Dodaj do ulubionych

I jeszcze satelita spadnie...

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.08, 02:21
Amerykanie stracili kontrolę nad dużym satelitą wojskowym. Spadnie
pod koniec lutego lub w marcu.

edition.cnn.com/2008/TECH/space/01/26/dead.satellite.ap/index.html

Ciekawe, czego się boja? Czy tylko tego, że jest wielki i dosięgnie
Ziemi, czy tajemniczego "hazardous material"? Czy ten materiał to
przypadkiem nie pluton z ogniwa zasilającego?
Obserwuj wątek
    • dalatata Re: I jeszcze satelita spadnie... 27.01.08, 02:24
      a przepraszam ze glupio zapytam (choc pytam szczerze), dlaczego
      spadnie a nie spali sie w atmosferze. na filmach to sie zawsze
      wszystko pali, chyba ze bruce willis musi poleciec o wybuchnac cos w
      kosmosie. czy moglby ktos wyjasnic mi jak to jest (prosze bez
      wzorow, tylko tam 'po ludzku', jak dla polonisty).
      • pomruk Re: I jeszcze satelita spadnie... 27.01.08, 02:33
        To zależy od wielkości obiektu i jego gęstości. Wielkie obiekty nie
        spalają się całkowicie i ich części spadają na Ziemię. Np. Skylab
        (amerykańska stacja orbitalna, coś ok 70 ton masy) spadła do Oceanu
        Indyjskiego i częściowo na Australię. Salut 7 spadł w Andach, zaś w
        Kanadzie spadł swego czasu rosyjski Kosmos z generatorem prądu
        zawierającym - o ile pamiętam - uran. W tym ostatnim przypadku część
        satelity była mała, ale miała dużą gęstość.
        • Gość: kamilT Re: I jeszcze satelita spadnie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.08, 02:38
          Bardzo duże obiekty mają sterowany tor lotu w ostatniej fazie - po
          to by ich szczątki nie dotarły na Ziemię. Tak było np. z radzieckim
          Mirem. Ten zaś satelita wyszedł spod kontroli i nie wiadomo gdzie
          spadnie. Masy nie podano, niestety.
          • Gość: Kagan Re: I jeszcze satelita spadnie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.08, 17:09
            Mam nadzieje, ze na Pentagon albo Bialy Dom (ew. Kongres) a nie na
            Europe!
          • Gość: dalatata Re: I jeszcze satelita spadnie... IP: *.dynamic.dsl.as9105.com 27.01.08, 21:20
            a jak to jest mozliwe ze jedne spadaja a drugie nie? i jeszcze
            jedno - ja zawsze myslalem ze spalanie w atmosferze spwodowane jest
            tarciem o powietrze, ze sie tak wyraze. a gdzdie slyszalem ze to
            kompresja powietrza spowodowana przez predkosc.czy moglbym poprosic
            o wyjasnienie?
            • Gość: kamilT Re: I jeszcze satelita spadnie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.08, 21:36
              Wszystkie satelity płoną - właśnie na skutek gwałtownego tarcia o
              powietrze atmosferyczne. Jedne zdążą się spalić całkowicie (te
              mniejsze) inne nie zdążą przed spadkiem na Ziemię. Satelity o masie
              kilkanaście kg na pewno się spalą, te o masie kilkanaście ton
              zazwyczaj dolatują do powierzchni Ziemi - przynajmniej ich spore
              szczątki. W tym przypadku chodzi prawdopodobnie o wielkiego satelitę
              szpiegowskiego - takie właśnie mają masę kilkunastu ton i stanowią
              zagrożenie. Małym satelitą nikt by sobie głowy nie zawracał!
            • Gość: w++ Re: I jeszcze satelita spadnie... IP: *.ruda-slaska.sdi.tpnet.pl 28.01.08, 00:05
              Gość portalu: dalatata napisał(a):

              > a jak to jest mozliwe ze jedne spadaja a drugie nie?

              To kwestia wysokości orbity nad Ziemią. Resztki atmosfery lekko wyhamowują
              satelity tak że są skazane na spadnięcie prędzej czy później. Dla orbit rzędu
              300km nad Ziemią to kwestia nawet paru miesięcy, czy pojedyńczych lat, dla
              wyższych to mogą być dziesiątki, setki lat. Dlatego satelity mają zwykle zapas
              paliwa by się regularnie "podciągać". To samo tyczy ISS, którego tempo opadania
              dochodzi nawet do ok. 4km na miesiąc.

              > i jeszcze
              > jedno - ja zawsze myslalem ze spalanie w atmosferze spwodowane jest
              > tarciem o powietrze, ze sie tak wyraze. a gdzdie slyszalem ze to
              > kompresja powietrza spowodowana przez predkosc.

              I jedno, i drugie. Okazuje się jednak że samo tarcie stanowi dość mały składnik
              w powstawaniu ciepła (zdaje się kilka procent) a największym jest właśnie
              sprężanie powietrza przed spadającym obiektem. I co ciekawe, dla lotu przez
              wysokie warstwy atmosfery, ciśnienie końcowe powietrza, kiedy się nagrzewa do
              tysięcy stopni jest ledwo rzędu 1 atmosfery.
              W kontekście destrukcji spadających satelitów, pojęcie spalania w atmosferze też
              może tu nie jest do końca ścisłe. Wobec wydzielającej się ilości ciepła raczej
              przeważają procesy topienia czy odparowywania materiałów a utlenianie to już
              sprawa wtórna.
              Jak ogromna jest to energia to dośc obrazowo ilustruje to przykład promu
              kosmicznego, który wracając z kosmosu w kilkanaście minut wytraca w formie
              ciepła energię jaką zużywa 300000 gospodarstw domowych przez całą dobę.

              www.nasa.gov/centers/ames/research/2007/faq-shuttlereentry.html


              • dalatata Re: I jeszcze satelita spadnie... 28.01.08, 00:19
                dzieki.

                to jak to jest mozliwe ze to jedna atmosfera a takie gorace?

                i jeszcze jedno - bylo juz o tym tu (KamilT - dziekuje), czy ja
                dobrze rozumiem, ze jesli zawsze musi spac, to na czym polega owa
                kontrola toru lotu, na spadaniu tam gdzie my chcemy?
                • madcio Re: I jeszcze satelita spadnie... 28.01.08, 00:24
                  > ze jesli zawsze musi spac
                  Zawsze, hmm. To wartosć względna. Satelity na geostacjonarce mogą być tam
                  dość... długo. :D
                  • dalatata Re: I jeszcze satelita spadnie... 28.01.08, 00:31
                    a jak juz przyjmiemy ze zawszosc jest wzgledna :-)
                • Gość: w++ Re: I jeszcze satelita spadnie... IP: *.ruda-slaska.sdi.tpnet.pl 28.01.08, 02:13
                  dalatata napisał:

                  > to jak to jest mozliwe ze to jedna atmosfera a takie gorace?

                  Dla mnie też było to nieco zaskakujące. Ale tu chodzi bardziej o stopień
                  spężania a początkowe ciśnienie jest bardzo niewielkie, rzecz się dzieje na
                  wysokości kilkudziesięciu kilometrów. Szkoda że nie potrafie teraz znaleźć tego
                  artykułu na Nasie, bo tam to ładnie ilościowo były podane te wszystkie sprawy.


                  > dobrze rozumiem, ze jesli zawsze musi spac, to na czym polega owa
                  > kontrola toru lotu, na spadaniu tam gdzie my chcemy?

                  Warunkiem kontroli jest posiadanie przez satelitę paliwa i możliwość nim
                  sterowania. Jeśli tego nie ma to satelita krążąc coraz niżej podlega coraz
                  większemu oporowi atmosfery obniżając się coraz bardziej aż wpadnie w gęstsze
                  warstwy i zacznie już konkretnie spadać. Rzecz w tym że opory wysoko w resztkach
                  atmosfery są niejednorodne i bardzo zmienne. Zależą m.in. od chwilowej
                  aktywności słońca. Nie da się tego w żaden sposób przewidzieć, szczególnie w
                  dłuższym okresie. Uwzględniając prędkość satelity, nawet przybliżone szacunki do
                  powiedzmy godzin zupełnie na nic się nie zdadzą, bo dają błąd wielkości całej
                  orbity.

                  Kontrolowane schodzenie z orbity polega na precyzyjnym co do miejsca i czasu
                  wykonaniu odpowiedniego manewru silnikiem. Tak właściwie to jest to tylko manewr
                  zmiany orbity z kołowej na eliptyczną ale tak dobraną że jej tor przecina pod
                  odpowiednim kątem krawędź atmosfery znajdującą się gdzieś na wysokości 120km.
                  Tam już zaczynają przeważać siły oporu powietrza i obiekt już leci w z góry
                  określone miejsce na Ziemi. Z praktyki wiadomo że daje się uzyskać precyzję
                  lądowania rzędu kilkunastu kilkudziesięciu kilometrów tylko dzięki precyzyjnemu
                  odpaleniu silników zrobionemu gdzieś z godzinę wcześniej na orbicie.
                  • pomruk Re: I jeszcze satelita spadnie... 28.01.08, 02:29
                    Gość portalu: w++ napisał(a):

                    >
                    > Warunkiem kontroli jest posiadanie przez satelitę paliwa i
                    możliwość nim
                    > sterowania. >
                    > Kontrolowane schodzenie z orbity polega na precyzyjnym co do
                    miejsca i czasu
                    > wykonaniu odpowiedniego manewru silnikiem. Tak właściwie to jest
                    to tylko manew
                    > r
                    > zmiany orbity z kołowej na eliptyczną ale tak dobraną że jej tor
                    przecina pod
                    > odpowiednim kątem krawędź atmosfery znajdującą się gdzieś na
                    wysokości 120km.

                    Pewnym sposobem na kontrolę hamowania satelity jest też jego
                    odpowiednia orientacja wzl. kierunku lotu - odpowiednio orientując
                    można zwiększyć lub zmniejszyć opór atmosfery na jakimś odcinku
                    orbity. Zmiany orientacji dokonuje się też przy użyciu silniczków,
                    ale innych niż napędowe. Co więcej, mozna zmieniać orientację przy
                    użyciu żyroskopów. Ten ostatni sposób był używany przy
                    spadku "Skylaba" - z częściowym tylko powodzeniem ("trochę się
                    udało"). Powiódł się natomiast w przypadku innego dużego satelity -
                    o ile pamiętam był to Compton Gamma Ray Obserwatory.
                    • Gość: w++ Re: I jeszcze satelita spadnie... IP: *.ruda-slaska.sdi.tpnet.pl 28.01.08, 02:59
                      pomruk napisał:

                      > Pewnym sposobem na kontrolę hamowania satelity jest też jego
                      > odpowiednia orientacja wzl. kierunku lotu - odpowiednio orientując
                      > można zwiększyć lub zmniejszyć opór atmosfery na jakimś odcinku
                      > orbity.

                      Dzięki że uzupełniłeś. Tego akurat nie wiedziałem.
                      Gdzieś czytałem że wciąż dość duży nacisk jest kładziony na ciągłe badanie
                      problemu zmienności oporu atmosfery na najniższych orbitach i modelowanie tego
                      zjawiska dla praktycznych celów. Zdaje się gdzieś w materiałach dotyczących
                      misji promów. Dlatego że po starcie przez pewien czas przebywają na niskiej
                      przejściowej orbicie gdzie nawet przez kilka dni te opory są bardzo znaczące dla
                      kwestii późniejszego spotkania promu z ISS.
                      • pomruk Re: I jeszcze satelita spadnie... 28.01.08, 03:20
                        Mało znany jeż też fakt, że największym satelitą, który spadł w
                        sposób niekontrolowany, był radziecki "Poljus" w 1987 roku. Ważył 80
                        ton, wyniesiony był przez rakietę "Energia". Nie zdołał wejść na
                        orbitę i wpadł do Oceanu Spokojnego wkrótce po starcie. Jest to
                        obiekt mało znany, gdyż był prototypową/eksperymentalną bojową
                        stacją kosmiczną i do tej pory Rosjanie niechętnie o nim mówią.
                        Szczegóły - np. Encyclopedia Astronautica:

                        www.astronautix.com/craft/polyus.htm
                • Gość: w++ Re: I jeszcze satelita spadnie... IP: *.ruda-slaska.sdi.tpnet.pl 28.01.08, 03:25
                  dalatata napisał:

                  > dzieki.
                  >
                  > to jak to jest mozliwe ze to jedna atmosfera a takie gorace?


                  Właśnie znalazłem obszerny cytat z tego artykułu o którym wspominałem (sam
                  artykuł Johna Balboniego tłumaczący pięknie zjawiska, który sam czytałem parę
                  miesięcy temu, jakoś zniknął z serwerów Nasa, choć jest w kilku miejscach do
                  niego nawiązanie).


                  www.nasa.gov/centers/ames/research/2006/orionheatshield.html

                  (akapity na samym dole strony)

                  Jest tu właśnie wyjaśnione dokładnie dlaczego tylko jedna atmosfera a tak gorąco.
                  Poprawię też swoją wcześniejszą wypowiedź: czynnik tarcia to mniej niż jeden
                  procent ciepła wydzielanego przy spadku z orbity.
                  • Gość: dalatata dziekuje bardzo! IP: *.dynamic.dsl.as9105.com 28.01.08, 10:41
                    niezwykle to ciekawe!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka