Ostatnio przyjaciółka zarzuciła mi, że się nie zwierzam. Jak mam się zwierzać,
gdy z mety jestem głupio pocieszany. Nie mogę jej powiedzieć o tym, że brak mi
miłości i pleców do obejmowania, bo od razu słyszę pierdzielenie w stylu
"jeszcze się wszystko ułoży, jesteś młody, przystojny i zobaczysz - spotkasz
bratnią duszę....". W takich chwilach załuję, że się otworzyłem, mam ochotę
wstać i wyjść. Mam w dupie jej dobre intencje.
Czy ludzie mają w sobie jakąś cechę, która ich zmusza do poc...