e-matka.polka
09.01.15, 16:22
Miałam ostatnio spotkanie z wice-dyrektorem szkoły mojego dziecka (działam w Radzie Rodziców). Sam wyznaczył miejsce: stołówka szkolna. Pan podczas naszej rozmowy w najlepsze konsumował obiadek, uprzedzając mnie o tym rozbrajającym tonem, że „jest głodny i będzie jadł, czy mi to nie przeszkadza”. Nie wiem, czy słusznie, ale poczułam się zlekceważona, w końcu jak się umówił na rozmowę, to nie powinien zajmować się jedzeniem. Co Wy o tym myślicie? Niedawno był tu podobny wątek, w którym Kora opisała swoje spotkanie (wywiad chyba) z pewnym sędzią, który zachował się podobnie jak ten dyrektor. Moje zdziwienie i niesmak wzbudził fakt, że ktoś, po kim spodziewam się pewnego poziomu i klasy (tu: sędzia), jakby nigdy nic konsumował w czasie, gdy nieznana mu wcześniej kobieta-dziennikarka (która nic nie zamawiała) prowadziła z nim wywiad...