NIe mogę sobie poradzić ze smutkiem i żalem po stracie ślicznej Mrufki. Była
takim ślicznym, wesołycm i radosnym kociakiem. Dała nam tak wiele radości !
Była cały czas przy nas - siedziała na kolanach, wskakiwała na szafki w
kuchni i zaglądała nam przez ramię co robimy; piła ze swojego kubka wodę - bo
tak lubiała. Gdy mąż siedział w nocy i pracował, to trącała go głową i kazała
się brać na kolana. łapała długopis gdy pisaliśmy, albo wskakiwała nam na
klawiaturę, a potem na kolana i była z nami. Chodziła za nami jak psiak.
Slicznie się przciągała wyciągając raz jedną, raz drugą łapkę i rozcapierzała
pazurki. Była naprawdę urocza!!!!!!!!!!!!!!!!1 Fatalny zbieg niekorzystnych
okoliczności

Gdy zwymiotowała w sobotę to mysleliśmy, że się czymś struła -
czasami tak bywało. Była dalej radosna, tylko mniej jadła i piła wodę. Potem
prawie nas nie było w domu - wigilia, wyjazdy do rodziny. W 2 dzien świąt
pojechaliśmy do lekarza - ale on zasugerował się tym, że drugi kot kichał i
nie badając kotka stwierdził, że ma to samo - kroplówka, antybiotyk. Pomogło -
ale na chwilę. Całą noc kot był z mężem - spał z nim. 27 pojechał do innego
weterynarza - nie udało się uratować ślicznej Mrufki

Szara też jest
smutna; szuka kotka po domu. Jak poradzić sobie z żalem?? Nie potrafię na
razie. Mam żal do siebie, że za mało zrobiłam.