Dodaj do ulubionych

Emigracyjny blad - mysli samobojcze ...

12.11.06, 20:42
Mysle ze popelnilam blad decydujac sie na emigracje.
Moje zycie w Polsce rozpadlo sie , stracilam wszystkich bliskich, zostalam
tam sama. To prawda, bylam kompletnie zagubiona ... Rodzina w Austalii
zaczela namawiac na przyjazd, roztaczali wspaniale wizje tutejszego zycia w
dobrobycie, cudownego klimatu i brak trosk. Nie bardzo chcialo mi sie w to
wierzyc, ale wtedy bylam bardzo zalamana sytuacja osobista. Po kilku
miesiacach dalam sie namowic na wyjazd. Nie mialam tylu pieniedzy by
swobodnie zrealizowac plany, ale mialam dom. Rodzina australijska namawiala -
sprzedaj, to pozwoli ci swobodnie wyemigrowac, tutaj spokojnie szybko kupisz
sobie nowy .... Nie bylo duzo kupcow niestety, dom musialam sprzedac ponizej
wartosci, pieniadze po przyjezdzie wystarczyly na male zagospodarowanie sie.
Roznca w kursach walut okazala sie wyjatkowo niekorzystna dla mnie, niewiele
zostalo mi w kieszeni. Oszczednosci topnialy, ja jakos wbrew wszystkiemu nie
moglam znalezc dlugo pracy, dopadla mnie depresja. Dzis po kilku latach do
czego doszlam? Mam prace, nadal niestety moja pensja wystarcza mi tylko na
biezace zycie jako osoby samotnej. Nie udaje mi sie zaoszczeddzic, oplaty i
zycie pochlania wiekszosc mojego wynagrodzenia. Nie mam szans na wlasne lokum.
Wizja mojego bylego, wlasnego domu w Polsce stala sie moja obsesja. Nie
pamietam juz kiedy spalam normalnie chociaz jedna noc, zrywam sie w nocy i
placze nad fatalnym krokiem zyciowym jaki zrobilam. Coraz czesciej dopadaj
mnie mysli samobojcze, nie chce mi sie zyc ..
Skazalam sie na wegetacje z dnia na dzien bez jakiejkolwiej wizji przyszlosci.
Musze to z siebie wyrzucic ...
Obserwuj wątek
    • bietka1 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 12.11.06, 21:18
      Droga Ravi, wszedzie dobrze, gdzie nas nie ma. Myslisz, ze twoja pozytywna wizja przyszlosci
      zwiazana jest tylko z wlasnym domem. Moze najpierw upozadkowac trzeba cos w sobie, a
      pozniej woko siebie.
      Hmmm,..., mieszkanie i praca w Australii to jest naprawde nie byle co smile
      Jeszcze w przypadku emigranta to swietne osiagniecie smile
      • ravi10 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 12.11.06, 21:24
        Mysle , ze mieszkanie i praca w kazdym kraju na emigracji to jest bardzo duzo.
        Ale ja nie moge poradzic sobie z sytuacja, ze stracilam dom w Polsce, a tutaj
        zgotowalam sobie los beznadziejny. Dalabym wszystko, aby czas sie cofnal ...
        • sukiennica Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 12.11.06, 21:35
          Bedne brutalna. Czasu nie da sie cofnac. Kazdy "zostawil" cos za soba. Czy
          bedzie to dom, urastajacy do symbolu szczescia, czy najlepsi przyjaciele, czy
          rodzina, czy tez wiara i ufnosc, ze wszystko musi sie udac...

          Jedyne co pozostale Ci zrobic, to albo zaakceptowac swoja sytuacje, ktora
          przeciez nie jest taka zla, albo tez skoncentrowanie sie na...powrocie do kraju
          i odkupieniu swojego domu.

          Ja tez lubie swoj dom, ale to nie on daje mi szczescie, cieplo i poczucie
          bezpieczenstwa. Moze w Twoim zyciu brakuje jednak czegos innego niz "budynku"
          bedacego kiedys Twoja wlasnoscia?

          Ja to sie tu tak tylko bawie w domoroslego psychologa, wiec nie traktuj mnie
          zbyt powaznie wink

          A tak na powaznie, to nie lubie chandry, dolow i depresji.
          One za to lubia mnie sad

          ...ale im sie nie daje!

      • ravi10 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 12.11.06, 21:24
        Co powinnam uporzadkowac ze soba ?
        • bietka1 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 12.11.06, 21:47
          Sprobuj znalezc w sobie to, co nie pozwala ci cieszyc sie tym co masz, a pozwala tesknic za tym
          domem.
          Albo nadaj swemu zyciu cel, jakim bedzie odkupienie tego domu. Piekne, prawda winksmile
          Ale ja tez domoroslym psychologiem jestem, wiec moze poczekaj na rade kogos bardziej
          kompetentnego.
          • annah11 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 12.11.06, 23:18
            Ravi trzymaj sie. Gdy przyjechalismy do Australii tez bylo ciezko wlasnie
            psychicznie. Przez pierwszy rok myslalam ze sie naprawde nie pozbieram. Obcy
            kraj, nowe sytuacje. Trzymalo mnie tylko to ze mam male dziecko i ze nie wolno
            mi sie poddac. Po roku bylo lepiej, a teraz jestem 18 lat i uwazam ze Australia
            jest moim krajem. Przede wszystkim gdzie mieszkasz w Australii? Ja w Sydney w
            zachodnich dzielnicach.
          • elagrubabela Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 12.11.06, 23:33
            Ravi, napisz gdzie w Australii mieszkasz, co lubisz robic, masz jakies hobby?
            Tu sa dziewczyny z Australii, na innych forach tez wiec moze chociaz spotkasz
            przez forum kogos geograficznie blisko z kim bedziesz mogla pogadac o
            australijskich konkretach. Mnie sie zdaje, ze jesli czujesz sie naprawde
            depresyjnie to warto zasiegnac rady i szukac pomocy fachowca. Faktyczna,
            zdiagnozowana depresja wymaga porzadnego leczenia i nie ma co tego odkladac.
            Jesli czujesz, ze to tylko takie codzienne smuteczki, to pisz tutaj, duzo tu
            jest roznych kobiet (i Sylwek i czasem Nocny Lot i chyba pan Ampolion?) z
            sercem na dloni chetnych do podnoszenia Cie na duchu przez morza i oceany smile
            Ze swojego doswiadczenia moge Ci polecic nieustawanie w poszukiwaniu
            tego "czegos", co stanie sie pasja Twojego zycia. Czasem sie trzeba niezle
            naszukac, mowie Ci. Ale warto. Dla mnie ucieczka jest kajak. Wszyscy tu wiedza,
            ze ja odkrylam kajaki dla siebie dopiero na emigracji. Dopiero na emigracji
            wlasciwie odkrylam to, ze ludzie niepelnosprawni moga uprawiac wiekszosc
            sportow i to bylo super odrycie a kajak to juz w ogole cud. Taka niby prosta
            rzecz, nic wielkiego a dla mnie to jak obudzenie sie ze snu. Ale nie przyszlo
            latwo ani nie pojawilo sie samo z siebie. Musisz szukac, musisz byc chetna zeby
            znalezc to "cos", co nagle uczyni Twoje zycie czekaniem od jednego kajakowania
            do nastepnego jak to jest dla mnie smile Dla Ciebie to pewnie bedzie cos
            kompletnie innego ale obiecuje Ci, jak sobie to znajdziesz, zapomnisz o smutku,
            bo nie bedziesz miec na niego czasu. Dobrze jest miec malo czasu smile
            Nie warto ogladac sie za siebie. Swiat, ktory pamietasz z Polski juz nie
            istnieje. Zmienily sie miejsca i zmienili sie ludzie, nawet jesli wrocisz to do
            innego swiata. I wcale niekoniecznie ten nowy swiat moze Ci sie spodobac! i
            wcale niekoniecznie mozesz chciec w tym nowym swiecie miec swoj dom! Dlatego
            warto jest miec to "cos" swojego, co Cie uchroni od szarosci cadziennosci, bo
            bedzie Ci dawac niesutajaca nadzieje na kolejne przygody i odkrycia. I to "cos"
            wcale nie musi kosztowac pieniedzy - to przeciez moze byc pasja w chodzeniu po
            okolicznych parkach albo byciu wolontariuszem w schronisku dlka zwierzat.
            Bardzo serdecznie Ci zycze zebys znalazla to swoje "cos", co zapewni Ci lagodna
            niespokojnosc duszy w Australii i gdziekolwiek na swiecie. Elka
            • kan_z_oz Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 13.11.06, 00:13
              Zgadzam się z Elą - warto abyś pomyślała o profesjonalnej pomocy bo my tutaj
              tylko 'domorośli' psychologowie.
              Znajdź jak najszybciej lokalnego psychologa i czekaj nawet dnia dłużej.
              Depresja jest bardzo poważnym stanem i naprawdę wymaga pomocy.

              Pozdrawiam
              Kan
              • babiana Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 13.11.06, 04:02
                Skoro masz mysli samobojcze z jakiegokolwiek powodu to jak njszybciej powinnas
                sie udac do specjalisty. Raczej do lekarza a nie do psychologa. Psycholog nie ma
                prawa do wypisywania lekow.
                Kilka lat temu moja przyjciolka w Polsce zwierzyla mi sie, ze rozmysla od
                dluzszego czasu nad popelnieniem samobojstwa. Zastanawiala sie czy podciac sobie
                zyly czy tez powiesicc sie na haku od hustawki nad drzwiami. Decyzje jej
                opoznialo istnienie dwojki dzieci. Wyobrazala sobie sytuacje, kiedy wracaja ze
                szkoly i znajduja ja niezywa. Rozwiodla sie z mezem, stracila prace i sens
                zycia. Zorientowalam sie ze ma gleboka depresje i zagonilam ja do lekarza
                psychiatry. Opierala sie poniewaz oczywiscie w Polsce to jest wielki wstyd i
                bala sie, ze moze ktos sie o tym dowie. W koncu zmusilam ja. Okazalo sie, ze ma
                za niski poziom litu. Oczywiscie dostala rowniez leki. Obecnie jest kobieta
                sukcesu, pania dyrektor ( z zawodu jest inzynierem i wydawaloby sie, ze to zawod
                dla silnych kobiet), kupila sobie wlasny domek i jest szczesliwa. Ilekroc
                spotykamy sie w Polsce wspominamy te nasza rozmowe i obecnie nie moze sie
                nadziwic, ze tak glupie mysli mogly jej przychodzic do glowy. Depresja jest
                ciezka choroba i nie leczona moze do nieszczescia doprowadzic. Przyczyna zawsze
                sie znajdzie. W twoim przypadku jest to dom. W przypadku mojej kolezanki utrata
                pracy. Jak najszybciej musisz isc do lekarza i zaczac sie leczyc. Nie dasz sobie
                sama rady z tym problemem.
                • kan_z_oz Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 13.11.06, 05:23
                  Ravi wchodzisz jeszcze na Forum? Daj znać gdzie mieszkasz - może być na
                  skrzynkę.

                  Pozdrawiam
                  Kan
    • ravi10 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 13.11.06, 13:36
      Dziekuje Wam wszystkim za cieple slowa. Napewno cos powinnam ze soba zrobic,
      nie wiem jednak od czego powinnam zaczac. Domu w Polsce napewno nie uda mi sie
      teraz odkupic. Co do hobby .. jest mi ciezko znalezc cos dla siebie. Nie lubie
      tenisa, rugby, bowlingu, gamblingu, wedkowania i wyjazdow campingowych. A to
      wlasnie jest w Australii najpopularniejsze. Lubie sztuke, teatr, opere, muzea,
      malarstwo. A to niestety jest w Europie. Kocham (a raczej kochalam) podroze,
      niestety jest to kosztowne hobby.
      Mieszkam w Brisbane , tutaj wlasnie skierowalam swoje pierwsze kroki i tak juz
      zostalo. Nie mam przyjaciol, chociaz bardzo chcialam sie z kims zaprzyjaznic.
      Sa tylko pobiezne znajomosci, czasami wrecz dolujace mnie jeszcze bardziej.
      Przykladem jest jeden Australijczyk, ktory ciagle np zaprasza mnie do
      odwiedzania cmentarzy i wybieraniu miejsca, gdzie chcialabym byc pochowana.
      Po kazdej takiej wyprawie dopada mnie wieksze przygnebienie. Nie wiem gdzie
      chce byc pochowana i nie wiem czy chce wlasnie teraz kupowac plac na cmentarzu,
      a on nalega abym sie jakos konkretniej okreslila, bo przeciez jestem tutaj sama
      i nie mam ani rodziny ani przyjaciol, a przeciez jutro moge juz nie zyc.
      Tez i prawda .... i to prawda, ktora uswiadamia mi jak bardzo jestem
      osamotniona i praktycznie bez zadnego wsparcia ze strony bliskich. Wtedy wlasnie
      "umieram" z tesknoty za moim domem .... Moze nawet bym w nim umarla, ale tam
      ktos by jakos zareagowal, a tutaj nawet miesiacami nikt mnie nie odnajdzie.
      Nie wiem , czy to co pisze da sie jakos odebrac i zrozumiec, ale zrobilo mi sie
      troszke lzej na duszy , ze wreszcie to z siebie wyrzucilam.
      Jestescie juz tak dlugo na emigracji, macie wieksze doswiadczenie i
      przezycia ... co zrobilybscie w mojej sytuacji ? Jaki mam obrac sobie cel, bo
      jakos nie moge go okreslic jasno ? Kupienie domu w Polsc to baaardzo daleki
      plan, moze nawet nierealny , kto wie co bedzie za 10 czy 15 lat.
      Teraz wegetuje, i tak wlasnie moge wegetowac przez najblizsze cwiercwiecze.
      Co mam ze soba zrobic?
      • alex113 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 13.11.06, 17:02
        > Jaki mam obrac sobie cel, bo jakos nie moge go okreslic jasno?

        Taki ktory cie cieszy, dodaje ci energii i przy okazji jego realizacji jestes
        wsrod ludzi (bo chyba tego ci najbardziej obecnie brakuje)

        W Australii nigdy nie bylam, ale jakos nie wydaje mi sie zeby wszyscy tam
        uprawiali wylacznie sport. Jesli sie rozejzysz dookola to napewna sa tam tez
        mozliwosci poznawania innych tematow i spotkania ludzi o podobnych
        zainteresowaniach. Zamiast rugby proponuje garncarstwo, zbieranie motyli lub
        klub milosnikow ksiazki, a moze kolko teatralne skoro tak bardzo lubisz sztuke.
        Jak zaczniesz probowac roznych "zajec" to znajdzies cos co ci pasuje jako hobby
        a przy okazji nabedziesz tez nowych przyjaciol.
        Odmiany ci trzeba i nowej energii a nie dyskusji o cmentarzach.
        • adriannna1 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 13.11.06, 19:48
          Jak juz ktos ma mysli samobojcze, to powinnien natychmiast isc do lekarza.
          Powod - przy takich sklonnosciach i slabym "psyche" moze byc kazdy - dla
          jednych jest to zawod milosny, dla innych emigracja - ale jest to tylko
          pretekst.
          W 99 procentach tacy ludzie nie maja ani sil, ani ochoty na "samodoskonalenie"
          i pomoc im moze tylko lekarz.
          Bo glownym powodem depresji jest chemical imbalance w mozgu, i bez odpowiedniej
          kuracji lekami nic innego nie pomoze.
          • alex113 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 13.11.06, 21:30
            > Bo glownym powodem depresji jest chemical imbalance w mozgu, i bez
            > odpowiedniej kuracji lekami nic innego nie pomoze.

            Farmakologia jest ostatnio bardzo popularna (i niezwykle dochodowa), czesto
            jest tak ze jakies braki w organizmie powoduja problemy psychologiczne,
            znacznie czesciej to imbalance emocjonalny powoduje zmiany fizyczne (ponoc 90%
            chorob ma podloze psycho-somatyczne) Pigulka nie jest rozwiazaniem na wszystko.

            Na poczucie beznadziejnosci jedni biora Prozak inni zmieniaja sposob zywienia i
            tryb zycia. Ta druga grupa zazwyczaj zyje dluzej i szczesliwiej.

            Naszej zdesperowanej kolezance proponuje wizyte u lekarza zeby zdiagnozowac
            badz tez wyeliminowac problemy chemiczne, nastepnie wizyte u psychologa zeby
            rozwiklac zagadke dlaczego i przed kim/czym najpierw uciekala od zycia z PL do
            Australii, teraz chce uciekac z Australii do PL, (albo w zaswiaty).
            A nastepnie znalezienie sobie jakiegos zajecia, z ktorego potrafila by czerpac
            radosc i satysfakcje. I absolutnie nie mowie tu o "samodoskonaleniu" tylko
            raczej o tworczej realizacji, antidotum na poczucie "beznadziejnosci" (a w tym
            wypadku rownierz osamotnienia). Radosc nie bierze sie z tego co posiadamy
            (piekny dom, zagraniczny paszport, przystojny facet itp) tylko z tego czy
            potrafimy sobie znalezc jakies zajecie ktore nas cieszy.
            • alex113 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 13.11.06, 21:36
              jeszcze dodam, ze temat mysli samobojczych jest mi dobrze znany .... z autopsji
              Mam za soba wiele lat zmagan z takimi myslami.
              • adriannna1 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 13.11.06, 22:09
                Skoro znasz te problem z autopsji, to na pewno wiesz co mowisz.
                Ja jego nie znam, nigdy takich problemow nie mialam - ale nie uwazam, ze
                pigulka jest dobra na wszystko. Oczywiscie ze tak nie jest. Ale komus, kto jest
                w tak ciezkiej depresji, ze chce sie targac na wlasne zycie polecenie zajecia
                sie np. hodowla kwiatkow, jest dosyc niepowazne.
                Gdyby to tylko bylo takie proste - zajac sie jakims ciekawym zajeciem i juz.
                Wizyta u lekarza jest jedyna rzecza, ktora ta kobieta moze dla siebie zrobic. I
                sie leczyc.
                Wydaje mi sie tez, ze kazdy - na "jej drodze" jej to radzil i ona doskonale o
                tym wie. Takie forumowe gadania w niczym jej nie pomoga.
                • elagrubabela Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 13.11.06, 23:19
                  Adriannna, znakomita wiekszosc doroslych osob, ktore znam w miare dobrze,
                  przechodzila w zyciu przynajmniej raz okres, w ktorym jedynym wyjsciem wydawalo
                  sie skonczenie ze soba ostatecznie. Bardzo nieliczni z tej grupy zreszta
                  skorzystali z profesjonalnej pomocy. My wszyscy pozostali po prostu powoli
                  "wzielismy sie za siebie" wlasnie sadzac kwiatki, chodzac na spacery, hodujac
                  rybki, robiac na drutach, grzebiac w silniku starego samochodu, remontujac dom -
                  co czlowiek, to pomysl. Wcale nie uwazam, ze forumowe gadanie w niczym nie
                  pomaga. Czasem wystarczy zobaczyc wlasne slowa napisane i ulozone w zdania zeby
                  zaczac szukac wlasnych rozwiazan juz nawet bez pomocy innych. Wiara w to, ze
                  obcy czlowiek - lekarz okaze sie lepsza pomoca niz grupa obcych ludzi w
                  Internecie to tez troche taka wiara w magie profesji. Leczenie duszy to
                  skomplikowany proces, zajmuje czas i wymaga roznych zabiegow przy czym wcale nie
                  musza to zawsze byc zabiegi medyczne.
                  Wiesz Ravi, weszlam na kilka stron z Brisbane - znalazlam troche roznych info o
                  spotkaniach w Queenslad University, w Queensland Museum. Rozne tematy od
                  polityki po parzenie herbaty po japonsku smile Wszystko za darmo. I zapewne na
                  wiele takich spotkan przychodza rozni samotni, czasem dziwni ludzie, ktorzy moze
                  nie tylko sa zainteresowani tematem ale po prostu chca byc wsrod innych ludzi.
                  To normalna sprawa. Internet to super narzedzie - znajdziesz w nim duzo info o
                  tym, co sie dzieje w Twoim community. Sprobuj sobie dobrac cos, co Cie nie
                  zniecheci od pierwszego wejrzenia i sprobuj wyjsc do ludzi. Nie oczekuj, ze
                  zaraz cos sie cudownego stanie i poczujesz sie lepiej ale daj sobie szanse.
                  Poszukaj roznych form spedzania czasu poza domem, z innymi ludzmi, nawet obcymi.
                  Zmus sie do tego zeby nie spedzac czasu tylko pomiedzy praca a samotnoscia.
                  Tylko od Ciebie zalezy, naprawde tylko od Ciebie zalezy czym te samotnosc
                  zaczniesz sobie wypelniac. I pisz tu do nas. Napisz moze co lubisz robic - tu sa
                  milosniczki gotowania, remontowania, produkcji alkoholi i roznych innych
                  wypelniaczy czasu smile Trzymaj sie dzielnie, odzywaj sie! Elka
                  • adriannna1 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 13.11.06, 23:27
                    elagrubabela napisała:

                    > Adriannna, znakomita wiekszosc doroslych osob, ktore znam w miare dobrze,
                    > przechodzila w zyciu przynajmniej raz okres, w ktorym jedynym wyjsciem
                    wydawalo
                    > sie skonczenie ze soba ostatecznie. Bardzo nieliczni z tej grupy zreszta
                    > skorzystali z profesjonalnej pomocy
                    ______________________________________________________

                    Ogromnie smutne to co napisalas. Ogromnie.
                    Po pierwsze - ja w swoim zyciu nie spotkaalm NIKOGO, ktory bym mial sklonnosci
                    samobojcze. NIKOGO>
                    Nie wiedzialam, ze jest to tak wielki problem, i jest tych ludzi tak wielu!!!!

                    Druga sprawa - prawie nikt nie skorzystal z profesjonalnej pomocy - dlaczego?
                    Zastanawialas sie - DLACZEGO???

                    Elagrubabela - przerazajace jest to, co napisalas...
                    • go.ga Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 15.11.06, 10:53
                      > Ogromnie smutne to co napisalas. Ogromnie.
                      > Po pierwsze - ja w swoim zyciu nie spotkaalm NIKOGO, ktory bym mial
                      sklonnosci
                      > samobojcze. NIKOGO>


                      Moze spotkalas, tylko o tym nie wiesz.
                      • go.ga ps 15.11.06, 10:54
                        Chodzi mi o to, ze nie wiesz, czy ci ludzie mieli mysli samobojcze. To nie sa
                        mysli, ktore z kazdym sie dzieli.
                      • sylwek07 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 15.11.06, 12:27
                        asia.sthm a ide jakos pod gore potem z gory i tak leci dzien za dniem..

                • ulkaa Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 13.11.06, 23:25
                  Skoro ravi przyszla do nas , to widocznie uwaza, ze "forumowe gadanie" jest jej
                  potrzebne.Adrianno, to swietnie, ze nie masz zadnych zlych przejsc za soba ani
                  watpliwosci w zadnej prawie dyskutowanej tutaj dziedzinie, ale wlasnie na tym
                  polega forumowa wolnosc mysli, zeby je swobodnie wypowiadac bez urazania
                  innych. Kazda z nas ma swobodny wybor doradzic ravi taj,jak umie.I tu zgadzam
                  sie z alex a takze z babiana, ze ravi moglaby zaczac od wizyty u lekarza a
                  potem na pewno uda jej sie znalezc jasny cel w swoim zyciu.
                  Ravi - za calego serca - powodzenia !
                  • adriannna1 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 13.11.06, 23:31
                    Czy uwazacie, ze te "forumeowe gadanie" to oblega na WAS rzucona???
                    Przeciez chodzi o czyjes zycie.
                    Za kogo wy sie uwazacie? Za zbawienie jakies???? Do czego pretendujecie?
                    Ktos mysli powaznie o skonczeniu zycia, a wy uwazacie, ze dzieki paru waszym
                    odpowiedziom - kobieta nareszcie zrozumie, puknie sie w glowe jaka byla
                    nierozgarnieta, zapisze sie na japonistkie (free) i bedzie szczesliwa do konca
                    zycia???
                    Przeciez tej kobiecie potrzebna jest przede wszystkim profesfonalna porada i
                    opieka!

                    To gratuluje dobrego samopoczucia i samozadowolenia ulkaa.
                    • ulkaa Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 13.11.06, 23:34
                      Adrianno, ty masz chyba jakies problemy ze soba.
                      Coraz wyrazniej to widac.
                      Wybacz, ale nie mam zamiaru z toba wiecej dyskutowac.
                    • marjanna1 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 13.11.06, 23:35
                      A pomyslalas, ze moze jej jest potrzebne takie zwykle gadanie zwyklych ludzi? I
                      moze to wlasnie spowoduje, ze zasiegnie porady lekarza rownoczesnie szukajacc
                      jakis nowych zainteresowan dla siebie. Moze tego ravi wlasnie trzeba. I skoro
                      dziewczyna pisze, ze ma sie potrzebe tutaj wygadac i posluchac naszych opinii to
                      znaczy, ze tego potrzebuje i nie Tobie ani nikomu innemu oceniac czy jest to
                      sluszne czy nie.
                      • adriannna1 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 13.11.06, 23:46
                        Ulkaa - mam prawo odpowiadac na pytania tak jak ty. I dyskutowac z toba wcale
                        nie mam zamiaru. Po prostu gratuluje dobrego samopoczucia.
                        Marjanna - nie neguje nigdzie potrzeby zwyklego ludzkiego gadania.
                        Po prostu nie akceptuje tej formy wylacznie jako sposobu na wyjscie z depresji
                        i mysli samobojczych.
                        Wpierw lekarz, diagnoza, leczenie specjalistyczne - a potem "rady forumowe"...
                        • kan_z_oz Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 14.11.06, 00:30
                          adriannna1 napisała:

                          > Ulkaa - mam prawo odpowiadac na pytania tak jak ty. I dyskutowac z toba wcale
                          > nie mam zamiaru. Po prostu gratuluje dobrego samopoczucia.
                          > Marjanna - nie neguje nigdzie potrzeby zwyklego ludzkiego gadania.
                          > Po prostu nie akceptuje tej formy wylacznie jako sposobu na wyjscie z
                          depresji
                          > i mysli samobojczych.
                          > Wpierw lekarz, diagnoza, leczenie specjalistyczne - a potem "rady forumowe"...

                          ODP: Kochanie nie ma prostej i jasno sprecyzowanej formuły na leczenie depresji.
                          Dlatego dla wielu ludzi będą pracować różne rzeczy. Gadanie forumowe, jest
                          tylko gadaniem jeśli Ty tak założysz. Jeśli ktoś jednak zdecydował się tutaj
                          wejść i poprosić o radę, to najwidoczniej potrzebuje konkatku z ludźmi tak samo
                          lub nawet więcej niż pigułki.
                          Nie oznacza to, że pigułka nie działa tylko, że najwidoczniej Ravi potrzebuje
                          usłyszeć to co tutaj Jej mówimy; Ze nie jest samotna w swoich odczuciach, że
                          część z Nas też mogła mieć podobne myśli i że jest nadzieja dla Niej na
                          wyzdrowienie o ile tylko Ona sama uwierzy w to.
                          Pójście do lekarza jest oczywistą rzeczą i oczywistym krokiem ale Ravi tego
                          jeszcze nie zrobiła.

                          Ravi - proszę Cię bardzo, idź do lekarza jak najszybciej bo pigułka może pomóc
                          Ci bardzo. Lekarz napewno też zarekomenduje inne możliwości.
                          Zapisz się też koniecznie na jakiś kurs ,czy zajęcia - nawet jeśli nie bardzo
                          masz ochotę. Yoga, pilatis, parzenie herbaty - wszystko co zdejmuje Twoją uwagę
                          z obecnej sytuacji. To też jest leczenie i to jest leczenie duchowe, bo
                          depresja nie jest tylko i wyłącznie dolegliwością fizyczną.

                          Jesteś zbyt daleko abyśmy razem wypiły herbatę, ale pamiętaj, że jest wokół
                          Ciebie mnóstwo ludzi, którzy Cię kochają i potrzebują tylko Ty tego w tej
                          chwili nie jesteś w stanie czuć.
                          Mogę Cię zapewnić, że napewno dotknęłaś moje serce. Przesyłam Ci więc miłość i
                          zrozumienie.
                          Trzymaj się i pisz.

                          Kan
                        • monika_a_b Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 14.11.06, 00:50
                          Chciałam dodać jeszcze coś - w ubiegłym roku będąc w absolutnym dołku
                          zwierzyłam sie z tego na łamach KP (nota bene szkoda, że sobie tego nie
                          zalinkowałam, bo teraz już nie udaje mi się tego doszukać). I mogę cię
                          zapewniec, droga Adrianno, że baaardzo mi to pomogło. Bardzo jestem wdzięczna
                          wszystkim dziewczynom, które pomogły mi wtedy wydostać się z tego dołka bez
                          dna, za okazaną mi przychylność, cierpliwość w wysłuchaniu moich problemów,
                          podanie ręki choćby wirtualnie, za to, że mogłam sobie uzmysłowić, że _nie
                          jestem sama_, że _wiele z nas przechodziło przez podobne sytuacje_, że _da sie
                          z tego wyjść_! Za to, że podano mi pomysły na przynajmniej doraźną poprawę
                          sytuacji. Za to, że okazaną mi empatię oraz zwykłe ludzkie współczucie. I że
                          nikt nie stał nade mną, aby mnie zganić za to, że sama nie potrafię sobie
                          poradzić z zaistaniałą sytuacją. I po to między innymi jest to forum - abyśmy
                          mogły się nawzajem wspierać, kiedy to konieczne, nie odczuwając wstydu ani nie
                          wywyższając się nad innymi, bo "ja sama nigdy nie byłam w takiej sytuacji i nie
                          rozumiem, jak można do tego dopuścić". Życie płata różne figle. To wszystko.
                          • adriannna1 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 14.11.06, 01:01
                            Widze Moniko, ze nie mozesz spokojnie podejsc do mojej osoby.

                            Chcialam ci tylko zwrocic uwage - nie chaotyczna, wiec moze ja zrozumiesz.

                            Ktos, kto pisze slowo SAMOBOJSTWO - nie jest w DOLKU.

                            Na dolek, to mozna sobie gadac dowoli.
                            Na chandre - nie ma nic lepszego niz forumowe gadanie.

                            Natomiast jezeli ktos przez 15 lat jest nieszczesliwy, nie ma przyjaciol, i
                            chce sie ZABIC to jest to wg mnie olbrzymi problem, tak olbrzymi, na ktory
                            nawet porada Moniki a-B nie ma recepty.
                            ZROZUMIALA?
                            • monika_a_b Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 14.11.06, 01:08
                              Adrianno - aby coś zrozumieć, czasem trzeba najpierw samemu przez to przejść.
                              Ja również miałam myśli samobójcze, niestety, czy to chciałaś usłyszeć? A ty
                              sama pisałaś, że nigdy nie byłaś w podobnej sytuacji... To o czym tutaj
                              rozmawiamy? Jesteś w stanie zrozumieć, przez co przechodzi Ravi? Moja porada
                              nie jste receptą, a tylko pomocną dłonią, kilkoma wskazówkami, chęcią pomocy, o
                              czym zresztą pisałam w tym dłuższym poście, ale ty raczej nie lubisz czytać
                              dłuższych wypowiedzi, prawda?
                              • jan.kran Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 14.11.06, 01:46
                                Ravi napisz do mnie na gazetowy majl.
                                Mogłabym tu napisać sporo na powyższy temat ale niestety są hieny które z
                                bliżej niesnanych mi powodów łażą za mną po różnych forach i wyciągają moje posty.
                                {ozdrawiam
                                Ula
                    • monika_a_b Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 14.11.06, 00:37
                      Adrianno, chcę ci zwrócic uwagę na to, że na tym forum nie krzyczymy, więc
                      proszę cie zostaw sobie te wszystkie inwektywy na inne fora...
                      • adriannna1 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 14.11.06, 00:40
                        Rowniez pozdrawiam Moniko _a_b
                        • kan_z_oz Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 14.11.06, 01:03
                          adriannna1 napisała:

                          > Rowniez pozdrawiam Moniko _a_b

                          ODP: Adrianno, Ja wierzę w to, że każdy z Nas jest na tym Forum z jakiegoś
                          powodu. Wierzę też, że podobnie jest w twoim przypadku.
                          Zauważam też, że gdzieś tkwi w Tobie jakaś 'zadra', o której nawet możesz nie
                          wiedzieć.
                          Spędź trochę czasu, sama ze sobą patrząc sobie głęboko w oczy i postaraj sobie
                          sama odpowiedzieć; co jest takiego na tym Forum, że wzbudza to u Ciebie
                          niepokój?
                          Gdy znajdziesz ten punkt i 'wyrzucisz' to z siebie, to Forum przestanie Cię
                          denerwować.
                          Takie są Moje praktyczne doświadczenia i jeśli spytasz kim jestem aby Ci dawać
                          takie rady odpowiem prosto; jestem Kimś kto głęboko dba o drugą osobę i czuje,
                          to co ta druga osoba czuje.
                          U Ciebie czuje ból, który jest głęboko 'zakopany'.

                          Kan
      • mformelbourne Ravi10 napisalam Ci maila 29.12.06, 04:45
    • monika_a_b Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 14.11.06, 00:26
      Droga Ravi,

      podpisuję się pod radami co do wizyty u psychologa. Psychiatra nie zawsze jest
      dobrym wyjściem, a tobie po prostu ewidentnie brakuje jakiegoś wsparcia i
      pokierowania w życiu, prawda?
      Mam podobne przejścia za sobą, podobne co do uczucia zagubienia w życiu i to w
      takim stopniu, że chciałam, aby mnie nie było, myśląc naiwnie, że wtedy mój mąż
      nie musiałby mnie utrzymywać, więc nie byłabym już dla niego ciężarem (czego on
      nigdy w ten sposób nie odczuwał ani mi też nie dał odczuć, wręcz przeciwnie! ja
      po prostu zawsze byłam bardzo samodzielna, duuużo pracowałam, a tutaj wszystko
      mi sie wywróciło do góry nogami i nie potrafiłam sobie z tym poradzić).
      Chciałam wtopić się w ścianę, stać się częścią jej białości, kilkakrotnie nawet
      złapałam się na tym, że w kłopotliwych sytuacjach automatycznie zapominałam o
      oddychaniu. Zdawałam sobie z tego sprawę dopiero w momencie, gdy mój organizm
      raptownie upominał się o następny oddech.
      Moim problemem był brak odpowiedniego papierka pozwalającego mi tutaj legalnie
      pracować. Przyjechałam do Stanów, gdyż mój (wtedy jeszcze niedoszły) mąż dostał
      pracę w Seattle, a ja akurat byłam bezrobotna. Niestety, jak do tej pory
      wszystkie moje próby znalezienia legalnej i płatnej pracy spełzły na niczym, po
      prostu rozbijały się o szklana ścianę nieubłagalnej biurokracji. Jednakże nie
      oznacza to, że przez te półtorej roku tutaj siedziałam z założonymi rękami. A
      to pracowałam jako wolotariuszka ucząc języka polskiego w college'u i Szkole
      polskiej (jestem nauczycielką języków obcych: hiszpańskiego i francuskiego),
      bądź ucząc też prywatnie (uznaję to raczej jako hobby, ale lepsze to niż nic),
      czy też pracując w małej firmie (chociaż to też krótki epizod, gdyż
      nieprzychylne okoliczności sprawiły, że właściciel przeprowadził się na drugie
      wybrzeże) a od czasu do czasu tłumacząc przez internet dla pewnej firmy z
      Polski. Ponadto chodziłam najpierw na kurs angielskiego, a w ostatnie lato na
      kurs, który byłby mi potrzebny do studiów MBA. Taki był mój plan B, jako że
      Plan A - praca - nie wypalił - dalsze studia. Ten plan jednak odłożyłam na
      półkę, gdyż zaczęłam realizowac Plan C - przeprowadzkę do Kanady. Czekam
      jeszcze na pewien papierek do wizy emigrancyjnej (mam też na oku wariant
      specjalnej wizy rocznej, o której też się dopiero niedawno dowiedziałam), a w
      międzyczasie porządkuję papiery, które potrzebuję, aby dostać certyfikat
      nauczycielski w stanie BC. Zaczynam odżywać, wiedząc że to przymusowe
      bezrobocie w Stanach za niedługo sie skończy. Ale znając życie, kto wie, jak to
      wszystko jeszcze się potoczy...? Być może jeszcze tutaj zostanę, bo jednak
      znajdę pracę? Niczego nie wykluczam, ale otwieram przed sobą wszystkie mi
      dostępne drzwi... Zobaczymy, co się za nimi kryje... smile
      Dlaczego ci to wszystko piszę? Dlatego, abyś na moim przykładzie zobaczyła, że
      można wyjść z nawet najbardziej nieciekawej sytuacji. Przyjeżdżając do Stanów
      nie znałam oczywiście nikogo poza moim lubym. Było mi ciężko i czułam się
      bardzo zagubiona, i to do tego stopnia, że jeżdziłam naokoło naszego hotelu
      dobrych kilka rundek, zanim do niego trafiałam. A tak łatwo było do niego
      trafić... wink Ja, osoba, która już kilkakrotnie emigrowała na dłużej i na
      krócej, która zawsze umiała szybko odnaleźć sie w nowych realiach, tutaj byłam
      kompletnie zagubiona. Zaczęłam dochodzić do siebie, gdy to doznałam pewnego
      szoku: będąc u lekarza na okresowaych badaniach krwi itp. zapytałam się o
      jakieś instytucje, miejsca, gdzie mogłabym poinformować się, dostać jakieś
      praktyczne wskazówki... Tak byłam zdołowana i zawstydzona moją sytuacją i
      przede wszystkim tym, że sama nie potrafię sobie pomóc, że aż się u niego
      popłakałam... Lekarz wywnioskował z tego, że mam "anxiety" i dał mi
      wspaniałomyślnie (haha!) paczkę psychotropów. Na całe szczęście koleżanka z
      tego forum mnie ocuciła. smile Ten lekarz powinien był zaproponowac mi ewentualnie
      psychologa, a nie proszki, które przecież mają mnóstwo skutków ubocznych i
      których w zasadzie nie potrzebowałam. Ja potrzebowałam informacji,
      pokierowania, duchowego wsparcia... Dlatego przestrzegam przed nadużywaniem
      psychotropów, które tutaj, w Stanach (a tak też może być i w Australii) są
      przepisywane _zamiast_ rzetelnej rozmowy z psychologiem. Tutaj zdaje się
      panować zasada "tabletka szczęście ci da". uncertain A tobie wydaje mi sie najbardziej
      pomogłaby rozmowa z psychologiem, abyś z jego pomocą mogła odnaleźć siebie samą
      na nowo, poukładać sobie priorytety, znaleźć sens życia. Wnioskuję tak na
      podstawie tego, co do tej pory napisałaś, sama psychologiem nie jestem. smile
      Co jeszcze mogę ci zaproponować? Wychodzenie do ludzi, jak największy kontakt z
      nimi, abyś miała większą szansę na znalezienie pokrewnej ci duszy (i przy
      okazji pozbyła się tego toksycznego Australijczyka, gdyż rozmowy z nim wpływają
      na ciebie deprymująco)... Ja tak też robiłam i zapewniam ciebie, że łatwo mi
      nie było, czasami wręcz musiałam się zmuszać do wyjścia z domu... Czasami
      potrzbowałam kilku dni, aby właśnie zmusić się do wyjścia do ludzi... Ale
      robiłam to, bo wiedziałam, że tylko w taki sposób będę mogła lepiej się tutaj
      zaaklimatyzować. W Seattle działa dość prężnie Dom Polski - być może
      autralijska Polonia również ma jakies organizacje, które oferują jakieś
      kulturalne spotkania (vernisage? kurs tańca? Biblioteczka polska?) Sprawdź w
      internecie, czy nie ma jakichś innych organizacji polonijnych bądź
      australijskich. Ja również interesuję się sztuką, literaturą, kulturą, więc
      bardzo się ucieszyłam, gdy znalazłam Klub Książki Polskiej, gdzie raz w
      miesiącu zbieramy się na ciekawe dyskusje. Po półtorej roku pobytu tutaj mam
      już spore grono znajomych, ba, nawet potencjalnych przyjaciół... Staram się
      często przebywać między ludźmi, gdyż depresyjne nastroje w dalszym ciągu nie są
      mi całkiem obce, a skierowanie myśli na inne tory bardzo mi pomaga. Dlatego
      dobrze by było, abyś zastanowiła się nad tym, co ci sprawia przyjemność - tak
      jak to tutaj już sugerowano - i starała się sobie tę przyjemność sprawiać jak
      najczęściej. Lubisz muzea? Wyszukałam dla ciebie te stronki, może ci się
      przydadzą? A może je już znasz?
      www.about-australia.com/travel-guides/queensland/brisbane/attractions/museum/
      www.ourbrisbane.com/directory/atdw/categories/museum_192.html
      A może zapiszesz się na jakiś kurs? Nowy język? Malowanie na szkle?
      Fotografowanie? Doskonalenie zawodowe? Cokolwiek, co by ci sprawiło
      przyjemność... wink

      Przepraszam za chaotyczność tego postu... uncertain Spieszę się, bo zaraz muszę wyjść,
      ale chciałam dodać ci otuchy... Życzę ci duuużo miłych chwil i obyś jak
      najszybciej znalazła fachową pomoc, która pomoże ci poukładać sobie życie na
      nowo.. smile

      Moni
      • kinky5 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 14.11.06, 00:41

        RAVI-
        trzymaj sie.
        Mysle ze jestes we wlasciwym miejscu jesli chodzi o wszelkie porady jak przetrwac emigracje.
        gdyby nie malzenstwo pewnie nigdy bym sie na to nie zdecydowala.
        Wielokrotnie wracam myslami do Polski w ktorej zle mi nie bylo.....a tutaj...... czasami slow mi
        brakuje.....ale jakos zaciskam zeby i sie trzymam.

        Pozdrawiam Cie cieplo i wiedz jedno ze znalazlas ludzi ktorzy albo kiedys byli albo sa w podobnej
        sytuacji......


        mniej znaczy wiecej
        • syswia KINKY 17.11.06, 20:04
          Co slychac u Ciebie?
    • mon101 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 14.11.06, 11:11
      Ravi, emigracja nie jest niestety uslana rozami, kazda z nas wpadala w rozne
      dolki, ale jakos sie z tych dolkow trzeba wygrzebywac. Zatkac nos, zacisnac
      usta i grzebac, grzebac zeby sie odbic od dna. Fakt,ze napisalas na tym forum
      swiadczy, ze masz wole wyjsc z tego kryzysu, bardzo ci tego zycze. Dziewczyny
      radza dobrze, pojdz do lekarza, moze potrzebujesz jakigos wspomagania, nawet
      moze farmakologicznego.Patrz do przodu, dom w Polsce jest dla ciebie symbolem
      utraconego raju, ale tak naprawde to Polsce do raju daleko.Masz prace, a to juz
      na emigracji bardzo wiele. Przestan dawac sie ciagac po cmentarzach, musisz
      raczej poznac kogos kto cie zabierze do parkuwink Australia to nie tylko sport,
      zycia kulturalnego tam napewno nie brakuje. Moze sa jakies kolka zainteresowan,
      kursy,wyklady? Wszedzie sa organizacje charytatywne , Czerwony Krzyz, Lions,
      Amnesty, gdzie ludzie sie spotykaja i gdzie mozna nawiazac jakies kontakty.
      Bedzie dobrze, pisz czesto, to tez pomaga.
    • babiana Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 14.11.06, 13:29
      Depresja dopada ludzi o slabszym systemie nerwowym. Stala sie choroba naszej
      cywilizacji. Na emigracji wygrywaja jednostki najsilniejsze psychicznie. Mysle
      Ravi 10, ze na twoj stan zdrowia wplynelo wiele czynnikow, a ten dom stal sie
      wlasciwie symbolem. Tak sie zlozylo, ze znam wielu ludzi dotknietych ta choroba
      i status materialny czy ilosc posiadanych domow nie maja tutaj zadnego
      znaczenia. Syn przyjaciol rodziny (ojciec jeden z wiekszych developerow w
      Montrealu) popadl w tak gleboka depresje, ze rowniez mial samobojcze mysli.
      Rodzina i bliscy nie mogli pojac jak czlowiek, ktory ma wlasciwie wszystko,
      domy, pieniadze, wyksztalcenie i urode moze miec depresje. Uwazali to za jakies
      fanaberie. W koncu udalo sie go przekonac do leczenia i obecnie jest calkiem
      innym czlowiekiem. Wizyty u psychiatry wspomagane psychoterapia postawily go na
      nogi. Problem polega na tym, ze osoby te bez pomocy kogos bliskiego same raczej
      nie zwroca sie o pomoc. One znajduja sie w jakims marazmie, niebycie. Ty pewnie
      z rozpaczy przywedrowalas na forum. I bardzo dobrze zrobilas. Jestes tam
      samotna. Choroba nie przyciaga do ciebie ludzi wesolych, radosnych, zyjacych
      pelnia zycia. Z reguly wrecz odrzuca. Dlatego pewnie cmentarny wedrownik trzyma
      sie ciebie poniewaz sam ma podobny problem. Podam ci drugi przyklad zwiazany z
      domami. Moja przyjaciolka wygrala 10mln dolarow w loterie. Ma te wymarzone domy
      i myslisz, ze zycie jej choc troche zmienilo sie na lepsze? Problemy pozostaly
      te same. Wygrana wrecz unieszczesliwila ja bardziej. Sklocenie z czescia rodziny
      z powodu pretensji, ze za malo pieniedzy im dala. Meza jakas sekta buddyjska
      zaczela wciagac w swoje sidla aby wyciagnac od niego pieniadze. Na szczescie po
      roku staran udalo sie go z tego ocalic. Przy okazji mial romans z czlonkinia
      sekty. Przyjaciolka jest chronicznie chora i zadne pieniadze nie sa w stanie
      poprawic jej stanu zdrowia. Obecnie jej ukochany ojciec umiera na raka. Maz
      wpadl do wymarzonego basenu i pogruchotal sobie kosci w piecie. Czeka go
      przynajmnie 6 miesiecy na wozku inwalidzkim. Ona przeklina obecnie ten wymarzony
      dom z basenem i te wszystkie posiadlosci, ktore nabyli w celu inwestycji. Ciagle
      remonty, designerzy, ludzie krecacy sie po domu po prostu koszmar. Ona zaczela
      chodzic do psychoterapetki aby poradzic sobie z tym wszystkim. Ja co rano mam
      telefon i wysluchuje calej litanii problemow. Wiem, ze dla ciebie te historie
      nie beda zbyt wielkim pocieszeniem, ale byc moze pomoga tobie w podjeciu decyzji
      o udaniu sie jak najszybciej do lekarza. Ja uwazam, ze szczescie istnieje wtedy
      kiedy po prostu nie ma nieszczescia. Jak dlugo jestesmy zdrowi nie zdajemy sobie
      sprawy z tego jak wielkie szcescie zostalo nam dane. Ciebie dotknelo
      nieszczescie depresji poniewaz jest to bardzo podstepna choroba. Ponadto wielu
      ludzi nie jest w stanie pojac zagrozen z niej wynikajacych. Dlatego tez musisz
      zaczac sie leczyc tak jak na zapalenie pluc czy tez inna przypadlosc i wroci ci
      chec do zycia i zajecia sie jakims hobby. Twoj stan obecnie juz jest tak
      zaawansowany, ze odwrotna kolejnosc jest niemozliwa. Trzymaj sie i nie poddawaj
      i zobaczysz, ze kiedy ty sama zmienisz sie wowczas rowniez zmieni sie cale twoje
      zycie.
      • sylwek07 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 14.11.06, 13:49
        babiana ile osob ja takich spotkalem w osrodku gdzie bylem,,wiele takich
        bylo-kasa,mieszkania a szczescia i radosci brak.
        Jest wiele osob ktore nawet nie sa swiadome takich spraw i brna nadal w ta slepa
        i ciemna uliczke.
        Pamietam kiedy ja chcialem sobie zmienic zycie i zaczac wszystko od nowa w nowym
        miejscu ...ale mi sie nie udalo bo tak jak pisze babiana wszedzie dopadaja Nas
        te same sprawy,problemy i jesli ktos Nam nie pomoze a my nie jestesmy silni
        wtedy mozemy byc pewni depresji,nerwicy i innych takich przypadlosci...


        A czy nadal walcze o tzw moje zycie,sam nie wiem..czasami tak,czasami nie chce
        mi sie i wole juz nic nie robic....

        • asia.sthm Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 14.11.06, 13:57
          Sylwek, zmiana otoczenia moze pomoc, ale nie rozwiaze problemow.
          Nic nie rozwiaze tego rodzaju problemow.
          Problemy my musimy rozwiazywac.
          A to co rozwiazuje sie samo z siebie, to znaczy byla jakas drobnostka albo
          tylko zgarniecie problemu pod dywan.
          Sylwek , trzymaj sie mocno... nawet pod gore.
          smile))
      • asia.sthm Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 14.11.06, 13:51
        babiana napisała:

        > i zobaczysz, ze kiedy ty sama zmienisz sie wowczas rowniez zmieni sie cale
        twoje zycie.

        Oto to wlasnie.

        Od siebie dodam, bo wlasnie dzis rano nasze METRO zapodalo na pierwszej
        stronie, ze drastycznie wzrosla liczba samobojstw w zakladach i w pierwszym
        okresie po wypisaniu do domu. Nasza psychiatria jest bardzo niewydolna.
        Srodki farmakologiczne daja tylko pozorne "bezpieczenstwo". Sa bardzo zwodne,
        maja cala mase dzialan ubocznych.
        Jedyne co jest niezbedne, to regularne pobieranie lithium w razie stwierdzonego
        niedoboru. Do reszty jestem bardzo sceptyczna.
        Otaczanie sie zyczliwymi ludzmi stawiam zawsze na pierwszym miejscu.
        Uciekac od tych ,ktorzy dzialaja na nas toksycznie wink) sily oszczedzac na
        poprawianie swojego zdrowia psychicznego.


        Ravi, sciskam cie mocno.
    • balamuk Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 14.11.06, 18:38
      Ravi, trzymaj sie, dziewczyno, z lekarzem pogadaj, bo warto, ale oprocz tego
      moze uda Ci sie znalezc kogos, z kim mozna normalnie pogadac? I po polsku? Cos
      takiego znalazlam - www.wirtualnapolonia.com/australia/teksty.asp?
      TekstID=6738, moze do czegos Ci sie przyda. To juz Monika napisala, jakis Dom
      Polski albo inna organizacja polonijna, albo nawet nie organizacja (ja, na
      przyklad, uczulona jestem na wszelkie organizacje), ale mozliwosc kontaktu z
      ludzmi, ktorzy moga sie czuc rownie daleko od Polski, w jakis sposob
      odizolowani, zdolowani i ktorzy maja ochote pogadac o czymkolwiek - polityce,
      ksiazkach czy przepisie na bigos. Na przyklad przy piwie. Moi przyjaciele sa w
      Polsce, ale na takie gadane piwo moge sie umowic i tutaj, czasami sama
      swiadomosc na duchu podniosi. Sciskam mocno.
    • luiza-w-ogrodzie Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 15.11.06, 03:53
      Ravi,
      bardzo mna wstrzasnal Twoj post. Znam wiele osob, ktore na emigracji nie mogly
      sie odnalezc i w polaczeniu ze sklonnoscia do depresji wyszly na tym bardzo zle.
      Moge tylko powtorzyc rady dziewczyn: idz do lekarza (najlepiej psychologa) i
      wyjdz do ludzi. Zastanow sie co lubisz i znajdz ludzi o podobnych
      zainteresowaniach. Dom w Polsce to Twoj sen z przeszlosci. Nie mozesz wciaz sie
      na niego ogladac - znajdz sobie sen o przyszlosci, tam idziesz i tam dojdziesz,
      czego Tobie serdecznie zycze.

