szprota1
18.11.02, 21:30
uskrzydleni diabli
***
nigdy nie śpiewałam tak czysto jak tamtego lata
moje ciało było wygłodniałe
i złociste jak chłodne piwo
z którym tak często tańczyłam
jakże chciało się żyć
w tamte upalne noce
których szkoda było na sen
nawet czas miał wtedy swój smak
(nieco gorzkawy jak przetrawiony alkohol
albo dławiący wstyd
odzyskiwania trzeźwości)
dziś już nie sposób rozdrapywać śladów po bliznach
niemal nie pamiętam
stłumionego płaczu
którego byłam przyczyną
czasem tylko
zostawiasz smugę zapachu
szaleństwa
które wtedy piłam do dna
***
pamiętam dobrze
nie zapomina się spacerów po krawędziach zmiany
był paskudny letni deszcz
(liczyłam na słońce)
błądziłam nie mogąc ciebie znaleźć
te bloki są wszystkie takie same
a nazwiska na domofonach rzucają ci w twarz drwiące anonimowe litery
ktoś mi wtedy pomógł w kontakcie
tak ciepło uśmiechnąłeś się widząc jak zmokłam
pogładziłeś moje wilgotne włosy
i podałeś pachnący tobą ręcznik
już wtedy mogłam zamknąć oczy
i przestać uciekać
ale bałam się tej znajomej bezbrzeżnej pogardy
i niebezpiecznego uroku braku granic
podałam ci ręce
a ty pokazałeś że nic się nie liczy
pamiętam dobrze
jak uciekłam
i powiedziałam że wrócę
bo tęskni się za spacerami po krawędzi zmiany