lampka_nocna5
01.06.17, 17:59
Jak może niektórzy pamiętają, Lusio wziął i się bidul zawinął z powodu niezdiagnozowanej wcześniej choroby serca. Przejęta tym faktem postanowiłam pod kątem kocich serc zrobić futrom echa serc. Jak postanowiłam, tak zrobiłam. A żem leniwa, to futra zapakowałam na jeden raz. Wiadomo, jeden wielki stres, jedna przejażdżka w te i w tamte, i pozamiatane.
Słuchajcie, jaki koncert był. Miau, miau, miau w samochodzie (10 minut męki) (mojej męki). "Was też spakowali?" "No też". "Ciekawe, gdzie nas wiozą" "Pewnie będzie bolało" "O matko, nie gadaj, podziabią, pokłują i przerobią na pasztety???" "Wiem, byłem, widziałem, straszne rzeczy kotom robią" "O miau, miau, jaka ta nasza matka kocia wyrodna, karmi, drapie za uszkiem, a jak przyjdzie co do czego to pasztety z nas chce zrobić!" "Musimy trzymać się razem" "Ale jak przez te kratki????" No i tak przez całą drogę.
Tośka taki szok przeżyła, że po powrocie do domu wlazła pod koc i wylazła nad ranem.
Zuza najbardziej rezolutnie podeszła do tematu, zgubiła połowę futra na aparat do USG.
Szatek udawał, że to nie jego badają.
Uff. Wszystkie kocie serca jak dzwony.