Nie będzie w tym wątku o prezentach

Za to bardzo wdzięczna będę Wam za
refleksje nad rolą chrzestnych w wypadkach, że się tak wyrazę, nie-
ekstremalnych, czyli - na ile chrzestni rodzice mają obowiązek/prawo
ingerować w wychowanie chrześniaka i wchodzić w kompetencje rodziców w
codziennym życiu?
Moja przyjaciółka poprosiła mnie o bycie chrzestną mamą jej dziecka. Jej
stosunek do religii, wiary i KK możnaby określić najtrafniej słowem:
życzliwy. Wychowanie katolickie – z bierzmowaniem włącznie – odebrała, poza
tym tradycjonalistyczna jest i prawicowa, ale – z ojcem swych trojga dzieci
nie ma ślubu, ani kościelnego, ani żadnego. On też wychował się w
tradycyjnej i baaaardzo katolickiej wielodzietnej rodzinie, zaliczył nawet
rok czy dwa seminarium – i odszedł od Kościoła na zasadzie negacji totalnej.
No, prawie, bo temu, żeby dzieci zostały ochrzczone, jakoś się nie sprzeciwia
(a mamie dzieci bardzo na chrzcie zależy). Oboje są tzw. „dobrymi ludźmi”,
bardzo zaangażowanymi rodzinnie, dbającymi o dzieci, ogólnie środowisko
wychowawcze tworzą pozytywne... ale jak widać, warunki do wychowania w wierze
są tam dość, powiedzmy, specyficzne. I co ja mam z tym fantem zrobić?
Najstarsze dziecko jest w zerówce i w kościele bywa sporadycznie – rozumiem
zresztą, że nawet zaangażowanej religijnie matce z trójką małych dzieci nie
jest łatwo bez czynnej pomocy ojca wyjść na mszę św. – ale podejrzewam, że
później też nie będzie inaczej. Czy to oznacza, że biorę na siebie obowiązek
zapewnienia mojemu chrześniakowi, kiedy dojdzie do stosownego wieku,
uczestniczenia w coniedzielnej mszy? I jaką metodą? – telefonicznego nękania
mamy w tej sprawie, osobistej wyprawy i zgarnięcia na mszę razem z moimi
dziećmi (a co z rodzeństwem???). W praktyce oznaczałoby to dezorganizowanie
życia tamtej rodzinie... Więc może tylko wystarczy świecić przykładem? Ale
jedną taką chrzestną córkę, której teoretycznie świecę przykładem, już mam –
i mam też solidne wyrzuty sumienia, bo w praktyce nie mam żadnego wpływu na
jej życie religijne. No dobrze, ale jeśli odmówię, to wiem, kto może zostać
chrzestną na moje miejsce i nie wydaje mi się, żeby to zmieniało sytuację.
Oczywiście, pozostaje mi zawsze tylko – i aż – modlić się za małego i jego
rodziców. Ale to mogę również robić nie będąc mamą chrzestną...
Liczę, że Wasze wypowiedzi pozwolą mi na lepsze rozeznanie...