... wygląda tak:
Perski, bo spotkany w Iranie, a z pozoru poczciwy europejski burasek

Przylazł do restauracji pełnej gości i oczywiście do czyjego stolika się przysiadł? Wiadomo. Podzieliliśmy się wielbłądem i kurczakiem, smakowało chyba, bo jak się guzdrałam z podaniem kolejnego kęsa, to zarobiłam motywujące pacnięcie. Za naszym przykładem poszli miejscowi i też chcieli kocinę podkarmić, ale już był obżarty jak bąk.
A tak w ogóle to kotów w Iranie mało, jak już się widzi, to raczej chude dzikusy. A podobno prorok koty lubił...
Z ciekawostek: z Iranu nie wolno bez pozwolenia władz wywozić kotów. Dobro narodowe!