lolik2 tak... 14.03.05, 08:10 niewątpliwie coś mi się śniło... niewątpliwie było to nader skomplikowane tylko co to było?... Odpowiedz Link
h8red A ja dzisiaj 14.03.05, 09:45 rzucałem do siebie toporami. Taka zabawa jak to w zwyczaju mieli Wikingowie. Chyba nawet przeżyłem :))) Odpowiedz Link
huann Huann nie poleca 14.03.05, 23:18 spałem godzinę, pracowałem - 10. i to nie był sen, niestety. Odpowiedz Link
maginiak To było straszne i wyglądało to tak 15.03.05, 09:47 Do mojego mieszkania wtargnął kolega z podstawówki, Mariusz S. wraz ze swą mamą rodzicielą. Przeszukiwali mieszkanie w przekonaniu że mnie tam nie ma. Obserwowaliśmy ich z Yavoriusem z ukrycia i gdy w „odpowiednim czasie” ich nakryliśmy zaczęli się tłumaczyć że oni wcale nie chcieli i właściwie to niczego nie szukają jeno zwiedzają. Zaczęliśmy ich jednak mocno naciskać i ci, nie mając słusznych argumentów przyznali się, że zostali nasłani przez organizację założoną przez Aarda. Aard organizował bojówki walczące z osobami zaangażowanymi w ruchach społecznych, kościelnych i politycznych, czyli mniej generalnie rzecz ujmując, z tak zwanym proletariatem (?) zaangażowanym wszelako. I trzeba Wam wiedzieć, że były to bojówki par excellance a nastawienie ich do nas miłym nam nie było. Było to coś na kształt młodzieży wszechpolskiej, tyle że daleko bardziej strrrraszniejszej. Po jakimś czasie który upłynął nam w niemałym starchu nadszedł Aard w jego własnej osobie wraz ze swoją asystentką Szprotą (no jak bubcykcyk tak było!!!) i z całą świtą przeróżnego elementu który począł się panoszyć gdzie tylko miał chęć. No i tu zaczęły się już zupełnie mało przyjemne rzeczy. Otóż, moi drodzy, zostaliśmy związani, przytwierdzeni do kaloryfera i zaczęły się przesłuchania. Aard twierdził że działałam aktywnie w jakimś ruchu o którym było mi wiadomo nic a Szprota zgodnie ze swą rolą asystowała mu dzielnie, strasząc mnie czymś na kształt wierzbowej witki, że to wszystko się dobrze nie skończy. Trwało to czas jakiś i wierzajcie mi, nie było to miłe. Ja próbowałam przekonać tegoż Aarda, że to co mówi to kłamstwo i nieprawda ale ten był nieugięty i śmiał mi się w twarz. I wierzajcie mi, nie było to miłe. I tak minął dzień i minęła noc a my (bo i Yavor uwięzionym został) zaprzeczaliśmy Aardowi bez końca a Aard zaprzeczał nam i ciągle i wciąż. Jednak w końcu stało się co się stać musiało. Napłynęły informacje o naszej niewinności. No i tenże sam Aard jął się zarzekać i przepraszać, a Szprota w płacz. Ale ja byłam nieugięta. Zapowiedziałam że już nigdy w życiu nie napiszę ani jednego posta. Odpowiedz Link
huann Re: To było straszne i wyglądało to tak 15.03.05, 12:59 piękny scenMariusz dla zorganizowania Urodzin. to co kochani?? ;P Odpowiedz Link
huann to tak /Jak ze śniegiem (jest śnieg) 15.03.05, 13:19 hasło przewodnie zabrzmieć mogłoby zaś wtedy: wCielamy sny w czyny! (NaKrowyNaKrowy!!!!!!!!!!!!) eWędualnie: Czapka z Kłowy i Witka! (SłoniePaluszki!!!!!!!!!!!) Odpowiedz Link
maginiak Re: to tak /Jak ze śniegiem (jest śnieg) 15.03.05, 13:47 huann napisała: > wCielamy sny w czyny! ( ja Wam kurwawcielę!!! Odpowiedz Link
huann Re: to tak /Jak ze śniegiem (jest śnieg) 15.03.05, 13:51 maginiak napisała: > huann napisała: > > > wCielamy sny w czyny! ( > > > ja Wam kurwawcielę!!! poczuliśmy poWołanie - czy to Byk?? Odpowiedz Link
aard No to może 01.07.06, 10:49 skoro rozważamy szprotkanie w Wawie, to i scernariusz rozwazymy? Czy ktoś ma namiar na Mariusza S.? Odpowiedz Link
szprota wszystko pięknie 01.07.06, 10:55 ale zauważ, że ryzykujemy tym, że Maginiak nie napisze ani jednego posta. Odpowiedz Link
aard Wspinanie w wapieniu 16.03.05, 08:54 Rysa Trzech Andrzejów była ostatnim wyciągiem dość długiej drogi w jakichś stricte wapiennych górach (Alpy Julijskie?) i pusciła zadziwiająco łatwo. Za to wcześniej były jaja typu asekuracja z drewnianego kołka wbitego w trawę... :) ŁOJENIA!!!!!!!!!!!!!! Odpowiedz Link
aard Śniło mi się 17.03.05, 16:55 że grałem w koszykówkę przeciwko dość mocno otyłemu Bartuchowi :p Odpowiedz Link
szprota hehe 17.03.05, 19:10 trzeba skądinąd przyznać, że Bartuszysko istotnie nabrało powagi :D (ale generalnie dzierżbór dziennikarze sportowi i o.) Odpowiedz Link
aard To był długi i skomplikowany sen 22.03.05, 10:38 Niewiele pamiętam (nawet nie jestem pewien, czy śniłem go ostatniej czy poprzedniej nocy). Były jakieś kraby, dużo czarnych krabów popierdalających bokiem po piasku plaży i wysokie fale przyboju, które rozprzyskiwały nam się na głowach wplatając kraby we włosy i rzucając dziesiątki ich pod stopy. Było szybowanie w szponach wielkiego ptaka, chyba kondora i zero strachu, że upuści. Był loch w kształcie szerokiej studni (dolnej częście okrągłej wieży?) ze ścianami z otoczaków i wszędzie te pierdolone kraby. Odpowiedz Link
lolik2 Re: To był długi i skomplikowany sen 22.03.05, 11:02 ...kraby kraby cztery kraby... Odpowiedz Link
aard Niedawny sen Cioci_Lei 22.03.05, 12:38 Sala sejmowa. Nagle cała prawa strona (konkretnie wszyscy posłowe LPRu) pada na kolana przy swoich fotelach i zaczyna się modlić. A na samej górze (na koronie stadionu?) siedzi Romek G. i z zadowoleniem kiwa głową widząc ich religijny zapał. Odpowiedz Link
latajacy_rosomak ja wcale nie chcę być dziwką! 30.03.05, 20:00 Zgierska pokryta była wodą i po jej tafli można było się ślizgać z zawrotną prędkością używając dowolnej części ciała (jak na nartach wodnych ciągniętych przez motorówkę, tylko nie było ani nart, ani motorówek). W bibliotece powiedzieli mi, że rewersy realizują tylko co godzinę, więc jak oddam zamówienie o 16:05, to zrealizują mi je dopiero o 17. Później była jakaś Japonia i skakanie po dziwnym torze przeszkód w hali ciasnej jak u Kafki. A na końcu dałem anons, że oddaje się za pieniądze. W ogłoszeniu napisałem, że jestem kobietą i zastanawiałem się jak ukryć penisa. Między telefonami od przyszłych klientów zadzwoniła moja mama i zapytała się czemu to robię. Nie wiedziałem. I do teraz, cholera jasna, nie wiem dlaczego chciałem się prostytuować?! Co na to Freud? [glup!] Jak się obudziłem to się przeraziłem... Odpowiedz Link
huann mój odjechany niemiecki sen autostopowy z psuciem 05.04.05, 13:37 imobilizera: jadąc w Alpy(?)/do Rzymyu(??) z (we śnie koleżanką) Huannitą złapaliśmy na stopie w Niemczech superextrafajoską terenówkę, ale superextrafajoską naprawdę i w kolorze ciemnej butelkowej zieleni metalic. kierowcą okazał się Niemiec co płynnie mówił po polsku, w naszym wieku, strasznie ekstrasuperwertyczny i puszczający na cały regulator chyba rammstein, machający rękami i robiący różne dziwne rzeczy z deską rozdzielczą, co będzie ważne dla drugiej części snu. zapruwaliśmy autostradą do jego miasta - Norymbergi - przy wjeździe do miasta dopalał się 10-cio piętrowy albo i wyższy jeden z wielu wieżowców dla Murzynów i Arabów. nasz kierowca mówił, że to tutaj normalne, bo ich mieszkańcy obkładają sobie ściany i to od zewnątrz słomą i sitowiem, żeby po pierwsze się lepiej czuć (jak w afrykańskiej wiosce), a po drugie by mieć cieplej. wieżowce więc wyglądały trochę jak misie z filmu 'miś'. wjechaliśmy do centrum i nim dotarliśmy do jego domu (zaprosił nas na nocleg za darmo!), jego siostra, która jechała z nami rozgadała się (też po polsku), że mają wielką posiadłość pod... Darłowem i zapraszają na wczasy i przepraszają, że tu tak skromnie. było mi tak super, że po wysięściu z wozu i wejściu do mieszkania napisałem list, że się jej oświadczam i wręczyłem. kolejna odsłona snu okazała sie już nie tak piękna. otóż goszcząc nas, nasz kierowca w pewnym momencie przyniósł ze swojego wozu coś, co wyglądało na połamany przezroczysty wieszak i stwierdził żeśmy mu popsuli... imobilizer. połamali. konkretnie ja. i musimy teraz za to zapłacić. i wycenił w jeszcze markach, a po przeliczeniu wyszło... 12 000 zł. zaszokowany próbowałem tłumaczyć, że po pierwsze to on coś ciągle manipulował przy desce rozdzielczej (połamany imobilizer wyciągnął ze schowka!), a ja tylko zasłaniałem u góry przy przedniej szybie taką klapkę, żeby mi słońce nie świeciło prosto w oczy w trakcie jazdy, a po drugie przecież jedziemy stopem właśnie dlatego, że nie mamy pieniędzy! za nami poniekąd ujęła się mama naszego kierowcy, mówiąc, że skoro są biedni i jeśli zechcą się przyznać do winy, to niech jako zadośćuczynienie zapłacą podatek za cały rok za ów samochód. wynosiło to po przeliczeniu tylko 50 zł, ale nasz kierowca strasznie w międzyczasie się na nas wkurwił i powiedział, że nie ma mowy! było nam strasznie wstyd, że taki obraz narodu polskiego w niemieckim narodzie kształtujemy. jednak w tym czasie zaczęła się całonocna impreza w domu gospodarza. zrobił się pijany i sentymentalny i zaczął opowiadać jak to bez grosza przy duszy jeszcze parenaście lat wcześniej jeździł stopem nad Solinę. próbowałem go naciskać więc w kwestii niepłacenia, ale był jeszcze za mało pijany. w końcu wszyscy się popili, szepnąłem Huannicie: 'zmykamy, ale na Stuttgart!' (żeby w razie pogoni zmylić tropy - nasz kierowca wiedział, że jedziemy W Alpy/do Rzymu - a nie na zachód!), odżałowałem siostrę kierowcy, do której napisałem wszak oświadczyny i... się obudziłem :))) Odpowiedz Link
maginiak rotfl/ a oto mój ostatni 05.04.05, 14:20 Przeprowadziłam się do Łodzi do wielkiego mieszkania w starej kamienicy. Mieszkało tam jeszcze kilku studentów a każdy miał swój pokój. Właścicielka mieszkania miała do mnie nie wiedzieć czemu wielkie zaufanie i poprosiła żebym popilnowała jej dziecko bo ona idzie załatwiać sprawunki a ja się zgodziłam nie wiedzieć czemu ochoczo. Dziecko okazało się być małą ośmiorniczką. Ośmiorniczka była dość poważnie denerwująca, strasznie się cały czas miotała, była bardzo pobudzona. Chciałam ją jakoś zająć, uczyłam ją chodzić trzymając za dwa z wielu odnóży, które jak to ośmiorniczka, posiadała w ilości sztuk, niekoniecznie jednak ośmiu. Ta jednak nie dawała za wygraną i wpełzywała mi ciągle pod rękaw albo do nogawki spodni a ja musiałąm jej tam szukać. W pewnym momencie przycisnęłam ją trochę za mocno, no i wyciągnęłam. Była trochę rozmaślona i zdecydowanie mniej pobudzona. Ruszała się jednak trochę i bardzo się ucieszyłam że udało mi się ją wreszcie uspokoić :)) Odpowiedz Link
huann Sen był sylwestrowy. 09.04.05, 13:13 Sen był sylwestrowy. W noc samą, ale już po północy zostałem discdżokejem w radio. za szybą wszyscy tańczyli i byli zachwyceni, ale i tak nikt nic nie słyszał z moich zapowiedzi, bo mikrofon był popsuty. Potem zabawa się już skończyła, ale jeszcze na ulicy odstawiano „tajski taniec z szblami” polegający na rzucaniu się w strojach orientalnych (wirując jednocześnie jak derwisz) na przejeżdżające Żuki z plandekami i wbijaniu szabel w plandeki połączone ze słynnym tajskim jak mniemam okrzykiem wojennym „Kurwa, nie w Żuki, bo będą wysokie koszta!”. Odpowiedz Link
huann Sen był scifijowy. 13.04.05, 13:22 W śnie mieszkałem na niewielkiej planecie. Miała ona kilka, może kilkanaście km średnicy. Większą jej część zajmowało duże osiedle domków jednorodzinnych i rezydencji, położonych wśród zieleni na niewielkich wzgórzach, połączonych siecią uliczek osiedlowych. na skraju miasteczka stał mój domek. Miasteczkiem, czyli planetą (tereny poza miasteczkiem były pagórkowatymi pustkowiami) rządziła rada. Właśnie zbliżały się wybory, więc trwała walka wyborcza między dwoma głównymi stronnictwami. Przedmiotem zażartego sporu było (chyba z braku innych) to, czy otwierać pewną tajemniczą grotę-piwniczkę, położoną trochę za miastem. Miała ona metalowe drzwi i do tej pory nikt tam nie zaglądał, bo nikt nie potrafił tych drzwi otworzyć. Stronnictwo będące za ich otwarciem twierdziło, że jest tam na pewno coś bardzo cennego, jakaś super broń, albo historyczne dokumenty świadczące o nieznanej mieszkańcom planety początkach ich historii (a podejrzewaliśmy o założycielstwo naszej kolonii samego... S. Lema!). Stronnictwo ‘otwieraczy’ nigdy nie miało większości w radzie, gdyż drugie stronnictwo, opowiadające się za pozostawieniem w spokoju być może mrocznych i niebezpiecznych spraw ukrytych wszakże prawdopodobnie nie bez powodu zawsze stanowiło większość w radzie. Poza tym wszak nie wiadomo było jak piwniczkę można otworzyć, ponieważ wszystkie próby podejmowane po cichu przez zwolenników ‘partii otwieraczy’ kończyły się niepowodzeniem. Ja sam – pamiętam - byłem ciekaw świata, więc optowałem za otwarciem piwniczki. Tak się jednak podczas kampanii wyborczej zdarzyło, że na czele ‘partii otwieraczy’ stanął jakiś ktoś niezwykły i z wielką charyzmą, który przekonał większość mieszkańców o tym, że trzeba spróbować jeszcze raz z otwieraniem – i to przed wyborami, bo jeśli się to uda wreszcie zrobić i w środku będą jakieś niezwykłe, drogocenne rzeczy, to planeta odtąd będzie pławić się w luksusie i potędze. Podeszliśmy w kilkadziesiąt osób pod drzwi jaskini-piwniczki i po silnym szarpnięciu z głośnym zgrzytem drzwi ustąpiły. W środku dostrzegliśmy dziwny twór. Zdawał się być ożywionym światłem składającym się w swym centrum ze światła białego, a gdy zaczął powoli (jakby budząc się) wypełzać niby-mackami świetlnymi poza dotychczasowe schronienie, macki zaczęły się mienić poplątaniem czerwieni i głębokiego, ciemnego błękitu. Większość spośród zgromadzonych padła na klęczki przed owym zjawiskiem oddając mu cześć w ten sposób. Ponieważ ja byłem strasznie ciekaw, co będzie za drzwiami, więc podczas otwierania drzwi stałem tuż przy nich. Gdy się otworzyły (w moim kierunku), częściowo schowałem się za nimi. To mnie uratowało. Patrzyłem bezsilnie jak czerwono-błękitne macki wypełzając z jaskini porywają wszystkich i wrzucają w oślepiający środek potwora. Szybko wydostałem się z piwniczki jakimś bocznym wejściem i pobiegłem na miasto alarmować mieszkańców. Z piwniczki, widocznej teraz ze względu na jej niezwykłe oświetlenie w całym praktycznie miasteczku zaczęły wypełzać powoli coraz większe ilości macek ze światła. Potwór, pokrzepiwszy się po wiekach zamknięcia i niepożerania moimi towarzyszami, wyraźnie zaczął wzrastać w siłę i wielkość. Całe miasteczko zalało zmieszane, błękitno-czerwone światło, od którego ludzie zaczęli od razu źle się czuć, chorować i umierać. A potwór wyciągał coraz dalej swe macki promieniujące owym światłem i pożerał wszystkich, których spotkał po drodze. W trybie natychmiastowym zebrała się rada miasta, która postanowiła od razu przystąpić do budowy bomby atomowej, którą zamierzano zrzucić na planetę, wpierw wysyłając wszystkich mieszkańców miasta statkami kosmicznymi na bezpieczna odległość w przestrzeń. Jedyna hala produkcyjna mogąca posłużyć takim celom znajdowała się bardzo blisko siedziby potwora, więc w wielkim pośpiechu i przy ogromnym poświęceniu ewakuowano sprzęt i elementy hali na miejsce najbezpieczniejsze, a więc na antypody piwniczki, gdzie w pośpiechu zaczęto konstruowanie bomby. Tymczasem ja przemykałem uliczkami miasteczka od cienia do cienia, unikając jak tylko można było niebezpiecznej poświaty i starając się dotrzeć do domu, na szczęście dość oddalonego od centrum nieszczęścia, aby zaalarmować rodziców. Dotarłem do celu, nacisnąłem domofon i... się obudziłem, bo niestety to w rzeczywistości ktoś dzwonił domofonem do mnie. Odpowiedz Link
lolik2 ja bym miała dylemat 13.04.05, 13:42 czy ciąć czerwony czy niebieski kabelek??!! Odpowiedz Link
huann Re: ja bym miała dylemat 13.04.05, 13:45 to nie były kabelki! to były takie macki ze światła! z przyssawkami jak u świecącej ośmiornicy! Odpowiedz Link
maginiak Następny proszę! 28.04.05, 09:58 Uczestniczyłam w obrzędowym przyjęciu na cześć afrykańskiego wodza. No i raz obserwowałam ceremonię w telewizorze, a raz byłam na miejscu, czyli też w telewizorze. Czarni tańcowali kowianeczka, szczególnie zaś ów wódz tańcował a co czas jakiś się oblizywał. Wódz obracał się w kółko po lewej stronie platformy znajdującej się na wysokości około metra nad wielkim wiklinowym koszem - platforma była właściwie czymś na kształ trampoliny o szerokości dwóch metrów. Po jakimś czasie, kiedy już się wytańczono do woli, na platformie zaczęto układać ludzkie głowy, które jednakowoż mimo odcięcia dopływu krwi (lub czasopism) niestety nadal żyły. Panikowały te głowiny strasznie i przewracały oczami, bo już biedniuchne wiedziały co je za chwil kilka czeka. Otóż wódz miał je skonsumować, z okazją czy bez. Głowy się głowiły jak by tu zwiać a ja zachodziłam w głowę jak to do cholery możliwe, że takie rzeczy pokazują w telewizji - była to bezpośrednia trasmisja na żywo a głowy sobie nadal żyły i nadal rozglądały się w panice swymi zamglonymi oczami. I wkrótce dokonał się finał. Człowiek w stroju kata począł wrzucać krzyczące wniebogłosy głowy do kosza a następnie polewać je krwią, żeby one lepiej temu wodzu smakowały. No i się obudziałam, zaraz jak bajka się skończyła. Odpowiedz Link
huann dni temu parę miałem kościelny sen ślubny [N4R(?)] 17.05.05, 01:34 i to jeszcze nim się dowiedziałem o koń-kurach yaviniacznych! można zadem stwierdzić, że był to sen (na szczęście tylko! - patrz dalej) częściowo proroczy, zwła szcza, że polegał na mszy i wszystko byłoby jak na obrazku, gdyby nie to, że wszyscy miast siedzieć na twardych drewnianych ławach kościelnych - siedzieli na indywidualnych białych porcelanowych miskach klozetowych wyściełanych po obwodzie miękuchną różową gąbeczką. zadem każdy też musiał mieć opuszczone gatki, ale zado mógł się opierać o klapę. poza tym było całkiem zwyczajnie, więc właściwie gdyby nie te szcze góły powyższe, sen mógłby zostać (s)pu szczony w niepamięć... śnijcie więc Wy-dalej o bis kupach na stolcu!:D Odpowiedz Link
h8red A mi się dziś śniło 17.05.05, 12:24 że się obudziłem. I cóż... faktycznie tak było. Odpowiedz Link
aard aardowi w Hoellentalu się śniło, 29.05.05, 18:34 a trzeba wam wiedzieć, że był tam siedem nocy chudych i siedem nocy tłustych, Wiele Kobiet. Nie wszystkie się śniące kobiety pa-mięta. Na pewno była wśród nich Kotbert. Była też jedna była, ale taka, co jej aard nie kojarzy, kto to. W każdym razie siedział sobie u niej aard w mieszkaniu i mu się zachciało kupę. No to usiadł w kibelku, a tu się okazuje, że kibelek jest połączony z salonem i mama_byłej nakrywa stół do obiadu, wszyscy zasiadają do jedzenia i mówią, żeby sobie aard na tym kibelku nie przeszkadzał. No dobrze, ale jak tu dupę podetrzeć??! Odpowiedz Link
szprota jakieś takie kurwa to zakręcone 31.05.05, 12:32 najpierw Aard mi przysłał esemesa, bardzo długiego zresztą, że bardzo przeprasza, ale może się ze mną umówić tylko do świnksa, ale na polowanie wybierze się sam, żebym go źle nie zrozumiała, ale celem polowania nie jest to, żebym się na nie wybrała razem z nim, strasznie dużo było tych wyjaśnień niepotrzebnych i przestałam je czytać w połowie, a potem się umówiłam z przyjaciółkami z liceum i Soszka mnie jak zwykle wkurwiła i miałam wyrzuty sumienia, że palę przy Dagmarze, która miała już strasznie duży brzuch i była w szóstym miesiącu ciąży (rzeczywiście jest w tymże), chociaz ona zapewniała, że mogę, a w miedzyczasie się zeszłam z Maćkiem i było nam dobrze w uszku. Odpowiedz Link
aard Owczrek Agipski wyjaśnia 31.05.05, 12:43 Oczekujesz od aarda tłumaczenia się. Nadaremno. Odpowiedz Link
szprota nadinterpretujesz 01.06.05, 01:25 ewidentnie sumienie cię gryzie ja od Aarda tłumaczenia nie oczekuję, bo ja jestem inteligentna dziewczyna i dużo sobie umiem wytłumaczyć sama :P Odpowiedz Link
huann przez chwilę, gdy przysnąłem 01.06.05, 09:51 śnił mi się 'Critical Error On My PC'. padł twardy dysk, który po owegóż wyjęciu okazał się być dynamem rowerowym. Odpowiedz Link
aard Oglądałem pornola 01.06.05, 10:21 leżąc na łóżku wśród naręczy kwiatów i owoców egzotycznych (uczta a la Neron) wraz z ciekpłokwristym i przelewającym się stworzeniem w kształcie w przybliżeniu ryby naturalnych rozmiarów, które na mnie nalegało. Odpowiedz Link
lolik2 w następnym odcinku 01.06.05, 10:50 Profesorek Nerwosolek spotka Ryba Wieloryba Odpowiedz Link
huann Podbijam Kotu Sennę, a przy okazji... 04.06.05, 11:18 ...jechałem pociągiem przez ogromne lasy do Kijowa. byłem tak głodny, że zjadałem różnokolorowe piłeczki kauczukowe, które w smaku były jak owocowe żelki, ale zdecydowanie bardziej łykowate. Odpowiedz Link
kotbert W takim razie 04.06.05, 12:12 Śniły mi się upiory. Też inne rzeczy i zdarzenia, ale one nie mają znaczenia. Najgorsze było to, że co jakiś czas wchodziłam do mojego pokoju i zanim weszłam, zawsze widziałam czyjś cień, a potem się okazywało, że zawsze w tym samym miejscu ktoś stoi. wyglądali jak normalni ludzie, ale to były osoby, które już dawno umarły. ale udawałam przed sobą i nimi, że wierzę, że jeszcze żyją, jak się rozpoznało osobę i powiedziało coś miłego, to wychodziła i już więcej nie wracała. za którymś razem stała tam kobieta, której nie rozpoznałam, stała i stała i patrzyła, a potem jej twarz zaczęła się wykrzywiać w okropną maskę i poszła w stronę drzwi. wtedy z innego pokoju wyszedł jeszcze jeden cień i się okazało, że to moja mama - ona też jest upiorem. uświadomiłam sobie, że w takim razie też nie żyje i w tym momencie się na szczęście obudziłam. o 6 rano :/ Odpowiedz Link
aard WOW 04.06.05, 13:27 ja poproszę taki sen. Tylko trochę wcześniej, żeby po przebudzeniu jeszcze ciemno było... Odpowiedz Link
kotbert chętnie 04.06.05, 14:21 odstąpię ci gratis te okropieństwa z całą ich sugestywnością Odpowiedz Link
szprota Re: Ayrton Senna poleca 04.06.05, 12:41 a ja miałam skriny z koncertu Lecha oglądanego z ramion Mirosława :) Odpowiedz Link