Dodaj do ulubionych

Norka po przejściach

19.12.06, 21:02
Moi drodzy,
miesiąc temu szukałam partnera dla mojej kocicy imieniem Nora, szylkretki brązowo rudawej z persem w genach odległych, mieszkanki Łodzi, pamiętacie? KOta dzięki waszym także namowom i racjonalnym argumentom, przeszła sterylkę. Standard, wydawałoby się, znieczulenie, 2godzinny zabieg, wybudzenie, troche trudne i długawe, wspomaganie antybiotykowe. Mała szybko wracała do formy, już skakała po swoich kątach w 5 dobie po zabiegu, łącznie ze wspinaniem się na okap kuchenny i inne najwyższe miejsca w domu. Tydzień po zabiegu poszliśmy na zdjęcie szwów, jeszcze jedna porcja antybiotyku i................
PO 3 minutach od jej podania kotka zaczęła pocharkiwać, oddech zrobił się cięzki, nic nie chciała jeść ani pić, tętno skoczyło, oddech przyspieszył do prawie 80/minutę. O 20 wieczorem telefon do weta, kazął natychmiast zwierzaczka pakować i do gabinetu. Osłuchał, opukał, podał aminophylinę i wapno, kazał pokazac się rano.
Do rana kota już prawie zdychała, ziajała całą noc, leżąc bezradnie na swoim fotelu, całkiem bez sił.
Rano zrobilismy RTG i EKG, okazało się że jest w osierdziu płyn a praca serca bardzo nierówna, skurcze komorowe ledwo zarysowane na wykresie.
Wet starał się jeszcze przez dni 4 łącznie z wizytami w domu, biorąc za każdą 40-50 zł. POdał jeszcze sterydy ze względu na stan zapalny w oskrzelach.
KOta głodowała, piła tylko wodę bo dostała Furosemid na odwodnienie.
Nie mogło biedactwo usnąć, całą noc patrzyła wielkimi szklistymi slepiami na nas i coraz mniej jej było, futrzasty kłębek tylko się dusił i dygotał a ja...
Nieprzespane 4 noce, leki podawane strzykawką do pyszczka, nieustanne czuwanie, najczarniejsze mysli, łzy wylane szklankami.
Bylismy przy niej na zmianę, prosiłam rodziców o pomoc i przyjaciół bo musiałam wreszcie pójść do pracy ale gdzie mi tam było pracowaćcrying((
Telefonicznie konsultowałam się jeszcze z innymi wetami ale nikt nie dawał szans wielkich a ja ufałam mojemu "specjaliście".
We wtorek, w piątej dobie tej katorgi pojechałam po ostateczny wyrok do kociego kardiologa. Spokojny, młody czlowiek, poświęcił nam półtorej godziny, zwołał konsylium, zrobił morfologię, okazało się że jest wysoki poziom biąłych ciałek i leukocytoza takze, zmienił antybiotyk, kazal czekać dobę, dał nam troszkę nadziei.
Z każdym jego słowem otwierałam oczy ze zdziwienia. Jak bardzo głupio zrobiłam nie szukajać pomocy gdzie indziej wczześńiej, czemu tak długo czekałam, jak mogłam pozwolic tak cierpieć mojemu kochanemu stworzonku. A przede wszystkim, czemu nie posłuchałam swojej intuicji, ktora mówiła by zrobic morfologie wcześńiej, wbrew sugestiom mojego "rzeźnika". PIszę to słowo nie powodowana złościa ani żalem tylko słusznym spostrzeżeniem nowych ratowników kocich, iż blizna po zabiegu długości 8!!!! cm nie jest i nie mozę byc standardem przy młodej kotce bez żadnych wczesniejszych chorób ani powikłań w trakcie operacji. Wszyscy otiwerali oczy na widok tego paskudztwa na kocim biednym brzuszku. POjawiły sie mysli, ze moze coś działo się źle w trakcie zabiegu i dlatego tak ją rozpruł??? I dlaczego upierał się by nie robić potem badań? I dlaczego nie założył rękawiczek? I dlaczego podał antybiotyk o niewłaściwym spektrum działania?
Mój boże, wychowałam dwójke dzieci a żadne nie dało mi takich stresów swymi chorobami. Dlaczego nie słuchałam wewnętrznego głosu?
