Dodaj do ulubionych

Czy któraś z was odeszła od męża?

21.11.03, 23:49
Większość wypowiedzi dotyczy odejścia meża, ale może się mylę. Mam ponad 4 m-
czne dziecko i nieudane małżeństwo, chciałabym rozwodu ale mój mąż się na
niego nie zgadza i uważa, że po prostu powinnyśmy się dopasować. Ale ja z nim
już nie chce być, powiedział mi w życiu już tyle przykrych rzeczy, ze chyba
nie moglabym go traktować jak przyjaciela. W zasadzie ze soba nie sypiamy,
ale ja nie lubię nawet jak mnie bierze za rękę czy przytula. Wiem, że sie
stara i dlatego jest mi głupio ale ja go już nie kocham i nie chcę z nim być,
nie wiem co powinnam zrobić? Zaproponowałam mu nawet, żeby wziął całą naszą
kasę, zobowiązałam się, że przez jakiś czas mogę mu płacic jakąś sumę (jestem
w lepszej finansowej sytuacji od niego) ale on nie chce.
Nie jest nam razem dobrze, mamy inne zainteresowania





kkj
Obserwuj wątek
    • chalsia Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 22.11.03, 00:11
      Nie będę Ci radzić czy zostać czy sie rozstać, tym bardziej, że piszesz bardzo
      ogólnikowo.
      Jedno, co mogę doradzić - daj szansę Waszemu dziecku na pełną rodzinę i idźcie
      z mężem do psychoterapeuty. W trakcie psychoterapii jakoś tak "samo" Ci się
      wszystko ułozy i wtedy już nie będziesz miała takich wątpliwości jak teraz -
      łatwiej Ci będzie podjąć decyzję czy w prawo, czy w lewo. I z czystym sercem
      będziesz mogła powiedzieć (zwłaszcza dziecku kiedys w przyszłości), ze zrobiłaś
      wszystko co było w Twojej mocy by ratowac związek.

      Trzymam kciuki,
      Chalsia
    • lena99 Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 22.11.03, 12:36
      Hej, ja też kiedyś byłam w takim samym położeniu jak ty. I zgadzam się
      całkowicie z Chalsia - idźcie razem do terapeuty. Mnie bardzo to pomogło w
      podjęciu decyzji. Na ostateczne rozstanie zawsze masz jeszcze czas, a póki co
      warto spróbować zrozumieć swoje (i męża) postępowanie.
    • rumina Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 23.11.03, 03:03
      Ja odeszłam. I nie żałuję.
      Ale najpierw zrobiłam wszystko, zeby ratować ten związek. Pamięc ludzka jest
      zawodna, a dzieci - zwłaszcza dorastające - są bardzo niesprawiedliwe.
      Myślę, że dobrze jest mieć świadomość, że to nie był kaprys, tylko desperacja.
      Samej naprawdę jest trudno. Ale nie tak trudno jak z nieodpowiednim facetem.
      • kaldonak Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 23.11.03, 11:03
        Dobrze, że chociaż chce cię przytulić bo mój nie dość, że mnie odpycha to
        jeszcze codziennie mnie obraża.
    • giovanka Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 26.11.03, 12:32
      Dziewczyny Ci dobrze radzą,idzcie na terapie,albo chociaz jedno spotkanie z
      terapueta, to naprawde pomaga.Piszesz ze masz 4 miesieczne dziecko.Pamietam
      siebie z tego okresu,ciagle zmeczona,niewyspana,przygnebiona.Oczywiscie zero
      ochoty na seks,malzenstwo wydawalo mi sie najwiekszym zyciowym bledem.Ale
      wiesz,pracowalismy nad naszym zwiazkiem i to minelo.Koniecznie sprobuj ratowac
      swoj zwiazek.Rozstanie zawsze jest ostatecznym rozwiazaniem
    • burza4 Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 27.11.03, 15:58
      Ja też. Z różnych względów. Próbowaliśmy coś sklejać, łącznie z wizytą u
      terapeuty. Nic z tego nie wyszło (i chwała Bogu). Nawet terepeuta przyznał na
      drugiej wizycie że mamy tak różne oczekiwania i podejście do życia, że nie
      widzi szans na pozytywny rozwój sytuacji. Proces podejmowania decyzji nie był
      ani prosty ani szybki. Doszło do tego, że powrót do domu był koszmarem i nogi
      same niosły mnie w przeciwna stronę - mimo że w domu czekało moje dziecko. Nie
      dało się tak żyć. Kłótnie zaczynały się praktycznie z niczego, pretekstem było
      wszystko, choćby spojrzenie. Seks? taaa, wieczne pretensje - a ja po prostu nie
      mogłam ścierpieć jego dotyku. Mój mąż nigdy nie szczędził mi słów krytyki, a na
      tzw. dobre słowo jakoś nie zasłużyłam. Odbudowanie wiary w siebie i poczucia
      własnej kobiecości zajęło mi naprawdę wiele czasu. Miałam wiele wątpliwości -
      czy sobie poradzę, dziecko miało około 3 lat jak zaczął się ostry kryzys,
      wiedziałam, że w razie czego muszę wrócić do rodziców, do ich maleńkiego
      mieszkanka. Plusem było to, że miałam dobrą pracę w której zbierałam pochwały.
      Czasem myślę, że praca utrzymała mnie w zdrowiu psychicznym - bo zewsząd
      indziej słyszałam tylko że jestem złą żoną, córką, matką, kobietą. Tylko w
      pracy słyszałam, że coś robię dobrze. Mając 25 lat czułam się jak stara,
      sterana życiem kobieta, która nie może nawet mieć nadziei że coś ją jeszcze
      fajnego w życiu spotka. A z czasem - ja ułożyłam sobie życie ponownie (choć
      dopiero po kilku latach). W międzyczasie skończyłam studia, kupiłam mieszkanie,
      samochód. Rodzice trochę pomogli na początku, na resztę zarobiłam sobie już
      sama. Ex-mąż jest nadal w tym samym punkcie.

      Sama musisz być przekonana, czy są czy też nie ma żadnych szans. Dla mnie
      kluczowe było pytanie "czy gdyby on się jakimś cudem zmienił na lepsze - czy
      wtedy chciałabym z nim być?". Kiedy byłam już przekonana, że mógłby być
      aniołem, a ja i tak nie chciałabym mieć z nim nic wspolnego - wystąpiłam o
      rozwód. Też się nie zgadzał. Tyle, że wiedziałam, że żadna siła nie jest w
      stanie zmusić mnie do życia z tym człowiekiem. I decyzję o rozwodzie postrzegam
      jako najlepszą decyzję w moim życiu. Zaraz po niej decyzję o ślubie z moim
      obecnym.
      Pozdrawiam.
      • ayelet Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 27.11.03, 22:53
        Dzięki za wszystkie odpowiedzi.Właściwie wszystkie mówicie podobnie, że
        spróbowac terapii i chyba tak zrobię, żeby mieć świadomosć, że zrobilam
        wszystko. On w sumie nie jest złym czlowiekiem ale kompletnie nie umiemy się
        dogadać, wieczory spedzamy oddzielnie on oglada mecze ja przy kompie. Nawet jak
        rozmawiamy to on mówi to co jego interesuje ja to co mnie, jakby 2 głuchych ze
        sobą rozmawiało.
        Zabija nas codzienność i te głupie sprzeczki.Czy nie trafił by was szlak?
        Zadzwoniła do mnie siostra, jak miałam synka na ręku, który bardzo się
        rozwrzeszczał. Poprosiłam męża, żeby go wziął, bo nie słyszę co ona mówi.
        Zmywał akurat naczynia, więc musiał dokonczyć płukać garnek, potem wolniutko
        wytarł ręce, na co ja do niego-zeby szybciej, bo ona czeka przy słuchawce, ten
        na mnie warknął, że trzeba było wczesniej powiedzieć, że chcę, żeby go wziął.
        Więc się go spytałam czt tak trudno bylo mu się domyślić samemu, że bylaby to
        pozadana reakcja i bez mojego mówienia, ja przynajmniej bym tak zrobiła. Cały
        dzień nie zajmował się dzieckiem, często jak wraca do domu wychodzę z dzieckiem
        drugi raz na spacer, zeby się mógł położyć i odpocząć a ten takie numery,
        usiąść i zapłakać.
        Ja w ogole mam wrażenie, że rozmowy, które u innych przebiegają normalnie u nas
        odbywają się na zasadzie warczenia jedno na drugie. Błachy powód wystarczy.
        Mam już dość, ale chętnie pójdę na terapię, żeby się dowiedzieć, że z tego i
        tak nic nie będzie i szkoda czasu...
    • anaisia Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 28.11.03, 22:07
      Ayelet, Mam wrażenie, ze to ja sama napisałam ten post. Jestem w identycznej
      sytuacji, do tego mam czteromiesięcznego synka. Mój mąż nie jest złym
      człowiekiem, ale jesteśmy TOTALNIE niedopasowani. Próbowaliśmy terapii, ale nic
      z tego nie wyszło. On nie zgadza się na rozwód, twierdzi, ze kocha mnie i
      synka ale to tylko słowa nie mające przełożenia na to co robi. Każdego dnia
      utwierdzam się w przekonaniu że go nie kocham, kłócimy się o wszystko, czuję
      się jak złapana w pułapkę. Chciałabym sie rozwieść, ale nie mam w nikim
      wsparcia, nie wiem czy mam siłę z nim walczyć, użerać się. Czuję się coraz
      gorzej, proszę napisz do mnie na priv: anaisia@poczta.onet.pl, bardzo
      chciałabym z Tobą porozmawiać.
      • dondon Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 01.12.03, 09:49
        Niestety i ja czuje sie podobnie.A co gorsze to juz jestem po jednym
        rozodzie.Jak pomysle ze ten zwiazek bedzie kolejna porazka to zastanawiam sie
        czy to ze mna az tak jest zle?
        Odpowiadam na pytanie:z pierwszym mezem rozstalam sie JA.Blagal , obiecywal.Ale
        ja zacielam sie w sobie.Nie dalam nam szansy i teraz mysle co byloby
        gdyby....Drugi raz nie chce tak zrobic , choc nawet nie mamy slubu- byloby
        latwiej.Pierwszy maz nie zmienil sie, widze to po latach - jak sie zachowuje w
        stosunku do naszego dziecka , do nowej partnerki , w ogole.Ale moze gdybym dala
        mu szanse to zmienilby sie?A tak nie widzial sensu zmiany?
        Wiem jedno bez desperackiego kroku nic sie nie zmieni.Sprobuj odejsc a
        zobaczysz co edzie.Przeciez moze dopiero wtedy zrozumiecie co was laczy, jak
        silne sa to uczucia?
        Ja tez zglaszam sie do dyskusji i z Toba i Anaisią.Moja corcia ma 7 miesiecy.
        moj e-mail aimsnnopy@poczta.onet.pl
        Pozdrawiam i zycze wytrwalosci
      • an81 Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 20.03.04, 13:35
        Odeszłam.
        Mała miała 4 miesiące a we mnie coś pękło. Przez naprawde długi czas znosiłam
        słowa krytyki, wieczne niezadowolenie, awantury i próby przemiany mnie w inną
        osobę. Ale do czasu.W pewnym momencie miałam dość, przelało się. Decyzja, która
        mogła by się wydawać, że została podjęta w jednej chwili była naprawdę
        przemyślana.
        Od tego czasu minęły prawie 2 lata. Były małżonek ani razu się z nami nie
        skontaktował, na sprawach rozwodowych nawet nie wypowiedział imienia dziecka,
        nie zadał jednego pytania.
        Czasem jest ciężko, bardzo ciężko, ale i tak lepiej niż z kimś kto widzi tylko
        twoje wady, ciągle strofuje, poniża, doluje. A jego brak zainteresowania
        dzieckiem tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że podjęłam słuszną decyzje.
        pozdrawiam
        an81
        • ayelet Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 20.03.04, 20:35
          An81 chętnie skontaktowałabym się z tobą na priv. Już po prostu żyć mi się nie
          chce,mam dość tego wszystkiego. POwiedziałam mężowi, że chcę się wyprowadzić a
          on na to, że może mieszkajmy razem pro forma ale dla dobra dziecka i takie
          ple,ple. Zgodziłam się, bo myślałam, że on poważnie mówi, że będziemy się
          starali stworzyć małemu dom a sobie odpuścić. ale nie byłby chyba sobą, ciągłe
          pretensje a to, że nie tą pieluchę wzięłam do kąpieli, a to że jak nalałam do
          zlewu wodę to nie zatkałam od razu korka itp.
          Wczoraj gadaliśmy i mi powiedział, że jest ze mną tylko ze względu na dziecko,
          w ogóle mnie to nie obeszło. Wiem,że obojgu nam będzie lepiej po rozstaniu,
          wiem,ze jaka z nim zostanę to bedę tego żałować do końca życia, a jednak boję
          sie podjąć tą ostateczną decyzję. Boję się zostać sama w tym domu, który miał
          być naszym wspólnym domem. Jejciu jestem chyba tchóżem, wiem,ze jak przez to
          przejdę to będzie mi lepiej ale boję się wejść do tej rzeki z lodowatą wodą,
          boję się takiego dosadnego postawienia kropki nad i nad moją porażką.
          Ciekawa jestem czy ktoś coś taakiego przeżył, pełną swiadomosć, ze nic już mnie
          nie łączy z facetem i pary z nas nie będzie i jednocześnie obawa przed wzieciem
          odpowiedzialności.
    • katarzyna27 Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 24.03.04, 21:40
      Ja odeszlam. Po 6 latach wahania i wiary, ze cos sie miedzy nami zmieni.
      Podobnie jak kolezanki piszace wczesniej mialam dosyc wiecznego udowadniania mi
      ze jestem do niczego. Tak naprawde to blad popelnilam juz na poczatku wychodzac
      za niego, ale bylam wtedy w ciazy, do tego mloda, naiwna i myslalam, ze to
      wlasnie jest milosc. Ale miloscia nie jest brak szacunku i wysmiewanie twoich
      potrzeb emocjonalnych. Ciesze sie, ze podjelam ta decyzje, bo uratowalam w ten
      sposob reszte swojego zycia. Najbardziej przerazila mnie perspektywa stania sie
      zrzedliwa, nieszczesliwa kobieta, ktora podswiadomie ma pretensje do swiata za
      to ze jej sie w milosci nie udalo. A to przeciez wszystko zalezy od nas samych.
      Naprawde odkad go zostawilam odkrywam w sobie takie poklady energii i
      optymizmu, o ktore wczesniej siebie nie podejrzewalam.

      pozdrawiam i zycze odwagi
    • annoda Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 24.03.04, 23:38
      Ja też.Po 14 latach. I z trójką dzieci. A potem okazało się, że odchodziłam już
      z czwartym. Tyle,że los zastawił na mnie taką "pułapkę", że niemożliwe okazało
      się być prawdą.Ale i tak bym to zrobiła. Bez pomocy rodziny nie dałabym sobie
      rady. A on? Kompletny szok, niedowierzanie, a potem prośby, błagania,obietnice.
      Ale ja wiedziałam już od dawna- to co napisała burza4- jeśli on stałby się
      aniołem - nawet wtedy nie chciałabym już z nim być. Teraz się nawet stara,
      jest "milej" niż kiedyś. Ale może to dlatego,że wie czym groziłoby gdyby był
      taki jak kiedyś... straciłby do reszty kontakt z dziećmi i ze mną.
    • tata_malolata Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 25.03.04, 10:35
      Dziewczyno ! Trwoga !
      Dziecko ma 4 miesiące. To znaczy że zaledwie jakieś 13-14 miesiecy temu w
      chwili uniesień i ekstazy wspólnie z tym, którego chcesz teraz wywalić ze
      swojego życia, z pomocą Opatrzności powołaliście do życia DZIECKO. Zaledwie 4
      miesiące temu Ty i on przeżyliście wspólnie jedną z najbardziej cudownych
      chwil.

