nocnymarek2
19.09.17, 21:50
Takie sytuacje:
1. Płacę w supermarkecie. Pan następny w kolejce mówi, że da mi bon
(przyjmowany w tym sklepie), a ja dam mu pieniądze. Odmawiam. Pani
kasjerka mówi, że przecież nic na tym nie tracę. Odmawiam.
2. Płacę w dyskoncie. Pani pyta, czy zbieram naklejki. Nie zbieram. Pan
następny mówi, że on może za mnie wziąć. Odmawiam. Pan mówi, że
zbiera na świeżaka dla dziecka. Odmawiam. Pan mówi, że jestem dziwny.
(Jestem dziwny i jest mi z tym dobrze, ale to już zupełnie inny temat.)
Moim zdaniem, w obu przypadkach byłem poproszony o udział w oszustwie
(na którym niby "nic nie tracę", choć też na pewno nie zyskuję). Odmówiłem,
a reakcją było wielkie zdziwienie. Smaczku dodaje fakt, że oszustwo na szkodę
supermarketu niejako "poparła" jego pracownica.
Ciekawi mnie, jak bardzo jestem dziwny. Czy w ramach bycia miłym dla innych
powinienem wziąć udział w tych machlojkach?