      Sciskam kciuki za Ciebie - jakby co, daj znac na priva.
      PS Mieszkam od kilkunastu lat w Sydney, uwielbiam Australie od dnia przyjazdu
      Luiza-w-Ogrodzie
      ·´¯`·.¸¸><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
      Australia-uzyteczne linki
    • monie_pl ktos inny z depresja... 16.11.06, 07:42
      ...tsak wlasnie.

      Nibywydaje sie poukladana, ale pomimo tego i mnie ta choroba dopadla.
      Wyjechalam z ktraju jako osoba dojrzala i samodzielna z ustawionym zyciem
      zawodowym. Buduje zycie tutaj z moim mezem i moze z tego powodu jest latwiej,
      ale to ciagle walka.

      Nie tak dawno zaczelam malowac w takiej swego rodzaju szkolce niedzielnej, a
      nazywa sie to Swouthbay Adult School gdzie za jedyna $90 mozna uczesczac na
      malowanie akwarela. NIGDY nie myslalm, ze jest to tak relaksujace a takze
      pocieszajace! Wydaje mi sie, ze mozesz cos takiego znalezc takze w Australii.

      Jesli jednak jak piszesz masz mysli samobojcze to powinnas znalezc lekarza,
      ktory niestety na sam poczatek bedzie zalecal lekarstwa. Jesli nigdy wczesniej
      nie rbalas zar=dnych medykamentow na spanie i podniesienie nastroju to warto
      brac bardzo mala dawke. Ja zdecydowalam sie brac tylko 1/2 pigulki choc lekarz
      widzac mnie w tzw placzacym stanie powiedzial, ze moge wziac nawet 4 pigulki w
      ciagu dnia. Po 2 tygodniach brania 1/2 pigulki sa juz efekty i moj nastroj jest
      znacznie lepszy.

      Namawiam cie na na zadzonienie nawet po pogotowie, zeby dowiedziec sie o tzw
      linie zaufania dla samobojcow, bo tam cie skieruja do lekarza nawet za darmo!

      Napisz wiecej o sobie! Gdzie mieszkasz, jak zarabiasz na zycie, co lubisz
      robic, jakie jedzenie sprawa ci najwiecej przyjemnosci!

      Pozdrawiam
      Monika
      • katarzynams Re: ktos inny z depresja... 17.11.06, 16:54
        monie_pl napisała:

        > Nibywydaje sie poukladana, ale pomimo tego i mnie ta choroba dopadla. <

        monie,

        ja obstaje, przy tym, ze osoba zyjaca swiadomie nie uniknie depresji.
        Oczywiscie sa rozne jej natezenia, dlatego pomoc fachowa czesto jest niezbedna
        ale to co napisalas Ty i wiele innych jess rownie wazne. Trzeba miec cel w
        zyciu i wtedy jest duzo latwiej.
        Dla mnie najgorsze jest to jak mam za duzo czasu, a ze ostatnio nie mam go
        wcale to jestem w swietnej formie psychicznej.
        Pozdrawiam wszystkie osoby z depresja i zycze powodzenia w zmaganiach.
        katarzyna
        • sylwek07 rodzina 17.11.06, 19:00
          jest tzw Rodzina i jest rodzina i tak naprawde nie wiadomo co jest lepsze (czy
          sie do niej przyznawac czy tez dac sobie znia spokuj )...
    • kaszka13 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 17.11.06, 15:40
      Ravi,

      Widze, ze wiekszosc osob powyzej demonizuje terapie farmakologiczna, wiec
      opowiem Ci o sobie. Jestem po terapii atydepresyjnej. Nie byla ona zwiazana z
      wyjazdem, ale z sytuacja rodzinna. Wyjscie z dola zajelo mi duzo czasu. Na
      szczescie trafilam na fantastyczna pania psycholog i lekarza, ktory wspieral
      psychologiczne rozmowy tabletkami. W niektorych przypadkach na pewno udaje sie
      nie siegac po leki, ale moim przypadku bylo to niemozliwe. Od niektorych lekow
      mozna sie oczywiscie uzaleznic, ja mialam na tyle samozaparcia, ze gdy poczulam,
      ze sama dam rade, to zaczelam odstawiac leki. Oczywiscie nie wszystko od razu,
      ale stopniowo. Teraz, jakies 10 lat od tamtych wydarzen, patrze na swoje zycie i
      zdaje sobie sprawe, ze grunt to wziac sie za siebie. Znalezc cel w zyciu, bo to
      o niego glownie chodzi. Moze to byc dom, lepsza praca, znalezienie swojej
      drugiej polowki, czy cokolwiek innego, co sprawi Ci radosc. A realizacje zaczyna
      sie od malych krokow i tu polecam wizyte u psychologa. Zajecie mozna sobie
      znalezc bez probemu, moze byc wolontariat, moze byc jakis kurs zawodowy. Ja
      teraz siedze w domu z corcia i wlasnie przy kosciele znalazlam grupe rodzicow,
      ktorzy spotykaja sie przynajmniej raz w tygodniu. Nawet nie spodziewalam sie,
      jak szybko mozna znalezc zajecie.
      Poza tym z tego co piszesz, to masz jednak jakas rodzine w Australii, czyli nie
      jestes zupelnie sama. Znajomego od grobow raczej unikaj, przynajmniej na razie,
      bo on sam chyba zbyt optymistycznie o zyciu nie myslismile Jak wyjdziesz z dola, to
      bedziesz sie smiala jakiego unikatowego goscia znaszbig_grin Poza tym do ludzi trzeba
      wyjsc, bo nie wiedza, ze czujesz sie samotna, no i od od ludzi smutnych sie
      ucieka. Postaraj sie znalezc cos co Cie ucieszy i pokaz to innym.
      Pozdrawiam Cie goraco i zycze samych dobrych rzeczy, gdybys chciala pogadac, to
      pisz na gazetowego.

      Kaszka

      P.S. Polska sprzed Twojego wyjazdu i obecna to dwa rozne kraje. Zycie nie jest
      rozowe, wiec staraj sie nie idealizowac. Aha, nie wiem czy dobrze zrozumialam, w
      Australii masz mieszkanie, tak? Jesli tak to jak na emigranta masz swietna
      sytuacje i wielu ludzi, ktorzy wyjechali nigdy do tego nie dojdzie.



    • babiana Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 18.11.06, 01:59
      Objawy depresji

      Osoba cierpiąca na depresję jest smutna, nie jest w stanie wykrzesać z siebie
      energii do działania. A nawet jeśli potrafi, to robi to z dużym wysiłkiem.
      Zmusza się do wszystkiego. Nie umie się skoncentrować na wykonywanych
      czynnościach, co powoduje częste skargi na osłabioną pamięć. Podaje poczucie
      niskiej wartości, czuje się niepotrzebna. Czarno widzi swoją przyszłość. Może
      oskarżać się o niepowodzenia własne lub z osób z otoczenia. W stanach
      najgłębszego obniżenia nastroju może dojść wręcz do pojawienia się myśli i
      tendencji samobójczych.
      U ciebie Ravi 10 nastapilo juz najglebsze obnizenie nastroju. Musisz koniecznie
      ratowac sie i to jak najszybciej.Jak widzisz z opisu choroby jestes klasycznym
      przypadkiem. Posluchaj rad forumowiczek.
      • bielinka Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 21.11.06, 12:25
        hej Ravi!
        Znam to o czym piszesz, mi nawet nie potrzeban byla emigracja,z eby przez takie
        cos przechodzic. CO pocieszajace ze po urodzeniu syna przestalam miec mysli
        samobojcze. Mialam rozne dziwne pomysly - porzucic go, wyjechac uciec itd, ale
        juz bez tego horroru jakim jest racjonalne rozwazaie jak to zrobic zeby bylo
        pewne ale nie bolalo i bylo szybko. Tak ze rozumiem CIę dokladnie. Nie boj sie
        farmakoterapii. Mi ona bardzo poamgala i - nie ukrywam - poamaga dalej, dlatego
        miedzy innymi nie karmie syna piersia. Mialam wybor albo karmic i miec depresje
        albo nie karmic i nie miec depresji. Oczywiscie, ze ona nie rozwiazue
        problemow, ale daje sile zeby stawic im czola i nawet podjac terapie. Bo kiedy
        jestes w takim stanie nie jestes w stanie podjac zadnej decyzji. Wiec pozwol ze
        podejmiemy decyzje za CIebie - idz, zadzwon do lekarza, umow sie na wizyte i
        popros o leki bo MY CI KAZEMY! A potem bedziemy dzialac dalej. Gdybym byla na
        miejscu sama umowilabym CIe na wizyte. Moja madra Mama powiedziala mi gdy sie
        opieralam - jak masz grype to idziesz do lekarza i prosisz o leki, wiec o co
        chodzi? I poszlam. I zyje. I mam dziecko - nawet juz dwa. Zycie dalej nie jest
        zbyt proste, ale daje sie zjesc i moge sie usmiechac. Czekam na informacje
        kiedy masz spotkanie z lekarzem. Z mojego doswiadczenia wynika ze wystraczy sie
        umowic z psychiatra i powiedziec mu - mam mysli samobojcze prosze dac mi leki.
        ROzmawiac zaczyna z Toba na drugiej wizycie gdy juz jestes w stanie rozmawiac.
        SKoro tak jest w Polsce, tam powinno byc podobnie. Czekam na info kiedy masz
        lekarza. Nie musisz na forum. mozesz napisac na moj prywatny adres. Hej!
    • awrey Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 24.11.06, 22:41

      Ravi,

      Ty - no wez sie nie zabjaj.

      Skad Ty wogole tego przedsiebiore pogrzebowego wytrzasnelas? Gdzie sie kogos
      takiego spotyka? Wy na randki po tych cmentarzach chodzicie?
      Odstaw goscia na bok bo ci niedobrze robi i mu wytlumacz ze masz juz tak
      naprawde plac kupiony w Polsce ale chcialas zobaczyc Australiskie oferty i
      dlatego z nim chodzilas. Mysle, ze sama bym u lekarza wykupila prenumerate
      jakbym w ramach weekendu zaczela zwiedzac potencjalne miejsca "wiecznego
      odpoczynku".

      Idz do lekarza. Potrzebujesz pomocy. Twoj kumpel "pogrzebacz" zreszta
      tez...Let me guess, jakbys tonela to bys sie brzytwy chwytala, no nie?
      Duzo ludziom pomagaja tabletki - czemu nie sprobowac czy to by czegos nie
      zmienilo?

      Na temat Polsko fantazjujesz - poniewaz jest to inny kraj od czasu kiedy
      wyjechalas, po drugie z tego co piszesz bylas w Polsce tez nieszczesliwa. W
      koncu rodzinie udalo sie sklonic Cie do wyjazdu z jakiejs przyczyny.

      W Polsce przyczyna Twojej depresji byla sytuacja osobista jak piszesz,
      natomiast w Australii...well, jest Twoja sytuacja...osobista i finansowa?
      To znaczy, ze poprzez 15 lat, kilka lat i 2 kontynenty zmienilo sie...dokladnie
      nic?

      Ok, jestem przekonana ze u Ciebie to kliniczna depresja ktora zadne pogaduszki
      nie zmienia ani ewentualny powrot do Polski czy kupienie domu etc.
      Bedziesz w Polsce to tylko sie zmieni powod ktory Ty bedziesz odbierac jako
      przyczyne swojego zlego samopoczucia. Twoje pesymistyczne podejscie do swiata i
      ludzi ma zwyczajnie u podloza chemiczny imbalans - to sie da skorektorac.
      Jestem pewna, ze lekarz Ci pomoze. Ludzie biora Prozac, Lithium etc. i wielu
      dzieki temu potrafi kompletnie swoje zycie zmienic.

      Tak wogole czy konieczny jest dom "wlasnosciowy" do szczescia? To krucha
      podstawa, bo jak sie nie daj Boze spali to co...znowu sie trzeba wieszac
      bo "szczescie" poszlo z dymem?

      Lekarz, jeszcze raz lekarz i lekarstwa. Moze ktos moglby jakiegos polecic? Albo
      czy nie ma wogole w Brisbane jakiegos hotline dla potencjalnych samobojcow? Na
      pewno cos moga doradzic.

      Nie wiem ile masz lat, ale 15 lat mlodszy kuzyn mojego taty jeszcze, ktory
      groszem nie smierdzi wpadl na taki pomysl ze sie do Thailandii przeprowadzi i
      bedzie robil import-export membli z egzotycznego drzewa. Tej Polskiej emerytury
      duzo nie ma ale na minimalny start starczylo. Nie ma luksosow, ale za 50 centow
      mozna juz tam dobrze zjesc, poznal pania - nie zadna 18letnia letnia laske
      tylko wdowe niewiele od niego mlodsza (on tez jest wdowcem), domu nie ma ani w
      Polsce ani w Thailandii i jeszcze musi ciagle granice dla Malezji przekraczac
      zeby mu wiza nie wygasla a mimo to szczesliwy, ludzi poznal i o plac na grob
      sie nie martwi. Twierdzi, ze jak padnie to...wroci do natura w tej czy innej
      postaci.

      Mowie Ci, idz do lekarza. Dom w Polsce nie zrobi Cie szczesliwa. Jak uwazasz ze
      zycie w Australi jako samotna kobieta jest trudne to chyba masz amnezje na
      temat Polski jak taka sytuacja w kraju wyglada. No chyba ze masz 25 lat...
    • ravi10 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 25.11.06, 23:02
      Nie mam amnezji i jakos w Polsce nie mialam problemow. To znaczy byly , ale
      swietnie sobie z nimi radzilam. Poza tym, nie mialam zadnych problemow ze
      znajomosciami, bylam energiczna, zaradna, szybko nawiazywalam kontakty i ciagle
      bylam otoczona ludzmi. Osobista, tragiczna sytuacji pchnela mnie do zmiany w
      zyciu, ktora okazuje sie dla mnie "nie do przeskoczenia
      Odwiedzilam lekarza. Potem drugiego. Zaden nie
      wykazal "lekarskiego" zrozumienia. Inni pacjenci czekali w
      poczekalni, wiec jeden jak i drugi wykazywali niezbyt dobrze
      skrywane zniecierpliwienie i popedzali mnie, przerywali w polowie
      zdania. Kazda wizyta nie trwala dluzej jak 5 minut. Widocznie maja
      taki limit na "obsluge klienta".
      Dostalam jakies leki. Czulam sie po nich okropnie. Musialam wziac
      dzien wolny w pracy, nie bylam w stanie wstac z lozka. Objawy byly
      typowo fizyczne dla mnie, jesli chodzi o poprawe psychiczna - zero.
      NIe pojde juz wiecej do lekarza. Przy tak zlym leczeniu moge
      naprawde zle skonczyc finalnie
      • ravi10 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 25.11.06, 23:18
        Musze jeszcze uzupelnic ... w Polsce NIE MIALAM DEPRESJI PRZEZ CALE SWOJE
        ZYCIE !!!!! Depresja dopadla mnie tutaj kiedy uswiadomilam sobie jaki blad
        popelnilam pozbywajac sie domu, wypielegnowanego, ukochanego i zamieniajac na
        zalosne zycie , ale za to NA EMIGRACJI !
        • kan_z_oz Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 26.11.06, 08:34
          Ravi masz list w skrzynce.

          Kan
          • sylwek07 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 26.11.06, 15:19
            ravi10 co do lekow to czasami tak One dzialaja i zcasami trzeba czasu aby moglo
            byc lepiej lub tez musisz skontaktowac sie z lekarzem aby dobral Ci inny lek
            lub tez inna dawke..Ja kiedys bralem wiec musialem 2 dni byc w domu a potem
            bylo juz ok .
        • mvonlau Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 26.11.06, 16:28
          Droga Ravi,
          Wiem co czujesz. Emigracja moze byc przeklenstwem i rajem w roznych fazach
          zycia emigranta. Depresja trzymala mnie dwa lata. Pamietam ten czas jakby z
          filmu gdzie ja jestem glownym bohaterem ale tak napawde to nie ja. Czulam sie
          odizolowana obca w swiecie ludzi ktorzy dawali jakies rady ktore nie mialy do
          mnie zadnego odniesienia. Ba, mialam (mam) dwie corki ale one mialy matke
          wykomujaca rutynowe czynnosci. Wiesz, ja sie czulam jakby dusza ze mnie powoli
          uchodzila a cialo ciagle jeszcze zylo. Nie mialam pojecia ze to depresja.
          Wszyscy mi mowili ze to przejdzie. I co z tego ze kiedys przejdzie . Ja
          chcialam zyc teraz!!!. Bol psychiczny byl straszny. nie widzialam swojej
          przyszlosci i funkcjonowalam jak automat.Co ja robilam w tym obcym swiecie na
          emigracji ??? Spac sie balam bo przychodzily "nocne mary" wiec cala noc
          siedzialam przy swietle, usypialam jak dzieci poszly do szkoly. O pracy nawet
          nie bylo mowy, bylam na zasilku. Kiedy doszlam do momentu ze nie ma wyjscia z
          tego marazmu, zmusilam sie do pojcia do szkoly. Uczylam sie angielskiego.
          Trafilam do klasy dla samotnych mam (rozeszlam sie z mezem w pare miesiecy po
          przyjezdzie do wymazonej Kanady). Wiekszosc moich kolezanek z klasy bylo w
          podobnym stanie psychicznym. Okazalo sie ze depresja jest typowym stanem w
          procesie adaptacyjnym na emigracji, nie mniej wcle mnie to nie pomoglo ......-(
          Powoli powoli uczac sie nie tylko angielskiego ale rowniez odnajdowania swoich
          ukrytych talentow uczono nas przysposobienia do zycia w Kanadzie i jak odnalezc
          swoja wartosc jako czlowiek.Stan mojej deprescji zatrzymal sie i juz chyba nie
          chcialam umierac ALE CIAGLE BYLO JESZCZE CIEZKO.
          To bylo 12 lat temu. Teraz jestem executive director organizacji
          charytatywnej pomagajacej emigrantom z wychodzenia ze stresu, depresji jak
          rowniez zapobiegania depresji. Mam 23 pracownikow z roznych krajow z
          wyksztalceniem psychologicznym by mogli pomgac swoim klentom w jezyku ojczystym
          bez interwencji lekow . 90% emigrantow i regugees ma stress lub nawet depresje,
          leczymy dusze a nie cialo srodkami farmakologicznymi. Moje doswiadczenie tej
          ciezkiej klinicznej depresji dalo mi zrozumienie bolu drugiego emigranta a
          pozniej, no coz sama stworzylam ta maja prace i jestem szczesliwa z
          kazdego "uratowanedo" emigranta" mozesz wejsc na : www.needsinc.ca pozdrawiam i
          zycze wytrwania bo warto !
    • awrey Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 27.11.06, 11:46
      Ravi -

      Z tego co piszesz wyprobowalas lekarza, medykamenty - OK, nie dziala.

      No to nie ma sie co zastanawiac tylko z powrotem do Polski.
      W Polsce - dom czy bez domu - bedziesz jak sama napisalas:
      (parafrazuje) "zaradna, energiczna, bez problemow z nawiazywaniem kontaktow,
      otoczona ludzmi". Moze wlasnosciowego domu miec nie bedziesz ale przynajmniej
      wypelnione zycie osobiste.

      Zeby bylo jasne - ja uwazam, ze bardzo idealizujesz zycie w Polsce. Moja
      kolezanka ma 37 lat, ma dobre zycie zawodowe (nie jest bogata, villi nie
      kupila ale na wygodne zycie, dobry samochod, wakacje jej wystarcza).
      Dziewczyna jest inteligentna, tolerancyjna, mila i twierdzi, ze zycie
      kobiety "samotnej" (to znaczy bez meza i dzieci) w Polsce to "koszmar" - a Ty o
      tym marzysz. Zobacz jacy ludzie sa rozni...

      Emigracja jest nie dla kazdego. Ja sie w Polsce nie czulam nigdy dobrze,
      natomiast prawie wszedzie indziej gdzie nie bylam (a bylam w wielu miesjcach)
      to bylo super. Natomiast Ty piszesz o Polsce jak o raju utraconym.

      Ale jak Cie Polska czyni szczesliwa to na co czekasz? Po co sie kolejny rok w
      Australii meczyc? Wracaj do Polski i sprobuj tam. Z tego co piszesz to w
      zasadzie jestes w takiej sytuacji ze tylko sobie polepszyc mozesz.

      Nie ma sie co zastanawiac - nie wyglada na to ze Cie cokolwiek w Australii
      trzyma. Kupuj bilet i za pare miesiecy mozesz juz byc w PL bez tych tragicznych
      mysli. Przeszlosci nie mozesz zmienic ale przyszlosc tak.
      • cytrynka123 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 15.12.06, 15:01
        Nie wiem czy to Ci Ravi pomoze, ale ja tez mam depresje emigracyjna i mimo, ze
        faktyczna emigracja trwa u mnie tylko 2 miesiace, to i tak skacze ze zlosci po
        scianach. Czuje sie odizolowana od ludzi, chyba na wlasne zyczenie. Poza
        chlopem, ktory jest nadopiekunczy i pelza za mna non stop nawet do lazienki, i
        jego rodzina, nie znam nikogo. Na dworze zimno i ciemno, miasteczko male,
        jedynie maly market i sklepik rybny na kolkach, co przyjezdza 3 razy w
        tygodniu. Dzis nie poszlam po dorsza, to bede musiala sie obyc az do wtorku
        smakiem. Do centrum Goteborga nie jest daleko, ale jeszcze niezbyt dobrze
        opanowalam autobusy. Dotychczas jezdzilam samochodem z Rychem.
        Kolezanki z Polski sie rozjechaly po swiecie. Jedna poleciala do ONZ, do Nju
        Jorka, druga do Anglii pracowac w banku, inna we Wloszech serwuje pizze. A ja w
        Szwecji zabijam czas non stop gotujac. Mam siostry i mame, ale tak naprawde, to
        tylko z jedna z nich moge porozmawiac tak od serca i tez nie do konca.
        Mysli samobojcze czasem tez mi sie pojawiaja, ale dziwne rzeczy trzymaja mnie
        przy zyciu, chcocby fakt, ze chcialabym zwrocic pewna sumke mamie, za moje
        studia (nie jest to zadanie mamy, ale moja chec), wykonczyc sprawy ze studiami
        w Polsce, itd... Zawsze pojawi sie cos, co pozostawia te mysli gdzies w sferze
        teorii, na szczescie. A gdy poczuje sie lepiej, zastanawiam sie nad tym jeszcze
        raz i mysle, ze to by bylo glupio skonczyc zycie za pomoca zyletki, gdy tu
        kwiaty pachna i slonce swieci. Do nastepnego dolka.

        POzdrwaiam mocno öö
        • tamsin Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 15.12.06, 20:24
          no i Cytrynko tak sie zastanowilam przez moment, czy na sto procent masz
          depresje emigracyjna czy po prostu depresje? Piszesz, ze kolezanki z Polski
          rozjechaly sie po swiecie, a ty zabijasz czas w Szwecji non stop gotujac, a
          jakby twoj dzien wygladal w Polsce w takim razie?
          • cytrynka123 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 15.12.06, 21:22
            Nie siedzialabym w domu. POszlabym do pracy, w weekend studia, moze jakis klub.
            Przyznam, ze decyzja o emigracji bardzo duzo mnie kosztowala i nadal kosztuje.
            Niemoznosc podjecia pewnych decyzji, swiadomosc, ze czas utknal w miejscu.
            Pewne sprawy zaleza od biurokracji, za jakis czas dostane szwedzki pesel i
            pojde na kurs szwedzkiego. Bedac w Szwecji i studiujac w Polsce, zaraz jeszcze
            chodzac na intensywny szwedzki, nie jestem w stanie podjac pracy. Duzo zachodu,
            ktory moze zepsuc i tak napiety plan. Mam polskie ambicje o pracy i kazdy
            miesiac i rok w domu wciska mnie w coraz wiekszy dolek. I jeszcze przesladuja
            mnie mysli, ze w Szwecji daleko nie zajde, nie oczekuje pozycji CEO w jakims
            volvo, ale miloby bylo nie pakowac mortadeli w folie w sieci ICA. Opinie wielu
            forumek i znajomych o trudnym awansie zawodowym w Szwecji mnie przerazaja.
            POdczas, gdy w Anglii, Irlandii czy Stanach mozna sie jakos doczekac (aktywnie
            dzialajac) wzglednie satysfakcjonujaca pozycje zawodowa niezaleznie od
            narodowosci, w Szwecji obawiam sie, ze czeka mnie posadka w ramach programu
            interwencji przeciwko bezrobociu. Kolezanki roznie zaczynaly w krajach
            anglosaskich, ale dosc szybko doszly do pracy za biurkiem. To mnie przeraza...
            To chyba depresja... i cho.era ciagnie sie cala jesien z przerywnikami w
            postaci momentow zakupow na strawberrynet.com.
            Najgorsza rzecz to to, ze jestem tu kompletnie sama. Chlop z racji pracy poza
            domem, ale to nie towarzystwa swojego chlopa mi najbardziej brak. Brak
            znajomych i przyjaciol chyba najbardziej dokucza. Zadne mejle nie zastapia
            wspolnej kawy czy zakupow. A chlop nie jest w stanie, i nie oczekuje tego,
            wysluchiwac wszystkich moich opinii i uczestniczyc w dyskusjach filozoficzno-
            ekonomiczno-humanistycznych itp öö On jest chlop inteligentny, madry, zaradny,
            ale brak mu pewnych cech, oczywiste, ktoe ma kolezanka czy przyjaciolka.

            To sie wygadalam ö
            • asia.sthm Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 15.12.06, 21:56
              Kochana Cytrynko , natychmiast podaj mi na @ twoj numer i ja cie tak podbuduje
              ze zapomnisz o slowie depresja.
              Juz pisze do ciebie z golebnika. Kto to widzial, zeby dac sie zsiekac emigracji.
              Caluje, a ty zajrzyj do skrzynki .
              • mon101 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 16.12.06, 22:35
                Nie dawaj sie, cytrynko, my tu, emigrantki- weteranki, mozemy cie zapewwnic ze
                i w tym ciemnym kraju kariere da sie zrobic. Byleby do wiosny to i jasniej
                bedzie i optymistycznej. Napisz na poczte, jesli potrzebujesz wsparcia i rady.
                Stosuj metode malych kroczkow, zacznij od nauki jezyka. Pomysl jaki to plus, ze
                nie jestes sama, ze masz oparcie w bliskim ci czlowieku i napewno wielu innych
                zyczliwych ci ludziach.

                Niemożliwe jest tylko gołemu w kieszeń nasrać
                • cytrynka123 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 19.12.06, 00:53
                  Dziekuje zacna weteranko emigracji ö za pocieszke w udrece. Ja tez sobie mowie
                  oby do wiosny. Male kroczki to strategia jak najbardziej sensowna i saa bym ja
                  poradzila innym, jednak samej sobie trudno jest sie wziac do czegokolwiek, jak
                  wszystko wydaje sie szaro-czarne. Dzis jest o wiele lepiej. Wczoraj zmusilam
                  sie i przejechalam sie busem po zakupy do centrum handlowego. Po raz pierwszy
                  sama. Wrocilam z kilkoma kieckami, puszkami zupy heinz, aniolkami i bombkami.
                  Milo, ze istnieja zyczliwi ludzie. Wielu z nich nie widzi sie na co dzien lub w
                  ogole nie dostrzega. Wiekszosc miesiaca jestm samiutka. Wiec jedyna rozmowa na
                  jaka sobbie pozwalam, to w rybnym, na poczcie i przy kasie. I tez nie od razu
                  chwale sie szwedczyzna, bo ludzie zaleja mnie potokiem slow, a tak przynajmniej
                  powolutku cedza zdanko po zdanku. No i telefony do siostr i mejle.
                  Boje sie troche o moja `kariere`. Nie mam jakichs chorych ambicji, jednak
                  chcialabym, by te 5 lat na sgh nie zaprowadzilo mnie do miesnego za lade. Moge
                  zmywac kubki, ale we wlasciwym miejscu, tak by to sluzylo czemus. Moj wiking
                  zaczynal od majtka, teraz jest oficerem, a jak poplynie w tropiki i odwali
                  formalnosci ma szanse na stopien kapitana i to w jednej firmie. I tam wwszyscy
                  musza zaczac od majtkowania, jesli chca zajsc dalej. Ale pakowanie ryb i miesa
                  w ICA wcale mnie nie zaprowadzi do biura, moze co najwyzej do szefowej nocnej
                  zmiany öööö Jak czytam o mozliwosciach pracy dla obcokrajowcow w krajach
                  anglosaskich i w Skandynawii, to tylko plakac sie chce. W Szwecji nic, tylko
                  lekarze (nie jestem), pielegniarki (pielegnuje tylko wlasnego prywatnego
                  pacjenta), opiekunki staruszkow, kucharzy i hydraulikow... no i do zbiorow
                  owocow.
                  POki co, to ten jezyk jest najwazniejszy. Swobodnie porozumiewam sie po
                  szwedzku, ale nie jest to jeszcze slownictwo literackie, czasem pomagam sobie
                  angielskim, ale coraz mniej. Za miesiac pewnie dostane personnummer, to zaczne
                  wymachiwac szpadelka.

                  Dzieki
                  • mon101 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 19.12.06, 15:04
                    Cytrynko, ja tez po SGH, choc to wtedy inaczej sie nazywalo. Kuznia dyrektorow,
                    czy jakos takwink)Pzryjechalam do Szwecji wieki temu i pewnie wtedy bylo
                    latwiej, ale zaczynalam tzw kariere od wklepywania faktur w komputer. Mialam
                    szcescie, ze trafilam do duzej firmy, mozliwosci zmiany zajecia okazaly sie
                    duze, trzeba bylo sie tylko troche wykazac. Wiem , ze teraz Biura posrednictwa
                    pracy organizuje jakies kursy dla cudzoziemcow z wyzsczym wyksztalceniem m in
                    ekonomistow. Nie mam zadnego doswiadczenia, ale moze to ma sens? Poza tym
                    dobrze jest zrobic jakies pare punktow z företagsekonomi na Uniwersytecie, a
                    potem jak sie zlapie jakas nawet mniej wykwalifikowana prace w dziale
                    ekonomicznym mozna sie zapisywac na rozne kursy podnoszace kwalifikacje. Staraj
                    sie szukac pracy w duzych firmach, one maja pieniade na ksztalcenie pracownikow.
                    Zajrzyj tez na strone www.civilekonomerna.se
                    • cytrynka123 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 19.12.06, 16:53
                      Wielkie dzieki. Jak sie wykoncze z ostatnim rokiem w szkole i obronie, bede
                      aktywnie chodzic za tym. Wiem tylko, ze istnieje mozliwosc doksztalcenia. Na
                      poczatku zapisze sie na jezyk, udajac, ze nic nie umiem. Dla poczatkujacych
                      jest za free i ciagnie sie go 40 tygodni okolo. POtem jest mozliwosc kursu
                      jezykowego z konkretnej branzy. Na Uniwersytet tez sie udam, a najlepiej do
                      Handelhogskolan. Ja sama juz nie mam sily sie dowiadywac, bo zeby sie
                      dowiedziec, trzeba wiedziec, gdzie zapytac. Jak dobrze, ze sa rodaczki ööööö
                      Moj chlop - Szwed, a sam nie wie, gdzie i co, choc zaradny zyciowo to jest
                      bardzo. U niego kariera prosta i oczywista jak drut, tylko kwestia czasu, u
                      mnie slalom za informacjami.

                      Na koniec... mama mojego Rycha jest opiekunka osob starszych i, co uwazam za
                      duza uprzejmosc, chce mnie w ten fach wciagnac. Nie bardzo mi sie to usmiecha,
                      ze wzgledow przede wszystkim braku psychicznych predyspozycji, ale takze nie
                      chce utknac w czyms na dobre, co mi nie odpowiada. Nie chce mamy urazic, wiec
                      szybko bede sie starac o cokolwiek z 'branzy', by nie dostac konkretnej
                      propozycji pracy jako opiekunka.

                      Wielkie dzieki mon ööö
                      • maja92 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 19.12.06, 17:23
                        Cytrynko,
                        uwazam, ze idealizujesz troche te kraje anglosaskie - jak to wszystko ladnie do
                        jednego worka wpakowalaswink))
                        Irlandia az takim rajem dla obcokrajowcow nie jest. Pamietaj to jest malutki
                        kraj - taka powiekszona rodzina, gdzie wszyscy znaja wszystkich i prace ta na
                        prawde dobra to dostaje sie nie dlatego, ze jest sie takim genialnym, tylko
                        dlatego, bo zna sie Paddy Fitzgerald'a z Clontarfwink))
                        A obcokrajowiec - nie wiem jak bardzo by sie staral - to jezyk i tak zna gorzej
                        od lokalnego 6-latkawink)))
                        Byle prace biurowa to i moze mozna i dostac - tylko czym taka praca z
                        backpackerami w call centre rozni sie od pakowania martadeli w szweckim ICA?
                        Niczym - tez na akord, masz 3 minuty na wysluchanie niezadowolonego klienta -
                        rozwijajaca - bynajmniej nie. Tak w 70% wygladaja "kariery" biurowe Polakow w
                        Eire zaobserwowane przez ostatnie 2 lata...

                        Hello, XXX company, how can I help you?
                        Hello, XXX company, how can I help you?
                        Hello, XXX company, how can I help you?
                        Hello, XXX company, how can I help you?
                        Hello, XXX company, how can I help you?
                        Hello, XXX company, how can I help you?
                        Hello, XXX company, how can I help you?
                        Hello, XXX company, how can I help you?
                        Hello, XXX company, how can I help you?
                        Hello, XXX company, how can I help you?
                        Hello, XXX company, how can I help you?
                        ......

                        i tak caly dzien - 5 dni w tygodniu - 50 tygodni w roku.... za troche wiecej
                        niz minimalna krajowa...o klubach i studiach zapomnij - kasy nie starczy...
                        • tamsin Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 19.12.06, 17:32
                          A ja myslalam, ze wszystkie call centers przeniosly sie juz do Indii, a tu
                          popatrz, taka niespodzianka wink)

                          maja92 napisała:
                          > uwazam, ze idealizujesz troche te kraje anglosaskie - jak to wszystko ladnie
                          Tak w 70% wygladaja "kariery" biurowe Polakow w
                          > Eire zaobserwowane przez ostatnie 2 lata...
                          >
                          > Hello, XXX company, how can I help you?
                          > ......
                          >
                          > i tak caly dzien - 5 dni w tygodniu - 50 tygodni w roku.... za troche wiecej
                          > niz minimalna krajowa...o klubach i studiach zapomnij - kasy nie starczy...
                          • maja92 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 19.12.06, 17:50
                            Duzo europejskich jest w Eire - sporo na zachodzie i poludniu, gdzie sa
                            specjalne strefy ekonomiczne. Tam tez zawsze bylo duzo mlodziezy w Europy
                            (glwonie Hiszpanow i Francuzow) uczacej sie jezyka tanim kosztem (UK zawsze
                            byla drozsza). Ostatnio ta mlodziez zostala glownie zastapiona przez Polakow,
                            ktorzy za nizsze stawki niz studenci robia ta sama prace.
                        • cytrynka123 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 19.12.06, 17:47
                          Nie twierdze, ze w Anglii jest tac cudownie, zwlaszcza, ze Polakow tam
                          najechalo, ze demografia im skoczyla. Znajomosci sa kluczem do kariery wszedzie
                          na swiecie. Czesciowo sie zgadzam z opinia, ze lepiej zatrudnic kogos znajomego
                          z przyczyny takiej, ze jest sie pewnym tej osoby. Co innego, gdy chodzi o
                          wciskanie osoby niekompetentnej za najwyzsze biurko.
                          Z angielskim to prawda, jednak jest to jezyk chyba najlatwejszy na swiecie i
                          nie ma co porownywac nauki angielskiego i szwedzkiego... Choc nie mam jakichs
                          problemow z przyswajaniem szwedzkiego, angielski to pikus w porownaniu z nim.
                          Prawda jest taka, ze najbardziej literacki jezyk z podrecznikow nijak sie ma do
                          rzeczywistosci....
                          Nigdzie nie jest idealnie, ale gdzieniegdzie jest troche latwiej pod pewnymi
                          wzdledami. Szwecja to kraj o bardzo odbiegajacej, ogolnie ujmujac, atmosferze i
                          przyznam, ze nie jest latwo sie zaaklimatyzowac. Nie chce wartosciowac odczuc
                          imigrantow w Anglii i twierdzic, ze ja tu mam gorzej... Nie o to chodzi.
                          Anglosasi ciesza sie pewna roznorodnoscia, w Szwecji, trudno mi sie jasno
                          wyrazic, mam wrazenie, ze jest odpowiedni model postepowania, ubierania,
                          zachowania, gustow itd... kultura dosc kolektywna i kazde wyjscie poza model
                          jest widoczne. Zatem nie problemem jest przyzwyczajenie sie do roznic, ale
                          wpasowanie w rzeczywistosc, a nie jej kreowanie.
                          Na marginesie, ciesze sie ze o pieniadze nie musze sie martwic, choc wolalabym
                          sama je tutaj zarabiac. Do tego troszke dluzsza droga, ale jakby nie bylo,
                          oplaca sie troche pokrecic sie, rozejrzec i starac.


                          Byle prace biurowa to i moze mozna i dostac - tylko czym taka praca z
                          > backpackerami w call centre rozni sie od pakowania martadeli w szweckim ICA?
                          > Niczym - tez na akord, masz 3 minuty na wysluchanie niezadowolonego klienta -
                          > rozwijajaca - bynajmniej nie. Tak w 70% wygladaja "kariery" biurowe Polakow w
                          > Eire zaobserwowane przez ostatnie 2 lata...

                          Ja widze roznice. NIe patrze przez pryzmat finansow, ale jako takiego prestizu.
                          Pracowalam w sklepie jeszcze przed studiami i wiem, co czuje pracownik
                          sklepu... Co innego czulam pracujac za biurkiem i nawet w strasznie stresowej
                          atmosferze. Roznca zasadnicza w traktowaniu przez klientow. Pieniadze graja tu
                          drugorzedne znaczenie. Zadna uczciwa praca nie hanbi i kazda taka jest
                          pozyteczna, ale nie wszyscy ludzie maja predyspozycje do kazdej pracy. Liczy
                          sie tez poziom ogolnej wrazliwosci w relacjach z innymi ludzmi.

                          • maja92 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 19.12.06, 17:59
                            cytrynka123 napisała:

                            > Nie twierdze, ze w Anglii jest tac cudownie,
                            ***********

                            Ja tez nie mam zdania - bylam w Anglii tylko turystycznie 3 tygodnie zwiedzac
                            stare kamieniewink)))
                            ****************

                            > Ja widze roznice. NIe patrze przez pryzmat finansow, ale jako takiego
                            prestizu.
                            *************

                            Prestiz? Jak wnerwiony klient Della Ci dzwoni, ze twoja firma schrzanila jego
                            zamowienie??? I co z tego, ze siedzisz za biurkiem metr na metr? Uszy Ci sie
                            czerwienia tak samo, bo on po 5 minutach belkotu chce rozmawiac z twoim szefem,
                            bo dla niego jestes niekompetentna....

                            Pare miesiecy temu bylam w takim jednym call centre pracujac na business
                            process re-engineering, by byl mniejszy kontakt pogaduszkowy z klientem -
                            przecietna dlugosc zatrudnienia to 4 miesiace...dluzej ludzie nie wytrzymuja
                            albo sa gruboskorni albo zdesperowani (tutaj nasi rodacy przoduja w
                            statystykach)

                            Wszedzie dobrze gdzie nas nie mawink)) Ciekawe po ilu tygodniach w takim call
                            centre bys zaczela narzekac wink))))
                            • cytrynka123 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 19.12.06, 18:30
                              Zle traktowanie pracownika jest obecne na calym swiecie.

                              Wszedzie dobrze gdzie nas nie mawink)) Ciekawe po ilu tygodniach w takim call
                              > centre bys zaczela narzekac wink))))

                              Nie do konca sie z Toba zgadzam. To, ze nie pracuje w call center nie znaczy,
                              ze nie moge sobie wyobrazic warunkow pracy. Ja w kancelarii prawnej mialam
                              niezly przemial psychiczny, ze do tej chwili mysle, ze gorzej juz trafic nie
                              moge. Kontakty miedzypracownicze to jedna rzecz, a kontakty z
                              klientami/petentami, to inna. O ile kontakty wynikajace z zaleznosci sluzbowych
                              mozna jakos do pewnych granic ksztaltowac lub powiedziec adios amigos, o tyle
                              standardowy klient traktuje nas zawsze z pozycji naszego stanowiska w firmie.
                              Mozesz naklejac znaczki, xerowac dokumenty i zamawiac papier toaletowy, ale dla
                              klienta jestes pania w zakiecie, inaczej jest z pania przy kasie w markecie. I
                              jedna i druga ma oblesne szefostwo.... ale ta druga przeklada towary przez
                              linie i klientowi nigdy by nie przyszlo do glowy, ze ta kasjerka czyta ksiazki,
                              chodzi do kina, jak ma za co i interesuje sie kultura sumeryjaska czy jakichs
                              tam innych sikhow. Klienci w sklepie czuja sie jak panowie, a kasjerki to
                              serwis, nie ludzie. Przynajmniej w Polsce. W Szwecji jest na pewno troche
                              lepiej, tam jest kult pracy jako takiej i wszyscy sa potrzebni dla
                              spoleczenstwa. Jednak pani tjänsteman - urzedniczka, ktora nalepia znaczek
                              skarbowy czy wydaje blankiety, to juz osoba z wyzszym prestizem. A i pani
                              urzedniczka nie traktuje petentow jako zlo konieczne, tylko pomaga rozwiazac
                              problem. Sama sie przekonalam.
                              • jan.kran Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 20.12.06, 00:42
                                Cytrynko , jesteś młoda a młodość jest chmurna i niecierpliwatongue_outPP
                                Znam trochę sytuacje na rynku prace we Francji i DE oraz Skandynawii.
                                Na pewno łatwiej jest o pracę w Szwecji niż w wielu innych krajach europejskich
                                a jeszcze łatwiej w Norwegii.
                                Moje obserwacje norweskie ,może koleżanki z frakcji szwedzkiej powiedzą czy
                                można to przełożyć na Sverige są następujące.
                                Młodzi ludzie zaczynają bardzo wcześnie pracować, finansują sobie sami studia ,
                                często zmieniają kierunki. Okres studiów traktują jako zbieranie doświadczeń i
                                wpisów do CV.
                                W Norwegii bardzo się ceni doświadczenie. I to wcale niekoniecznie związane z
                                kierunkiem studiów choć oczywiście takie też warto zdobywać.
                                Ja pracuję w Domu Swawolnej Starości. Mamy tam studentów prawa , stosunków
                                międzynarodowych , filologii , farmacji , medycyny. Często już kończących studia.
                                Na początku się dziwiłam że chcą pracować tak ciężko i za w sumie niewielkie
                                pieniądze w stosunku do wysiłku wkładanego w .
                                Wytłumaczyli mi ze praca , zwłaszcza taka w której ma się kontakty z ludźmi ,
                                socjalna , wymagająca dużej odpowiedzialności i samodzielności jest bdb widziana
                                w CV. Dobre referencje z pracy tego typu są często istotne w oczach pracodawcy.
                                Nie musi być to akurat opieka nad starszymi osobanmi . Ale generalnie Norwegowie
                                mają szacunek do każdej pracy i są nauczeni ze zaczyna się od małego i idzie
                                powoli do przodu.
                                Poza tym bardzo popularne są wikariaty czyli praca na zastępstwo , często na
                                telefon.
                                Jeżeli jesteś gotowa pracować na każde zawołanie, jesteś chętna i masz
                                inicjatywę to masz duże szanse na stałą pracę.
                                Poza tym najlepszą metodą nauki języka jest jego codzienne używanie ,
                                konwersacja z różnymi ludźmi w sytuacjach często stresowych.
                                Ja przez pięciu lat przebywania w domu i zwiedzeniu wielu kursów nauczyłam się
                                mniej niż w ciągu trzech lat pracy.
                                Praca to nie tylko język ale też mentalność. Ja poznałam jak funkcjonuje
                                Norweg , na co trzeba zwrócić uwagę w pracy jak się zachować. Jest to też bardzo
                                istotne doświadczenie.
                                Tutaj rzadko się zdarza żeby ktoś nie miał doświadczenia z okresu studiów i żeby
                                dostał pracę z mety po dyplomie.
                                Trzeba mieć cierpliwość, być giętkim, i odważnym.
                                Poza tym wieloletnia emigracja nauczyła mnie że jako cudzoziemiec musisz starać
                                się być lepsza od miejscowych żeby dostać równorzędną pracę i jak wejdziesz
                                między wrony musisz krakać tak jak onesmile)
                                Poznanie danego kraju , języka , kultury mentalności to proces zajmujący lata i
                                emigrując trzeba to wliczyć w koszty.
                                Pozdrawiam
                                Kransmile
                                • cytrynka123 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 20.12.06, 20:42
                                  Co do chmurnosci i niecierpliwosci , to jest tu troche prawdy. tyle, ze ja nie
                                  oczekuje wysokich stolkow. Jestem raczej za modelem kariery po japonsku niz po
                                  amerykansku i uwazam, ze do wszystkiego trzeba dojsc stopniowo. Jednak lata mi
                                  uciekaja, szkola i czekanie na pesel uziemia, myslenie,jak i kiedy umiescic
                                  pierwszego potomka w swoim zyciorysie (polskie realia nieco studza moje zapedy
                                  prokreacyjne, ale mam nadzieje, ze tu jakos uda i sie to pogodzic) i inne takie
                                  tam. Chlop na morzu i sama jestem ze swoimi myslami. Doswiadczenie to kluczowa
                                  sprawa, takowe mam, ale z Polski. Obawiam sie, ze w relacjach opiekunka-
                                  pensjonariusz okazalabym sie totalna niezdara, poniewaz nie lubie rozmawiac o
                                  czymkolwiek milym (co moze byc odczytane jako niechec), a jak juz, to staram
                                  sie nie urazic... co moze znowu wygladac jak jakas niezgrabnosc. Opiekunka to
                                  taka menedzerka ludzkich emocji, a okazywanie uczuc i inne takie tam ööö , to
                                  najwieksza trudnosc. Moja siostra jest lekarzem i wszyscy pacjenci pchaja sie
                                  do niej, bo moga sie wygadac, a ona jest jak miod na dusze i na ich schorowane
                                  kosci, ktore leza w jej gestii. Ja wole cyferki, papiery, 'opiekowanie sie '
                                  martwymi przedmiotami i odpowiedzialnosc za rzeczy niz ludzi.
                                  Odnosnie szacunku do pracy, to sama to dostrzegam. Czasami miewam wrazenie, ze
                                  niektore stanowiska czy w urzedach, biurach czy domach towarowych sa zbedne, a
                                  jednak, tak w jak w Japonii, kazdy jest potrzebny i ideal pelnego zatrudnienia
                                  jakos dalej przyswieca poityce spolecznej. W Japonii nawet istnieja panie od
                                  wind, co tylko wciskaja guziczki lub chlopcy od garderoby wierzchniej w
                                  biurowcach...
                                  To, ze cudzoziemcom jest trudniej , to oczywiste... Nawet we wlasnym kraju nie
                                  jest latwo, co dopiero gdzies tam daleko. Nauka mentalnosci i wgryzienie sie w
                                  atosfere, skonczenie z porownywaniem jak to w Polsce, a jak tutaj... to bardzo
                                  wazne. Ostatnio nawet calkiem naturalnie stwierdzilam w sklepie, ze szwedzka
                                  pasztetowa jest najlepsza na swiecie, a pani ekspedientka razem ze mna sie
                                  skrzywila na widok takiej jednej 'szynki z przeszkodami' z importu. No to sie
                                  staje szwedzka patriotka pasztetowej öö I to dobre a poczatek. No i nie spedzam
                                  godziny przed lustrem przed wyjsciem, jak w Polsce, bo tu kobiety daja na luz.
                                  A koszty... zaczynam kalkulowac i szczerze, za jakies kilka lat bede mogla je
                                  dokladnie oszacowac. Poki co, to juz teraz wydaje mi sie, ze musialam
                                  zrezygnowac z 'kariery' w Polsce i zamrozic sie zawodowo na 2 lata.

                                  Dziekuje Kraniku. Doswadczenia innych sa najlepszym przewodnikiem.
                              • samo trzy grosze 20.12.06, 10:39
                                Ja pracowalam i w sklepie i w czyms w rodzaju call center (system rezerwacji
                                dla parkow stanowych i narodowych) i zareczam ci, ze w call center nie ma nic
                                prestizowego- ludzie sobie na o wiele wiecej pozwalaja przez telefon niz w
                                twarz. Poza tym praca nudna jak flaki z olejem i o kant tylka potluc mozna te
                                biurko, cubicle i "atmosfere pracy biurowej".

                                Duma w kieszen i do roboty jakiejkolwiek, niewazne czy sklep czy karuzela, bo
                                referencje musisz miec do tej swojej juz wymarzonej roboty.
                                • samo Re: trzy grosze 20.12.06, 10:42
                                  Aha i zgadzam sie z Mon- celuj w duze firmy, bo tam nawet zaczynajac od entry-
                                  level position masz szanse na awans. Poza tym korporacje czesto robia internal
                                  hiring- "zatrudniaja w ramach firmy". Powodzenia i nie badz taka kwasna ;o)
                                  • maja92 Re: trzy grosze 20.12.06, 11:28
                                    Samowink)
                                    Boj sie Bogawink) Co Ty o tej godzinie robisz on-line?
                                    wink))
                                    • samo Re: trzy grosze 21.12.06, 04:04
                                      maja92 napisała:

                                      > Samowink)
                                      > Boj sie Bogawink) Co Ty o tej godzinie robisz on-line?
                                      > wink))

                                      Tak to jest jak czlowiek wroci z pracy, polozy sie spac "na krotka drzemke", a
                                      potem w nocy oczami swieci...
                                  • cytrynka123 Re: trzy grosze 20.12.06, 18:44
                                    Aha i zgadzam sie z Mon- celuj w duze firmy, bo tam nawet zaczynajac od entry-
                                    > level position masz szanse na awans. Poza tym korporacje czesto robia
                                    internal
                                    > hiring- "zatrudniaja w ramach firmy". Powodzenia i nie badz taka kwasna ;o)

                                    No wlasnie.. duze firmy, sma o tym myslalam. W takich, to awanse sie zdarzaja
                                    czesciej i czestsze sa rotacje wewnetrzne. Moj chlop ma tak. Zmywal deski na
                                    stakach i malowal rury, a teraz w krawacie po karaibach bedzie dryfowal.
                                    Problemem moze sie okazac tzw. rozdrabnianie na drobne ööö. Wazne sa
                                    doswiadczenia z innych prac, jednak tkwienie kolejno w roznych malo
                                    progresywnych pracach, poza zarobkiem nie przynosi nic. Moge zmywac kubki w
                                    Microsofcie po to, by po kilku/ -nastu latach doczekac sie swojej kanciapki z
                                    filizanka na stole, wlasna szafka, komputerem i bonusem na swieta. Zmywanie
                                    tychze kubkow w Burgerkingu raczej do biurka nie doprowadzi. Ot roznica.
                                    Pewnie bede podcierac nosy pensjonariuszom przez jakis czas, o ile nie olsni
                                    mnie i nie dorobie sie czegos lepszego. Oby to byly noski malych rozwydrzonych
                                    dzieciakow, niz skwasnialych babc. Mialam skwasniala babcie.... wiec kwas mam w
                                    genach.
                                    • elagrubabela Re: trzy grosze 20.12.06, 19:41
                                      W sumie to szkoda, ze nie masz klopotow finansowych, bo juz bys musiala
                                      pracowac i juz bys sie czula lepiej a tak to jest Ci zle i jeszcze dlugo nie
                                      bedziesz czula poprawy ani duchowo, ani zawodowo. Pisze to bez zlosliwosci smile
                                      Ula czyli Jan Kran ma racje mowiac, ze wlasciwie tylko praca daje pelne
                                      mozliwosci poznania jezyka i pomaga w kulturowym zakotwiczeniu sie. Im dluzej
                                      bedziesz czekac na ten jakis papier, potem na szkole i inne takie, tym dluzej
                                      Ci zejdzie adaptacja. Mama Twojego faceta jest sklonna Ci pomoc ofiarowujac
                                      mozliwosc pracy, ja bym takiej oferty w zyciu nie odrzucila zwlaszcza na
                                      poczatku emigranckiego zycia. Przeciez to jest super sprawa taka praca przy
                                      starych ludziach: jezyk, zwyczaje, nowi ludzie, wyjscie z domu, nabywanie
                                      doswiadczenia do wpisania w resume. Zeby nie wspomniec o budowaniu wiezi z
                                      tesciowa, co tez nie jest bez znaczenia - ha ha ha. Czy moze byc cos lepszego?
                                      Elka
                                      • cytrynka123 Re: trzy grosze 20.12.06, 20:20
                                        Zgadzam sie z Toba calkowicie. Gdybym miala sprawy studiow za soba, juz dawno
                                        bym biegala z wywieszonym ozorkiem za praca. Mam kilka rzeczy do pogodzenia,
                                        wiele z nich jest wzajemnie od siebie uzaleznionych. W ciagu najblizszego
                                        polrocz, ew. do konca 2007 nie moge sobie stawiac wiekszych planow. Latam do
                                        Polski jak kot z pecherzem z powodu studiow, zaraz zaczne chodzic na szwedzki -
                                        chyba dosc intensywny, mam prace magisterska, ktora sama sie nie chce pisac i
                                        gonitwa za ksiazkami na sgh (wcale nie ma tu duzo dobrych ksiazek, w kazdym
                                        razie do wypozyczenia - szkola sukcesu.. phiii) i kombinowanie tu a miejscu.
                                        Szczerze, wolalabym, by problem szkolny mina mi szybko, ale niestety, nie mam
                                        na to wplywu, a i tak zostal mi ostatni semestr.

                                        Kontakty z mama chlopa mam bardzo dobre. Wpada do mnie czasem na kawe, a
                                        wczoraj zostawila mi psa na kilka dni, bo troche sie pochorowala ze swoim
                                        polowkiem. Nie marudze pod nosem, ciesze sie, ze mam jakas propozycje, ale
                                        chcialabym sie dyskretnie rozejrzec dookola z a czyms, co by choc sie odrobine
                                        zbiegalo z tym co lubie, i czego sie ucze. W przeciwnym razie czlowiek traci
                                        wiedze i nadzieje, jak sie zasiedzi tam, gdzie nie ma szans na wiecej. Cos
                                        trzeba robic i absolutnie sie z tym zgadzam. Na razie jestem uziemiona i to
                                        niejako odsuwa mnie od podejmowania kluczowych decyzji.
                                        Chyba zmonopolizowalam watek. jesli komus przeszkadza, to przepraszam öö smile)
                                        Ale chociaz deprecha mi przeszla, a moze po prostu przysnela.
                                        • a.polonia Re: trzy grosze 22.12.06, 19:26
                                          Wlasciwie to nic nowego nie dodam do tej dyskusji oprocz tego, ze zgadzam sie z
                                          przedmowczyniami w kwestii, ze dobrze nauczysz sie jezyka TYLKO i wylacznie w
                                          kontaktach z tu(tam)bylcami i nie wystarcza tu pogaduszki z pania w sklepie czy
                                          na poczcie, tylko kontakt intensywny, kilka razy w tygodniu. A taki moze dac Ci
                                          tylko praca. Moze wolontariat? Nie wiem czy to popularne w Szwecji?
                                          Poza tym obawiam sie, ze z Twoim podejsciem Twoje zycie zawodowe bedzie
                                          zamrozone na dluzej niz 2 lata, bo tyle moze zajac Ci w miare dobre opanowanie
                                          jezyka (jesli ograniczysz sie tylko do kursow jezykowych). Juz sobie
                                          zaplanowalas, ze do konca 2007 nie podejmiesz sie pracy, wiec caly rok masz z
                                          glowy. Bedziesz siedziec i dalej popadac w depresje?
                                          Poza tym troche rozbawilo mnie Twoje stwierdzenie, ze praca w "call center" ma
                                          jakis tam prestiz. Mieszkam w Holandii, tu taka praca jest dosyc popularna
                                          wsrod studentow, tak jak ukladanie towarow na polkach w supermarkecie, czy tez
                                          siedzenie za kasa w tychze (sa to studenci kierunkow wszelakich). Tutaj nie
                                          spotkalam sie z brakiem szacunku do takiej pracy. Kazda praca moze sie przydac
                                          w CV, mysle, ze takie dorywcze prace wygladaja lepiej niz taka
                                          kilkuletnia "dziura" w zyciorysie.
                                          I jeszcze ponizsze wyglada, jakbys probowala sie tlumaczyc:
                                          Latam do Polski jak kot z pecherzem z powodu studiow, zaraz zaczne chodzic na
                                          szwedzki -> chyba dosc intensywny, mam prace magisterska, ktora sama sie nie
                                          chce pisac i gonitwa za ksiazkami na sgh (wcale nie ma tu duzo dobrych
                                          ksiazek, w kazdym razie do wypozyczenia - szkola sukcesu.. phiii) i
                                          kombinowanie tu a miejscu. Szczerze, wolalabym, by problem szkolny mina mi
                                          szybko, ale niestety, nie mam na to wplywu, a i tak zostal mi ostatni semestr."

                                          Mam znajoma, ktora ma polroczne dziecko i wlasnie postanowila skonczyc swoje
                                          studia w Polsce. Dojezdza wiec z Holandii na zjazdy (no nie wszystkie), uczy
                                          sie tu jezyka i jeszcze pracuje (chalupniczno), wiec jak sie chce, to mozna.
                                          Chociaz widac, ze Ty juz sobie wszystko zaplanowalas, wiec moze moje (nasze)
                                          gadanie i "rady" nie maja sensu.
                                          • cytrynka123 Re: trzy grosze 22.12.06, 20:04
                                            Juz sobie poukladalam w myslach kilka spraw. Zreszta bardzo przydatne rady mi
                                            zostaly udzielone tutaj. Depresja, moze mocno brzmi, z perspektywy kilku dni
                                            wyglada to inaczej. Tylko czasem zespol napiecia przedmiesiaczkowego myli mi
                                            sie z depresja. Co miesiac zapominam, ze zaraz humor opadnie i dolki znowu
                                            zaczna chwytac.
                                            Odnosnie prestizu.. kazdy ma jego inny obraz w glowie. Ja to traktuje raczej w
                                            kategoriach subiektywnych. dCo dla mnie jest wartosciowe z erspektywy budowania
                                            przyszlosci, cos co rozwinie pewne umiejetnosci i da jakies ukierunkowanie.
                                            Nuke bede kontynuowala jak tylko dostane numer personalny, bez tego ani rusz.
                                            Slyszalam, ze kursy jezyka w Szwecji sa nastawione na rzeczywiste potrzeby
                                            emigranta, tj. nastawienie na realia zycia codziennego, nie jak to kiedys bylo
                                            na rosyjskim w podstawowce... czytanka, cwiczenia, do domku i zapomniec.
                                            Wolontariat mi sie podoba, jezeli bedzie okazja skorzystam z rady.
                                            Odnosnie twojej znajomej.. Owszem mozna wszystko, jak sie juz ustali priorytety
                                            i plan. ja tu jestem drugi miesiac na stale z przerwami na loty do Polski i
                                            jeszcze nie weszlam w rutyne emigrancka.
                                            Co do call center.. moglam sie mylic, coz, pewne stereotypy myslowe sie
                                            utrzymuja w glowie. Coo do roznych prac, wspomnialam, ze nie mam nic przeciwko
                                            pracom 'niekolnierzykowym', z zanzaczeniem, ze nie wszedzie czuje sie zdatna.
                                            Kafelki ukladac lubie, wazyc miesa juz nie.... tak jak wolec peperoni od
                                            szynki, jezeli mozna porownywac.

                                            Na koniec... z psem musze tez rozmaiwac poszwedzku öö , bo kudlaty byl szkolony
                                            i reaguje na mase komend, coz zeby nie zapomnial. Do pani z poczty tez po
                                            szwedzku, na podworku do pana z kotem na smyczy tez. Z rodzinka w ogole duzo
                                            rozmawiam i angielski staje sie juz zbedny. Jednak trzeba wiecej nauki.
                                            Pozdrawiam i zycze wesolych smile)) dziekuje za pozyteczne rady. Czesc juz
                                            uwzglednilam i nawet sobie spisalam.
                                          • cytrynka123 Re: trzy grosze 22.12.06, 20:04
                                            Juz sobie poukladalam w myslach kilka spraw. Zreszta bardzo przydatne rady mi
                                            zostaly udzielone tutaj. Depresja, moze mocno brzmi, z perspektywy kilku dni
                                            wyglada to inaczej. Tylko czasem zespol napiecia przedmiesiaczkowego myli mi
                                            sie z depresja. Co miesiac zapominam, ze zaraz humor opadnie i dolki znowu
                                            zaczna chwytac.
                                            Odnosnie prestizu.. kazdy ma jego inny obraz w glowie. Ja to traktuje raczej w
                                            kategoriach subiektywnych. dCo dla mnie jest wartosciowe z erspektywy budowania
                                            przyszlosci, cos co rozwinie pewne umiejetnosci i da jakies ukierunkowanie.
                                            Nuke bede kontynuowala jak tylko dostane numer personalny, bez tego ani rusz.
                                            Slyszalam, ze kursy jezyka w Szwecji sa nastawione na rzeczywiste potrzeby
                                            emigranta, tj. nastawienie na realia zycia codziennego, nie jak to kiedys bylo
                                            na rosyjskim w podstawowce... czytanka, cwiczenia, do domku i zapomniec.
                                            Wolontariat mi sie podoba, jezeli bedzie okazja skorzystam z rady.
                                            Odnosnie twojej znajomej.. Owszem mozna wszystko, jak sie juz ustali priorytety
                                            i plan. ja tu jestem drugi miesiac na stale z przerwami na loty do Polski i
                                            jeszcze nie weszlam w rutyne emigrancka.
                                            Co do call center.. moglam sie mylic, coz, pewne stereotypy myslowe sie
                                            utrzymuja w glowie. Coo do roznych prac, wspomnialam, ze nie mam nic przeciwko
                                            pracom 'niekolnierzykowym', z zanzaczeniem, ze nie wszedzie czuje sie zdatna.
                                            Kafelki ukladac lubie, wazyc miesa juz nie.... tak jak wolec peperoni od
                                            szynki, jezeli mozna porownywac.

                                            Na koniec... z psem musze tez rozmaiwac poszwedzku öö , bo kudlaty byl szkolony
                                            i reaguje na mase komend, coz zeby nie zapomnial. Do pani z poczty tez po
                                            szwedzku, na podworku do pana z kotem na smyczy tez. Z rodzinka w ogole duzo
                                            rozmawiam i angielski staje sie juz zbedny. Jednak trzeba wiecej nauki.
                                            Pozdrawiam i zycze wesolych smile)) dziekuje za pozyteczne rady. Czesc juz
                                            uwzglednilam i nawet sobie spisalam.
                                            • amaroola a Ravi juz tu nie zaglada 22.12.06, 20:28

                                              tak mnie naszlo, ze w swoim egocentryzmie, jestesmy czasami absolutnie
                                              niewrazliwi na sytuacje innych

                                              tak mi sie wydaje cytrynko, ze porownujac swoja sytuacje do Ravi popelnilas
                                              spory nietakt sad

                                              • cytrynka123 Re: a Ravi juz tu nie zaglada 22.12.06, 20:47
                                                Na poczatku, rzeczywiscie mialam wielkiego dola. Nie chcialam zakladac
                                                podobnego watku, bo nie wiedzialam, ze dyskusja sie rozwinie. Ludzie maja rozne
                                                powody do smutku i zalu i trudno jest ocenic,ktory smutek jest silniejszy.
                                                Nigdy nie wartosciowuje niczyjego cierpienia i uwazam, ze kazdy ma prawo do
                                                wlasnych uczuc nawet tych negatywnych. Watki na forum maja to do siebie, ze
                                                albo gina, albo sie rozrastaja w podwatki, tak jak w tym przypadku. jak
                                                nakazuje netykieta niewlasciwe jest zakladanie watkow o podobnej teatyce.
                                                Zmonopolizowanie watku nie bylo moim zamiarem. Naprawde bylo mi zle, rowniez
                                                mam tragedie rodzinne i osobiste, o ktorych nie chce wspominac, bo to za
                                                daleko. Nie jestem egocentryczka. Z tego wlasnie powodu nie mnozylam watku..
                                                nie mam zamiarow gwiazdorskich i podbijania sobie postow. Nie tylko ja tutaj
                                                jestem, wiele osob dyskutowalo. Jezeli uwazasz, i inni tez, ze zle zrobilam
                                                piszac teraz i tutaj, to pozwolmy watkowi umrzec naturalna smiercia.
                                                na koniec.... czesc z osob po dluzszym czasie zapomina o swoich nickach i po
                                                prostu sie juz nie pojawia na forum. Nie chce twierdzic, ze I Ravi do takich
                                                nalezy, ale istnieje taka mozliwosc. Zapewniam Cie, ze ja tez nosze w sobie cos
                                                rowniez ciezkiego, jak smutek Ravi z powodu utraty domu i marzen. Wyrzucanie
                                                akurat tego na forum nie byloby fajne, zwlaszcza, ze nie zmieniam nikow i
                                                glupio by mi bylo po wym wynetrzeniu sie dalej rozmawiac. Nie porownuje
                                                niczyjego cierpienia, bo tego nie mozna nijak zmierzyc i wartosciowac. To
                                                pojecie subiektywne i kazdy musi sie z nim zmierzyc w pojedynke. Pozdrawiam
                                                • kobiecapolonia Re: a Ravi juz tu nie zaglada 22.12.06, 20:57
                                                  > Jezeli uwazasz, i inni tez, ze zle zrobilam
                                                  > piszac teraz i tutaj, to pozwolmy watkowi umrzec naturalna smiercia.
                                                  > na koniec.... czesc z osob po dluzszym czasie zapomina o swoich nickach i po
                                                  > prostu sie juz nie pojawia na forum. Nie chce twierdzic, ze I Ravi do takich
                                                  > nalezy, ale istnieje taka mozliwosc.

                                                  Cytrynko, nie miej wyrzutow. Prosze czuc sie jak wsrod swoich.
                                                  Zakladaj nowe albo zagospodaruj stare watki. Nigdy nie wiadomo ktory watek sie
                                                  rozwinie, a ktory padnie znienacka.
                                                  Ravi pewnie zgodzi sie z derekcja wink
                                                • amaroola Re: a Ravi juz tu nie zaglada 22.12.06, 21:27
                                                  ja tez nie porownuje cierpienia, tylko sytuacje

                                                  nie twierdze tez, ze nie powinnas byla pisac

                                                  tylko rzygnebila mnie sytuacja Ravi - bo tak sie sklada, ze wiem dokladnie o
                                                  czym pisze sad

                                                  Nie znam Twojej sytuacji - tylko to o czym piszesz
                                                  i jakos trudno mi dojrzec w twojej sytuacji powod do przygnebienia czy depresjii
                                                  Wybacz, ale z Twojego opisu wynika ze to po prostu jakies fanaberie...

                                                  Kiedy dodajesz jednak, ze sa inne powody dla ktorych Twoje zycie jest przykre,
                                                  przygnebiajace, czy moze nawet tragiczne , to nagle wszystko wyglada inaczej

                                                  I, zadzam sie z Toba, nie o wszystkim mozna pisac - co nie znaczy ze nie boli

                                                  Mam nadzieje, ze te prawdziwe powody przygnebienia mina, zalecza sie,
                                                  przycichna ... zycze Ci tego z calego serca

                                                  jednak ,nie bylabym zlosliwa soba, gdybym nie dodala, ze to co opisalas w
                                                  poprzednich postach , to ... dyrdymaly rozpieszczonej zyciem panienki wink)
                                                  • cytrynka123 Re: a Ravi juz tu nie zaglada 22.12.06, 21:50
                                                    Gdyby wszystko chcialoby sie opisac, to by niewiadomo od czego zaczac i na czym
                                                    poprzestac i jak daleko sie posunac, wiec czasami pisze sie o czubku gory
                                                    lodowej. Mam taka nature, ze musze przewakowac sama jakis problem, kilka razy
                                                    przetasowac mozliwe rozwiazania zanim cos zrobie. Czasami mam problem z
                                                    nazwaniem uczuc i ubraniem ich we wlasciwe slowa. Jednak zawsze, gdy powiem czy
                                                    zrobie zle to przepraszam. Przyznam, ze czuje sie przygnebiona na zapas i
                                                    tragizuje zawczasu (o ile to sie pisze razem). Zawsze sie nadmiernie martwilam
                                                    i czesto nie wierzylam we wlasne sily. KOnkluzja jest taka, ze najlepiej nikomu
                                                    niczego nie mowic, nie pisac, zdusic w sobie, a nie bedzie zali i
                                                    nieporozumien. Lepiej jest pisac o kwiatach, ciastach, bombkach, pierwszych
                                                    zabkach dziecka i wspanialych przyjeciach. Niezaleznie od intencji, zawsze ktos
                                                    poczuje sie dotkniety.
                                                    Rozkapryszona panienka nie jestem, czasem mam tylko PNSi swiat mi leci na
                                                    glowe, a do tego szykuje sobie wiele zmian w zyciu i mleszcze i narzekam, na
                                                    szczescie tylko na forum. Od tego forum jest by sie wyzalic. Nastepnym razem
                                                    przyjde z czyms pozytywnym
                                                    papa
                                    • tamsin Re: trzy grosze 20.12.06, 19:59
                                      Cytrynko, a czy ty nie masz szansy na takim statku zatrudnic sie z polecenia
                                      swojego chlopa? ja chyba wiem o czym mowisz, rozmawialam kiedys z chlopakiem ze
                                      Slowacji ktory roznosil drinki na Royal Caribbean i czekal na awans dalej. Ta
                                      firma chyba nawet nie oglaszala nowych pozycji, bo co rusz ktos polecil swojego
                                      ziomka. I tak np. sprzatanie kabin bylo opanowane przez facetow z Jamaiki a
                                      bary, restarucje przez Europejczykow. Bylo to zdedycowanie dla osob nie
                                      zwiazanych obowiazkami rodzinnymi (dzieci) bo jak wyplywali to nie bylo ich
                                      przez kika miesiecy w domu.
                                      • cytrynka123 Re: trzy grosze 20.12.06, 20:09
                                        Dzieki za podsuniecie pomyslu.
                                        Tak tez sobie mysle. Moj viking niedlugo szykuje sie do pracy u norweskiiego
                                        armatora na jakims wypasjachcie. Jest mozliwosc zabrania bliskiej osoby na 3
                                        miechy w roku, a jego faktyczna praca to 6 miesiecy w roku. Nie wspominajac o
                                        urokach dzikich miejsc, Jamajek i innych Karaibow. Maja tam bardzo wielu
                                        pracownikow, ale moze znajdzie sie cos jeszcze. Poki co, jako polowka
                                        pracownika bede miala lepsze pole do zaprezentowania sie, jako potenjcalny
                                        staff. Jakby nie bylo, Rychu jeszcze tam nie pracuje, ale kapitan jachtu prosil
                                        kolege Rysia, by ten polecil kogos, kto sie zna na nawigacji. Zeby ten Rych to
                                        wzial, bo ja chce sie w koncu opalic ööö Moge serwowac drinki, dygac na
                                        powitanie i latac z odkurzaczem. Wazne by bylo ciekawie, no i moge byc z Rychem
                                        czesciej.
                                    • samo Re: trzy grosze 21.12.06, 04:09
                                      Z ta kwasnoscia to raczej chodzilo mi o twoj nick, don't take it personal...

                                      Ja sobie czytam i czytam i nie kapuje zupelnie po kiego grzyba ty w ogole do
                                      tej Szwecji wyjechalas skoro twoj facet przez pol roku jest/bedzie w morzu, a
                                      ty jak sama mowisz z powodu Szwecji "zamrazasz" swoja kariere??? No i jeszcze
                                      nie masz skonczonych studiow...

                                      Moze zamiast sie pograzac w czarnych myslach i "popadac w depresje" po prostu
                                      zajmij sie pisaniem pracy magisterskiej, skoro warunki finansowe nie zmuszaja
                                      sie do wykonywania tych wszystkich prac, ktorymi chyba jednak troche
                                      pogardzasz. A ja jakos alergicznie reaguje na ludzi ktorzy maja pogardliwe
                                      nastawienie do pracy. Jakakolwiek praca by to nie byla.
                                      • cytrynka123 Re: trzy grosze 21.12.06, 12:51
                                        Nie gardze ani ludzmi, ani praca. Nie mozna zmuszac kogos do czegos, do czego
                                        ma dwie lewe rece. Wole szukac i sie rozgladac za czyms , co da mi zahaczenie
                                        na lepszy start, niz wdepniecie w cos, co mnie wciagnie na lata i skwasi humor
                                        na amen. Gdybym byla dziewczeciem po maturze, to bym inaczej do tego
                                        podchodzila. Pracowalam na zmywakach i za lada jak bylam 'mala', uwazam, ze
                                        tego juz wystarczy i nie sadze, ze mam jakies niestworzone oczekiwania. Pogardy
                                        nie zywie do nikogo ani do pan sprzataczek, ksiezy, prostytutek, narkomanow,
                                        filozofow czy bogatych prezesow.
                                        Pytasz dlaczego zamrazam kariere w Szwecji.. Moja chlop jest tutaj i nie
                                        wyobrazam sobie bym miala mieszkac jakies 1000 km dalej od niego. A to, ze
                                        plywa... Coz, niektore kobiety maja mezow upapranych papierkowa robota 18
                                        godzin na dobe i tez ich nie widza. Ja mam czysta sytuacje, kiedy on jest a
                                        morzu, to go nie ma ööö, a jak jest po pracy, to taki sam czas w domu 24 na
                                        dobe. Sa minusy, ale i plusy sie znajda.
                                        Studia ida ku koncowi, pracka sie pisze, ale zanim wszystko wykoncze znowu
                                        pojdzie roczek. Sa rzeczy nie do przeskoczenia i to czasami strasznie wkurza. A
                                        zal chwyta czlowieka, gdy wie, ze cos jest od niego sredniozalezne i nie ma
                                        sensu motyka na slonce sie rzucac, tylko czekac przesuwajac sie malymi
                                        kroczkami w przod. Ale czy nie mozna sobie ponarzekac?