      To ONO jest teraz waszym najważniejszym celem, jego dobro i szczęście. A Ty tu
      sobie kombinujesz: wywalam męża, zostaję z dzieckiem. A co byś powiedziała
      gdyby było na odwrót? Gdyby to Ciebie ktoś wyrzucił, zabrał Ci dziecko? A co
      ważniejsze zabrał dziecku Ciebie?

      Twoim obowiązkiem jest nie jest myśleć egoistycznie o sobie, w Twoim poscie
      jest za dużo "ja" ("ja go już nie kocham i nie chcę z nim być").

      Co z tego, że Ty go nie kochasz. Bo co? Bo coś głupiego powiedział lub zrobił.
      Mężczyźni już tacy są, ale myślisz, że kobiety są lepsze? Mężczyźni nie
      zamykają deski klozetowej lub nie cierpią chodzić na zakupy a kobiety siedzą
      godzinami w łazience lub paplają przez telefon. I czy są to powody by nie
      kochać? Czy to są powody by dziecku zepsuć dzieciństwo ?

      A może zastanów się, czy problem nie tkwi wyłącznie w Twojej głowie ? Może
      jesteś zmęczona - ciąża to nie majówka, dużo stresu, obciążenie fizyczne, potem
      poród, wreszcie codzienna harówka przy niemowlęciu, nieprzespane noce,
      monotonia zajęć, a w dodatku ON - też zestresowany nową sytuacją.

      Uwierz. Wiem co piszę.
      I nie warto zepsuć sobie życia. Pal licho sobie, ale czy masz prawo zrobić to
      dziecku ?

      I nie słuchaj feministycznego bełkotu - że masz prawo do podejmowania decyzji.
      Ponad wolnością osobistą jest coś takiego jak ODPOWIEDZIALNOŚĆ.

      Nie słuchaj gdy mówią, że dziecko nieszczęśliwych rodziców nie będzie
      szczęśliwe, więc lepiej się rozejść. Nie ma bardziej "popieprzonej" sytuacji
      niż ta w której dziecko nie ma normalnego domu.

      A zresztą szczęściu należy pomagać - samo zazwyczaj nie przychodzi. Zmień
      myślenie, uwierz że czas załagodzi problemy, idź z mężem na mediacje (jak radzi
      tu kilka Pań, wobec których chylę czoło za mądrość i odpowiedzialność). Idź z
      nim do psychologa - nie po to by udowadniać jemu, że coś z nim nie tak. Jak
      jest mądrym facetem sam zrozumie gdzie popełnia błędy. Ty słuchaj raczej
      psychologa po to by zobaczyć jak bardzo "płytkie" są powody Twojego
      zniechęcenia, postaraj się dostrzec, że wina (choć wiem, że nie chcesz przyjąć
      tego słowa do wiadomości) leży TAKŻE po Twojej stronie.

      Życzę powodzenia.
      Tata Małolata





      • chalsia Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 25.03.04, 11:23
        Niestety mylisz się w jednym punkcie - utrzymywanie związku/rodziny z drugą
        osobą TYLKO I WYŁĄCZNIE z poczucia odpowiedzialnośc wobec dziecka jest błędem.
        Dziecko będzie czuło chłód emocjonalny a czesto również niechęć między
        rodzicami. Jest to zły wzorzec rodzinny, dzieci się z tym żle czują.
        Nie raz słyszałam i czytałam wypowiedzi (dorosłych już) dzieci z takich rodzin -
        wniosek jest jeden - dzieci te żałują, że rodzice się nie rozstali albo że
        rozstali się tak późno zamiast wcześniej.

        Pozdrawiam,
        Chalsia
        • mag_p Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 25.03.04, 11:45
          Chalsia- zgadzam sie.
          Ale to co napisal tata je wazne i wlasciwe podstawowe.
          Bo widziesz, komus jest w zwiazku zle, ale sa raem, to powinni postarc sie ,
          przynajmniej sprubowac byc razem i nie na zasadzie dobra"Dam ci jeszcze jedna
          szanse" , ale na zasadzie "DAM nam ejeszcze szenas".
          Ja tez bede sie starac, aj tez bede sluchal - ale naprawde tego co mowisz, bede
          patrzyl, bede widzial, bede walczyl i przejdziemy trudny okres. Teraz za latwo
          mowi sie trudny okres , jest mi zle, niekocham, a tam gdziez bardzo czesto
          znajduje sie relaks i brak tych klopotow co w domu wiec moze lepiej. Tak
          lepiej - ale to lepiej , to chwilowe lepiej i egoistyczne lepije....
          Bo latwiej wybrac droge , jesli sie cos psuje , wyrzucic , kupic nowe..
          Milosc to nie jest cos danego. To cos o co sie trzeba troszczyc i starac..i
          trzeba pamietac o ODPOWIEDZIALNOSCI..! To bardzo wazne. Za lattwo mowia juz nie
          kocham..
          ~To zrob cos, walcz by bylo inaczej I dopiero gdy walka przegrana , gdy
          wszystko wyprobowales i nic mozesz powiedziec to jzu koniec...

          I jak czasem mysle sobie o sobie i ma sobie za zle ze tak dlugo sie szarapalam,
          walczylam o to malzenstwo , ze czesto kosztem wlasnego ego...
          To wiem , ze moze moja duma na tym ucierpiala , ale wiem tez , ze zrobilam co
          bylo w moje mocy , i po drugiej stronie byl mur


          Mag
        • tata_malolata Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 25.03.04, 13:02
          Chalsiu piszesz:
          " (...) wniosek jest jeden - dzieci te żałują, że rodzice się nie rozstali albo
          że rozstali się tak późno zamiast wcześniej "

          Gratuluję Ci zdolności do orzekania jedynych słusznych wyroków.

          Ciekaw jestem ile masz lat by takie sądy głosić ?

          A tak swoją drogą znam też (osobiście) kilka osób pochodzących z rozbitych (z
          różnych powodów) rodzin. Znam też dalsze ich losy - np. dwójki dorosłych dziś
          dzieci rozwiedzionych rodziców, którzy sami są już po... rozwodach.

          Rozmawiałem też z moim bliskim przyjacielem (dzieckiem rozwiedzionych
          rodziców), który powiedział mi:

          - "Wiesz, przez ponad 20 lat mojego zycia byłem wychowywany - przy matce - w
          poczuciu winy ojca. Dziś gdy mam trzydziesktę z ogonem wiem, że rozwód był jej
          kaprysem i odwetem za jakieś poczucie niespełnienia... Właściwie rozwiodła się
          bez powodu. Kocham moją matkę ale zarazem jestem na nią zły.."

          Odnosząc się do mojej sytuacji powiedział jeszcze:

          - "Pocieszę Cię, że od kilku lat mam super relacje ze starym i w sumie stoję po
          jego stronie"

          Szczerze mówiąc nie pociesza mnie to bardzo. Po pierwsze trochę mi szkoda tych
          najpiękniejsych lat, które powinnismy spędzić - Ona, mój synek i ja - razem. Co
          mi z tego co bedzie za 20 lat. Po drugie czy miałbym sie cieszyć z porażki
          mojej żony? Przecież to porażka każdego z nas - jej, moja i naszego dziecka.









          • mag_p Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 25.03.04, 13:12
            "Odwetem za poczucie niespelnienia..." - WIesz to mi sie niepododba.

            Ona pewnie nie chciala odwetu - tylko mozeliwosci spelniena sie . I czlowiek
            ktory nie zycje z taka mozliwoscia nie jest czlowiekm szczesliwym i wolny .
            Zwiazke nie ma zabierac mozliwosci "spelnienia", ma ja dawac , stara sie
            stowrzyc, starac sie dawac kompromisy , ktory pomoga obu stronom spleniac sie .
            To malzenstwo nie ma sie stac klatak dla kobiety ale jej oknem na swiat wink))

            Mag
          • chalsia Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 25.03.04, 15:38
            Ja nie orzekam. Wyciągam wnioski z tego co słyszałam, czytałam (między innymi
            tu na forum).
            A jak nie wierzysz - to sobie na ten temat porozmiawiaj np, z psychologiem
            dziecięcym. Powie Cio dokładnie to samo.
            I mówię o sytuacji, gdy JEDYNYM powodem pozostawania ludzi razem ma być "dobro
            dziecka" (źle z resztą w takiej sytuacji rozumiane).

            A jak sadzisz, ile mam lat ?? I co to ma w ogóle do rzeczy.

            Na dodatek przykład, który powyżej podałeś, NIE STOI w sprzeczności z tym co
            napisałam.
            Np. wydaje mi się, ze facet nie z powodu rozstania rodziców jako takiego był
            zły, ale dlatego, że matka wpoiła mu, że to ojciec był winny podczas gdy to
            matka podjęła tę decyzję. Co okazało się dopiero po wielu latach jak facet
            zbliżył się emocjonalnie do ojca.

            I nikt tu nie pisze o tym by się cieszyć z porażki. Nawet jeśli rozstanie
            otwiera nowe możliwości.

            Pozdrawiam,
            Chalsia
    • maligne Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 25.03.04, 10:52
      No dobrze, nie cieprisz swojego meza ale postaw sie w jego sytuacji (ktokolwiek
      byl na miejscu osoby odrzuconej to zrozumie, a ja bylam).

      polecam Wam psychoterapie i zastanow sie nad pytaniem dlaczego za niego
      wyszlas? Chyba kiedys byl dla Ciebie idalem? Moj maz jak pojawily sie klopoty w
      malz po prostu zwinal zagle i uciekl, a dziecko? a ja? a kiedys mowil ze nie
      moze beze mnie zyc? Obiecal ze na dobre i na zle (oczywiscie bez przesady z
      tym zlym). Ale uwazam ze zeby spojrzec dziecku w przyszlosci prosto w oczy daj
      sobie szanse na dobra psychoterapie. A potem sie zdecydujcie. Nawet jak nie
      uratuje to Waszego zwiazku to pomoze wam ze soba rozmawiac.
      pozdrawiam
      maligne
    • isia_21 Re: Czy któraś z was odeszła od męża?do taty 25.03.04, 11:18
      Witam bardzo serdecznie obecnego na tym forum Tatę. Napisałeś naprawdę mądre
      słowa. Fakt , Koleżanka może za pochopnie podejmuje decyzję o rozstaniu z ojcem
      dziecka twierdząc, że go już nie kocha, bo nic bardziej nie boli jak te własnie
      słowa. A to co napisałeś poniosło mnie na duchu, bo uważałam że to faceci są
      zwyrodnialcami. Obecnie mój mąż rozwodzi się ze mną, ponieważ on musi być
      szczęśliwy. A na moje nieśmiałe pytanie a co z dzieckiem czyż ono nie powinno
      być wychowane w rodzinie pełnej z ojcem i matką-wzruszył ramionami i
      stwierdział że przesadzam. Zawsze słyszę w uszach to co do mnie powiedział: nie
      kocham ciebie, moje życie ucieka mi, a jak chcę być szczęsliwy i chcę patrzeć
      sobie w oczy be zwyrzutu że zrobiłem cos wbrew sobie. A co do dziecka- to
      przeciez nic się nie stało. Żeczywiście wychowuję małego sama z pomocą
      rodziców. Tatuś i owszem pojawia się w życiu dziecka co sobotę, ale to też za
      sprawą ingerencji swoich kochanych rodziców, którzy są dobrymi dziadkami teraz
      a w momencie gdy synuś powiedział co powiedział i zadecydował o czym
      zadecydował nie było ich ulotnili się jak kamfora. No skoro ich dziecko jest
      takie nieszczęśliwe. a kto pomyślał o dziecku ich dziecka-nikt. No bo przeciez
      nic się nie stało. Z mojej inicjatywy znależliśmy się na terapii, ale to nic
      nie dało-pan juz nic nie czuł. Terapia ta pokazała mi tylko prawdziwe oblicze
      tego człowieka (egoisty maksymalnego). Ja potrafiłabym wybaczyć, ale on mnie i
      moje uczucia oraz życie przecież jego dziecka zignorował, po prostu olał i
      tyle. Dzusiaj nie rozmawiam z nim, bo i po co-i tak to ja jestem tą głupią,
      wyrodną, podła matką (to jego słowa). Dlatego uważam, że decyzja o rozstaniu to
      naprawdę bardzo ważna decyzja. Tam gdzie jest naprawdę podłoże patologiczne
      jest właściwym wyborem. Ale w każdym małżeństwie są kryzysy, które należy
      pokonywać. Założenie rodziny to nie zabawa-jak jest fajnie to fajnie, a jak
      robi się już nudno to zabieram zabawki i idę sobie. To co napisałeś drogi Tato
      to ODPOWIEDZIALNOŚĆ za drugiego człowieka, za związek i w ogóle.
      Rozpisałam się tak może chaotycznie, ale musiałam wyrzucić to wszystko z siebie.
      zanim powie się słowa: nie kocham ciebie należy naprawdę bardzo, bardzo długo
      zastanowić się nad ich sensem i dalszymi konsekwencjami. Bo tam gdzie jest
      dziecko, rodzina to naprawdę nie można myśleć kategorią JA ale MY.
      Pozdrawiam I.
    • mamaniuni Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 25.03.04, 11:20
      cześć!
      Co prawda nie odeszłam od męża, ale wystawiłam mu walizki za drzwi. Przez ponad
      rok łudziłam się, że jakoś się ułoży. Miałam jednak dość jego awantur o to żeby
      jeździć do mamusi (jego). Nie docierało do niego, że nie chcę się widywać z
      jego ojcem alkoholikiem. O sytuacji w jego rodzinie dowiedziałam się po ślubie,
      bo "wstydził się ojca" i nie widział potrzeby, żeby mi o tym mówić.
      Komentarzy swojej mamusi, że jestem złą matką i źle wychowuję dziecko, bo nie
      pozwalam przy córeczce palić papierosów nie słyszał.
      Żałuję tego straconego roku, bo nic się nie zmieniło. Ale gdybym podjęła
      decyzję wcześniej, mogłabym mieć pretensje do siebie, że nie spróbowałam.
      Ja również przez ponad pół roku prosiłam, żeby się wyprowadził. Słyszałam od
      niego, że nic go nie obchodzi moje zdanie na ten temat i nie ma zamiaru się
      wyprowadzać.
      Od trzech miesięcy mieszkamy z moją córeczką same. Mała przestała się budzić po
      kilkanaście razy w nocy. Nie płacze. Czasem gdy ex mi dokuczy i jestem bardzo
      zdenerwowana jej też się to udziela i śpi niespokojnie. Ale skończył się
      koszmar nieprzespanych nocy i ciągłych awantur.
      Życzę Ci powodzenia. Jeżeli jest tak źle jak piszesz to po rozstaniu poczujesz
      ulgę. Ja z radości zrobiłam samodzielnie malowanie w prawie całym domu. Znów mi
      się chce żyć, wstać rano z łóżka. też ze sobą nie sypialiśmy, więc niczego mi
      nie brakuje. A mam to co najważniejsze - spokojny dom.
      Powodzenia!
    • ania_rosa do taty małolata 25.03.04, 16:08
      Wiesz,ja jestem dzieckiem rodziców, który się NIE rozwiedli. Od ósmego roku
      zycia modliłam sie o ich rozwód. Trzy dni temu sąd wreszcie orzekł separację,
      po tym jak matka rok temu podjęła decyzję o odejściu. Ciesze sie, że ją
      podjęła, szkoda że tak późno.
      MOje dorastanie było ubarwione wizytami u psychologów, którzy byli odsądzani
      przez ojca od czci i wiary, bo jednoznacznie wskazywali jego osobowośc i
      chorobe na powód problemów jego dziecka. Ubarwiane było też szklankami z
      kompotem rozpryskującymi sie na ścianach, zamykaniem matki w łazience (bo go
      rzekomo zdradzała) i chronicznym bólem żołądka o godz. 18 każdego dnia ( o tej
      porze ojciec wracał do domu)
      Mój brat ma dzis 29 lat i nie potrafi się pozbierać po traumatycznym
      dzieciństwie.
      Ja jestem po rozwodzie i do dziś korzystam z pomocy psychologa, bo nigdy nie
      miałam domu, w którym problemu rozwiązywałoby się inaczej niż przez agresję.

      Mój ojciec w pismie do sądu napisał m.in:
      "z pomoca niebios walczyłem o to małżeństwo"
      (tak, to prawda. Po każdej awanturze krzyczał: "idę się teraz za was modlić, bo
      jestescie opętani przez szatana")

      "zapewniłem mojej żonie godne życie"
      (przez 30 lat małzeństwa rachunki za dom i jedzenie, nasze ubrania, szkołę itd,
      opłacała matka z pensji lekarza. W tym samym czasie ojciec fundował swoim
      pracownikom podróż do Rzymu i audiencję u papieża oraz budował kolejne domy. W
      trakcie małżeństwa moje matka dostała od niego 1 (słownie: jedną) jesionkę.
      Kiedy kupiła nowy płaszcz pobił ją za rozrzutność)

      "w opinii osób postronnych i obiektywnych bylismy wzorowym małżeństwem,ale moja
      zona nie umiała tego docenić"
      (to tez prawda. Nikt z osób postronnych nie wiedział, w jakim piekle zyliśmy.
      MOja matka była za słaba, zeby odejść, dzięki czemu spieprzyła trzy życia:
      swoje, moje i mojego brata. A wiem, co piszę)

      "Stosunki z córka oceniam jako wzorowe"
      (to prawda. Córka rozumie, dlaczego jej ojciec się tak zachowuje. Ale nigdy mu
      tego nie wybaczy. Natomiast uznała, że zal jej czasu i nerwów na dyskusje z
      psychopatą. Zaliczyła też jedną hospitalizację z powodu depresji i nerwicy,
      dwie sekty i burzliwy okres buntu młodzieżowego. Do tej pory wdała ok. 10 ooo
      pln na terapie psychologiczne)

      tato Małolata- jeśli uważasz, że każdy rozwód jest egoizmem w stosunku do
      dzieci- Jesteś naiwny. Jeśli uważasz, że opisałam sytuację drastyczną: jesteś w
      błędzie. Prawdopodobnie sam nazwałbyś moja matke nawiedzoną feministką, bo
      NIKT, powtarzam: NIKT nie miał pojęcia, jaki koszmar przezywamy. Żeby z taką
      mocą ferować wyroki w rodzaju "pochopne" i "egoistyczne" trzeba mieć więcej
      danych. Ja również uważam, że dziś ludzie rozwodzą się z czasem błahych
      powodów, zawsze warto korzystać z terapii, a egoizm społeczny przybrał postać
      monstrualną. Nie zmienia to jednak faktu, że każdy człowiek ma prawo do życia w
      szacunku i godności. A jeśli to prawo neguje- jak moja Matka przez 30 lat- to
      wyrządza swym dzieciom większą krzywdę niż odchodząc z chorego układu.

      pozdrawiam i życze więcej subtelności
      Rosa
      • edzieckokarenina Re: do ani rosy 25.03.04, 22:12
        podziwiam Twoja moądrość i ciepło pozdrawiam
        Aga
      • chalsia Re: do taty małolata 25.03.04, 23:28
        Moja bardzo bliska przyjaciółka wraz ze swoją o 4 lata siostrą bardzo żałowały
        (i miały rodzicom za złe), ze rozwiedli się dopiero, gdy miały jedna koło 18, a
        druga - koło 22 lat. Dodam, że w ich domu było "normalnie" tzn. nic z rzeczy
        opisanych przez Anię Rosę (alkoholizmu też nie było, hazardu tez nie, etc).

        Pozdrawiam,
        Chalsia
      • tata_malolata Re: do taty małolata 26.03.04, 17:40
        Rozumiem. Nie neguję, że czasem zdarzają się "normalni-nienormalni" zarówno
        ojcowie jak i matki. Trudno im coś zarzucić a jednocześnie wytrzymać z nimi
        trudno.

        To co jednak opisujesz (kompot na scianie, zamykanie w łazience) wykracza poza
        granicę "normy".

        Normy tzn. sporów o kolor tapety, wyjścia na piwo, rachunku telefonicznego,
        zajętej łazienki itp.

        To nie są powody do rozmontowania rodziny.



    • annoda Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 26.03.04, 00:30
      W moim rodzinnym domu też było normalnie. I rodzice do dziś są razem. I będą.
      Ale odbywało się to wszystko - bycie małżeństwem, bycie rodziną -dla dzieci
      przecież, kosztem zdrowia mamy, kosztem psychiki tychże dzieci. Konflikty,
      konflikty i jeszcze raz konflikty - to chyba najbardziej trafny opis mojej
      rodziny i wspólnego życia moich rodziców. Ja sama tego właśnie nie chciałam dla
      swoich dzieci. Dlatego odeszłam. Nie bez prób i starań wcześniejszych, żeby
      było inaczej.A potem było już za późno na naprawianie. A raczej nie było już co
      naprawiać. I właściwie moje odejście sprawiło,że zaczęliśmy budowanie nowej już
      relacji. Na innych już zasadach. Chyba lepszych. Czas to pokaże i nasze dzieci
      ocenią. Za kilkanaście/dziesiąt lat.
    • nilka13 Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 26.03.04, 09:43
      Decyzja o rozstaniu zawsze jest bardzo ciężka. Zawsze uważałam, że nawet
      długotrwały kryzys nie może byc przyczyną rozpadu związku. Uważam, że miłość
      trzeba pielęgnować, że trzeba szanować potrzeby i poczucie swobody partnera. Są
      różne sposoby rozwiązywania konfliktów, można skorzystać z mediacji specjalisty
      lub szanowanego członka rodziny. Emocje często powodują, że ludzie mówią sobie
      przykre rzeczy, których potem żałują. Nie powinno rezygnować się ze związku
      tylko z powodu pojawienia się w nim niesnasek, bo to dziecinada i zabawa w dom.
      "Dopasowywanie"- to nic innego, jak tylko tolerancja i szacunek dla drugiego
      partnera. Samo się nie pojawia- trzeba nad tym pracować.
      A teraz pointa- (nie zaskoczy nikogo, kto zna mój "kawałek" forum)-
      po 11 latach odchodzę od mojego męża- ponieważ moje przekonania o związku nie
      znalazły odzwierciedlenia w realnym życiu.
      I, tato-małolata, mój mąż ma na ten temat podobne do twoich poglądy.
      Na razie tłumaczy moją decyzję obniżeniem funkcjonowania intelektualnego (a
      zapewniam Cię, że jest to eufemizm jego określenia), spowodowanego ciążą.
      Oczywiście "dobro dziecka" jest jego ulubionym argumentem przeciw rozstaniu.
      Ponieważ nic nie jest "czarno-białe", może się kiedyś okazać, że odejście było
      błędem. MOŻE. Wiem natomiast jedno: pozostanie w tym układzie NA PEWNO bedzie
      błędem. Ze względu na dzieci właśnie.
      Dlatego proponuję- nie odsadzaj od czci i wiary ayelet, bo mało o niej wiesz, a
      ona pyta dopiero o radę. Acha- ja nie wysiaduję w łazience. Czy to znaczy, że
      nie jestem kobietą?
      Ayelet- spróbuj porozmawiać z mężem na terapii- może ponownie odkryjecie w
      sobie to, co Was kiedyś do siebie przyciągało? Już nie będzie tak samo, ale
      może będzie lepiej? Tak, czy inaczej, taka rozmowa pozwoli też Tobie jasniej
      określić swoje potrzeby, a na pewno dasz szansę mężowi.
      Optymalnego rozwiązania- Nilka
      • tata_malolata Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 26.03.04, 10:34
        " Wiem natomiast jedno: pozostanie w tym układzie NA PEWNO bedzie
        błędem. Ze względu na dzieci właśnie"
        --------------------------------------

        No to zaproponuję Wam miłe Panie inne rozwiązanie - dla dobra dzieci.

        Nie chce Wam sie być z mężami - odejdźcie.

        Skoro oni chcą utrzymać rodzinę a zapewne i dzieci chcą być z obojgiem
        rodziców, to niech dzieci zostaną pod opieką ojców.

        Krótka piłka - odchodzi ten kto nie chce utrzymać rodziny.





        P.S. Już widzę, co tu się zaraz będzie działo po takiej "prowokacji" smile




        • mag_p Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 26.03.04, 10:49
          Nic ..
          Chcialam sie zapytac co znaczy sformlowanie"chceutrzymac rodzine.."
          Czy :
          1.Staras sie dojsc do porozumienia,
          2. Pracuje nad soba i zwiazkiem
          3. Rozmaiwa o swoich potrebach , obowiazkach itd..
          4. SLUCHA i stara sie zrozumiec potrzeby innych czlonkow tej rodziny

          Czy :
          Ma tak byc , bo tak bylo zawsze i tak jets mi dobrze, tekst typu "Kobietom
          jest zawsze gorzej..."
          Lub tekst "Po prostu taki jestem..."

          Wzaleznosci , co rozumiesz pod tym pojeciem i jak wyglada realizacja - , zalezy
          odpowiedz.

          Mag
          • tata_malolata Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 26.03.04, 11:03
            4xTAK
            • mag_p Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 26.03.04, 11:10
              To tak...
              Osobiscie uwazam , ze w takim wypadku , to osoba odchodzac , nie chcac a
              ratowac rodziny , po prostu od niej odchodzi..
              Ale trzeba wziac pod uwage ( matki tez musza to brac pod uwage)
              1. Wiek dziecka ( i zwiazane z tym potrzeby )
              2. Samo dzieko ( z ktora z osob jest bardziej zwiazne, nie wiem ktora bardziej
              che byc..)

              Sprawa dziecka jest bardzo trudna ..
              Oczywiscie , zgadzam sie , ze kto tak po prostu rezygnuje z rodziny - sam
              wybiera i pod tym podpisuje sie dwoma rekami.
              Ma tylko takie watpliwosci , jesli chodzi o dziecko i jego emocje...
              No nie wiem , to wymaga chyba duzych przemyslen ( bo z jednej strony jeskli po
              prostu chce odejsc - to czyna pewno jest dobra matak? - niszczy rodzine ,
              zamiast nia wlaczyc..., z drugiej.. )

              A Ty nie masz z tym dylematów ?
              Mag
            • burza4 Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 26.03.04, 13:44
              Mag wyliczyła:

              1.Starać sie dojsc do porozumienia,

              starałam się usilnie, tłumaczyłam, prosiłam i negocjowałam, łącznie z
              terapeutą, ale do tanga trzeba dwojga i nie da się nic zdziałać wbrew drugiej
              osobie, a mój mąż uważał, że z nim jest wszystko w porządku, i to ja mam
              nawalone we łbie

              2. Pracuje nad soba i zwiazkiem
              pracowałam nad związkiem jak wyżej, bez efektu, a raczej z efektem przeciwnym,
              bo brak reakcji ze strony męża wpędzał mnie w poczucie beznadziei, nad sobą
              pracowałam ze 2 lata po odejściu, żeby jako tako wrócić do równowagi i
              uwierzyć, że chyba tak do końca nie jestem nic nie wartym śmieciem...

              3. Rozmaiwa o swoich potrebach , obowiazkach itd..

              Milion razy. Opdowiedź była zasadniczo jedna - "aaa, księzniczce się nie
              podoba, to wyp..laj!" - to tyle w temacie, bo mój mąż uważał, że się czepiam i
              to on mógłby mieć zastrzeżenia - np. pt że nie ma obiadu z dwóch dań...

              4. SLUCHA i stara sie zrozumiec potrzeby innych czlonkow tej rodziny

              starałam się słuchać, ale mi to kiepsko szło. Bo np. nie byłam w stanie
              spokojnie słuchać narzekań mojego męża na pustki w lodówce w sytuacji, kiedy w
              tej lodówce były do wyboru wędlina, pasztet, serek biały i żółty, pomidorki,
              mleczko i jajeczka i to ja musiałam na to wszystko zarobić, bo jego pensyjka
              poszła na pierwszej imprezie po wypłacie. Nie byłam też skłonna starać się
              zrozumieć jego potrzebę spotkań z kumplami i wypicia sobie paru kieliszków, tym
              bardziej w sytuacji kiedy potrzeby moje i rodziny były olewane od początku
              małżeństwa.

              Najśmieszniejsze jest to, że mój mąż nie chciał rozwodu, nie godził się na
              rozstanie, nachodził mnie tłumacząc o potrzebach dziecka, o tym jak wazna jest
              rodzina itd. Szkoda, że dopiero wtedy, kiedy spędzenie z nim 5 minut pod jednym
              dachem przyprawiało mnie o alergiczną wysypkę. A właściwie, to nie szkoda, bo
              gdybym została, moje życie byłoby o niebo gorsze. I mojego dziecka też. A
              pewnego dnia po prostu doszłam do wniosku, że zasługuję na więcej...

              I sorry, ale idiotyzmem jest stwierdzenie, że osoba, która odchodzi, powinna
              odejść sama, bo to niby miałoby być sprawiedliwe. Ja odeszłam - ale dlatego, że
              przez 5 lat mój mąż systematycznie krok po kroku niszczył we mnie wszelkie
              pozytywne uczucia które do niego żywiłam. Ale nie chciał, żebym odeszła, skąd!
              Kochał mnie nad życie! za to zamienił moje życie w koszmar. w imię czego
              miałabym tkwić w beznadziejnym związku?

              zostawić mu dziecko? nie rozśmieszaj mnie! on oczywiście chciał, czemu nie,
              zupełnie nie przeszkadzał mu w tym fakt, że zdarzało mi się wciągać go do
              mieszkania z klatki schodowej, bo do domu nie mógł dojść - ale według niego nie
              była to żadna przeszkoda, naturalnie. Moje odejście i jemu posłużyło -
              przynajmniej przestał pić. A z córką ma bardzo dobre układy - można być ojcem
              na odległość, jeśli się chce.
              • mag_p Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 26.03.04, 13:57
                Czyli On sie nie staral, chodzilo mi , ze jedna strona sie stara a druga nie.
                Burza w Twoim wypadku to byl On.


                Mag
                • burza4 Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 26.03.04, 14:40
                  Ja wiem, Meg - tylko ty piszesz o dobrym małżeństwie, a takie się nie rozpadają
                  ot, tak- przeciez jeśli obie strony się starają, szanują siebie, potrafią
                  słuchać i dbać o związek i jeszcze oboje potrafią iść na kompromis, to chyba
                  rzadko dochodzi do rozwodu? jeśli wysiłek jest z obu stron są wszelkie szanse
                  powodzenia, mało tego - tam kryzysy przechodzi się łagodniej i bez tak
                  dramatycznych zwrotów akcji. Gdyby obie strony się starały, mniej by tu było
                  postów na tym forum.

                  Zazwyczaj jednak sytuacja wygląda tak, że to jedna strona się bardziej stara,
                  kombinuje co i jak zrobić żeby było lepiej, a druga po prostu siedzi z
                  załozonymi rękami i problemu nie widzi, albo widzieć nie chce. Albo jedyny
                  problem, który dostrzega, to jakieś chore wymysły drugiej strony. I starasz
                  się, starasz, aż zaczynasz się zastanawiać po co i dla kogo? Aż kiedyś
                  przychodzi moment, kiedy człowiek zdaje sobie sprawę, że w pojedynkę niczego
                  się nie osiągnie, że będąc w związku jest się praktycznie i tak samotną osobą,
                  a u mnie wręcz było to tak, że nie tylko czułam się sama ale i dodatkowo
                  obarczona problemami związanymi z moim mężem. Mówi się, że w małżeństwie
                  radości mnoży się przez dwa, a problemy dzieli przez dwa. U mnie było na
                  odwrót. Problemów miałam 2 razy tyle, a radości były wyszydzane i
                  deprecjonowane. Docenili mnie w pracy? chyba oczu nie mają, podwyżkę dostałam?
                  pewnie komuś d.. dałam i tyle...
              • tata_malolata Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 26.03.04, 16:43
                Burzo 4 !
                Nie neguję, że czasem nie ma szans na utrzymanie związku. Zwłaszcza gdy
                pojawiają się patologie: zdrada, alkohol, przemoc fizyczna, narkotyki.
                Nie znam do końca Twojej historii, więc nie bierz tego co tu napiszę zbytnio do
                siebie. Może w Twoim przypadku musiało tak być...

                Ja tylko sprzeciwiam się gdy kobieta lub mężczyzna ze zbyt błahych powodów
                zniechęca się i rozwala rodzinę. Zwłaszcza, że to nie rozstanie dwojga
                nastolatków. Wówczas można jeszcze zaakceptować stwierdzenie: "znudziło mi się".
                Dorosłemu człowiekowi tak nie wolno.

                Abstrahując od historii Burzy4 postaram się tu na przykładzie jej argumentów i
                tłumaczenia wypunktować pewne niedoskonałości takiej retoryki, tak TYPOWEJ dla
                kobiet (choć dotyczy to czasem i niektórych mężczyzn - może z wyjątkiem punktu
                3,5 i 6) w tej sytuacji:

                1) "spędzenie z nim 5 minut pod jednym dachem przyprawiało mnie o alergiczną
                wysypkę" - Właśnie ! A czy to na pewno JEGO problem, czy nie przypadkiem
                problem tkwi w NIEJ?

                2) "A właściwie, to nie szkoda, bo gdybym została, moje życie byłoby o niebo
                gorsze". - dla dobrego samopoczucia tak to trzeba sobie powiedzieć. Niby OK ale
                pojawia sie tu "nutka egoizmu": moje życie. A może trzeba by powiedzieć : nasze
                życie.


                3) "I mojego dziecka też" - znów "mojego"! Mój brzuch, moje dziecko. NIE! I
                napiszę to narażając się na gniew szanownego Forum. To nie jest dziecko TYLKO
                kobiety, to dziecko OBOJGA rodziców. A jak tu już wcześniej pisałem tak
                naprawdę to nie DZIECKO "należy" do rodziców a raczej ONI do NIEGO.


                4) "pewnego dnia po prostu doszłam do wniosku, że zasługuję na więcej..." - o
                tak! Każdy zasługuje na więcej. Ja osobiście zasługuję na willę w Monaco, Rolls-
                Royca i 30 żon w haremie! Tylko jak bym wytrzymał z 30-toma teściowymi !?!?! A
                tak poważnie. Współczesny świat, reklama (patrz choćby reklama l'oreal: jestem
                tego warta), swoboda obyczajowa (czyt. seksualna), relatywizm moralny (aborcja,
                eutanazja) i pełen permisywizm wobec niektórych patologii (związki
                homoseksualne)prowadzą do przerostu świadomości praw i przywilejów nad
                świadomością istnienia obowiązków.

                5) "zostawić mu dziecko? nie rozśmieszaj mnie!" - to, że matka nosiła w
                brzuchu dziecko i karmiła piersią jest niezaprzeczalne ale... nie waży nic na
                szali, gdy ważymy które z rodziców jest ważniejsze. Bo to nawet nie jest
                mierzalne. Inne potrzeby dziecka zaspokaja ojciec inne matka. OBOJE są TAK SAMO
                WAŻNI. Dlatego nie widzę, żadnego argumentu za różnym traktowaniem ojca i matki
                przez sądy w przypadku powierzania opieki. Szanse "wyjściowe" powinny byc
                50/50. A rozpatrywać sie powinno zdolności pedagogiczne, odpowiedzialność,
                zdolność do kierowania edukacją, zdolność zaspokojenia potrzeb materialnych -
                mieszkania, jedzenia itp. Wreszcie zdolnośc do zapewnienie nieograniczonych
                kontaktów z drugim z rodziców. Są ojcowie, którzy potrafią być "matkami" swoim
                dzieciom - niejednokrotnie lepiej niż biologiczne matki. Każdy przypadek winien
                być rozpatrywany indywidualnie. Przyznawanie opieki nad dzieckiem "z definicji"
                kobiecie ma dodatkowy aspekt patologiczny: nie zniechęca a wręcz zachęca do
                podjęcia decyzji o rozwodzie.


                6) "można być ojcem na odległość, jeśli się chce" - Można. Ale dlaczego?
                Dlatego, że tak chce mamusia ? Prawo - niestety - daje Wam kobietom nadmierne
                przywileje w regulowaniu kontaktów dziecka z ojcem. Przeżyłem koszmar kiedy w
                odwecie za "zmarnowane życie" moja żona uniemożliwiała mi kontakt z synem. Raz
                się zdażyło, że nie widziałem go i nie słyszałem choćby przez telefon przez
                miesiąc. Ona wie, że nie jestem człowiekiem, który "porwie" dziecko, bo nie
                zrobi tego jemu. Ale i tak byłem szczęściarzem - mój znajomy nie widział
                dziecka przez 10 miesięcy - i nikt: sąd, kurator, policja nie jest w stanie
                pomóc. Ale nie ważne czy rok, miesiąc czy dzień. Zawsze jest to koszmar
                (wyobraźcie sobie drogie Mamy, że nie widzicie swego dziecka przez dzień i nie
                wiecie gdzie jest, choć niby nic złego sie nie dzieje bo jest z jednym z
                rodziców). Ważne, że ktoś niszczy więzy dwojga ludzi w imię własnego egoizmu,
                dla zemsty, czasem by mieć narzędzie szantażu. Utrudnianie i uniemożliwianie
                kontaktów dziecka z ojcem powinno być karalne (tak jak... unikanie tych
                kontaktów, a i to się zdarza). "Reglamentowanie" stosowane przez kobiety z
                pomocą sądów jest także patologią. NIKT - nawet matka - NIE MA DO TEGO PRAWA.
                Bo krzywda dzieje się nie tylko ojcu ale przede wszystkim dziecku.





                • burza4 Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 26.03.04, 17:56
                  Po kolei, po kolei...

                  tata_malolata napisał:


                  > Ja tylko sprzeciwiam się gdy kobieta lub mężczyzna ze zbyt błahych powodów
                  > zniechęca się i rozwala rodzinę. Zwłaszcza, że to nie rozstanie dwojga
                  > nastolatków. Wówczas można jeszcze zaakceptować stwierdzenie: "znudziło mi
                  się". Dorosłemu człowiekowi tak nie wolno.

                  Absolutnie się z tobą zgadzam co do meritum. Natomiast jakoś nie potrafię się
                  zgodzić, że ktoś (a szczególnie kobieta i matka) rozstaje się z kimś z błahego
                  powodu. Nikt odpowiedzialny w każdym razie. A jeśli ta nieodpowiedzialność i
                  niedojrzałość tak się objawia, to nie wierzę, że nie objawiała się też w innych
                  sytuacjach - a z nieodpowiedzialnym człowiekiem płci obojętniej nie sposób
                  budować trwałego i udanego związku.


                  > 1) "spędzenie z nim 5 minut pod jednym dachem przyprawiało mnie o alergiczną
                  > wysypkę" - Właśnie ! A czy to na pewno JEGO problem, czy nie przypadkiem
                  > problem tkwi w NIEJ?

                  Nie twierdzę, że na pewno nie mój - wręcz przciwnie - WYŁĄCZNIE we mnie to
                  tkwiło! Jego o tyle, że to on mnie do takiej alergii doprowadził, w końcu
                  kiedyś faceta kochałam ale z dnia na dzień ta miłość obumierała - bo rzadko
                  trwa tam, gdzie nie ma między partnerami szacunku, przyjaźni i wsparcia.
                  racja, był to MÓJ problem - bo ja chciałam od życia więcej niż jałowe trwanie
                  obok siebie, nie godziłam się na bylejakość. On teraz jest z kimś, a jej nie
                  przeszkadza jego charakter, podejście i oczekiwania od zycia, a w zasadzie ich
                  brak. Mi przeszkadzało, stanie w miejscu i brak perspektyw zabijały we mnie
                  chęć i radość życia.

                  > 2) "A właściwie, to nie szkoda, bo gdybym została, moje życie byłoby o niebo
                  > gorsze". - dla dobrego samopoczucia tak to trzeba sobie powiedzieć. Niby OK
                  ale pojawia sie tu "nutka egoizmu": moje życie. A może trzeba by powiedzieć :
                  nasze życie.

                  Nasze zycie? nasze to ono było dla mnie - do pewnego momentu - dla mojego męża
                  były to jego sprawy i jego pragnienia, z moimi się nie liczył. Moje to były
                  wydumki. Ja to nazywam zdrowym egoizmem. Mam prawo wyboru - nie brnąć w ślepy
                  zaułek.
                  >
                  >
                  > 3) "I mojego dziecka też" - znów "mojego"! Mój brzuch, moje dziecko. NIE! I
                  > napiszę to narażając się na gniew szanownego Forum. To nie jest dziecko TYLKO
                  > kobiety, to dziecko OBOJGA rodziców. A jak tu już wcześniej pisałem tak
                  > naprawdę to nie DZIECKO "należy" do rodziców a raczej ONI do NIEGO.

                  Istotnie, stąpasz po kruchym lodzie smile)) szczególnie pisząc to na forum matek,
                  które najczęściej muszą walczyć o każdą złotówkę dla NASZEGO dziecka. Ja się tu
                  nie czepiam (zdaje się że masz na to określenia alergię, a przeciez większość
                  osób mówi po prostu "moje" dziecko, a nie dziecko moje i męża?)- Moje/nasze
                  dziecko zawsze miało z ojcem nieograniczony kontakt, zresztą - paradoksalnie po
                  rozstaniu nasze stosunki są bardzo poprawne, nie raz mu jakoś pomagałam,
                  rozmawiamy czasem bardzo długo (ku irytacji mojego obecnego męża), przejmuję
                  się jego problemami. Ale też mój ex mąż, ma podejście dość wygodne - prawa są
                  jego, obowiązki moje. Dlatego w momencie kiedy jeszcze zarabiał dobrze, a ja
                  spłacałam pożyczkę na mieszkanie o podwyżkę alimentów z 200 do 250 zł alimentów
                  musiałam walczyć w sądzie. Okazało się wówczas, że mój mąż i kochający skądinąd
                  ojciec oficjalnie zarabia najniższą krajową, twierdzi, że jego rachunki
                  przewyższają dochody itd. Przy tym po dziecko przyjeżdżał taksówką (40 zł w
                  jedną stronę). Wtedy to nie było NASZE dziecko, tylko moje... Olałam temat, od
                  dwóch lat w ogóle mi nie płaci, tonie w długach a ja nie chcę i na szczęście
                  nie muszę go dobijać komornikiem.
                  >
                  > 4) "pewnego dnia po prostu doszłam do wniosku, że zasługuję na więcej..." - o
                  > tak! Każdy zasługuje na więcej. Ja osobiście zasługuję na willę w Monaco,
                  Rolls - Royca i 30 żon w haremie! Tylko jak bym wytrzymał z 30-toma
                  teściowymi !?!?! A tak poważnie. Współczesny świat, reklama prowadzą do
                  przerostu świadomości praw i przywilejów nad świadomością istnienia obowiązków.

                  róznica pomiędzy nami polega na tym, że ty byś chciał, a ja moje chcenia
                  wcieliłam w życie smile)) Chciałam mieć lepsze, spokojniejsze życie i mam. I nie
                  pisz tak, jakbym coś wygrała na loterii - o nie mój drogi - z obowiązkami to
                  zostałam ja, w stosunku do dziecka, do siebie, ja musiałam zarobić nam na
                  mieszkanie i dbać o to, żeby nasze życie jakoś wygladało. Uznałam, że nie mam
                  obowiązków w stosunku do dorosłego człowieka, który z uporem maniaka robi
                  wszystko żeby się stoczyć. Wybacz, doszłam do prostego wniosku, że skoro i tak
                  wszystko jest na moich barkach, a do tego mam wieczny stres i żyję wśród
                  ciągłych kłótni, to nie jest to stan, o którym marzyłam. Nie takie życie sobie
                  obiecywaliśmy. Ja ze swoich obowiazków starałam się wywiązać, do swoich mój mąż
                  nie dorósł.


                  > 5) "zostawić mu dziecko? nie rozśmieszaj mnie!" - to, że matka nosiła w
                  > brzuchu dziecko i karmiła piersią jest niezaprzeczalne ale... Są ojcowie,
                  którzy potrafią być "matkami" swoim dzieciom - niejednokrotnie lepiej niż
                  biologiczne matki. Każdy przypadek winien być rozpatrywany indywidualnie.

                  CAŁKOWICIE SIĘ Z TOBA ZGADZAM.
                  >
                  > 6) "można być ojcem na odległość, jeśli się chce" - Można. Ale dlaczego?
                  > Dlatego, że tak chce mamusia ? NIKT - nawet matka - NIE MA DO TEGO PRAWA.
                  > Bo krzywda dzieje się nie tylko ojcu ale przede wszystkim dziecku.

                  znów całkowicie się z toba zgadzam. Ale pisząc że można być ojcem na odległość
                  miałam na myśli to, że dla dobra dziecka MOŻNA ułożyć swoje relacje z eks
                  małżonkiem tak, aby dziecku zminimalizować stres. Mój ex dzwoni, kiedy chce,
                  bywał u nas kiedy chciał, spędzał z córką wakacje, zresztą spędzaliśmy też
                  zazwyczaj wspólnie u ex-teściów wigilię i wielkanoc, córka ma świetny kontakt
                  nie tylko z nim, ale i jego rodziną, z ciocią jeździ na wakacje... W naszej
                  sytuacji jedyne co mogłam zrobić, to ułatwić te kontakty w maksymalnym stopniu -
                  machnąć ręką na dawne urazy i animozje i stanąć z boku. Nie ingeruję w te
                  kontakty, choć mam zastrzeżenia co do ich jakości, ale to NIE MOJA SPRAWA - to
                  sprawa pomiędzy nim a córką. Czasem zwracam mu na coś uwagę - że np. obiecał
                  kino a nie poszli. Kiedyś warczał, teraz o takich sprawach rozmawiamy
                  normalnie.

                  Ale nie powierzyłabym mu wychowania dziecka na stałe - z różnych względów, za
                  długo by pisać.

                  Natomiast NIE ROZUMIEM szczerze mówiąc matek, które utrudniają kontakty (z
                  pominięciem patologii). I czasem jak czytam, że taka mamunia uważa, że wolno
                  jej zabraniać kontaktów, bo dziecko o ojca nie pyta = ojciec mu nie potrzebny,
                  bo zastępuje go np. dziadek to włos mi się jeży na głowie z powodu powalającej
                  głupoty..

                  pozdrawiam i współczuję
                  • tata_malolata Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 26.03.04, 21:10
                    Dziękuję Ci za obszerną odpowiedź, choć nie chodziło mi o to by Ciebie
                    piętnować a raczej by wypunktować pewne dość typowe motywy decyzji o rozbiciu
                    rodziny.

                    Dziękuję za odpowiedż bo myślę, że niektóre - Twoimi rękami pisane słowa -
                    mogłyby wyjść spod pióra mojej żony. Czytając Ciebie więcej rozumiem.

                    Dziękuję też za zdanie:
                    "Natomiast NIE ROZUMIEM szczerze mówiąc matek, które utrudniają kontakty (z
                    pominięciem patologii). I czasem jak czytam, że taka mamunia uważa, że wolno
                    jej zabraniać kontaktów, bo dziecko o ojca nie pyta = ojciec mu nie
                    potrzebny..."

                    Zajrzyj proszę na stronę:
                    www.zycie.com.pl
                    Jako kobieta - napisz tam proszę tą swoją opinię.
                    Myslę, że byłby to dla mnie i wielu ojców świetny upominek.









        • polka_idolka Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 26.03.04, 12:26
          to ja moze troszke z innej beczki?
          A co ma zrobic zona, ktora bedac w zaawansowanej ciazy dowiaduje sie ze jej maz
          zakochal sie w napalonej i zafascynowanej nim malolacie i ze nie zrezygnuje z
          niej mimo ze w domu jest mu dobrze i widzi dokladnie jak wspaniala ma te zone?
          (to cytat). Zona (z tego zwiazku jest jeszcze 11 letnia corka a druga za chwile
          sie urodzi) podejmuje decyzje pakuj torbe i spadaj. Czy wedlug Ciebie w takiej
          sytuacji powinna zrobic inaczej? Schowac swoj bol do kieszeni i tolerowac
          dwulicowosc, podlosc i noce u kochanki? Dodam ze jako ojciec 11 corki tez nie
          jest najlepszy odkad ma te kochanke. Pozdrawiam.
        • nilka13 Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 26.03.04, 12:34
          po prostu:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=10368016
          "Skoro oni chcą utrzymać rodzinę a zapewne i dzieci chcą być z obojgiem
          > rodziców, to niech dzieci zostaną pod opieką ojców."

          nie ma sprawy.
    • ania_rosa Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 26.03.04, 13:38
      Tato- Małolata, ja Ci odpowiem. Piszesz "4 razy TAK" na pytania zadane przez
      Mag. Cytuję je poniżej:
      "Nic ..
      Chcialam sie zapytac co znaczy sformlowanie"chceutrzymac rodzine.."
      Czy :
      1.Staras sie dojsc do porozumienia,
      2. Pracuje nad soba i zwiazkiem
      3. Rozmaiwa o swoich potrebach , obowiazkach itd..
      4. SLUCHA i stara sie zrozumiec potrzeby innych czlonkow tej rodziny "

      No więc żyje na tym świecie wystarczająco długo, aby wysunąc tezę, że Kobieta
      Matka to Kobieta Pragmatyczka. Nie wnikam tu, na ile zdeterminowana jest przez
      instynkt, na ile przez społeczeństwo, bo to nie miejsce na antropologiczne
      analizy, które skądinąd moge przeprowadzić z racji wykształcenia.
      Taka kobieta w przypadku problemów małżenskich lub niemałżeńskich zaczyna ocene
      sprawy od emocji- to jest ta wierzchnia warstwa, która jest najlepiej widoczna
      również na forum. W przypadku połowy emocjonalnych postów można wysnuć wniosek,
      że pełnią one tylko funkcję autoterapeutyczną: te kobiety muszą to z siebie
      wyrzucić, żeby dostrzec własciwe podłoże problemu. Jeśli jednak podejmą decyzje
      o odejściu, to nie emocje będą ostatecznie o tym decydować.
      Uważam, że jakieś 90% kobiet wbrew temu, co piszą czyli "nie widze szansy,
      jestem załamana, to koniec" myśli nadal racjonalnie i przewidująco oraz stara
      się dostrzec szanse na wyjście z impasu (stąd częste pytania: czy wybaczyć
      zdradę, czy jest sens w terapii, na ile się godzić w imię trwałości małżeństwa
      itd). Czyli: na ile skrzywdze dzieci, za co się utrzymamy, na ile mogę nagiąc
      swoje granice, aby utrzymac malżeństwo. Jest to stricte racjonalne i chłodne
      myślenie na zasadzie kalkulacji zysków dla potomstwa i ogólnei rodziny.

      Na płaszczyźnie werbalnej cześciej niż męzczyźni przyznajemy się do niemocy- bo
      mamy społeczne przyzwolenie na łzy i wyrażanie emocji- ale na płaszczyźnie
      wewnętrznej walczymy o wiele dłużej i trudniej nam zrezygnować.
      Zauważ, że kolejnośc losów piszących tu kobiet można ująć w diagramie:
      wystąpienie problemu- rozmowy- zwątpienie- walka- terapia- sukces bądź odejście
      badź trwanie.
      Nie spotkałam się z sytuacją, w której MATKA otrzymując ze strony partnera
      deklarację zmian (terapii) odrzuciłaby tę propozycję bez jej wykorzystania
      (zakładam, że nie mówimy tu o pedofilii ani żadnych zachowaniach niezgodnych z
      prawem). Walczymy dla dzieci i to dzieci zazwyczaj decydują o tym, że zostajemy.

      Bierze się to z wielu uwarunkowań: myślimy macierzyństwem i -co za tym idzie-
      mamy mniejszą potrzebę burzenia, a większą podtrzymywania i scalania.W momencie
      narodzin dziecka na bycie kobietą nakłada się bycie matką i pojawia się
      biologiczna determinacja zapewnienia dziecku dobrych warunków. U mężczyzn nie
      jest to tak oczywiste, bo ich instynkt rodzicielski jest w dużej mierze
      wypracowany społecznie,a nie uwarunkowany. Dlatego kiedy już
      dojdzie do kryzysu partnerstwa, na którym moga ucierpiec dzieci, to w przypadku
      najmniejszej iskierki nadziei i chęci mediacji ze strony partnera-jesteśmy
      gotowe zawrócić.

      Teraz zdradzę Ci, Tato, tajemnicę: rzadko kiedy w sytuacji konfliktowej
      meżczyzna walczy o małżeństwo proponując spektrum rozwiązań i środków
      pomocniczych. Tzn. słucha, pracuje nad sobą, stara się dojśc do porozumienia,
      romawia z perspektywy "dawcy" a nie tylko "biorcy".
      Dlaczego?
      Z punktu widzenia biologii mężczyzna nie ma żadnego interesu w utrzymaniu
      rodziny, kobieta ma olbrzymi interes. W dodatku nasza kultura przyzwala na
      męską niewierność i niedojrzałośc, przypisując matce emocjonalną
      odpowiedzialnośc za dom i dzieci. Stąd pragmatyzm, o ktorym pisałam na
      początku. Kobieta myśli swoim potomstwem i jego dobrem, dlatego rzadko kiedy
      może sobie pozwolić na niekontrolowaną histerię i pochopne decyzje.
      Myślę, że obraz ojca, ktory kreujesz, Tato, jest obrazem bez mała pięknym i
      również moim zyczeniem jest, aby był to obraz prawdziwy. Niestety potwierdza
      się tak rzadko, że pozostanę przy swoim zdaniu,a brzmi ono: żadna kobieta nie
      ryzykuje dla samego ryzyka i trzeba mocno się postarać, aby zdecydowała się
      zniszczyć rodzinę. Nawet jeśli przyznanie mi racji godzi w etos Ojca.

      pozdrawiam
      Rosa

      ps. Naturalnie generalizuję i wiem, że są wyjątki od reguły. Jednak w naszym
      tradycyjnym społeczeństwie nadal dominuje taki model, jaki opisałam wyżej i
      trzeba powolnych i długich zmian, aby zaczął funkcjonowac tu model szwedzki
      (równa odpowiedzialnośc rodzicielska).
      • tata_malolata Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 26.03.04, 17:08
        "Nie spotkałam się z sytuacją, w której MATKA otrzymując ze strony partnera
        deklarację zmian (terapii) odrzuciłaby tę propozycję bez jej wykorzystania"
        ----------------------------

        No to już znasz. Mnie odmówiła.



        poza tym:

        1) "żyje na tym świecie wystarczająco długo"
        O nic nie pytam.

        2) "mamy mniejszą potrzebę burzenia"
        No dobrze. Neron był mężczyzną. Ale poza tym ????????????


        3) "z punktu widzenia biologii mężczyzna nie ma żadnego interesu w utrzymaniu
        rodziny"
        Ma. Właśnie z punktu widzenia biologii. Atawizm każe mu podtrzymać gatunek i
        dbać o bezpieczeństwo potomstwa.

        4) "... kobieta ma olbrzymi interes".
        Tak samo - z biologicznego punktu widzenia.


        A teraz uwaga ogólna do punktów 4 i 5.
        Co innego biologia a co innego uwarunkowania cywilizacyjne.
        Te sprawiają, że potrzeby podstawowe są spychane w cień przez potrzeby
        wykreowane. To sprawia, że obowiazki naturalne są spychane w cień przez tzw.
        prawo wyboru.

        Dlatego zdarzają się i męzczyźni i kobiety "wyfruwające" z domu, zapominający
        niestety o dzieciach, zdarzają się kobiety rozmontowujące rodzinę itd. itp.
        Zdarzają się. O tempora o mores!

        A co do pragmatyzmu: kobieta ma w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym "na
        papierze" te same prawa co meżczyzna. W praktyce rozwód oznacza:
        - pewność powierzenia jej opieki
        - gwarancję otrzymywania środków (alimenty) utrzymania na dzieci
        - swobodę dysponowania nimi
        - połowę dóbr materialnych do własnej dyspozycji
        - dużą szansę alimentów na siebie
        - zdjęcie z ramion obowiązków domowych związanych z "intruzem", któremu trzeba
        np. zrobić kanapkę do pracy
        - swobodę towarzyską (że to tak delikatnie ujmę)

        Czy widzisz coś co zniechęcałoby kobietę do podjęcia decyzji o rozwodzie ?
        • nilka13 Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 26.03.04, 19:02
          tata_malolata napisał:

          > Ma. Właśnie z punktu widzenia biologii. Atawizm każe mu podtrzymać gatunek i
          > dbać o bezpieczeństwo potomstwa.

          atawizm każe samcowi rozsiewać swoje geny wsród jak największej ilości samic.
          To one skierowane są na podtrzymanie życia u młodych. Nie używałabym na twoim
          miejscu takich argumentów, licząc na ignorancję forumowiczek.

          tata_malolata napisał:
          W praktyce rozwód oznacza:
          > - pewność powierzenia jej opieki
          > - gwarancję otrzymywania środków (alimenty) utrzymania na dzieci
          > - swobodę dysponowania nimi
          > - połowę dóbr materialnych do własnej dyspozycji
          > - dużą szansę alimentów na siebie
          > - zdjęcie z ramion obowiązków domowych związanych z "intruzem", któremu
          trzeba
          > np. zrobić kanapkę do pracy
          > - swobodę towarzyską (że to tak delikatnie ujmę)
          >
          > Czy widzisz coś co zniechęcałoby kobietę do podjęcia decyzji o rozwodzie?


          Pewność? Gwarancję? Swobodę towarzyską?- człowieku, czy ty w to wierzysz?
          Poczytaj to forum dokładniej.


          "trzeba
          > np. zrobić kanapkę do pracy"- a to mój ulubiony fragment. TRZEBA. TRZEBA.
          TRZEBA. Będę się nim napawać przed zaśnięciem. I po obudzeniu. Żebym dobrze
          zapamiętała, po co się urodziłam.

          I Ty, Burzo, może też powinnaś sobie taką litanię przepowiedzieć- bo za dumna
          jesteś z tego, że uratowałaś swoje człowieczeństwo.
          • burza4 Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 26.03.04, 19:30
            A pewnie, że jestem dumna... przebiegnę się szybciutko:

            Wg taty małolata w praktyce rozwód oznacza:
            - pewność powierzenia jej opieki

            zgoda, choć gdyby nie pił może byłoby inaczej

            - gwarancję otrzymywania środków (alimenty) utrzymania na dzieci

            hmmm - jakoś od ponad 2 lat nie dostałam ani grosza...

            - swobodę dysponowania nimi

            faktycznie - kiedy już miałam to 250 zł mogłam przehulać, a resztę odłozyć na
            wakacje za granicą...

            - połowę dóbr materialnych do własnej dyspozycji

            moje dobra wyniesione z małżeństwa ograniczyły się do 5 kartonów z książkami,
            na mieszkanie i samochód musiałam sobie sama zarobić...

            - dużą szansę alimentów na siebie

            szczególnie, kiedy zarabiałam ca. 3 razy więcej niż mój ex w porywach...

            - zdjęcie z ramion obowiązków domowych związanych z "intruzem", któremu
            > trzeba np. zrobić kanapkę do pracy

            nie do końca, bo nie przyszłoby mi do głowy obsługiwać gościa, który ma 2
            sprawne rączki i wstawał dużo później ode mnie; istotnie częśc obowiązków mi
            spadła, ale nie z powodu prania skarpetek się rozwodziłam

            - swobodę towarzyską (że to tak delikatnie ujmę)

            owszem, teoretycznie mogłam się puszczać na prawo i lewo, ale raz, że nie
            lubię, a dwa - kto by się moim dzieciem zajął w tym czasie?

            Czy widzisz coś co zniechęcałoby kobietę do podjęcia decyzji o rozwodzie?

            w zasadzie jak się poczyta posty na tym forum, to istotnie rzeczą, jaka się
            rzuca w oczy to fakt, że samotne matki mają fajnie, pławią się w luksusie no i
            do tego mają świetny komfort psychiczny... pominę już fakt, że tu akurat więcej
            porzuconych przez tatusiów którzy i obowiązki i dzieci mają głęboko gdzieś.

            Co zniechęca - w moim przypadku nie było NICZEGO, co byłoby w stanie odwieść
            mnie od tej decyzji a żaden z powodów powyżej nie miał zastosowania. Nie
            chciałam tracić życia na czekaniu aż mój eks dojrzeje do bycia mężem i ojcem,
            nie dałam kolejnej szansy i nie żałuję - i nigdy ani przez moment nie
            żałowałam. Wygrałam spokój. Wygrałam godziwe życie - dla niej i dla siebie.
            • tata_malolata Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 26.03.04, 21:33
              burza4 napisała:

              Wg taty małolata w praktyce rozwód oznacza:
              - pewność powierzenia jej opieki

              > zgoda, choć gdyby nie pił może byłoby inaczej
              ---------------------------

              Nie byłoby. Musiaoby się okazać, że to Ty jesteś alkoholiczką, narkomanką.
              Z przeproszeniem - gdyby Ci udowodnił, że jesteś k... sąd i tak by uznał, że
              lepsza taka matka niż najprzyzwoitszy facet.

              -------------

              Polemikę nt. spraw materialnych odpuszczam, bo dotyczą Twojego specyficznego
              przypadku, gdy zarabiałaś 3x więcej. Tym bardziej dziwne, że przy takich
              dochodach "dobra wyniesione z małżeństwa ograniczyły się do 5 kartonów z
              książkami".

              Powiem tylko, że są skrajne przypadki w obie strony:
              - faceci opuszczający rodzinę i "migający się" od płacenia
              - kobiety "szantażujące dzieckiem" by wydusić jak największą kasę
              Przykre, że ludzie potrafią być tak nieprzyzwoici, przykrę także , że sądy
              sobie z tym nie radzą.

              ---------------

              "nie przyszłoby mi do głowy obsługiwać gościa, który ma 2 sprawne rączki .."

              Czy to upokorzenie zrobić mężowi kanapki do pracy? Jeśli ktoś to tak traktuje
              to może jednak z nim coś nie tak? Nie przyszłoby mi do głowy czuć się upodlonym
              z powodu wieszania firanek, wynoszenia śmieci lub przykręcania regału. Ja to
              robię dla niej, dla nas, dla domu... Robiłem.

              -------------

              "...więcej (jest rodzin) porzuconych przez tatusiów którzy i obowiązki i dzieci
              mają głęboko gdzieś"

              Więcej nie znaczy wszyscy. Protestuję przeciw odpowiedzialności zbiorowej

              ------------

              "Nie hciałam tracić życia na czekaniu aż mój eks dojrzeje do bycia mężem i
              ojcem, nie dałam kolejnej szansy i nie żałuję - i nigdy ani przez moment nie
              żałowałam."

              Po prostu przykre. Pytanie ile i jaką szansę dostał (skoro piszesz kolejnej).
              • annoda Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 27.03.04, 01:08
                Tato małolata, protestujesz przeciw odpowiedzialności zbiorowej?
                Ależ właśnie ciągle to robisz- piszesz tak jakbyśmy my wszystkie - te co
                odeszły, były nieodpowiedzialne, egoistyczne... itd. itp.
                A jak sam napisałeś wcześniej, każda z naszych historii jest inna. Jedne
                związki bardziej "patologiczne", inne mniej, a inne może wcale. Każdą by trzeba
                rozpatrywać osobno. Jedno co mamy wspólne, baby na tym wątku, że to my
                odeszłyśmy od facetów. Ale w moim, przynajmniej, przypadku, wcześniej to on
                właściwie jakby mnie "zostawił" - chociaż mieszkaliśmy pod jednym dachem.
                Zostawił mnie z problemami finansowymi, wychowawczymi, obowiązkami ...
                I, czytając wypowiedzi na tym forum, mam wrażenie, że nie u wielu z nas było
                podobnie. A wyprowadzając się z domu tylko ten "dach" zmieniłam...
                Nie znam twojej historii...
                A tym trudniej, że stoisz jakby po drugiej stronie - jak rozumiem.
                Wiem, że teraz, po rozstaniu, mój mąż też czuje się poszkodowany - bo
                pozbawiłam go tego "wspólnego dachu" z dziećmi, i ze mną podobno też.
                Choć staram się nie ograniczać kontaktów, to nie to samo co wracać do domu
                pełnego ludzi, nawet jeśli wcześniej przez klikanaście lat,po powrocie z pracy
                przeganiał dzieci, bo musiał odpocząć. Albo przychodził jak już spały....
                Nie odeszłam do nikogo. Jestem sama z dziećmi. Ja kiedyś troszczyłam się o dom,
                dzieci, pieniądze na życie - nic się nie zmieniło. A jak powiedział mi
                ostatnio mój mąż- jedyny jego obowiązek to kasa, a opieka, spędzanie czasu,
                wychowanie - to wybór, dobre chęci, nie obowiązek. On tego nie musi.
                A dzieci? Są ze mną, bo wcześniej też były ciągle ze mną. Jemu przeszkadzały.
                Nie chciały mieszkać z tatą. Teraz chcą z nim się spotykać, rozmawiać, bo
                przychodzi po pracy - DO NICH. Widzą i czują tę zmianę.
                Rozstanie nie było dla mnie "wygodą", ale było "komfortem" spokoju, życia bez
                obaw o kolejną awanturę o byle co i lęku czym ta awantura się skończy.
                Więc teraz ja zaprotestuję przeciw odpowiedzialności zbiorowej - za
                konsekwencje rozwodów i rozstań, które dotykają ojców i mężów.
                Nie wiem jak ty, ale niektórzy naprawdę sobie na to zasłużyli...
                • chalsia Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 27.03.04, 16:23
                  Annoda, ja i Mag akurat zaliczamy się do tych, które zostały przez mężów
                  porzucone.

                  Pozdrawiam,
                  Chalsia
              • burza4 Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 27.03.04, 11:36
                tata_malolata napisał:

                > burza4 napisała:
                >
                > Wg taty małolata w praktyce rozwód oznacza:
                > - pewność powierzenia jej opieki
                >
                > > zgoda, choć gdyby nie pił może byłoby inaczej
                > ---------------------------
                >
                > Nie byłoby. Musiaoby się okazać, że to Ty jesteś alkoholiczką, narkomanką.
                > Z przeproszeniem - gdyby Ci udowodnił, że jesteś k... sąd i tak by uznał, że
                > lepsza taka matka niż najprzyzwoitszy facet.

                Miałeś nie gereralizować, czy mi się tylko wydaje? Bo zdaje się, że piszesz o
                swoim przypadku jak o regule? Niekoniecznie - mój kolega wychowuje syna i wcale
                nie musiał o niego jakoś walczyć, pani sędzina z własnej inicjatywy odebrała
                matce prawa rodzicielskie (ojciec nawet o to nie występował). Nie piła, nie
                biła, tylko sama odeszła.
                >
                > -------------
                >
                > Polemikę nt. spraw materialnych odpuszczam, bo dotyczą Twojego specyficznego
                > przypadku, gdy zarabiałaś 3x więcej. Tym bardziej dziwne, że przy takich
                > dochodach "dobra wyniesione z małżeństwa ograniczyły się do 5 kartonów z
                > książkami".

                Wiesz - ja sama się mocno zdziwiłam, że po rozstaniu tak mi wzrosła stopa
                życiowa... Po czym mnie olśniło - przecież nie mam już męża na utrzymaniu!
                Wierz albo nie, ale kiedy byłiśmy razem, wystarczało jakoś do końca miesiąca
                ale nie było mnie stac na żadne ekstrasy. Do dentysty wybierałam się przez rok,
                bo ciągle były ważniejsze wydatki. Mój mąż nie miał takich problemów i swoje
                zarobki wydawał na pniu. Na siebie. I jak już się wyprowadziłam, to po prostu
                się okazało, że przynajmniej 1/3 mojej pensji po prostu zostaje.

                > Powiem tylko, że są skrajne przypadki w obie strony:
                > - faceci opuszczający rodzinę i "migający się" od płacenia
                > - kobiety "szantażujące dzieckiem" by wydusić jak największą kasę
                > Przykre, że ludzie potrafią być tak nieprzyzwoici, przykrę także , że sądy
                > sobie z tym nie radzą.

                To prawda - nasze tzw. prawo jest zbiorem widzimisię sędziów. W obie strony to
                działa.

                > "nie przyszłoby mi do głowy obsługiwać gościa, który ma 2 sprawne rączki .."
                >
                > Czy to upokorzenie zrobić mężowi kanapki do pracy? Jeśli ktoś to tak traktuje
                > to może jednak z nim coś nie tak? Nie przyszłoby mi do głowy czuć się
                upodlonym z powodu wieszania firanek, wynoszenia śmieci lub przykręcania
                regału. Ja to robię dla niej, dla nas, dla domu... Robiłem.

                A czemu to on nie miałby zrobić kanapek mnie? istotnie, nie robiłam nigdy w
                życiu kanapek do pracy. Może dlatego, że na poczatku mój mąż nie pracował w
                ogóle, potem pracował jak mu się chciało. Nie miał stałych godzin pracy, ale
                np. nie chciało mu się wstać do pracy na 8 po to, żeby wyjść o 16 i być w
                stanie odebrać dziecko z przedszkola, nie - panicz musiał się wyspać i iść na
                10, a problem kto odbierze dziecko spadał na mnie. To ja wiecznie musiałam
                lecieć z wywieszonym językiem żeby zdążyć przed 5...
                I w ramach "partnerskiego" podziału obowiązków zarabiałam na rodzinę, robiłam
                zakupy, gotowałam, prałam i sprzątałam, zajmowałam się dzieckiem itd. Ja rano i
                tak miałam pod dostatkiem zajęć, musiałam zająć się dzieckiem, ubrać umyć i
                odstawić do przedszkola, po czym grzać do pracy. Mój mąż musiał zregenerować
                nadwątlone siły.


                > "Nie hciałam tracić życia na czekaniu aż mój eks dojrzeje do bycia mężem i
                > ojcem, nie dałam kolejnej szansy i nie żałuję - i nigdy ani przez moment nie
                > żałowałam."
                >
                > Po prostu przykre. Pytanie ile i jaką szansę dostał (skoro piszesz kolejnej).

                Nie potrafię ci po 10 latach prezycyjnie wyliczyć. Wiele - bo wiele razy
                usiłowałam rozmawiać na temat "jest źle, co proponujesz?", byliśmy na terapii,
                po wyprowadzce wróciłam jeszcze raz na jakieś 2 tygodnie, bo wszyscy na mnie
                wsiedli że trzeba próbować. Spróbowałam - nie dało się. Mój mąż się starał, ale
                to staranie nadeszło ze 3 lata za późno. Nie mogłam, nie byłam w stanie znieść
                jego obecności obok, nie wspominając już o dotyku.

                Ale powiedz mi, co sądzisz o tym, jak przedstawiłam ci nasze relacje po
                rozwodzie? pisałam ci o tym po to, żeby pokazać, że niekoniecznie po rozwodzie
                dzieci tak strasznie cierpią. Cierpią, ale czy cierpiały by mniej, gdyby nadal
                były pod jednym dachem z dwójką nienawidzących się rodziców? Moje dziecko po
                tylu latach nadal pamięta tamte awantury - a miała wtedy zaledwie 3-4 latka.
                Powiem ci, że wśród moich znajomych przetrwały zaledwie ze 2-3 małżeństwa.
                Natomiast w żadnym przypadku dzieci nie mają ograniczonego kontaktu z ojcem, i
                to bez sądu. Da się nie wciągać dzieci we własne żale i animozje, trochę
                empatii i rozsądku potrzeba.
                • tata_malolata Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 29.03.04, 12:15
                  A czemu to on nie miałby zrobić kanapek mnie?
                  ------------------

                  Niby czemu nie?

                  Ale czemu Ty nie masz wnieść nową szafkę po schodach tylko ON?
                  Albo czemu nie masz pomalować ścian ?
                  Ewentualnie zrobić rurkę do pralki ?

                  Wydaje mi się, że gdybyśmy my mężczyźni i Wy kobiety traktowali swe NATURALNE
                  obowiązki TAK POPROSTU a nie dociekali kto jest czyim sługą byłoby PO PROSTU
                  NORMALNIE.

                  P.S. Sam nie jestem bez winy - nie chciało mi się robić nowej podłogi i
                  zwlekałem przez 2 miesiące, kiedy indziej "marudziłem" przy wieszaniu firanek.
                  Teraz mi "łyso"

                  • burza4 Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 29.03.04, 13:14
                    Tato - nie licytjmy się. Dla twojej wiadomości - nie tylko malowałam ściany,
                    okna, ale i robiłam inne "męskie" naprawy w domu. Po prostu na mnie spadła
                    znakomita większość obowiązków. Począwszy od zarobienia na rodzinę. I rzecz
                    jasna inaczej by to wyglądało, gdybym w czymkolwiek mogła liczyć na pomoc. Ale
                    nie mogłam choćby w głupiej sprawie. Nawet nie przyszłoby mi do głowy, żeby
                    liczyć na pomoc męża, jak poprosiłam o zrobienie zakupów, to połowy nie kupił,
                    chleba nie było a pójście do innego sklepu nie wpadło mu do głowy. Kiedy np.
                    robiłam przedświąteczne porządki w 8 miesiącu ciązy i poprosiłam męża żeby zmył
                    podłogę, bo ja po prostu nie mogę z takim brzuchem, to mi powiedział, że
                    przecież mogę wziąć szczotkę na długim kiju... no niby istotnie. Jak
                    poprosiłam, żeby załatwił pewne zaświadczenie w urzędzie, i dałam mu precyzyjne
                    wytyczne - adres, piętro, numer pokoju, nazwisko pani to wrócił z niczym,
                    bo .. "pani kazała napisać podanie". Według mnie normalnemu dorosłemu
                    człowiekowi przyszłoby do głowy, żeby poprosić panią o kartkę papieru i od ręki
                    napisać "proszę o wydanie zaświadczenia xxx, data, podpis". Jedno zdanie!!! to
                    niestety przekraczało zdolności mojego eksa... i jak ja miałam traktować gościa
                    jako partnera skoro zachowywał się jak duże dziecko, które trzeba prowadzić za
                    rączkę na każdym kroku?

                    U nas nie było podziału na męskie i babskie czynności. U nas był podział
                    znacznie prostszy - ja obowiązki, on prawa. Bo on ma prawo wyjść z kolegami, on
                    ma prawo wydać SWOJE pieniądze tak, jak mu się podoba itd. Ja swoich nie
                    mogłam, bo ktoś musiał zrobić zakupy i opłacić rachunki. I na "moje" rzeczy już
                    nie starczało. Pamiętam jak przy zarobkach dużo powyżej średniej krajowej
                    przeliczałam cenę nowych skarpetek na dekagramy wędliny... i rzecz jasna
                    dochodziłam do wniosku, że moge się bez nich obyć. Kiedy po rozwodzie
                    zamieszkałam sama, to nie dość, że wystarczało mi jakoś na wszystko, to byłam w
                    stanie spłacać jeszcze miesięcznie po 1000 zł pożyczki. A to był '96 rok...
                    kiedy mieszkałam z mężem, to rzedko kiedy zostawały mi jakieś pieniądze...

                    Tato malolata - po badaniach psychologowie odkryli, że dzieci przeżywają skutki
                    uboczne rozpadu rodziny tak samo, w sytuacji kiedy rodzice formalnie są razem,
                    ale emocjonalnie są sobie obcy. Wniosek z tego taki, że bycie pod jednym dachem
                    wcale dzieciom nie służy, jeśli relacje między rodzicami są złe. I w takiej
                    sytacji rozwód jest wyborem mniejszego zła. Moja córka ma rodziców w gruncie
                    rzeczy życzliwie do siebie ustosunkowanych, żadne z nas nigdy nic złego o
                    drugim nie mówiło, gdybyśmy byli razem to miałaby na codzień obraz wiecznych
                    kłótni i nienawiści wyzierającej z oczu... Ja nie potrafię chować urazy do
                    nikogo, do eksa też nie mam. Może słowo "przyjaźń" jest w naszym przypadku za
                    duże, ale nasze kontakty są naprawdę dobre. Wybaczyłam mu i odcięłam się od
                    złych rzeczy - ale fakt, że wybaczam nie oznacza odrodzenia uczuć. A przecież
                    na wybaczeniu się nie kończy. Trzeba z tym człowiekiem żyć nadal, sypiać z nim -
                    jak? skoro stał się bardziej obcy niż facet z ulicy?

                    Nie ma wielkiego sensu utrzymywać coś na siłę. I wbrew twojemu przekonaniu
                    życie samotnej matki nie jest usłane różami i nie tak łatwo podjąć decyzję o
                    odejściu. Mi to zajęło ze 2 lata szarpaniny. A zupełnie inną sprawą jest to, że
                    jakimś cudem oboje stanęliśmy na wysokości zadania i udało nam się
                    zminimalizować skutki rozwodu dla córki. Bo oboje ją kochamy. Nie wiem, czemu
                    twoja była jest tak skrzywiona, jeśli chodzi o te spotkania. To nad tym
                    powinniśmy deliberować.

                    A swoją drogą - czy zauważyliście jak mało jest literatury na temat stosunków z
                    dziećmi po rozwodzie? w księgarni pełno książek, a na ten temat jakoś nic - a
                    jeśli już jest, to raczej na innej płaszczyźnie (jak dorośłe dzieci wychodzą z
                    porozwodowej traumy - ale w tych ksiązach opisywane historie dotyczą sytuacji,
                    kiedy ojciec zniknął z życia dzieci). Powinno się więcej pisać na temat
                    sytuacji dzieci, ich potrzebach, sposobach złagodzenia tych przeżyć itd.
                  • omama Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 29.03.04, 13:34
                    Wiesz, tato, ja po pierwsze nie bardzo rozumiem, skąd twojej przekonanie co do
                    tego, co jest NATURALNYM obowiązkiem(rolą, zadaniem) kobiety i mężczyzny. Ale
                    nawetpominąwszy tą dyskusję, zdradź, proszę, czy nie przyszło ci do głowy, jak
                    często trzeba wnosić nowe szafki(malować ściany, remontować kuchnię) a jak
                    często robić zakupy, (pranie, obiady, kanapki).... Obowiązki - twoim zdaniem -
                    naturalnie przypadające kobiecie to kilka godzin dziennie. Z sobotami i
                    niedzielami włącznie. Obowiązki mężczyzny to kilka minut dziennie. Więc nie
                    trzeba specjalnych dociekań, żeby uznać, co fair a co nie, nieprawdaż?
                    • tata_malolata Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 29.03.04, 14:32
                      omama napisała:
                      "co jest NATURALNYM obowiązkiem(rolą, zadaniem) kobiety i mężczyzny"
                      ---------------
                      Istnieją pewne uwarunkowania biologiczne, które "preferują" np mężczyznę w
                      zawodzie drwala lub traktorzysty a kobietę np. w pracach wymagających wysokiej
                      precyzji i cierpliwości. Podobnie ze zdolnościami - często kobiety wykazuja
                      lepsze zdolności humanistyczne (szczególnie lingwistyczne) a mężczyźni
                      matematyczne. Choć nie zawsze tak jest, że wspomne o Marii Skłodowskiej Curie
                      jedynej polskiej noblistce w zakresie nauk ścisłych (i to dwa razy !) lub
                      Agacie Wróbel mistrzyni swiata w dżudo (jeśli dobrze pamiętam).

                      A w domu ? Czy chodziło mi o to by się licytować ? Nie absolutnie. Choć
                      przyznaję, że codzienne obowiązki są monotonne i nudne a do tego mało
                      zauważalne. Może tu "pies pogrzebany"? Może za mało małżonkowie wzajemnie
                      doceniają to co robi drugie?
                      • burza4 Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 29.03.04, 18:06
                        Tato - ja się z tobą zasadniczo zgadzam. Jesli facet pracuje, utrzymuje rodzinę
                        i wraca po nocy, to przecież nie domagałabym się, żeby wstawał rano i robił mi
                        śniadanko do łóżka. Ale to ja odwalałam i męską i babską robotę w tym domu!
                        Udział mojego męża w czymkolwiek był sporadyczny, ale i tak ciągle słyszałam,
                        że to ja nic nie robię (?). I ponieważ to ja się zrywałam rano i odprowadzałam
                        dziecko do przedszkola, a mój pan spał słodko, to nie widziałam potrzeby
                        obsługiwania go jak udzielnego księcia. Nawiasem mówiąc przez pierwsze pół roku
                        naszego małżeństwa, wracając z pracy zastawałam mojego męża nadal w szlafroku,
                        grającego w gry komputerowe (zakupów brak, w domu nie nie zrobione). Nie mógł
                        znaleźć pracy, tzn. konkretnie jak było jakieś ogłoszenie, to się nie mógł
                        dodzwonić. Ja mogłam, ale w końcu przecież nie mogłąm rozmawiać za niego!
                        Rozumiem, raz, drugi ale PÓŁ ROKU??? potem pracował od 12 do 24 i nosiłam mu
                        obiad w menażce, bo było blisko. Potem pracował wg własnego grafiku i liczyłam,
                        ze dostosuje go do potrzeb rodziny (odbieranie dziecka z przedszkola). Taa,
                        umiesz liczyć, licz na siebie... I dlatego napisałam, że nie robiłam mu
                        kanapeczek - po części dlatego, że nie było takiej potrzeby, poza tym z uwagi
                        na znaczną rozbieżność w podziale obowiązków.
                        • tata_malolata Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 29.03.04, 20:09
                          Dziękuję za "zasadniczo się zgadzam".
                          To Ci też napiszę, że zasadniczo się zgadzam, że to nie fair gdy mąż ma w nosie
                          obowiązki domowe, rodzinne.

                          Gdy czytam Twoje wspomnienia przyznaję, że może nie było łatwo.

                          Ale jak to do licha jest, że ludzie (bo czasem dotyczy to mężczyzn, czasem
                          kobiet)"nudzą się" sobie, zaczynają się "drażnić", aż wreszcie dochodzi do (jak
                          to nazwałaś) "alergii" na drugą przecież kiedyś ukochaną, najważniejszą osobę
                          na świecie ????

                          Jedna z uczestniczek napisała coś o drażniącym ją "odwijaniu rękawów od koszul
                          przed praniem". Mój Boże! Jakże ja to znam ! Moją żonę drażniły podobne
                          drobiazgi z tym, że ona nie umiała na to przymknąc oka a zbudowała sobie z tego
                          wielki mur i skończyło się jak się skończyło. A ja osioł nie widziałem
                          problemu - gdyby ktoś mi wtedy powiedział do czego takie małe upory mogą
                          prowadzić !!!!!

