pi.asia
08.04.13, 20:16
Duszka zaserwowała mi coś takiego:
W piątek byłam z nią u weta. Kocina była jak zwykle super grzeczna i posłuszna, ale po powrocie coś w nią wstąpiło.
Łaziła w kółko po przedpokoju, drąc się wniebogłosy, dobijając do drzwi, a nawet - o zgrozo - skacząc na klamkę.
Jest kotem niewychodzącym, w życiu kilka razy była na klatce schodowej. Wynoszona na dwór (w celu odwiedzenia weta) sztywnieje ze strachu i wczepia się pazurkami we mnie jak w ostatnią deskę ratunku.
Wycie było klasycznym wyciem kotki w rui. Tyle że Duszka jest 7 lat po sterylce. No i jak mogłam jej pomóc??? Wypuścić? Wyjrzałaby na schody i zwiała do mieszkania gdzie wyłaby dalej.
A ponieważ awanturowała się w nocy, zastosowałam wobec niej metodę ostateczną - zamoczyłam jej futro pod kranem. Z doświadczenia wiem, że mokry kot idzie w kąt doprowadzać futerko do porządku i potem jest tak zmęczony, że już nie wariuje.
Ale tym razem ten niezawodny sposób nie zadziałał. Po pół godzinie wycie, skoki i dobijanie się do drzwi znów wyrwały mnie ze snu.
Znów zastosowałam drastyczną metodę. Nie pomyślałam, że mokra Duszka może jako azyl wybrać moje łóżko. Na szczęście ona też nie pomyślała.
Zadziałało na godzinę. Ale chyba była już zmęczona, bo po kilkunastu miauknięciach wreszcie poszła spać.
A rano przyszła cała rozmruczana na mizianki. Jakby nigdy nic!
Miewacie takie spektakle?