Dodaj do ulubionych

Wątek w rozsypce

20.01.04, 10:42
– Mniemam, że wnet zdrowie mi się posypie – stwierdził Dziad Mrozowy,
spoglądając w przeszłość wieloletnią swą oraz smutne oblicze swe, kremem
walcząc z wiatrakami zmarszczek i tak zwanych kurzych łapek. – Któż to nazwał
kurze łapki? Pewnie jakaś czarownica, latawica miotlana!
– Lata lecą, czarownica nie musi – zaszydziła taka jedna okocona, za
przypieckiem, przed zapieckiem, za piec dwunasta, bo to płodna kobieta była
(jej matka, znaczy).
– Ja też ostatnio źle sypam – stwierdził ze smutkiem Śnieg Morowy.
Tymczasem tegoż bracia – Śnieg Borowy, Śnieg Drogowy – sypali dobrze, chrapkę
mając, przez nos drgający harmonicznie, jak funkcja, z okresem (nie bój,
wrócił, znaczy).
– Wszystko przez tego tu sierżanta – skrzywiła się Zima i zaskrzeczała: –
Cały świat prosi już od grudnia "Byle Wiosna, panie sierżancie, Wiosna, panie
sierżancie"...Jakbym ja nie miała piersi walecznej, cery białej mlecznej, jak
kasza mannej, ślicznej. Na cholerę ci wiosna, sierżant, a?
Sierżant Kriszka przerwał dłubanie krisem w lejach po zębach i zadumał się,
przez co omal do Dumy nie wszedł, od tylca.
– W zimie sołdat gorzej biegnie na wroga. Bo się zapada.
– Taka jest fortuna rzeczy – rzekł sentencjonalnie Dziad Mrozowy, – że
najpierw napada, potem zapada.
– Na zapada my szli, toczno. – Sierżant Kriszka, wcale nie taki starszyna,
oblizał się na widok Śnieżynki, szybko przekalkulował, czy Dziad długo
jeszcze pociągnie, skoro fajka mu zginęła, i cybuch, i para zeń uszła, i
buch, i puch zaległ nad tundrą cichy, a tabletki na potencję w innej strefie
dewizowej, kalkulował, kurs dziadowski, oraz ha.
– No to toczna ta armia czy wędrowna była? – zainteresowała się Śnieżynka.
– Toczna jest fortuna świata, własnymi torami – odparł sentencjonalnie
sierżant, nie starszyna, więc młodszy, choć sztabowy; a sentencją chciał
zainteresować pannę własną skromną osobą, o nieskromnych myślach.
Zauważył to Dziad Mrozowy i rzucił wrażo:
– Jak torami, to drezyna, ćwoku.
– Jak pannę, to nie mnie – dodała Śnieżynka, bo raz, że wierna, dwa, nie
dziewica, trzy, raz i dwa niesprzeczne.
– Jak w zęby, to zaraz – zapalił się Śnieg Morowy, i od tego samozapłonu
stopniał w oczach jak ser topniony.
– Jak topnić, to czarownice – wystraszyła się okocona z przypiecka, i
podkuliła ogon.
Sierżant, nec Herkules, wwił kris w zubę i mełł nim, choćby przekleństwa, acz
z cicha, pęk. Znaczy się: pękał. Znaczy się: usta mu pękały, jak to na
mrozie, znaczy się są kremy, ale za dewizy, znaczy się: nie czepiać się,
pożałusta.
– Ale że wąs ci się sypie, to fakt – Śnieżynka wskazała palcem na rzedniejący
zarost Dziada z przedniej części szczęka. – Więcej witamin, sponsorze ty mój.
– Najwięcej witaminy mają polskie oziminy – ożywiła się Zima, ożył też Śnieg
Morowy (bo bracia sypali w najlepsze). – Idę za róg – dopowiedziała.
Za rogiem czyhała, czyhała, wymyślając różne zagadki i paradoksy, którymi
mogłaby zaskoczyć Drogowców. Ale Drogowcy nie przyszli, bo połamali kulaski.
I tak zostali na lodzie, oraz w bólu, oraz parsek w tundrę dalej, gdzie wzrok
Zimy nie sięgał, a Słońce nie dochodzi.
– Tak się nie godzi – odezwał się znów sierżant Kriszka. – Drogowcy, myślicie
sobie. A to nasze bohatery wojenne, tyle że na bezrobociu. Chwytają się
