Udało mi się capnąć kotną kotkę i upchnąć ją w Koterii, nie obyło się bez
przygód i problemów, bo nie miałam w co jej złapać, nie miałam zaklepanego
miejsca w Koterii i nie miałam jak jej wsadzić do wiklinowego transporterka z
maluśkimi drzwiczkami.
Obrażenia: u mnie - jedno delikatne ukąszenie na dłoni, u koty całe kłęby
fruwającego futra.
Ale suma summarum, udało się to, co zaplanowałam, i to zaplanowałam ad hoc(o
ile to możliwe

).
I czuję się dobrze z tym