Dodaj do ulubionych

Dokarmianie kotów - dylematy

24.05.04, 23:33
Od jakiegoś czasu nosze się z napisaniem tego wątku i nie bardzo wiem jak to
zrobić i jak zostanie on przyjęty

Bo jakoś tak niepostrzeżenie, z dnia na dzień stałam się karmicielką kotów w
mojej części ulicy... Zaczęło się nieco przypadkowo od starego dużego kocura,
który jeszcze już wczesnej wiosny kręci się po okolicy i drzemie na
drewnianym parapecie kiosku, który mijam w drodze na przystanek. Nie wiem
czemu akurat tam przesiaduje. No i któregoś wieczoru wyrzucając śmieci
zastałam go na kontenerze, zobaczyłam jaki biedny chudy i nakarmiłam. Po
jakimś tygodniu zaczął się pojawiać pod moją klatką częściej, gdy wieczorem
wychodziłam ze swoim kotem na dwór i patrzył na mnie smutnymi oczami miaucząć
załośnie... I weź tu takiego nie nakarm! Po jakimś czasie ze starym kocurem
zaczęła się pojawiać młoda koteczka i tez dorwała się do korytka. Od tego
czasu jak w zegarku pomiedzy 20 a 21, kiedy zacznie zmierzchać przychodzą
właściwie codziennie, obydwa albo jedne z nich i uprawiają proszace
miauczenie. czasami pojawia sie też jeszcze młody kocur, ale on to za kocica
raczej, nie interesuje go jedzenie. Z moim kotkiem tez sie nie bardzo chcą
bawić, ale też go nie atakują.

Na czym polegają moje dylematy? A bo wiem, że takie dokarmianie to bedzie
zobowiązanie na długi czas, co bedzie, jak przyjdzie zima? kotów nie ma jak
umieścić w piwnicy, bo to dość nowy blok, okienka uchylne i 2 drzwi na klucz
zamykanych. Sąsiedzi by mnie zresztą zjedli, już niektórzy na mojego kota
domowego patrzą krzywo. Chociaż obawiam się, ze ten stary kocur zimy może już
nie dożyć sad Koteczkę mogłabym wziać ewentualnie do mieszkania, jakby
chciała, ale...
Ale ja nawet nie do końca wiem, czy to są bezdomne koty! Bo moja osiedle to w
połowie nowe bloki a w drugiej połowie jednorodzinne domy. A już najblizej są
takie drewniane, stare, które pamiętają jeszcze czasy, gdy osiedle było
podmiejską wsią. I za płot jednego na przykład pobiegł kiedyś ten kot, który
nie chce jeść a za kotką biega. To może tamte też są z innych domów? Więc ich
włościciele powinni je karmić albo przynajmniej dostarczać myszy wink Może ja
im te koty "odbieram"? Chociaż z drugiej strony, gdyby o nie dbali, to nie
przychodziłyby podjadac do mnie, nie?
Ktoś wie, jak poznać, czy kot jest bezdomny i wymaga pomocy?
Obserwuj wątek
    • miss_dronio Re: Dokarmianie kotów - dylematy 25.05.04, 14:34
      Rozumiem wszystkie dylematy. Znam to z autopsji. Moja rada jest nastepująca:
      zacząć od odwiedzin tych sasiadujących domów i spytac czy te kotki należą do
      nich. Jeśli tak to juz samo takie pytanie zdyscyplinuje właścicieli do dbania o
      kociarstwo. Jesli nie, należy zadbać o zdrowie i sterylizację kotów. I to w
      interesie nie tylko kotów ale i mieszkańców Pani bloku. Zdrowe koty nie będa
      roznosić chorów a wysterylizowane nie będą się niepotrzebnie rozmnażac i
      pomnażać nieszczęścia. Własciecel bloku powinien być zainteresowany tymi
      rozwiązaniami (Spółdzielnia) bo leży to w interesie wszystkich. Nawet jeśli
      kosztuje to jest w dalszej perspektywie opłacalne (pisze to tak na wszelki
      wypadek jesliby same argumenty etyczne niewystarczały). Z doświadczenia wiem,
      ze jesli vetowi powie się, ze są to kotki bezdomne a my poprostu chcemy
      bezinteresowanie im pomóc cenny są dużo niższe. Vet to tez człowiek i
      przeważnie lubi zwierzętasmile) Można spróbowac poszukać domu dla kotków: poprzez
      TOZ - www.toz.pl. Dokarmiac i pomagać zawsze trzeba. Wiem, ze czasami to walka
      z wiatrakami, mówiąc wprost to przeważnie.... ale właśnie to świadczy o naszej
      wartości i naszym człowieczeństwie. Tak przynajmniej myslęsmile Serdecznie
      pozdrawiam i życzę dużo siłsmile)
    • fritzek Re: Dokarmianie kotów - dylematy 25.05.04, 18:57
      ja nie dokarmiam,nie dokarmiałam i nie będę tego robić.
      mieszkam w miejscu gdzie stoi pięć malutkich,dwupiętrowych domów.nieduże
      podwórko,trochę zieleńców,klombów,coś co było kiedyś piaskownicą i boiskiem.i
      co oprócz tego?tabuny półdzikich kotów.jest ich naprawdę pełno.charakterystykę
      tego i podobnych w okolicy 'kotostanów' pozostawię dla siebie.napisze tylko
      jedno-są okropne.podwórko cuchnie-jest zasrane i zasikane.i co się dzieje?jest
      tu grupa kilku pań,które karmią i hołubią te koty.zastanawiam sie dlaczego
      jeżeli są takie wrażliwe na los kotów i są ich wielkimi miłośniczkami to nie
      wezmą sobie po jednym kociaku do domu?żadna z nich kota w domu nie
      ma.poprawiają sobie nastrój?
      ze znajomymi vetami próbowałam wydębić jakiekolwiek fundusze chociażby na
      szczepienia.oczywiście władze wszelakie mają to gdzieś.a to,że vet jest też
      człowiekiem to oznacza także,że musi opłacić czynsz,mieć na życie itd. a nie
      mrozdawać własne pieniądze na potrzeby bezdomnych kotów,których powinno być o
      9/10 mniej.
      nie są to miłe ani wesołe spostrzeżenia ale może czas spojżeć prawdzie w oczy...
      • abranova Re: Dokarmianie kotów - dylematy 25.05.04, 22:24
        No wiesz, Tobie łatwiej nie dokarmiać, bo wiesz, że są inne osoby, które to
        robią. Ale nie wierzę, że gdyby ich nie było, to nie wzruszałby Cię los
        biednych wychudzonych kotów... Zwłaszcza jeżeli łażą za Tobą i miauczą.
      • miss_dronio Re: Dokarmianie kotów - dylematy 25.05.04, 23:17
        > jedno-są okropne.podwórko cuchnie-jest zasrane i zasikane
        myslę, ze nikomu z nas niepotrzebne jest uświadamianie, ze cechą istot żyjących
        jest miedzy innymi wydalanie. Ludzie równiez mój drogi Fritzku produkują
        nieczystości, które zanieczyszczają środowisko, śmierdzą i nieestetycznie
        wyglądają. Co proponujesz? Umożliwienie śmierci głodowej ludziom, którzy sobie
        sami nie radzą? Może dzieciom z domów dziecka? Ich tez nikt nie chce a na
        dokładkę produkują nieczystości. Jakże piekny byłby świat bez tych wszystkich
        niepotrzebnych istot!!! Prawda????
        > mrozdawać własne pieniądze na potrzeby bezdomnych kotów,których powinno być o
        > 9/10 mniej.
        Więc co proponujesz oprócz płomiennych wypowiedzi na forum KOTY?? Komory
        gazowe?? Nikt z nas nie musi wymyślac prochu- wystarczy wzięcie przykładu z
        krajów gdzie problem bezdomności zwierząt praktycznie nie istnieje- np.
        Wielkiej Brytanii: wprowadzenie programu sterylizacji i oznaczeń. Na to
        potyrzeba pieniędzy ale powtarzam (dla tych, do których z powodu jakiegos
        uposledzenia nie trafiaja argumenty etyczne) to sie wszystkim opłaci!
        > wezmą sobie po jednym kociaku do domu?żadna z nich kota w domu nie
        > ma.poprawiają sobie nastrój?
        Nie przyszło ci do głowy, ze poprostu pomagają komus cierpiącemu???
        > ja nie dokarmiam,nie dokarmiałam i nie będę tego robić.
        No to cudnie. Duże brawa!! Cóż za odwaga i bezkompromisowość. Człowiek to
        faktycznie brzmi dumnie! Możesz byc dumny ze swojej wrażliwości, zdolności do
        empatii, ze swego człowieczeństwa. Jest się czym chwalić.
        > nie są to miłe ani wesołe spostrzeżenia ale może czas spojżeć prawdzie w
        oczy..
        Prawda jest taka, ze czas ruszyc tyłek i zrobic coś dla innych. No tak ale to o
        wiele trudniejsze niż siedziec przed kompem i wypisywac pierdoły na temat
        patrzenia "prawdzie" w oczy, która to prawda sprowadza się do odkrycia, ze żywe
        istoty wydalają a vet to człowiek, który musi opłacac rachunki.
    • kocibrzuch Re: Dokarmianie kotów - dylematy 25.05.04, 21:19
      Najbardziej w życiu żałuję, że nie potrafię zbawić całego świata.
      Prócz swoich dokarmiam jedną kotkę, która pojawia się u mnie w pracy regularnie co dzień na wyżerkę i wypitkę, potem wskakuje na biurko i śpi pod lampą. Tak to wygląda od lat 10 przynajmniej.
      W okolicy, gdzie mieszkam sporo jest kotów, ale jak na dzikie warunki mają nieźle, jak mi się wydaje. Okolica menelowata, ale właśnie tacy od butelki z winem marki wino kochają często gęsto bezdomne zwierzęta.
    • narysuj.mi.baranka Re: Dokarmianie kotów - dylematy 25.05.04, 23:37
      Abranovo, dokarmianie glodnych kotow to naturalny odruch u niektorych ludzi.
      Niestety, tylko u niektorych.
      Skoro widzisz, ze sa glodne brzuszki - karmiszsmile
    • chamariem Re: Dokarmianie kotów - dylematy 27.05.04, 14:04
      Oj nie, przestańcie, prawda leży przecież pośrodku... Fritzek chciał/a
      powiedzieć, że jeśli ktoś zaczyna dokarmiać koty, to powinien od razu zająć się
      też ograniczeniem ich populacji - wiadomo, że dokarmianie powoduje wiekszy
      przyrost naturalny! Najłatwiej wystawiać miseczkę i czuć sie fajnie, ale tak po
      prostu nie można. Piaskownica na podwórku od razu zamienia się w kocią toaletę,
      i nie możecie z ręką na sercu powiedzieć, że to jest w porządku!
      Jeśli dokarmiać to kastrować i sterylizować (albo podawac hormony), a maluchom
      znajdować nowe miejsca. A jeśli się nie chce tego robić, to lepiej zostawić
      koty w spokoju.
      • gatta_gatta Re: Dokarmianie kotów - dylematy 27.05.04, 17:05
        i slusznie. bo to przeciez nie chodzi o zagluszenie naszych wyrzutow sumienia
        (czytaj: nakarmic i juz) tylko o rozwiazanie problemu na przyszlosc tez.
        macie racje Chamariem i Fritzek.
        • miss_dronio Re: Dokarmianie kotów - dylematy 27.05.04, 22:06
          > i slusznie. bo to przeciez nie chodzi o zagluszenie naszych wyrzutow sumienia
          Przykro mi ale mam zupełnie inne zdanie. Dokarmianie to nie jest
          żadne "zagłuszanie sumienia". To cieżka i kosztowna praca. I niedoceniana jak
          widac np. po wypowiedziach na tym forum.
          > (czytaj: nakarmic i juz) tylko o rozwiazanie problemu na przyszlość tez.
          czy rozwiazaniem problemu na przyszłość jest poprostu pozwolić bezdomnym kotom
          umrzeć z głodu i chorób? To jest to perspektywiczne rozwiązanie??
          Perspektywicznym rozwiązaniem jest wzięcie na siebie odpowiedzialnosci za życie
          jakichś istot: konsekwentne dokarmianie, zaszczepienie, wysterylizowanie.
          Fritzek proponuje tylko bezduszną eliminację.
          Mogę nie wypowiadać swojego zdania, mogę tutaj nie przychodzić i nie zakłócać
          sielankowej atmosfery swymi postami ale nigdy nie pozastanę obojętna na taką
          bezduszność.
          • gatta_gatta Miss_dronio :-) 28.05.04, 00:52
            to troche nie tak Miss_dronio. moze uzylam zbyt duzego skrotu myslowego.
            przepraszam, ze tak to zabrzmialo. piszac o zagluszaniu wyrzutow sumienia
            mialam na mysli _jednorazowe_ dokarmienie kotka i juz. zrobilam dobry uczynek i
            jestem kryta. przyznasz, ze takich osob jest sporo. chodzilo mi o to, ze trzeba
            i nakarmic, i zaszczepic, i zaprowadzic do veta, i wysterylizowac, i przede
            wszystkim zatroszczyc sie o nowy dom, itd.

            a post Fritzka odczytalam jako apel o bardziej konkretne rozwiazanie niz
            wystawienie miseczki z mlekiem raz na rok.

            > Mogę nie wypowiadać swojego zdania, mogę tutaj nie przychodzić i nie zakłócać
            > sielankowej atmosfery swymi postami ale nigdy nie pozastanę obojętna na taką
            > bezduszność

            bylaby to niewatpliwa strata dla tego forum, Miss_dronio, naprawde.
            jeszcze raz przepraszam
            i bardzo serdecznie pozdrawiam
            gatta
            • miss_dronio Re: Miss_dronio :-) 28.05.04, 14:03
              to ja przepraszam i wyjasniam wszystko w poscie "Do wszystkich".
              Nigdzie nie pojdę bo gdzie znajde tyle wyrozumiałych osób dla kociegob
              szaleństwasmile
              Również serdecznie pozdrawiam,
              Marysia
      • miss_dronio Re: Dokarmianie kotów - dylematy 27.05.04, 22:10
        myslę, ze oczywiscie najlepiej działac kompleksowo ale jesli wyborem jest
        dokarmianie albo nic to i tak lepsze jest chociaz dokarmianie.
        Przeczytałam wypowiedz Fritzek jeszcze 5 razy i nigdzie nie znalazłam sugestii
        aby znaczyła ona to co opisujesz powyżej. NIESTETEY.
        • chamariem Re: Dokarmianie kotów - dylematy 27.05.04, 23:57
          Ja też zerknęłam jeszcze raz na post F. i na pewno nie propaguje on/a żadnej
          eliminacji. Nie bądź niesprawiedliwa.

          Wydaje mi się, że nie ma możliwości wyboru "dokarmianie albo nic". Jeśli ktoś
          chce zacząć dokarmianie to musi znaleźć jednocześnie jakiś sposób na
          powstrzymanie rozmnażania się kotów, inaczej pomnaża tylko nieszczęście,
          któremu jakoby stara się zapobiec.
    • abranova Dzięki! 27.05.04, 18:21
      Dziekuję wszystkim za rady i uwagi, wezmę je wszystkie sobie do serca
      • mar.gajko Re: Dzięki! 28.05.04, 11:25
        Abranovo, dokarmiaj. Nie ma nic gorszego niż nieustający głód. Prowadzi u tych
        kotów do stłuszczenia wątroby i bolesnej śmierci. Trzeba powoli "czyścić" takie
        rejony, przynajmniej kotki kastrować. Sądzę, z własnego doświadczenia, iż w
        okolicy znajdziesz jakąś pokrewną duszę, która wraz z tobą będzie opiekować się
        kotami. Jeżeli masz dużo, dużo energii, możesz wymóc na gminie pieniądze na
        kastrację kotów. Oni mają ustawowy obowiazek opieki na d bezdomnymi zwierzętami
        w gminie. Takie prawo. Tylko nie respektowane. Ale, na razie ...dokarmiaj jak
        tylko możesz. Bo niestety, to my ludziki, jesteśmy za nie odpowiedzialni, co by
        kto nie mówił i nie pisał.
    • miss_dronio DO WSZYTSKICH! 28.05.04, 13:12
      Prawdą jest, że się zdenerwowałam i uniosłam. Przyznaję się i przepraszam ale
      ten wątek dotyka problemu, który jest dla mnie bardzo ważny i uwierzcie mi
      proszę nie rozpatruję go w sferze intelektu ale uczuć. Dlatego poprostu trudno
      mi spokojnie dyskutować na temat: dokarmiac czy nie dokarmiać głodne koty.
      Dysutować w ten sposób to ja mogę na temat błekitna czy rózowa sypialnia albo
      szczęscie według Schopenchauera czy raczej Heidenggera.
      Ja równiez uważam, ze problem bezdomności zwierząt należy rozwiazywać
      kompleksowo. Powinny to robic wyspecjalizowane w tym instytucje. Tylko co z
      tego, że ja tak uważam? W zwiazku z tym myslę, że warto robic choćby cokolwiek.
      Opowiem Wam taka historię:

      Jakiś czas temu byłam w sklepie z żywnoscia dla zwierząt. Przy kasie przede mna
      stały dwie dziewczynki- tak na oko 10-letnie. Małe, chudziutkie biedniutkie
      istotki. W rękach sciskały kilka dziesięciogroszówek i kupowały za to na sztuki
      (chyba dwie albo trzy) tabletki z witaminami dla kotów. Zaczepiłam je i
      spytałam dla kogo robią te zakupy. Bardzo się tak jakoś speszyły, ze ktoś je
      zaczepia ale odpowiedziały, ze u nich na osiedlu od kilku dni mieszka kotka i
      że nie ma nikogo. Spytałam je co "ich" kotka jeszcze by zjadła - pokazały jakąs
      puszkę, którą dla Nich kupiłam. Powiedziałam Im jeszcze na koniec, że ta kotka
      ma wielkie szczęście, że Je znalazła. czy uważacie, ze powinnam Im powiedziec,
      ze to co robia nie ma sensu? Że powinny sie albo "porządnie" zabrać do rzeczy
      albo sobie darować takie półśrodki?
      Ta historia byłaby bardzo ckliwa gdyby nie fakt, że jest prawdziwa.
      • miss_dronio Re: DO WSZYTSKICH! 28.05.04, 13:14
        Ja tez oczywiście Wszystkich pozdrawiamsmile Bardzo lubię to forumsmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka