babcia47
14.10.20, 12:57
Miała okazję być obserwatorką przemiany faceta w kociarza. Długi czas byłam ogrodniczką i okazało sie, ze szef podziela moje zainteresowania ale gdy kiedyś wspomniałam o kotach reakcja była, " one tylko chodzą po ogrodzie i s..ją" hmm. Kiedyś zajechaĺam z kasą i dokumentaki i zobaczyłam, ze kotka sąsuadów spi u nich w ogródku pod drzewem. Zrobiłam uwagę, ze mu się zasiadł ładny, łaciaty kwiatek... i co usłyszałam? Pod drzewkiem była rozsyłania kota.. na korze jest ciepło i Perełce jest tam przyjemnie spać . Kurna, aż przysiadłam z wrażenia. Pitem okazało się, ze szefowa, jego partnerką życiową wzięła z kociego zakątka we wrocĺawiu starą kotkę i ta usiadła kierownika. Tylko mi opowiadał z zarzenowaniem jak koteczka całował to gdy spał pi nocce A od szefowej, właścicielki, prywatnie dobrej znajomej dowiedziałam się że płakał gdy koteczka przepadłą w czasie potężnej burzy na ponad dobę. Nie mówię już jak przeżył gdy koteczka zeszła na raka, nawet w pracy widać było, ze jest dobity ale tylko ja wiedziałam dlaczego
Lady Sybil chrapała cicho. Małżeństwo zawsze jest związkiem dwojga ludzi gotowych przysiąc, że tylko to drugie chrapie...