Dodaj do ulubionych

Uksrzydleni Diabli -ostrzeżenie! Twór własny;)

18.11.02, 21:30
uskrzydleni diabli

***
nigdy nie śpiewałam tak czysto jak tamtego lata
moje ciało było wygłodniałe
i złociste jak chłodne piwo
z którym tak często tańczyłam
jakże chciało się żyć
w tamte upalne noce
których szkoda było na sen
nawet czas miał wtedy swój smak
(nieco gorzkawy jak przetrawiony alkohol
albo dławiący wstyd
odzyskiwania trzeźwości)
dziś już nie sposób rozdrapywać śladów po bliznach
niemal nie pamiętam
stłumionego płaczu
którego byłam przyczyną
czasem tylko
zostawiasz smugę zapachu
szaleństwa
które wtedy piłam do dna

***
pamiętam dobrze
nie zapomina się spacerów po krawędziach zmiany
był paskudny letni deszcz
(liczyłam na słońce)
błądziłam nie mogąc ciebie znaleźć
te bloki są wszystkie takie same
a nazwiska na domofonach rzucają ci w twarz drwiące anonimowe litery
ktoś mi wtedy pomógł w kontakcie
tak ciepło uśmiechnąłeś się widząc jak zmokłam
pogładziłeś moje wilgotne włosy
i podałeś pachnący tobą ręcznik
już wtedy mogłam zamknąć oczy
i przestać uciekać
ale bałam się tej znajomej bezbrzeżnej pogardy
i niebezpiecznego uroku braku granic
podałam ci ręce
a ty pokazałeś że nic się nie liczy
pamiętam dobrze
jak uciekłam
i powiedziałam że wrócę
bo tęskni się za spacerami po krawędzi zmiany
Obserwuj wątek
    • tulka Re: Uksrzydleni Diabli -ostrzeżenie! Twór własny; 18.11.02, 21:41
      No ładnie, Szprotko :-)
      Zwłaszcza pierwsza część mi się podoba... Masz więcej?

      Pozdrawiam :-)
      Tulka
      • szprota1 Mam:) 18.11.02, 22:06
        Ale będę wrzucać po troszku, żeby nie zaspamowac własnego forum i zeby lepiej się czytało.
        Cieszę się, że ci się podoba, Tuleczko:)))
    • aric Re: Uksrzydleni Diabli -ostrzeżenie! Twór własny; 19.11.02, 09:03
      Jak kiedyś powiedziałem Tulce, nie rozumiem poezji, podobnie jak nie rozumiem
      malarstwa. Dlaczego Uskrzydleni Diabli? A swoją drogą, pierwsza część bardzo mi
      sie spodobała jako proza, bardzo zgrabnie dobrane słowa opisu.:)
      • szprota1 Re: Uksrzydleni Diabli -ostrzeżenie! Twór własny;) 20.11.02, 14:11
        Uskrzydleni Diabli to tytuł większej całosci, którą tu wrzucam po kawałku, a jednocześnie tytuł wiersza, który jest jakby kulminacją całej historii, która się przez te wiersze opowiada. (tnx za pozytywną ocenę)
    • zamek Re: Uksrzydleni Diabli -ostrzeżenie! Twór własny; 19.11.02, 10:31
      Hmmmm, Talenta Uskrzydlone Jak Diabli Masz Frateresso :)))
      Czapkuję! i pozdrawiam :)
      WMZ
      • szprota1 Witam Mistrza w Rezerwacie:) 20.11.02, 14:15
        i zapraszam jak najczęściej, niekoniecznie do czapkowania.
    • aard Szapeł ba! 20.11.02, 11:51
      jestem pod wrażeniem i popieram Cię - wrzucaj dalej, ale stopniowo. Poezję
      trzeba w sobie przetrawić, a nie nie pożreć kilkudaniową porcję na raz.
      (I)
      WaitLong&Greet
      • szprota1 zaraz się zaczerwienię/nt 20.11.02, 14:13

        • aric To wtedy będzie.... 21.11.02, 10:25
          Szprota w pomidorach.:)))))))))))
    • yavorius To jest mniam, mniam. Moje wypocinki: 21.11.02, 20:50
      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1896307&a=1896307
      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1851168&a=1851168
    • pijaw ................................... 22.11.02, 22:46
      No, leżę i ledwo dycham tak mnie powaliło...
      Mi, w przeciwieństwie do Szanownych poprzedników blizsza jest część druga...

      Nawet nie wiesz jak trafiłaś we wspomnienia, które się juz zatarły...

      Poleżę jeszcze trochę, dobrze??

      ................................................................................
      ................................................................................
      .....

      Pijaw_.............
    • szprota1 Uskrzydleni Diabli -ostrzeżenie! Twór własny;) 25.11.02, 01:49
      ***
      nie, nie mnie pokochasz
      ty po prostu będziesz o mnie myślał
      pomylisz twarze w lustrze
      ulegniesz niejasnym
      przyjemnym skojarzeniom
      i mimochodem sięgniesz
      po pożyczoną mi kiedyś książkę
      nie będziesz miał
      przetęsknionych białych nocy
      lecz doznasz na mój widok
      nieokreślonej ulgi
      i pod nagłym impulsem
      ugryziesz się w język

      *
      Stanęła w progu, przemoknięta, z dziwnie błyszczącymi oczami.
      - Jesteś pewna? ? zapytałem. Była punktualnie.
      - Nie ? odparła miękko i oddała pocałunek.
      Potem długo uśmiechała się ze zrozumieniem, gdy do niej mówiłem. Znałem ten uśmiech. Bywało, że mnie drażnił. Przecież to niemożliwe, żeby rozumiała wszystkich. Zwłaszcza mnie. Sam siebie nie potrafię czasem pojąć. Widziałem w tym uśmiechu uwodzicielski trick. Nigdy nie myślałem, że kiedyś mi go zabraknie.
      Boleśnie była do Tamtej podobna. Tylko dużo brzydsza.
      Była przewidywalna.
      Dlatego rano w oczach zamiast błagania o jeszcze miała tylko strach, zamknęła się na długo w łazience i nie oddawała już pocałunków.
      Nie winiła mnie. Wiedziała, po co do mnie przyszła. Znała już smak zdrady, żądzę niepokoju i chęć ucieczki.
      Mogłem tylko nauczyć ją lepiej kłamać.
      Teraz przyglądała mi się milcząco. Powinna była już dawno wyjść, a ona odwlekała tę chwilę.
      Jakby liczyła na to, że tak jak wczoraj wyciągnę do niej rękę i powiem: zostań.
      Czekałem, aż zapyta.
      Nie pytała. Nie uśmiechała się. Patrzyła.
      Więc to ja zapytałem, czując niesmak, bo role nie miały się odwrócić: - I co teraz?
      Wzruszyła ramionami.
      Dokładnie tak samo, jakbym wzruszył ja w odpowiedzi na takie pytanie.
      - Przewidziałaś to? ? odgadłem.
      Skinęła głową.
      - Jasnowidzisz? ? spytałem.
      - Rzadko.
      - Więc co było przedwczoraj? Co będzie pojutrze?
      Nie odpowiedziała od razu.
      - To już takie odległe ? rzekła wreszcie.
      I wyszła.
      Wyjrzałem za nią. Pozbyła się ruchów uciekinierki. Odprowadzałem wzrokiem jej drobną, niezręczną sylwetkę i wtedy dostrzegłem znajomy szczegół.
      Przyczepioną do torebki malutką maskotkę Różowej Pantery.
      Dokładnie taką samą jak Tamtej.

      ***
      zrób to ? błagały mnie twoje oczy
      zrobiłem
      a one napełniły się strachem
      chodź tu do mnie
      nie ma przedwczoraj
      to takie odległe
      na kolanach przed tobą
      wyciągam zapraszająco ręce
      nie możesz nie podać mi swoich
      obiecuję
      nie zrobię ci krzywdy
      już nigdy
      jeśli podasz mi ręce
      przestaniesz być
      wylęknioną dziewczynką
      nie uciekaj
      nauczę cię
      wysysać zaufanie do ostatniej kropli
      rozgryźć wrzód obmierzłej naiwności
      już przecież wiesz jak
      mieć niewinne oczy
      i kłamać do upadłego
      • aard dobre wibracje 28.11.02, 12:45
        I'm having the good vibrations
        You've given mi excitation...

