Pamietacie moje wozkowe dylematy: ktory wozek zabrac na statek?
Dla przypomnienia:
forum.gazeta.pl/forum/w,101614,148854124,,Wozek_na_podroz_statkiem_ktory_.html?v=2
Wazne bylo, zeby wozek byl waski i przechodzil przez "statkowe" waskie drzwi do kajuty.
Do ostatniej (naprawde!) chwili sie bujalam. Lecielismy na Majorke od rodzicow. Mialam u nich do wyboru do zabrania: Maclarena Techno XT, Gessleina S4, Yoyo i Nippera. Spac nie moglam ostatnia noc przed wyjazdem, bo nie potrafilam podjac decyzji. Cala rodzina ma mnie juz za wariatke totalna. Jeszcze na lotnisko zabralam yoyo, XT i GEssleina. W aucie zapytalam meza oficjalnie, czy by sie zgodzil, jesli zabralabym dwa wozki (wtedy Gesslein i yoyo). Nie rozumial mojego problemu, ale zgodzil sie. I tym sposobem zamiast jednego XT, pojechaly dwa: GEsslein i Yoyo.
Samego gessleina nie chcialam, bo wydawal mi sie malo praktyczny do jezdzenia pociagami itd, co mielismy w planach. Sam yoyo za malo komfortowy. Do tej pory nigdy nim dluzszych dystansow nie robilam.
Duzy wozek nadalam odrazu z bagazem, a yoyo poszedl z nami jako podreczny bagaz. Przechodzac juz przy wyjsciu do samolotu ostatnia kontrole, pani z linii lotniczych kazala mi zlozyc wozek i go w tych bramkach zostawic (lezalo tam wiele wozkow juz). Powiedzialam, ze wozek sklada sie na malenki, spelnia normy bagazu podrecznego i chcialabym go wziazc do samolotu. Pani sie zdenerwowala, mowi, ze samolot pelny, ze trzeba jak najmniej bagazu podrecznego itd. Ja jej na to, ze ok, zostawie wozek, ale mam nadzieje, ze wtedy na 100% zmieszcza go jeszcze do samolotu, bo juz trzy razy tak mialam (Kijow, Dubai i Madryt) w takiej sytuacji, ze dotarlam na miejsce, a wozka nie bylo, bo im juz do luku nie wszedl. Powiedzialam, ze wybieramy sie na wycieczke statkiem i jesli wozek nie dojdzie z nami, to zostane tydzien bez niego i wtedy zrobie im niezla afere. Pani sie wystraszyla i powiedziala, ze w takim razie, to ona rozumie i zebym wsadzila ten wozek pod fotelem przedemna. No i udalo sie

Wozek pod ten fotel spoko wszedl! W ten sposob naprawde lecialam spokojna, ze nie bedzie znow tak, ze wozek nie doleci.
Najpierw Yoyo sluzyl mi w pierwszy dzien na statku. NIby mala juz duza. Ale statek tez. Pierwszy dzien byl na morzu i duzo chodzilismy po pokladzie. Raz bylo goraco, raz bardzo wialo. Wiec wozek sluzyl do wozenia dzieci i tez mialam swoje rzeczy do przewijania, picie dla malej itd zawsze pod reka. Po zlozeniu raczki yoyo jest tak malenki, ze nigdzie nie przeszkadza (super w restauracji np).
No i najwiekszym wystepem Yoyo mial byc wyjazd pociagiem do Rzymu. Byl to dzien, kiedy Papieze zostali Swietymi - dzikie tlumy ludzi wszedzie. Yoyo wiec nadawal sie swietnie. Przejezdzilam nim caly dzien (czesciowo w deszczu z folia). Wozek spisal sie na piatke. Wcale nie mialam go dosc. Nauczylam sie go tez w miedzyczasie prowadzic nie wchodzac na stelaz i nie czujac dyskomfortu w ramionach. Kocham jego amortyzacje i rozmiary po zlozeniu (tu za kazdym razem zadziwia ludzi). Budka jest bardzo fajna (mam ta nowsza z dodatkowym daszkiem). Wozek tak mi przypasowal, ze zabralam go jeszcze dwa razy na calodzienna wycieczke. Mojemu dziecki chyba w nim dobrze, bo naprawde dlugie drzemki nie byly problemem. Wiele razy juz w tym wozku spala.
Oponki wozka wygladaja po dlugich przejechanych trasach, dalej zupelnie jak nowe. Swietna guma! Wozek jedzie naprawde cicho jak na "podwiezdupke". Wg. mnie ciszej niz bee. Przejezdza super przez wszystkie wyjatkowo waskie miejsca i jest leciutki.
W Livorno maz musial jeszcze stac w kolejce po bilety na pociag, a ja z dziecmi mialam juz biec w tym czasie na peron. Moj 11-letni synek spokojnie wnosil i znosil ten wozek z mala w srodku (ponad dwulatka!) i calym zaladowaniem naszym po schodach w dol i w gore.
Zlozony yoyo nie zajmuje prawie wogole miejsca w aucie, a w domu to juz wogole sie go nie odczuwa.
Wg. mnie super wozek!!!
Kocham go coraz bardziej.
Dal rade na kostce bez problemu. Kocie lby juz gorzej, ale tutaj kola w tym rozmiarze poprostu szans nie maja.