lisek.chytrusek Re: Natalka:) 26.10.14, 23:49 Moja piękna, wyjątkowa i urocza imienniczka! Cudny pyszczek, nieśmiałe spojrzenie i barwny życiorys - brawurowa ucieczka i szczęśliwy powrót do domu. Wiesiu, koniecznie wymiziaj ode mnie Natalkę. Odpowiedz Link
wiesia.and.company Re: Natalka:) 27.10.14, 13:42 Tak lisku! To imienniczka Twoja, jakoś tak mi to wyszło, nie znałam żadnych Natalii poza jedną z liceum. I dlaczego Natalce dałam takie imię? No nie wiem Natalkę czasem wołam Natalala... bo to taka malutka koteczka jak laleczka, krucha. Natalkę znalazłam na samym początku marca 2008 roku, około 20.00 - wracałam do domu tak późno, ciemno było, zimno i roztopy, i z trawnika pod moimi oknami, takiego ogrodzonego krzaczkami dobiegały cichutkie skomlące piski. Nic nie było widać, ale za to słychać Zawołałam.. i przybiegła Natalka, łasząca się i prosząca o coś... Zniosłam jedzenie - zjadła. Zniosłam następną saszetkę - zjadła. Biegała po tym trawniku kompletnie zagubiona i łasząca się do ludzi, prosząca. Zniosłam następną saszetkę i transporter. Wsadziłam ją do transporterka bez problemów i wniosłam do mieszkania. Wypuściłam. Nawet moje koty nie oprotestowały, nie zdążyły. Bo Natalka natychmiast zorientowała się w mieszkaniu jaki jest rozkład, wskoczyła na kanapę (pod oknem z kuchni) i wylizała się do czysta. Ona wiedziała, gdzie co jest, bo układ mieszkań na osiedlu jest taki że wymusza poniekąd ustawienie mebli. Czyli wniosek - jest z mojego osiedla. Trzymała się tego trawnika - bo widocznie tylko ten trawnik znała z widzenia. Potem jeszcze przekonałam się, że boi się parapetów i ogromnie boi się balkonu, okropnie boi się brania na ręce. Porozwieszałam wiele ogłoszeń na osiedlu, szukałam właściciela-właścicielki Natalki. Nikt się nie zgłosił po kotkę domową, łaszącą się do nóg, ale histerycznie reagującą na branie na ręce. Ktoś po prostu w marcu po raz pierwszy zetknął się z rujką koteczki i wziął ją na ręce i po prostu wyrzucił przez balkon. Natalce została panika - do dzisiaj, gdy chcę ją wziąć na ręce. Na kolana wskakuje, śpi przy moim boku, łasi się, ale wszystko na jej zasadach. Człowiek ją zawiódł. Boi się jeszcze, ale zrobiła ogromne postępy. Czasem mogę ją podnieść na chwilę a potem histeria... Miałam ją dać do adopcji ale wpasowała się w moje kocie towarzystwo młodzieżowe i to tak od razu, tak się bawiła w berka, że właściwie ten dziewiąty kot w ogóle nie był dla mnie obciążeniem, ani dla kotów. Potem się okazało (dopiero właściwie po roku), że jednak nie lubią się z Frygą (Fryga zaczęła sikać na kanapę) i że Natalka ma swoje zdanie na każdy temat Natalka jest drobniutka, kruchutka, raptem 3,30 kg (teraz znacznie przybrała na wadze, po wyrwaniu zepsutych ząbków w lipcu). A szybka jak błyskawica! Śmiga po mieszkaniu! Teraz to taki przyjemny w dotyku malutki wałeczek, wprawdzie trochę łysy (sprawa psychogennego łysienia, czyli animozje z Frygą). A jaka pazerna na mięso! Prawdziwy smakosz Zaradna, choć trochę księżycowa - ma takie spojrzenie że jakby patrzy - a nie widzi, słucha - a nie słyszy. Pyszczek ma taki przekrojony kolorystycznie, co sprawia wrażenie, jakby miała sarkastyczny wyraz twarzy I ten pyszczek taki drobniutki, malutki, jak fretka A cztery lata temu była najbardziej znaną kotką na osiedlu. Uciekła mi z transporterka, tak się histerycznie zachowywała, że jakoś wyszarpała drzwiczki (???!!!) i uciekła pod samochody. Przez 11 dni i nocy szukałam jej, łaziłam po nocach po osiedlu, wzdłuż Puławskiej, po Królikarni, rozwieszałam ogłoszenia, dowieszałam, obiecałam nagrodę za wskazanie miejsca pobytu, leciałam do każdego wskazanego miejsca (nasza barba sporządziła ogłoszenia wraz ze zdjęciem - i to najlepiej działało!), widywałam łobuzicę pod samochodami, chowała się pod silnik, nie chciała do mnie podejść na jedzenie, chodziłam z karmicielkami. Dałam pieniądze dzieciakom, które wskazały samochód i ogonek Natalki pod silnikiem. W ogóle nie chciała do mnie podejść, nie reagowała na moje nawoływania, uciekała - straciła do mnie zaufanie. To, że miała zęby w złym stanie, że była głodna w pewnym momencie, że deszcz padał i ludzie zniknęli z osiedla, jakoś przyczyniło się do sukcesu w złapaniu. Była w alejce pod moim blokiem, była głodna, nie widziała że się czaję, szła po kawałkach mięsa w stronę transportera (w życiu nie pozwoliłaby mi wziąć się na ręce i wsadzić do transportera) no i że ja byłam zdeterminowana! Capnęłam ją w dwóch miejscach za sierść i taką wrzeszczącą, wijącą się, kopiącą, gryzącą mnie okropnie, walczącą, wsadziłam do transporterka i zamknęłam. Transporterek zlany był moją krwią (wyprałam), moje ubrania też (wyprałam), ręce też (po dwóch tygodniach rany po ugryzieniach się zagoiły) i tak zaniosłam do mieszkania. A w mieszkaniu wypuszczona... znów się wylizała na kanapie, od razu wiedziała że jest w domu i poczuła się u siebie. Za to nabrała większego zaufania do mnie. Teraz w lipcu znów ją musiałam (ale się nahisteryzowałam) zabrać w transporterze na dwie wizyty u weta - przed operacją i na operację usunięcia kilku zębów, szycia dziąseł. I ta łobuzica nie chciała jeść przez tydzień po operacji! A Grosia z nowotworem podniebienia jadła! No! Ale co się namartwiłam z powodu niejedzenia I od tego czasu Natalka jeszcze bardziej zrobiła się ufna Czyli doszła do wniosku, że mam dobre intencje I zagląda mi w oczy, i dzierga kolana pazurkami. I taka jest: ostrożna, super wrażliwa wręcz przewrażliwiona, delikatniutka, krucha, ale zdecydowana, czasem łapką przyłoży wielkiemu Filipkowi, który pcha się w jej miseczkę. Wchodzi odważnie na balkon, czujnie tylko patrzy jeśli ja wchodzę na balkon, bo jest gotowa do ucieczki ale się uspokaja. Czasem gania z Milusiem - w berka się bawią, ale jest za szybka dla Milusia i on odpada No... to sobie popisałam o Natalali To może kilka zdjęć - widać łysinki, bardzo starannie sobie wyciera włoski, teraz porasta: i na balkonie z Milusiem i Leosią Odpowiedz Link
mag_da53 Re: Natalka:) 27.10.14, 21:42 Śliczna ta Twoja Natalka. I szczęściara z niej, że trafiła na Ciebie. Ja też jak tylko znalazłam kota to rozwieszałam ogłoszenia, ale nigdy nikt się do zguby nie przyznał. Odpowiedz Link
mist3 Re: Natalka:) 27.10.14, 21:46 Mój Boże, Wiesiu, jak czyta Twoje kocie historie to zawsze się wzruszam. Skąd się biorą tacy ludzie, jak Ty? Odpowiedz Link
niutaki Re: Natalka:) 27.10.14, 21:48 piekna historia, cudowna Natalka i niezrownana Ty Wiesiu Odpowiedz Link
usia44 Re: Natalka:) 28.10.14, 07:40 Ależ ona piękna !!! I chyba urodzona pod szczęśliwą kocią gwiazdą , bo ma Ciebie Odpowiedz Link
grazyna1605 Re: Natalka:) 28.10.14, 12:28 Ciekawie opisana historia Natalki, kotki o uroczym spojrzeniu. A Ty Wiesiu powinnaś pisać, tworzyć książki o swoich kotach. Myślałaś kiedyś o tym? Odpowiedz Link
olinka20 Re: Natalka:) 28.10.14, 17:44 Tyle ciepła ile Wiesia nam daje, pisząc o swoich kotach, to naprawde duzo. Uwielbiam twoje koty i ciebie. Odpowiedz Link
pi.asia Re: Natalka:) 28.10.14, 18:52 Bo Wiesia to samo ciepło i wrażliwość. Opowieść o Natalce przeczytałam z zapartym tchem. Najbardziej podziwiam Wiesiową umiejętność zrozumienia kota, jego intencji, uwarunkowań, i zachowań. A Natalka to rzeczywiście taka drobinka, delikatna i krucha. Odpowiedz Link