Nasza sąsiadka przez płot ma trzy koty - dwie koteczki i jednego kocura, opisywanego tu już agresora i zabijakę zwanego przez nas Marmurkiem, z uwagi na piękne umaszczenie.
Marmurek czasem zagląda na nasze podwórko, i oczywiście prawie zawsze dochodzi do jakiejś awantury.
Całkiem niedawno zdarzyło się, że Marmurek przycupnął udając pokojowe zamiary, Dymek podszedł do niego i wtedy przybysz rzucił się na Dymka. Natychmiast na Marmurka rzuciła się Amurka, a w ślad za nią pomknęła Duszka, z ogonem rozmiarów szczotki do butelek. Marmurek zwiał, a moje podekscytowane zdarzeniem koteczki przez dłuższą chwilę parskały i warczały na siebie nawzajem. Ot tak, z rozpędu.
Kilka dni temu sąsiadka wyjechała. Do kotów przychodzi jej koleżanka, ale Marmurkowi chyba brakuje ludzkiej obecności, bo zaczyna nachalnie pchać się do nas. Okno w kuchni zwykle jest uchylone, na wewnętrznym parapecie stoją kocie miseczki i duża puszka z chrupkami. I już kilka razy przyuważyliśmy Marmurka, jak przychodzi i próbuje podżerać. Niech mu idzie na zdrowie, w końcu Dymek potrafi spędzić noc na fotelu w komórce sąsiadki, no to w rewanżu Marmurkowi nie będziemy żałować kilku chrupek.
Ale dzisiaj Marmurek przegiął.
W nocy Kłopot spał w nogach łóżka, Duszka na mojej poduszce, Fraszka na fotelu. Reszta albo w salonie, albo gdzieś się włóczyła.
Nad ranem obudził nas potworny wrzask kotów - darły się Duszka i Fraszka. Okazało się, że Marmurek wszedł przez okno i przywędrował do naszej sypialni!!! Jako trzeci zaczął się drzeć Rumcajs, a zaraz potem ja, na Rumcajsa, żeby się nie darł. Rumcajs złapał szczotkę i zaczął gonić Marmurka po domu. Otworzył mu drzwi na dwór, ale kocisko nigdy nie korzystało z naszych drzwi, i w panice przebiegało tylko koło nich, gonione przez Duszkę, Fraszkę i Rumcajsa ze szczotką. Pogoniłam Rumcajsa, żeby udostępnił Marmurkowi dojście do okna i za moment kocur zwiewał na swoje podwórko, aż się kurzyło. Za nim z prędkością światła pognał Dymek. Duszka jeszcze oprychała i obwarczała Fraszkę i za moment wszyscy razem poszliśmy spać, bo było nieludzko wcześnie - wpół do piątej.
A Kłopot? Otóż Kłopot PRZESPAŁ całe to wydarzenie! Nawet nie drgnął! Pies, kuźwa, prawie obronny! Niczego nie słyszał, bo staruszek (15 lat) jest już prawie kompletnie głuchy. Jak chcemy zwrócić jego uwagę, to klaszczemy w ręce (Wiesiu, dzięki za podpowiedź), ale poza tym Kłopot nie reaguje na żadne dźwięki.
Mamy nadzieję, że Marmurek najadł się takiego strachu, że prędko nas nie odwiedzi. Ale okno i tak będziemy na noc zamykać. Wrzask rozjuszonych kotów nie jest najmilszą pobudką świata