Naczytałam się od Was o karmieniu surowizna no i od jakiegoś czasu
eksperymetujemy z Ogonami z żarciem. Wołowinkę i kurczaka (białe) rąbią aż
miło i to do tego stopnia, że kiedy tylko wyjmuje opakowanie dwie Mordy już
siedzą koło mnie i popędzają głośno, żeby im dać. Wątróbka to oczywiście super
święto, serducha nie przypadły Pannom do gustu, natomiast wczoraj pierwszy raz
w misce pojawiła się szyjka kurza....
Kupiłam tzw. korpus, wypreparowałam z niego szyję i podzieliłam na pół. Kizia,
hrabini jeśli chodzi o żarcie, wąchnęła tylko i dupskiem pokazała mi, gdzie ma
tego typu "przekąski".
Młoda zaś jak przystało na łakomego młodego kota zajęła się pracowicie tym co
znalazła u siebie w misce. Szyjka najpierw znalazła się rozwleczona na
podłodze w kuchni, potem przewędrowała do przedpokoju, by wreszcie wylądować -
jak się okazało - na mojej kołdrze (bo to przecież idealne miejsce na
wieczorną przekąskę, nie?!). Została zeżarta do ostatniej chrząstki, przy czym
Melka nie spoczęła na laurach, tylko pracowicie zajęła się drugim kawałkiem,
którym Kizia pogardziła. Ogólnie Młoda nażarła się niemal do nieprzytomności,
nawet specjalnie wczoraj nie latała wieczorem i nie bałaganiła. Nie
przeszkodziło jej to jednak wsadzić jeszcze wieczorem mordy do mojego kubełka
z lodami (a co, deser musi być

).
Trzeba to będzie powtórzyć, dzięki za świetną podpowiedź.