        Doczekałem się Szprotko i dziękuję. A jak uznasz, że nadszedł już właściwy
        moment, by...
        Zresztą sama wiesz najlepiej.
        • szprota1 No ciut szybciej niż poprzednio: siup! 30.11.02, 19:51
          ***
          byliśmy na skraju
          w kafelkach odbijała się nasza niemoc
          *
          Kochał się ze mną jak kot. Inaczej: pozwalał się dotykać jak kot, bo tam nie było ani grama miłości, ani nuty miłości, ani włoska miłości, w moim przypadku była to żądza, o której spełnieniu marzyłam od lat i do cna wykorzystałam okazję, by ją zrealizować; z jego zaś strony była to rozpaczliwa, dławiąca chęć zapełnienia pustki po Tamtej.
          Szybko odkryłam, jak i gdzie go całować, by mruczał z zadowolenia. Leżał na wznak poddając się moim pieszczotom, wydawałoby się, bezbronnie wystawiony na mój dotyk, a mimo to bałam się, że zobaczę w jego oczach do obrzydliwości znajomą maskę Wilde?owskiego szyderstwa i bezbrzeżnej pogardy.
          Oczy miał przymknięte.
          Czasem, leniwie, od niechcenia dotykał mnie, nie po to, by odwzajemnić, ale po to, by pokazać, jak pieścić jego.
          Jak kot.
          Nie był ze mną. Był sam, a ja byłam mu jakąś anonimową istotą, dzięki której choć raz mógł się spuścić nie do sedesu, a w gorące, wilgotne gardło.
          Nie wiem, czy to mu robiło jakąkolwiek różnicę.
          Czułam się jak dobra dziwka.
          • maginiak I ja trafiona! 31.07.03, 10:23
            Zadaję sobie tylko pytanie: Dlaczego tak późno??
            Szprotko, pod wrażeniem jestem ogromnym, tym bardziej jeszcze że z zaskoczenia
            zaatakowana...

            • szprota1 Czemu tak późno...? 01.08.03, 10:21
              Ach, nie wiem - tak jakoś wyszło...?
              Cieszę się, że się podoba.
              Ponawiam jednakowoż pytanie: robimy salon poetycki?
              • maginiak Otóż ja.. 01.08.03, 12:05
                ze smutkiem stwierdzić muszę, że ja się na salony poetyckie nie nadaję, bo mi
                talentu tak zwanego zbrakło. Jednakowoż pomysł Twój Szprotko bardzo dobrym mi
                się zdaje, co, nie kłamiąc, z egoistycznych pobudek stwierdzam, do chłonięcia
                twórczości własnej Szprotki oraz jej podobnie uskrzydlonych szacownych kolegów
                i koleżanek gotując się w przedbiegach już.
        • szprota1 Ostro poszło...no to jeszcze jedna porcyjka 30.11.02, 19:54
          USKRZYDLENI DIABLI

          Boisz się trzymać mnie za rękę
          Kiedy stoimy na skraju przepaści
          Tęsknota ściąga głową w dół

          Dla mnie raz miałaś niebieską sukienkę
          Bo nic innego nie mogłaś dać mi
          Skąd miałaś znać późniejszy ból

          Udawaliśmy że nie szukamy się wcale
          Że nie znamy zdrady pokusy
          Za dużo nam było obietnic i słów

          A jesteśmy od siebie najdalej
          Gdy oddziela nas szyba autobusu
          Każdego z nas jest wtedy pół

          Uskrzydleni diabli nie potrzebują motocykli
          Budzą się nocą wraz z niepokojem
          Do smrodu pawia, do chłodu murów przywykli
          On nieufny, ona nieśmiała, wątpiący oboje

          Suną bezszelestnie skrzydłom swym nie wierząc
          Lekkimi zakosami, upici, z zimna drżący
          Zasypiają nad ranem na jednym płaszczu leżąc
          On nieufny, ona nieśmiała, oboje wątpiący

          Teraz już
          Ja nie wydepczę pod oknem żadnej ścieżki
          Nie zapamiętam ani jednej rysy na chodniku
          Nie złowię bez tchu na zasłonie twego cienia

          - minął poranny wstyd, nie musisz już tęsknić
          Piechotą do domu, miastem, w noc daleko
          Pójdziemy już razem bez chwili zwątpienia

          Trzymam cię mocno w ramionach
          Gdy wiatr rozwiewa ci poły płaszcza
          Beze mnie runiesz
          I utoniesz?


          ***
          giniemy w świetle dnia
          jaskrawym wstydzie
          nieprzyzwoicie nowego poranka
          i bólu przeładowanej wstrętem do siebie głowy
          znamy dobrze
          powolną świetlistą agonię
          garniemy się do mroku
          obłąkanej konajączki
          rezonansu mocnych kroków
          w uśpionym mieście
          • szprota1 A tak odkurzyłam coby kulturniej było 12.03.03, 16:45
            ***
            przespaliśmy część naszej miłości
            a sny
            nie chciały nas słuchać
            i swatały nas z sobą co noc
            obudziliśmy się
            brzydsi i grubsi
            mając za złe lustru
            że nie chce nas pamiętać
            ze szkolnych dyskotek

            ***
            przyznaj się
            jeszcze nie jesteś pewien
            czy o mnie marzyć
            czy wolisz mnie mieć
            przecież widzisz
            w moich oczach
            żądzę niepokoju i chęć ucieczki
            skąd wiesz jak spędzam noce bez ciebie?
            skąd wiesz dokąd ucieknę
            i w czyim progu stanę jutro rano?
            trzymaj mnie mocno w ramionach
            gdy wiatr rozwiewa mi poły płaszcza
            bez ciebie runę
            i utonę

            ***
            niemrawo
            przesuwam stopy
            po ścieżce
            gdybym tak mogła
            nie wrócić
            cicho bez żalu zamknąć za sobą drzwi
            wymknąć się po kryjomu
            z ubezwłasnowolnienia
            zimna
            terroru przedmiotów
            • szprota1 Nowa porcja, bo coś mnie wzięło ostatnio 17.04.03, 17:33
              Otworzyłam oczy.
              A więc jednak żyję.
              Niestety.
              Łzy już od dobrych paru chwil ciekły po moich opuchniętych policzkach.
              Płakałam przez sen, a teraz, gdy się obudziłam, nie widziałam powodu, by
              przestać.
              Przynajmniej zamglił się widok znienawidzonych pęknięć na suficie.
              Nie pamiętam czasów, gdy zasypiałam bez nadziei, że się już nie obudzę.
              Nawet wychodząc na balkon mocno trzymam się poręczy, bo letnią nocą tak łatwo
              uwierzyć, że umie się latać.
              Nie potrafiłam zrobić tego raz a dobrze. Kusiły mnie odłamki szkła, z lubością
              wodziłam palcami po ostrzach noży, fascynował mnie widok małych okrągłych
              tabletek. Prowadziłam idiotyczny flirt nie mogąc się zdecydować na pójście na
              całość.
              To przez komputery. W nich nie ma rzeczy nieodwracalnych. Zawsze można wcisnąć
              Esc.
              Chyba że jest awaria systemu.
              Więc ja wolałam na raty. Zapijałam tę obmierzłą, tłustą, pryszczatą kretynkę w
              sobie samej i czasem udawało mi się nie pamiętać, jak bardzo nią się stawałam
              po alkoholu.
              Zasypiałam ciężko, bez pamięci, że mam się obudzić, bez świadomości, że z
              trzeźwością przychodzi nienawiść do siebie.
              Ale zawsze się budziłam.
              Niestety.

              ***
              za spoconymi plecami czai się mrok
              wytrzeszczam oczy w dalekie światło
              coraz wolniej porusza się wahadło
              coraz bliżej równy miarowy krok
              nie ma takiego blasku co rozjaśniłby noc
              meble złowróżbnie wyciągają cienie
              zaraz to się stanie, już tego nie zmienię
              za chwilę nadejdzie nieproszony gość


              ***
              tyka we mnie bomba
              nie śpię po nocach nasłuchując cichych kroków
              lgnę do pełnych kieliszków i mocnych papierosów
              z satysfakcją obserwuję comiesięczną krew
              tęsknie wyglądam balkonem na dziesiątym piętrze
              tego nie można robić samemu
              nie w taką noc
              każdy uwierzy że może latać

              ***
              za dnia jestem senny, chowam twarz w zasłonie
              za dnia bezsilna wściekłość ciągle we mnie płonie
              za dnia czerw zwątpienia moje ciało toczy
              a zapita bezsenność mgli oślepłe oczy

              nocą błoniaste skrzydła z płaszcza kieszeni
              mroźny wiatr w nie łapię i ścigam się z cieniem
              wreszcie jestem sobą i nie muszę się wstydzić
              otwieram czujne oczy, by jak najlepiej widzieć

              lecz gdy zamykam oczy, nie widać w nich lęku
              więc może lepiej już się nie budzić
              przestanę rozumieć, przestanę się łudzić
              zasnę jak po piwie, leciutko, bez jęku

              w snach dużo lepiej śpiewam, lubię wschody słońca
              w snach nie tłukę luster, wreszcie ufam sobie
              w snach znam swoje miejsce i wiem co tutaj robię
              więc niech zasnę wreszcie i śnię je do końca

              ***
              eksplozja dźwięków w mojej głowie
              czy wiesz jak wyczerpuje całodzienny płacz
              gdy unieruchomiona przez nieposłuszne
              przerażone ciało
              mogę tylko kontemplować
              ślady paznokci na własnych policzkach
              patrzeć jak w nieskończoność wydłużają się odległości
              kulić się pod naporem ścian
              dusić się we własnym smrodzie
              hodowlanego zwierzęcia
              bojącego się zagryźć właścicieli
              ***
              Potem przestałam jeść.
              Byłam gruba. Obleśnie, obrzydliwie napompowana tłuszczem i celulitem,
              obrośnięta ohydnymi fałdami i nawisami nieposłusznego, brzydkiego ciała.
              Jedzenie zaczęło mieć smak zjełczałego smalcu albo zapleśniałych warzyw. Może
              pomogłyby przyprawy, ale cieszył mnie brak apetytu. Wreszcie mogłam zmusić
              ciało do takiego wyglądu, na jaki zawsze miałam nadzieję.
              Kiedyś obejrzałam zdjęcia sprzed paru lat i okazało się, że już zdarzyło mi
              się taki wygląd osiągnąć. Przegapiłam to. Wtedy też myślałam, że jestem za
              gruba.
              Straszyli mnie wówczas anoreksją, pamiętam. Jak dziecko Piaskowym Dziadkiem.
              Za bardzo lubię jeść, żeby mi to kiedykolwiek groziło - śmiałam się.
              (Może nawet wtedy umiałam się ładnie śmiać?)
              Nie lubię już jeść. Mam wrażenie, że każdy kęs odkłada się kolejną fałdą na
              udach czy biodrach. Poza tym wszystko śmierdzi wymiocinami.
              Jedząc mam wrażenie, że połykam potwora, który rozrasta się we mnie tkanką
              tłuszczową.

              ***
              nie mogłam zasnąć tamtej nocy
              co chwila zrywały się do lotu
              trzepocące skrzydła moich powiek


              ***
              tutaj się nie śpi
              liczy się pęknięcia na suficie
              odgradza uszy od szelestu opatrunków
              a za to wsłuchuje w ogłupiały organizm
              nasiąkający zimnem szpitalnych ścian
              i daleki klekot zwiastujących nowy dzień
              termometrów
              tutaj się czujnie wytrzeszcza oczy
              we fragmenty własnego ciała
              obce jak odcisk palca gipsowego
              tutaj się nie śni
              bo w snach wszyscy są kulawi

              ***
              jak opowiedzieć o spowszedniałej bezsenności
              i poszarpanych mglistych godzinach
              wilki w klatce bólu
              wodzą przerażonymi oczami
              za zielonym kitlem
              milcząco podporządkowują się
              tajemnym rytuałom zastrzyków i kroplówek
              noc jest do płaczu
              w nocy wreszcie sami z sobą
              bez zawodowej życzliwości
              i nienawistnych wprawnych gestów pielęgniarek
              ciało wydłuża się w kilometry
              wytęsknione światło spoza drzwi
              aby do zimnego świtu

              ***
              na skraju mego gniewu
              gęste cuchnące mgły
              tam drzemią demony
              i wciąż błądzisz ty
              może kiedyś puścisz moją rękę i pofruniesz
              może kiedyś uwierzysz, że masz świat u stóp
              ale teraz trzymam cię mocno, bo runiesz
              (tęsknota ściąga głową w dół)
              pijane ślepe dziecko
              zapijające wstyd
              zbyt przerażone, by umrzeć
              zbyt bezradne, by żyć
              może kiedyś sama stwierdzisz, że jesteś już gotowa
              może kiedyś lęk wyskoczy przed tobą na bruk
              ale teraz, gdy mnie nie ma, jest cię połowa
              i nie chcesz się budzić z pijanego snu

              ***
              przegryzanie pępowiny jednak trochę boli
              skąd zresztą miała wiedzieć że będzie tyle krwi
              przestanie wreszcie śmierdzieć i wyjdzie ze swej roli
              maskotki, co nad kominkiem przestała już tkwić


              *
              Miała w sobie drażniącą, podniecającą ufność i bierność małej dziewczynki,
              która niczego nie podejrzewając wsiada do samochodu pedofila.
              Tylko że mała dziewczynka po zatrzaśnięciu drzwiczek nie uśmiechnęłaby się
              porozumiewawczo
              *
              Kiedy byłam małą dziewczynką, siedemnastolatek sadzał mnie na kolanach przodem
              do siebie, rozpinał i kazał się głaskać. Kierował moje dłonie. Zaczynałam od
              jasnej gładkiej z brązowymi guziczkami sutek, by schodząc w dół zainteresować
              się na dłużej pomarszczoną krzywizną brzucha. Granicą, poniżej której nie
              pozwalał mi się dotykać, był tajemniczy obszar pod pępkiem naznaczony kreską
              czarnego owłosienia.
              Byłam z siebie dumna, gdy wzdychał z rozkoszą.

              ***
              Muszę go z siebie wyrzygać
              Muszę puścić pawia
              Do ostatniej kropli, do ostatniej kropli
              Jaką we mnie zostawił

              Mała dziewczynka w samochodzie pedofila
              Wsiada ufnie i biernie - wzbiera nagle żądza
              Zatrzaskuje drzwiczki, mija dłuższa chwila
              Uśmiecha się naiwnie. Uśmiecha się znacząco.

