kora3
14.06.14, 09:31
Czy osoba mająca problem z wyraźnym wypowiadaniem się ma prawo czuć się obrazana i dyskryminowana, gdy nierozumiejący jej rozmówca prosi o wypowiedzenie się na pismie?
Chodzi o sprawnego intelektualnie człowieka z porazeniem mózgowym - dorosłego, pracującego (w zawodzie nie wymagającym konwersowania), sprawnego intelektualnie.
Nie chodzi o jakąś wadę wymowy, seplenienie (które są uciążliwe zwłaszcza przez telefon, ale nie powodują, ze nic się nie rozumie), a o mówienie w sposób całkowicie niezrozumiały (słyszałam gościa, rozumiem mniej więcej co 10 słowo). Człowiek ten musi zdawać sobie sprawę, że mówi, jak mówi, a pomimo to uważa, że urzędnik proszący go o pisemne formułowanie wypowiedzi dyskryminuje go. Pan dodam sprawnie posługuje się komputerem i ma do niego dostęp bez ograniczeń, wiec spełnienie moim zdaniem uzasadnionej prośby urzędnika nie stanowi dlań technicznego problemu.
Pomimo to domaga się, by urzędnik z nim rozmawiał. Urzędnik wyjasnia, że to niemożliwe - po prostu nie jest w stanie pojąć o co gościowi idzie, nie rozumie. Pan nic sobie z tego nie robi - wydzwania do urzędnika i wyłuszcza mu niezrozumiale swoje racje, gdy ten mówi, ze nie pojmuje - krzyczy do słuchawki (oczywiście nadal niezrozumiale).
Pan doskonale umie napisac o co mu chodzi, bo jakoś do nas napisał, że urzędnik go dyskryminuje i poniża. Napisał to poprawnie, z zachowaniem zasad ortografii, interpunkcji i stylistyki.
Jednakowoż na nasze uwagi, by wypowiedzi do urzędnika kierowa także pisemnie reaguje nerwowo i twierdzi, że ma prawo, jako obywatel wypowiadać się ustnie i tak załatwiać sprawy, zas podkreślanie, ze ma problemy z mową jest b. niekulturalne i jest przejawem dyskryminacji go jako osoby niepełnosprawnej.
Uwazam, że owszem - takie podkreślanie byłoby niegrzeczne, gdyby sposób wypowiedzi pana był może nienajlepszym, ale zrozumiały. Tu tak nie jest.
Czy Waszym zdaniem urzędnik ma prawo wprost powiedzieć, że pan jest niezrozumiały i prosi o kontakt pisemny?