kora3
06.10.13, 13:48
Pub, stolik , ze ta powiem "przypisany" do grupy stałych bywalców - paczki znajomych. Co i rusz ktoś z nich "wpada" i dosiada się. Nikt zatem nie jest gospodarzem spotkania. W końcu pojawia się osoba, która jest poważnie skonfliktowana z 2 osobami w tym gronie (ze swej winy i na tyle poważnie, ze te osoby z nią nie rozmawiają). Dosiada się jakby nigdy nic i rozwija temat do pozostałych (mniej albo bardziej zorientowanych w konflikcie), którzy entuzjazmu nie okazują, ale odzywają się do tej osoby. Skonfliktowana z nią dwójka jest przez nią ignorowana i ją także ignoruje, ale nie czuje się dobrze w jej towarzystwie i opuszcza całe przez planowanym czasem wyjścia.
Dodam, że ta osoba, która się przysiadła WIE, że nie jest mile widziana w tym gronie (z racji tego, przez nią zawinionego, konfliktu), ale nic sobie z tego nie robi. Nikt jej nie wyprasza, na dobrą sprawę nikt takich "uprawnień" nie ma, bo nikt nie jest gospodarzem spotkania - spontana.
Osobiście jestem zniesmaczona tupetem tej osoby, ale też nie robię nic, bo ani jej nie zapraszałam/nie umawiałam się z nią, ani jak piszę wyżej nie jestem (i nikt nie jest) inicjatorem tego spotkania. Osoboscie także nie dziwię się tym, którzy sa z tą osobą skonfliktowani, ze nie chcą z nią przebywać, ani rozmawiać. Jednakowoż nieco mi przykro, że to oni sobie idą, a ta osoba zostaje, traktowana przez resztę bez entuzjazmu, z dystansem, ale jednak tolerowana.
Co zrobilibyście w takiej sytuacji?