                                        PO kiego grzyba w Szwecji???? Jesli jestes zagranica, to chyba sama rozumiesz
                                        dlaczego. Sa priorytety.. Nie wierze, ze Toba nie rzucaly zale, smutki i
                                        poczucie bezsensu. Wybor zagranicy niesie ze soba poniesienie kosztu
                                        alternatywnego, tj kosztu utraconych mozliwosci z pozostania w kraju. To ma sie
                                        w obie strony, bo w Polsce nie mialabym tego, co mam tutaj. Nie znaczy, ze chce
                                        wszystkiego, ja sie uwijam, by jak najbardziej zoptymalizowac sobie zycie i
                                        ustawic ster we wlasciwym kierunku. Chyba to nie jest zle? nie chce nikogo
                                        przepraszac za to, ze pewnych prac wykonywac nie chce. Kazdy jest stworzony
                                        bardziej lub mniej, ale do czegos innego. Meczenie sie w czyms dla samych
                                        pieniazkow, powoduje, ze koszty terapii przewyzsza przychody z nielubianej
                                        pracy. Oczywiste. Nie rozumiem, dlaczego ludzie dogaduja tym, ktorzy chca
                                        troche lepszego zycia. Nie ma zamiaru umartwiac sie za lada sklepu miesnego.
                                        Gdybym byla 8 lat mlodsza, to z pewnoscia potraktowalabym to jako szanse, teraz
                                        jako ostatecznosc.
                                        Jezeli masz alergie, zrob z tym cos. Ja biore zyrtec i krople otrivin do nosa.
                                        POmaga. Milego dnia


                                        samo napisała:

                                        > Z ta kwasnoscia to raczej chodzilo mi o twoj nick, don't take it personal...
                                        >
                                        > Ja sobie czytam i czytam i nie kapuje zupelnie po kiego grzyba ty w ogole do
                                        > tej Szwecji wyjechalas skoro twoj facet przez pol roku jest/bedzie w morzu, a
                                        > ty jak sama mowisz z powodu Szwecji "zamrazasz" swoja kariere??? No i jeszcze
                                        > nie masz skonczonych studiow...
                                        >
                                        > Moze zamiast sie pograzac w czarnych myslach i "popadac w depresje" po prostu
                                        > zajmij sie pisaniem pracy magisterskiej, skoro warunki finansowe nie zmuszaja
                                        > sie do wykonywania tych wszystkich prac, ktorymi chyba jednak troche
                                        > pogardzasz. A ja jakos alergicznie reaguje na ludzi ktorzy maja pogardliwe
                                        > nastawienie do pracy. Jakakolwiek praca by to nie byla.
                                        • maja92 Re: trzy grosze 21.12.06, 13:39
                                          cytrynka123 napisała:

                                          > Gdybym byla 8 lat mlodsza,

                                          A ile masz lat - jezeli mozna zapytac?
                                          • blue_ice1 Re: trzy grosze-cytrynka123 21.12.06, 13:49
                                            ladnie napisalas : *Wybor zagranicy niesie ze soba poniesienie kosztu
                                            alternatywnego, tj kosztu utraconych mozliwosci z pozostania w kraju. To ma sie
                                            w obie strony, bo w Polsce nie mialabym tego, co mam tutaj. * mysle
                                            podobnie. No itez bardzo chcialabym byc mlodszasmile tyle,ze nie o 8 lat a ze
                                            20- na przykladsmile) inaczej sie startuje w zycie -m.in. za granica-
                                            gdy sie ma lat ze 20 a inaczej -gdy sie ma np 35 smile no i- tzw osobisty
                                            background sie liczy- ale tu mozna dulgo na ten temat..........
                                            • cytrynka123 Re: trzy grosze-cytrynka123 21.12.06, 14:46
                                              Hej. Mam 27. Ja mysle o dziecku, na ktore pozostaje coraz mniej czasu. Ktos
                                              moze powiedziec, ze kobiety rodza grubo po 30-tce. Fakt, tylko wtedy nie kazda
                                              ma duze szanse na zajscie w pierwsza ciaze. Aby miec dzieci, trzeba sobie
                                              zapewnic dobry start. Wlasnie dlatego biegam wokol wlasnego ogona zagryzajac
                                              palce. Gdybym zostala w Polsce, o dzieciach pewnie bym nie myslala.
                                              Poswiecilabym sie 'karierze' i schowala instynkty do kieszeni. Ale wtedy
                                              bylabym single, a teraz jestem w zwiazku i zagranica na dodatek. jako wolny
                                              ptak mozna pracowac na zmywakach, jesc daktyle na sniadanie i tanczyc na plazy
                                              co noc. Co innego, jesli sie ma sie plany prokreacyjne. Wtedy sie chce lepiej.
                                              I nie ma sie co tu dziwic. Najwazniejsze to jest znalezc optimum miedzy
                                              zdolnosciami, checiami, mozliwosciami, a realiami.
                                              Jest watek tutaj na forum o nielubianej pracy i jedna forumka dziwi sie jak to
                                              fizyk kwantowy sprzedaje hamburgery trzeci rok... Gdyby to byl maturzysta,
                                              wszyscy by mu gratulowali pierwszej pracy, ale chlop po trudnych studiach....
                                              to chyba pomylka.
                                              Rady innych sa cenne, zreszta trudno tak kompletnie samemu zweryfikowac swoje
                                              racje. Co do wieku... nie boje sie zmarszczek, potencjalnej nadwagi, rozstepow
                                              i innych takich tam... Co bedzie to bedzie, a ja i tak dobry krem naloze i
                                              zadkiem poruszam na skakance. Tyle czlowiek moze zrobic. Co innego, gdy
                                              czlowiek ma jakies marzenia, oczekiwania bliskich na karku, plany i tkwi w
                                              miejscu po to, by po kilkunastu latach stwerdzic, ze zmarnowalo sie bezczynnie
                                              czas. No to lece lepic pierogi..... öööö Pozdrawiam Blue smile)
                                          • cytrynka123 Re: trzy grosze 21.12.06, 14:47
                                            27 ööö
                                            • maja92 Re: trzy grosze 21.12.06, 15:02
                                              cytrynka123 napisała:

                                              > 27 ööö
                                              **********

                                              wink))

                                              To masz co najmniej 30 lat pracy przed sobawink) Czy planujesz robic to samo
                                              przez caly czas? A na dodatek tylko to co zwiazane ze studiami?
                                              • jan.kran Re: trzy grosze 22.12.06, 02:52
                                                Idę się zabić. Mam 47 lat , wyższe wykształcenie i mówię kilkoma jezykami.
                                                Mam zamiar iść na studia albo do lepszej pracy a na razie zasuwam jako Prosta
                                                Fizyczna.
                                                I jestem super zadowolona z życia smile)) Bo mam w sobie radość i ciekawość życia
                                                i nie kombinuję jakby się urządzić najlepiej jak tylko można.

                                                Za bardzo liczysz i wymyślasz Cytrynko. Nawet nie masz skończonych studiów, nie
                                                znasz języka a zachowujesz się bardzo żądaniowo.
                                                Dopóki nie zrozumiesz że naprawdę nie jesteś nikim nadzywyczajnym tyko młodą
                                                cudzoziemką bez języka z POLSKIM wykształceniem to będzie Ci trudno w życiu ,
                                                zwłaszcza w Skandynawii.
                                                Tak naprawdę gdybyś miała gorsze wykształcenie ale szwedzkie byłabyś lepiej
                                                zaakceptowana. Poza tym z Twoich postów bije taka pewność siebie ze ja gdybym
                                                była Twoim potencjalnym pracodawcą zastanawiałabym się nad zatrudnieniem Ciebie.
                                                Radzę Ci poszukac przez szwedzki urząd dla bezrobotnych kursu szukania pracy.
                                                Tam może nauczysz sie jak się szuka pracy w Skandynawii i jak trzeba się
                                                prezentować w rozmowie kwalifikacyjnej żeby mieć szanse.
                                                Ja się napatrzyłam przez dziewięć lat pobytu w Norge na takie osoby ja Ty...
                                                daleko nie zaszły.
                                                Pardon za kubeł zimnej wody ale im wcześniej ktoś Ci powie prawdę prosto w oczy
                                                tym mniej doznasz rozczarowań.
                                                Serdecznie.
                                                Kran
                                                • maja92 Re: trzy grosze 22.12.06, 10:53
                                                  Kranie...paluszki wczoraj mnie swierzbily zeby to napisac, ale jakos sie
                                                  powstrzymywalam. Widze, ze zrobilas to za mniewink))

                                                  Polskie studia wszedzie sa gorzej traktowane, nie tylko w Skandynawii. Wiadomo
                                                  kazdy swoje wyzej ceni. Tak samo jak Polacy z pogarda traktuja wszelkie studia
                                                  zagraniczne - bo przeciez polskie uczelnie sa najlepszewink) - to po pierwsze.
                                                  Po drugie - jaki czlowiek mysli ze skonczyl edukacje i wszystko juz wie po paru
                                                  latach na uniwersytecie i to juz w wieku dwudziestuparu lat? Rozwijac sie i
                                                  uczyc trzeba cale zycie, bo inaczej szybko wypada sie z traku i zostaje w tyle
                                                  za Australopitkami.

                                                  Cytrynka pisala, o kolezance w Angli robiaca prosta prace, a przeciez jest po
                                                  prawie - przepraszam bardzo, a czego Ona sie spodziewala w UK po polskich
                                                  studiach prawniczych? Stanowiska sedziego? To w Polsce ucza angielskiego
                                                  kodeksu?

                                                  Prestiz - kochana Cytrynko widac, ze poza regulkami wkutymi na pamiec na
                                                  polskich studiach malo o zyciu wiesz! Ale to jest wybaczalne, bo mloda jestes.
                                                  Niestety masz bardzo infantylne pojecie prestizu - bo kto zasluguje na wiekszy
                                                  preztiz i bedzie bardziej podziwiany za swoja prace: osoba pracujaca w domu
                                                  zlotej starosci pomagajaca i opiekujaca sie skorowanymi ludzmi, czy paniusia na
                                                  recepcji odbierajaca telefony?
                                                  Sorry, ale w firmie, siedzac na centrali, bedziesz traktowana jak mebel, ktory
                                                  jeszcze na dodatek nie potrafi dobrze rozmow polaczyc. Prestiz? bo codziennie
                                                  musisz w garniturze isc do pracy, ktora nie daje jakiegokolwiek spelnienia?

                                                  PS. W Microsofcie nie mozna zaczynac od mycia garow - te prace - takze
                                                  sprzatanie, jako prace niskoprestizowe sa outsourcingowane firmom zewnetrznym
                                                  wink) W Irlandii takze obsluge recepcji Microsoft zlecil zewnetrznej firmie.

                                                  Pozdrowienia,
                                                  • cytrynka123 Re: trzy grosze 22.12.06, 12:50
                                                    > maja92 napisała
                                                    Polskie studia wszedzie sa gorzej traktowane, nie tylko w Skandynawii. Wiadomo
                                                    > kazdy swoje wyzej ceni. Tak samo jak Polacy z pogarda traktuja wszelkie
                                                    studia
                                                    > zagraniczne - bo przeciez polskie uczelnie sa najlepszewink) - to po pierwsze.
                                                    > Po drugie - jaki czlowiek mysli ze skonczyl edukacje i wszystko juz wie po
                                                    paru
                                                    >
                                                    > latach na uniwersytecie i to juz w wieku dwudziestuparu lat? Rozwijac sie i
                                                    > uczyc trzeba cale zycie, bo inaczej szybko wypada sie z traku i zostaje w
                                                    tyle
                                                    > za Australopitkami.

                                                    Wiedzy nie czerpie tylko ze studiow i ksiazek. Chyba to oczywiste. Nie naleze
                                                    do grupy 'preznych, kreatywnych, ambitnych, odpornych na stres i gotowych na
                                                    wyzwania' (jezeli widzialas plakaty, ulotki na sgh lub jesli bylas na jakis
                                                    wykladach dla 'wszystkowiedzacych', to wiesz o czym mowie), ktorzy na pierwszym
                                                    semestrze sa bardziej madrzejsi od Balcerowicza i bardziej profesjonalni od
                                                    Gates'a.

                                                    Cytrynka pisala, o kolezance w Angli robiaca prosta prace, a przeciez jest po
                                                    > prawie - przepraszam bardzo, a czego Ona sie spodziewala w UK po polskich
                                                    > studiach prawniczych? Stanowiska sedziego? To w Polsce ucza angielskiego
                                                    > kodeksu?

                                                    Ale ja opisuje to w kategoriach sukcesu poczatkujacej. Ona jako polska
                                                    prawniczka moze najwyzej sluzyc swoja wiedza Polakom, ktorzy maja jakies
                                                    problemy prawne, i tez nie z kazdej dziedziny, bo ze studiow pamieta sie
                                                    najlepiej to, co lubi. Ona wiedziala, ze tak bedzie. Gdyby nie dziecko,
                                                    staralaby sie isc na tamtejsze studia lub krotszy college. W Polsce miala prace
                                                    biurowa i tam tez ma. Na poczatku sa to jakies sredniozaawansowane ö zadania,
                                                    ale jest ona uwzgledniona na liscie do awansu (troche lepiej, lekko ambitniej i
                                                    kilka funciakow na plus). Ja to uwazam za sukces.

                                                    Prestiz - kochana Cytrynko widac, ze poza regulkami wkutymi na pamiec na
                                                    > polskich studiach malo o zyciu wiesz! Ale to jest wybaczalne, bo mloda jestes.
                                                    > Niestety masz bardzo infantylne pojecie prestizu - bo kto zasluguje na
                                                    wiekszy
                                                    > preztiz i bedzie bardziej podziwiany za swoja prace: osoba pracujaca w domu
                                                    > zlotej starosci pomagajaca i opiekujaca sie skorowanymi ludzmi, czy paniusia
                                                    nana
                                                    >
                                                    > recepcji odbierajaca telefony?
                                                    Ja doceniam prace opiekunki spolecznej i nie odejmuje jej prestizu. Ja po
                                                    prostu nie mam takich zdolnosci i jezeli moge, wole sie tam nie pchac. Sa rozne
                                                    charaktery. Nie mam polotu do rozmow dzialajacych jak balsam na dusze. A
                                                    opiekunka to tak jak terapeutka, musi rozmawiac, wczuwac sie, czasem
                                                    wysluchiwac czegos tysiac razy. Ja pewnie bym robila to, co musze i poza dzien
                                                    dobry i jaki ladny dzien nic wiecej bym z siebie nie wydusila. Nie jestem
                                                    wylewna i nie okazuje uczuc, co w srodku, to tylko ja wiem. Ciezarowkom,
                                                    paletom, ksiazkom, olowkom i papierom uczuc nie musze okazywac, a prace wykonam
                                                    i tez bedzie dobrze.
                                                    Odnosnie recepcji... Pracowalam przez dwa lata na zlecenia, o ile od szefostwa
                                                    po glowie dostaje kazdy, od klientow nie mialam zadnych nieprzyjemnosci, co
                                                    wiecej mialam pochwaly, ktore docieraly do przelozonych. Ja swoj prestiz widze
                                                    tak jak widze. Nie jest on zwiazany ani z pieniedzmi (co jednak nie jest takie
                                                    az obojetne), ani nie przypisuje go konkretnym stanowiskom. Kazdy sam wie, co
                                                    mu przynosi prestiz osobisty i ma szanse przyniesc zadowolenie. Moje pojecie
                                                    prestizu dalekie jest od uwielbienia otoczenia, to jest sprawa jak najbardzej
                                                    osobista i dotyczy subiektywnych odczuc.

                                                    Rozmowy polaczyc potrafilam, nie ma w tym nic trudnego. Malo wiesz o pracy na
                                                    recepcji w koncernach. Tam sie nie parzy kawy szefuniom i nie usmiecha spod
                                                    konsoli, ale czesto sie zasuwa w innych dzialach, gdy sa luki kadrowe. Nie ma
                                                    asystentki, raport robi recepcjonistka, impreza sie zapowiada z waznymi goscmi,
                                                    recepcjonistka razem z sekretarka ustala zamowienia i organizuje katering. I
                                                    zadna szanujaca sie recepcjonistka nie piluje paznokci. A przyjemne jest
                                                    uczucie, gdy po ciezkim diu wraca sie do domu i ma sie swiadomosc, ze wszystko
                                                    sie udalo.

                                                    PS. W Microsofcie nie mozna zaczynac od mycia garow - te prace - takze
                                                    > sprzatanie, jako prace niskoprestizowe sa outsourcingowane firmom zewnetrznym
                                                    > wink) W Irlandii takze obsluge recepcji Microsoft zlecil zewnetrznej firmie.

                                                    Jezeli nie rozumiesz przenosni, to trudno. Rownie dobrze moglam napisac, ze
                                                    zaczyna sie od naklejania znaczkow na koperty w Microsofcie lub przyjmowania
                                                    reklamacji.

                                                    Pozdrawiam rowniez
                                                  • jan.kran Re: trzy grosze 22.12.06, 13:18
                                                    Cytrynko gdybym chciała być złośliwa w stosunku do Ciebie i podcinać Ci
                                                    skrzydła z pewnością inaczej sformułowałabym swoje wypowiedzi.
                                                    Znam Cię na tyle na ile piszesz o sobie i zwróć uwagę ze zarówno ja ja i Samo
                                                    czy Maja osoby z o wiele większym doświadczeniem emigracyjnym od Ciebie
                                                    odbierają Twoje wypowiedzi podobnie jak ja.
                                                    Nie wiem czemu miałoby zależeć mi na robieniu Tobie przykrości. Aniś mi brat
                                                    ani swat , po prostu odbieram Cię jak osobę szukająca swojej drogi. To forum jak
                                                    wiele innych miejsc netowych to miejsce wymiany poglądów i doświadczeń i to ze
                                                    ktoś ma inne poglądy i doświadczenia niż Ty jeszcze długo nie znaczy ze chce Ci
                                                    sprawić przykrość.
                                                    Mam wrażenie ze masz dość dokładnie poukładane w głowie jak powinna wyglądać
                                                    Twoja droga zawodowa i jesteś dość hermetyczna na inne poglądy.
                                                    Taki upór i brak dostosowania się nie wróży dobrze na przyszłość.
                                                    Ale nie mam zamiaru przekonywać Cię do moich racji i dalej dyskutować jeżeli
                                                    naprawdę życzliwe pokazanie Tobie że świat nie jest zawsze taki jaki sobie
                                                    życzymy go widzieć odbierasz jako chęć dokopania.
                                                    Może właśnie Ty masz racje ... ciekawa jestem jak dalej Twoje losy się potoczą.
                                                    To co mnie najbardziej razi w Twoich wypowiedziach to pewność siebie i brak
                                                    szacunku do pracy jako takiej.
                                                    Może się mylę bo jak napisałam znam Cię na tyle na ile piszesz o sobie.
                                                    Pozwól ze zakończymy tę dyskusję , przynajmniej z mojej strony bo rola dziada
                                                    mówiącego do obrazu jakby mało mi pasujesmile)
                                                    Powodzenia !!!
                                                    Kran

                                                    Słuchając osób które już zebarły pewne doświadczenia masz sznsę czegoś się
                                                    nauczyć dowiedzięc i uniknąc pewnych typowych błedów.
                                                  • cytrynka123 Re: trzy grosze 22.12.06, 13:42
                                                    W jednym sie zgadzam na pewno, rady sa potrzebne i bardzo cenie sobie rady
                                                    innch. Jednak sama jestem daleka od narzucania komus jedynie slusznego tonu i
                                                    wartosciowania czyichs pogladow. Rada jest najlepsza, jezeli podsuwa pomysl ale
                                                    nie zawiera w sobie jakiegos specyfucznego zabarwienia emocjonalnego
                                                    wartosciowujacego rozmowce.
                                                    Moze rzeczywiscie mam duzo niebieskich migdalow w glowie, sama sie lapie na
                                                    bledach i caly czas probuje optymalizowac wybory, by jednak cos z tego wyszlo.
                                                    Nie mam natury dokuczajacej wiedzmy i nie dogaduje innym, nawet, gdy sie nie
                                                    zgadzam z inna opinia. Tak, szukam swojej drogi i znalezienie zlotego srodka
                                                    miedzy tym, co sie chce, a tym, co moze jest trudne. Nigdzie nie jest latwo,
                                                    ale czlowiek z natury jest istota ewoluujaca sie i jednak chce jak najleiej. To
                                                    naturalne, ze ktos sie nie chce pchac tam, gdzie nie podola. Sa rzeczy, ktore
                                                    moga sie wydac malo 'prestizowe' (nieszczesny wyraz), a jednak takie, ktore
                                                    lubie i z checia bym wykonywala, gdybym tylko miala okazje. Lubie malowac,
                                                    konserwowac, ustawiac palety, ukladac rzeczy, remontowac, gotowac i inne tego
                                                    typu rzeczy. Zatem nie widze powodu, by ktos uwazal, ze gardze praca.
                                                    Zapewniam, ze jesli dostane prace majtka na statku lub kucharki w pracowniczej
                                                    kantynie , to z checia taka wezme i jeszcze sie pochwale. W helpdesku i opiece
                                                    nijak sie nie odnajde i bedzie to tylko rozczarowanie dla obydwu stron.
                                                    To prawda Kran, ze mnie nie znasz. Wszyscy z forum, nie tylko tego, znaja sie
                                                    na tyle, na ile o sobie napisza oraz jak zostana odebrani. Prawda jest rowniez
                                                    taka, ze w bezposredniej rzmowie przemilcza sie 90 procent rzeczy, zas
                                                    papier/klawiatura wyssie wiecej. Nie uwazam,ze mam jakies nadmiernie
                                                    rozbudowane ego, ale wierze, ze moglas to w taki sposob odebrac. Czasami,
                                                    rzeczywiscie okazuje sie, ze am problem we wlasciwym sformulowaniu mysli.... co
                                                    ewidentnie swiadczy o tym, ze lepiej bym sie sprwdzala w pracy nastawionej na
                                                    efekt fizyczny, niz na ksztaltowanie wzajemnych stosunkow.

                                                    Co do dziada i obrazu.... Jak widzialam w necie zniszczonego Muncha, to sama
                                                    bym przemowila do biedaka, zeby wrocil jego dawny wyglad.

                                                    Wybacz, jezeli Twoje rady odebralam jako chec dokopania. Sa rozne dobre rady,
                                                    tylko czasem zawieraja w sobie bardzo emocjonalny ladunek, ktory przeslania ich
                                                    cala wartosc. Jezeli to ma jakiekolwiek znaczenie, to sama jestem wobec siebie
                                                    bardzo krytyczna i wymagam od siebie wiecej niz od innych. Moze gdybym nie
                                                    nosia na sobie garbu oczekiwan wlasnych i rodziny, strugalabym sobie fujarke na
                                                    laczce i pasala krowki w blogostanie. Tylko, ze problem jest taki, ze
                                                    dzisiejsze krowy unijne siedza w oborach i widza tylko kafelki, a nie jakas tam
                                                    laczke wink)))))
                                                    Pozytywnym akcentem koncze dyskusje. POzdrawiam
                                                  • mon101 Re: trzy grosze 22.12.06, 14:00
                                                    Niestety, cytryno, mylisz sie piszac o pracy recepcjonistki w duzych
                                                    koncernach. Recepcjonistka siedzi w recepcji i nigdy nikomu do glowy nie
                                                    przyjdzie zeby ja poprosic o jakis raport. Najczesciej recepcja
                                                    jest "outsourcad" podlega zupelnie innej firmie. Jesli zas chodzi o call center
                                                    to tez na ogol sa "outsourcade"i siedza np w Kirunie lub w Indiach, nie majac
                                                    zadnego kontaktu z firma zlecajaca. Jesli wiec recepcja, to w malej firmie -
                                                    tam mozna i kawe zaparzyc, zamowic stol swiateczny a i moze po jakims czasie i
                                                    jakis raport sie trafi, Niestety najczesciej do skopiowaniawink)
                                                  • cytrynka123 Re: trzy grosze 22.12.06, 14:23
                                                    MOn, ja nie tweirdze, ze to jest generalna zasada. Ja sie spotkalam z czyms
                                                    takim i dlatego tak pisze. Gdy asystentka nagle wypada z obiegu (choroba lub
                                                    cos pilnego) prace musi przejac grupa pozostalych dziewczyn. Jako
                                                    recepcjonistka dostawalam 'spady' z gory i nie byly to rzeczy robione
                                                    mechanicznie. Robialam rozne tlumaczenia, bo nadworny specjalista mial nawal
                                                    pracy. Nadworny zreszta je sprawdzal, ale gdyby sam mial siedziec chocby
                                                    godzine nad kilkoma kartkami tekstu, to by pilniejszych spraw nie zalatwil. Sa
                                                    rzeczy, ktorych sie nie deleguje, ale sa pewne, ktore spadaja nizej.
                                                    Kopiowanie, naklejanie znaczkow (moze to chore, ale to dziala na mnie
                                                    terapeutycznie ää), parzenie kawy, sadzanie gosci w konferencyjnym, zmaiwanie
                                                    taksowek i laczenie rozmow to podstawa, ale sa rowniez i inne zajecia, gdy
                                                    koniecznosc nastanie. KOlezanka, dzieki temu, ze pracowala jako recepcjonistka,
                                                    w sytuacji zwolnienia etatu przez asystentke, zajela jej miejsce automatycznie,
                                                    bo dobrze znala czesc zakresu obowiazkow tamtej.
                                                    Zreszta recepcjonistka w gabinecie urody pracuje troche inaczej niz ta z duzego
                                                    biura. Ta pierwsza nawet tez jest kosmetyczka, taka hybryda 2w1, i ma inne
                                                    standardy i warunki pracy.
                                                    Rozne rzeczy sie robi.... czesto tez trzeba klamac przez sluchawke, co na
                                                    poczatku wydaje sie trudne... potem to i w oczy mozna jak szef wymaga wink
                                                    No ale roznie bywa w roznych miejscach. Stereotypowe recepcje tez istnieja i
                                                    dziewczyna, jak nie ma nic do roboty musi albo blagac o zrzuty z gory, albo
                                                    udawac, ze cos robi lub przyjac marsowa mine, ze czyta kodeksy lub instrukcje
                                                    obslugi nowego ekspresu do kawy wink)))))
                                                  • mon101 Re: trzy grosze 22.12.06, 19:32
                                                    Nie wiem , cytrynko, gdzie pracowalas, chyba nie w Szwecji. Bo tu, jak juz
                                                    pisalam wiekszosc recepcji i telefonistek jest wynajetych z innej firmy i mus
                                                    sie scisle trzymac swoich obowiazko zawartych w umowie.Kazda usluga jest
                                                    zidentyfikowana i platna. Wierz mi, negocjowalam wiele takich umow. W duzych
                                                    koncernach. W malych kilku czy kilkudziesiecio osobowych firmach, wyglada to
                                                    pewnie inaczej.
                                                  • cytrynka123 Re: trzy grosze 22.12.06, 20:12
                                                    W Szwecji mon nie pracowalam na recepcji lecz w Warszawie. Tutaj tez personel
                                                    biurowy jest z agencji. Z realizowaniem zasad umow jest roznie, bo kiedys gosc -
                                                    szef- zostwaial mnie bezplatnie dwie godziny poza czas w umowie w pracy, gdy
                                                    stawka byla godzina, a ja z agencji posredniczacej, i kazal mi wcinac pizze z
                                                    anchovies, ktorych nienawidze, rysowac kwadraciki i wczuwac sie w prace
                                                    grafika, o godzinie 7 szukac firmy produkujacej pieczatki z realizacja na
                                                    wczoraj i inne takie tam. W innym miejscu, tez z agencji, mialam oficjalna
                                                    liste obowiazkow, ale w rzeczywistosci robilam wiecej roznych rzeczy, co mi nie
                                                    przeszkadzalo, wrecz ratowalo mnie przed bezcyznnoscia.. ktora od czasu do
                                                    czasu niezalenie sie pojawia. Biurka nie mozna sprzatac codziennie po 2
                                                    godziny, a tak chociaz troche nowych rzeczy sie mozna nauczyc, wiec bezsensem
                                                    byoby kurczowo trzymac sie wylacznie obowiazkow z umowy.
                                                    Pozdrawiam swiatecznie. smile
                                                • cytrynka123 Re: trzy grosze 22.12.06, 12:24
                                                  Dzieki Kraniku za zlosliwosc.
                                                  Uwazam, ze i tak mam duzo pokory zyciowej w sobie. Nie bede tlumaczyc sie ze
                                                  swoich trudnosci zyciowych z przeszlosci i tego ile sama wlasnymi lapami
                                                  musialam sie nakopac. To oczywiste, ze nikt za mnie nic nie zalatwi.
                                                  Nie rozumiem tej goryczy Twojej, jak i Samo, ze ja tu taka gowniara, a mam
                                                  jakies aspiracje wyzsze niz dziewcze z nieskonczonej zawodowki krawieckiej. Mam
                                                  ukonczone 2 kierunki, duzo inwestowalam w swoja nauke, obecnie zostal mi ten
                                                  trzeci do wykonczenia. Nie mam noza finansowego na karku, ale nie znaczy, ze
                                                  sobie lubie bimbac jak blekitny ptak. Mam czas za rozejrzeniem sie za czyms. W
                                                  Polsce byym nie miala problemu z praca, lepsza lub gorsza, jak kto woli. Ale o
                                                  decyzji wyjazdu przesadzily sprawy osobiste.
                                                  Tak sie sklada, ze jak jedna forumka napisala, istnieje mozliwosc doksztalcenia
                                                  sie na uniwersytecie szwedzkim i dorobienie kursow, to tez jest pozyteczny
                                                  sposob na 'zabicie' czasu, i jak mowisz znaczy wiecej niz polskie
                                                  wyksztacenie... Nie slyszalas o uznawaniu studiow???
                                                  Co do pewnosci siebie... probuje jej nie stracic, a mialm sytuacje zyciowe,
                                                  ktore naprawde mogly mi odebrac jej resztki. To, ze jestem mlodsza nie znaczy,
                                                  ze mam zawsze wszystko i wszystkich przepraszac, a szczyt wszystkiego to to, ze
                                                  zastanawiam sie, co zrobic by kontynuowac swoje 'hobby' na polu zawodowym,
                                                  chocby od najnizszego pionka w chierarchii. Wole pracowac na magazynach jako
                                                  fizyczna (ma zwiazek z logistyka), niz w masarni (to juz raczej technologia
                                                  zywienia). I nie mam nic przeciwko ustawianiu palet, ale to cos, co moze mi sie
                                                  przydac. Moze teraz zrozumiesz, co mialam na mysli, ze nie che robic czegos, co
                                                  mnie oddala od mojej specjalizacji o setki lat swietlnych. A szacunek do pracy
                                                  mam, ale wcale nie musze lubic kazdej, poki nie jestem zmuszona. To nie jest
                                                  grzech, a prawo rynku. Moja siostra jest lekarzem po specjalizacji i w czasie
                                                  wakacji sprzatala belgijskie chalupki i rowniez miala szacunek do pracy. Jednak
                                                  nie dziwie sie jej , ze wcale nie ma zamiaru robic tego teraz. Druga kolezanka
                                                  obronila doktorat i ukonczyla specjalizacje z anestezjologii i tez swoje kilka
                                                  miesiecy letnich na miotle w USA wspomina jako chwilowa koniecznosc i nie chce
                                                  do tego wracac, mimo, ze w Polsce jako lekarz nie zarobi tyle, co na jakiejs
                                                  hali produkcyjnej zakretek do pasty do zebow (ogladalas Willego Wonka?, cool).
                                                  Chyba to nie grzech, ze czlowiek chce robic to, na co nastawial sie latami i
                                                  dazyl w tym kierunku??? To czy taki ktos ma szanse, to zweryfikuje zycie, bo
                                                  kazdy moze sie mylic.
                                                  Prezentowac sie na rozmowie kwalifikacyjnej potrafie, nie martw sie.

                                                  Moje posty sa wynikiem moich przemyslen, a przemyslenia maja to do siebie, ze
                                                  moga byc wlasciwe lub bledne. Jedna rzecz, ktorej nigdy nie robie, to nie
                                                  mieszam nikogo z blotem i nie podcinam skrzydel. Szwedzki znam komunikatywnie,
                                                  nie jestem calkiem zielona. Studia na ostatnim semestrze. Od nikogo niczego nie
                                                  zadam, a konsekwencje swoich 'widzimisie' poniose sama. Pozwol mi na to i nie
                                                  docinaj mi. Inna jest sytuacja obecnych 20-30latkow, a inna byla tychze wsrod
                                                  Twoich rownolatkow. Teraz sa wieksze mozliwosci i dlaczego ma sie z nich nie
                                                  skorzystac? Jeszcze kilka miesiecy sama swojemu wikingowi mowilam, ze bede
                                                  pracowac w sklepie, a jak awansuje to moze w kiosku i ze bede sie cieszyc na
                                                  poczatek. Ale szanse okazuja sie wieksze, choc ryzyko rowniez. Na koniec...
                                                  gdybym miala wiecej lat i dzieci, to bym sie nie zastanawiala, bo mam rachunki
                                                  i wyzsza koniecznosc. Majac rodzine rezygnujemy z wielu rzeczy, ale nie majac
                                                  jej jeszcze mozemy sobie pozwolic na wiecej.

                                                  Kubel zimnej wody opadl na mnie wielokrotnie, jeden wiecej nie zrobi roznicy.
                                        • samo Re: trzy grosze 22.12.06, 04:19
                                          cytrynka123 napisała:

                                          >Nie wiem czy to Ci Ravi pomoze, ale ja tez mam depresje emigracyjna i mimo, ze
                                          >faktyczna emigracja trwa u mnie tylko 2 miesiace, to i tak skacze ze zlosci po
                                          >scianach. Czuje sie odizolowana od ludzi, chyba na wlasne zyczenie

                                          Chyba tak... Ale przynajmniej nie tracisz prestizu i nie podcierasz nikomu nosa.

                                          >A ja w Szwecji zabijam czas non stop gotujac.

                                          To o wiele lepsze niz pakowanie mortadeli.

                                          >Mysli samobojcze czasem tez mi sie pojawiaja

                                          Nie ma nic bardziej dobijajacego niz poczucie bezuzytecznosci kiedy dookola
                                          wszyscy pracuja. Niewazne co to za praca. Jak czlowiek siedzi na tylku to mu
                                          sie czesto w glowie nie tak uklada.

                                          >Mam polskie ambicje o pracy i kazdy miesiac i rok w domu wciska mnie w coraz
                                          >wiekszy dolek

                                          To przestan siedziec w domu.

                                          >To chyba depresja... i cho.era ciagnie sie cala jesien z przerywnikami w
                                          >postaci momentow zakupow na strawberrynet.com.

                                          J/w, dodatkowo bedziesz miala wiecej kasy na zakupy.

                                          >Najgorsza rzecz to to, ze jestem tu kompletnie sama. Chlop z racji pracy poza
                                          >domem, ale to nie towarzystwa swojego chlopa mi najbardziej brak. Brak
                                          >znajomych i przyjaciol chyba najbardziej dokucza

                                          Nie ma lepszego miejsca na poznanie ludzi za granica niz miejsce pracy. Ale
                                          ooops, zapomnialam ze pewnie nie wszystkich ludzi masz ochote poznawac.

                                          >Ja widze roznice. NIe patrze przez pryzmat finansow, ale jako takiego
                                          >prestizu.

                                          I to sie wlasnie w tym wszystkim rozchodzi!!! I ty nie czujesz pogardy dla
                                          pakowaczy mortadeli?

                                          >Pracowalam w sklepie jeszcze przed studiami i wiem, co czuje pracownik
                                          >sklepu...

                                          Co czuje? Wstyd?

                                          >Zadna uczciwa praca nie hanbi i kazda taka jest
                                          >pozyteczna, ale nie wszyscy ludzie maja predyspozycje do kazdej pracy. Liczy
                                          >sie tez poziom ogolnej wrazliwosci w relacjach z innymi ludzmi.

                                          I kolor krwi zapewne.

                                          >nie chce nikogo
                                          >przepraszac za to, ze pewnych prac wykonywac nie chce. Kazdy jest stworzony
                                          >bardziej lub mniej, ale do czegos innego.

                                          To juz wiemy.

                                          >Nie rozumiem, dlaczego ludzie dogaduja tym, ktorzy chca
                                          >troche lepszego zycia. Nie ma zamiaru umartwiac sie za lada sklepu miesnego

                                          Ja tez sama nie wiem czemu ci dogaduje. Chyba znowu zyrtecu zapomnialam wziac.
                                          • cytrynka123 Re: trzy grosze 22.12.06, 13:21
                                            Jestes strasznie zlosliwa i kasliwie lapiesz za slowka. Oby Tobie bylo milutko
                                            w zyciu i zebys nigdy nie popelniala bledow, a wszystko takie cacy. Nigdy nie
                                            zastanawialas sie nad czyms dosc intensywnie? Oczywiscie, Ty jestes idealna i
                                            nic nie wymaga u Ciebie przemyslen, bo Ty po prostu idziesz do przodu i nie
                                            musisz sie zastanawiac, masz wszystko, co najlepsze, we krwi.

                                            > >Pracowalam w sklepie jeszcze przed studiami i wiem, co czuje pracownik
                                            > >sklepu...
                                            >
                                            > Co czuje? Wstyd?

                                            Nie nie wstyd... Ale takie lole, co operwaly dolarami czy z innej zagranicy öö,
                                            same czesto w poplamionych ciuchach z jadaczka na zgrzyt, dajace do
                                            zrozumienia, ze my to sluzba i zamiast po ludzku poprosic o cos, zapytac w
                                            zwykly uprzejmy sposob, dawaly upust swoim zalom kosztem staffu. Dziewczyny z
                                            pracy nie byly jakimis ciemnotami, co by im nawtykac i opluc. Na nieszczescie
                                            sklep byl specyficzny.. pamiatki, zakurzone stare meble, ikony, swiecidelka w
                                            samym centrum Starowki, wiec masa roznych ludzi sie przewinela. Byli mi mili
                                            ludzie, duzo tzw. celebrities, rodziny z dzieciakami przyklejajacymi jezyki do
                                            szklanych mebli (moze to zabawne, ale spreje do szkla trzeba bylo miec pod
                                            reka), zakochane pary, ale zdarzaly sie tez wstretni roszczeniowcy, co to tylko
                                            nawrzucac, zlodzieje tez (codziennie ktos cos probowal zwedzic, a ochrony szef
                                            nie zatrudnil), masa narkomanow (kilka metrow dalej jest murek, gdzie
                                            towarzystwo ma swoje posiedzenia na 'wzmacniaczach'), lokalni szalency (serio,
                                            kto nie widzial, ten nie uwierzy, jeden taki wskakiwal nagle do sklepu i zaczal
                                            wzywac szatana inny przeganiac zle moce ze sklepu), ciagle stanie 10 godzin bez
                                            mozliwosci chwili siedzenia, bo klient nie moze tego zobaczyc. Dziewczyna ze
                                            sklepu, wlasnie co konczyla historie sztuki, jak tylko znalazla okazje poszla
                                            pracowac do galerii sztuki z daleka od Starowki.

                                            Co do alergi polecam Bronchovaxon szczepionke o dzialaniu immunostymulujacym i
                                            kuracje lekami przeciwhistaminowymi na bazie cetyryzyny lub loratydyny oraz
                                            kromoglikan w aerozolu. Wdychanie naparow ziolowych tez udraznia nosek ööö
                                          • cytrynka123 Re: trzy grosze 22.12.06, 13:21
                                            Jestes strasznie zlosliwa i kasliwie lapiesz za slowka. Oby Tobie bylo milutko
                                            w zyciu i zebys nigdy nie popelniala bledow, a wszystko takie cacy. Nigdy nie
                                            zastanawialas sie nad czyms dosc intensywnie? Oczywiscie, Ty jestes idealna i
                                            nic nie wymaga u Ciebie przemyslen, bo Ty po prostu idziesz do przodu i nie
                                            musisz sie zastanawiac, masz wszystko, co najlepsze, we krwi.

                                            > >Pracowalam w sklepie jeszcze przed studiami i wiem, co czuje pracownik
                                            > >sklepu...
                                            >
                                            > Co czuje? Wstyd?

                                            Nie nie wstyd... Ale takie lole, co operwaly dolarami czy z innej zagranicy öö,
                                            same czesto w poplamionych ciuchach z jadaczka na zgrzyt, dajace do
                                            zrozumienia, ze my to sluzba i zamiast po ludzku poprosic o cos, zapytac w
                                            zwykly uprzejmy sposob, dawaly upust swoim zalom kosztem staffu. Dziewczyny z
                                            pracy nie byly jakimis ciemnotami, co by im nawtykac i opluc. Na nieszczescie
                                            sklep byl specyficzny.. pamiatki, zakurzone stare meble, ikony, swiecidelka w
                                            samym centrum Starowki, wiec masa roznych ludzi sie przewinela. Byli mi mili
                                            ludzie, duzo tzw. celebrities, rodziny z dzieciakami przyklejajacymi jezyki do
                                            szklanych mebli (moze to zabawne, ale spreje do szkla trzeba bylo miec pod
                                            reka), zakochane pary, ale zdarzaly sie tez wstretni roszczeniowcy, co to tylko
                                            nawrzucac, zlodzieje tez (codziennie ktos cos probowal zwedzic, a ochrony szef
                                            nie zatrudnil), masa narkomanow (kilka metrow dalej jest murek, gdzie
                                            towarzystwo ma swoje posiedzenia na 'wzmacniaczach'), lokalni szalency (serio,
                                            kto nie widzial, ten nie uwierzy, jeden taki wskakiwal nagle do sklepu i zaczal
                                            wzywac szatana inny przeganiac zle moce ze sklepu), ciagle stanie 10 godzin bez
                                            mozliwosci chwili siedzenia, bo klient nie moze tego zobaczyc. Dziewczyna ze
                                            sklepu, wlasnie co konczyla historie sztuki, jak tylko znalazla okazje poszla
                                            pracowac do galerii sztuki z daleka od Starowki.

                                            Co do alergi polecam Bronchovaxon szczepionke o dzialaniu immunostymulujacym i
                                            kuracje lekami przeciwhistaminowymi na bazie cetyryzyny lub loratydyny oraz
                                            kromoglikan w aerozolu. Wdychanie naparow ziolowych tez udraznia nosek ööö
                                            • samo Re: trzy grosze 23.12.06, 06:13
                                              cytrynka123 napisała:

                                              > Jestes strasznie zlosliwa i kasliwie lapiesz za slowka. Oby Tobie bylo
                                              milutko
                                              > w zyciu i zebys nigdy nie popelniala bledow, a wszystko takie cacy. Nigdy nie
                                              > zastanawialas sie nad czyms dosc intensywnie? Oczywiscie, Ty jestes idealna i
                                              > nic nie wymaga u Ciebie przemyslen, bo Ty po prostu idziesz do przodu i nie
                                              > musisz sie zastanawiac, masz wszystko, co najlepsze, we krwi.
                                              >

                                              A co ty o mnie wiesz, moja droga, ze sie pokusilas o taka charakterystyke? :o)
                                              Milo mi od tych pochlebstw, chociaz daleko mi do idealu. I owszem, jestem
                                              kasliwa, zlosliwa i lapie ludzi za slowka. Dodatkowo anonimowosc internetu
                                              pozwala mi na pisanie bez "dosc intensywnego zastanawiania". Zadalas sobie
                                              chociaz trud przeczytania moich postow na tym forum? Bo ja sobie zajrzalam do
                                              wyszukiwarki i znalazlam rozne kwiatki, chociazby twoje zapytania na roznych
                                              forach jakie zasilki ci sie naleza. I tak jak juz ci napisali, jesli chcesz
                                              zaczynac kariere na emigracji od zycia na zasilku, to powodzenia. Nic a nic te
                                              twoje posty nie zmienily stosunku mojego do twoich wypowiedzi, chociaz jak ci
                                              Mon napisala ze powinnas zatrudnic sie w sklepie, to jednak przyznalas jej
                                              racje :o)) Zalezy jak wiatr powieje,ale co sie dziwic skoro PMS ci sie myli z
                                              depresja i myslami samobojczymi big_grin

                                              Nie nerwuj sie i bogom dziekuj ze mozesz sobie pozwolic na siedzenie w domu i
                                              przezywanie swojego napiecia przedmiesiaczkowego na forum, a nie w pracy krojac
                                              mortadele. Zeby ci tylko to nie zaszkodzilo, bo nic tak dobrze nie wplywa na
                                              kariere jak potrzeby materialne tongue_out
                                              • cytrynka123 Re: trzy grosze 23.12.06, 12:32
                                                MOje zapytania wynikaly ze strachy przed nowym. Teraz bogarsza o wiedze
                                                zmieniam zdanie na kilka tematow. Wtedy naczytalam sie straszliwych
                                                strasznosci, ze jest ciezko i wiele osob na poczatek (na innych forach i z
                                                zycia) mowilo, ze nalezy skorzystac z pomocyn na poczatek, jezeli sie nie uda.
                                                Better safe than sorry. Teraz juz sie tak nie boje przyszlosci, bo wiem, co mam
                                                robic. Otrzymalam kilka stosownych i pozytecznych rad. Z Twojej strony tylko
                                                kasliwosci. Najcenniejsze rady to: starac sie o uznanie dyplomu, pojsc na kursy
                                                przygotowawcze, w tym jezyka na poziomie ogolnym i branzowym, w razie potrzeby
                                                isc na studia i dorobic kilka przedmiotow, aby pasowalo do szwedzkich
                                                wymagania, potem isc do agencji pracownikow tymczasowych i brac co daja, moze
                                                wtedy znajdzie sie zajecie na dluzej. Nie bede sie plaszczyc i przepraszac i
                                                tlumaczyc, dlaczego, co i jak. Nie mysle o siedzeniu w domu, jestem tu dopiero
                                                2 miesiace z przerwami i czekam na decyzje formalna, a na mocy tego moge
                                                ubiegac sie o jezyk. To nie jest nicnierobstwo. W Polsce tez pracowalam, w
                                                roznych miejscach i i od pozcatku nauki. MOja znajoma, jak byla nipewna swojej
                                                pracy (grozilo jej zwolnienie w ramach redukcji), a miala trudnosci z mezem i
                                                male dzieci, rowniez poszla sie spytac czy w razie noza na gardle bedzie
                                                przyslugiwala jej jakas pomoc. Na szczescie nie musiala korzystac, ale wyszla
                                                bogatsza o wiedze.
                                                Na koniec, samo-uwielbienie, nie doczytalas do konca, wiec nie wiesz, ze mialam
                                                pewne braki wiedzy, jezeli chodzi o wszelkie nazwy pomocy finansowej itp, mi
                                                chodzilo o pomoc finansowa dla osob uczacych sie. Wiem teraz, ze istnieje
                                                mozliwosc wziecia pozyczki, gdy student sie uczy i wiem, ze to malo ciekawe z
                                                perspektywy dlugiego czasu, bo pozniej splaca sie latami, wiec lepiej zrobic
                                                cos innego niz sie zadluzac. Wiesz, w ramach zlosliwosci.... ja tez sobie
                                                pochodze i powybieram Twoje kwiatki, ale nie bede ich nigdzie referowac,
                                                poniewaz bardziej cenie sobie tworczosc Tolstoja, Nietzego i Friedmana.
                                                To ostatni raz odpowiadam na Twoja zjadliwosc. Wcale nie jest to cnota. To
                                                swiadczy o grubianstwie, braku umiejetnosci wspolzycia spolecznego i
                                                umiejetnosci prowadzenia konwersacji na poziomie. Adieu
                        • cytrynka123 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 19.12.06, 17:51
                          A tak w ogole, to przyjemosci w zyciu, przyjemniejsej pracy, duzo pieniazkow i
                          innych fajnych rzeczy ööö nie tylko z okazji swiat.

                          Zadna praca nie jest latwa, ale kazda moze byc latwiejsza, jezeli trafi na
                          odpowiednia osobe ööö tak ku konkluzji. Kolezanka pakowala pieniazki w kasie na
                          nocnej zmianie w Anglii, teraz pakuje je na dziennej w ramach awansu wink, ale ma
                          na oku lepsza prace w tej samej firmie i ma na nia szanse. A tak w ogole to ona
                          po prawie....
              • cytrynka123 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 19.12.06, 00:38
                Dzieki za pocieszke. Do skrzynki strach spojrzec, bo pocztowki i zalegle
                listy.... czekaja na odpowiedz ööö musze towarzystwo przegrabic ö

                Siedzisz w golebniku öö Ja uwilam sobie gniazdko z koldry, cos w rodzaju
                kokonu, samopoczucie sie od razu poprawia, jak w takie cos sie owijam do snu smile
                Troche mi lepiej. Zagrabilam chalupe, wyszorowalam, wyszczotkowalam, wypralam
                wszystko, chyba wypiore to drugi raz (pranie i mycie garow w zmywarce to moje
                obsesje... maly ruch a wielki efekt i cudna terapia), sloiki ze starymi
                sledziami w koszu, uschniete kaktusy tez, no i wszystkie ukryte, pokryte kurzem
                szklanki mojego zwierza tez blyszcza. Teraz wiem, jakie uczucie towarzyszy
                mojej madre, jak krazy ze szczota jak widmo ö

                Zle humorki na pewno wroca, ale dmucham by niezbyt szybko.
            • kaszka13 na pewno nie jest az tak zle!!! 15.12.06, 22:28
              wez sie w garsc! w Polsce tez by tak rozowo nie bylo, takie jest przynajmniej
              moje zdanie. a jak nie masz co robic, to mozesz powysylac maile i pomoc jakiemus
              malemu choremu dziecku. jesli jestes zainteresowana, to daj znac!
              pozdrawiam Cie goraco,
              Kasia
              • anka786 Re: na pewno nie jest az tak zle!!! 19.12.06, 16:57
                Czesc Ravi!ja uwazam ze nasz dom jest tam gdzie jest nam dobrze, nie wazne czy
                mieszkasz w polsce czy nie.Wiadomo ze ciagnie do kraju,ale jesli znajdziesz
                swoje miejsce na ziemi to "ciagniecie"jest juz inne.Tak jak np w moim
                przypadku.Moja siostra(29lat)mieszkala 10lat we wloszech,postanowila wrocic do
                polski-okazalo sie ze wszystkie jej kolezanki sie powyprowadzaly,powyjezdzaly
                za granice itd.-czyli teraz musi jej starczyc towarzystwo mojej mamy i dwoch
                siostr ktore maja swoje sprawy.Miala nadzieje na znalezienie pracy bo mowi
                bardzo dobrze po wlosku-a gdzie tam.Zaczyna zalowac ze wrocila.
                Po co ci to opowiadam? po to zebys nie myslala o przeszlosci, a moze to wlasnie
                bylo twoje przeznaczenie wyjechac?a moze w polsce byloby ci gorzej? ja wierze w
                przeznaczenie! musisz zaczac myslec POZYTYWNIE!!!pomysl o ludziach chorych albo
                tych ktorzy przezyli tragedie.Nie nalezy uzalac sie nad soba ale zareagowac bo
                zycie mamy tylko jedno i nie mozna go marnowac na zamartwianiu sie.Wiem ze
                latwo jest radzic komus,ale sprobuj!
                pozdrawiam cie serdecznie!!!ania
    • mon101 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 22.12.06, 14:16
      Cytrynko, jezel masz zamiar pracowac w zawodzie (nie rozumiem swietego
      oburzenia kolezanek forumowiczek, taki cel ma chyba kazdy)to musisz miec plan.
      a) jezyk b) ocena/zweryfikowanie dyplomu (w Szwecji robi to specjalna
      instytucja), c)uzupelnienie studiow kursem z företagsekonomi, najlepiej
      uniwersyteckim (zaden problem w Szwecji)d) zbadanie sprawy czy AMS ma kursy dla
      ekonomistow z wuzsczym wyksztalcenie, przystosowywujwce do pracu na szwedzkim
      rynku. Szukaj na poczatek pracy w firmach wynajmujacych asystentow
      ekonomicznych do innych firm (manpower, poolia etc), jest to bardzo dobre
      wejscie do firmy, wiele osob, zwlaszcza cudzoziemcw dostaje w ten sposob stala
      prace. A w miedzyczasie, zebys nie miala za duzo czasu na gotowanie (mysl o
      wadze, na Boga, czytalam wczoraj, ze Chinczycy nie zezwalaja grubym na adopcje;-
      ))znajdz sobie prace dorywcza, chociazby w sklepie. Szwedzi, na ogol, nawet jak
      zli ,to nie opierniczaja kasjerek) . Wesolych Swiat! Z
      • cytrynka123 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 22.12.06, 14:48
        mon101 napisała:

        > Cytrynko, jezel masz zamiar pracowac w zawodzie (nie rozumiem swietego
        > oburzenia kolezanek forumowiczek, taki cel ma chyba kazdy)to musisz miec
        plan.
        > a) jezyk b) ocena/zweryfikowanie dyplomu (w Szwecji robi to specjalna
        > instytucja), c)uzupelnienie studiow kursem z företagsekonomi, najlepiej
        > uniwersyteckim (zaden problem w Szwecji)d) zbadanie sprawy czy AMS ma kursy
        dla
        >
        > ekonomistow z wuzsczym wyksztalcenie, przystosowywujwce do pracu na szwedzkim
        > rynku. Szukaj na poczatek pracy w firmach wynajmujacych asystentow
        > ekonomicznych do innych firm (manpower, poolia etc), jest to bardzo dobre
        > wejscie do firmy, wiele osob, zwlaszcza cudzoziemcw dostaje w ten sposob
        stala
        > prace. A w miedzyczasie, zebys nie miala za duzo czasu na gotowanie (mysl o
        > wadze, na Boga, czytalam wczoraj, ze Chinczycy nie zezwalaja grubym na
        adopcje;
        > -
        > ))znajdz sobie prace dorywcza, chociazby w sklepie. Szwedzi, na ogol, nawet
        jak
        >
        > zli ,to nie opierniczaja kasjerek) . Wesolych Swiat! Z


        Dzieki wielki Mon... O to mi chodzilo. Ja sie boje polskich metod zarzadzania
        personelem sklepowym i stad moj strach przed marketami.. ale skoro w szwecji
        nie gryza, to na jakis czas.... czemu nie. Dyplomy juz mam przetlumaczone,
        czekaja w skoroszycie. Tylko ten ostatni po obronie. Na studia pewnie znowu
        jakies sie wyszykuje, a w czasie tychze cos poszukam, oby to bylo cos
        pokrewnego z moimi paletami i ciezarowkami.
        Nie oburzam sie na wypowiedzi forumek, mam prawo byc niezrozumiana lub,
        rzeczywiscie.. nie mam prawa miec marzen o pracy choc troche skoligaconej z
        umiejetnosciami. Tak wiel sie mowi o charakterze, ktory kwalifikuje lub
        dyskwalifikuje w jakiejs konkretnej profesji. Ja sie przyznaje, ze do pewnych
        rzeczy mam lewe rece i chce oszczedzic zawodu sobie i pracodawcy. Mam
        nastawienie zadaniowe i uczucia schodza mi na dalszy plan, coz, a do
        bezposredniego i non-stop kontaktu z ludzmi trzeba miec pewne umiejetnosci,
        ktorych wolny strzelec nigdy nie nabierze. Moja jedna z trzech siostr jest taka
        sama. Chlodnia emocjonalna, ktora sie roztapia tylko w kontaktach z dziecmi.
        Jest mila, sympatyczna, ale bardzo zasadnicza. Pracuje z dziecmi i ceni sobie
        to, bo maluchy maja tyle dobroci i ciepla, ze nawet rozbrykane i dokuczliwe nie
        wkurzaja.

        Twoj post zachowam sobie pod reka, taki maly przewodnik dla zagubionej w
        biurokracji. MOja nauczycielka szwedzkiego mowila mi, ze jak tylko mam dyplomy,
        to od razu leciec do biura uznawania wyksztalcenia, wyrobic sobie szwedzki
        pesel i leciec na kurs jezyka, chocby od poczatku. Najwyzej bede udawala
        poczatkujaca, a potem powiem, ze mnie olsnilo.

        Gotowac... codziennie siedze w garach, moj zwierz jest wielkim fanem kuchni
        polskiej i eksperymentalnej. Ostatnio zywimy sie zydowskimi specjalami, ku
        mojej radosci, bo rybki sa cudowne. I jakis raz w tygodniu pieczemy swoj chleb,
        bo uznalismy wspolnie, ze chleb ze sklepu jest zbyt przeslodzony, a to jest
        pozywka dla bakterii i grzybow, ktore lubia zyc, tam gdzie zaglada tylko zwierz
        i pan doktor. A kilogramow nie mam w nadmiarze. Strasznie szybko i duzo chodze,
        wiec nawet nie maja sie gdzie i kiedy przyczepic. Adoptowac chyba nie bede ööö
        choc pewnie bym wolala, bo to tak, jakby obdarowac juz istniejace dziecko
        uczuciami, ktore ma mniejsze szanse na to. Takie troche zboczenie
        logistyczne... zagospodarowac to co jest i zobaczyc co sie jeszcze da. Zreszta,
        adoptowanie dziecka stawia inne wyzwania. Od rodzonego dziecka, zdarza sie, ze
        rodzice swiadomie, badz nie, wymagaja wiele maja wysokie ambicje, a w stosunku
        do adoptowanego.. daja mu zyc w swoim tempie i staraja sie zrekompensowac
        wszystkie smutki. Moze sie myle, ale tak mi sie wydaje.
        To sobie od tematu podreptalam w dal. Moze i lepiej. Wielkie dzieki Mon,
        pomoglas mi bardzo. Jezeli rzeczywiscie Szewdzi nie dra sie nakasjerki, to moze
        spotkamy sie w ICA lub w Willym, jezeli nie zalapie sie na poklad czy do
        wiezowca (wiezowce w Szwecji to takie krasnoludki w porownaniu z polskimi, lub
        lepiej hongkongskimi).
      • cytrynka123 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 22.12.06, 14:51
        Rowniez wesolych i smacznego renifera w bulce, jezeli jeszcze nie jadlas ööö W
        Liseberg - wesolymmiasteczku, byl kiermasz roznych roznosci swiatecznych.
        Prezenty, jedzenie, glögg, cygara, pub z lodu i szklankami na wodke z lodu...
        Fajnie bylo. renifer tez nie byl zly, tylko od wedzarki ciagnelo takim
        zapaszkiem, co to lubi we wlosach siedziec az do umycia.

        ÖÖÖÖÖ
        • monika_a_b Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 23.12.06, 17:41
          Droga Cytrynko - bardzo podoba mi sie twoje nastawienie, przede wszystkim
          dlatego, ze masz konkretne plany zyciowe, ktore probujesz zrealizowac, nie
          rezygnujesz z samej siebie i dotychczasowego doswiadczenia/skonczonych
          studiow/marzen zawodowych, przyjmujesz dobre rady jednoczesnie nie przejmujac
          sie zlosliwosciami co niektorych osob, ktore lubia tracic czas na szukanie
          innych Twoich wypowiedzi na roznych forach i podchwytywac kazde Twoje slowko.
          Bardzo mi sie podoba rowniez fakt, ze mimo wszystko nie tracisz humoru. wink

          Ja mam podobne do Twojego nastawienie do zycia oraz do pracy. Obecnie niestety
          pracowac nie moge ze wzgledu na brak pozwolenia na prace (mieszkam w USA), ale
          pocieszam sie, ze juz niedlugo bede mogla pracowac w zawodzie (jestem
          nauczycielka jez. hiszpanskiego i francuskiego, studiowalam w Niemczech) w
          kraju za miedza, czyli w Kanadzie. smile Nie musze wstydzic sie dyplomu, ktory tam
          zostanie uznany bezproblemowo. W planach mam wprawdzie dalsza nauke, ale
          wszystko w swoim czasie. smile

          Kazda z dziewczyn, ktore sie tutaj wypowiadaly, dawala Ci rady patrzac na twoja
          sytuacje przez pryzmat wlasnych doswiadczen, ktore byc moze nie w kazdym
          przypadku byly tak wspaniale. Ja akurat nie mieszkam w Szwecji, wiec
          tamtejszych reali nie znam i nie moge ciebie na nic nakierowac. Jednakze
          mieszkajac w Niemczech, Hiszpanii, Francji, Kanadzie oraz teraz w Stanach smiem
          twierdzic, ze realia te moga byc zgola odmienne w zaleznosci od kraju, w ktorym
          sie mieszka. Dlatego nie rozumiem zlosliwosci pod Twoim adresem. To, ze w
          jednym kraju nie uznaje sie wyksztalcenia/doswiadczenia z Polski, nie oznacza,
          ze w innym tez tak musi byc. Czasami okolicznosci zmuszaja nas do czesciowego
          badz czasowego zrezygnowania z pierwotnych planow zawodowych, czasami
          znajdujemy bardziej lub mniej satysfakcjonujacy nowy zawod. Najwazniejsze jest
          jednak to, zeby dobrze sie czuc z tym, co robimy, co wybralismy. Wydaje mi sie,
          ze co niektore z nas tutaj piszacych nie do konca sa zadowolone z wybranej
          drogi zawodowej i przez to zachowuja sie (byc moze nieswiadomie) zlosliwie w
          stosunku do osob, ktore uparcie daza do pierwotnie wybranego celu - i ktore ten
          cel kiedys osiagaja.
          Na emigracji istnieja dwie szkoly zycia: albo czlowiek sie poddaje, zakopuje
          marzenia zawodowe, biorac pierwsza lepsza prace, aby sie z niej utrzymac, albo
          wytrwale dazy droga do celu, jedynie modyfikujac ja w stosunku do nowych
          okolicznosci, ale nie zbaczajac z niej na calkiem inne pole. Ta druga droga
          moim skromnym zdaniem moze przyniesc wiecej satysfakcji osobistej, jednak
          kosztuje duzo wyrzeczen, nerwow, stresu. Ja rowniez wybralam ta druga i dobrze
          mi z tym. Wierze, ze dojde do celu, chociaz aby tak sie stalo musze znowu
          zmienic kraj zamieszkania. Moj maz ma dobry zawod i zarabia wystarczajaco duzo,
          aby nas z tego utrzymac oraz splacac dlugi szkolne, jednak ja rowniez chce
          pracowac, bo tylko wtedy czuje sie spelniona i dowartosciowana, nie wspominajac
          juz o tak waznej dla wlasnego samopoczucia niezaleznosci finansowej. Spotkalam
          sie juz ze strony bardzo roznych osob ze zdziwieniem, bo skoro on tak dobrze
          zarabia, to ja nie musze i moge zajac sie prokreacja... Ale dla mnie, osoby
          pracujacej praktycznie "od zawsze", obecna sytuacja jest na dluzsza mete nie do
          zaakceptowania. Czas przymusowego bezrobocia wykorzystalam wobec tego do
          lepszej nauki jezyka oraz pracy jako wolontariuszka (uczylam m.in. jez.
          polskiego wink). Do pracy w szpitalu czy nianczenia dzieci sie nie nadaje, wiec
          nie rozgladalam sie za takimi ofertami (zreszta to byloby pracowanie na czarno,
          a to tez nie dla mnie). Kazdy sam musi wiedziec, co jest w stanie robic w
          zyciu, a czego lepiej niech sie nie podejmuje. smile Bardzo cenie sobie prace jako
          taka i uwazam, ze kazdy powinien pracowac, jednak wedlug wlasnych
          mozliwosci/zdolnosci/koniecznosci/niepotrzebne skreslic. wink

          Pozdrawiam swiatecznie wszystkie KUPowiczki zyczac spelnienia wszystkich marzen
          tak osobistych jak i zawodowych. smile))

          Buziaki,
          Moni
          • samo Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 24.12.06, 23:48
            monika_a_b napisała:

            >Wydaje mi sie,
            >ze co niektore z nas tutaj piszacych nie do konca sa zadowolone z wybranej
            >drogi zawodowej i przez to zachowuja sie (byc moze nieswiadomie) zlosliwie w
            >stosunku do osob, ktore uparcie daza do pierwotnie wybranego celu - i ktore
            >ten cel kiedys osiagaja.

            Jesli to o mnie mialo byc, to moja droga zawodowa jest jeszcze niewybrana, wiec
            nie mam zrodla frustracji (nawet nieswiadomej tongue_outtongue_outtongue_out). Wiem jednak ze jak juz
            sobie te droge wybiore, to moj potencjalny wymarzony pracodawca spojrzy
            przychylniejszym okiem na ciaglosc zatrudnienia-nawet na "malo prestizowych"
            stanowiskach i bedzie mial do kogo zadzwonic po referencje, niz gdybym miala mu
            powiedziec, ze siedzialam 2 lata w domu, bo pewnych prac nie mialam zamiaru
            wykonywac. Ale wolna wola!

            >przyjmujesz dobre rady jednoczesnie nie przejmujac
            > sie zlosliwosciami co niektorych osob, ktore lubia tracic czas na szukanie
            > innych Twoich wypowiedzi na roznych forach i podchwytywac kazde Twoje slowko.

            Nie co niektorych, tylko moimi! Na szczescie istnieje wyszukiwarka i nie
            musialam tracic za wiele cennego czasu, dostalam wszystkie wypowiedzi na kupie
            i moglam sobie przeczytac wiecej wypowiedzi nowej forumowiczki- god bless
            wyszukiwarka tongue_out Jakbym miala tyle czasu co "co niektorzy niepracujacy", to moze
            i wiecej bym poczytala tongue_out

            Swoja droga z zaciekawieniem przeczytalam Twoj post Moniko o planach pracy jako
            nauczyciel, pamietajac Twoje zarzekania ze nie masz zamiaru uczyc w szkole
            podczas naszej pamietnej dyskusji.
            • barona Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 25.12.06, 10:02
              Tak czytam te posty uwagi na temat anglosaskich krajow.
              Powiem ze W Australii warunkiem pracy w call-centre jest tutejszy akcent
              (albo inny anglosaski). Mam Jugoslowianke kolezanke, ktora ma biurowa prace w
              oddziale rzadowym i czasem dostaje komentarze typu: jak dostalas prace
              telefoniczn amajac tak silny akcent?" Podobno Szwecja jest krajem bardzo
              tolerancyjnym, Australia nie jest. Powoli zaczyna byc bo nie ma wyboru, bo jest
              pelno obcokrajowcow teraz.

              Ravi nie ma depresji endogennej!!!! A jest ona spowodowana czynnikami z
              zewnatrz. Powinna wrocic do Polski, jest wiele ludzi ktorzy twierdza ze wsrod
              swoich najlepiej. W Australii znam Polakow, ktorzy wpadali tutaj w depresje.
              Mentalnosc jest zypelnie inna od polskiej. Psychologowie/ psychiatrzy w
              pierwszym rzedzie pytali czy maja kontakt ze swoim community. Bo wlasnie bycie
              wsrod swoich daje dobrostan!

              Ravi tez jest daleko od Polski ( w sumie 32 godzin z przesiadkami)
              Cytryna tylko pare godzin promem.
              • amaroola Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 25.12.06, 11:11
                "> Ravi tez jest daleko od Polski ( w sumie 32 godzin z przesiadkami)
                > Cytryna tylko pare godzin promem."


                jest cala masa roznic sytuacji obu pan - ale mysle, ze niektore osoby nie sa w
                stanie wyczuc bluesa - czyli roznicy ich i Ravi zycia

                troche mi to przypomina dyskusje na innym forum, gdzie mowiono
                o :"nietaktownosci" rozmawiania o radosciach macierzynstwa w obecnosci kobiety
                bezpoldnej (tudziez innych sytuacjach braku wrazliwosci na sytuacje innych :
                gadanie o braku pieniedzy na najnowsze perfumy przy osobie ktora ma problemy z
                placeniem za czynsz...przyklady mozna mnozyc)

                poza tym tzw. "szok kulturowy" dla przybyszow z Europy (i nie tylko) w
                Australii to fakt, cokolwiek by osoby akceptujace ten kraj w 100% nie napisaly.
                Mozna sie z nim pogodzic, mozna te innosc polubic, ale jak kazda innosc
                (spotegowana cala masa zmian zwiazanych z emigracja, jest dodatkowym czynnikiem
                stersogennym/ depresyjnym.

                szkoda, ze cytrynka i... moni ,zdaje sie, wybraly akurat ten watek by pisac o
                ich emigracyjnym przygnebieniu...

                • kan_z_oz Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 27.12.06, 09:07
                  Przeczytałam ostatnie posty i nasunęło mi sie kilka własnych spostrzeżeń, czy
                  myśli.

                  Z mojego doświadczenia; depresja nie jest tylko i wyłącznie zasługą emigracji.
                  Emigracja oraz związana z nią radykalna zmiana warunków życia może być tylko
                  przyczyną, gdzie ujawnia się coś, co tak naprawdę zawsze gdzieś w głębi Nas
                  drzemało. Oznacza to, że równie dobrze mogłybyśmy sobie tutaj gdybać czy
                  depresja nie dopadłaby Nas, gdybyśmy pozostały w kraju.
                  Ja twierdzę, że najprawdopodobniej tak by się stało.
                  Każdy większy szok jak np; śmierć bliskiej osoby, czy utrata pracy, pieniędzy
                  równie dobrze spowodowałaby to co powoduje 'osamotnienie' emigracyjne.

                  To 'osamotnienie' jest tak naprawdę tylko rezultatem braku zaakceptowania zmian
                  wynikających z emigracji. Postrzegamuy zmiany jako coś niekorzystnego, coś co
                  Nas powstrzymuje od szansy na karierę, na spotkanie nowych ludzi.
                  Tak naprawdę to My sami się powstrzymujemy. Owszem, może być krótszy, czy
                  dłuższy okres czasu - nawet kilka czy kilkanaście miesięcy w nowym miejscu
                  gdzie nie ma wiele kontaktów ale zawsze jest to przejściowy okres, po którym
                  nawiązujemy nowe znajomości.
                  Jeśli tak się nie dzieje to nie jest to błąd w emigracji. Jest to blokada w Nas
                  samych, czyli brak możliwości widzenia rzeczy w inny sposób.

                  Proszę nie bierzcie tego co piszę w kategoriach; źle/dobrze. Czas bez znajomych
                  może być tak samo produktywny i wesoły jak ten z nimi. Nasz spokój jest
                  naprawdę w głębi Nas samych - nie w ilości znajomych. Czas ze sobą samym jest
                  ważny aby odnowić baterie, przemyśleć rzeczy, może zrobić dodatkowy kurs lub
                  poprostu postać w kuchni. Ja nie widzę w tym nic złego i ten okres trwa tyle
                  ile tak naprawdę Nasza psychika potrzebuje.
                  Sugeruję więc aby wykorzystać ten czas jak najweselej, najproduktywniej bo nie
                  ma powodu aby ktoś a Nas tkwił w jednym miejscu na całe życie.

                  Co może Nas zatrzymać w miejscu to Nasz własny strach. Strach przed życiem i
                  zmianami jakie ono przynosi.

                  Pozdrawiam
                  Kan

                  • sylwek07 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 27.12.06, 11:00
                    co do znajomych masz racje ze czasami warto zyc bez nich i samemu ale sa momenty
                    ze potrzebujemy kogos kto Nas ochroni,pomoze itp i jesli tego kogos sie nie
                    znajdzie wtedy pojawia sie duzy problem..Ja przez to przechodzilem i nie
                    chcialbym wpasc znowu w takie cos bo nie wiem czym by sie to skonczylo nastepnym
                    razem(nawet nie chce myslec o tym).
                  • kata_rynka Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 27.12.06, 14:29
                    Ja posty cytrynki tez odebralam jako biadolenie rozpieszczonej panienki, ktora
                    od zycia w dooope nie miala okazji dostac.
                    Ze ma ambicje to rozumiem, ze nie interesuja ja niektore prace rowniez, rowniez
                    rozumiem, ze brak znajomych i brzydka pogoda moga byc niemilym doswiadczeniem.
                    Ale nijak nie rozumiem, dlaczego to wszystko mialyby byc powody do zakonczenia
                    zywota za pomoca zyletki? Moze ma jakas straszna depresje, ktora powoduje
                    wyolbrzymianie problemow i powinna biec do lekarza. Jesli to nie to...to jak w
                    pierwszym zdaniu.
                    • kan_z_oz Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 28.12.06, 13:03
                      Kobieca Polonia może wszystko. Po to przecież istnieje aby 'pobdubować'innych.
                      Cytrynko - trzymaj się. Rozumiem, że jest Ci ciężko i boisz się nowej
                      przyszłości.
                      Wszystko jest w porządku a kwestia utraty czasu jest złudzeniam. Nic Cię nie
                      ominie. Nie stracisz też czasu jeśli tylko zaczniesz 'płynąć z prądem' wydarzeń.
                      Z życiem nie należy walczyć, bo jest to walka skazana z góry na niepowodzenie.
                      Emigracja jest taka jaka jest i należy cieszyć się nią, akceptować rzeczy tak
                      jak przychodzą i szukać nowych możliwości.
                      Cisza pomaga i nie ma w niej nic złego.

                      Kan
        • kajamama1 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 29.12.06, 14:46
          cytrynko,
          poszukuje Cie na forum, bo ja tez w gtbg. odezwij sie, prosze, to moze sie
          gdzie umowimy na kawe?
        • kajamama1 do cytrynki z Gbg 29.12.06, 14:48
          To jeszcze raz rodaczka z Gbg-a. podaje moj e-mail: patrjabl@yahoo.com (wpisz w
          temacie: cytrynka). Sciski
    • mformelbourne Ravi napisalam Ci maila n/txt 29.12.06, 04:46
      • sylwek07 maly sukces 29.12.06, 12:18
        Powiedzialem znajomemu aby udal sie do psychologa no i zapisal sie na 1
        wizyte,wiec moze za jakis czas bedzie mogl wyjsc ze swojej przypadlosci.
        • kaszka13 Re: maly sukces 30.12.06, 15:56
          Sylwku, to swietna wiadomosc, tylko, zeby kolega nie stchorzyl przed drzwiami
          gabinetu!
          • sylwek07 Re: maly sukces 30.12.06, 16:05
            ee raczej mu to nie grozi bo wie ze jesli nie zacznie tej sesji to bedzie nadal
            sie zle czul i widzi tego skutki.
    • bouquete Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 02.01.07, 03:16
      Ravi - jestem na emigracji 3 lata i tez mam mysli ze to byl wielki blad! Tylko
      ze ja mam tu meza, male dziecko i nie mam mozliwosci powrotu bo nawet jak mnie
      maz pusci to za co bede zyla z dzieckiem, pozatym kocham meza ale boje sie ze
      czasem moze to sie odwrocic przeciwko niemu bo jestem tu tylko dla niego.
      I mysle ze wolalabym byc w Twojej sytuacji bo jestes sama i nic Cie nie trzyma.
      Mozesz zaczac wszystko od nowa w Polsce.

      Ja dzis powiedzialam mojemu ze zrobie ze swojej strony wszytsko zeby byc tu
      szczesliwa i poznac ludzi, ale jak sie nic nie poprawi to on bedzie musial cos
      zmienic czyli wyjechac stad. Daje sobie rok i duzo mi z tym lepiej bo juz mam
      jakis cel, ale czasem mysle ze nawet tego mi sie nie chce, i ten rok zleci
      beznadziejny jak poprzedni i dalej bede w tym samym punkcie co jestem i tak juz
      zostane.

      Moze postaw przed soba podobny cel, zarob jak najwiecej, placuj po godz
      cokolwiek zeby troche zarobic i wrocic z czyms do Polski na poczatek, chyba ze
      masz tam oparcie i ktos Ci pomoze czego bardzo Ci zycze. Powodzenia!!!
    • zwykladziewczyna5 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 03.01.07, 04:26
      Nie rozumiem dlaczego nie mozesz niczym sie zainteresowac. W dobie Internetu
      nie mozesz winic miejsca, w ktorym mieszkasz. Nie mozesz otworzyc ksiazki, albo
      Internetowej encyklopedii Wikipedia i rozwijac swoje zainteresowania? Mozesz
      robic podroze wirtualne po muzeach, na DVD ogladac programy podroznicze. A co z
      nauka nowego jezyka? Ja znam kilka.
      Mysli samobojcze potraktuj powaznie. Ja nigdy nie bylam u psychiatry. Moze to
      blad. Probowalam kilkakrotnie sie zabic (wybralabym pewniejsze metody gdyby nie
      strach, a i tak nie wiem jak przezylam ).Bylam pare razy pasazerem samochodu,
      ktory mial wypadek i inni zgineli albo zostali powaznie ranni. Jakims cudem
      przezylam, nie bylam nigdy ranna. Nie przestalam bac sie jezdzic. Poszlam na
      tor wyscigowy i pojezdzialam naprawde szybko. Potem pracowalam pare miesiecy
      jako kierowca ciezarowek i jezdzilam w fatalnych warunkach pogodowych.
      Dwa razy (!) rozbily sie maly samoloty, ktorymi lecialam ze znajomymi i wszyscy
      oprocz mnie zgineli. Ja wyszlam z tego tylko ze zlamana reka, drugi raz ze
      zlamanymi zebrami. Nie dosc, ze nie zaczelam sie bac latac, to zrobilam
      uprawnienia pilota na male samoloty. Aha, gdy jeszcze nie umialam plywac
      topilam sie w oceanie i jakims cudem ktos mnie zobaczyl i uratowac. Zostalam po
      tym swietnym plywakiem, bralam nawet udzial w triatlonach (plywanie, rower,
      bieg) Doszlam do wniosku, ze nie jest mi dane zginac, ze jakas sila wyzsza chce
      zebym cos zrobila ze swoim zyciem, a nie rozczulala sie nad soba.
      Dzisiaj mam mnostwo zainteresowan i ciesze sie kazdym dniem.
      • adria231 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 03.01.07, 07:33
        Nie wiem,ile lat ma RAVI 10.Moge tylko napisac o tym,czego sama doswiadczylam w
        Australii.Dodam,ze mam +-60 i slaba znajomosc j.angielskiego.Wyjechalam na rok
        do rodziny w Melbourne.Poznalam tam wiele Polek w moim wieku i starszych
        mieszkajacych tam na stale od kilku,a nawet wielu lat.Niektore z nich w podobny
        sposob zachowywaly sie,jak Ravi10.Jedna z tych pan(ktora poznalam na kursie
        j.angielskiego dla Polakow) mawiala,ze gdyby miala w Polsce mieszkanie i jakies
        srodki utrzymania,to na nogach by do Polski wracala(mimo,ze wszystkie jej
        dzieci mieszkaja w Australii).Spędzilam tam rok.Byl to najwsanialszy rok mojego
        zycia.Duzo podrozowalam.Zwidzilam Tasmanie,Centralna Australie wraz z Uluru,a
        czesc australijskiej zimy spedzilam na Gold Cost.Mialam jednak swiadomosc,ze
        nie musze tam zostac na zawsze.To pozwolilo mi tak beztrosko spedzic te
        najwspanialsze wakacje swojego zycia.Dodam po cichu,ze nawet zakochalam sie w
        Australijczyku (a myslalam,ze to wszystko juz poza mna).Oczywiscie ,zdazylam
        sie odkochac i w zaplanowanym czasie wrocilam do Polski.Ja nie potrafilabym
        zamieszkac poza krajem.Wiem,dlaczego.Wspominalam o mojej slabej znajomosci
        j.angielskiego.Brakowalo mi swobodnych pogaduszek z przypadkowymi ludzmi,na
        ktore moge sobie u siebie pozwolic.Bylo mi szczegolnie przykro ,poniewaz ludzie
        mieszkajacy w Austalii sa bardzo otwarci,zyczliwi,sympatyczni.
        Wracajac do Ravi10-powinna zmienic otoczenie,a przynajmniej znajomych.A tego
        faceta z cmentarza gonic od siebie,jak najdalej.
      • asica74 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 03.01.07, 15:09
        o matko, a nie ugryzl cie krokodyl i potem nie zostalas poskramiaczem owych gadow?
        • marjanna1 Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 04.01.07, 10:55
          asica74 napisała:

          > o matko, a nie ugryzl cie krokodyl i potem nie zostalas poskramiaczem owych gad
          > ow?

          smile))))))))))))))
      • asia.sthm Re: Emigracyjny blad - mysli samobojcze ... 03.01.07, 15:21
        zwykladziewczyna5 napisała:
        > ... Doszlam do wniosku, ze nie jest mi dane zginac, ze jakas sila wyzsza
        > chce zebym cos zrobila ze swoim zyciem, a nie rozczulala sie nad soba.

        Tez ten film widzialam . Unbreakable sie nazywa. Jest gdzies jakas inna
        zwykladziewczyna5, ktorej pewnie zebra pekaja nawet jak lekko kichnie.
        Powinnyscie sie spotkac i pogadac od serca.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka