yanga
08.05.05, 19:29
Tłumaczę powieść dobrej amerykańskiej pisarki. Akcja toczy się w Kalifornii
(Berkeley). Do hinduskiego "cha shopu" schodzą się wieczorni goście, wszyscy
urodzeni w Ameryce, ale z mniejszości narodowych. Są wśród nich Hindusi,
Latynosi i... "Afroamerykanin". No nie może mi to paskudztwo przejść przez
klawiaturę! Ale jestem pesymistką - przypuszczam, że wszelkie
próby "uczłowieczenia" tego słowa padną na etapie redakcji, każdy będzie się
bał innego określenia. Moim zdaniem tak można pisać w artykułach prasowych, w
opracowaniach, ale - na litość boską - nie w beletrystyce!