kotbert sen mojej mamy 05.06.05, 16:44 mama miała sen. śniło jej się, że była wojna i że siedziałam z nią i jakimś kolesiem w aucie i on dał mamie odbezpieczony granat do potrzymania, a potem odbezpieczył drugi i wetknęliśmy je w jakiś mur, żeby go rozsadziły, a potem zaczęliśmy bardzo szybko uciekać tym samochodem. zajechaliśmy pod jakiś most i tam był taki pusty plac, jakby krańcówka tramwaju. mama i ja wysiadłyśmy, a ten koleś próbował przejechać samochodem przez jakiś rów z wodą i utknął na drugim brzegu i nie mogliśmy uciekać tym samochodem. mama miała ze sobą pierzynę. potem przyszli niemcy i powiedzieli, że zaraz przyjedzie tramwaj dla niemców i że oni będą strzelać do ludzi na ulicach, więc mamy iść wzdłuż tramwaju. mama się bała, że nas aresztują, bo ma pierzynę, ale ten koleś co był z nami powiedział, że jak ktoś się zapyta o pierzynę to powie, że jedziemy na wakacje. potem szliśmy wzdłuż tych torów, ale nie było tramwaju, więc szliśmy dość szybko, aż doszliśmy do jakiegoś ruskiego obozu. byli tam ludzie ubrani w ruskie mundury, a na środku stała wielka pomalowana na czarno kolumna z napisem po rusku "chwała leninu", na czubku było oczywiście popiersie lenina. jak doszliśmy do kolumny to zaczęli nas gonić ludzie w czarnych mundurach, mama spanikowała, że nie zdąży uciec, bo przecież ma kołdrę pod pachą i wtedy się obudziła. Odpowiedz Link
szprota jeb 06.06.05, 00:22 w nieuchwytny sposób ten sen przypomina mi sen mojej podstawówkowej przyjaciółki, która wyprowadziła swojego krokodyla na spacer i ponieważ krokodyl mitrężył, bardzo się denerwowała, że nie zdąży przez niego do szkoły, a była klajstra z histry. Odpowiedz Link
huann Re: czy coś w tym złego? /ni? 07.06.05, 18:44 gorsze może być tylko niespanie. tak jak dziś. a jak już wreszcie przysnąłem, to sen miałem taki, że po 7 piwie nie powiem, bo by mnie wylali (pozostałe 6) kto da więcej?? Odpowiedz Link
huann Re: gadać łatwo 07.06.05, 21:48 nie powiem, bo sen dotyczył jednej ze znanych nam wszystkich osób wobec której zachowałem się po frojdowsku. nie kontynuować?? Odpowiedz Link
szprota fiu fiu 07.06.05, 23:03 nie wiem, jak państwo, ale ja zaczynam snuć domysła, czy przez żołądek do frojda... Odpowiedz Link
maginiak Dzisiaj to mi się śniło 08.06.05, 09:45 Byłam na ślubie znajomych. I tu są dwie opcje zakończenia. W jednej z nich budzę się rankiem następnego dnia w domu moich rodziców i zdaję sobie sprawę, że zaraz po ślubie poszłam do domu i zapomniałam pójść na wesele i dać prezent. Zaczynam snuć plan jak by tu się wytłumaczyć, chcę się między innymi wślizgnąć cichcem na dogorywające weselisko i udawać że nic się nie stało ale koniec końców stwierdzam że najlepiej będzie jak się prześpię z tym problemem - co natychmiast czynię z rozkoszą. W drugiej opcji snu zostaję na weselu i tańczę na scenie z jakimś starym dziadkiem a potem z jeszcze innym facetem a wszyscy goście biją brawo i szczerzą w uśmiechu zęby. Po zejściu ze sceny okazuje się, że wesele jest muzułmańskie. Idę wzdłuż sali a pod oknem siedzi mnóstwo dziewczyn, siedzą na parapecie a stopy trzymają w ażurowych skrzynkach, próbują wciskać do tych skrzynek ręce przez ciasne kratki, żeby założyć buty. Nie mogą położyć tych stóp na skrzynce i założyć spokojnie butów, bo muszą je ukrywać (te stopy) przed muzułmańskimi facetami, których objawiło się nagle całe mnóstwo. Muzułmanie łażą po sali w której siedzą dziewczyny, a przed nimi (tymi Muzułmanami) idzie zawsze kilku facetów niosących wielką planszę, mającą ukryć przed nimi (tymi Muzułmanami) wdzięki stóp dziewcząt mozolących się nad założeniem na te stopy butów. Zobaczywszy całą akcję próbowałam się wymknąć z sali, żeby w spokoju