yoma 28.09.05, 13:21 umarł nagle Mój Kot. Widocznie wyczerpał swoje 9 żywotów... Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
yoma Re: Wczoraj 28.09.05, 13:31 Tym bardziej mi przykro, że i z obozu koncentracyjnego był wzięty, i kostusze spod kosy go wyrwałam w chorobie, i ktoś mu kiedyś musiał zrobić krzywdę, bo miał jedno oko - i wreszcie mogło by mu być dobrze na świecie - Znowu będę ryczeć. Przepraszam. Dzięki, dziewczyny. Odpowiedz Link
danusis Re: Wczoraj 28.09.05, 13:33 przykro bardzo zawsze jak czytam o kocich nieszczęściach i odejściach, to mam mokre oczy... Odpowiedz Link
beali Re: Wczoraj 28.09.05, 14:45 Wchodząc tutaj nie spodziewałam się takiej wiadomości;-( Bardzo,bardzo Ci współczuję;-((( Jak musi Ci być ciężko teraz...Trzymaj się jakoś. Nie wiem co napisać,wszystko tak głupio brzmi. Odpowiedz Link
lidia1001 Re: Wczoraj 28.09.05, 14:41 Strasznie mi przykro, też mam łzy w oczach. Pocieszające jest to, ze przynajmniej odszedł szczęśliwy po cięzkim życiu. Trzymaj się( Odpowiedz Link
wiesia.and.company Re: Wczoraj 28.09.05, 15:22 Och naprawdę, trudno to wyrazić. Bardzo mi przykro. Podobno koty potrafią się wyciszyć przed śmiercią, bo wydzielają tak dużo adrenaliny, że nie czują nic. Stąd się mówi o 9 życiach kota, bo sam siebie potrafi znieczulić. Mam nadzieję, że odszedł szczęśliwy... Tak też staram się myśleć o swoich nieodżałowanych kocich podopiecznych. Trzymaj się! Odpowiedz Link
babka71 Re: Wczoraj 28.09.05, 15:30 NIE WYOBRAŻAM SOBIE, że moja kiedyś ........... ale takie jest życie Odpowiedz Link
misia007 Re: Wczoraj 28.09.05, 16:14 Bardzo, bardzo Ci współczuję, sama straciłam kota dwa miesiące temu i jeszcze nie mogę się pozbierać. W końcu wszystkich nas to czeka. Odpowiedz Link
dominkadg Re: Wczoraj 28.09.05, 16:49 Bardzo mi przykro. Wiem, że żadne słowa nie złagodzą bólu. Trzymaj się. Odpowiedz Link
yoma Re: Wczoraj 28.09.05, 17:21 Idę. To będzie trudne, bo kto mnie w drzwiach przywita i będzie udawał, że wcale nie chce na ręce? Bardzo Wam dziękuję za wszystkie wyrazy - bardzo bardzo. Odpowiedz Link
wrexham Re: Wczoraj 28.09.05, 21:54 czego bysmy nie napisali i jak bardzo ci nie wspolczuli i tak z tym smutkiem w koncu zostaniesz sama: w drzwiach po powrocie do domu, rano chcac wsypac cos do miseczki, nad czysta kuweta, zimnym poslaniem i ciszą, ktora po przymilnym miauczeniu jest szczegolnie bolesna; musisz to przetrwac i sie z tym zmierzyc sama; trzymaj sie yoma... Odpowiedz Link
foxie777 Re: Wczoraj 29.09.05, 00:36 Ja tez sie dolaczam, chyba tylko ludzie ktorzy kochaja zwierzeta potrafia to zrozumiec Odpowiedz Link
uwazna Re: Wczoraj 29.09.05, 07:32 Wiem, jaki to szok. Wiele lat temu też zdarzyła mi się nagła śmierć kotki. Nie była ani stara, ani chora, ani nikt jej nie otruł... Zachowywała się zupełnie normalnie. Rano wyszłam do pracy, a gdy wróciłam, leżała martwa na swoim posłaniu. Do dziś pamiętam ten przeszywający ból, gdy zorientowałam się, że ona nie żyje. Bardzo Ci współczuję. Odpowiedz Link
pixie65 Re: Wczoraj 29.09.05, 09:55 Jakaś czarna seria czy co...Yoma, ale co się stało właściwie? Dopiero co przeżywałyśmy śmierć Tunki, a teraz Twój...Po lakoniczności Twoich wypowiedzi sądzę, że bardzo cierpisz, ale może odrobinę ulgi przyniosłoby Ci wygadanie się tu na forum? Kochana, bardzo, bardzo Ci współczuję...Odezwij się, może będzie Ci troszkę lżej... Odpowiedz Link
yoma Re: Wczoraj 29.09.05, 12:12 Wróciłam wczoraj do domu i okazało się, ze zostawiłam włączone radio. I to się okazało dobre, bo nie było tej cholernej ciszy, wiecie. Dzisiaj z rozmysłem zostawiłam włączone. Ciągle się łapię na tym, że: a to wstaję z fotela ostrożnie, żeby nie nadepnąć - a to czarny ogon mi mignie w przedpokoju, ale się okazuje, że to tylko but - a budzik można nastawić kwadrans później, bo odpada rytuał Budzenia Pana Kota na Michę - rurrrwa żeż mać! Dzisiaj mi lepiej, co się wykłada, że już nie ryczę, tylko przeklinam. Na co dzień jestem grzeczna i dobrze wychowana i nie przeklinam. Ech... Odpowiedz Link
wiesia.and.company Re: Rozumiemy oczywiście. Mów zatem do nas 29.09.05, 13:37 Niestety, co chwilę coś wyskakuje nieoczekiwanego, co przypomina. Ja jeszcze opłakuję, pomimo że od 04.06.2004 już ponad rok minął. Ale taki był jedyny tylko na świecie..... Pisz! Trzymaj się. Wiesia Odpowiedz Link
akineko Re: Wczoraj 29.09.05, 14:13 Bardzo Ci współczuję... (( Co mogą słowa.....? Trzymaj się. Odpowiedz Link
yoma Re: Wczoraj 29.09.05, 14:44 Mam kolegę, który często zmienia sygnaturki. Wczoraj patrzę, a on ma taką: Zły to znak - jechać po nocy, do lasu, w bagażniku... No żeby się starał, żeby nie wiem jak próbował, nie mógłby lepiej trafić! Ale jest to dobry kolega i po wyjaśnieniu sprawy usunął sygnaturkę. Bo tak się to odbyło. Kot umarł ok. 19, a przed północą pojechaliśmy (moja rodzina stanęła na wysokości zadania)do lasu, na działkę, na pogrzeb. Nie wiem, czy to jakaś symbolika, czy o co chodzi, ale ostatnia łopata ziemi została przyklepana równo o północy. Coś za dużo tych zbiegów okoliczności. Jeździłam na tę działkę równo przez całe lato, ja ją czyściłam - bo to nie jest działka rekreacyjna, tylko grunt przynależny do chałupy po dziadkach, mocno zarośnięty - tak że ja odwalałam kawał ciężkiej roboty, a Zipperek leżał na słońcu i nabierał sił. No i już tam zostanie. Jeszcze posadzę na nim jakiś ładny krzaczek. Możecie podpowiedzieć co. Miejsce cieniste, ziemia piaszczysta. Odpowiedz Link
wiesia.and.company Re: Wczoraj 29.09.05, 15:18 Tego nie wiem, jaki krzaczek. Pewne jest też, żeby zanadto się w oczy nie rzucał i nie był zbyt ozdobny, bo go jacyś szabrownicy wykopią. A pogrzeb mojego Felutka też odbył się nocą ok. 22.00 po silnej burzy. Jeszcze było mocno wilgotno. Ja to jakoś słabo pamiętam, tyle że z oddali jeszcze błyskało, a ja byłam na ziołowych środkach uspokajających. Eeech... Odpowiedz Link
yoma Re: Wczoraj 29.09.05, 15:37 Głaszczę Cię bardziej się boję, żeby szabrownicy nie wykopali Zippera, bo ludzie tam, mimo względnie późnej pory, chodzili i widzieli obrazek następujący: troje ludzi kopie coś po nocy pod parkanem przy latarkach... Czyli jak nic zakopywali skarb albo teściową. Humor wisielczy, obawa prawdziwa. Odpowiedz Link
yoma Re: Wczoraj 29.09.05, 16:03 A, Wiesia, i bardzo mnie pocieszyłaś tą adrenaliną. Nie wiedziałam. Bo było tak: a jeszcze mu mówię kręcącemu się pod nogami: No poczekaj, nie szantażuj mnie tu emocjonalnie, muszę ci drobno pokroić, bo się udławisz! I chyba zła godzina obok przelatywała. Nie daruję sobie. Bo mu kupiłam mięsko, żeby mu zrobić dobrze, bo ostatnio na fabrycznej jechał. I naprawdę drobno pokroiłam. A ten zachłannik wepchnął sobie do gardła chyba pięć kawałków naraz i stało się. Pierwsza pomoc nie pomogła, więc kota pod pachę i biegiem do weterynarza. Taksówką nie, bo godzina taka, że korek na pół dzielnicy. Na nogach szybciej. Lecę. Kot się dławi. Ja nim lecąc potrząsam, może to jednak wyskoczy. Dolatuję. K...!!! Tam, gdzie jeszcze tydzień temu był weterynarz (ta zresztą, co mi go dwa lata temu załatwiła szczepionką)jest firma ubezpieczeniowa. Kota na ziemię, masaż serca, dmuchanie w pyszczek. Kota pod pachę i galopem do następnego weterynarza. Kot się szarpnął, wyprężył, rzygnął wielkim strumieniem krwi i... po kocie... Następna wet już nic nie mogła zrobić, post mortem, exitus. Ten krwotok był za duży, obrzęk płuc, powiedziała. Zresztą powiedziała też, że on mógł już mieć jakiś mikrowylew i dlatego się zadławił, bo stracił na chwilę przytomność, a potem zadławienie wywołało makrowylew. Ale w to już za bardzo nie wierzę, chyba chciała mi rozpędzić poczucie winy po prostu. Odpowiedz Link
yoma Re: Wczoraj 29.09.05, 16:10 No i jeszcze cieszę się, że go tam nie zostawiłam, u weterynarza. No bo jakże tak? Samego, w obcym miejscu, na tym zimnym stole? Niby już wszystko jedno, a przecież robi różnicę. Umyłam się tylko u weterynarza z grubsza, bo musiałam wyglądac jak upiór po tym jego krwotoku - na pewno miałam na twarzy, bo dmuchałam w pyszczek. Wiem, że ludzie się dziwnie gapili, jak leciałam. Chrzanię. W każdym razie, przodkowie wiedzieli, co robią, urządzając czuwania przy zwłokach. Przyniosłam go do domu, położyłam sobie na kolanach, głaskałam i ryczałam, i to było tak, jak gdyby on odchodził, chociaż już odszedł. Potem zadzwoniła moja matka i się wydało, bo przed moją mamusią nic się nie ukryje. I rodzina dała mi w łeb, żeby pochować go od razu, i tam sobie teraz na tej parceli, gdzie mu było dobrze, leży. No to się wygadałam. Odpowiedz Link
lidia1001 Re: Wczoraj 29.09.05, 16:16 Teraz mi jeszcze bardziej przykro. Wcześniej sądziłam, zę może zasnął i po prostu się nie obudził. A tu taka tragedia! Odpowiedz Link
marta.kunc Re: Wczoraj 29.09.05, 16:22 o boze..... yoma trzymaj sie. moze ratuj jakiegos nieboraka tyle ich wokol nas.... szkoda zeby takie dobre serce jak twoje sie marnowalo... przytulam cie mocno Odpowiedz Link
yoma Re: Wczoraj 29.09.05, 16:35 Na pewno będzie znów jakiś nieborak, ale rozumiecie, że jeszcze nie teraz. Jeszcze za chwilę. Kumpel mnie pociesza swoją teorią - ze nie ma kotów jako takich, są emanacje Jednego Kota i chociaż różnią się między sobą, to jest to jednak ten sam Kot. W związku z tym w następnym przygarniętym niebożęciu i Zipper do mnie, chociaż w części, wróci... Odpowiedz Link
mirmunn na pewno wróci... 29.09.05, 18:23 i może już całkiem niedługo - może w jakimś bezdomnym biedaku zagrożonym zimą, a może w wesołym, rozbrajającym maluchu... Trzymaj się jakoś Odpowiedz Link
beali Re: Wczoraj 29.09.05, 20:37 Przeczytałam wszystko i poczułam taki fizyczny cięzar na sercu,ja obca,nie znająca Zippera...Jakże bardzo Ci Yoma współczuję;-((( Tylko czas,on ukoi ból,wyciszy,a w końcu w innych kocich oczach zobaczysz znajomy błysk,nie ten,ale podobny i znów będziesz uważać,by nie zdeptać i znów wstawać wcześniej. Odpowiedz Link
yoma Re: Wczoraj 30.09.05, 11:39 Trzymam się, trzymam i jeszcze raz wszystkim Wam bardzo serdecznie dziękuję. Odpowiedz Link
pixie65 Re: Wczoraj 30.09.05, 11:56 Yoma...cieszę się, że się wygadałaś...Zipper pewnie też się cieszy...A ja sobie teraz popłaczę dla odmiany, ale ze wzruszenia. Zipperowi jest już dobrze, a my ludzie jakoś musimy sobie radzić...Sciskam mocno Odpowiedz Link