Dodaj do ulubionych

Być mamą (chrzestną)

06.06.06, 15:22
Nie będzie w tym wątku o prezentach wink Za to bardzo wdzięczna będę Wam za
refleksje nad rolą chrzestnych w wypadkach, że się tak wyrazę, nie-
ekstremalnych, czyli - na ile chrzestni rodzice mają obowiązek/prawo
ingerować w wychowanie chrześniaka i wchodzić w kompetencje rodziców w
codziennym życiu?
Moja przyjaciółka poprosiła mnie o bycie chrzestną mamą jej dziecka. Jej
stosunek do religii, wiary i KK możnaby określić najtrafniej słowem:
życzliwy. Wychowanie katolickie – z bierzmowaniem włącznie – odebrała, poza
tym tradycjonalistyczna jest i prawicowa, ale – z ojcem swych trojga dzieci
nie ma ślubu, ani kościelnego, ani żadnego. On też wychował się w
tradycyjnej i baaaardzo katolickiej wielodzietnej rodzinie, zaliczył nawet
rok czy dwa seminarium – i odszedł od Kościoła na zasadzie negacji totalnej.
No, prawie, bo temu, żeby dzieci zostały ochrzczone, jakoś się nie sprzeciwia
(a mamie dzieci bardzo na chrzcie zależy). Oboje są tzw. „dobrymi ludźmi”,
bardzo zaangażowanymi rodzinnie, dbającymi o dzieci, ogólnie środowisko
wychowawcze tworzą pozytywne... ale jak widać, warunki do wychowania w wierze
są tam dość, powiedzmy, specyficzne. I co ja mam z tym fantem zrobić?
Najstarsze dziecko jest w zerówce i w kościele bywa sporadycznie – rozumiem
zresztą, że nawet zaangażowanej religijnie matce z trójką małych dzieci nie
jest łatwo bez czynnej pomocy ojca wyjść na mszę św. – ale podejrzewam, że
później też nie będzie inaczej. Czy to oznacza, że biorę na siebie obowiązek
zapewnienia mojemu chrześniakowi, kiedy dojdzie do stosownego wieku,
uczestniczenia w coniedzielnej mszy? I jaką metodą? – telefonicznego nękania
mamy w tej sprawie, osobistej wyprawy i zgarnięcia na mszę razem z moimi
dziećmi (a co z rodzeństwem???). W praktyce oznaczałoby to dezorganizowanie
życia tamtej rodzinie... Więc może tylko wystarczy świecić przykładem? Ale
jedną taką chrzestną córkę, której teoretycznie świecę przykładem, już mam –
i mam też solidne wyrzuty sumienia, bo w praktyce nie mam żadnego wpływu na
jej życie religijne. No dobrze, ale jeśli odmówię, to wiem, kto może zostać
chrzestną na moje miejsce i nie wydaje mi się, żeby to zmieniało sytuację.
Oczywiście, pozostaje mi zawsze tylko – i aż – modlić się za małego i jego
rodziców. Ale to mogę również robić nie będąc mamą chrzestną...
Liczę, że Wasze wypowiedzi pozwolą mi na lepsze rozeznanie...
Obserwuj wątek
    • pawlinka Re: Być mamą (chrzestną) 06.06.06, 16:01
      sama jestem taką matka chrzestną, w dodatku mój chrześniak daleko mieszka.
      Wiesz, dzisiaj wiem, że nie należało rodziców dzieci, żyjących w związku
      niesakramentalnym, przekonywać, żeby ochrzcili dzieci. Tzn. ja w jakis sposób
      współuczestniczyłam w namowach dziadków, nie powiedziałam, żeby nie chrzcili
      dzieci i bardzo tego żałuję. Byłam nowa w rodzinie, może dlatego nie
      powiedziałam tego, co powinnam?
      Kilka tygodni temu była pierwsza Komunia starszego chłopca. W całej
      rozciągłości potwierdziło się to, co już wiedzieliśmysad Ot, dla tradycji, żeby
      nie było dziecko inne, żeby coś tam kiedys tam było łatwiej. "W końcu ma prawo
      do sakramentów", ręce opadają. "Przedsiębiorstwo usługowe KK"sad Wszytkim z
      automatu się należą wszystkie sakramenta!
      Jasne, my, rodzice chrzestni, świecimy przykładem i na tym się kończy.

      Audito, dlaczego Twoja przyjaciółka chce dzieci ochrzić? Może tutaj zamiast
      przyjmować jej zaproszenie najpierw spróbujesz wytłumaczyc, pogadać? To w końcu
      rodzice są odpowiedzialni za wychowanie w wierze, a chrzestni tylko spełnić
      mają rolę pomocników? Taka rozmowa jest konieczna!
      Wiem, że jest zamiast sakramentu chrztu można przyjąć dziecko do wspólnoty
      Kościoła. Niestety, teraz nie potrafię nic wiecej na ten temat powiedzieć. Może
      ktoś mi tutaj pomoże, Kann z pewnością coś wiesmile?
    • audita Re: Być mamą (chrzestną) 06.06.06, 21:27
      O tym, dlaczego chrzest jest dla niej ważny, rozmawiałyśmy już przy pierwszym
      dziecku (starsza dwójka jest ochrzczona). Najkrócej - bo moja przyjaciółka nie
      uważa się za osobę niewierzącą. Ani nawet za wierzącą niepraktykującą wink - z
      tych, co to "Pan Bóg tak, księża nie". Mam wrażenie, że na początku była pewna,
      że "katolickie korzenie" jej ukochanego wezmą górę, nie wybierała z
      premedytacją życia w konkubinacie - natomiast teraz z premedytacją trwa przy
      ojcu swoich dzieci "na dobre i na złe". Ma autentycznie wielki szacunek dla
      Kościoła, dla Tradycji (takiej przez duże T, dla religii. Chrzest pierwszego
      dziecka traktowała trochę jako "zastępstwo" ślubu (jakkolwiek dziwnie by to nie
      brzmiało); na pewno chciałaby wychować dzieci w religii katolickiej. Może nie
      ma wystarczającego doświadczenia żywej wiary, żeby żyć nią na codzień; nie ma
      też w tej kwestii wsparcia w ojcu dzieci ani w rodzinie.
      Krótko mówiąc, nie sądzę, żeby najmłodszego chrzciła "pod publiczkę" (zresztą
      publiczki na tym chrzcie nie będzie). Ale jego religijne wychowanie będzie
      zależało od tych wszystkich uwarunkowań, o których powyżej. I teraz - wiem na
      przykład, że kiedy tata (który nb jest superojcemsmile zaproponuje niedzielny
      wyjazd całą rodziną, to z różnych przyczyn moja przyjaciółka nie
      powie "pojedziemy dopiero o 12, bo wcześniej idę z dziećmi na mszę".

      Na odradzanie chrztu zaś chyba za późno choćby dlatego, że sytuacja tak samo
      dotyczy najmłodszego, jak i pozostałej ochrzczonej już dwójki.
      I bądź tu mądry(-a)...
      • barbie-torun Re: Być mamą (chrzestną) 07.06.06, 08:47
        dla mnie to barzdo dziwne
        jeśli zyja są w związku bez ślubu kościelnego
        to jaki ksiądz udzielił dziecku sakramentu???
        przecież jeśli przy pierwszym dziecku określili się że wstapią w związwek
        małżeński to dlaczego tego nie zrobili???
        przecież księża mają specjalne wytyczne
        i nie ochrzczą drugiego dziecka takich ludzi
        bo i po co???
        wychowanie w wierze to odpowiedzialność
        kurcze pewnie "co łaska" była wysoka sad

        takie kupczenie sakramentami

        w naszej okolicy już wiele razy ksiądz odmawiał udzielenie sakramentu
        i gazety mieszały go z błotem
        matka pisała na zasadzie "bo mnie mnie się należy, bo ja tak chcę"

        facet chyba jakiś poraniony jeśli wystapił z seminarium a teraz unika Kościoła
        i sakramentów
        obraził się na księży
        przecież to śmieszne
        szczeniackie podejście i tyle
        • a_weasley Re: Być mamą (chrzestną) 07.06.06, 08:59
          barbie-torun napisała:

          > dla mnie to barzdo dziwne
          > jeśli zyja są w związku bez ślubu kościelnego
          > to jaki ksiądz udzielił dziecku sakramentu???
          > przecież jeśli przy pierwszym dziecku określili się że wstapią w związwek
          > małżeński to dlaczego tego nie zrobili???
          > przecież księża mają specjalne wytyczne
          > i nie ochrzczą drugiego dziecka takich ludzi

          Możesz rozwinąć te rewelacje?!

          > kurcze pewnie "co łaska" była wysoka sad
          > takie kupczenie sakramentami

          Wiesz, kiedyś dawno temu odpowiedzi redakcji w różnych pismach bywały drukowane
          bez zacytowania listu. I w jednym katolickim piśmie widziałem taką odpowiedź:
          "A.W. z Grodna: Jeśli nie ma powodu - to nie przypuszczać - a tym bardziej nie
          mówić bez wyraźnej potrzeby".
          Nie wiem, kim był, czy była A.W. Pewnie już nie zyje, bo to było 70 lat temu.
          Ale rada jest mądra i godna polecenia każdemu w każdych warunkach.

          > w naszej okolicy już wiele razy ksiądz odmawiał udzielenie sakramentu
          > i gazety mieszały go z błotem

          Trochę im się nie dziwię. Acz księdza też rozumiem.

          > facet chyba jakiś poraniony jeśli wystapił z seminarium a teraz unika Kościoła
          > i sakramentów

          A tak. Ludzie występują z seminarium z różnych powodów. Czasami takich, które
          powodują traumy na całe życie.
          • alex05012000 Re: Być mamą (chrzestną) 07.06.06, 09:41
            cytat z barbie-torun: "facet chyba jakiś poraniony jeśli wystapił z seminarium
            a teraz unika Kościoła i sakramentów"
            - ano wcale nie musi być "poraniony", a jeżeli już to właśnie przez księży,
            znam bardzo dobrze kogoś kto był w młodym wieku 2 lata w seminarium, a potem
            odszedł... teraz ma do księży, kościoła i sakramentów stosunek raczej
            chłodnawy, nie chadza na msze, nie przystępuje do komunii, ale jest blisko
            Boga... może dlatego, że zna od podszewki całą strukturę i ludzi...,
            - obecnie wiele rodzin żyjących bez ślubu ma ochrzczone dzieci, nie oceniam,
            ale to praktyka wszechobecna, która nikogo raczej nie dziwi...
            • nordynka1 Re: Być mamą (chrzestną) 07.06.06, 10:31
              znam bardzo dobrze kogoś kto był w młodym wieku 2 lata w seminarium, a potem
              > odszedł... teraz ma do księży, kościoła i sakramentów stosunek raczej
              > chłodnawy, nie chadza na msze, nie przystępuje do komunii, ale jest blisko
              > Boga... może dlatego, że zna od podszewki całą strukturę i ludzi...,

              nie chadza na msze bo zna ludzi i struktury od podszewki, i dzięki temu jest
              blisko Boga? dobrze zrozumiałam?

              To znaczy że Kościół powinien się dawno rozpaść bo na ludziach i ich dziwnych
              pomysłach został zbudowany. Co na ludzkim pomyśle to długo nie przetrwa. A
              tymczasem jakoś tak już trzeci tysiączek lat się nam zaczął. Odszedł bo
              zobaczył grzech w ludziach nalezących do Kościoła? No cóz, ja dzięki temu w nim
              jestem. Bo widzę, że ludzie tworzący Kościół są tak samo grzeszni jak i ja.
              Jestem wśród swoich.

              Księza nie chrzczą dzieci parom bez slubu kościelnego dlatego żeby te potem w
              szkole lepiej się czuły, tylko po to żeby skłonić rodziców do otwarcia się na
              wiarę, Słowo Boże i zachęcić ich do zycia zgodnego z nauką Koscioła.


              Audito, modlić się trzeba. O Ducha Świętego dla nich. Trudno mi tu coś radzić,
              bo ludzi nie znam. Modlitwa to najlepsze co można dla nich zrobić. Poszukac
              jakiejś mszy gdzie głosi się Słowo nie kazanie, zaprosić ich na nią, ja
              wiem,..i samemu dawać świadectwo życia żywą wiarą.
              Pamiętam w modlitwie.
              • alex05012000 Re: odp do nordynki 07.06.06, 12:58
                nie chadza na msze bo zna ludzi i struktury od podszewki, - tak
                i dzięki temu jest blisko Boga? dobrze zrozumiałam? - nie, nie dzięki temu,
                tylko mimo tego, lub po prostu poza tym, jest blisko Boga, jest głęboko
                wierzący, ale powiedzmy w swojej relacji z Bogiem naogół pomina kościół i jego
                struktury...
                To znaczy że Kościół powinien się dawno rozpaść bo na ludziach i ich dziwnych
                pomysłach został zbudowany. Co na ludzkim pomyśle to długo nie przetrwa. A
                tymczasem jakoś tak już trzeci tysiączek lat się nam zaczął. Odszedł bo
                zobaczył grzech w ludziach nalezących do Kościoła? No cóz, ja dzięki temu w nim
                jestem. Bo widzę, że ludzie tworzący Kościół są tak samo grzeszni jak i ja.
                Jestem wśród swoich.
                może zobaczył nie tyle grzech co układy, układziki... skomplikowaną i sterowaną
                strukturę i wiedział, że ta struktura go predzej czy później odrzuci... zresztą
                nie chodzi o mnie więc nie będę się zagłębiać w detale... ale to nie pierwsza
                osoba o której słysze, ze po bliskim kontakcie z hierarchią kościelną odsuwa
                sieod tejże i od kościoła, nie tyle od wiary co od kościoła...
                • nordynka1 Re: odp do nordynki 07.06.06, 14:43
                  no struktura, sterowana, przez Ducha Świętego na szczęście , nie przez nas smile,
                  a On nikogo nie odrzuca.
                  to nie Kościół kogokolwiek odrzuca, ludzie sami się z niego wykluczają - bo
                  ksiądz nie taki, bo siostra nakrzyczała na religii, bo nie pozwalają na
                  dowolność wyborów życiowych itp itd . Tylko Pan Jezus ciągle taki sam.
                  Przychodzi niezależnie od grzechu.
                  Jeśli w tym co zobaczył upatruje jakiejś struktury, układów i ludzkich
                  mechanizmów, no to zobaczył ludzki grzech. Nic nowego. Każdy go ma. I z każdego
                  jest też wyjście - i to jest dopiero nowina!. Ja się z moim zmagam w Kościele -
                  tu widzę jedyne światło w tunelu. Tu mam środki do pracy. Słowo Boże,
                  sakramenty. I tu spotykam innych którzy idą tak samo jak ja.
            • isma OT o "poranionych" 07.06.06, 11:05
              Na Wasze szczescie wink) tylko odrobina komentarza, w dodatku wlasciwie OT, bo
              wlasnie robota za mna biegnie. Ale sie autentycznie wscieklam ;-(((.

              Wystapienie z seminarium nie jest grzechem smiertelnym, ba, w ogole grzechem
              nie jest. Wiecej, potrafie sobie wyobrazic sytuacje, kiedy jest aktem odwagi i
              dowodem prawosci sumienia, albo nawet, ze trwanie takiej osoby przy Kosciele
              pomimo zlych doswiadczen jest dowodem autentycznej swietosci, na ktora nie
              kazdego z przypadkowych komentatorow by bylo stac. Opatrywanie takich
              przypadkow tak sobie z lekka cisnietym epitetem "poraniony" jest, no,
              przepraszam, podle.

              Zeby daleko nie szukac, powiedzmy byly seminarzysta, molestowany przez
              arcybiskupa Poznania - moze i jest "poranianony", tylko, pytanie, czyja to
              wina?

              Aha - moj maz jest bylym jezuita, zyl w Towarzystwie Jezusowym dwa lata jako
              nowicjusz i rok jako scholastyk. Nie jest "poraniony", nie unika Mszy sw. ani
              sakramentow, co wiecej, ma swiadomosc, ze to wlasnie one sa fundamentem jego
              jako katolika tozsamosci (a nie np. wybor stanu swieckiego czy duchownego). Co
              nie zmienia faktu, ze o polskich duchownych wie sporo, i nie zawsze jest to,
              niestety, wiedza budujaca. Czasem mniej budujaca, niz doswiadczenie Kosciola
              pozbawionego pasterzy w bylym ZSRR ;-(((. I nie potrafie potepic nikogo, kto
              nie mial laski takiej wiary, i takiej sily trwania przy Kosciele jak on.
        • aka21 Re: Być mamą (chrzestną) 07.06.06, 11:22
          Z tego co ja wiem to nie można odmówić udzielenia Chrztu Św. W najgorszym
          razie, jeśli nie ma nadziei na chrześcijańskie wychowanie dziecka, to Chrzest
          może być odsunięty (po uzasadnieniu). Jeśli rodzice lub prawni opiekunowie i
          chrzestni deklarują, że będą dziecko wychowywać w wierze to nie ma podstaw do
          odmówienia Chrztu. Ksiądz, w przypadku konkubinatu, jeśli nie ma przeszkód do
          zawarcia sakramentu małżeństwa, może rodziców namawiać, ewangelizować, ale nie
          przymuszać do ślubu!
          o tym wszystkim jest trochę w artykule z Tygodnika Powszchnego pt "Konkubinat,
          dziecko, chrzest
          www.tygodnik.com.pl/numer/280111/kronika.html
          Dla mnie jest to jak najbardziej uzasadnione! Chrzest to łaska i dlaczego
          odmawiać jej dziecku jeśli rodzice (choć wierzący, lub jedno z nich) nie są
          pewni czy chcą być razem, lub z innych względów nie są gotowi na przyjęcie tego
          sakramentu. Dziecko nie może płacić za ich winy! Może czasem warto poczekać z
          decyzją o ślubie...niż pochopnie podjąć krok, który potem jest nieodwracalny.
          Myślę, że takie stanowisko dotyczy często właśnie ludzi wierzących, dla których
          relacja z Bogiem i sakramenty mają właśnie znaczenie.

          W tym przypadku chyba jest nadzieja, że dziecko usłyszy w domu o Bogu!

          Co do rezygnacji z seminarium i takim, a nie innym późniejszym stylu życia to
          chyba nie nam osądzać! Czasem trzeba czasu, by wrócić, by przebaczyć ludziom,
          by odkryć Boga, który jest nad naszymi i innych słabościami. Wierzę, że jeżeli
          taki ktoś zadaje pytania: dlaczego? to znajdzie na nie odpowiedzi.

          A co do roli chrzestnej, to ja myślę, że takie podsyłanie religijnych
          książeczek, biblii, zabieranie od czasu do czasu chrześniaka do siebie,
          rozmawianie o Bogu, pokazywanie mu piękna stworzenia, odpowiadanie na jego
          pytania itd, na miarę Twoich możliwości wystarczy. Może jeszcze czsem rozmowa z
          rodzicami (matką) o wychowaniu w wierze, o tym co oni robią, co chcieliby żebyś
          Ty robiła. Może będą wdzięczni jeśli "coś" z tych obowiązków weźmiesz na
          siebie? Jeśli to bliscy i życzliwi ludzie to myślę, że wszystko da się ustalić.
          Resztę zdziała Bóg! a Twoja modlitwa w intencji dziecka w tym z pewnością
          pomoże. Ważne, by wzbudzić w nim (zwłaszcza w pewnym wieku) ciekawość Boga. Jak
          zacznie szukać to z pewnością znajdziesmile) Choć może mu to troszkę czasu zająć!
          Życzę wytrwałości w modlitwie, bo to duże wyzwaniesmile))
          Serdecznie pozdrawiam
          Agnieszka
      • pawlinka Re: Być mamą (chrzestną) 07.06.06, 16:58
        Aha, rozumiem. Początkowo myślałam, że pobudki Twojej koleżanki są inne.
        Z pewnością dobrze wybrała chrzestnąsmile Widzę, że bardzo sie troszczysz i
        starasz.
        Tutaj trudno coś zakładać, planować. Po prostu bądź przy nich. Zapewniam o
        modlitwie.
    • audita Re: Być mamą (chrzestną) 07.06.06, 19:43
      Dziekuję Wam za odpowiedzi smile Nordynko, Pawlinko, Wam dodatkowo za modlitwę smile

      Co do ewangelizacji czy szantażu emocjonalnego (zależnie od punktu widzenia wink,
      to znam przypadek, kiedy zadziałał (i też wobec rodziców trójki dzieci, tyle że
      u nich brak ślubu kościelnego wynikał z czystej "siły bezwładności" - kiedyś
      tam nie wzięli, no a potem było im jakoś głupio (????smile - bo jak to tak brać
      ślub w kościele z trójką własnych dzieci za świadków? Jakoś ich jednak ksiądz
      przekonał, że nie głupio... smile

      Natomiast tu sytuacja jest taka, że mama dzieci chętnie by wzięła ślub, więc
      jej dodatkowa "motywacja" niepotrzebna, natomiast tatę groźba nieochrzczenia
      dziecka zupełnie by nie wzruszyła (a jeśli już, to negatywnie). Skądinąd,
      pewien w tym paradoks - gdyby się z ojcem swoich dzieci rozstała i wzięła ślub
      kościelny z inym mężczyzną, to już przyczyny do odmowy chrztu by nie było... -?

      Co do "poranionych": nie mnie wnikać w powody odejścia z seminarium, w każdym
      razie na pewno było to jeszcze przed święceniami wink))))
      Inna sprawa, że ze smutkiem myślę o tych wszystkich fajnych skądinąd ludziach,
      którzy przez złe doświadczenia ze środowiskami, nazwijmy to, przykościelnymi,
      stracili wiarę. To niestety także przypadek mojego męża (nie seminarium, ale
      katolickie liceum męskie...). I ja też byłam taką naiwną zakochaną, co
      wierzyła, że z czasem zatrą się złe wrażenia i antykościelny bunt osłabnie.
      Dlatego dobrze rozumiem tamtą sprzed lat naiwność mojej przyjaciółki...

      Jeszcze raz bardzo Wam dziękuję za dobre słowa, jakoś mnie napełniłyście
      nadzieją.
      Aha, jeszcze jedno:
      o ile wiem, przy dotychczasowych chrztach ofiara była dobrowolna i
      niewygórowana. Sama zresztą znam dwie parafie w Warszawie, gdzie księża chrzczą
      dzieci z "poranionych" związków bez oporów i często za darmo.
      Ale rozumiem Barbie, bo ja też dawniej byłam bezkompromisowa i uważałam, że
      krteria zgody na chrzest (i inne sakramenty też) powiny zostać zaostrzone -
      taki "katolicyzm elitarny". Tymczasem księża z wspomnianych wyżej parafii
      wychodzą z założenia, że mało która sytuacja jest czarna albo biała, a nie im
      sądzić intencje ludzi, którzy do nich przychodzą z prośbą o ochrzczenie dzieci.
      W ostatecznej instancji zdają się więc na opiekę Ducha świętego... Trochę mnie
      to przekonuje...
      • pawlinka hallo, tutaj ja moher okropny:-) 07.06.06, 21:48
        Audito, przypomniałam sobie o takim wątku. Ale okropna jestem:

        Moherowa Pawlinkasmile
        • pawlinka Re: hallo, tutaj ja moher okropny:-) 07.06.06, 21:48
          to może go wkleję...
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=23318363&v=2&s=0
          • audita Re: hallo, tutaj ja moher okropny:-) 08.06.06, 08:43
            Dzięki moherku smile))))))
    • blanqua Re: Być mamą (chrzestną) 11.06.06, 13:25
      mam pytanie
      ktory ksiadz w okolicach Katowic jest jakiś dobry i niezbyt pazerny?
      ucze m.in w szkole dla dorosłych
      moja uczennica po ślubie kościelnym, pierwsze dziecko ochrzczone chce ochrzcic
      drugie dziecko. Normalna, troskliwa rodzina, zadna patologia
      w kosciele parafialnym ksiadz powiedzial, ze "co laska" wynosi 500 zl inaczej
      nie ochrzci dziecka w kosciele w czasie mszy a i termin daleki
      ta dziewczyna nie ma 500 zl dla ksiedza poniewaz z dwojka malenkich dzieci nie
      pracuje a ten maly wymaga rehabilitacji. gdzie znalezc parafie, ktora zhodzi sie
      za mniej ochrzcic?
      Blanka
      • pawlinka Re: Być mamą (chrzestną) 11.06.06, 13:45
        Czy rzeczywiście ksiądz tak powiedział? Też mieszkam w pobliżu Katowic, nigdy
        nie spotkaliśmy się z takim żądaniem. Może poradź uczennicy, żeby jeszcze raz
        porozmawiali z księdzem. Spokojnie i rzeczowo. Niech przedstawi swoją sytuację
        finasową.
        Aha, proponuję przeczytać ten artykuł. Pomoże i wyjaśni, bo problem cennika w
        Kościele jest drażliwysmile))
        info.wiara.pl/index.php?grupa=6&cr=0&kolej=0&art=1142758049&dzi=1128967220&katg=
        Jestem do dyspozycji, jakby co pisz na priv. Coś wymyślimysmile
      • mary_ann ad co łaska powyżej możliwości 11.06.06, 18:54
        ksiadz powiedzial, ze "co laska" wynosi 500 zl inaczej
        > nie ochrzci dziecka w kosciele w czasie mszy a i termin daleki
        > ta dziewczyna nie ma 500 zl dla ksiedza poniewaz z dwojka malenkich dzieci nie
        > pracuje a ten maly wymaga rehabilitacji. gdzie znalezc parafie, ktora zhodzi
        si
        > e
        > za mniej ochrzcic?
        > Blanka

        Ja się tylko wtrącę, że ksiądz nie ma prawa odmówić chrztu z powodu
        niesatysfakcjonującej go wysokości "co łaska". O takim wypadku należy
        poinformować kurię.

        I zasłyszana smakowita historia sprzed paru lat: gdzieś w Siedleckiem bodajże
        ksiądz odmówił udzielenia ślubu niemajętnej parze. Ci zwrócili się do
        kolejnego - decyzja jak wyżej. Zirytowani uderzyli do biskupa (strasznie
        żałuję, że nie pamiętam nazwiska!) Ten, nie tylko, że udzielił OSOBIŚCIE parze
        ślubu za darmo, to jeszcze tamtych dwu księży wziął sobie za koncelebransówsmile
        • mary_ann Re: errata 11.06.06, 18:59
          Przepraszam, w pośpiechu nie doczytałam, że ksiądz nie odmówił udzielenia
          chrztu, tylko zaproponował wersję okrojoną. Tyz nieładniesmile

          A musi być w czasie mszy? Moje były chrzczone poza (ja tak chciałam) i żyjąsmile
          Mnie to by taki ksiądz na tyle zdenerwował, że dla zasady nie dałabym mu
          zarobićsmile
        • pawlinka Re: ad co łaska powyżej możliwości 11.06.06, 20:04
          Jasne, Mary, zawsze poinformować bpa Zimonia można (oj, się wkurzysmile))), a
          nawet trzeba! Jednakże jestem zdania, że trzeba farorza uświadomić. Zawsze jest
          szansa, że się człowiek dogada. Trzeba mówić, rozmawiać.
          • mary_ann Re: ad co łaska powyżej możliwości 11.06.06, 23:14
            pawlinka napisała:

            > Jasne, Mary, zawsze poinformować bpa Zimonia można (oj, się wkurzysmile))), a
            > nawet trzeba! Jednakże jestem zdania, że trzeba farorza uświadomić. Zawsze
            jest
            >
            > szansa, że się człowiek dogada. Trzeba mówić, rozmawiać.


            Masz racjęsmile Miałam na myśli takie przypadki wyglądające na beznadziejne...
            • pawlinka Re: ad co łaska powyżej możliwości 11.06.06, 23:23

              Po prostu czasami ludzie za szybko rezygnują w takich sytuacjach, a szkoda.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka