Dodaj do ulubionych

kilka pytań o sterylizację...

20.01.06, 19:59
mam pytanie moja kotka ma ruje. potwornie miałczy a raczej wrzeszczy w nocy i
w dzień (ale to mi nie przeszkadza tylko noce są okropne bo dziecko mam małe
i .....och) czy taka ruja długo trwa ? czy może warto kotkę wysterylizować
jeśli tak to mże ktoś to ostatnio robił ? jakie są koszty ?warto w ogóle ?
Obserwuj wątek
    • annb służę linkem 20.01.06, 20:08
      www.vetserwis.pl/sterylizacja_kot.html
    • misia007 Re: kilka pytań o sterylizację... 20.01.06, 20:16
      Ruja długo trwa i często się powtarza a w końcu moze przejść w permanentna
      .Sterylizowałam teraz kicie, która dostała ruję. Najpierw dostała hormony na
      wyciszenie, potem odczekaliśmy dwa tygodnie i sterylka.Koszt 170 + jeszcze 50 na
      kolejnych wizytach.Pewnie można troche taniej ale mnie zależalo na tym wecie.
      KOtka świetnie to zniosła, az byłam zdumiona, szwe ok.3 cm.Zrob to koniecznie.
      • pierozek_monika Re: kilka pytań o sterylizację... 20.01.06, 21:10
        też radzę wysterylizować - przede wszystkim dla zdrowia kotki.
      • daga022 Re: kilka pytań o sterylizację... 20.01.06, 22:43
        misia ale mnie wystraszyłaś..... długo tzn. ile ??? ja myślałam że ruja u kotów
        trwa tyle co cieczka u suk smile
        • misia007 Re: kilka pytań o sterylizację... 21.01.06, 14:56
          Daga wet mi powiedział, ze ruja się kończy gdy kotka poczuje, ze jest w ciązy a
          ,że nie jestes pewnie w stanie jej tego załatwić(kocur tu potrzebny) to , to
          moze trwac i trwać,dwa dni spokoju i odnowa.Wet może jej dać hormony i po trzech
          dniach zapanuje cisza na jakis czas.Musisz coś z tym zrobic, samo nie przejdzie.
    • milak13 Re: kilka pytań o sterylizację... 20.01.06, 23:03
      Moja kotka dostała rujkę miesiąc temu i po jednym dniu mieliśmy dosyć. Nie
      kryję, że było też zabawnie jak zaczęła podrywać naszego biednego żółwia
      tarzając się przed nim i miaucząc rozkoszniesmile Dostała na wyciszenie, potem co
      tydzień jedną pastyleczkę i oto nadchodzi jutrzejsza sobota... idziemy na
      sterylkę. Boję się jak wszyscy diabli, Tuśka śpi nieświadoma co ją czeka a
      najgorsze, że jesteśmy umówieni na godz. 13 i wet kazała 12 godzin przed
      narkozą nic nie jeść. Jak ja Tuśce to jutro wytłumaczę - nie mam zielonego
      pojęcia. Acha, kosztować mnie ma to 120 zł.
      • misia007 Re: kilka pytań o sterylizację... 21.01.06, 14:58
        Milak mam nadzieję, ze już po wszystkim i kotka dochodzi do siebie.Głaski dla
        biedaczki.Moją wet kazał głodzic 20 godzin.
        • milak13 Re: kilka pytań o sterylizację... 21.01.06, 16:07
          Dziękuję, ale na razie odroczone. Mieszkamy w małej mieścinie i dyżur ma tylko
          jeden wet. Na godz. 13 miała dojechać druga specjalnie dla Tuśki, ale samochód
          jej się sypnął i kaplica. A na dworze jest jak jest: zaspy i śnieżyca. Mogłam
          czekać do godz. 16 ale wolałam to przełożyć na przyszły tydzień, bo od 12 w
          nocy nic nie jadła i już była strasznie nieszczęśliwa (i pozostałe zwierzaki
          też, bo solidarnie pochowałam wszystkie psie i kocie miski). Tak że na razie
          jesteśmy jeszcze całe i najedzone i smacznie śpimy. Napiszę jak tylko sądny
          dzień nastąpi. A te 20 godzin to koszmar! Koty w domu bo mróz, nawet Hesio sika
          do kuwety jak nigdy. I wiadomo nudzą się to chcą pojadać po troszku cały dzień.
          Nie, głodzenie to zwierzaków to mi najgorzej wychodzi.
          • misia007 Re: kilka pytań o sterylizację... 21.01.06, 18:57
            Dla mnie też to głodzenie najgorsze, nawet swojego weta od sadystów wyzywam,
            ale on ma rację, bo wszystkie zabviegi jakie u niego robiłam , bez komplikacji.
            • daga022 Re: kilka pytań o sterylizację... 24.01.06, 12:07
              misia jak zauważyłaś założyłam 2 wątek (nie wiem chyba dlatego że trochę się
              niepokoję .....)
              powiedz mi bo ja chyba swoją kotkę w marcu wysterylizuję podczas tej aukcji
              arki (zawsze trochę taniej smile) ale nie wiem czym się kierować przy wyborze
              lekarza a ten twój jak się nazywa ????
              • misia007 Re: kilka pytań o sterylizację... 24.01.06, 14:08
                Daga to naprawdę świetny chirurg Adam Gąsiewski, ul. P.Gojawiczyńskiej 16,
                tel.8321900.Operował mi kilka kotów a niektóre zabiegi były b.poważne.Nie wiem
                tylko czy on bierze udzial w tej akcji, bo na żoliborzu jest bardzo duzo
                weterynarzy.On moze dlatego drogi, bo zawsze bierze drugiego wet, który czuwa
                nad stanem kota.
              • babka71 daga, a gdzie Ty mieszkasz? 24.01.06, 14:23
                nie możesz zadzwonić po gabinetach i popytać jakie mają ceny???
                przecież Warszawa to nie zadupie ?
                sa gabinety, które robią to taniej??
                i nie czekaj do marca
                • daga022 Re: daga, a gdzie Ty mieszkasz? 24.01.06, 21:42
                  wiem że Warszawa to nie zadupie !!!smile i telefon oraz książkę telefoniczną też
                  posiadam smile
                  powiedz mi czemu uważasz że nie powinnam czekać do marca ?
                  widzisz to jest mój pierwszy kot i pierwsza interwencja chirurgiczna u mojego
                  zwierzaka. Pytam o lekarzy bo chciałabym żeby wszystko przebiegło dobrze bez
                  komplikacji.
                  • daga022 Re: daga, a gdzie Ty mieszkasz? 24.01.06, 21:50
                    już wiem czemu tak uważasz bo przeczytałam tytuł twojego postu na zwierzętach
    • milak13 Re: kilka pytań o sterylizację... 26.01.06, 15:05
      Oddałam o godz. 13 Tuśkę w ręce weterynarza. Właśnie czekam bo ma ją odwieżć do
      domu. No i boję się jak diabli. Trzymajcie kciuki.
      • barba50 Re: kilka pytań o sterylizację... 26.01.06, 15:54
        Kciuki trzymamy - wszystko będzie dobrzesmile
        Jak dostaniesz Tuśkę z powrotem nie wpadnij w rozpacz - po zabiegu, narkozie
        będzie bardzo biedna, płakać się chce jak się patrzy, ale zobaczysz z godziny
        na godzinę będzie dochodziła do siebie.
        • milak13 Tuśka już w domku 26.01.06, 16:11
          Biedna jest bardzo, brzuch ma jak Frankenstein, ale od razu po przywiezieniu
          otworzyła oczy i postanowiła wyleźć z kosza. Pełzała jak kociak tygodniowy, ale
          stanowczo chciała gdzieś iść. Tylko była tak naćpana, że chyba nie bardzo
          wiedziała dokąd. Teraz minęła godzinka, zapakowałam ją w skarpetę co ją
          strasznie wkurzyło, aż parskała. Teraz się martwię czy ta skarpeta nie przyklei
          się do brzuszka? Dostałam kołnierz ale to ją chyba jeszcze bardziej zdenerwuje.
          Może na noc ubiorę. Łazi już nieźle, pić nie chce. Jeść mam dzisiaj nie dawać.
          Jak myślicie - nie dawać naprawdę? Zamknęłam ją w pokoju, żeby zwierzaki jej
          nie przeszkadzały, ale ona raczej chciałaby stamtąd wyjść. Jutro do przeglądu i
          na antybiotyk. Kurczę, kurczę, jak ja bym chciała żeby już było za tydzień!
          • misia007 Re: Tuśka już w domku 26.01.06, 16:46
            Trzymaj się , najgorsze już za wami.
    • babka71 Jak widzisz wszystko ok 26.01.06, 16:52
      i było warto i nie oceniaj mnie..., bo nie masz racji
      ,najważnieszy jest kocio ....prawda???????
      pozdrawiam i trzymam kciuki
      babka
    • milak13 Tuśka dzień po..... 27.01.06, 08:21
      No to jednak łatwe nie jest. Tuśka dzisiaj jak młody Bóg. Już wczoraj skakała
      po meblach ale jeszcze nieporadnie. Dzisiaj to istna furia. Wdzianko zdejmuje
      więc noc spędziła w charakterze nocnej lampki (kołnierzyk). Rano jej go zdjęłam
      na chwilę, bo chciałam żeby coś zjadła. Zjadła, potem zabrała się za
      obandażowaną łapę (mąż jej wczoraj zakleił ją dodatkowo taśmą budowlaną - jak
      to facet), nie wiem czy nie wydłubała sobie welflona. Potem zainteresowała się
      brzuchem więc postanowiliśmy zpowrotem ubrać kołnierzyk. Furia istna! Mąż w
      sznytach, ja już ubrana do pracy cała w kocich kłakach. Udało się po dłuższej
      walce i siedzi teraz zamknięta w swoim pokoju. Ogólnie jest bardzo aktywna.
      Kuweta była rano czysta, ona woli na dworzu. A przecież nie mogę jej w takim
      stanie na ten mróz wypuścić.
      Do tego problem numer 2: Hesio. Normalnie się nie kochają, ale obchodzą dużym
      łukiem. Teraz Hesio na jej widok wydaje takie pomruki, jakby ją zobaczył
      pierwszy raz. Wczoraj chciał ją wyraźnie zaatakować. Ona bidna sobie nie
      poradzi. Walczyć nie może, uciekać w abażurze na głowie też ciężko. Więc siedzi
      zamknięta. Ale jak długo można? Jej to się nie podoba. No i jak jeść w tym
      kołnierzu. Jedna osoba sobie nie poradzi z ponownym założeniem. Poszłam więc
      sobie do pracy a domownikom nakazałam karmienie z ręki małymi kawałkami
      kurczaka.
      Znajoma mająca w tej kwestii doświadczenie, powiedziała mi kilka dni temu że ze
      sterylką jest tak:
      Najpierw postanawiasz, że robicie sterylkę i jesteś pewna, że to bardzo słuszna
      decyzja. Dzień przed Sterylką już nie jesteś tego taka pewna. Po sterylce
      jesteś przekonanana, że to była najgorsza decyzja w twoim życiu. A tydzień po
      jesteś szczęśliwa, że to zrobiliście. Kiedy będzie za tydzień?!!!
      • pixie65 tydzień szybko minie... 27.01.06, 09:17
        a z karmieniem radziłam sobie (i mije koty) w ten sposób, że stawiałam miseczkę
        np. na kubeczku, żeby miseczka "odstawała" od podłogi, co umożliwiało Kociejstwu
        podejście z kołnierzem i swobodne konsumowanie...smile)) Uwierz mi, ona sobie
        doskonale poradzi i nie ma co sie przejmować ! Kołnierz jest mało wygodny, ale
        ja osobiście przetestowałam na różnych przypadkach, że najlepiej włożyć RAZ i
        nie zdejmować. Kot się szybko przyzwyczai, jak sobie radzić, zapomni o nim i
        bedzie OK. Nakładanie i zdejmowanie wprowadza tylko dodatkowe zamieszanie, kot
        sie buntuje. Kotka mojej koleżanki przez 10 dni chodziła w kubraczku. Po trzech
        pierwszych próbach zdjęcia go (udanych zresztą)dała spokój i "przystosowała
        się". Przede wszystkim NIE PRZEJMUJ SIĘ. Naprawdę. Teraz łatwo mi to pisać, ale
        przerabiałam różne warianty i ten z "nieprzejmowaniemsię" i udawaniem, że
        "nicsięniestało" uważam za najlepszy...Pozdrawiam!
        • milak13 Re: tydzień szybko minie... 27.01.06, 10:08
          oj, dzięki za odpowiedź. A ja bym tak walczyła z tym kołnierzem i walczyła!
          Masz rację - zostawię. Ja wiem, że fiksuję, ale ciągle mam przed oczami wizję
          Tuśki z rozprutym brzuszyskiem. No panikara jestem.
          A ponieważ stosuję metodę przekonywania samej siebie, więc cały czas sobie
          powtarzam, że w azylach też sterylizują a przecież nie mają czasu pilnować
          każdej koteczki na każdym kroku. I jakoś te kotki się im goją. I tak się staram
          uspokoić. Ale siedzę teraz w pracy a myślami jestem u Tuśki.
          • misia007 Re: tydzień szybko minie... 27.01.06, 13:03
            Milak zagoi się mnie wet nie kazał, nic zakładać i pieknie się zagoiło.
            • barba50 Dwa kołnierze 27.01.06, 13:36
              Ksiki:
              img57.imageshack.us/img57/2626/ksikakolnierz1qx.jpg
              Lolki:
              img57.imageshack.us/img57/217/wkolnierzu2ka.jpg
              - obie moje kocice nosiły. Lolka prawie trzy tygodnie, bo szew goił się dość
              trudno /pewnie za duużo sadła pod skórąsad/ Kołnierz nie był zdejmowany, radziła
              sobie w nim bardzo dobrze, do jedzenia jak zawsze była pierwsza /miska była
              rzeczywiście stawiana wyżej/.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka