Pyzio przychodził razem z Myszką na miskę już jakiś czas. Pyzio wcześniej niż Myszka. Myszka została złapana przed świętami, miała koci katar. Pierwotnie nawet chciałam ją zabrać po wyleczeniu, bo była malutka, cichutka i słodka jak myszka, którą najpierw nazwałam Dymkiem. Niestety Myszka mimo izolowania jej w schroniskowej kuchni, zaraziła się panleukopenią i odeszła, tak cichutko jak żyła. Pozostał Pyzio - krzyczący, gadający, głośno miauczący kot z charakterem. 6.01. jak były te mrozy nie wytrzymałam i ukradłam Pyzia do domu. Miał okropny kamień, bardzo się ślinił i stan zapalny dziąseł. Wyleczyłam, wykastrowałam, wyczyściłam uszy, podawałam leki i kapsułki na wzmocnienie. Podrapał mnie niemożenie. Zostało tylko odrobaczenie. Nie był skory do przyjaźni z moją trójką. We wtorek rano, wypuścłam watahę na osiatkowany balkon, przez który przewinęło się już tyle kotów a ten musiał znaleźć szczelinę w przerwanym jednym oczku i wypadł/wyskoczył z pierwszego piętra. Niestety nie chce podejść, ucieka, nie mogę go złapać. Spotkałam karmicielkę z pod przepompowni, gdzie mam budki, z którą się zgadałam bo ona go też szukała przez te dni. Okazało się że mój Pyzio jakieś 2-3m-ce temu miał bulwę pod ogonkiem i ona go złapała, zoperowała i leczyła bo "wypadł" mu odbyt. Ona ma 15 kotów w mieszkaniu i Pyzio je atakował, więc nie mógł z nią zamieszkać. Kocha za to psy. Teraz po ucieczce mi nie pokazuje się wcale ale do niej na michę przychodzi. Obiecała że jak uda się jej go złapać, bo na razie też nie podchodzi, to go dla mnie przetrzyma. A ja będę szukać mu domu z psem, bez kotów, bo miziak jest ogromny i trochę już przeszedł. Taki niefart ostatnio mam....[img]https://

[/img]
[img]https://

[/img]
[img]https://

[/img]
[img]https://

[/img]