malawi3 01.06.04, 12:35 Zapraszam na zdjecia z Namibii i Botswany z maja tego roku )). Sa tam tez Himba - one rzeczywiscie tak chodza (te gole) i to bylismy w rejonach zupelnie nie turystycznych i tez takie byly )))). www.heller.pl/maciek Marzena Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
s.wawelski Re: zdjecia Namibia/Botswana 01.06.04, 18:45 Jak sie zakonczyla ta historia z zakopanym po osie samochodem? S.W. Odpowiedz Link
malawi3 Re: zdjecia Namibia/Botswana 02.06.04, 10:04 ))) no szczesliwie jak widac, ale tylko dlatego ze mielismy telefon satelitarny. to bylo w najdalszym kacie namibii - w dolinie hartmanna przylegajacej do terenu rezerwatu wybrzeza szkieletów. i to byl sam koniec tej doliny - pod granica z angola. nie ma tam turystow (nikogo przez 3 dni nie widzielismy), sa tylko dwa luksusowe campy, w ktorych sa mieszkancy tylko wtedy jak maja klientow (przylatuja samolotem). dojechalismy na sam koniec doliny juz o zmroku, jechlismy po sladach pojedynczych jakiegos samochodu, byla gorka, dalej bylo widac te slady no i okazalo sie nagle, ze jestesmy po drugiej stronie wydmy. tej bardziej stromej niestety. wywleklismy wszytko z samochodu, zastosowalismy podnosnik - to jest najlepsza metoda na wyciaganie samochodu z piasku, postawilismy go na piachu i... okazalo sie ze kola sie nie kreca. po prostu dajesz maksa na silniku a on w miejscu stoi - bo bylo pod gorke i krzywo, a silnik za slaby zeby opor tej mąki pokonac. cala noc podnosilismy samochod i zrzucalismy go z podnosnika. w ten sposob o 6 rano samochod stal przekrecony o 90 stopni z roznymi smieciami pod kolami. ruszyl, przejechal 5 metrow i zatrzymal sie 2 metry od szytu wydmy. W efekcie po nastepnych 2 godzinach znowu stal po osie zakopany, zrobilo sie goraco (40oC), piach znowu jak maka, nawet podnosnik juz nie dzialal (a ze nie mielismy nic pod podnosnik to uzywalismy kilku magazynow w reklamowce i korzenia, jedynego w calej okolicy). Juz wiedzielismy ze sami nie wyjedziemy. Moglismy albo isc szukac pomocy w tych campach - 10 km najmarniej w jedna strone, pod gore i w temperaturze przekraczajacej juz 40oC, albo ja sprowadzic. Na szczescie w przewodniku byla nazwa firmy, ktora byla wlascicielem jednego z campow. No i na szczescie byla to sroda (a we wtorek bylo swieto) - zadzwonilismy do kumpla w Polsce, a on zadzwonil do tej firmy, oni skontaktowali sie z campem przez radio - na szczescie mieli tam akurat klientow. Znalezli nas po 3 godzinach, ale mieli problem bo zle im przekazali gdzie jestesmy. Troche sie zdenerwowali, bo ostatnio ktos zaginal w troche bardziej cywizlizowanym miejscu i jak znalezli po tygodniu, to polowa skladu juz nie zyla. Nam tez fajnie nie bylo bo tam garma cienia nie bylo, samochod rozgrzany jak puszka, a zakopany po podloge, wiec sie pod niego wlezc nie dalo. lezelismy pod stolikiem, ale cien sie skonczyl. w efekcie wyciagneli nas wyciagarka i pojechalismy dalej )))) to byl ogolnie "wypadkowy" wyjazd, bo najpierw w botswanie zapalil sie nam samochod (gasnica nie wystarcza do ugaszenia, na szczescie byl piasek), czekalismy 3 dni na nowy, a chlopaki sie pomylili i pojechali 400 km w lewo zamiast w prawo, co wlasnie zaskutkowalo tymi 3 dniami. Najlepsze bylo natomiast na samym koncu - wracalismy do Johannesburga, ostatnie 1,5 tys km to asfalt, wiec nie ma problemu, jedziemy zawsze tak zeby przyjechac na lotnisko przed samym odlotem. no i na lotnisku powinnismy byc ok 17, o 12 jestemy na granicy RPA, jeszcze 300 km przed nami i nagle okazuje sie ze nie mamy hamulcow... wylecial caly plyn hamulcowy z dziurawego przewodu. pojechalismy do najblizszego miasta (hamujac recznym) - a tam mowia, ze trzeba kilka dni poczekac az nowe przewody sprowadza... zablokowali ucietymi przewodami zaklepanymi mlotkiem tylne hamulce (bo rurki pekly na szczescie od tylnych hamulcow, za rozdzielaczem plynu) - przednie hamulce byly, ale byl tez abs, ktory skutecznie uniemozliwial hamowanie. no a potem to byl wyscig z czasem - 100km/h i dusza na ramieniu zeby nic na droge nie wyskoczylo, zeby nikt nie hamowal przed nami i zeby nas jakis patrol do kontroli drogowej nie dorwal. dalej dzialal tylko reczny. zdazylismy na lotnisko, na 19. no i przed odlotem jeszcze zdazyli mi zeskanowac karte i wyciagnac z niej 4 tys pln.... wiecej na szczescie juz nic sie nie zdazylo..... Odpowiedz Link
s.wawelski Re: zdjecia Namibia/Botswana 03.06.04, 00:19 Dziekuje za obszerna relacje, ktora przeczytalem jednym tchem Odpowiedz Link
malawi3 Re: zdjecia Namibia/Botswana 03.06.04, 09:28 ))) no juz widze te lawiny blota - ale mam nadzieje ze juz wyczerpalismy wszelkie mozliwosci.... Odpowiedz Link
serowka Re: zdjecia Namibia/Botswana 03.06.04, 09:43 Z jakich przewodnikow korzystasz w trakcie swoich podrozy ?? Lonely Planet czy tez znalazlas lepsze ?? Poz Grzegorz Odpowiedz Link
malawi3 przewodniki 04.06.04, 08:43 zaczynam zawsze od LP bo jakos sie do nich przyzwyczailam i od samego poczatku ich uzywam - pewnie juz ponad 10 lat. ale zawsze kupuje tez cos innego - sa lokalnie wydawane przewodniki - zalezy co sie chce robic - w Botswanie najlepszy dla samodzielnych wypraw jest przewodnik Mike'a Mine'a - gosc mieszka na miejscu i od 20 lat jezdzi po Botswanie. Dobre sa tez mapy i przewodnik Veronica Roodt (to kobieta). Dobre sa przewodniki Hupe - po niemiecku. W Namibii - niemieckie + bradt - przewodnik Sunvill. Zambia - tez bradt, ale po Zambii byl najgorszy. Oprocz tego sciagam tracklogi z internetu i rozne mapy - w tamtym rejonie potrzebne sa glownie informacje o tym gdzie zaplacic za wstep do parku i ewentualne ostrzezenia co do przejezdnosci tras. a potem to juz jest zywiol ))) Odpowiedz Link