              Klękam nagle przed nią, wyciągam ręce do niej
              “Chodź, malutka, i pokaż, na co ciebie stać”
              Spokojnie podaje mi spocone lekko dłonie
              “Decyduj za mnie, prowadź, nie będę się już bać”

              Ktoś kiedyś jej powiedział o wytrawnym smaku zdrady
              Ktoś kiedyś sadzał ją u siebie na kolanach
              Ktoś kiedyś nauczył ją jak mieć niewinne oczy
              I jak mimo to do upadłego kłamać

              Przewraca mnie na plecy i nadaje rytm
              Dopóki cały świat nie będzie wielkim palem
              Jej oddech śmierdzi piżmem, szepcze: “Jesteś mój”
              Więc zdzieram ją z siebie jak dmuchaną lalę

              Kogo chciałaś uwieść, żałosna smarkulo?
              Ty już teraz wiesz, że wszystko z tobą mogę
              Nie żałuję, że nie chce mi się nawet podnieść ręki
              Czujesz, jak w twoje oczy wchodzi zimna trwoga?
              Muszę ją z siebie zmyć,
              Muszę zedrzeć skórę
              Muszę zedrzeć z siebie
              Jej dziwkarską naturę
    • neochuan Przepraszam, że się wcinam, ale... 09.05.03, 14:19
      ...znalazłem bardzo ładne rymy z remanentu, czyli wczesny huan lat 13 i 3/4:

      CZĘSTOCHOWA BAJNAJT

      Gdy pełźnie noc
      Czai się nic
      W niczym zanika
      Jasność chodnika
      (Negatyw lampy płynie gdzieś w mrok)

      Psa echo szczeka
      Na cień człowieka
      Lecz w krawężnikach
      Cisza chodnika
      (Niczym nieznany w nawiasach x)

      Płynąc zaś przetnie
      Betonu kostki
      I wysmukleje
      Gdzieś poza wszystkim

      O, czarne serce
      Pustego miasta
      Dwa psy zawyły
      Bije dwunasta
      • aard Pochwała wieczorów miejskich 09.05.03, 15:44
        bodaj Baczyńskiego się przypomina. Posłuchajcie w wersji Turnaua z
        albumu "Naprawdę nie dzieje się nic" (pierwszy)
        • neochuan Re: Pochwała wieczorów miejskich 09.05.03, 15:54
          Też Często Chowa?
        • maginiak Zupełnie nie na temat ale... 01.08.03, 12:11
          ja w Częstochowie na Baczyńskiego mieszkałam:)))))
      • szprota1 Ależ wcinaj się Neochułanie, wcinaj 15.05.03, 13:18
        Wszelkie wcinania są mniamniuśne i mile widziane...
    • neochuan Na motywach drogiego Toma W.: 15.05.03, 15:39
      Wszystkie,
      Wszystkie te piękne panie
      Wszystkie, jak jeden mąż
      Pragnęły słodkich perfum
      Z róż, ale róże nigdy
      Nie urosły i nie rozkwitły
      I wszystkie pragnęły nowych sukni
      Lecz żadna nie miała ani kłębka wełny
      Bo owce się utopiły w zatoce...
      Piły w zatoce...
    • szprota1 Pomysł: 30.07.03, 17:03
      Założymy salon poetycki?
      Poeci i inni literaci z łaski Świataczej publikowaliby się tu i Na Pewnej
      Zaprzyjaźnionej Stronie, a z czasem mieliby szansę na wieczorek autorski i
      obecność w jakiejś antologii. Ewentualnie osobny tomik.
      Co wy na to? To JEST realne!
      • aard To by zainteresowało Maćka 18.08.03, 10:05
        Tego od magdy, co byli u mnie na imprezce. Dam mu znać.
    • szprota1 Podbijam ten wątek 03.10.03, 14:55
      Choć widzę, że pomysł zaintresowania nie wzbudził. Trudno.
      W każdym: we wtorek, 7 października jest kolejne zderzenie z poezją w Zapiecku.
      Start klasycznie 20.00, wsiem prigłaszajem. A MZtka będzie wówczas rozmawiać z
      Pewnym Ważnym Człowiekiem(*) nt rozkręcenia tego pomysłu (publikacji i
      wieczorków autorskich).
      --
      (*) czyli Wojtkiem Kądziela, autorem tomiku "Poezje żebrane"
      • edzioszka Re: Podbijam ten wątek 03.10.03, 18:28
        skąd wiesz, iż nie wzbudził? pobudził moje zainteresowanie ;)
        • szprota1 W takim razie 09.10.03, 13:02
          Podrzuć swoje teksty via mail, ta sama zresztą prośba do wszystkich, którzy
          chcą swoje rzeczy wyjąć z szuflady - i kombinujemy pierwszy wieczorek.:)))))
    • finneznam Zachmutnie zasmycony... 09.10.03, 15:00
      ..podziękuję kołokonotatką z Dworca Bytomskiego, 26 stycznia 1991, otóż zaraz odjeżdża pociąg hei w Heimat a ja właśnie
      głupio najgorsze że tak głupio straciłem powody żeby do Bytomia wracać kiedy się da bezpośrednim trzecia rano z minutami
      a pamiętam ten awrukiskweruk nastrój rozstrój mandoliny a najsmutniejsze że roznosicielkę nastrojów widziałem po latach
      na ulicy chyba pięciu w Katowicach i choć nic nie zmieniliśmy, nie poznała czy nie chciała czy ja wiem do czego lepiej przyznać
      się w zeznaniu upadkowym. W każdym razie po Bytomiu były mocowanki z absolutem, parę czarnych ubrań, parę jasnych grobów,
      zabaw tyleż głupich co pamiętnych a potem juz tylko to tylko ja a jeśli mam rzucić byle jakąś puentę to proszę bardzo nie jeździć
      na kolonie bo wszędzie się można zresztą było minęło:

      Ostatni raz: wchodzę w cień tablicy z rozkładającymi się rozkładami jazd: Rozjaśniam się:
      To papieros: Pali: Palce: Lizać: skupione na Maldororze do czytania podczas jazdy o będę ja
      cię czytał i będę czytał długo: czy to jakiś płacz do wewnątrz: mam za sobą: Ani ten przed sobą:
      Nie pomaga na koniec nie tylko papierosa nie pali się przede sobą mam jeszcze: kwadrans

      ----------
      A zapatrzyłem się w przeszłosć aż tu trzecia tym razem po południu i spóźniłem się na powrotny :(
    • szprota Ostatnia porcja 02.12.03, 15:15
      *
      Zdrada wcale nie ma wytrawnego smaku. Zdrada ma słony, lekko gryzący smak
      spermy wystrzelonej prosto w usta.
      *
      Była pierwszą kochanką, która mój orgazm szczytowała razem ze mną.


      JEJ ŚWIATŁO

      Machinalnie zamykam okno, gdy wiatr się wzmaga
      I nie wiedząc, co czynię, mówię: “Paskudna noc”
      Zaszywam się pod kocem, bezpieczny i nagi
      Nie przeczuwając, że wkrótce nadejdzie Dziki Gon

      Pozwól mi stanąć zmokniętą w twoim progu
      Poczęstuj herbatą w kolorowym kubku
      Oświetl moje samotne, zakazane trwogi
      Wycisz moje uszy z bezdomności smutku

      “Jak fascynująco krwawiłeś”, mówiła mi tamta
      Tęsknota była o krok, a tak się jej boję
      Ale odepchnęła mnie po ostatnim pocałunku
      Na progu ciemnego, pustego już pokoju


      Pozwól mi się wyrwać spod twojego cienia
      Dość mam tego mroku, zostaw moje skrzydła
      Daj mi spacerować po krawędzi płomienia
      Twoja charyzma już mi obrzydła

      Stało się jednak
      Spakowała się już
      Przestało nią pachnieć
      Poznałem ten ból
      Tylko jeszcze jej ciepło w ścianach
      Na półkach po płytach kurz
      I nie umiem wyrzucić jej listów
      I pod stopami mam tylko muł

      Nie jest mi dobrze i nigdy nie będzie
      Błagam, potłuczcie wszystkie lustra
      To właśnie ja intruzem jestem wszędzie
      To w moich piersiach zieje pustka

      Czego tak się boję
      Czego tak mi brak
      Nic nie potrzebuję
      I lubię być sam
      Krew na oczach prześcieradłem
      Tylko skąd to ciepło ścian
      Może jednak tęskniła za światłem
      Choć jej światłem byłem ja. (Miałem być ja)

      ***
      starcy i koty odchodzą jesienią
      gdy wieczny mrok spowija nagą ziemię
      wybuchają dla nich liściaste kurhany
      deszcz rozmazuje się na szybie zielonym brokatem
      (lekarstwo ma wtedy smak lodowatej łyżeczki)
      gdy cały świat przesiąka smrodem palonych liści
      i wszystko pulsuje gęstą mgłą
      najbezpieczniej jest w wannie
      wypełnionej po brzegi
      karminową cieczą
      (może obudzę się w niej
      zadziwiona twoją miłością
      której nie udało mi się zabić)
    • neochuan komputer dla poety... 27.02.04, 18:32
      ... a właściwie klawiatura powinna zawierać klawisze takie jak n.p.:

