Od jakiegoś czasu nosze się z napisaniem tego wątku i nie bardzo wiem jak to
zrobić i jak zostanie on przyjęty
Bo jakoś tak niepostrzeżenie, z dnia na dzień stałam się karmicielką kotów w
mojej części ulicy... Zaczęło się nieco przypadkowo od starego dużego kocura,
który jeszcze już wczesnej wiosny kręci się po okolicy i drzemie na
drewnianym parapecie kiosku, który mijam w drodze na przystanek. Nie wiem
czemu akurat tam przesiaduje. No i któregoś wieczoru wyrzucając śmieci
zastałam go na kontenerze, zobaczyłam jaki biedny chudy i nakarmiłam. Po
jakimś tygodniu zaczął się pojawiać pod moją klatką częściej, gdy wieczorem
wychodziłam ze swoim kotem na dwór i patrzył na mnie smutnymi oczami miaucząć
załośnie... I weź tu takiego nie nakarm! Po jakimś czasie ze starym kocurem
zaczęła się pojawiać młoda koteczka i tez dorwała się do korytka. Od tego
czasu jak w zegarku pomiedzy 20 a 21, kiedy zacznie zmierzchać przychodzą
właściwie codziennie, obydwa albo jedne z nich i uprawiają proszace
miauczenie. czasami pojawia sie też jeszcze młody kocur, ale on to za kocica
raczej, nie interesuje go jedzenie. Z moim kotkiem tez sie nie bardzo chcą
bawić, ale też go nie atakują.
Na czym polegają moje dylematy? A bo wiem, że takie dokarmianie to bedzie
zobowiązanie na długi czas, co bedzie, jak przyjdzie zima? kotów nie ma jak
umieścić w piwnicy, bo to dość nowy blok, okienka uchylne i 2 drzwi na klucz
zamykanych. Sąsiedzi by mnie zresztą zjedli, już niektórzy na mojego kota
domowego patrzą krzywo. Chociaż obawiam się, ze ten stary kocur zimy może już
nie dożyć

Koteczkę mogłabym wziać ewentualnie do mieszkania, jakby
chciała, ale...
Ale ja nawet nie do końca wiem, czy to są bezdomne koty! Bo moja osiedle to w
połowie nowe bloki a w drugiej połowie jednorodzinne domy. A już najblizej są
takie drewniane, stare, które pamiętają jeszcze czasy, gdy osiedle było
podmiejską wsią. I za płot jednego na przykład pobiegł kiedyś ten kot, który
nie chce jeść a za kotką biega. To może tamte też są z innych domów? Więc ich
włościciele powinni je karmić albo przynajmniej dostarczać myszy

Może ja
im te koty "odbieram"? Chociaż z drugiej strony, gdyby o nie dbali, to nie
przychodziłyby podjadac do mnie, nie?
Ktoś wie, jak poznać, czy kot jest bezdomny i wymaga pomocy?