DO dzis nie wiadomo co było przyczyną tej nagłej niewydolności oddechowo-krązeniowej, kontrolne badania w czwartek. NA razie Norka odzyskuje siły z każdą godziną, zaczeła jeść nawet dośc łakomie a nie był to nigdy żarłok wielki. Zaczęła się myć i wypróżniać, mruczeć i łasić. Jeszcze nie biega i nie bawi się, dużo spi i leży ale zdrowieje każdego dnia.
Wspominienie jej przeracajacej się przy probie postawienia każdego kroku i tych slepi pełnych rozpaczy i miłości nie opuści mnie do końca moich dni.
Wybaczcie taki ponury wątek ale chciałam bardzo wam opowiedzieć.
Pozostaje jeszcze jeden problem i jescze nie wiem jak się z nim uporać. Chcę wrócic do tego weterynarza i pokazać mu zdrowego, pieknego i silnego kota któremu nie dawał już szans. Przypuszczam że brakło mu wiedzy bo nawet nie postawił jednoznacznej diagnozy. Chcę tęż jakoś ostrzec jego pacjentów by z ostrożnością podchodzili do pana fachowca.
Nie oglądam się wstecz i nie macham szabelką odwetu ale...
POzdrawiam a Norka pręży ogonek.
Dziś, 19 grudnia na pierwszą rocznicę jej przyjścia do naszego domu, dostaje nowe życie.
Obserwuj wątek
    • pepsi Re: Norka po przejściach 19.12.06, 21:17
      jezu, strasznie ci wspolczuje przejsc (i Norce przede wszystkim),
      ale najwazniejsze ze mala wyszla z tego... dobrze ze zmienilas weta.
    • misia007 Re: Norka po przejściach 19.12.06, 21:20
      To okropne co Was spotkało.Brak mi słów, jeszcze sie nigdy z takimi
      komplikacjami posterylkowymi nie zetknęłam.Szczęście, ze kicia zdrowieje, oby
      calkowicie i jak najszybciej.
    • kejt35 Re: Norka po przejściach 19.12.06, 21:23
      Scrivo, przeżyłaś straszne chwile!!! Bardzo mi przykro,że cos takiego okropnego
      przeżyłaś, ale cieszę sie ogromnie, że z Twoją koteńką juz wszystko dobrze! Oby
      zdrowiała jak najszybciej, trzymam kciuki za to, a Ciebie serdecznie pozdrawiamsmile)))
      • ewung Re: Norka po przejściach 20.12.06, 07:30
        Biedactwo! zazwyczaj wszyscy opisuja sterylki i jest dobrze a tu tak pechowo
        się skończyło. Jak dobrze ze w końcu trafiłaś na dobrego weta. Trzymam kciuki
        za twoją kocinkę zeby już całkiem doszła do siebie. Pamiętam tametgo posta i
        muszę powiedzieć że jestem pod wrażeniem Twojej decyzji - myślę że jest wiele
        osób które nie potrafiłyby tak przyznać racji argumentom innych (sama miałam w
        rodzinie taką sytuację tylko dotyczącą psów) Bardzo mi tylko przykro że
        musiałyście tak to przecierpieć. Pozdrawiam Cię serdecznie a dla koteńki czułe
        głaski.
        • scrivo Re: Norka po przejściach 20.12.06, 09:12
          Norka odzyskuje siły wręcz w oczach. Jeszcze tylko dwa domięśńiowe wkłucia antybiotykowe i właściwe leczenie będzie zakończone. Niestety leki na nadciśnienie, jakie pojawiło się w wyniku powikłań, bedzie brała jeszcze min. miesiąc.
          Dziś myślę o tym, jak podziękować lekarzom z lecznicy SOWA w Łodzi, także wybranej ze względu na waszą rekomendację w wątku "weci polecani". POza zapłatą za wizytę i słowami wdzięczności, oboje z synem chcemy im coś zostawić, coś dobrego, miłego, moze smacznego. I brak nam wręcz słów uznania dla ich cierpliwości, troski, fachowości. Cudowni mądrzy ludzie, wszyscy bez wyjątku łącznie z technikami i panią opiekunką ze szpitalika. Nasz kota ani przez chwilkę nie wykazywała tam zdenerwowania choc zastrzyki bolały. Cos musi wisieć w powietrzu i w przestrzeni pozazmysłowej, co zwierzaki tam czują bo żadnego nerwusa nie spotkaliśmy ani razu a wizyty są codzienne.
          Dziękuję wam za wsparcie i dobre słowa, w czwartek zamelduję o wynikach badań kontrolnych.
          • kejt35 Re: Norka po przejściach 20.12.06, 09:25
            Czekamy na wieści.
            Trzymajcie się mocno!
            A dzielną koteńkę wymiziaj ode mniesmile))
    • mama007 Re: Norka po przejściach 20.12.06, 09:32
      po pierwsze gratuluje podjecia decyzji, mimo iz (z tego co pamietam) niektore
      wypowiedzi wcale nie byly mile, jak to zwykle w takich watkahc bywa...

      po drugie - czy mozesz powiedziec ktory to wet zalatwil tak Wasza kotke?
      powinien zawisnac na forum jako wet NIEpolecany, bo moze zaszkodzic jeszcze
      jakiemus zwierzeciu. moim zdaniem powinnas przedsiewziac jakies kroki, zeby nie
      mogl wiecej pracowac jako 'rzeznik'. jesli nie hccesz pisac tutaj, to napisz mi
      na mailna83@tlen.pl prosze co to za lekarz, zapytam znajome osoby z Lodzi czy
      wiedza cos na jego temat.
      pozdrawiam
      • kejt35 Re: Norka po przejściach 20.12.06, 09:37
        Wprawdzie to nie do mnie było ale: mailna czy malina?smile
        • mama007 łops :) poprawny mail ... 20.12.06, 09:40
          oczywiscie malina83@tlen.pl
          dzieki kejt smile
          chyba jednak zaczne spac dluzej niz 4 godziny na dobe bo mi to na zdrowie nie
          wychodzi jak widac (albo jak nie widac, bo problemy z oczami....)
          • kejt35 Re: łops :) poprawny mail ... 20.12.06, 10:06
            Ja po 4 godz. snu to nawet w klawiaturę nie trafiamsmileNo ale to juz nie ten wiek,
            co Ty (niestety)smile))
    • biljana Re: Norka po przejściach 20.12.06, 11:44
      bardzo Ci wspolczuje, to koszmar jakis z tym rzeznikiem!
      dobrze, ze w pore zmienilas weta.
      a tak swoja droga, trzeba zalozyc chyba watek ostrzegawczy przez
      niekompetentnymi wetami!
      Ja sama mialabym nieco do dodania (na temat weta z Kabat, ktory malo co mojego
      Gucia nie wyslal za teczowy most)
      • misia007 Re: Norka po przejściach 20.12.06, 13:07
        Scrivo teraz dopiero skojarzyłam Twój post i to jak na Ciebie
        napadłyśmy.Chcialysmy dobrze,kto mógł przypuszczać, ze Twoja sliczna kicia trafi
        na takiego rzeznika.Moja Ninka na drugi dzięń brykala jakby się nic nie
        stalo.Mogę sobie wyobrazic co sobie o nas myślałas patrząc jakNorka się
        męczy.Szczęście w nieszczęsciu, ze z tego wyszła.A tego konowała trzeba
        napietnowac, zeby nastepna kota nie dostała się w jego łapy.Pozdrawiam
        serdecznie i głaski dla Norki.
        • annb Re: Norka po przejściach 20.12.06, 13:16
          niby prosty zabieg a jednak mozna spaprac
          dobrze ze kotka wyszla z tego

          ale
          do siebie dodam ze
          mala byla kastrowana przez innego weta niz wczesniej gaba
          i
          zniosla to duzo lepiej
          zaluje ze od razu nie trafilam do pani moniki
          no ale,bywa
          • katikot Re: Norka po przejściach 20.12.06, 22:55
            Biedna kicia, mam nadzieję, że szybko wróci do pełnego zdrowia! Głaski i drapki za uszkami dla rekonwalescentki!
            • scrivo Re: Norka po przejściach 28.12.06, 12:58
              Ech, to nie były dobre święta, niestety.
              w Wieczór WIgilijny, późną nocą, syci i szcześliwi, zaatakowalismy razem z Norką kanapę przed telewizorem. Młody pomiział ją po brzuszku i ...
              Nie minęło 5 minut jak bylismy w drodze do weta. blizna była wypukła na wydętym brzuszku, jaby balonik był w środku. weci podjęli decyzję o natychmiastowej operacji stawiając diagnozę iż zrobiła się przepuklina.
              Leddwo wstałam na nogi spod ściany gabinetu. Norka została na noc w szpitalu, nas wypchnięto do domu. Kazano dzwonić w południe.
              Jasne ze dzwonilimsy już o 8 rano. KOta po zabiegu, wybudzona w dobrym stanie, do odebrania o 13.
              Nie chcę pisać o moim strachu i rozpaczy i wściekłości, o smutnych oczach kocicy, o wymownych westchnieniach weterynarzy z lecznicy.
              na pewno się domyślacie jak się czulismy.
              Okaząło się ze to faktycznie przepuklina bo... PUŚCIŁY SZWY Z POWODU NIEDOBRANYCH DOBRZE NICI!!!
              sory za duze literki ale, rany boskie, jak moze wet z 20letnim stażem źle dobrać nici do szycia???? i zrobić bliznę 8 cm zamiast 2-3??????
              Nora ma teraz założóne 4 piętra szwów, poharatany brzuszek (wyobraźcie sobie kota wagi 2,60kg z taaaakaaaą blizna) chodzi w kołnierzu, bierze kolejny antybiotyk.
              Śpi w moim łózku pod kołdrą bo sama tam przyłazi i mrucząc wciska się pod spód.

              Moi weci delikatnie zasugerowali niepodejmowanie żadnych kroków w przestrzeni publicznej przeciwko poprzedniemu hm...lekarzowi. Zamiast tego spróbują sami do niego dotrzeć i moze zachęcą do zapoznania sie z najnowszymi technikami kociej chirurgii.
              I tak by było najlepiej. Wdzięczna im jestem za taki pomysł, to nalepsze rozwiazanie, które moze przynieść pozytywne efekty w postaci dokwalifikowania jednostki przez społeczność. a ja, poza "ulżeniem" sobie, nic innego bym nie osiągnęła.

              Nora zdejmuje szwy po Nowy ROku, moze to już będzie koniec jej kłopotów.
              Bo wysypały się na nią z pandorowej skrzyni.
              Ale i tak sie dokocimy. Weci z lecznicy mają na zbyciu ze trzydziestkę futrzastych więc jak nam Noras wyzdrowieje...
              • trawa11 Re: Norka po przejściach 28.12.06, 13:04
                Majac tak wspanialych opiekunow ,wierze w to ,ze napewno wyzdrowieje.Duze
                glaski dla biednej Norki.Trzymam kciuki za szybki jej powrot do zdrowia.
                • misia007 Re: Norka po przejściach 28.12.06, 13:27
                  Scrivo Zyczę Norce ZDROWIA, długiego , szczęsliwego życia bez żadnych
                  chorób,.KOniec z Nowym Rokiem limit nieszczęść sie zamyka bezpowrotnie.Życzę Wam
                  tego z całego serca.Pozdrawiam z moją trójką.
              • kejt35 Re: Norka po przejściach 28.12.06, 15:54
                O jeju, Scrivo, co to za pech jakiś?!!!
                Strasznie mi przykro, że musieliscie przez to przejść, jestem jedną z osób,
                które namawiały Cię do sterylki kotki, ale nigdy nie pomyślałabym, że będzie to
                takie dramatyczne przeżyciesad
                Nasze dwie kotki ( jednej juz nie ma) były sterylizowane bez najmniejszych
                problemów.
                Z całego serca życzę Norce zdrowia, a Ciebie serdecznie pozdrawiam!
                Trzymajcie się!
                • juven74 Re: Norka po przejściach 28.12.06, 18:54
                  Życzę Norce żeby w Nowym Roku stała się Norką-bez-przejść.
                  Co za dzielna kocina!
                  Głaski:o)
              • anmar123 Re: Norka po przejściach 28.12.06, 21:41
                Też trzymamy pazurki za Norkę!
                Anamar tymczasowo z trójką
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka