Dodaj do ulubionych

Mój bardzo wielki problem...

28.03.12, 12:36
We wrześniu minionego roku znalazłam na ulicy młodego kotka (miał nie więcej niż 4-5 miesięcy) potrąconego przez samochód lub bardzo mocno uderzonego przez człowieka. Niestety zdaniem lekarzy bardziej prawdopodobne jest to drugie. Kotek, gdy go znalazłam, był w strasznym stane. Był wieczór i nawet nie byłam pewna, co wzięłam na ręce - futerko miał całe zabłocone, mokre, prowdopodobnie wpadł (ktoś go wrzucił?) do pobliskiego rowu melioracyjnego, i prawdopodobnie, choć nie wiem, jakim cudem to zrobił będąc w tak strasznym stanie, zdołał z tego rowu wyjść i dojśc do bramy mojego osiedla, gdzie przeraźliwie płakał. Wzięłam go z ulicy i pojechałam z nim do weterynarza. Okazało się, że kociak ma połamaną miednicę oraz nie potrafi się samodzielnie wypróżnić, prawdopodobnie wskutek uszkodzenia połączeń nerwowych. Lekarze ostrzegali mnie, że szanse na powrót do zdrowia Paproszka są niewielkie. Postanowilam jednak dać mu szansę. Leczyłam go długo - przez 3 dni był na granicy zycia i smierci, totalnie wyziębiony i obolały, niewrażliwy na żadne bodźce. W szpitalu na Gagarina spędził dwa tygodnie, mial w tym czasie robione badania i wizytował róznych specjalistów, ortopedtów / chirurgów (prof. Sterna, dr. Wisniewski, prof. Galanty).
Po dwóch tygodniach Paproszek doszedł do siebie na tyle, że można go było zabrać ze szpitala do domu. Powoli zaczynał chodzić, jednak nie wróciły mu funkcje samodzielnego wypróżniania się. Trzeba mu w tym pomagać, ponieważ funkcje te nie wróciły do dzisiaj.
Od grudnia 2011 i przez cały styczeń jeździłam z Paproniem na rehabilitację do dwóch ośrodków, wspaniałych specjalistów w Warszawie - Psychodni na Bielanach oraz Animal Center na Ursynowie. Paproszek miał łącznie 28 zabiegów magnetoterapii, elektrostymulacji prądem pęcherza i odbytu oraz laseroterapii. Niestety zabiegi nie przyniosły żadnych efektów. Prawdopodobnie połączenia nerwowe u Paproszka uległy stałemu przerwaniu i nie da się ich odbudować, choć - cuda się zdarzają.
Paproszek jest zaszczepiony, odrobaczony, ma negatywne testy na kocie wirósówki w tym białaczke, wykastrowany.
Kocurek ma teraz około roku, jest cały czarny, ale w miejscu uderzenia ma całkowicie białą sierść. Jest cudownym kotem. Przyjacielski, wyjątkowo cieprliwy w czasie zabiegów lekarskich i moich, komunikatywny, bardzo wesoły i optymistycznie nastawiony do świata. Uwielbia się bawić, jest bardzo kontaktowy i rozmowny, poza tym jest po prostu ładnysmile. Jest moim oczkiem w głowie, moim cudem. Pewnie nie pamieta już innego życia i uważa, że to co jest, musi być, że tak wygląda kocie życie - zamknięty poków, zabiegi chigieniczne, mycie dupki... Kotek, na szczęście, odzyskał w 95% władzę w kończynach, nie ma dla niego miejsc niedostepnych, unosi ogon (który jest "martwy" - brak czucia głębokiego), miednica ładnie się zrosła i dotykanie, przytulanie, zabawa nie sprawiają mu żadnego bólu, kot biega, skacze i szaleje. Nadal jednak trzeba mu pomagać w czynnościach fizjologicznych. Jeśli "siusia się go" ze 4 razy dziennie (+ rano i na noc), nie ma żadnego problemu - kot nie brudzi, nie chodzi z pampersami, może przebywac w każdym domu i na pewno nie pobrudzi nic. Warunek: trzeba umieć wysiusiać go do końca, to całkowitego opróżnienia pęcherza moczowego. Nie jest to nic skomplikowanego i każdy może się nauczyć wykonywania tych czynności w ciągu pół godziny - jako laik nauczyłam sie tego w szpitalu, po kilku tygodniach nabrałam biegłości; laik, ponieważ moje własne dwa rasowe koty, nigdy nie sprawiały takich problemów, i nigdy wcześniej nie przyszło mi do głowy, że coś takiego, wykonywanie takich zabiegów, w ogóle jest możliwe. Paproszek znosi to z wyjątkową cierpliwością i pogodą ducha, choć nie da się ukryć, że nie lubi tego i niemal zawsze oprotestowuje. Nie jest to dla niego bolesne, ale na pewno nie jest też miłe.
To samo z kupką, która przy odpowiedniej, wypróbowanej, wysokogatunkowej karmie, którą jest karmiony, ma odpowiednią strukturę. Kot zachował prawidłową, dobrą perystaltykę jelit, więc kupka niejako sama przesuwa się w jelitkach aż do końca.
Gdzie jest problem.
Kotek "mieszka" u mnie w jednym z pokoji. Ma tam wszystko, czego mu trzeba do życia, zabawki, drapaki, schowki, legowiska, okno, które może być bezpiecznie otwierane - poza swobodą, wolnością i możliwością przybywania z tymi, z którymi chce przebywać, czyli z ludźmi. Niestety nie mogę zostawiać go w ciągu dnia poza pokojem, bowiem niewysiusiany systematycznie co kilka godzin, wszystko pobrudzi, a poza tym - i tu przechodzę do sedna - moje dwa pozostałe koty, 8 letnia rosyjska niebieska i 6 letni abisyńczyk, nie są w stanie pogodzić się z jego obecnością w domu.
Minęło już prawie pół roku odkąd Paproszek jest u nas. Myślalam, że się przyzwyczają... Lenka, starsza kotka, nie toleruje go do tego stopnia, że poluje na niego (siada pod jego drzwiami, rzuca się na nie, dwa razy - jeszcze na początku, gdy nie wiedziałam, czym grozi ich przebywanie razem - upolowała go sobie i bardzo dotkliwie pogryzła - raz tak mocno, że cierpiał po tym pogryzieniu przez blisko miesiąc - rany, ropnie itp historie). Kocurek, Imbirek, sprawiał wrażenie, że w jakimś stopniu go akceptuje, ponieważ nie atakował go wprost, byle Mały nie wchodził mu w drogę. Niestety, Mały jako go widzi jest nim zafenomenowany, chodzi za nim krok w krok i nie daje mu spokoju. Imbir zrobił się strasznie agresywny. Raz pogryzł mnie tak, że wylądowałam u chirurga, zostały brzydkie blizny. Najgorsze jest jednak to, że oba moje koty żyją w ciągłym, permanentnym stresie; Imbir schudł, nie interesuje się jedzeniem, ciągle syczy, przejawia niekontrolowaną i niespodziewaną agresję, i niestety, od jakiegoś czasu powoli ale notorycznie zaczyna nam zasikiwać cały dom, włacznie z ubraniami, pościelą, sika na ściany, okna, w kątach. Bywają takie dni, że dwa dni pod rząd, wszystkie 4 kuwety, jakie są w domu dla nich dostępne (Paproś ma swoją u siebie w pokoju), są czyste...
Ponieważ koty nie moga przebywac jednocześnie w jednym pomieszczeniu, muszę zamykać je na zmianę w pokojach - przez to Paproszek ma tylko 2 godziny swobody w ciągu dnia - pół godziny rano przed wyjściem do pracy i godzinę, dwie wieczorem. Probowałam wielu metod - feliway, calmaid; chciałam wprowadzić specjalistyczną karmę uspokajającą Royal Canin ale nasza weterynarz nie rekomendowała z uwagi na problemy ze zdrowiem Imbirka (całą sprawę komplikuje fakt, że Imbirek jak był małym rocznym kocurkiem bardzo zachorował; miał problemy z żołądkiem, które niestety co jakiś czas mu się odnawiają; leczyliśmy go pół roku, ledwo udało się go odratować; to jest właśnie też problem w kontekscie jego stresu w związku z Paproszkiem - obawiam się, ze to kwestia czasu, jak jego problemy wrócą). Niestety, nie ma żadnego postępu w sprawie integracji kotów.
W koncu, po konsultacji z naszą panią weterynarz, postanowiłam wbrew rozsądkowi, sercu i logice, szukać nowego domku dla Paproszka. Nie muszę pisać, że serce mi pęka na myśl, że mogłabym go oddać, lub uspić (jego schorzenie, bez rokowań na poprawę, kwalifikuje go do eutanazji). Tego drugiego nie dopuszczam w ogóle do głowy, choć weterynarz powiedziała, że w ostateczności powinnam zdecydowac się nawet na to rozwiązanie, aby chronić moje koty.
Paproszek, mój cudowny promyczek, jest więc do oddania sad( w najlepsze z możliwych rąk.
Osoba/osoby, które chciałaby zaopiekować się Paproszkiem, to powinny być osoby raczej starsze, będące na emeryturze, rencie, nie pracujące (lub pracujące krótko, po 4-5 godzin dziennie). Powinny ti jednak yć osoby na tyle zdrowe, żeby sie nim zająć (trzeba uklęknąć i go sysiusiać, wytrzeć ew, to, co wyciekło z przepełnionego pęcherz, umyć podłogę itp - oczywiście ciągła opieka nad kotem powoduje, że sytuacje awarynjen będą wystepować bardzo rzadko - ja oczywiście jadę na szmacie i to konkretnie dwa-trzy razy dziennie, ale jest to związane z tym, że paproszek jest sam przez tyle godzin).
Dalej w drugim poście...
Obserwuj wątek
    • cleo_1 Mój bardzo wielki problem... cd 28.03.12, 12:37
      Osoby takie musiałyby się nauczyć dbać o Paproszka, co obecnie ogranicza się do wymasowywania pęcherza, wyprowadzania kupki i kontroli moczu (badanie ogólne) raz na 2 -3 miesiące. Dobrze by było, żeby była to osoba z Warszawy lub okolic, która zgodzi się na moje wizyty u Paproszka 1-2 razy w miesiącu. Zapewniłabym całkowite pokrycie kosztów utrzymania dożywotniego Paproszka w postaci rzeczowej - karmy, żwirki, zabawki, materiały pielęgnacyjne, ew. leki, wizyty weterynarza. Jest to koszt rzędu 400-500 zł miesięcznie, plus oczywiście badania lekarskie, potrzebne szczepienia, odrobaczania itp. Jesli byłaby to osoba starsza i niezamożna, np. samotna kobieta, chętnie wspomoge ja finansowo np. realizując recepty na leki, robiąc np. raz w miesiącu duże zakupy, opłacając wizytę u lekarza czy rachunki. Z taką osobą chciałabym podpisać umowe adopcyjną, która dałaby mi prawo sprawdzania, czy kotu nie dzieje się krzywda, i odebrania kota, gdyby taka krzywda mu się działa, prawo współdecydowania o jego leczeniu czy eutanazji. Osoba, która by go wzięła, powinna mieć wcześniejsze doświadczenie z kotami, wielkie serce i cierpliwość do zwierzaków, charakteryzować się ogromną odpowiedzialnością. W domu nie powinno być raczej innych zwierzaków, chyba, że są to zwierzaki, które mają doświadczenie z innymi zwierzakami i nie stanowi dla nich problemu dodatkowy domownik. Powinna nie być osobą często wyjeżdzającą - kot wymaga opieki i nie można go zostawić nawet na 1 dzień. Jednak w przypadku konieczości wyjazdu, jestem w stanie wziąć Paproszka do siebie.
      Cóż więcej mogę dodać. Mam ciężkie serce i jestem zmęczona - nie opieką nad nim, bo on to wspaniale wynagradza, ale śmierdzącym domem oblewanym notorycznie przez Imbira, stresem który nam fundują "domownicy", szukaniem opieki dla niego gdy wyjeżdzam, koniecznością ograniczania wyjazdów i służbowych i prywatnych, brakiem możliwości właściwej opieki nad Paproszkiem (przez 12 godzin nie mogę wymasować mu pęchęrza, bo jestem w pracy), wyrzutami sumienia, które mam wobec moich kotów.
      Jeśli znajdzie się ktoś, kto go przygarnie, da względną swobodę i właściwą opiekę, Paproszek wynagrodzi dobre serce miłością, czułością i przyjaźnią. Pod tym względem jest naprawdę wyjątkowym kotem; jest całkowicie niezepsuty, nierozbisurmaniony, pogodny. Ma najlepszy charaktem ze wszystkich moich kotów. Jest po prostu wyjątkowy. Oddając go, bedę zawsze kierowała sie jedną wskazówką: jego dobrem, bo za dużo już w życiu wycierpiał...
      Jeśli znacie kogos takiego, jeśli jest ktos taki w Waszej rodzinie, wśród przyjaciół, znajomych czy sąsiadów, powiedzcie mu o tym. Jesli któraś z Was jest taka osobą, skontaktujcie się ze mną, proszę.

