
                          najwieksze wrazenie zrobila na mnie uprzejmosc zwyklych spotykanych codziennie
                          ludzi - pogawedki w sklepie (pamietaja polki ze zbiorow oliwek w polowie lat
                          osiemdziesiatych - jakim cudem rozmawialismy o tym z nieznajaca angielskiego
                          wlasicicielka nie mam pojecia!), pogawedki z kelnerami, gratisowe owoce do
                          obiadu, niewiadomoczemu zakmniete knajpy i czekanie pod nimi po tam
                          najpyszniejsze pity za 1,5 EUR, dokarmiane pod stolem psy i koty knajpiane,
                          zakupy dziwnych wedzonych ryb w oliwie i ich jedzenie z bulka na brzegu morza.
                          Mam wrazenie - moze sie myle, ale utwierdzaja mnie w tym sytuacje spotkane na
                          Place - ze w miastach turystycznych nie widac tego - takiego spokoju, siedzenia
                          godzinami przy kawie, gier, rozmow, wolnego plyniecia czasu. co dziwnego - tam
                          na peloponezie nikt do nas nie mowil 'my friend' - a mimo to tak wlasnie sie
                          czulismy. jezdzac rowerami po pustych wiejskich drogach wsrod gajow oliwnych i
                          bedac pozdrawiani przez dziadka na traktorze. a w Atenach - ja to przekladam
                          ogolnie na kombinaty turystyczne (wiem od kolezanki ze tak jest w hersonissos -
                          co chwile nas zaczepiano 'where are your from, my friend, i have friend from
                          poland etc' - takie przykre naganianie, niesmaczne jedzenie (wybrednismy) oraz
                          oszukiwanie na kazdym kroku na kasie.
                          kwestia gustu - bo z kolei w naszej wiosce po 20 juz nic sie nie zrobi poza
                          siedzeniem i sluchaniem szumu morza nad kolejnym kilogramem (!) wina w knajpce.
                          zero dyskotek, oswietlonych ulic ;))

                          echh dobrze mi tam bylo, zdecydowanie najlepsze nasze wakacje ;)
                          • Gość: ft Re: Wybieram się na Peloponez (bez biura)... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.05, 07:57
                            Witaj Arweno!
                            Spróbuję poradzić Ci w temacie kompresji plików graficznych, co prawda nie jest
                            to moja specjalność. Ja używam do tego programu Irfan View który był na płycie
                            z gazetą Komputer Świat. Można go ściągnąć z ich strony www.komputerswiat.pl
                            Jest darmowy, są różne wersje ale np może być 3.91 . Zainstaluj na komputerze
                            dodatkowo polskie uzupełnienie. Jest to łatwa przeglądarka graficzna, która
                            w trakcie zapisywania plików ma wybór płynny jakości zapisy. Wbierajc średnią,
                            bez dużego pogorszenia jakości, obrazki mają 200-300kB.
                            Życzę sukcesu.
                            Jeśli podasz e-mail mogę zrewanować się moimi zdjęciami wakacyjnymi, choć nie z
                            Grecji, ale z ładnego zakątka Austrii
                            pozdrawiam
                            f
                      • Gość: bah7 Re: Wybieram się na Peloponez (bez biura)... IP: *.multicon.pl / *.multicon.pl 28.02.05, 18:18
                        > ps. dzieki za okazje odswiezenia wspomnien;)

                        Witaj Arweno!

                        Dzięki za fotki! ;0)

                        Jeśli tego fajnego opowiadania o Peloponezie nie znasz, to pewnie Ci się
                        spodoba:

                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=203&w=4162816&a=5561080

                        Szkoda tylko, że nie było ciągu dalszego...

                        Pozdrawiam serdecznie

                        bah7
    • Gość: ft Re: wrocilam z Peloponezu (bez biura) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.05, 09:06
      Arweno!Właśnie zainteresował mnie Twój pobyt na Peloponezie, gdyż też zacząłem
      przymiarki bez biura. Ciekawi mnie ile placiłaś za apartament,
      czy można na kilka dni, czy też tygodniami.
      Ja myślę o wyjeżdzie samochodem i promem do Patras, żeby pobuszować autem po
      Południowym Peloponezie, a potem na parę dni do Argolidy i Aten.
      Na stronę appthanos trafiłem już wcześniej, ale nic nie piszą o cenach.
      Będę wdzięczny za info
      Pozdrawiam
      f
      • arwena Re: wrocilam z Peloponezu (bez biura) 18.02.05, 16:20
        czesc
        dzieki za fajny odzew ;)))

        generalnie im dluzej tym nizsza cene mozna wynegocjowac, ja placilam 22 EUR/2
        os/doba, mysle ze jak na te warunki to tanio
        na kilka dni tez pewnie wynajma, zwlaszcza poza sezonem (na pewno nie bylo full
        obsadzone), nie wiem jakie ceny i jak z rezerwacjami w sezonie

        ja napisalam po angielsku maila do nich, korespondencja byla mila, choc w sumie
        kilka dni to trwalo

        spotkalam sie tez (w innym miejscu), ze dluzszy pobyt (14 dni) kasuja po
        normalnych cenach jak za 9 dni na przyklad

        wyjazd autem to super pomysl, jesli poza sezonem to chyba nawet spokojnie bez
        rezerwacji (gdzies tak od 10.09 to juz zdecydowanie poza sezonem! nawet
        wczesniej na Peloponezie spory luz)

        pzdr!
        • arwena Re: wrocilam z Peloponezu (bez biura) 18.02.05, 22:13
          aha - chcieli zaliczke, bo bukowalam ze dwa miesiace wczesniej (ok 30%),
          podalam im nr karty kredytowej - wszystko odbylo sie sprawnie i bez problemow.
          to miejsce (apartamenty, wille) prowadzi sympatyczna rodzina, maja tez
          wytwornie oliwy, nie spotkalam sie z zadna niemila sytuacja (typu proba
          oszustwa czy niespelnione obiecanki) z ich strony. na maila moge podeslac kilka
          fotek z tych apartamentow (choc naprawde bylo tak jak pisza na stronie, ale nie
          nalezy spodziewac sie luksusow).
          pozdr
          • Gość: Etaltravel Re: wrocilam z Peloponezu (bez biura) IP: *.zax.pl / *.zax.pl 19.02.05, 02:30
            Po sezonie mam w lutraki hotel w cenie 20 euro, za osobę, klima i tv, ze
            sniadaniem szwedzki stół i obiadem, Ja nie wiem co wyście sie uparli tak na
            biura ale w grecji jest tak że biuro ma hotel zawsze taniej turysta
            idywidualny. I to tak taniej ze go moze z zyskiem turyscie taniej sprzedać niż
            hotel bezpośrednio
          • Gość: bartek Do arweny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.04.05, 16:11
            A czy te apartamenty można wynajmować przez okrągły rok?I czy jest tam
            klimatyzacja?Prosze odpisz bo chciałbym sie w Grecji na dłużej "zakotwiczyć".
            • arwena Re: Do arweny 05.04.05, 10:44
              1. nie wiem. slyszalam, ze jest taki przepis, ze poza sezonem tylko hotele (aby
              pracownicy ich mieli prace) - ale nie wiem. najlepiej napisz emaila
              bezposrednio do nich, mysle ze ci wynajma, bo wiadomo, ze przepisy swoja
              droga ;))))
              2. klima jest
              3. to jest wiocha! autobus kilka razy dziennie o dziwnych porach. pomysl
              koniecznie o aucie ;)
    • Gość: bah7 Zwiedzanie bez biura... :-))) IP: *.crowley.pl 21.02.05, 09:13
      > Generalnie namawiam do samodzielnego zorganizowania wyprawy - frajda wieksza,
      > samodzielnosc, mozliwosc zmiany miejsca...

      Dokładnie tak!

      Bo (powtórzę):

      Wycieczka wakacyjna to wszystko... :)

      1. Wolność!!!
      2. Przygoda.
      3. Nadzieja.
      4. Zapomnienie.
      5. Uśmiech.
      6. Radość.
      7. Piękno.
      8. Szczęście.
      9. Słodycz.
      10. Miłość.

      Pzdr.

      bah7

      P.S.: Czyż można mieć to wszystko np. na autokarowej wycieczce objazdowej?

      • Gość: etaltravel Re: Zwiedzanie bez biura... :-))) IP: *.zax.pl / *.zax.pl 03.03.05, 20:05
        oczywiscie ze autokarówka nie da tylu wrazen co samodzielny wyjazd tylko dziwi
        mnie to że ze niektórzy tu dwókrotnie przepłacają za hotele i sie tym szczycą.
        No chyba ze to bojkot nie tylko polskich ale greckich biur ktoś tu organizuje.
        Ale jak własciciel obiektu daje dwa razy wiekszą cenę ludziom z ulicy niz do
        biura które i tak doliczając marże daje tan sam obiekt taniej to chwalenie się
        tym ze na miejscu się załatwia nocleg jest albo portwelowym masochiozmem albo
        głupotą.
        • bebiak Re: Zwiedzanie bez biura... :-))) 03.03.05, 21:57
          Gość portalu: etaltravel napisał(a):

          > oczywiscie ze autokarówka nie da tylu wrazen co samodzielny wyjazd

          No widzisz: czasem nawet myślimy tak samo:-)

          >tylko dziwi mnie to że ze niektórzy tu dwókrotnie przepłacają za hotele i sie
          >tym szczycą.

          Etal, jakimi kategoriami Ty w ogóle myślisz?
          Czy ktoś się tym szczyci? Jeśli X pyta Z-eta: "Ile płaciłeś za hotel w Y?" to Z
          odpowiada, odpowiada tylko na pytanie. Czy dla Ciebie to oznacza, że Z się tym
          szczyci???

          > No chyba ze to bojkot nie tylko polskich ale greckich biur ktoś tu
          >organizuje.
          > Ale jak własciciel obiektu daje dwa razy wiekszą cenę ludziom z ulicy niz do
          > biura które i tak doliczając marże daje tan sam obiekt taniej to chwalenie
          >się tym ze na miejscu się załatwia nocleg jest albo portwelowym masochiozmem
          >albo głupotą.

          A nie przyszło Ci nigdy do głowy (co Ci napisałam w innym wątku), że są ludzie,
          którzy jednak wolą nie mieć obok siebie w tym samym miejscu wycieczki z biura
          podróży, bo wtedy jest zupełnie inna atmosfera?
          Oj, coś dziwnie myślisz ale dziś wybaczam: wszak taki fajny dzień w Helladzie:-)
          Pozdrawiam. B.
          • Gość: Etaltravel Re: Zwiedzanie bez biura... :-))) IP: *.zax.pl / *.zax.pl 10.04.05, 03:19
            Ja nie uważam się za kogoś wyjątkowego i lepszego od innych, by mi atmosfere
            wypoczynku mieli psuc ludzie którzy są z tego kraju co ja albo z tego samego
            biura. nie jestem elitą i do elit nie pisze ja pisze do normalnych ludzi ktorzy
            nie chcą przepłacać i którym atmosfery nie wydziwiają np z atmosferą

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka