Więc my mamy taki ciekawy przypadek. Mieszkamy niedaleko moich rodziców. U nas w domu (blok) są dwie kocice, u rodziców (mieszkanie z ogródkiem), w sumie trzy koty wychodzące.
Jeden z owych kotów, Lucek, jest w zasadzie "kotem rodzinnym" - mieszkał u mojej mocno starszej cioci, potem, gdy ciocia nie mogła się już nim zajmować, przez kilka tygodni zamieszkiwał u nas jako trzeci lokator. Aż w końcu trafił do moich rodziców.
Z tym, że w Lucku regularnie odzywa się sentyment do nas i do dawnego - aczkolwiek tymczasowego - mieszkania. Chociaż pomieszkiwał u nas bardzo dawno temu - z 1,5 roku? - i raptem przez parę tygodni, czuje się w obowiązku odwiedzać nas co jakiś czas, i sprawdzać, jak się sprawy mają.
Wygląda to tak, że gdy jesteśmy u moich rodziców i zbieramy się do wyjścia, czasem - nie zawsze bynajmniej - zaczyna się kręcić koło naszych nóg i drapać w drzwi. Potem wymyka się i noga w nogę idzie za nami, następnie wchodzi z nami na klatkę i do mieszkania.
Kompletnie nie speszony obecnością naszych kocic rozgaszcza się w domu, ogląda wszystkie kąty i spędza z nami jedną noc. Zawsze towarzyszy temu wybuch uczuć- Lucek nie jest bardzo przytulastym kotem na co dzień, ma swoje fazy. Ale kiedy przychodzi do nas, to zawsze wieczorem instaluje się na naszym łóżku, i ugniata, mruczy, przytula się, aż w końcu zasypia w nogach. Następnego dnia rano grzecznie wraca do swojego domu.
I takie odwiedziny odbywają się raz na dwa-trzy tygodnie. Częściej Lucek nie ma potrzeby.
Mam do tego kota jakiś ogromny szacunek - on naprawdę wie, czego chce i to realizuje
A oto i zdjęcie z przedostatnich odwiedzin - widać, że Lucek czuje się naprawdę jak w domu
(nie nie, Lucek wcale nie był przygnieciony i nie uciekał, przeciwnie - spał całą noc w nogach naszego dziecka...)