Taki problem mam...
Kiedy trafił do mnie Lucek (miał 7 miesięcy), wetka powiedziała,
żeby z kastracją poczekać, aż dojrzeje (żeby wszystko się rozwinęło
jak należy). I żeby przyjść do niej dopiero wtedy, kiedy poczuję, że
jego mocz nabiera tego charakterystycznego "samczego" zapachu
tudzież zauważę, że kot szykuje sie do znaczenia terenu.
Sek w tym, że tydzień temu Lucek skończył rok, a niczego takiego do
tej pory nie zauważyłam / nie poczułam. Siki jak siki

, terenu nie
znaczy...
W międzyczasie oczywiście spotykałam się z opinią, że z kastracją
wcale nie trzeba czekać do newralgicznego momentu, można to zrobić
wcześniej, byle nie za wczesnie.
No i teraz nie wiem, co robić. Oddać Lucka rzeźnikowi, mimo iż tak,
jak jest, nie wadzi nikomu?
Czy jeszcze czekać - ale wtedy może się okazać, że jest za późno, że
kastracja nie pomoże (bo bywają i takie przypadki).
Zresztą we wrześniu chcę zabrać kota na przegląd techniczny do weta,
i może wtedy byłby dobry moment...
Potrzebna mi Wasza rada!