balamuk
29.04.13, 19:29
Każdemu może się zdarzyć.
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13820303,_Ciagle_wynajmujemy____w_kuchni_mamy_gola_zarowke_.html
Mnie się od tego wszystkiego zwoje mózgowe rozkręcają. Dwadzieścia parę lat temu, czyli na studiach i zaraz po byłam absolutnie świadoma, że na kupno mieszkania nie mam żadnych szans. Mój straszy o 11 lat brat załapał się jeszcze na mieszkanie spółdzielcze, ale w latach osiemdziesiątych to już było żegnaj Gienia, nie ma kasy, nie ma mieszkania. No i znajomi mieszkali z rodzicami, wynajmowali jakieś minimetraże, mieszkali w bursach czy "apartamentach" asystenckich (też przez to przeszłam, w większym pokoju rodzina z małym dzieckiem, w mniejszym ja i współspaczka, kuchnia wspólna), kredytów nie było.
Ja nie wiem, to znaczy wiem, że powinno być lepiej, niż wtedy, ale jakoś nie jest - no i co? Kto ma dać? Nikt nie dawał, nikt nie daje. Pytam tych, którzy jakiś czas temu skończyli trzydziestkę. Jak dawaliście sobie radę?