Kilka lat temu, wiedziony moją wieczną ciekawością poznania
wszystkiego, co tylko możliwe, w pawilonach na Marszałkowskiej zafundowałem
sobie w seks shopie pokaz "szalonej miłości na żywo".
Usiadłem w pomieszczeniu za kotarą. Po chwili weszła, nawet niezła
dziewczyna w fajnej bieliźnie i zaczęła udawać, ze robi striptiz,
bo ile czasu można z siebie zdejmować dwa sznurki, nawet wliczając w to próby
przecięcia się własnymi majtkami na pół? Gdzieś po 5
minutach tych wygibasów, nagle,...