      -poszum wichru w mrozach lutowych kikutów karkonoszy
      -dudnienie przypływu u wybrzeży falochronów
      -szept (w słońcu) liści w szeleście wrześniowych brzóz
      -ciszę listopadowych szronów o poranku na pustej hali
      -upojenie nocą gdy kwitną malwy (niech będą i morwy :)
      oraz żadnego escape, end
      zaś
      -home oznaczałby tykanie starego zegara
      • neochuan komputer dla poety - uzupełnienie 29.02.04, 16:52
        backspace - umożliwia podróż w czasoprzestrzeni, patrz książki S.Lema
        • aard Re: komputer dla poety - przepiękne! 01.03.04, 10:59
          ctrl+g - zachwyt
    • neochuan 10% wspomnień 09.03.04, 15:57
      w 90% zaś jesteśmy wodą
      tylko dlaczego jeszcze przed świtem
      wanna po brzegi
      pełna jest krwi?
      ~~~~~~~~~~~~~~~~
      ~~~~~~~~~~~~~~~~
      ~~~~~~~~~~~~~~~~
      ~~~~~~~~~~~~~~~~
      ~~~~~~~~~~~~~~~~
      ~~~~~~~~~~~~~~~~
      ~~~~~~~~~~~~~~~~
      ~~~~~~~~~~~~~~~~
      ~~~~~~~~~~~~~~~~
      ~~~~~~~~~~~~~~~~
      ~~~~~~~~~~~~~~~~
      ~~~~~~~~~~~~~~~~
      ~~~~~~~~~~~~~~~~
      ~~~~~~~~~~~~~~~~
      ~~~~~~~~~~~~~~~~
      ~~~~~~~~~~~~~~~~
      bzybzy
      jest czerniną pamięci
      gzywzy
      brak amnezją i

      bo nawet brak
      JEST

      beeeeeeeeeeee
      gieeeeeeez
      ...................................
    • huann Re: Uksrzydleni Diabli -ostrzeżenie! Twór własny; 09.03.05, 14:51
      ratujmy, bo inaczej folklor huculski stanie się furmankami powożonymi przez
      bałagułów hieratyczną emfazą nieprzyjazną naturze kina i statyką bliższą
      ekspozycji muzealnej niż wizualnej swobodzie, którą oddycha film huculski.
      • szprota e 09.03.05, 15:12
        czy ja wiem, czy warto...?
        • huann Re: e 09.03.05, 15:14
          no to usuń wszystek wątek, a folklor huculski stał się furmankami powożonymi
          przez bałagułów hieratyczną emfazą nieprzyjazną naturze kina i statyką bliższą
          ekspozycji muzealnej niż wizualnej swobodzie, którą oddycha film huculski :P
          • szprota e 09.03.05, 15:30
            nie warto...
            • aard jakto?! 09.03.05, 16:30
              JAKTO??!!
      • huann Re: Uksrzydleni Diabli -ostrzeżenie! Twór własny; 08.03.06, 02:43
        huann napisała:

        > ratujmy, bo inaczej folklor huculski stanie się furmankami powożonymi przez
        > bałagułów hieratyczną emfazą nieprzyjazną naturze kina i statyką bliższą
        > ekspozycji muzealnej niż wizualnej swobodzie, którą oddycha film huculski.

        po roku znów ratuję. może za rok znów uratuję. może dwa.
        • moostank Odskrzydlony diabeł - uwaga 11.03.06, 01:07

          • moostank Odskrzydlony diabeł - uwaga 11.03.06, 01:30
            cześć, poznajesz?
            pani mnie nie pamięta...
            to było gdzieś tak nad ranem
            przytomności w każdym razie w tym nie było za wiele
            za wszelką cenę dorabiam do tego filozofię...
            ...dorabiałem...
            na zielono ubrany wychudły impertynent w oficerkach
            ustawiał w szeregu i wydawał komendę: DO CIERPIENIA...
            ...dorabiałem? nadal dorabiam!
            łudzę się, że że te czarne poły dawno odpadły
            że już naprawdę nie potrzebuję motocykla
            jednak
            wciąż ten zawszony zgred ma się gdzie schować
            i żeruje pod drugim dnem
            warto i nie warto
            było i niema
            przestrzeń i radość
            biało-bura kotka słysząc mantrę
            przychodzi i kładzie się na kolanach
            i rozpoczyna swój taniec z rozkoszą
            idealnie egoistyczna
            nie ma wyboru: cierpi...
            • moostank przepraszam 11.03.06, 01:34
              przepraszam że spbie pozwoliłem
              przepraszam że niechcący wcisnąłem enter za pierwszym razem
              przepraszam że przepraszam...
              ależ co wódz?!?!
    • cassani co to jest ksrzydlo? 09.03.06, 15:15
      czy to co diabeł ma tam gdzie?
    • czlowiek.paroovka A macie coś o uskrzydlonych parówkach? 03.03.07, 12:40
      V2!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka