niusia1803
03.06.05, 14:02
Jest to artykuł z dzisiejszego wydania Dziennika Zachodniego, dodatek Zabrze.
Jestem przerażona gdyż mieszkam w Zabrzu; dopiero co wysłałam pieniążki na
leczenie malutkiego Witusia a tu kolejny szok! Dziewczyny, proszę was o jakąś
spontaniczną pomoc. Ja nie kontaktowałam się z rodzicami tej dziewczynki ale
oni proszą na łamach regionalnej prasy o pomoc poprzez Fundacji Splotu
Ramiennego.
konto: ING Bank Śląski o/Kruczka 51, 00-022 Warszawa
nr konta: 97 1050 1025 1000 0022 3887 9981 z dopiskiem "Darowizna na leczenie
Aleksandry Gierat"
Piątek, 3 czerwca 2005r.
Kiedy spogląda się na śliczną trzylatkę z główką loczków, trudno domyślić
się, że dziewczynka ma jakiś problem zdrowotny. Raczej natychmiast przychodzi
na myśl, że malutka mogłaby występować w reklamach. Żywa i rezolutna Ola ma
jednak za sobą ciężkie chwile, od których zaczęło się jej życie.
Jej rodzice nie mają wątpliwości, że to cud, że jest normalnie rozwijającym
się dzieckiem. Cieszą się wręcz, że ich dziecko żyje. Dziewczynka podczas
porodu doznała poważnego uszkodzenia nerwów splotu ramiennego, była bardzo
niedotleniona. Pomimo starannej rehabilitacji, ma niedowład rączki. Aby mogła
normalnie żyć, konieczna jest operacja we Francji, na którą jej rodziców nie
stać. Potrzeba im 20 tys. zł, które może wybawić ich dziecko od kalectwa.
Jolanta Gierat, mama Oli, tylko z pozoru oswoiła się z sytuacją. Na
wspomnienie porodu na oddziale przy ul. Janika w Zabrzu i pierwszych chwil
życia dziewczynki, Gieratowa znów przeżywa dramat sprzed trzech lat. Ola
przyszła na świat z wagą 4580 g. Lekarze nie zdecydowali się jednak na
cesarskie cięcie. Ciężki poród był dla matki niczym, w porównaniu z tym, co
czekało ją później. Jej dziecko było tak niedotlenione, że zapłakało dopiero
po 4 godz. od porodu.
Wówczas jednak okazało się, że to dopiero początek kłopotów ze zdrowiem Oli.
Jej życie było zagrożone, miała bardzo niski poziom cukru, złamaną lewą kość
ramienną i niedowład lewej rączki. Rodzice przeżyli szok.
– Przez dwadzieścia pięć dni dziecko leżało unieruchomione w specjalnej
szynie. Lewa ręka była całkowicie unieruchomiona. Ola dosłownie była jak
ukrzyżowana. Nie mogliśmy jej normalnie kąpać, trudno ją było przewijać, nie
lada sztuką okazało się dbanie o higienę dziecka. Jakoś staraliśmy się
uspokoić, pomimo tego, że łzy same cisnęły się do oczu, bo ciągle żyliśmy
nadzieją, że po ściągnięciu szyny córka będzie zdrowa i sprawna.
Niestety, po zdjęciu szyny okazało się, że złamanie zrosło się, ale ręka była
nadal bezwładna. w miejscu, gdzie powinny być mięśnie, zrobiła się dziura.
Zaczęła się rehabilitacja i fizykoterapia, ćwiczenia i masaże, ale sprawność
i stan rączki poprawiły się w niewielkim stopniu.
Rodzice stawali na głowie, aby wykorzystać wszystkie metody przywrócenia
dziecku sprawności. Dziecko musiało się sporo nacierpieć, rehabilitacja
metodą Voighty jest trudna i bolesna.
Jak opowiada pani Jolanta, w kwietniu udali się wraz z mężem Stanisławem z
dzieckiem na konsultację w Konstancinie-Jeziornej organizowaną przez Fundację
Splotu Ramiennego. W Konstancinie dziewczynkę zbadał prof. Gilbert z Francji
i jednoznacznie orzekł, że konieczna jest operacja. Niestety, nie wykonuje
jej żaden polski szpital, zabieg musi się odbyć w Paryżu.
– Czas nas goni, profesor powiedział nam, że ostateczny czas na
przeprowadzenie tej operacji mija w tym roku – powiedziała nam mama Oli. –
Wrzesień to jest najlepszy okres na ten zabieg. Chociaż bardzo dużo zostało
zrobione przez zabrzańskich rehabilitantów, nasza mała nie ma odbudowanego
mięśnia trójgłowego ramienia, więc konieczny będzie przeszczep. Ma przykurcz
mięśnia i taki zabieg rozwiąże te problemy. Nerw w rączce słabo przewodzi i
to też jest problem, z którym lekarze będą musieli się uporać.
Koszt operacji, a także wyjazdu i pobytu we Francji to suma, której rodzina
Gieratów nie jest w stanie zebrać samodzielnie. Chodzi o 20 tysięcy złotych.
– Prowadzimy własną działalność: lakierowania proszkowe elementów metalowych,
blach, konstrukucje. Starcza nam akurat na życie i opłaty, do tego jeszcze
dochodzi leczenie syna, który ma chore nerki. Nie możemy nic sprzedać, ani
wziąć kredytu. Mieszkamy z rodzicami w Maciejowie. Nie jesteśmy w stanie sami
zebrać takiej kwoty, a nie możemy bezczynnie patrzeć na swoje dziecko i nie
starać mu się pomóc. Dlatego prosimy wszystkich ludzi dobrej woli o finansowe
wsparcie i wpłatę na konto Fundacji Splotu Ramiennego. Każda, nawet
najmniejsza pomoc zostanie przez naszą Oleńkę przyjęta z ogromną
wdzięcznością, dacie jej państwo szansę na normalne życie – mówi wzruszona
Jolanta Gierat.