      Nie wiem, co zrobie, jesli nie znajdę opiekuna... po prostu nie mam na to żadnego pomysłu.
      Podaje email do prywatnego: nina281@poczta.onet.pl oraz tel. 607 871 460
      • macarthur Re: Mój bardzo wielki problem... cd 28.03.12, 13:06
        jestem pod wielkim wrażeniem tego co zrobiłaś dla kotka - rzeczywiście jest to sytuacja niestandardowa i trudna - ciężko będzie znaleźż dla ciebie sensowne rozwiązanie - póki co przychodzą mi dwa niezbyt dobre pomysły - jeden to taki że mógłby go wziać ktoś kto ma dużą działkę przy domu i wybudować kotu wolierę z ogrzewanym pomieszczeniem i wybiegiem - wtedy kot będąc na zewnątrz nawet jak posikuje to nie będzie to zbyt uciążliwe - gdybyś kogoś takiego znalazła osobiście mógłbym pomóc przy budowie takiej woliery - drugi pomysł to taki że na forum
        www.miau.pl jest zdaje się osoba która prowadzi hospicjum dla kotów w beznadziejnych przypadkach trzeba tylko ją odszukać

        jak nie znajdziesz żadnego rozwiązania to skontaktuj się ze mną mailowo
        macarthur@gazeta.pl
        bo jeszcze coś mi chodzi po głowie ale jeszcze to muszę przemyśleć
        • mysiulek08 Re: Mój bardzo wielki problem... cd 28.03.12, 15:26
          Link do Hospicjum jest w sygnaturce Barby, jednak uwazam, ze nie jest to dobre miejsce dla Paproszka. To nie jest kot wymagajacy bardzo specjalnej troski a tylko wiekszej uwagi smile I choc Agnieszka ma i tymczasy i duze doswiadczenie w opiece to byloby to, wg mnie, ostatnie miejsce dla Paproszka gdy nic innego sie nei znajdzie.
          No, i Hospicjum jest w Toruniu a Cleo chce swojego pupila odwiedzac smile

          Predzej poszukalabym pomocy u Jokota. Na miau tez warto sprobowac, choc z ostroznoscia wink

          Cleo, to co zrobilas dla Paproszka jest wielkie. Trzymam kciuki by znalazl sie szybko dobry, kochany, oddany dom.
          • cleo_1 Re: Mój bardzo wielki problem... cd 28.03.12, 21:00
            Mysiulek ależ masz fajna kicięsmile
            • mysiulek08 Re: Mój bardzo wielki problem... cd 29.03.12, 17:07
              Wiem tongue_out to wyjatkowo udany egzemplarz, niestety bardzo egoistyczny.
              • cleo_1 Re: Mój bardzo wielki problem... cd 29.03.12, 20:28

                Jak każdy kociasty, z naturysmile
        • cleo_1 Re: Mój bardzo wielki problem... cd 28.03.12, 20:38
          Hej,
          dzieki za odpowiedzsmile
          Taką woliere to i ja pewnie mogłabym u siebie na ogrodku miec, ale obawiam się ze to nie rozwiąze problemu - jak ją ogrzać zimą? poza tym Paproszek musi mieć stalą opieke, musi byc wysiusiany w przeciwnym razie zacznie chorować. Trzeba na to bardzo uwazać, pilnować i dbac o jego układ moczowy.
          Napisze na miau, postaram się też zalączyc kilka jego zdjęć.
          PS dziekuje za ciepłe słowa; to nic wielkiego, choć czasami bywa ciężko. Przewrotne jest to, z dom mam oszczany przez calkiem zdrowego kota, podczas gdy kaleka, która miałaby "pełne prawo" to zrobić, nie stwara mi nwet 1/4 tych problemów ktore mam z Imbirkiem.
          Dziekuję za każdy pomocny gest
      • elzbieta.24 Re: Mój bardzo wielki problem... cd 28.03.12, 14:45
        Przeczytałam,zbeczałam się i zaczynam myśleć jak Ci pomóc.Chylę czoła przed Tobą.
        • princesswhitewolf Re: Mój bardzo wielki problem... cd 29.03.12, 13:33
          A gdzie to Oskar napisal? z ciekawosci pytam
      • princy-mincy Re: Mój bardzo wielki problem... cd 28.03.12, 15:20
        O kurde, az mnei zatkalo z wrazenia.... Chapeau bas
      • andy3458 Re: Mój bardzo wielki problem... cd 28.03.12, 16:21
        Coś niesamowitego. Cleo - jesteś wspaniałą osobą. Chociaż uważam się za twardego faceta, ale czytając to oczy mi się "zapociły". Wierzę w to że Paproszek znajdzie taki domek o jakim piszesz i taką opiekę. Życzę tego z całego serca.
        • pi.asia Re: Mój bardzo wielki problem... cd 28.03.12, 18:35
          Cleo - chyba nikt nigdy i nigdzie nie zrobił więcej dla jednego kota. Jesteś wspaniałym człowiekiem, po prostu dech zapiera, gdy się czyta historię Paproszka.
          Pomóc nie pomogę, bo raz że daleko, dwa że tyram po 11 godzin. Ale chciałam Ci chociaż wyrazić swoje uznanie.
          • hanka20074 Re: Mój bardzo wielki problem... cd 29.03.12, 09:32
            Nie wiem co napisać. Wielki ukłon w Twoją stronę. Podziwiam.
            Trzymam mocno kciuki za Paproszka. Sama niestety nie jestem w stanie mu pomócsada szkodasad
          • cleo_1 Re: Mój bardzo wielki problem... cd 29.03.12, 16:03
            Pi.asia, nie jest to prawdasmile
            Wielu ludzi robi ogromnie wielkie rzeczy dla swoich zwierzaków, czasami nawet oddają za nie życie. Ale dzięki za miłe słowasmile
      • cleo_1 Paproszkowe zdjęcia 29.03.12, 14:27
        czy się uda??
        http://wstaw.org/m/2012/03/29/IMG_1113_JPG_300x300_q85.jpg
        • cleo_1 Re: Paproszkowe zdjęcia 29.03.12, 14:47
          udało się, hurrra!
          wstawie jeszcze kilkasmile
          http://wstaw.org/m/2012/03/29/IMG_1110_JPG_300x300_q85.jpg
          http://wstaw.org/m/2012/03/29/IMG_1155_JPG_300x300_q85.jpg
          http://wstaw.org/m/2012/03/29/IMG_1088_JPG_300x300_q85.jpg
          http://wstaw.org/m/2012/03/29/IMG_1089_JPG_300x300_q85.jpg
      • zielistka00 Re: Mój bardzo wielki problem... cd 01.04.12, 21:10
        Cleo_1 wspieram Cię całym sercem. Mam nadzieję, że ten trop z zapachem pozwoli zostać Paproszkowi u Ciebie, bo to Ty jesteś jego ludziem.
        • cleo_1 Re: Mój bardzo wielki problem... cd 02.04.12, 14:14
          OK, sprobuje... spróbować z zapachem. Choć powiem Wam szczerze, że strasznie się boje - puscić je razem , Lene i Paproszka, Lena jest killerka maxymalna, ona uderza aby zabić, a Paproszek, choć większy już od niej, ale chyba nie silniejszy, i nie ma w nim siły napędowej w postaci nienawiści, jaką żywi Lenka.. Już raz go załatwiła. A przez blisko dwa tygodnie udawała, ze maly jej nie obchodzi, myślalam sobie, głupia, że jest super, aż tu nagle jak go dopadła to pół boku mu wygryzła, DOSŁOWNIEsad( Paproszek płakał strasznie przez pół godziny, a ja nie wiedziałam co mu jest, bo nie widzialam tego pogryzienia, dopiero po 3 tygodniach zauważałym takie bąble pod skóra, ale w ogole tego nie skojarzyłam z atakiem Leny, akutar bylam umowiona u veta z Paproniem to myśle sobie, zapyta, co to jest, a tu za trzy kolejne dni, dzień przed wizyta u veta, jak mu te ropnie pękły wylala się ropa krewsad to juz wiedzialam czyje to dziełosad Pomyślcie, wysikując go naciskalam mu ręka dokładnie na to miejsce, jak on cierpialsad( nie mogłam na tę moją Lenę przez kilka dni patrzeć, przemóc się, choć przecież to nie jej winasad
          • barba50 Re: Mój bardzo wielki problem... cd 02.04.12, 14:24
            Cleo coś kiedyś pisałaś o pampersach, ale nie wiem dlaczego zarzuciłaś pomysł.
            U Jopop jest Uterus, kot który również nie trzyma moczu i kału. Ona używa stale pampersów, bo inaczej całe mieszkanie ma w jego odchodach. (a u niej jest ok. 30 tymczasów w różnym wieku i stanie zdrowia suspicious )
            Ona używa takich:
            Pampersy Uterusa

            Jeśli próbowałaś pampersów i nie sprawdziły się to trudno, ale może Ci się przyda taka wiedza.
            • cleo_1 Re: Mój bardzo wielki problem... cd 02.04.12, 14:57
              Barba50, znam Uterusa, z Miau, gdzie szukałam kontaktu z innymi osobami mającymi pod opieką niestandardowe kociaki po tym, jak lekarze powiedzieli mi, ze Paproszek nie bedzie chodził ani siusial.
              Paproszek nie potrzebuje pampersów - i ich nie lubi (zakładam mu je tylko jak ma rozwolnienie). W ciągu dnia jest zamknięty w "swoim" pokoju przede wszystkim ze względu na Lene i Imbira (i sikanie oczywiscie też).
              Sa pampersy dla zwierzaków, nabylam paczke, sa ok, ale prawie ich nie używam. U mnie za to sa w powszechnym użyciu koce i podkładki na nie, takie stosowane wobec małych dzieci, ale w kształcie prostokąta (nie pieluszki).
              W tym tygodniu zrobie zdjęcie Paproszkowego pokoju i jego (pokoju, nie Paproszka) organizacji)
    • ajaksiowa Re: Mój bardzo wielki problem... 29.03.12, 12:29
      Cleo,a czy kontaktowałaś się z behawiorystą?Jeżeli On nie pomoże to faktycznie można powiedzieć że wszystkie możliwości zostały wykorzystane.Oczywiście z całego serca życzę domu dla Paproszka-ale będzie trudno.
      • cleo_1 Re: Mój bardzo wielki problem... 29.03.12, 16:06
        pisałam już o tym na miau...
        Kiedyś przy innej okazji (tą okazja było przybycie do nas Imbirka 6 lat temu i agresja Leny wobec niego) zwróciłam sie do znanej bardzo specjalistki behawiorystki o pomoc. Z litości nie wymienią jej nazwiska. Jej rady spowodowały wzrost agresji Leny wobec Imbira i wzrost przerażenia Imbira całą sytuacją. Np. taka rada, aby Lena nosiła dzwoneczek, co bedzie "ostrzegało" Imbirka przed jej pojawieniem się. Skutek był taki, że Imbir chodził 3 razy bardziej zestresowany niż wczesniej (nawet jak Lena nie miała złych intencji, dzwoneczek bzdęczał...) a Lena chodziła 3 razy bardziej wkurzona, bo ją to dzwonienie irytowało i wzmacniało jej agresję.
        • macarthur Re: Mój bardzo wielki problem... 29.03.12, 16:19
          piszesz że masz możliwość postawienia woliery u siebie - a nie dałabyś rady połączyć jej z pokojem w którym normalnie Paproszek przebywa jakimś tunelem albo inną konstrukcją połączyć np z oknem
          a tu film na którym przez chwilę taką konstrukcję widać
          • cleo_1 Re: Mój bardzo wielki problem... 29.03.12, 16:37
            Niestety niesad ale dziękuję za ten filmik, jest genialny i mocno sie uśmiechamsmile
            Ludzie mają świra na punkcie swoich kotów, prawda?
            Genialnie to porobił.

            A u mnie nie, ponieważ ja nie mieszkam w domu - to jest piętro (acz samodzielne) budynku wielorodzinnego - jednym słowem, pode mną jest sąsiad ze swoim ogródkiem, a nad nim ja ze swoim - ale ja do swojego musze zejść z piętra mieszkania, po schodach. Jedyne połaczenie mogłoby być z balkonu ale Paproszek zajmuje pokój od drugiej strony (uliczki osiedlowej), czyli i tak nie mógłby miec połaczenia ze swoim pokojem.
            Poza tym, nie rozwiązałoby to problemu agresji - jakbym takie cuda miała, Rudaskowe i Lenkowe też by chciały frygidrygać po tymsmile
    • princesswhitewolf Re: Mój bardzo wielki problem... 29.03.12, 13:25
      Niestety nie pomoge bo za daleko mieszkam ( UK) ale szczeka mi opadla i jestem pod ogromnym wrazeniem rowniez twojego wspanialego podejscia do sprawy. Paproszek i CLEO- You are my Heros!
    • aankaa Re: Mój bardzo wielki problem... 29.03.12, 13:59
      jestem pod wrażeniem ile zrobiłaś i robisz dla tej kociej biedy !
      • cleo_1 Re: Mój bardzo wielki problem... 29.03.12, 14:19
        Kochani,
        dziekuje za cieple slowa, naprawde.
        Proszę, puszczajcie ten komunikat w świat, może akurat znajdzie się ktoś kto Papronia przygarnie...
        • niutaki Re: Mój bardzo wielki problem... 29.03.12, 16:49
          jestes cudownym czlowiekiem, wielkie masz serduchokiss a Paproszek ma super twarzyczke - taka powaznasmile
          • cleo_1 Re: Mój bardzo wielki problem... 29.03.12, 20:45
            Niutaki, on tylko czasami ma taką smutno poważna minke bo generalnie to jest maly rozrabiaka i taką też ma minkę. Ma zadarty nosek, jest naprawde bardzo ladnym kotkiem. Mój synek"-) Ma dlugi gruby ogon, jest pulchny jak kuleczka (je wiecej ode mniesmile), gada jak najęty, ciągle wola towarzystwa czlowieka, przytula się, trąca mokrym noskiem. Piszę to nie daltego aby kogos zachecic ale poniewaz jestem z niego dumnasmile)
        • mysiulek08 Re: Mój bardzo wielki problem... 29.03.12, 17:08
          podrzuc linka do watku na miau
          • mysiulek08 Re: Mój bardzo wielki problem... 29.03.12, 17:23
            juz znalazlam smile
            • wiesia.and.company Re: Mój bardzo wielki problem... 29.03.12, 22:18
              Cleo, bardzo mnie poruszyło, to jak się zaopiekowałaś rannym kotkiem, przywróciłaś go do życia razem z lekarzami, że uparłaś się walczyć o niego. Dlatego żyje, ma się dobrze, radzi sobie doskonale. Dzięki Twojemu wątkowi dowiedziałam się, że można leczyć także próbując elektrostymulacji odbytu, tego nie wiedziałam w ogóle, nigdzie o tym nie słyszałam - dobrze, że nie było to potrzebne choć i szpitalik na Gagarina, i dr.Wiśniewskiego i lekarzy znam od 13 lat.
              Naprawdę Cię podziwiam, i to, że Twoi koci domownicy są ważni dla Ciebie, że szukasz sposobów na domowy rozejm. Czasem to jest rzeczywiście niesłychanie trudne i wręcz bywa niemożliwe. U mnie są dwa "siusiaki" bardzo pomysłowe, miejsca sobie wyszukują różnorodne, czasem tylko dlatego że po prostu milutko jest posikać na zadbane "specjalnie przygotowane, wygodne, luksusowo podane miejsce", a czasem z powodu "niespełnienia", bo energia roznosi a pańcia nie chce się bawić albo non stop miziać. Moi domownicy pogodzili się jednak z agresją Leosi. Ona się rzuca na przechodzące koty, bo jej się wydaje, że na nią napadają, podczas gdy to ona się na nie zatacza smile Ale u nas nie ma teraz poważnych awantur lub stresów. Częściej coś się działo na samym początku pojawienia się Leosi.
              Wtedy, gdy nie umiała korzystać ze wspólnej kuwety, a właściwie to w ogóle nie umiała korzystać z kuwety i sikała na podłogę lub kawałek podłożonego kartonu spod sześciopaku z piwa (tak nauczono ją w poprzednim miejscu). Być może to, że ona sikała i zostawiała zapach swojego moczu w różnych miejscach, także i na swoim futerku (bo wywracała się w swój mocz i kał), może to było uważane przez koty jako zbytnie afirmowanie się z pozycją dominanta, który może przecież tak ostentacyjnie robić.
              I może to zostawianie śladów moczu przez Paproszka jest traktowane przez Twoje koty jako chęć ich zdominowania przez malucha? Może tak, może nie. Tego zapachu nie uda się uniknąć, bo taka jest Paproszkowa niesprawność. Może próbować zapach zacierać np. kocimiętką, pocierając Paproszka kocimiętką albo ... no nie wiem, spróbować watki skropionej walerianą i tak pomazać tym jego ogonek? Nie wiem, tak tylko myślę.
              Z niskimi ukłonami i z wielkim szacunkiem, pozdrawiam.

              • cleo_1 Re: Mój bardzo wielki problem... 29.03.12, 23:13
                wiesia.and.company napisała:

                Z niskimi ukłonami i z wielkim szacunkiem, pozdrawiam.

                Wiesiu, uslyszec od Ciebie cos takiego, to prawdziwy dla mnie zaszczyt.
                Zawsze bardzo Ciebie cenilam. Znamy sie do wielu lat, choć ja od wielu lat udzielam sie tu rzadko, ech, czego żaluje.

                Tak, wiem, ze Papronio zostawia zapach. Ale on nie bywa np. w sypiani w ogole, a Imbirek ostatnio sobie sypialnie upatrzyl do obszczywania...
                Wlasnie przed chwila wypralam wielki jak namiot pokrowiec od gitary
                Oszczany rano razem ze sciana dywanikiem i nie wiem czym jeszcze
                • wiesia.and.company Re: Mój bardzo wielki problem... 30.03.12, 00:50
                  Oj, bo to z tym obsikiwaniem to trudno obstawić co akurat chce zrobić dany bohater. Bo albo sika w pomieszczeniach, w których często bywa wróg (zakryć własnym zapachem ten nienawistny obcy) albo właśnie zaznaczyć w danym pomieszczeniu prawo własności "na wyłączność", że to tylko moje i już. Ciężka sprawa, cleo. U mnie sprawdza się woda z octem (po uprzednim zapraniu moim płynem pod prysznic Yves Rocher z serii Jardins du Monde "Lime from Mexico", przepiękny cytrusowy zapach, uwielbiam go na ciele smile Ale to ciągłe pranie i nawąchiwanie gdzie akurat... Robię zapory a raczej może zachęty? dla Frygi: zaścielam miejsce na kanapie najpierw kawałem folii (grubszej, podwójnej typu worek, takiej do kuwet malarskich kupowanej w sklepie z farbami 100 arkuszy w cenie 11 zł), potem podkładu Seni a na to znów obcięta folia do kuwet malarskich. Ta zapora najprawdopodobniej wskazuje Frydze, gdzie ma siusiać, bo czeka na nią luksusowa toaleta, przygotowana tylko dla niej. Wie, bestyjka, gdzie ma siurać (i ja też wtedy wiem, gdzie szukać śladów) smile
                  Ale to w sprawie "umiejscowienia ekscesów" Frygi. Miluś ma zmienne upodobania, niestety, na całe szczęście robi siur od czasu do czasu, pomaga bawienie się z nim, zwracanie na niego uwagi, dopieszczanie na pralce, na łóżku, znów bieg na pralkę, do wanny na pieszczoty i znów pieszczoty i znów. Bo gdy jest niedopieszczony to jego podniecenie czasem się gdzieś musi uwolnić wink Kurczę, to właściwie jak niewyżyty młodzieniec, którego rozpiera energia i warto mu wtedy wskazać jakąś męczącą dziedzinę sportu smile Odwrócenie uwagi Milusia i pomęczenie go to najlepszy sposób zapobiegania siuraniu smile
    • mysiulek08 Re: Mój bardzo wielki problem... 30.03.12, 04:11
      Jakby ktos chcial to jest banerek dla Paproszka smile

      https://miau_miau2010.republika.pl/Paproszek.gif

      Kod jest tutaj, nie wiem jak go wkleic na watku:

      forum.miau.pl/viewtopic.php?f=1&t=140575
      Co do tytulu, to moze Cleo cos w stylu tongue_outaproszek, kot-wyzwanie na wylacznosc W-wa
      • salimis Re: Mój bardzo wielki problem... 30.03.12, 08:49
        Biję pokłony i bić nie przestanę.
        Nie wiem czy sama podołałabym.
        Z całego serca życzę aby znalazł się mądry dom który otoczy go troskliwą opieką i będzie kochał ile sił.
    • ajaksiowa Re: Mój bardzo wielki problem... 30.03.12, 11:53
      Wiesia stwierdziła coś fenomenalnego,że właściwie problem tkwi w zapachu Paproszka.Jeżeli pobudza on Twoje koty do agresji,to co zrobić żeby zapach wywoływał przynajmniej obojętność?Jaki to powinien być zapach?To co sugeruje Wiesia napewno warto wypróbować w realu,przynajmniej ja bym tak zrobiła.
    • garraretka A moze by tak... 30.03.12, 13:30
      Cleo-nawet nie potrafie opisac jakie wrazenie wywarl na mnie Twoj wpis, to z jakim oddaniem zajmujesz sie Paproszkiem i co dla niego zrobilas i robisz.

      Ja nie jestem w stanie pomoc - raz, ze mieszkam za granica, dwa - moj tryb zycia nie pozwolilby mi zapewnic wlasciwej opieki kotu, takiemu jak Paproszek.

      Przyszla mi jednak do glowy jedna mysl...
      Po pierwsze-sprobowalabym z jakims naprawde polecanym i dobrym behawiorysta. Jesli to by nie pomoglo-moze lepiej rozwazyc znalezienie nowego domu dla Imbirka? Z tego co piszesz-to Imbir wlasnie czulby sie najlepiej jako jedyny kot na wlosciach. Znalezienie nowego domu dla kota nie jest latwe-a znalezienie domu dla kota ze specjalnymi potrzebami-bedzie jeszcze trudniejsze.

      Moze warto rozwazyc i taka opcje?

      Tak czy inaczej z calego serca zycze pomyslego obrotu sprawy i sciskam cieplo.
      • mysiulek08 Re: A moze by tak... 30.03.12, 16:54
        Imbir to pewnie dom by w piec minut znalazl smile Ale nowy dom dla Paproszka to nie tylko spokoj od kotow ale i opieka 24h, o czym Cleo pisala.

        Garraretko, maila na gazete wyslalam smile
        • wiesia.and.company Re: A moze by tak... 31.03.12, 00:32
          Bardzo ładny banerek, może kogoś zahaczy smile
      • cleo_1 Re: A moze by tak... 02.04.12, 14:22
        Imbir....
        Ale problem tkwi nie tylko w Imbirze, musialabym oddac też Lenę...
        • cleo_1 Przgotowałam ogłoszenie 02.04.12, 15:00
          Przygotowałam ogłoszenie, 1 stronicowe, które mozna by druknąć i powiesić w lecznicach znajdujących się w Waszej okolicy, gdybyście zechcieli mi w ten sposób pomoc. Jest to plik w wordzie (tekst i zdjęcie); czy mozna calośc jakoś tu załaczyć?

          • elzbieta.24 Re: Przgotowałam ogłoszenie 02.04.12, 16:42
            Cleo nie wiem czy to coś da ale czy zgodziłabyś się na rozesłanie do redakcji kilku gazet napisanej przez Ciebie historii .
            • cleo_1 Re: Przgotowałam ogłoszenie 03.04.12, 09:31
              Elżbieto.24
              Nawet o tym myslalam! Myslalam o kocich lapach oraz o kocich sprawach.
              Czy mam szczęscie i pracujesz w redakakcji?smile
              • elzbieta.24 Re: Przgotowałam ogłoszenie 03.04.12, 09:47
                Niestety jestem tylko księgową w spółdzielni mieszkaniowej ale nie myślałam o prasie specjalistycznej tylko bardziej codziennej i myślę że powinnyśmy spróbować.
    • cleo_1 Re: Mój bardzo wielki problem... 03.04.12, 09:56
      W prasie codziennej przeczytaja to przypadkowi ludzie....
      Zauważ, że proponuję tam wsparcie finansowe dla nowego opiekuna, więc moge miec masę nieadekwatnych propozycjo - tu jak pisze przynajmniej wiem, ze odezwa sie ludzie ktorzy zajmuja sie zwierzakami, maja o nich wiedze, kochają je.

      Dlaczego "tylko księgową", ludzie znający sie na cyfrach i bilansach zawsze byli dla mnie godni podziwusmile
      • elzbieta.24 Re: Mój bardzo wielki problem... 03.04.12, 10:29
        Częściowo masz rację ale 99 % procent ludzi czytających prasę specjalistyczną ma już swoje zwierzaki i bardzo ciężko znależć wśród nich chętnego na jeszcze jedno. Nie upieram się , to ty decydujesz .
    • pamama Re: Mój bardzo wielki problem... 04.04.12, 15:56
      Powiem tak, jestem pełna podziwu dla twojego zaangażowania i poświęcenia, Paproszek ma szczęście, że do Ciebie trafił i na prawdę szkoda, że musisz go wydać, ale rozumiem i nie krytykuję oczywiście. Niestety nic mądrego nie mam do poradzenia, niestety nie mam nikogo chętnego, nawet na zdrowe koty.
      Szacun wielki, pozdrawiam i ściskam
      • wiesia.and.company Re: Mój bardzo wielki problem... 04.04.12, 20:52
        Cleo, oczywiście, że powiesiłabym ogłoszenie w mojej klinice. Trzeba spróbować różnych możliwości, żeby Paproszkowi zapewnić oddaną opiekę. Wiadomo, że ogromnie trudne będzie znalezienie właściwej osoby, ale próbować trzeba. I też jestem za szukaniem osoby na "branżowych" forach, bo jednak obietnica dofinansowania stwarza niebezpieczeństwo zachęty dla życiowych mętów (no, nie wiedziałam, jak nazwać takich ludzi). JaTwoje ogłoszenie ze zdjęciem i opisem powieszę w klinice, a jeżdżę z Grosią co 3 tygodnie, to mogę dowieszać jakby co....
    • lashqueen Re: Mój bardzo wielki problem... 29.05.12, 20:52
      No i co tam słychać u Paproszka? Znalazło się jakieś rozwiązanie?
      • mysiulek08 Re: Mój bardzo wielki problem... 30.05.12, 02:16
        Paproszek bedzie mial nowy dom w Inowroclawiu. We wtorek mial operacje lapy.

        Aktualne wiesci sa tutaj:

        forum.miau.pl/viewtopic.php?f=1&t=140575
        • lashqueen Re: Mój bardzo wielki problem... 30.05.12, 08:35
          To super!! Wiedziałam, że znajdzie się ktoś z dobrym serduchem.
          • olinka20 Re: Mój bardzo wielki problem... 30.05.12, 08:59
            Dobrze, ze tak sie skonczyło.
            • pi.asia Re: Mój bardzo wielki problem... 30.05.12, 17:47
              Aż mi się oczy z radości spociły!
              • k1234561 Re: Mój bardzo wielki problem... 30.05.12, 20:41
                Inowrocław -Moje rodzinne strony! Bardzo się cieszę!Jak to dobrze,że wszystko się poukładało.Trzymam kciuki za Paproszka w nowym domu i za jego nową rodzinę.
                • super-kinia Re: Mój bardzo wielki problem... 31.05.12, 00:08
                  Nie mogę w to uwierzyć,że jest domek dla Paproszka,trzymam kciuki,i czekamy na wieści z nowego domu.
                  • cleo_1 Re: Mój bardzo wielki problem... 31.05.12, 20:12
                    sorki ze tyle czasu nie pisalam, ale tak wiele sie dzialo. Na miau tez dopiero pytania dziewczyn zmusily mnie do znalezienia chwili i napisania slow kilka.
                    Paproszek musial miec przeprowadzoną operacje usunięcia głowy i szyjki kości udowej. Operacja ta powinna byc wykonan wele miesiecy temu, niestety, tak sie nie stalo. Odbyla sie we wtorek, a ja teraz jestem na wolnym i pilnuje mojego skarbka, oczywiscie ma nie lizac ran i nie skakac. To dopiero drugi dzien po operacji wiec trudno powiedziec, jak bedzie - ponoc bol i kulawizna ma zejsc, ponoc bedzie normalnie i bez bolu chodzil, ale musi ćwiczyc łapke, aby nie doprowadzic do zaniku mieścni, na razie jest za wczesnie na ocene tego, czy zacznie sam obarczac lapke czy trzeba bedzie mu pomoc.
                    Koniecznosc zabiegu wynikla po tym, jak zaczelam mu - przed oddaniem do nowego domu - robic wszelkie mozliwe badania. Poszlismy na rtg i okazalo sie, ze jego kulenie, ktore pojawilo sie gdzies w kwietniu pod koniec, jest spowodowane wyrodnieniem stawów i uciskaniem ułamków zmiazdzonej kosci. Decyzje podjelam szybko, bylam na dwoch konsultacjach u chirurgów ortopedów, obaj wskazywali na koniecznosc zabiegu.
                    Domek Paproszka... bylismy tam w miniony weekend. To kolo Inowrocławiasmile Szubin. Daleko, ale na cale szczescie, JA jestem z Inowrocławia i dowiedzajac rodziców, bede przyjeżdżac do mojego Słoneczka. Szczerze powiem Wam, ze nie wiem, jak ja przezyje rozstanie z nim.
                    Domek dadzą mu fajni ludzie z Szubina, którzy maja swoje koty, znajdki po przejsciach, ale wszystkie pełnosprawne. Poznalismy ich - ja i Paproszek - w niedziele. Mysle ze bedzie mu tam dobrze - jedyna wada, to brak mozliwosci wyjscia na zewnatrz czy chocby otwarcia zabezpieczonego okna. Ale oni oboje maja niesamowite serce dla zwierzaków, to widać, koty są spokojne, zadbane. Iwona wspolpracuje z fundacja Kocia Dolina w Inowrocławiu. Paproszka mam oddać w polowie lipca, po tym, jak dojdzie do siebie. Lenka wyemigrowala w weekend do rodziców, jest o tyyyyle spokojniej bez niej... Jest Imbirek, ktory obszczywa mi cala chate, ale nie jest grozny dla Paproszka, ale dla bezieczenstwa sa izolowane.
                    BYla u nas behawiorystka. Jej rady wdrożyłam (nie wszystkie niestety ale wiekszosc). Imbirek jest nieco spokojniejszy. Ale sika jak sikal mimo urine off i feliwaya i kropli Bacha. Moze jak Paproszek odejdzie całkiem, przestanie... Niestety na razie jego dzialalnosc ma odwrotny kierunek, znaczy wynajduje nowe miejsca do sikania.
                    Paproszek moj jest bardzo dzielny, bardzo kochany, i bardzo, ale to bardzo zasluguje na wiele lat bezpiecznego i zdrowego zycia z ludzmi okazujacymi mi milosc . W miedzyczasie chodzilam z nim do bioenergoterapeutki, ktora leczy tez zwierzaki. Zmiany jakies rewolucyjne nie nastapily, ale kontakt z tą panią i dla mnie i dla Paproszka byl niesamowity. Mysle, ze skoro zostajemy tu do polowy lipca, to jeszcze ja odwiedzimysmile
                    A. Behawiorystka zaplanowala dzialanie dla dwóch kotow, Leny i Imbirka, wylaczajac Paproszka - powiedziala przy okazji, ze gdyby miala robic terapie dla calej trójki, to oba koty (lena i imbir) musialby miec podawane "powazne" leki.
                    Tyle u nassmile)
                    Dziekuje za pomoc i kciuki, ale prosze, trzymajcie je dalej, za mojego dzielnego pogodnego synkasmile
                    • k1234561 Re: Mój bardzo wielki problem... 31.05.12, 20:42
                      Oczywiście kciuki zaciśnięte za szybką rekonwalescencję synusia.Głaski i całuski dla kotunia też proszę przekazać. smile
                      • cleo_1 Re: Mój bardzo wielki problem... 31.05.12, 20:46
                        dziekuje w imieniu mojej wygolonej pozszywanej bidki!
                    • lashqueen Re: Mój bardzo wielki problem... 01.06.12, 12:22
                      Przeczytałam do momentu:

                      Paproszek musial miec przeprowadzoną operacje usunięcia głowy...

                      i zamarłam smile
                      Kurczę ja chyba bym nie potrafiła już oddać kotka po takich z nim przejściach i przywiązaniu się. Ale najważniejsze jest dobro kota...
                      • cleo_1 Re: Mój bardzo wielki problem... 01.06.12, 21:47
                        Ale sie usmialam, zreszta, śmieje sie i terazsmile rzeczywiście, musiałas zwątpienia w swoje zmysły, hihismile
                        Wiesz, co do oddania Paproszka, powiem Ci, ze ja sama nie wiem, jak ja to przeżyje. Jestem z nim tak bardzo związana, a on jest taki kochany, cudowny, ufny, takie baby, przytula sie, pieszczocha, jest taki słodki...
                        Ja nie wiem, jak ja to przeżyje, będę o nim ciagle myślała i sie zmartwiala, czy nie grozi mu żadne niebezpieczeństwo, czy opieka lekarska bedzie wystarczająca (to bardzo małe miasteczko), ale z drugiej strony nie ma innego wyjścia... Bo równie trudno byłoby mi oddać Lenke czy Imbirka. A ich współżycie razem pod jednym dachem jest niemożliwe.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka