Podróżujemy, czasem bardzo daleko. Proponuję byśmy w tym wątku podzielili
się spostrzeżeniami na temat różnic, jakie występują w dziedzinie savoir-
vire'u między Polską a odwiedzanymi przez nas krajami. Co najbardziej Was
zaskoczyło? Na pierwszy ogień proponuję Tajlandię. W tym kraju nie można
pokazywać rozmówcy... podeszwy buta. To bardzo obraźliwe, trzeba więc
uważać, jak się siedzi. Za nic też nie wolno dotykać głowy Taja. Za objaw
złego wychowania uchodzi głośne mówienie i żywa gestykulacja. A ze sfery
już bardziej obyczajowej - ludzie ci uwielbiają i to autentycznie swojego
króla. Mają w domach(!)i samochodach(!!!) jego portrety. Można mieć grube
nieprzyjemności za nieprzychylną lub żartobliwą uwagę na temat ich władcy.
Poważne konsekwencje grożą też za zniszczenie banknotu z wizerunkiem króla.
Nasi prezydenci mogą tylko marzyć o takim uwielbieniu...

Proszę o savoir-vivre'owe relacje z Waszych podróży.