założyć sobie buty, ale przy wyjściu przechwycił mnie jakiś nieznajomy koleś i przekonywał żebym to zrobiła bo później będę żałowała że straciłam taką okazję, że to naprawdę wyjątkowa sprawa i że zdarza się raz w życiu. No więc uległam. Ten posadził mnie na parapecie a kilku innych kolesi z wielką planszą podeszło do mnie i zaczęło instruować jak plansza działa. Po naciśnięciu guzików plansza miała zwiększyć swoją objętość i dzięki temu spełnić swą ochronną funkcję. Ja zaczęlam naciskać nie te guziki co trzeba i plansza zaczęła się zmniejszać w zawrotnym tempie aż całkowicie uszło z niej powietrze. A ja zostałam bez butów na tym parapecie. No i potem to się działo! Odpowiedz Link
lolik2 ach, dzis mam dobry dzień, to napiszę 11.06.05, 17:47 sniły mi sie kazamaty, lochy, podziemia, tunele, przejścia, korytarze, piwnice bardzo malownicze Odpowiedz Link
huann Re: ach, dzis mam dobry dzień, to napiszę 12.06.05, 02:36 lolik2 napisała: > sniły mi sie lochy, koryta rze rze na co to?! Odpowiedz Link
lolik2 rze 12.06.05, 19:34 sza pochowała skarby w tych lochach! trzeba je przerobic na zgrabne szyneczki Odpowiedz Link
aard krawaty wiąże, usuwa ciąże 15.06.05, 09:47 Byłem z wizytą u dość odległej rodziny (u której z wizytą bywać, dodajmy, bardzo nie lubię i nie bywam). Rodzina mieszka (we śnie i w realu też) w dwupokojowym mieszkaniu w składzie: teściowie (po siedemdziesiątce), rodzice (przed czterdziestką) i ich siedemnastoletni syn. Wizyta była składana z okazji faktu, że moja kuzynka zaszła w drugą ciążę (było to jednak owiane jakąś tajemnicą, bo wszyscy się strasznie wokół tego tematu czajnikowali). Na początku wywiązała sie - nie wiedzieć czemu - rozmowa na temat mojego scyzoryka wielofunkcyjnego. Podsumowałem ją nieco lekceważąco zdaniem jak_w_temacie i zorientowałem się, że chyba właśnie palnąłem niezłą gafę. Na to starsza pani wzięła mnie na bok i konspiracyjnym szeptem, robiąc miny na wzór faceta z wiertarą z "Nic śmiesznego" powierdziała zezując nad drzwi wejściowe: "Bo my tu mamy nowy alarm..." Obudziłem się zlany potem. Odpowiedz Link
agga12 Re: krawaty wiąże, usuwa ciąże 15.06.05, 14:30 w takich sytuacjach niezastąpione wydaje się być koło gospodyń wiejskich - tańczy, śpiewa, recytuje, daje dupy i gotuje..:) Odpowiedz Link
huann Re: W takich sytuacjach wybieram prostsze wyjście 15.06.05, 15:15 obudzić się zbudzić się obudzić się to takie jest banalne /lech/ Odpowiedz Link
aard W moich snach wciąż Warszawa... 22.06.05, 10:06 Najpierw chciałem się przekraść do Mordoru. Mordor mieścił się na trzecim piętrze warszawskiego socrealistycznego budynku w stylu szpitala Kopernika tylko nie aż tak wysokiego. Na szóstym i ostatnim piętrze tego samego budynku mieścił się oddział położniczy szpitala, więc pomyślałem, że przed Mordorem pojadę na szóste piętro windą odwiedzić przyjaciółkę, która tam leży. Poza tym stwierdziliśmy z Wiedźmunem, że może schody z góry do Mordoru będą słabiej strzeżone niż wejścia od strony wind. Odwiedziliśmy przyjaciółkę, pogodaliśmy chwilę o tym, że wszystkie pacjentki wokoło - jak na ostatnie tygodnie ciąży - zdecydowanie za mało ważą (na co pielęgniarka stwierdziłą, że tak, bo one się wciąż odchudzają!) i chyba zrezygnowaliśmy z wizyty w Mordorze, bo nagle znalazłem się (już sam) na przystanku tramwajowym w Warszawie. Patrzę, a tu na przystanku tego samego tramwaju w przeciwnym kierunku stoi... Rimma! W pierwszej chwili chciałem wyciągnąć laptopa i napisać do niej maila, ale przyszło mi do głowy, że przecież mogę podejść i porozmawiać! Więc podszedłem. Rzuciła mi się na szyję, wysciskalismy się i w pierwszych słowach swojego listu spytała "czy mam kochankę". Odpowiedziałem, że nie, a ona, że ona niestety ma chłopaka i mimo że już nie może z nim wytrzymać, to nie może też odejść, bo wtedy groziłoby mnie i jej straszne niebezpieczenstwo. Odniosłem wrażenie, że on był z jakiejś mafii, czy coś. Ciekawostką było, że rozmawialiśmy po polsku, tylko od czasu do czasu, kiedy nam się przypomniało, że ona przecież nie zna polskiego, a ja prawie nic nie pamiętam z rosyjskiego, przechodziliśmy na niemiecki. Chciałem, żebyśmy poszli gdzieś pogadac, ale ona mówiła, że nie ma czasu i poza tym boi się, że ktoś mógłby nas zobaczyć razem. Spytałem od jak dawna jest w Polsce i dlaczego w żaden sposób mnie o tym nie zawiadomiła? I wtedy się obudziłem. Jeeeeeeeeeeeść! Odpowiedz Link
szprota blogowo napiszę 23.06.05, 11:44 że sen był z gatunku nie powiem bo się wstydzę, ale podobał mi się odtwórca roli głównej ;) Odpowiedz Link
huann w dzisiejszym śnie 23.06.05, 12:18 eksplorowałem Kołdryliery aż po podu-sine ostateczne wybrzuszenie Odpowiedz Link
aard Olalala dwiekulkizgówna 23.06.05, 12:52 Zadawałem sztychy krzywą szablą w tors i w gardło pewnej osobie, do której nawet nie mogę mieć pretensji. Krwi nie było. Odpowiedz Link
aard W okolicach Wezuwiusza 24.06.05, 09:22 planowaliśmy desant w zatoce, nad którą piętrzyły się Tatry. Ale żeby lądować, to potrzebowaliśmy mieć dobrą mapę i wzwiązku z tym - wraz z Małym - próbowaliśmy ją narysować. Najbliżej brzegu były trzy wybitne szczyty, od lewej: Kapucyn, Żabi Mnich i Kyocera. Z daleka wyglądało na to, że z Kyocery da się zjechać na nartach. Odpowiedz Link
aard Legia panny! 05.07.05, 10:52 W kwadratowym pomieszczeniu wielkości średniej (może ciut większej niż średniej) łazienki gralismy w pewną odmianę koszykówki (to znaczy we śnie nazywaliśmy to "pewną odmianą koszykówki"). Naprzeciw siebie stały dwa kible i zadanie polegało na wlewaniu wódki z flaszki do kibla przeciwnika. Drużyny były trzyosobowe, jedna z tych osób siedziała wiekszość czasu na kiblu i broniła "bramki". Wygrywała ta drużyna, która miała mniej wódki w swoim zbiorniku pod kiblem po ustalonym czasie lub ta, której pierwsza skończyła się wódka we flaszkach (dlaczego nikt nie wpadł na pomysł, żeby wypić?). Odpowiedz Link
aard tupot małych nóżek (ależ sig przypasował!) 08.07.05, 09:17 Przyszło na świat Moje Dziecko. Byłem nieprzytomnie szczęśliwy i potwornie dumny, choć nie nadęty. Co ciekawe nie wiem, kto był matką - co prawda ona pojawiała się w tym śnie - byliśmy szczęśliwą rodziną, ale była to Mrs. Nobody. Po prostu nie wiem, kto. Natomiast Dziecko (cholera wie, jakiej płci, chociaż raczej chłopiec) było geniuszem. Co prawda urodziło się ze zrośniętymi powiekami i oczami lekko wypukłymi na kształt szczątkowych czułek, którymi próbowało badać otoczenia raczkując (bo raczkowało od urodzenia!), ale za to już pierwszego dnia mówiło! Produkowało cudownie bezsensowny strumień świadomości i niepowiązanych słów. Nie gaworzyło, mówiło! Jako świeżo upieczony ojciec byłem najszczęśliwszym cżłowiekiem na ziemi. Odpowiedz Link
maginiak Re: tupot małych nóżek (ależ sig przypasował!) 08.07.05, 11:12 > Jako świeżo upieczony ojciec byłem najszczęśliwszym cżłowiekiem na ziemi. Czyżby szło ku lepszemu? :-p Odpowiedz Link
lolik2 byłam w lesie 08.07.05, 11:08 z moim bratem. wyszliśmy na dość sporą polanę, a tam pełno snujących się bez sensu ludzi oraz dośc spora rzeczka. za rzeczką zauważyliśmy kilka kamieni i strasznie zachciało nam sie je mieć. ale jako że rzeczka była dość spora nie dało się przejśc. przeszlismy kawałek dalej w las i zrobiła się zima i kurwasnieg dookoła. znaleźliśmy kładkę i przeszliśmy na drugą stronę rzeczki. wróciliśmy do miejsca z kamieniami i znaleźliśmy sobie jeden naprawdę wypasiony. nagle zobaczyłam ze obok nas stoi Jacek i patrzy na mnie z ogromnym wyrzutem. pomyślałam że pewnie mieliśmy się spotkac i oczywiście zapomniałam.obudziłam się. i faktycznie, mam zadzwonić do Jacka - takie przypomnienie to dobre przypomnienie :) Odpowiedz Link
szprota to mi przypomina taki fajny sajkotest 09.07.05, 12:19 na osobowość "las, droga, przeszkoda". Jak chcecie, mogę zarzucić na wątek w blogiej świadomości i po kilku wyczerpujących odpowiedziach dokonać analizy (z naciskiem na anal) Odpowiedz Link
aard Ten test jest do niczego, moim zdaniem 11.07.05, 10:40 takie na siłę przypasowywanie. Od kiedy np. skojarzenia z wodą mają cokolwiek mówić o zyciu seksualnym? Odpowiedz Link
aard Może i surrealne, ale słabo zapamiętałem 11.07.05, 10:37 byłem w letniej (p)rezydencji prezydentów USA w Górach Skalistych. Do póżna w noc naradzaliśmy się z dwoma Bushami i Reaganem. Po polsku. Odpowiedz Link
huann wczorajszy sen krwawy 19.07.05, 09:32 śnili mi się nożownicy mieli rozczochrane rude afra na głowie z wielkimi czołami choć byli biali. bliźniacy-nożownicy się z nożami do nas wszystkich na szprotkaniach przebijali przez tłum w knajpach zarzynali wszystkich innych gości starając się nas sięgnąć. na koniec zaś snu był to jakby film z amantem i piękną coś jakby w stylu amerykańskich filmów tego typu z lat 40-tych ale w kolorze a może 50-tych takie bogartowate, ale bardziej ulizane i było to na statku i była kajuta i ja wiedziałem co tę parę w łóżku czeka bo oni byli piękni w tym łóżku i wtargnęli bliźniacy i amanta zadźgali przy drzwiach bo chciał bronić się i pieknej w odwrotnej kolejności a potem urządzili sobie konkurs rzucania nożami w nią która stała pod ścianą. no i się obudziłem w technicolorze! smutny co ciekawe ze względów estetycznych, że tacy młodzi i przystojni a tacy zadźgani. Odpowiedz Link
aard Kombajn do zbierania ludzi po szosach 03.08.05, 11:48 Powoziłem czymś w rodzaju olbrzymiego kombajnu. Ale naprawdę olbrzymiego - ze cztery metry wysokiego, szerokiego na też jakieś cztery i długiego na sześć. Pomarańczowy prostopadłościan bez tych wszystkich młockarni, co mają kombajny, ale kurwa większy od lokomotywy! Moim wehikułem kierowało się siedząc na samej górze z przodu - jak na słoniu, za pomocą skórzanego pasa. Pas trzeba było ciągnąć z wielkim wysiłkiem w lewo i w prawo, by skręcał oraz do siebie, by hamował. Napędu pojazd nie posiadał, ale nie było problemu, bo cały czas było z górki. Zjeżdżając po polskich drogach mimo olbrzymiej masy podskawiwał i kolebał się na wybojach. Bałem się, że się wywróci, bo coś podejrzanie wysoko miał środek ciężkości. Co jakiś czas doganiałem jakiś wiejski wóz, z którego w ostatniej chwili zeskakiwał woźnica, a wóz był miażdżony jak sterta zapałek pod kołami mojego Jumbo. A w pewnej chwili jechałem przez las, gdzie na brzegu szosy spali naprzeciwko siebie w śpiworach dwaj ludzie. Na widok mojego potwora wykonali przeturlanie się jak w najklasyczniejszych filmach akcji wprost spod kół w las. Oczywiście o wyhamowaniu nie było mowy - pas służył wyłącznie do stopniowego zwalniania. I ten wszechobecny hałas toczącej się piekielnej machiny... Dodam, ze śniło mi się to w nocnym pociągu z Łodzi do Krynicy. Dzierżbór!! Odpowiedz Link
huann Huann Senna poleca 03.08.05, 15:37 sen dronowy Lavinki: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=63&w=27234766 Odpowiedz Link
izakaotomita Re: Ayrton Senna poleca 07.08.05, 10:25 Sen miałem. Miałem nie żyć. W tym celu powinny się u mnie, na czwartym piętrze azbestem okładanego akademika z widokiem na przesmyk między góry (ale dlaczego góry, raj ja sobie wyobrażałem jako zwijanie przez morze, a może ten przesmyk zwodził do piekła, w każdym razie topos destynacji, nie mylić z destylacji, był dość niejasny, wysoki, kamienisty, jurny mniej z krakowska więcej częstochowski, co piszę acz nigdy w jurni ni po turni nie hasałem, no ale widziałem maczugę tego na H, na zdjęciu (i skoro o mitologie zahaczywszy: charakter tanatologiczny pań, o których będę pisał per zomerle, w dalszej części relacji, q.v., to pomieszanie nordyckie (że niby eskorta walkirii) z poplątaniem celtyckim (niby jak kto usłyszy banshee, to ma game over)) zjawić (w podstawowym tj. namacalnym znaczeniu zjawiania, tym razem nie jak duchy, choć może trochę, ale o tym w dalszej części, q.v.) tyle że ja ufałem (o naiwnie, bom w tym śnie był młody (stąd akademik!), głupi (a skąd!) czy co się wiekowi z mózgiem przypisuje), że zjawy będą wysmukłymi seksi elficzkami z miłym timbrem szmaragdowego włosu, że grzech nie iść z takimi choćby po śmierć, i spoglądałem przez lunetę, że nadjeżdżają po mnie w eleganckiej amerykańskiej limuzynie z czarnymi szybami (a miał i otwierany dach, co mnie zadziwiło (ale na krótko, bo zdałem sobie sprawę, że pełnia lata, niech ma trup przewiew w ostatniej drodze z życia), myślałem sobie, odjadę z tego świata z szykiem, ale przykręcam ostrość, i widzę: do limuzyny z wąwoziku przesmyku serpentynującego ku mnie, póki co z daleka, przypięty jest wóz, taka trójkółka, jak wóz drabiniasty na którym Janosik filmowy zajeżdżał pod hak, z łapami związanymi z tyłu, więc przeczułem, że to eskorta będzie siedzieć w wozie eleganckim, a ja będę na wozie drabiniastym, i zacząłem się buntować (jako przeciw podatkom (jak to jest, że mnie nie stać na podatki a instytucję ściągającą podatki, na które mnie nie stać stać na wiele?)) oraz zacząłem kwestionować, biegać po pokojach, czy ktoś zaprzyjaźniony ma może jaki pomysł, jak się wywinąć wysłanniczkom śmierci, ale nikt nie miał, co więcej: każdy sądził, że się konkretnie narąbałem), zrobiło mi się smutno, bo zdałem sobie sprawę, że umrę młody, głupi (a głupoty nie było szkoda, ale młodości owszem, bo tyle domniemanych lat miało być przede mną), na brzegu łóżka siadłem i płakałem (brzmi jak tytuł tandetnej książki), tymczasem wóz holujący wóz dojechał pod akademik, i już bez lunety widzę, kto wysiada, otóż, zamiast elficzek-perliczek tokujących z podtekstami, wynurzyło się komando ryczących sześćdziesiątek, a jedna postury Zofii Merle (to była szefowa) a reszta, tak z pół tuzina, postury pół Zofii Merle (nazwijmy je zomerle, że niby na wszystkie litery nie zasłużyły puszystością), a z twarzy wczesny Gierek, ondul koszmarny, i tylko ciuszki zielone przypominały mi, że śmierć ma być z irlandzka, no więc wysiadły, ale że tylko przyszły nieboszczyk (czyli ja) widział je a póki co żyjący - nie, no to portier akademika nie chciał bab wpuścić, bo ich nie widział, choć widział wozy, nawet słyszał głosy (nie chwalił się tym potem, bo nie chciał trafić nieprzypadkiem do psychiatryka, miał bowiem dużo pieniędzy a mało dzieci, które (dzieci) chętnie by go ich (pieniędzy) pozbawiły po ubezwłasnowolnieniu w ramach zarządu) i wtedy zomerle zdecydowały, że muszą się ujawnić, czary mary, było je widać, portier im otworzył, spisał dowodziki (que? como?), nawet poinformował, szczur owaki, w którym pokoju zamieszkuję (a przecież uiszczałem terminowo opłaty, więc mógł je trochę zbajerować (z drugiej strony, kto by chciał bajerować, z podtekstami, Zofię Merlę, (którą (notabene) bardzo lubię, bo jest zacna aktorka, ale co innego aktorka, co innego przespanka)), tak czy siak zomerle weszły na teren akademika (tylko szefowa się zasapała i zdecydowała nie biegać po piętrach, ale puścić dymka, na co portier przystał, bo choć palenie wzbronione, to nie każdy dymił z Zofią Merle Nie z Tego Świata (a papierosy miały filtry dłuższe niż resztę) i zaczęły mnie szukać, ja nie taki głupi, żeby siedzieć na swoim, tylko smyk, smyk po pokojach, ale się robił niepożądany rwetes (no bo jak zomerle się odkamuflowały z krainy niewidzialnych, to i mnie każdy w akademiku widział z bladą poświatą marłości na licu, i zaczynał szlochać, że za młody jestem na śmierć, lub szarpać, co w kwestii nieuregulowanych długów) a rwetes ten wskazywał jasno zomerlom gdzie się kierować, i długo trzeba było czekać na wysłanniczki śmierci, bo się zasapywały co piętro, mógłbym je jakoś ominąć, ślizgiem po poręczy, sprintem przez korytarze, ale pomyślałem, że umrę nieco później, za to też zasapany (i jak to będzie wyglądać na zdjęciu, jeszcze w gablotę dadzą foto ryja poczerwieniałego, spoconego mnie), zatem zaczekałem cierpliwie na czwartym piętrze, w grupie szlochających i szarpiących, aż, uff, uff, uff, komando doszło, o matko, nareszcie, i zaczęło eskortować do wozu (drabiniastego) a ja dalej podpytywać na schodach, dlaczegóż mam umierać tak wcześnie, a zomerle na to, że primo formalnie to jestem żywy, a secundo elfi dział analiz od okresu zadekretowanego ogólnie życia odejmuje czas żegnania się z wszystkimi, którzy chcą się ze mną pożegnać, a to może potrwać - i faktycznie, nim się ze mną cały akademik pożegnał, z czułością lub kuksańcem, języczkiem lub piąstką, to godziny pomijały (może dni? (we śnie czas działa inaczej)), w końcu dotarłem do wozu drabiniastego, wlazłem posłusznie, komando umościło się w limuzynie, i ledwie zaczęliśmy jechać, co to za jazda, trzeba było przystawać (co się okazało: koło akademika zrobił się tłum zwyczajnych ludzi, którzy mnie nie znali, ale chcieli popatrzeć na nasz nieziemski rydwan śmierci, procedura zaś była ta, że z każdym ale to każdym (znajomym czy nie) się mogłem pożegnać, a zomerle puściły w limuzynie muzyczkę dość głośno, więc nie słyszały mojego staaać!, no więc musiałem zbiegać z drabiniastego, przeganiać limuzynę, machać przed kierowcą, coby stanęła (a kierowca nie dość, że miała szyby ciemne więc widoczność ograniczoną, nie dość, że jechała wąskawym przesmykiem pod górę a to jeszcze po bokach stała kupa ludzi, tych przyglądaczy z miasta, a na jedynce silnik gasł, albo zapominała o hamulcu ręcznym, a że pod górkę, zjeżdżała, to komuś tam zdarzyło się że najechała na odcisk a wtedy trzeba było szukać lekarza, i tak dalej, same kłopoty), szefowa (Zofia Merle) orzekła, że możemy nie zdążyć na czas, więc zdecydowały się na machinację czasem - czyli wektory temporalne wydłużyły się kilkukrotnie, ale efekt uboczny machinacji był taki, że nie tylko ludzie z okolic teraźniejszości mogli się żegnać, ale też istoty z mojej przeszłości, oraz istoty z mojej przyszłości! (na przykład bileter z pociągu Krotoszyn Szczecin, co gdybym nie umarł, to może bym się udał), oraz istoty związane z moim życiem (włącznie z bajkowymi (pamiętam, że koło Wiaczesława Tichonowa stali Wilk i Zając), kolejka narobiła się upiornie długa, sznur istot wyglądał jak żywy Mur Chiński, a ja schodziłem, żegnałem się, ściskałem, obrywałem (we śnie szło szybko - ale naprawdę to dniami, tygodniami), przy czym zasada była taka, że ja, jako główny gwóźdź programu, decyduję o nastrojach, czyli jak się wzruszyłem na widok tej fajnej blondynki, którą pamiętałem z Czeskich Budziejowic, to się cały wąż wzruszał, a kiedy się zaśmiałem na widok jakiegoś urywku filmowego (tak, urywki filmowe, podobnie jak melodie, lektury itp., też były w kolejce) z Barei albo Allena, to cały tłum rechotał, a jak takiemu jednemu sprzedałem piąchę, że mi wyrwał najlepszą stronę z porno gazety (młodzi mogą nie wiedzieć, jakże trudno w PRL było o porządnego pornola (a ten mój był Mayfair (mam do dzisiaj (oczywiście tylko ze względów sentymentalnych (to znaczy nie mam (bo umarłem, chyba?))))), to cały tłum zaczynał się bić, i Zofia Merle w którymś momencie nie wytrzymała - i powiedziała, że tradyc Odpowiedz Link
izakaotomita cug dalszy 07.08.05, 10:26 Zofia Merle w którymś momencie nie wytrzymała - i powiedziała, że tradycja czy nie tradycja, mam się żegnać, jak papież albo prezydent, z wozu, machaniem łap i przesyłając całusy lub klątwy, rad-nierad musiałem się zastosować, ale że minę miałem smutną, że właśnie ograbiono mnie z przywileju, zomerle ustaliły naprędce że na pocieszenie wolno mi zrobić trik specjalny, mianowicie mogłem wybrać jedną osobę po którą rydwan śmierci zajedzie w następnej kolejności, i ja nie bardzo widziałem, kogo wybrać, ale zomerle się uparły, że muszę a bo inaczej bym wnosił skargę, że się nie zbilansowało, podważał śmierć z racji proceduralnych a sądy wiadomo działają jak działają, czyli nie działają, no to mój wzrok padł na Jamesa Joyce'a (który we śnie był moim przyszłym instruktorem jazdy we fiacie puttano), i James Joyce miał umrzeć następny, posmutniały za grubymi szkłami okularów, na co zomerle dopiero się wściekły, bo Joyce już nie żył (w tym śnie (bo w ogóle to żyje wiecznie), trudno więc uśmiercać go po raz drugi, ale ja się uparłem, że właśnie on, no to Zofia Merle orzekła, że ona przejmuje kierownicę, bo musi pędem! zajechać do wyższego szefostwa, dopytać co z tym fantem, więc wygoniła zomerle z limuzyny, kazał odczepiać hol, bab reszcie wysiadać, i pognała w góry, miażdżąc widzów na zakręcie, a ja stałem na wozie drabiniastym z resztą starych elfic i zakładaliśmy się kiedy to się wreszcie skończy, bo nawet jak na sen robiło się przydługo i przynudnawo, a więc trudno mi powiedzieć jak i czym się sprawa zakończyła (no, że umrę, to akurat mam gwarantowane), wynikało ze snu jasno, że gdybym nie musiał żegnać się z połową świata, to miałbym czas, by pożyć dłużej, a na budziku była 6:12, niedziela, słońce, zimno, out. Odpowiedz Link
huann Re: Ayrton Senna poleca 15.08.05, 11:38 śniły mi się Duże Bijące Kobiety mężczyzn. na szczęście były po naszej stronie! Odpowiedz Link
aard Kurwa, miałem ostatnio tyle zakręconych snów, że.. 19.08.05, 14:28 żadnego nie pamiętam :// Odpowiedz Link
aard A dzisiaj 20.08.05, 19:07 jeździłęm po jakichś podziemiach na deskorolce (a w realu nie umiem) i nawet wychodziły mi niewysokie skoki (na przykład na krawężnik), oglądałem też trochę na telebimie mecz w hokeja pomiędzy Polską a Białorusią, a w przerwach między jeżdżeniem i oglądaniem dokarmiałem Huann. Odpowiedz Link
lolik2 kurwa. 22.08.05, 08:25 Niemcy we Wro - trochę jak Ku-Klux-Klan, trochę jak rycerze. Zagonili wszystkich do pieców i spalili. Mnie też zagonili. Przed spaleniem uratował mnie budzik. Odpowiedz Link
aard Mielonka z mielonką, mielonką, mielonką i mielonką 25.08.05, 09:59 Pani w sklepie spożywczym przygotowywała mi kanapki z grubej pajdy świeżego chleba z konserwą tyrolską i przysmakiem śniadaniowym. Mniaaaam... :p A potem byłem w sejmie na przemówieniu Leppera, to znaczy wiedziałem, że to był Lepper, ale wyglądał zupełnie inaczej, z rysów twarzy podobny nieco do Jana Tomaszewskiego, a nieco do Jana Kaczmarka (satyryka, nie kompozytora), ale znacznie znacznie chudszy od Tomaszewskiego i znacznie wyższy od Kaczmarka. Miał też czarną aureolę włosów wokół całej twarzy (wraz z buuujną i rozczochraną brodą). A mówił od rzeczy, ale nie pamiętam, co :/ Odpowiedz Link
mag.gie gorączka wyborcza... 26.08.05, 10:39 Aard i ja postanowiliśmy załozyć własną partię polityczną. Brakowałao nam tylko odpowiedniecgo kandydata na prezydenta. W światku polityczno- medialnym krążyła plotka iż idealnym prezydentem byłby Jan Tomaszewski, jakże znany i lubiany w towarzystwie seksuologów- piłkolog. I my postanowilismy go zwerbować... Doszły nas słuchy, iż Pan Jan prowadzi lekcje "z życia w rodzinie" w pobliskim gimnazjum. Żeby sie dostać do tej szkoły musiałam się czołgać przez rurę o dużym przekroju (całe szczęście!). Aard siedział na lekcji jako szpieg, a ja gadałam o wszystkim i o niczym z moja siostrą. Odpowiedz Link
szprotaard Wow! Kogo my tu mamy :)) 26.08.05, 10:52 Witaj w Rezerwacie! Niech Ci materace miekkimi będą, a brak klamek nie doskwiera :))) PS. I więcej tych narkotyków, nie żałuj sobie! :ppp Odpowiedz Link
mag.gie Re: Wow! Kogo my tu mamy :)) 26.08.05, 16:21 Riki tiki, narokotyki? Ole ole, alkohole;) Odpowiedz Link
aard gorączka forumowa... 26.08.05, 10:58 a ja dziś wyśniłem, że pod nickiem Mag.gie na forum tak naprawdę ukrywał się jakiś obleśny facet pokroju i wyglądu Asassello. Nie mogłem tego zrozumieć, bo przecież znam i - co tu ukrywać - troszkę lubię prawdziwą, jak najbardziej i stuprocentowo kobiecą Mag.gie. Ale niedługo się głowiłem, bo potem brałem udział w konkursie forumowym w radiu: kto prawidłowo odpowie na pytanie, jaka forumowiczka chciała wyjechać na weekend deo Wrocławia w nagrodę jedzie z nią. Odpowiedziałem prawidłowo, że Szamanka (czy Szymonka, czy jakoś kurwapodobnie) i wygrałem bilet kolejowy do... Paryża. Wyraźnie było napisane na bilecie Champs Elysees :)) Ale poczułem taką ekscytację przed zbliżającą się podróżą (!), że aż się obudziłem :pp Odpowiedz Link
zamek niby esemes, ale zawsze 26.08.05, 17:08 wczoraj, od właścicielki mojego mieszkania "Panie Sławku, czy z mieszkaniem wszystko dobrze? Miałam sen, że pękły rury i zalało całą kuchnię..." Odpowiedz Link
aard Tak bardzo stęskniłem się za Wiedźmunem 31.08.05, 11:08 że bez uprzedzania kogokolwiek pojechałem do Londynu. Znalazłem się na północy miasta, w okolicy stacji metra Walthamstow, wsiadłem w Victoria Line i mijając stacje Czerwieńsk (!) i Wrzesieńsk (!!) jechałem ku centrum. Po chwili do pociągu wsiadł mój kuzyn Maciek ze swoim ojcem, wcale się mojemu widokowi nie dziwiąc i zaproponował mi, żebym wysłał SMSa z jego komórki, skoro moja się popsuła. Nie miałem pojęcia, że moja się popsuła, ale jak ją wyjąłem, to faktycznie - nichu ja nie chciała zadziałać. Kilka stacji dalej (metro jechało cały czas na powierzchni) wsiadł... Wiedźmun. Miał krótkie ciemne włosy (może nie bardzo krótkie, był trochę "zapuszczony", ale gdzie mu tam do siebie w realu!) i w ogóle był do siebie niepodobny. Ale stwierdziłem, że to na pewno on, kiedy powiedział, że mi przypierdoli, skoro zapomniałem, że ma imieniny 3 lutego :) Podczas całej tej jazdy maszynista metra siedział sobie w swojej kanciapie na początku pociągu i - kierując nim - grał na manuale wielkich kościelnych organów. Bardzo ładnie grał. Odpowiedz Link
huann a propos pociągów - miałem dzis taki sen: 31.08.05, 11:12 mialem sen ni to statku z którego wysiadało się po drabince nieledwie sznurkowej bardzo niebieskiej na nabrzeże i wsiadało już po płasku z peronu do b. supernowoczesnego pociągu złożonego z mikrosegmentów (dzięki temu brał jak żaden zakręty!) w kolorze matowego złota (czyli żółty ;0) ) a był to ten sam obiekt który wypływał/wyjeżdżał na b. prestiżową wyprawę badawczą na bodaj biegun południowy i ja byłem pełnoprawnym członkiem tejżre ekspedycji! w pociągu był wagon warsa, gdzie b. drogie ale i przepyszne kanapko- jakieśplacuszki z obfitym farszem sprzedawano! piękny w sumie sen :) Odpowiedz Link