maiku200
28.03.03, 23:39
Kot jedyny w swoim rodzaju. Jako malutkie kiciątko zyskał starszego brata -
psa. Nauczył się szczekać i warczeć. Sprawiało mu to olbrzymią przyjemność.
Miał olbrzymią wolę życia i ogromną aktywność. Po wykastrowaniu nie utył
(przez rok). Był niesamowicie niezależny. Do samego końca. Nie miał dwóch
lat, ale miał raka. Jak mi go brakuje! Usnął na moich kolanach; rozkroili i
uśpili. Można jeszcze było zaszyć i obudzić, ale cierpiałby coraz bardziej. I
śmierć w męce. Nie ma już takiego kota. I nie będzie.