                          Burzo. U Ciebie skończyło się też jak się skończyło. I pewnie tak zostanie.
                          Ale dzieki temu, że zdajesz sobie sprawę jakie "pierdołki" moga doprowadzić
                          ludzi do niezrozumienia, braku miłości a nawet nienawiści, możesz chyba
                          przyznać, że gdyby ludzie potrafili zrozumieć, wyrzec sie czegoś, zrobić coś,
                          postarać się - mogliby uratować swe rodziny. Ja tak myslę.
                          • ann_mart Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 30.03.04, 08:58
                            To ja się przyznaję - ja o tych koszulach pisałam. Masz rację - to jest
                            pierdoła. A w końcu skoro to taka pierdoła to czemu ich sam nie odwija?
                            Z takich pierdół składa się życie. I w koncu są też powazniejsze problemy,
                            które wcaler nie muszą być tym co potocznie uważa się za patologię (alkoholizm,
                            znęcanie się itp). Dlatego nie potępiam ayelet, że rozważa odejście. I na
                            miejscu burzy też bym pieciu minut nie została. I w końcu nie wiem jak potoczy
                            sie moje małżeństwo, może mój mąż będzie dalej miał fazę na "tak", ale dla mnie
                            będzie to nie do przyjęcia.
                            Wybrałeś to akurat forum, gdzie można przeczytać o żenujących zachowaniach
                            facetów, a rady dajesz - "trzeba pracować nad związkiem". No fakt, trzeba, sama
                            jestem przykładem. Ale już Boy powiedział "W tym największy jest ambaras, żeby
                            dwoje chciało naraz". I choćbyśmy się skichały to same nic nie naprawimy. A w
                            końcu gdzie jest powiedziane, że jeżeli nam związek nie odpowiada (to eufemizm)
                            a facetowi jak najbardziej, to my mamy uszy po sobie, zęby zacisnąć i trwać dla
                            dobra dzieci. Dlaczego to poświęcenie własnego szczęścia ma, Twoim zdaniem,
                            dotyczyć tylko jednej strony?
                            Pozdrawiam
                            Anka
                      • omama Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 29.03.04, 22:49
                        Tato, daj sobie spokój z Noblem czy olimpiadą. Ja piszę co innego: obowiązki
                        tzw. żeńskie (gotowanie, prasowanie, sprzątanie, pranie, zakupy) zajmują
                        codziennie po parę godzin. Obwiązki tzw męskie (remonty, pomoc fizyczna przy
                        wiosennych porządkach) zajmują parę godzin raz na parę miesięcy. I nie jest to
                        fair: a przy założeniu, że oboje wykonują również pracę zawodową to więcej niż
                        nie fair, to wykorzystywanie. Ot i tyle.
        • ann_mart Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 29.03.04, 13:54
          Tak sobie czytam. dopiero teraz i cóż - gwoli wyjaśnienia - nie jestem
          samodzielną (choć mało brakowało, żebyśmy się rozstali jak syn miał 8 mies.),
          poszliośmy na terapię, teraz po blisko roku będziemy mieć następną serię. I
          dodam - nie było u nas żadnej patologii (chyba że za patologie uznać to, że mój
          mąż dopiero pod wpływem koleżanki z pracy uznał, że jest nieszczęśliwy, tylko
          mi o tym nie mówił). Ale napiszę co by było gdyby - a przypadek nie jest
          skrajny, więc będziesz mógł tato_małolato, odnosić się do innej historii niż
          burzy4.
          Aha, zanaczę tylko, że choć na początku odejść chciał mój mąż, to w jakimś
          momencie, później, jak pewne sprawy wyszły na jaw, chciałam też ja. Powód był
          prosty - życie małżeńskie stało się dla mnie takim stresem, że nie byłam w
          stanie nawet kabaretu oglądać bez łez. Później okazało się, że to depresja. Ale
          zanim się to okazało - byłam gotowa odejść. Choć może to nie jest właściwe
          słowo, bo faktycznie wyprowadziłby się mój mąż. Ale tato napisałeś:
          > A co do pragmatyzmu: kobieta ma w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym "na
          > papierze" te same prawa co meżczyzna. W praktyce rozwód oznacza:
          > - pewność powierzenia jej opieki

          Tak to prawda, miałabym tę pewność - pracuję krócej od mężą i karmiłam piersią.
          Przy nim dziecko wychowywałaby opiekunka, bo spędzałby z nim najwyżej godzinę
          dziennie + część weekendu. Gdyby dziecko zostało ze mną wyszłoby na to samo, z
          tum, że oprócz opiekunki i ojca byłabym jeszcze ja i moje mleko.

          > - gwarancję otrzymywania środków (alimenty) utrzymania na dzieci

          No cóż, dziecko jest wspólne i po rozstaniu także musielibyśmy je wspólnie
          utrzymywać, tym bardziej, że jako samotna matka miałabym mniejsze czasowo i
          organizacyjnie możliwości dodatkowych zarobkó, co przy wspólnym mieszkaniu było
          normą. Ale wysokość alimentów byłaby, jak sądzę ustalona przez nas(no chyba, że
          mąż uznałby, że pomimo wysokich zarobków dziecku 100 zł wystarczy).

          > - swobodę dysponowania nimi

          To chyba oczywiste - to są pieniądze przeznaczone na jedzenie i ubranie
          głównie, większe wydatki, typu lokalizacja i związany z tym koszt przedszkola,
          jak sądzę moglibyśmy uzgadniać. Jednak w ograniczonym zakresie, bo jeżeli on
          chciałby najtansze na Ursynowie, to mówiąc obrazowo "mógłby się pocałować" bo
          na Grochowie mieszkamy.

          > - połowę dóbr materialnych do własnej dyspozycji

          W ich wypracowaniu miałam spory udział: na początku małżeństwa zarabiałam
          więcej od męża, potem mniej więcej równo, ale jego aplikacja kosztowała
          majątek, tym bardziej, że przez rok co tydzień dojeżdżał 500 km. Ze względu na
          koszty moją odsuwaliśmy, a potem jakoś wyszło, że sobie odpuściłam. Potem przez
          blisko rok nie pracował. Potem zaczął zarabiać znacznie więcej niż ja, ale też
          i więcej pracować, więc ja miałam więcej pracy w domu. No i u nas nie było
          podziału na prace męskie i kobiece - wszystkie są mojewink Ten smiley tak na
          okrasę, bo on też ma domowe obowiązki, tylko muszę pilnować realizacji.
          Reasumując biorąc pod uwagę nasz wkład - jest niemal równy.

          > - dużą szansę alimentów na siebie

          No, tu akurat z tą dużą szansą przesadziłeś. Rzadko się zdarza, praktycznie
          tylko przy uznaniu mężą wyłącznie winnym rozkłądu pożycia. I na pewno tego bym
          nie dostała. Chyba, że w razie rozwodu odkryłabym brzydkie sprawki i na to by
          wyszło. No ale mściwa nie jestem, a wywlekanie ewentualnych brudów mnie nie
          interesuje. Poza tym, choć zarabiam znacznie mniej od męża to i tak bym
          warunków nie spełniała.

          > - zdjęcie z ramion obowiązków domowych związanych z "intruzem", któremu
          trzeba
          > np. zrobić kanapkę do pracy

          Wiesz - nigdy mu nie robiłam, bo śniadań nie jada. Ale biorąc pod uwagę, że -
          sama maluję ściany, mocuję półki, noszę lżejsze meble, załatwiam przeglądy
          samochodu itp. to biorąc pod uwagę Twoją późniejszą wypowiedź do burzy,
          że "mebli nie nosi" - to chyba on mi powinien robić wink))) Choć przyznam - myśl,
          że nie musiałabym odwijać rękawów z tysięcy koszul przed praniem jest
          słodka smile)))

          > - swobodę towarzyską (że to tak delikatnie ujmę)

          O kurczę - no swobodę to bym faktycznie miała. Mogłabym wyjść gdzie chcę i
          przyprowadzać do domu kogo chcę. Oczywiście, jest mały problem, te wyjścia i
          przyjścia musiałabym odbywać z dzieckiem, ciekawa jestem kto by to
          zaakceptował. już widzę te kolejkę.
          No, jakby się zastanowić to, większą mogłabym mieć teraz - mąż z dzieckiem w
          domu a ja ...

          > Czy widzisz coś co zniechęcałoby kobietę do podjęcia decyzji o rozwodzie ?

          No faktycznie, jak się zastanowię, dzięki Tobie tato, to właściwie nie wiem
          czemu jeszcze tkwię w tym związku. Samej byłoby mi o wiele lepiej - forsy dużo,
          kontroli żadnej, swoboda, wolność.


          Wiesz - myślę, że Twoja napaść na autorkę wątku, naprawdę była nie na miejscu.
          Myślę, że złość na Twoją expartnerkę powinieneś wylewać gdzie indziej. Sorki,
          ale nie widzę u Ciebie dobrej woli, a jedynie żal. I niby my mamy byc
          personifikacją zła Twojej expartnerki?

          Pozdrawiam
          Anka

          • tata_malolata Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 29.03.04, 14:49
            Oj oj oj.
            Z taką radością przeczytałem początek listu, że komus się udało.

            A potem czytam:
            "Wiesz - myślę, że Twoja napaść na autorkę wątku, naprawdę była nie na miejscu.
            Myślę, że złość na Twoją expartnerkę powinieneś wylewać gdzie indziej. Sorki,
            ale nie widzę u Ciebie dobrej woli, a jedynie żal. I niby my mamy byc
            personifikacją zła Twojej expartnerki?"

            Odpowiadam:
            To nie napaść a polemika (mam nadzieję).
            Złośc na moją żonę ? Absolutnie nie - może jestem zawiedziony, może mi smutno
            ale nie złość.
            Brak dobrej woli ? Wiesz - prosiłem by pójśc na mediacje, próbowałem, prosiłem
            by chociaz wytłumaczyła. A co do dobrej woli - dziś, jutro i każdego dnia
            czekam. Może jeszcze się uda ?
            • maligne Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 09.04.04, 13:23
              do taty malolata
              wiesz co, ciekawi mnie jedno sformułownaie ze wszystkich twoich wypowiedzi.
              Zona "w odwecie za zmarnowanie jej zycia",
              owszem, moze odwet nigdy nie jest dobry, ale jestem głeboko przekonana ze w
              słowach żony musi cos tkwić, naprawdę, a Ty nie potrafisz tego zaakceptować,
              fakt, nie dała Ci szansy na terapie itd... ale widocznie miała Ci cos do
              zarzucenia, o czym moze nie wiesz i nigdy sie nie dowiesz.

              Gwoli scislosci, mnie rzucil maz, bez slowa wyjasnienia, tez nie chcial terapii
              itd, i uwzam ze on jest glownie winny rozpadowi naszego zwiazku, ale nie tylko
              on i potrafie zaakceptowac rowniez wine w sobie.
              pozdrawiam
              maligne
    • e-milia44 Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 27.03.04, 00:08
      Hey, wlasnie przeczytalam twoj list - jestem w podobnej sytuacji. Moje dziecko
      tez ma 4 miesiace - od miesiaca mieszkam sama. Probowalam, bylismy tez u
      terapeuty - nie pomoglo. Tez uslyszalam straszne rzeczy, ktore trudno
      zapomniec, a na pewno nie mozna z taka osoba zyc - nie mowiac juz o wspolnym
      lozku. Boli jak cholera, ale w toksycznym zwiazku trudniej niz bez niego.

      Jedno mnie zastanawia - ja nie proponowalabym pieniedzy - w koncu to ty
      bedziesz z dzieckiem. Nie miej poczucia winy, ze odchodzisz od kogos kto cie
      ranil.
    • pyza15 Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 29.03.04, 08:43
      Ja dość długo zwlekałam, a może odkładałam tę decyzję, kierując się właśnie
      dobrem dziecka, bo przecież dziecko musi mieć ojca. Takie wartości wpojono mi w
      domu rodzinnym, iż najważniejsza jest rodzina. Nie da się jednak żyć w
      rodzinie, gdy obydwie strony łączy wyłącznie nienawiść. Próbowałam pomocy, gdyż
      myślałam, że ze mną jest coś nie tak. Może jestem nienormalna, poszłam do
      psychologa, zasięgnęłam terapii rodzinnej, co prawda sama, lecz pomoc ta bardzo
      mi pomogła. W zasadzie uświadomić mi, że naszego związku nie można odbudować,
      że liczy się także moje dobro, że nie jest to egoistyczne. Jakaż ja byłam
      głupia, znosząc upokarzanie męża przez tyle lat. W zasadzie już od początku
      małżeństwa było źle, a to moi rodzice nie pomagają, dają za mało pieniędzy,
      mimo iż pomoc jakakolwiek nie była nam potrzebna. Że moi teście dali tyle, więc
      ja powinnam ich spłacić, gdyż nie zarabiam na siebie, a moje długi wciąż rosną,
      gdyż mimo iż pracuję, zarabiam mniej od męża. Mąż ograniczał mi kontakty z
      rodziną, nie mogłam wesprzeć rodziców, gdy akurat ojciec był w szpitalu, bardzo
      ciężko chory. Nie mogłam pojechać do szpitala, gdyż nie zarabiam na siebie, a
      samochód, który kupiliśmy wspólnie, tak naprawdę nasz nie jest, lecz męża.
      Chcąc jechać na wakacje, musiałam być potulna jak baranek by nie zdenerwować
      męża, gdyż on przecież taki delikatny, wrażliwy. Zresztą wakacji i tak nie
      mieliśmy, gdyż w ciągu 6 lat małżeństwa, wyjechaliśmy tylko raz, bo przecież
      NIE BYŁO NAS STAĆ. Nie mówiąc już o atmosferze wyjazdu, gdzie cały czas
      spędzałam sama z dzieckiem, gdyż mąż akurat wtedy musiał się uczyć (jakby nie
      mógł nauki przełożyć o tydzień, skoro nie uczył się 5 lat). Niby drobizag, ale
      gdyby mu na nas zależało, spędzałby czas wyłącznie z nami.
      Zresztą, mąż nie interesował się dzieckiem, moją ciążą, samopoczuciem (nawet w
      ciąży mnie uderzył, wyzywał tłumacząc się, że nie może zapanować nad sobą, gdyż
      popełniłam mały błąd, który naprawiłam najkorzystniej dla nas). Istotne były
      wyłącznie koszt wizyty, czyli ile wziął lekarz i że jako rozpuszczona córeczka,
      nie chodzę państwowo. Tak samo nie finansuje zakupów dla synka, tłumacząc, że
      niepotrzebne. Nie wyobrażam sobie pytać się męża, czy kupić synkowi rajstopki
      czy majtki, bądź brać od rodziców czy teściów. To bardzo rani, gdyż obserwując
      innych ojców nie mogę zrozumieć oziębłości ojca mojego synka. Nie mówiąc o
      poniżaniu mnie, udowadnianiu że jestem nic nie warta szmatą. Wiem że będąc
      sama, zacznę żyć normalnie zapewnię spokój synkowi, gdyż to dziecku jest
      najbardziej potrzebne.
      Właśnie idę oglądać mieszkanie, które być może w końcu kupię.
      pozdrawiam
      Jeszcze raz chciałabym podziękować chalsi za pomoc
      • e-milia44 Re: Czy któraś z was odeszła od męża? 29.03.04, 12:38
        Włos sie jezy od czytania...
        Dobrze ze możesz kupic mieszkanie. Dobru dziecka szeroko pojetemu taki związek
        na pewno się nie przysłuży. Dobrze ze dojrzałaś do zadbania o siebie.
        Ojciec jest wazny, ale jaki i za jaką cenę...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka