Gość: stolicznyj
IP: *.aster.pl / *.aster.pl
14.01.05, 10:29
Rankiem 14 stycznia 1945 roku, 60 km na południe od Warszawy, potężny huk
zmasowanego ognia artyleryjskiego przerwał ciszę, panującą od wielu tygodni
na froncie wzdłuż Wisły. Wojska 1-ego Frontu Białoruskiego dowodzonego przez
słynnego marszałka Georgija Żukowa, rozpoczęły natarcie na froncie
warszawskim.
Tego dnia, z przyczółka warecko-magnuszewskiego nastąpił atak 5-ej armii
uderzeniowej i 8-ej armii gwardii w kierunku zachodnim (następnego dnia
dołączyła do ich natarcia 1-a armia pancerna). W kierunku północno-zachodnim
ruszyła 61-a armia, która napotkała jednak silny opór na umocnionej linii
rzeki Pilicy. Wybuchły zażarte walki. Niemiecki 8. korpus 9-ej armii na
początku bronił się twardo, utrzymując tam obronę przez prawie dwie doby.
Jednak w godzinach południowych 15 stycznia radzieckie uderzenie zostało
spotęgowane gdy do bitwy weszła dodatkowo 2-a armia pancerna, kierując swoje
natarcie na Sochaczew. Front niemiecki został przełamany. Wehrmacht rozpoczął
odwrót, który rychło zmienił się w chaotyczną ucieczkę. W powstały wyłom
runęły masy sowieckich czołgów, a za nimi piechota. Wieczorem tego samego
dnia Rosjanie zajęli Grójec, po czym kontynuując natarcie ich czołgi wdarły
się szturmem do Mszczonowa i po całonocnej walce zdobyły miasto, rankiem 16
stycznia. Tego samego dnia o godzinie 17.00 padł Żyrardów. Jednocześnie
sowieckie czołówki pancerne osiągnęły Sochaczew, i wychodząc na tyły
warszawskiego zgrupowania Wehrmachtu, przecięły główną drogę Warszawa-Poznań.
Tymczasem, 15 stycznia o godzinie 10.25 ruszyła do natarcia 47-a armia, z
pozycji wyjściowych na linii Jabłonna-Legionowo-Olszewnica-N arew. Zmiotła
obronę niemiecką w widłach Wisły i Narwi i jeszcze tego samego dnia w
godzinach popołudniowych, zajęła Nowy Dwór Mazowiecki. Następnie z marszu,
pod osłoną ciemności sforsowała Wisłę i rozwinęła natarcie przez Puszczę
Kampinoską w kierunku na Błonie. Wieczorem 16 stycznia jednostki sowieckie
zbliżyły się do miasta.
Zarysował się pierścień okrążenia wokół warszawskiego zgrupowania Wehrmachtu.
Niemieckie linie zostały zmiażdżone. Front obronny na Wiśle przestał istnieć,
a wśród pośpiesznie cofających się wojsk, zapanował kompletny chaos. System
dowodzenia rozpadł się. Na drogach niemieckiego odwrotu przez Wisłę, Pilicę
oraz na zachód od Warszawy miały miejsce dantejskie sceny: poszczególne
oddziały wpadały na siebie blokując sobie wzajemnie drogę ucieczki, drogi i
bezdroża były pełne uciekających w panice maruderów i przemieszanych
żołnierzy z różnych rozbitych jednostek. Padali oni łatwym łupem sowieckiego
lotnictwa, które zbierało krwawe żniwo. Błyskawiczny postęp ofensywy
spowodował zupełny zamęt po stronie niemieckiej. Charakterystyczne wydarzenie
miało miejsce np. w Żyrardowie. Jeden z atakujących czołgów, dowodzony przez
st. sierż. A. Kononkowa, jako pierwszy na pełnym gazie wjechał na ulice
miasta, całkowicie zaskakując jego załogę. Czołg Kononkowa zniszczył ogniem z
armaty i rozjechał swoimi gąsienicami 3 działa, 4 samochody i 37 wozów
taborowych pełnych amunicji i sprzętu bojowego, a następnie samotnie przedarł
się na dworzec kolejowy i zablokował drogę odjazdu transportowi wojskowemu.
Podobne sceny miały miejsce także w innych miasteczkach na zachód od
Warszawy, gdzie sowieckie zagony pancerne siały spustoszenie w niemieckiej
obronie, np. w Sochaczewie, gdzie śmiałym rajdem wdarł się do miasta batalion
czołgów kpt. Głuchowa, uniemożliwiając Niemcom zorganizowanie obrony
(szczególnie brawurowy czołgista, Władimir Korsakow, otrzymał po wojnie tytuł
honorowego obywatela miasta).
Sytuacja operacyjna Festung Warschau (Twierdzy Warszawa), pogarszała się z
godziny na godzinę.
Powstały sprzyjające warunki operacyjne do bezpośredniego ataku 1 Armii WP na
miasto. W nocy z 16 na 17 stycznia jej jednostki sforsowały Wisłę w rejonie
Łomianek na północ od stolicy oraz na południe od niej w okolicach Góry
Kalwarii, szykując się do dwustronnego koncentrycznego natarcia na Warszawę.
Jeszcze tej samej nocy, jednostki 1 Armii osiągnęły przedmieścia stolicy od
północy i południa.
A co w tym czasie działo się w samym mieście?
Dowódca Festung Warschau, gen. por. Friedrich Weber, doskonale zdawał sobie
sprawę z całej beznadziejności sytuacji, w jakiej znalazł się warszawski
garnizon. Nie miał ochoty "bohatersko polec" za swojego Fuhrera w warszawskim
rumowisku. Dokonawszy oceny zagrożenia okrążeniem, 16 stycznia wydał rozkaz
natychmiastowego odwrotu z Warszawy. Sam też wycofał się następnej nocy z
miasta, wraz ze swoim sztabem. A właściwie - uciekł.
Do późnych godzin wieczornych 16 stycznia 1945 roku - po 5 latach, 3
miesiącach i 20 dniach okupacji - główne siły niemieckie opuściły Warszawę,
pozostawiając w mieście jedynie szkieletowe pododdziały osłonowe. Niestety,
jedynymi jednostkami które nie uległy ogólnej panice, były niszczące Warszawę
grupy saperów-burzycieli, tzw. Vernichtungskommando. Jedna z nich jeszcze 16
stycznia, gdy trwał już niemiecki odwrót, zdążyła wysadzić w powietrze
prezbiterium kościoła Św. Karola Boromeusza przy ul. Chłodnej. Podpalono też
liczący pół miliona woluminów księgozbiór Biblioteki Publicznej przy ul.
Koszykowej. Żołnierze polscy, którzy pojawili się tam kilkanaście godzin
później, znaleźli już tylko wielki stos dymiących popiołów. W ten oto sposób
pożegnali się z Warszawą owi ponoć tak "wysoce cywilizowani" Niemcy.
Napływające coraz to nowe, katastrofalne meldunki zaalarmowały niemiecką
kwaterę główną. Sam Adolf Hitler 16 stycznia pośpiesznie przeniósł się do
bunkra w Kancelarii Rzeszy w Berlinie (pozostał w nim już do końca wojny),
aby osobiście ratować sytuację. Nie wyobrażał sobie utraty polskiej stolicy,
którą Niemcy trzymali w swoich rękach tak długo, a tym bardziej - że to
nastąpi tak szybko. Na wszelkie działania zaradcze było już jednak za późno.