Dodaj do ulubionych

Pat, czy macie rozwiązanie?

06.10.13, 13:48
Pub, stolik , ze ta powiem "przypisany" do grupy stałych bywalców - paczki znajomych. Co i rusz ktoś z nich "wpada" i dosiada się. Nikt zatem nie jest gospodarzem spotkania. W końcu pojawia się osoba, która jest poważnie skonfliktowana z 2 osobami w tym gronie (ze swej winy i na tyle poważnie, ze te osoby z nią nie rozmawiają). Dosiada się jakby nigdy nic i rozwija temat do pozostałych (mniej albo bardziej zorientowanych w konflikcie), którzy entuzjazmu nie okazują, ale odzywają się do tej osoby. Skonfliktowana z nią dwójka jest przez nią ignorowana i ją także ignoruje, ale nie czuje się dobrze w jej towarzystwie i opuszcza całe przez planowanym czasem wyjścia.
Dodam, że ta osoba, która się przysiadła WIE, że nie jest mile widziana w tym gronie (z racji tego, przez nią zawinionego, konfliktu), ale nic sobie z tego nie robi. Nikt jej nie wyprasza, na dobrą sprawę nikt takich "uprawnień" nie ma, bo nikt nie jest gospodarzem spotkania - spontana.
Osobiście jestem zniesmaczona tupetem tej osoby, ale też nie robię nic, bo ani jej nie zapraszałam/nie umawiałam się z nią, ani jak piszę wyżej nie jestem (i nikt nie jest) inicjatorem tego spotkania. Osoboscie także nie dziwię się tym, którzy sa z tą osobą skonfliktowani, ze nie chcą z nią przebywać, ani rozmawiać. Jednakowoż nieco mi przykro, że to oni sobie idą, a ta osoba zostaje, traktowana przez resztę bez entuzjazmu, z dystansem, ale jednak tolerowana.
Co zrobilibyście w takiej sytuacji?
Obserwuj wątek
    • aqua48 Re: Pat, czy macie rozwiązanie? 06.10.13, 13:57
      Osoby pozostające w przyjaźni z dwiema nie odzywającymi się do intruzki, lub poczuwające się do solidarności z nimi, powinny były również opuścić towarzystwo.
      Pozostanie oznacza zgodę na obecność tej osoby i akceptację jej zachowania.
      • kora3 W przyjaźni nie pozostaję 06.10.13, 14:02
        raczej w znajomości (z całą trójką mniej więcej na tym samym poziomie), ale owszem - do solidarnosci z tą dwójką się, zważywszy na okoliczności konfliktu, poczuwam. Przyznam, ze mnie tupet tej trzeciej osoby zaskoczył i nie zareagowałam, tak, jak powinnam, czyli jak piszesz - nie wyszłam z nimi sad a powinnam
        • aqua48 Re: W przyjaźni nie pozostaję 06.10.13, 14:46
          kora3 napisała:

          > Przyznam, ze mnie tupet tej trzeciej osoby zaskoczył i nie zareagowałam,
          > tak, jak powinnam, czyli jak piszesz - nie wyszłam z nimi

          Dobrze też robi na taki tupet neutralne, ale czytelne hasło do odwrotu dla innych - szkoda, że nikt go nie dał.
          • kora3 Re: W przyjaźni nie pozostaję 06.10.13, 14:49
            Myslę, ze zagrało tu zaskoczenie. Konflikt był świeży, nikt się nie spodziewał, ze ta osoba przyjdzie i widząc te osoby przy stoliku dosiądzie się. Ja się poczułam nieswojo, ale jak napisałam, nie zareagowałam sad
    • bene_gesserit Re: Pat, czy macie rozwiązanie? 06.10.13, 14:13
      Tego typu sytuacje zawsze wymagają od reszty określenia się, po której są stronie. Co samo w sobie jest krępujące i nie fair wobec nich do czasu wyjaśnienia sytuacji. Można się określić i zostać albo zmienić stolik albo - rzucić na stół bombę w postaci tematu, który ich poróżnił (co niezgodne z s-v, ale moze lekko oczyścić atmosferę. Albo przeciwnie).

