yanga
09.09.05, 13:31
Przeglądając stare szpargały znalazłam list, który młody wówczas kot Jeremi
napisał do swojej pani (mojej córki), która wyjechała do Włoch jako au pair.
Zupełnie nie pamiętałam, jakim głupiutkim tchórzem był wtedy ten mądry i
dzielny kot, który do końca walczył z panem doktorem o godną śmierć i
rozumiał każde nasze słowo. Może Was to zainteresuje, także ze względu na
realia - żwirek wówczas był nowością, a whiskas największym przysmakiem...
Warszawa, 4.071992
Cześć,
to ja, Jeremi. Jesteś świnia, żeś sobie pojechała, wiesz? Babcia powiedziała,
że nie będzie Cię trzy miesiące. Ona rozmawiała przez telefon, a potem
pocałowała mnie w pyszczek – podobno od Ciebie, to ja Ci mówię: ŻAŁOWAŁA
MYSZKA ŻÓŁWIA! No, ale trudno, ponoc musisz pracować, żeby mieć na whiskasy
dla mnie, tak mówi Babcia.
Zaraz po Twoim wyjeździe przyszło takich dwoje, ja ich kiedyś widziałem, ale
nie byłem pewien, więc poleciałem do łazienki i tam za kiblem przesiedziałem
całą noc, na wszelki wypadek. Potem okazało się, że to Ciocia Kasia, ale nie
Cookie, tylko ta druga. Ona jest fantastyczna, kupiła mi brekkiesy i w ogóle
dawała mi jeść, ile razy zamiauczałem, ale dostałem sraczki i Babcia jej
powiedziała, że nie wolno brekkiesów. Więc już mi nie dawała. Ja nie byłem
zupełnie grzeczny, wiesz, no bo co w końcu, kurczę blade. Kiedyś Ciocia Kasia
nie wróciła na noc, więc jej zasrałem równo całą łazienkę, niech ma. Mówię
ci, sprzątała i sprzątała – smród jak cholera – a tu puk puk – i wchodzi
Babcia. Więc na wszelki wypadek powiedziałem jej, że Ciocia Kasia mnie
głodzi, ale to nie była prawda i Babcia chyba nie uwierzyła, tylko wsiadła na
mnie, że jestem wstrętny sraluch. Czy Ty też tak uważasz? Ja potem
przeprosiłem Ciocię Kasię, a Babci dotąd ocierałem się o nogi, aż przestała
się gniewać. I wiesz co? Za prarę dni Babcia znowu przyszła i zobaczyłem, że
szykują koszyk. Mówię Ci, wywaliły wszystkie Twoje rzeczy do plastikowej
torby, a koszyk wyłożyły ręcznikiem, więc chciałem sprawdzić, czy tam jest
miękko, a tu pokrywka się zamknęła. I Babcia powiedziała, że teraz pojedziemy
do niej. I pojechaliśmy, ale nie samochodem, tylko dużym autobusem, a nawet
dwoma. I ja naprawdę byłem grzeczny, w ogóle nie miauczałem, nawet nikt nie
wiedział, że tam jestem.
Jak tylko przyjechaliśmy, to Babcia dała mi whiskasa i nasypała do kuwety
takiego żwirku – mówię Ci, to jest fantastyczne, ja tam zrobiłem siusiu i
Babcia mnie pogłaskała, i powiedziała, że jestem grzeczny kotek, więc chyba
dalej będę tam wszystko robił. A potem – to po prostu niesamowite! Babcia
otworzyła drzwi i powiedziała, że mogę wyjść do ogródka. Wiesz, co to jest
OGRÓDEK? Ja już wiem. Tam jest trawa i latają muchy. Najpierw się
przestraszyłem, właściwie nadal się boję, ale już mniej. Potem przyszła taka
jedna – ona też jest kotem, tylko dziewczynką. Ma pręgowane futerko i jest
bardzo miła. Mieszka w tym ogródku! No to się grzecznie przywitałem i
pocałowaliśmy się w pyszczki. Ona chciała, żebym się z nią pobawił, ale
jeszcze się bałem. A babcia nie chciała wpuścić jej do mieszkania, bo
powiedziała, że jest LEJÓWA. Co to znaczy, czy ona nie ma kuwetki? Więc
usiadła na progu, a ja – tak na wszelki wypadek – wskoczyłem Babci na kolana
i zacząłem się myć. To ona powiedziała, że jestem CACYDUPEK i MAMINSYNEK. I w
ogóle tchórz. I jak to jest, że mnie wolno, a jej nie. Że żadnemu tutejszemu
kotu (podobno jeszcze są jakieś) nie wolno wchodzić do domu, a ja taki
przybłęda bez jaj (no wiesz, co ja jestem winien, że kazałaś mi zrobić tę
operację) – i od razu mam dom, Babcię i miskę w kuchni. Ale ja jej jeszcze
pokażę, tylko muszę przestać się bać. Wieczorem Babcia otworzyła okno,
usiadłem sobie na parapecie, a ona, ta kotka, była na tarasie i zaczęła mnie
wołać. Mówiła, że w nocy to jest dopiero fajna zabawa. Ale – bo ja wiem?
Chciałem oprzeć łapkę na takim czymś, co rosło pod oknem – Babcia mówi na
to „dziwaczek”. Okazało się, że nie można. Więc powiedziałem tej małej, żeby
się odp... no wiesz. I wróciłem do Babci. Znalazłem sobie fajne miejsce do
spania na regale(bo Babcia mnie nie wpuszcza do sypialni, pewnie się boi,
żeby się TAMTO nie powtórzyło, ale to przecież było z nerwów...). I Babcia
powiedziała, że dobrze, nawet położyła mi tam ręcznik. Ona jest fantastyczna,
tylko się gniewa, jak wskakuję na blaty – ale mnie tylko chodzi o muchy, po
co cholery brzęczą? Babcia też ich nie lubi i czasem sobie tak razem
polujemy. Ona chyba robi to lepiej. A ja potem taką muchę zjadam – mówię Ci,
to całkiem niezłe. Teraz, po dwóch dniach, już więcej wychodzę na taras,
czaem można się fajnie pobawić, na przykład listkiem. Tylko zawsze sprawdzam,
czy Babcia jest w poblizu. Jakby co – to w nogi. No to kończę, też Cię całuję
w pyszczek. Mam tu być jeszcze tydzień, potem wracam do domu.
Jeremi