lindan
02.06.05, 20:55
Witam, jestem zbulserwona dosłownie tym co usłyszałam od właścicelki! Mój
synek ma 4,5 miesiąca i chodzimy do nich na basen odkąd synek skończył 8
tygodni.Na początku wszystko ok, lekcje indywidualne 25 zł za 20 min
oczywiscie płatne z góry za semestr, sam w basenie z instruktorką, która
dostosowywała zajęcia do potrzeb i możliwości malucha. Niestety 3 tygodnie
temu zmieniono instruktokę pod pretekstem choroby i tak już została bez
żadnych uzgodnień nic, tylko tak już będzie i koniec. Nie reagowałam, choc
przyznam że nie bardzo mi się to podobało, bo tamta instruktorka miała
cudowne podejście do takich maluchów. Na pierwszych zajęciach nowa Pani
posadziła na brzegu basenu mojego 4 miesięcznego synka w celu sprawdzenia czy
nie zrobił w pieluchę [specjalną do pływania]kupki na, na moja ostrą reakcję
że dziecko jeszcze nie siedzi i proszę go nie sadzać odpowiedziała że ona go
przecież trzyma!!! Ludzie czy tak zachowuje się profesjonalista??? Dalej
kolejne zajęcia dziecko płacze cały czas bo ta sama Pani z umiłowaniem leję
ręką mu strumień wody na buźkę bo to taki etap dziecko ma się oswajac i nie
bać wody. Ok, ciekawa jestem jak owa Pani by się oswajała jakby ktoś jej
przez 15 minut na twarz wiadro wody strumieniem wylewał. Kolejne zajęcia, ta
sama sytuacja, lanie wody na twarz i wieklie zdziwienie co się stało że syn
tak zaczął płakać na zajęciach. Moje tłumaczenia i uwagi do nikogo nie
trafiają.Ponadto mój synek wyszedł z baseny zziębnięty, siny i trzęsacy się z
zimna. Dodam jeszcze że rodzicom nie wolna przebywać z dzieckiem w trakcie
zajęć na basenie już nie mówiac o wejściu z nim do wody. Rodzic może
obserwować zajęcia za szyby. Zadzwoniłam do włascicielki i porosiłam o zmianę
instruktorki na poprzednia, dowiedziałam się że nie jest to możliwe, Pani
była bardzo nie uprzejma, powiadomiła mnie że albo z tą Panią albo z żadna i
mogę się ewentualnie przenieść na grupowe które trwaja 45 minut( dla 4,5
miesiecznego dziecka !!!! sama propozycja jest poprostu absurdalna]. Na moje
uwagi że dziecko płacze,że było po lekcji sine z zimna i instruktorka która
powinna zareagować i przerwać zajęcia, Pani właścicielka stwierdziła cyt. "no
to co, jest chory???" Wg owej Pani nie mam nic do powiedzenia bo instruktorki
są profesjonalistkami i czy dziecko chce czy nie , tym bardziej rodzic plan
trzeba wykonać. Ponadto szatnia już nie jest ogrzewana i mój wymrożony synuś
trafił do chłodnej szatni. Trząsł się jeszcze dobre 10 minut ale dla Pani
włascicielki zamyka sie to w stwierdzenie cyt."no to co!!!!". Gorzko sie
rozczarowałam i osądźcie sami!Pozdrawiam.