      Tak samo dzieje się po rozpadzie z hukiem (tzn rozwodzie nieeleganckim) z towarzystwem pary - muszą się podzielić na tych, którzy wolą byłego męża i tych, ktorzy będa bywać u byłej żony.
      • kora3 Bene 06.10.13, 14:44
        Sprawa jest w zasadzie wyjaśniona, to znaczy ta osoba nie zaprzecza, że postąpiła, jak postąpiła wobec tych dwóch. Tyle, że uważa, iż miała do tego prawo, tamci niesłusznie czują się obrażeni. W moim odczuciu nie ma racji. Chodzi o prywatne sprawy
        • bene_gesserit Re: Bene 06.10.13, 15:10
          No to lepsze cwaniaki, bo wychodzi na to, ze spróbowały się skonfrontować, czyli zrobić próbę sił w sprzyjajacym do tego miejscu. Przysiedli się do zasiedzianego stolika, tamci sobie poszli, towarzystwo ich nie oskalpowało, czyli wygrali.
    • mulka czy macie rozwiązanie? Tak, mam rozwiązanie! 06.10.13, 14:19
      kora3 napisała:

      > Co zrobilibyście w takiej sytuacji?

      Zaaaażyyyj tabaaaaaaaakiiiii
      • baba67 Re: czy macie rozwiązanie? Tak, mam rozwiązanie! 07.10.13, 11:04
        Nie odzywalabym sie do natreta( rozmawialabym igniorujac go) i wyszlabym z obrazonymi.Ale rozumiem ze niektorzy maja taki tupet ze nas to paralizuje.
    • claratrueba jedno pytanie, koro 07.10.13, 14:42
      Czy na pewno paraliżował Was tupet czy może coś innego? jak piszesz, konflikt był sprawą prywatną. Czy więc pozostałe osoby miały faktycznie OBIEKTYWNĄ wiedzę, kto zawinił?
      Bo o ile przy absolutnej pewności, że osoby, które się przysiadły, winne są złego postępowania wobec tej pary, to należało wyjść.
      Natomiast przy wątpliwościach, które zwykle towarzyszą konfliktom na prywatnym gruncie, to ludzi nie tyle paraliżuje "tupet" osób, które przyjdą mimo konfliktu z kimś z towarzystwa, co obawa przed okazaniem jednoznacznej dezaprobaty osobom, które zostały przedstawione jako winne a nie do końca tak się sprawy mogły mieć.

      • kora3 Odpowiadam Claro 09.10.13, 12:43
        Jak napisałam wcześniej do Bene - osoba, która się dosiadła i jest skonfliktowana z tamtymi nie zaprzecza, że uczyniła wobec nich, co uczyniła.
        Natomiast uważa, że zrobiła dobrze i miała do tego prawo. Ja tak osobiście nie uważam.
        Mam nadzieję, że nie wdając się w szczegóły cos wyjaśniłam smile
    • kornel-1 Kij ma dwa końce... 07.10.13, 18:57
      Nie zgadzam się z większością dotychczasowych wypowiedzi krytycznie oceniających dosiadającą się osobę.
      Dla uświadomienia sobie niewłaściwego podejścia do tematu, wystarczy abyś Ty, Kora, sobie wyobraziła, że ta osoba X - jako stały bywalec - spędza z Wami czas przy "przypisanym" stoliku w pubie, a na horyzoncie pojawia się skonfliktowana dwójka YZ. Czy chętnie byś ich zaprosiła do stolika? Czy obecność YZ przy stoliku by Cię mierziła? Czy nie jest to tak, że negatywne zdanie o X wynika stąd, iż sympatię żywisz do YZ?

      (Zakładam, że nie jesteś jedną osobą z tej dwójki)

      Skoro grunt był "niczyj" to X miał takie samo "prawo" do siedzenia przy stoliku jak YZ.
      W każdym towarzystwie są osoby mniej lub bardziej skonfliktowane. Czy SV przewiduje zasadę "potior est, qui prior est"?

      Kornel
      • kora3 Kornelu 09.10.13, 12:47
        kornel-1 napisał:
        ? Czy nie jest to tak, że negatywne zdanie o X wynika stąd, i
        > ż sympatię żywisz do YZ?


        Dotychczas mój poziom sympatii i stopien znajomości z wszystkimi osobami skonfliktowanymi był podobny. Owszem, negatywnie oceniam postępowanie X, któremu ta osoba bynajmniej nie zaprzecza. Nie wpływa to na wzrost sympatii do Y i Z.
        >
        > (Zakładam, że nie jesteś jedną osobą z tej dwójki)

        Bardzo dobrze zakładasz, jestem całkowicie postronna osobą w tym konflikcie.

        >
        > Skoro grunt był "niczyj" to X miał takie samo "prawo" do siedzenia przy stoliku
        > jak YZ.


        Owszem, stąd nikt go nie wypraszał.
        • kornel-1 Wypraszanie? 09.10.13, 13:29
          kora3 napisała:
          > > Skoro grunt był "niczyj" to X miał takie samo "prawo" do siedzenia prz
          > y stoliku jak YZ.


          > Owszem, stąd nikt go nie wypraszał.

          Hm. Co doradza SV w sytuacji, gdy niezaproszona osoba dosiądzie się do stolika/przyjdzie a spotkanie "czyjeś"?
          Wyprosić?

          Uszczegóławiając:
          Jak gospodarz powinien się zachować, gdy przyjdzie osoba niezaproszona:
          a) pożądana
          b) niepożądana?

          k.
    • matylda1001 Re: Pat, czy macie rozwiązanie? 07.10.13, 19:00
      Jak rozumiem problem dotyczy tylko trojga znajomych... Jeśli jest to ich prywatny konflikt, to czy koniecznie pozostali muszą opowiedzieć się po którejś ze stron i dzielnie kibicować? To dobre w piaskownicy.
      • claratrueba Re: Pat, czy macie rozwiązanie? 07.10.13, 19:37
        Nie zgodzę się z takim podejściem "mnie to nie dotyczy, więc co mi tam".
        Podam Ci przykład syt. konfliktu bardzo prywatnego bo o prywatną firmę chodzi. Obaj wspólnicy byli kolegami (z mojej klasy)I jeden z nich po prostu drugiego okradł, wykorzystując jego nieobecność spowodowaną pobytem w szpitalu. Sprzedawał towar, pieniądze umieszczał na koncie swoje matki. Po powrocie ze szpitala poszkodowany wspólnik zastał puste magazyny i konto firmowe bez wpływów za towar. Oraz śmiejącego mu się w twarz wspólnika.
        Czy nadal uważasz, że tu porządny człowiek jest w stanie zachować jakąś neutralność? Albo, że ją zachować powinien?
        Czy w takim razie osoby również z naszego klasowego grona, które zachowują się jakby nigdy nic wobec pana męża, który tłucze nasza koleżankę -ona rozwieść się nie chce, zgłosić do prokuratury też nie, wezwaną policje okłamuje- zachowują się w porządku traktując drania jak normalnego człowieka? Oczywiście każdy z nich (na szczęście są to dwie czy trzy osoby) ma dokładnie taka sama wymówkę- ich prywatna sprawa.
        Tylko, że zło jest złem. I "by zwyciężało wystarczy by dobrzy ludzie nic nie robili" (Burke). Co jest wygodne.
        • matylda1001 Re: Pat, czy macie rozwiązanie? 11.10.13, 11:37
          claratrueba napisała:

          > Nie zgodzę się z takim podejściem "mnie to nie dotyczy, więc co mi tam".<

          Ja tez sie nie zgodze, pod warunkiem, że sprawa będzie dotyczyla czegos poważnego - dziecka płaczącego za scianą, złodzieja manipulującego w zamku od drzwi sąsiada, znajomej z podbitym okiem czy przestępstwa (jakiego dopuścił się Twój znajomy) ale nie pierdół, jakimi są ploteczki.
      • baba67 Re: Pat, czy macie rozwiązanie? 07.10.13, 19:44
        Jesli nie mialabym zdania na temat konfliktu albo znalabym sprawe z piatej reki to na pewno nic bym nie zrobila. Jednak Kora chyba ma ustalona opinie w tej zdaje sie niejednoznacznej sprawie, inaczej by nie pisala.
        Bo okradzenie kogos to sytuacja ewidentna, ale przygruchanie sobie dziewczyny kumpla kiedy zwiazek ogolnie rzecz biorac byl burzliwy to juz niekoniecznie.
        • kora3 Drogie panie 09.10.13, 12:53
          jak wspomniałam - osoba X nie wypiera się bynajmniej, że postąpiła, jak postąpiła. Zatem nie jest tak, że "nie wiemy jak było". Wiemy, tyle, że osoba ta uważa, ze jej postępowanie było słuszne.
          Jeśli już potrzeba szczegółów - osoba ta nabrawszy przekonania, iż pozostałe dwie pozostają w zażyłości w jakiej wg niej pozostawać nie powinny doniosła o tym szerszemu gronu, w tym także "połówkom" tychże państwa. Dodam, że nie miała ona w tym żadnego osobistego interesu, nie miała także podstaw do takich opinii wygłaszanych, jako prawą objawiona.
          Zapytana o to przez zainteresowanych w obecności świadków stwierdziła, że nie podoba się jej ich zazyłośc i postanowiła cos z tym zrobić! Czynu nie żałuje. Tyle
          • baba67 Re: Drogie panie 09.10.13, 13:56
            No to ja bym nie wyszla,dla mnie to za malo. jesli zainteresowani nie mieli nic na sumieniu (bo chyba nie mieli) moga oczywiscie unikac towarzystwa osoby ktora wcibia nos w nieswoje sprawy i pozuje na autorytem moralnym, ja tez nie lubie takich ludzi jednak jesli przy stoliku bylyby inne mile mi osoby z ktorymi chce spedzac czas nie wiem dlaczego mialabym od stolika odchodzic.
            To moje osobiste odczucia oczywiscie.Myslalam ze chodzi o naprawde grube swinstwo, a tak to czlowiek po prostu zrobil z siebie idiote.
            Jesli ci panstwo rzeczywiscie zdrazali swych malzonkow, to raczej oni byliby dla mnie niemilym towarzystwem, ale to nie ten przypadek zdaje sie.
            • kornel-1 Re: Drogie panie 09.10.13, 14:33
              baba67 napisała:
              > No to ja bym nie wyszla,dla mnie to za malo. jesli zainteresowani nie mieli nic
              > na sumieniu (bo chyba nie mieli)


              Demonstracyjne wyjście razem uprawdopodabnia większą zażyłość.

              k.
              • baba67 Re: Drogie panie 10.10.13, 08:25
                Wyobraz sobie ze istnieje cos takiego jak damsko-meska przyjazn. Nie kazdy jest do niej zdolny fakt, ale to nie znaczy ze nie istnieje.Jak sie komus w glowie nie miesci tak jak temu osobnikowi, to robi z z siebie idiote. Dla mnie to zaden powod zeby rezygnowac z towarzystwa tylko dlatego ze taki osobnik tam sie pojawil. Moge go sie z nim nie kumplowac.
                • kornel-1 Re: Drogie panie 10.10.13, 09:50
                  baba67 napisała:

                  > Wyobraz sobie ze istnieje cos takiego jak damsko-meska przyjazn. Nie kazdy jest
                  > do niej zdolny fakt, ale to nie znaczy ze nie istnieje.

                  Aha*/.

                  > Jak sie komus w glowie nie miesci tak jak temu osobnikowi, to robi z z siebie idiote.

                  Przypisujesz nieznanej Ci osobie niepotwierdzone własności. Być może tej osobie "mieści się w głowie", że istnieje przyjaźń damsko-męska. A jednocześnie może ma wiedzę, która wskazuje, że domniemana przyjaźń wykroczyła poza ramy przyjaźni damsko-męskiej.

                  >Dla mnie to zaden powod zeby rezygnowac z towarzystwa tylko dlatego ze taki osobnik tam sie pojawil. Moge go sie z nim nie kumplowac.

                  Jeśli mogę skomentować to podejście, to powiem, że jest ono oderwane od rzeczywistości. Para osobników*/ przedwcześnie pożegnała się z resztą towarzystwa ze względu na złe samopoczucie w towarzystwie przybyłej osoby a nie "tylko dlatego, że taki osobnik tam się pojawił". Gdyby para osobników miała rezygnować tylko z tego powodu, opuściłaby towarzystwo natychmiast. Jak wiadomo, tak się nie stało. Trudno również kumplować się z kimś, kto rozsiewa o nas nieprzychylne plotki (prawdziwe lub nieprawdziwe).

                  */ LOL

                  Kornel
                  • baba67 Re: Drogie panie 10.10.13, 10:03
                    Ja CIe nie podejrzewam ze nie wiesz-taka figura retoryczna mi sie zrobila.
                    Ale znajac Korcie to nie sadze zeby podejrzenia byly uzasadnione,akurat nie sadze zeby solidaryzowala sie z dwogiem zdradzaczy ktorzy zostali zdemaskowani.
                    Przyjaciele plci roznej nie kryja sie z zazyloscia wlasnie dlatego ze nie maja nic na sumieniu. Dwa razy w zyciu zdarzylo mi sie trwac w przyjazni z mezczyznami (hetero) i wiem jakie rzeczy na nas wygadywano(rowniez do dziewczyny jednego z nich obecnej zony) i jak to nam zwisalo i powiewalo.Z zona sie tez dlugie lata przyjaznilam .
                    • kora3 Szczerze Babo 11.10.13, 11:13
                      to powiem tak: nie toleruję ludzi, którzy wtykają nos w nieswoje sprawy - wszystko jedno, czy jest w co wtykać, czy nie.
                      Tu wg mnie - nie ma. Ci ludzie przyjaźnią się z sobą od dawna (chyba od czasów studiów, czyli ze 20 lat smile). Ta zbulwersowana osoba, to jedna z tych, co to nie wierzą w damsko-meskie przyjaźnie, czy kolezxeństwo. Niech sobie nie wierzy, Bóg z nią, wiara jest wszak łaską, jako i przyjaźń smile
                      Ale to jeszcze nie powód, żeby ploty roznosić. Całe szczęście, że połówki zainteresowanych wi8edzą co jest grane i ochoczo zadenuncjowały tego informatora smile
                      • baba67 Re: Szczerze Babo 11.10.13, 11:31
                        No wlasnie taki obraz tego mialam.
                        Ale z drugiej strony gdyby te osoby mialy cos za uszami tobys po prostu nie lubila demaskatora a nie solidaryzowala sie z nimi.
                      • matylda1001 Re: Szczerze Babo 11.10.13, 11:44
                        kora3 napisała:

                        > to powiem tak: nie toleruję ludzi, którzy wtykają nos w nieswoje sprawy - wszystko jedno, czy jest w co wtykać, czy nie. <

                        A sprawa prywatnego konfliktu między trojgiem dorosłych osób to nie jest "nieswoja sprawa"?
                        Im mniej rozentuzjazmowanych kibiców, tym szybciej sie pogodzą. Ważne jeśli maja wielu wspólnych znajomych.
                        • kora3 Matyldo, taka subtelność, ale ważna :) 13.10.13, 09:51
                          matylda1001 napisała:
                          >
                          > A sprawa prywatnego konfliktu między trojgiem dorosłych osób to nie jest "nies
                          > woja sprawa"?


                          Jeśli ktoś komuś w SWOJEJ sprawie opowiada, to niejako zaprasza tego kogoś do swej sprawu.

                          > Im mniej rozentuzjazmowanych kibiców, tym szybciej sie pogodzą. Ważne jeśli maj
                          > a wielu wspólnych znajomych.


                          Na miejscu tych ludzi nie miałabym ochoty godzić się z tą osoba
                          • baba67 Re: Matyldo, taka subtelność, ale ważna :) 13.10.13, 10:02
                            No dobra ale czy oprocz nich przy stole byli jacys ludzie ktorych towarzystwo sprawialo Ci przyjemnosc? Bo jesli tak zadnego powodu opuszczania stolika nie widze.
                            Czlowiek zrobil z siebie idiote, jest osoba wscibska i uzurpuje sobie prawo do bycia straznikiem moralnosci.
                            Osobiscie bym ignorowala skupiajac sie na rozmowie z osobami ktorych towarzystwo jest mi mile.
    • kropidlo5 Re: Pat, czy macie rozwiązanie? 08.10.13, 00:16
      Ciekawy temat, dosc powszechna sytuacja. I pytanie: jak sie zachowywac, i dylemat.
      Zalozmy, ze te dwie osoby nie wyszlyby-i ze rozmowa nie zeszlaby na przedmiot konfliktu- to trwalaby rozmowa wszystkich ze wszystkimi, z wylaczeniem dwustronnych wymian zdan, co samo w sobie jest juz ekwilibrystka.
      Czy dla dobra atmosfery sotkania nalezy zawiesic na kolku konflikt i wspolnie rozmawiac, czy upraiwac bojkot- skonfliktowany zazartowal, wiec inni skonfliktowani sie nie smieja, a reszta tak?

      Tak w ogole, to jesli inne osoby mialyby wyjsc w ramach solidarnosci, to tez pytanie dlaczego wszyscy mieliby wyjsc, a nie wyprosic te jedna osobe?

      Jak ktos wspomnial ze strony tej osoby mogla byc to zagrywka va banque- proba sil w otoczeniu i formalnie ta osoba z tej proby wyszla zwyciesko, chociaz kto co sobie pomyslal nie wiemy.


      Istotny tez jest ten dylemat reakcji osob trzecich na konflikt, w ktorym obi strony konfliktu w rownym stopniu przyjaznia sie z towarzystwem. Czy powinno ono brac czyjas strone, czy nie (pomijaja sprawy ewidentne, chociaz ktore takimi sa tez nie zawsze da sie powiedziec).
      Ilosc konfliktow jest dosc znaczna, wiec ten problem jest powszedni, nie wiem jak zwyczajowo ludzie reaguja. Niektorzy domagaja sie lojalnosc 'albo oni, albo ja', inni maja to gdzies, choc nie wiem, czy jakis ukryty zal czasem sie nie pojawia.




      • kropidlo5 Re: Pat, czy macie rozwiązanie? 08.10.13, 00:17
        Wydaje mi sie, ze gdybym ja znalazl sie w sytuacji osoby, ktora 'musi wyjsc' czulbym sie nieco przegrany, choc moze nieslusznie, nawet gdybym wyszedl tylko dla zachowania dobrego samopoczucia, a nie celem jakiejs demonstracji. Nie mam raczej konfliktow z ludzmi, ale mam jednego znajomego, z ktorym jestem na stopie zakonczonej znajomosci ( w konflikcie, w ktorym pewnie obie stony uwazaja, ze to one maja racje) i czasem trwozyla mnie mysl, ze kiedys taki scenariusz stac sie moze moim udzialem. Mimo tego, ze ten czlowiek jest skonfliktowany z dosc duza osob z naszego wspolnego towarzystwa, a ja tylko z nim- to mimo to a moze wlasnie dlatego taka sytuacja budzilaby moja obawe, bo moze okazaloby sie, ze inni porafia zakopac topor wojenny, tylko ja nie- a zakopywac go nie mam zamiaru.
        • claratrueba konflikt prywatny czy nieprywatny? 08.10.13, 08:16
          Poruszasz, kropidło, bardzo istotna kwestię- czy warto, czy dobrze o swoim prywatnym konflikcie informować otoczenie. Czy może jednak lepiej uznać, ze sprawy prywatne powinny takimi pozostać, chociażby dlatego, żeby nie stawiać towarzystwa w tak niekomfortowym położeniu.
          Odpowiedź wcale nie jest prosta, zależy od rodzaju konfliktu. Zależy też od celu owej informacji. Czy jest to chęć "zdobycia sojuszników" czyli, po prostu, napuszczania innych na kogoś, kto nam za skórę zalazł czy sprawa ma związek z innymi osobami z towarzystwa, bądź może mieć.
          Pomińmy opisywane przeze mnie sprawy jako zbyt jednoznaczne. Ale inna:
          dzwoni do mnie koleżanka by się pożalić, że inna nasza koleżanka wspólna nie dotrzymała obietnicy pomocy w bardzo ważnej sprawie, sprawiając jej, faktycznie duży kłopot. Nie mam powodu by jej nie wierzyć, jest to osoba prawdomówna i uczciwa. Powinnam stanąć po jej stronie, przyłączyć się do potępienia niesłownej osoby (co jest dla mnie bardzo poważnym zarzutem, nie uznaję niedotrzymywania słowa)? Przy czym osobę tę znam dużo krócej. Pozostawmy bez odpowiedzi.
          Następuje syt. bardzo podobna do opisywanej przez korę. Przy czym część towarzystwa zachowuje się jakby o konflikcie nie wiedziała (wie, poszkodowana obdzwoniła wszystkich, choć trzeba przyznać uczciwie, szukała pomocy "przy okazji tylko" dodając historię jak została wystawiona do wiatru), część wychodzi demonstrując swoją dezaprobatę wraz z wyjściem owej poszkodowanej. I wtedy winowajczyni pyta "co się stało?" Okazuje się, że obie panie są tu winne (lub niewinne). Ale pani, którą towarzystwo osądziło znając jedynie wersję żalącej się koleżanki, miała słuszny żal o taki "sąd" wydany jedynie na podstawie relacji jednej strony. Która wcale nie kłamała.

          • baba67 Re: konflikt prywatny czy nieprywatny? 08.10.13, 10:41
            Ta nieslownosc to zbyt blaha sytuacja na demonstracyjne wychodzenie.
            • claratrueba Re: konflikt prywatny czy nieprywatny? 08.10.13, 11:20
              baba67 napisała:

              > Ta nieslownosc to zbyt blaha sytuacja na demonstracyjne wychodzenie.

              Przecież nie wiesz czego "ta niesłowność" dotyczyła, z czego wnioskujesz o jej błahości?
              • baba67 Re: konflikt prywatny czy nieprywatny? 08.10.13, 11:29
                Obiecala pomoc nie pomogla.Obojetnie czego by nie dotyczyla co najwyzej moge sie dystansowac i niczego od tej osoby nie oczekiwac. Nie okradla, nie wygryzla z posady ,nie uwiodla meza.Nie dotrzymana obietnica pomocy to nie jest dla mnie powod zeby demonstracyjnie wychodzic na czyjs widok.Chyba ze ta "pomoc" to nieplacone alimenty ale wypowiadasz sie precyzyjnie wiec chyba nie.
                • claratrueba Re: konflikt prywatny czy nieprywatny? 08.10.13, 12:42
                  Ależ wypowiadam się bardzo nieprecyzyjnie, babo.
                  Podobnie jak kora, daję do rozwiązania równanie typu X+X= 786 i pytam o jedyną właściwą odpowiedź.
                  Sprecyzuję zatem:
                  Pani A zadzwoniła do swojej koleżanki pani B, z która kiedyś były bardzo blisko potem kontakty były rzadsze w syt, następującej: jej córka, studentka od niecałego miesiąca musiała w ekspresowym terminie wyprowadzić się z mieszkania, które wynajęła. W mieście, w którym nie ma żadnej rodziny, nie zna nikogo- znajomości nie zdążyła nawiązać, znalezienie lokum tuż po rozpoczęciu roku akademickiego trudne, powrót do domu oznacza nieobecność na zajęciach. Dzwoni do pani B ponieważ wie, że pani B ma w owym mieście rodzinę. jest więc szansa na pomoc. Pani B reaguje "jasne, już dzwonię, coś załatwimy, oddzwonię zaraz jak coś będę wiedziała". Po czym- nie oddzwania. Po kilku godzinach czekania na telefon pani A dzwoni jeszcze raz, pani B nie odbiera. I nie oddzwania. I wtedy pani A zaczyna dzwonić do innych osób z prośbą o pomoc, informując o tym jak potraktowała ją pani B. Ktoś w końcu pomógł, sprawa dziewczyny się rozwiązała.
                  Ale sprawa pani B-nie. Było dokładnie jak u kory. Pani A była już obecna kiedy przyszła pani B, która normalnie zaczęła rozmawiać ze wszystkimi oprócz pani A. Dla pani A był to właśnie ów "tupet" podobnie jak dla osób, które demonstracyjnie wyszły wraz z nią.
                  I wówczas pani B zadała właśnie pytanie "o co chodzi?", równie zdumiona i oburzona tym zachowaniem, co owi "demonstranci" jej "tupetem". I pokazała swój telefon z kilkunastoma próbami połączenia się z numerem figurującymi w jej kontaktach jako "pani A".
                  Pani A zdenerwowana syt. nie poinformowała, że ma inny numer, lub w ogóle nie zdawała sobie sprawy, że pani B nie ma jej nowego numeru. Pani B z kolei zadzwoniwszy do swojej rodziny, którą zgodziła się przenocować zupełnie obcą osobę i pomóc jej znaleźć lokum, poczuła się bardzo dotknięta tym, że pani A nie odbiera jej telefonów. Była przekonana, że pomoc już niepotrzebna to się pani A nawet oddzwonić nie chce.
                  Zwróć uwagę, babo, że jak napisałam obie panie były "niewinne lub winne" całej sytuacji. Obie miały pełne prawo mieć do siebie pretensje. Żadna nie kłamała.
                  I wyszło, że mówiąc pani A "spróbuję Ci pomóc a sprawę z B to jakoś załatwcie, może to jakieś nieporozumienie" miałam rację.
                  Bo choć nie jestem fanką Piłsudskiego, cenię jego bardzo celne bon moty np."prawda jest jak dziura w d.. każdy ma swoją".
                  • baba67 Re: konflikt prywatny czy nieprywatny? 08.10.13, 13:51
                    No ale pani A zadzwonila do pani B z jakiegos numeru. Dlaczego pani B nie oddzwonila na tamten nr? Dla mnie obie panie postapily nielogicznie i jest to jeszcze jeden powod zeby w takich sprawach sie nie opowiadac.
                    • claratrueba Re: konflikt prywatny czy nieprywatny? 08.10.13, 15:12
                      baba67 napisała:

                      > No ale pani A zadzwonila do pani B z jakiegos numeru. Dlaczego pani B nie oddzw
                      > onila na tamten nr? Dla mnie obie panie postapily nielogicznie i jest to jeszcz
                      > e jeden powod zeby w takich sprawach sie nie opowiadac.

                      Pani B nie ma zwyczaju sprawdzać kto dzwoni, patrzeć na numer. Potwierdzam. Po prostu odbiera. Po którymś tam telefonie wykonanym zamiast sprawdzić, jakie ma połączenia wchodzące, po prostu wolała "poczuć się urażona". Pani A zamiast zastanowić się czy może być jakaś obiektywna przyczyna "braku kontaktu" też wolała poczuć się j.w. Oraz poinformować kogo się da o swojej ocenie sytuacji.
                      Ludzie nie są logiczni, częściej kierują się emocjami niż analizą. Szczególnie, analizą własnego postępowania.
                      Tak jest i czasem ta przewaga emocji nad logiką jest bardzo dobra. Jesli dotyczy dobrych emocji. Po jaką cholerę dawać biedakowi pomoc, skoro on nam nic nie da, bo przecież nie ma?
                      Natomiast w przypadku emocji złych, trzeba umieć je wyłączyć. I włączyć logikę czy analizę. Ale to jest wbrew naturze ludzkiej, szczególnie, gdy czujemy sie poszkodowani, zagrożeni. Chcemy mieć po swojej stronie jak najwięcej członków naszego stada. Nie różnimy się tu zbytnio od zwierzęcia, które skomli, by inne je otoczyły.
                      Nie zawsze da się emocje wyłączyć, zawsze da się nie wciągać innych w swój konflikt. To zakładał dawny s-v, zgodnie z którym sprawa między A i B byłaby nieznana towarzystwu, panie zachowywałyby się wobec siebie uprzejmie choć zapewne nieco ozięble. Nikt nie znałby przyczyny i nie zapytał.
                      I nie musiałby czuć się źle, że kogoś niesprawiedliwie osądził.
                      Tak nadal funkcjonuje całkiem sporo ludzi. I to jest naprawdę dobre, bo o wiele łatwiej dogadać się, wyjaśnić konflikt, dopóki jest on prywatny niż kiedy stanie się znany. Bo o wiele trudniej przynać się do błędu kiedy ileś tam osób przytaknęło naszej wersji wydarzeń.
                      W meczu pani A v/s pani B byłby remis, gdyby nie to, że pani A nieświadomie "wydała fałszywe świadectwo przeciwko bliźniemu swemu", który jeszcze w dodatku zapewnił jej pomoc.

                  • kropidlo5 Re: konflikt prywatny czy nieprywatny? 08.10.13, 15:09
                    Hm coz, pani A mogla sie upewnic, ze b celowo nie odbiera, bo moze zemdlala z wrazenia i nie odbierala- zanim jej obrobila dupsko. Pani B z kolei mogla pomyslec, z jakiego nr oddzwoniono i na jaki dzwoni zanim wyciagnela wniosek jaki wyciagnela. Obie panie ze sklonosciami do konfabulacji i focha, obie do reedukacjismile
                    • claratrueba Re: konflikt prywatny czy nieprywatny? 08.10.13, 15:37
                      kropidło, jeśli myślisz, że panie są jakimiś wyjątkami ze skłonnościami do przypisywania innym złych intencji i sądzenia zachowań po pozorach zamiast podjąć działania wyjaśniające, to grubo się mylisz.
                      To zdarza się każdemu. I pozornie proste i logiczne rozwiązania jak tu to przychodzą do głowy kiedy się je zna. Jak rozwiazania kryminalnych zagadek kiedy już wiadomo, kto był sprawcą.
                      A kiedy nagle poczujemy sie wystawieni do wiatru, czujemy gniew, to on nam rozum odbiera. I lepiej nie dzielić się tworami tego "braku rozumu" z innymi. Po prostu.
    • vilez Re: Pat, czy macie rozwiązanie? 08.10.13, 18:16
      Nie zajmowałabym stanowiska, albo- gdyby stawało się nieznośnie- odwrotnie: powiedziałabym głośno, że wiem o konflikcie, ale nie chcę by to dalej warzyło atmosferę. Gdyby to nie działało, cóż...albo wyjść albo robić swoje, czyli nie zwracać już na to uwagi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka