kura17
08.03.07, 15:29
ostatnio troche sie nad pewna sprawa zastanawialam... a teraz znalazlam
jeszcze wypowiedz Demarty w watku o placzacym dziecku i policji na bardzo
podobny temat...
... otoz, jesli moje dziecko placze (2 lata), wyje, awanturuje sie, to mimo,
ze nie ulegamy jego "zachciankom", nie pozwalamy na pewne zachowania i
generalnie karcimy za karygodne akcje, to ZAWSZE w czasie awantury, po niej
itp pozwalamy sie przytulic, wlesc na kolana, BA, nawet sami, karcac, glaskamy
go lub calujemy lub przytulamy. po prostu wydaje nam sie, ze w ten sposob
udzielamy dziecku pewnej lekcji - jakies tam ZACHOWANIA sa absolutnie
nieakceptowalne, ale samo DZIECKO jest zawsze, bez wzgledu na wzglad kochane
(te czulosci to wyraz tejze milosci). chcemy, aby dziecko wiedzialo, ze zawsze
moze przyjsc sie do nas przytulic, nawet jak strasznie nabroilo. nie uchroni
to dziecka od konsekwensji jego zachowania, kara i tak bedzie, ale to nie
wplywa na nasza milosc do niego, to nie zmienia faktu, ze go kochamy i mu to
okazujemy. wydaje mi sie (na ogol), ze daje to dziecku poczucie
bezpieczenstwa, cos stalego i niezmiennego (milosc rodzicow). potrafie przez 5
minut odmawiac synowi czegos niedozwolonego, przytulajac go lub glaszczac od
czasu do czasu. wydaje mi sie to naturalne i pozadane (dobre).
ale zaczelam sie tez zastanawiac, czy przypadkiem takim zachowaniem nie daje
mu sprzecznych sygnalow - jednoczesnie "karam" i przytulam...
... no i widze, ze Demarta ma (chyba?) podobne zdanie. wydaje MI sie, ze
jednak postepuje wlasciwie, ze 2-latek potrafi to odpowiednio odebrac, ale
moze sie myle?
co Wy sadzicie?