czego popadnie a praca trudna a płaca grudna. Wiem, bo pode mną służyli.
Ostatnie stwierdzenie zakamuflował pod adresem Śnieżynki, bo chciał, aby i
ona pod nim służyła. Albo nad nim, na jeźdźca Budionnego. Nie był wybredny.
– To znaczy: jak się nie godzi? – zapytała Śnieżynka.
– Choćby tak – Kriszka kiwnął palcem na dwa głuszce w środku tańca godziowego
w środku zimy.
– Żeby mnie tak kazali się w zimie godzić, to bym nawet palcem nie kiwnął.
– Chodźmy, tak? – Kriszka kiwnął drugim palcem, tym bez obrączki, czyli znowu
pod adres Snieżynki kamuflował, zaproszenie znaczy się, na tańce, na kawior,
a kto wie, może i siwucha się znalazłaby, pod siankiem. Ale Śnieżynka nie
zajarzyła. (Ocaliła przez to Śnieg Morowy, bo znów by stopniał w oczach.)
– Oczy już nie te – podsumował Dziad swoją lustrację. – Niedługo nie zobaczę,
jak się obcy do mojej baby dobierze, rozbierze, nabierze.
– Chuć mi, tak! Chuć mi, tak! – podniecił się Kriszka, ale Śnieżynce nagle
Drogowcy się wspomnieli: – A czemu jak oni połamali kulaski, to na laskach
się nie wesprą?
– Nie łamcie się! – krzyknęła w świat, chcąc dodać Drogowcom otuchy.
– O–tu–cha, o–tu–cha, nasza zima–ma – podśpiewała dla kurażu Zima, ale
wreszcie wróciła w chatynkę. – Sypie tak, że zimy by człowiek z domu nie
wygnał.
– Nie łamcie się! – powtórzyły echem połamane kulaski.
Ale jak tu się nie łamać. Wszystkie laski wycięte. W pień. Znikąd oparcia.
– O przyj, o przyj! – w swych fantazjach ze Śnieżynką sierżant Kriszka
doszedł już do szkoły rodzenia.
Znikąd po prostu. Laski, puszcze. (Neo tak, ładny gips!)
– Gipsu na nogi też nie ma – dosmucił Dziad Mrozowy. – Nie dowieźli, skoro
drogi są nieprzejezdne.
– Ale laska, byle się puszczała – w swoich myślach sierżant emablował już
cały pokój i sień, w której trzymałby potomstwo ze Śnieżynką.
– Jak się kto puszcza, to na śniegu żółto od razu widać – zauważył Śnieg
Morowy. – Z drugiej strony, jak kto kupę zrobi, to ja przykrywam i o nic nie
pytam.
– Co z drugiej strony? – zadziwiło się lustro, odbiło frakcję rewolucyjną,
refrakcję, za czym obudziło resztę braci Śniegów.
– Proszę jeszcze coś zakamuflować – uśmiechnęła się przystępnie Śnieżka, bo
nie w ciemię była bita. – Pan tak ładnie kamufluje, panie sierżancie.
W Kriszkę jakby nowy chuch zimowy wstąpił. Soplem mu zwisało, że trio braci
Śnieg dostało ostrej wysypki. Pognał gdzieś, jak kamuflon po skałach, szukać
kwiatów, bo jak to się godzi, godzić bez buzi i / lub kwiatów. A kwiaty w
innej strefie dewizowej. O to tak naprawdę Śnieżynce chodziło. Przytuliła się
mocno do Dziada.
– I nie olaszczę i nie opuszczę cię aż do wiosny.
Dziad, zrazu ucieszony, zasępił się, kra, kra, dopytał – A wiosną co?
– A wiosną niechaj wiosnę, nie Polszę sobaczę – zawył tęskno z daleka Kriszka.
- A wiosną niechaj wiosnę, nie zimę zobaczę - powtórzyło echo od kulasków.
– Całujta mnie w nos – skrzywiła się Zima i podrapała po piecach, oziębłych.
– Pocałujsta w usta, pożałuj, pożałujsta – powiedziała no jak to kto no do
jak to kogo. Sypkoniec.
Obserwuj wątek
    • maginiak Re: Wątek w rozsypce 20.01.04, 12:41
      Dziad Ślizgowy również nie próżnuje - com(pl) odczuła , żeby nie powiedzieć
      bardzo brzydko, na własnym ałć...tyłku, dziś, bladym świstem.
      • ktul.shystalker Wątek w rozbitce 21.01.04, 07:54
        CASUS CLAY (z łaciny: przypadek przyglebienia)

        Bardzo Maginiak wpadła na pomysł, i w kłopot, i nie w temat. Temat jej upadku
        rodzi się bowiem w mózgu, z ewentualną obocznością synaps obwodowego układu
        nerwowego. Za który można serdecznie przywspółczuć, niemniej:
        Nie żadna tam część żadna ją boli. Dupadek jest stanem umysłu.

        Lecz że jest po upadku rozbita, rozumiem. Widziałem ja raz kobietę upadłą, o
        czym nie chcę mówić, oraz krowę upadłą, o czym chcę. Krowa zrobiła sobie
        rozbitkę wołową. Podobno są niewołowe: szeptano o rozbitkach na bezludnej
        wyspie, ale kto to widział, skoro media przy tym nie było, demokratycznego.

        Rozbitek wołowych ojczyzną jest jak jej tam Jakucja. Gdzie leży Jakucja? Na
        mapie. A charakterna tym, że tam wół zwie się jak. Wół jaki jest, każdy widzi.
        Jaki jak, i już język się zgubi. Po co? Dla marketingowej zmyły. Gdy w sklepach
        Jakucji wybuchła choroba szalonych cen krów, towar ozwano jakiem pierwszej
        jakości – i po krzyku (mu, muu). Rozbitki fioletowe od jodyny smaruje się
        towotem i kremem białym na bazie, nadając mięsku barwy soczyste.

        Tak czyś jak, jaki są sławne: ich wymieniem nazwano, że przykład wymienię,
        samolot. Ale jest też prozaiczna strona jaka. Jak każde zwierzę, jak wydala.
        Uczuli nosem koniunkturę spece nasi. Że tu choroba szalonych cen paliw, będziem
        eksportować rzepak, następnie krosować, przystępnie kopulować, występnie
        sprzedawać. Hybrydyzacji patronuje Reniferia Gdańska.

        A co na to same zainteresowane? Jak się na rzepak zapatrują? Od tyłu, czy
        raczej alleluja do przodu? Posłuchajakajmy rzewnej bałałajakajki:

        Jesteśmy jakutki, carne* jakutki
        Mieszkamy w tajgach odległych
        Oczka mamy carne*, bitki granatowe
        A dolary są zielone i seledynowe

        Na rynek rzepak wchodzi
        Rzepak wchodzi
        Idziem więc do wygody**
        Do wygody**
        A nasze carne* serca
        Carne* serca
        Biją nam w podgardlach
        Bitka, bitka, bum

        *Carne: bo jaki ciągle myślą, że carat się ostał, bidule
        **Wygoda: jak jest bydlątkiem masowcem, więc zwykła wygódka mu nie starczy
        • maginiak Wątek w rozbiórce 21.01.04, 08:52
          Hmmm...Temat upadku rodzi się w mózgu. Czy to oznacza, że tenże jest
          gebruderem, lub geschwisterką, w zależności od urodzaju (ale kobiet więcej jest
          jednak) ten tego, tzn. tej tego..no: A..tej..ny? Atejna była z pewnością córką
          (jak ja, nie da sie ukryć, dało sie pokryć). Poza tym upadła była - albo by
          była - w przyszłej zaprzyszłości, gdyby Dzeus by był jej nie złapał jak
          powyższa mu była ze łba wyskoczyła. Wcześniej się był Dzeus złapał natomiast z
          Atejny mutterką, bo nie przypaszczam, że Atejna niepokolana była. Bo była nie
          tylko po kolana, ale nawet wyżej, bo udana dziewczyna z niej była i się biła
          nieźle na mieczniki z różnymi gupikami, a reszta jest miałczeniem i na wątek
          porno z tym. Co się kolan tyczy, to je rzeczywiście zbiłam na kwaśnie jabłko w
          kolanie, ale to już zupełnie inna story jest.
          Wracając do mózgu: Może to bestia błonnika, tfuj, kwestia błędnika? Bo mam
          zachwiania, nie twierdzę że nie, ale żeby aż tak? Czasem nie trafiam do domu a
          raz nawet wylądowałm na Jakucji. No dobra, to nie byłam ja. Na Jakucji
          wylądował taki jeden, ale nie chciał żeby go zdradzać, bo to on zdradzał i to
          (a fe!) z Jakucją właśnie! I to na nim Jakucja leży, a przynajmniej wtedy
          leżała, ale o tym cicha noc i sza!
          • ktul.shystalker O błonniku dziewiczym 21.01.04, 09:54
            Otóż to, otóż to! Wszystko zależy od błonnika. Kto Pytia, nie błonni, powiadała
            grecka dewiza. (Drachmać jej euro.) A skoro już o Atejnie.

            To o której?

            Wyobraziłem sobie Atenę pokolaną i przypomniał mi się zwyczaj weselny, żeby po
            omacku i kolanie poznawał mąż mężynę. (Omacku, czyli omacując.) Zwyczaj ten
            jest zdrową przedłużkiem wieczoru kawalerskiego, bo facet omaca za darmo
            kobitki i jeszcze zgodnie z tradycją i już po ślubie. Jaki przedłużek omaca
            mężyna, to na porno wąt stąd. (W przypadku jednostki podpisanej zwyczaj był
            niezdrowy a zaniechany, bo na wesele zajechały same starki. Nie licząc lubej, w
            naturlich.) Tak z Atejną pokolaną Dzeus poradzić chyba mógłby był był (czas
            zaprzyszły, tylko Niemce mogły co takiego wymyślić.)

            Atejna z innego powodu być niepokolana mogła była. Miała ona tarczę, hełm, pas
            i miecz cnoty, i nikt nie mógł jej pokolać w otwartym polu. Nikt z pokolenia
            ludzi. Boskie wszak Dzeus miał sposoby. Pewnie spił bimbrozją. Co wiedzie mnie
            niechuchronnie do sedna. Maginiaku kochana! Otóż mamy wspólnych znajomych! Ja
            też znam Jakucję! Znaczy, nie tyle osobiście ją, co Mapę, na którym leży. To
            znaczy, on miał na imię inaczej – ale każdy zwał go Mapa, bo chodził pod
            dworcem i sępił:
            – Ma' pa' papierosza?
            – Nie ma – odpowiedź defaultowa.
            – Ma' papierosza a nawet da' – odpowiedział raz ja. Nastąpiła papieroszada,
            wieża biła w konia, król emigrował, a Mapa został bratem łatą. W pobliskim
            zakonie, znaczy się, dziurki cerował wszystkiego sortu. Widać jednak zakon
            rzucił, skoro, piszesz, pod Jakucją...Palenie albo zakon, wybór należał do
            niego. Mądrych wyborów życzę.

            PS. A Ten tego to był Tentegor, upiór Luwru. Co z końskim ten tego tentem
            biegał po lożach dla vipów i vipraszał sobie.
            • maginiak O zdziwieniu błędniczym 21.01.04, 11:56
              Bo kto python ten monte a kto monte ten everest! I do tego czuma lungme oraz
              babcie, która dzień w dzień robi rotundę do tybetu i z powrotem, bo tam mają
              najlepsze jogurty - jak powiadają do dziś wszystkie greckie zebry. Mało tego,
              wszystko to robi podwójnie - jak na prawdziwego gentelwomena przystało. Bo czy
              to nie niezła sztuka jest (no ale nie z babci) tak wleźć na odbydwa
              szczytowania (broń bobrze z babcią) kilimadziarskie na raz, i to jeszcze nad
              Balatbatonem, i zahaczyć jeszcze o Himalejce, na których prowadzą się (zresztą
              bardzo bardzo źle) nie konie (i na wątek porno z tym) a lamy, które wciąż dalaj
              i dalaj. A ten lama przecież nie był w tybecie już z siedem lat a nawet całe
              życie ale i tak dalaj maca a nawet konia nie lama (gdzie jest ten wąt porno
              stąd), szczególnie zaś z zebrami.

              P.S Wiem wiem żem całkiem nie na temat. Napisałam na temat najpielw ale mi
              posta wywaliło a długi był że hej i się wkulwiłam tak, że musiałam jakoś
              zaplotestować:-(.
              • szprota Bo Grecja to straszny kraj jednak 21.01.04, 15:31
                Wtrącę się zza zsazsa zasłonki zazdrośnie: pyszności, pysznaję, popełniliście,
                że aż mi żal, że nie ja. Oby jak dalaj!
                A gwoli Bradda Łata, co pitta (merci, dziś jadłam): lama krócej niż całe życie,
                bo więcej tylko niż pół, i to swojego, bo moje pół to jakieś takie dziwne
                niedonastoletnie jeszcze.
                • neochuan staro żytność 21.01.04, 15:49
                  uda je greka
                  roz gwiazda
                  serfeta:
                  sparta czo na
                  tro ja!
                  • ktul.shystalker Staro żywność 22.01.04, 11:59
                    ...nie rdzewieje, chyba ze ma za duzo jodu.
                    Co wy joducie, to nie wim, ale jo czynsto gynsto jodum kulaski.
                    Kulaski się łamią, już w rękach, jak kto silny.
                    Poza tym rozklejają sie w wodzie, rozleniwiają.
                    Jak ruskie gupiki.
                    Dlatego trzyba je mocno klepic.

                    Jak sie klepi kulaski ślunskie, o tym rozgodo sie pewnikiem Dziad Ślunski.
                    Sans doute, że tak, je dire, powiem.

                    Jo tam do kulasek dodajo dużo inszego jodła (chocie bez szpilków)
                    i tzatzitzki (chocie nie znam w obwodzie)
                    i skwaretzki (chocie nie znam w cyrkule)
                    i smatznego smaltzyka wiedenskiego z błeklerką
                    ale po grecku tom jeszcze się nie zabierał (na porno wąt!)
                    nażarty się nie znam, ale w ogólnie smykołyk gurgluglubię

                    Unterchef de la Maison Truffite Avenue Russe 44, Espace du Tout,
                    Parice a rizotto a papaja a żytto
                    A propinquos
                • ktul.shystalker Wilka Orkiestra Widelcem Po Owcy 26.01.04, 08:44
                  Napisała Matka:
                  > pyszności, pysznaję, popełniliście, że aż mi żal, że nie ja.

                  Żal Matki należy koić. Zatem tu:
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10322&w=10377217
                  rozwarłem wargi wątku, w którym miałbym coś do wyszeptania, ale miast tego, aż
                  popełni za mnie Szprota poczekam. W ten sposób Matce skończy się użalanie, a
                  mnie będzie policzone (choć nie w statystyce). Do akcji zapraszam Maginiak, że
                  i do niej żal się adresował.

                  Skoro po jednym głębszym zastanowieniu:

                  Czemu mam być tak, że jedni z Warszawy jadą do Łodzi a drudzy z Łodzi do
                  Warszawy? Czy nie byłoby piękniej, żeby nie trzeba było jeździć, rano wstawać?
                  I jedni, i drudzy by się wyspali, a nieunikniony większy deficyt kolei
                  wpisaliby w (przedmenopauzalne) koszty przyszłych okresów i po krzyku
                  (dziewczynka czy chłopiec?).
                  Czemu - skoro chciałbym coś napisać jak inny surrealista – to nie mogę, i mnie
                  też jest żal, bo on(a) sam(a) napisze – a drugiemu nie da, jak po Andach
                  luzyjski pies ogrodnika? Dajcie sobie pisać za innych. Wyzbądźmy się nick
                  ciemnego przywiązania do własnego ego.

                  Oczekuję reperkusji pięknej za przydybne.
                  • szprota Zatem drodzy siostry i drogie bracia... 26.01.04, 11:27
                    ...nie skasowałam dziś kanaru.
                  • maginiak Owcy z widelca okrzyki: "Pomocy!" 27.01.04, 10:09
                    ktul.shystalker napisał:
                    Dajcie sobie pisać za innych. Wyzbądźmy się nick ciemnego przywiązania do
                    własnego ego.
                    Oczekuję reperkusji pięknej za przydybne.

                    Przydybłam tego tematu na WueNu. Dębieją mi włosy a palce stają leszczem na
                    myśl. Nie pomożecie?
                    • aard Dobrze kombinujesz. Kombinuj sama. 06.02.04, 14:27
                      maginiak napisała:

                      > Przydybłam tego tematu na WueNu. Dębieją mi włosy a palce stają leszczem na
                      > myśl. Nie pomożecie?

                      Kombinuj dziewczyno, nim twe wdzięki przeminą...
                      • maginiak Ale wróżką nie jestem:-) 06.02.04, 16:00
                        Poza tym aardzie, uwierz mi: przyjemniej kombinować we dwójkę. Spróbuj
                        wreszcie, a na pewno Ci się spodoba!
                        Kto sam kombinuje, ten leszcz :-p.
                        • aard Re: Ale włóżką nie jestem:-) 12.02.04, 11:55
                          maginiak napisała:

                          > Poza tym aardzie, uwierz mi: przyjemniej kombinować we dwójkę. Spróbuj
                          > wreszcie, a na pewno Ci się spodoba!

                          Skoro tak namawiasz... A jak to się robi?

                          > Kto sam kombinuje, ten leszcz :-p.
                          Na te słowa uśmiecham się błogo.
                          • maginiak Re: Ale włóżką nie jestem:-) 12.02.04, 12:14
                            aard nie wie
                            > jak to się robi?

                            Skoro tak, to tłumaczę:
                            Polega to na tym, że musisz wziąć dwużyrafizm i zatoczyć nim błędne koło
                            fortuny stąd do san marino. Tam będzie na Ciebie czekał surreDalizm oraz jego
                            nadzieje płonące. I one Ci już powiedzą co dalej.
                            • aard dzięki :-))) 12.02.04, 16:10
                              Z San Marino to już z górki :-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka