Dodaj do ulubionych

Wersja polska em kej prodakszyns, tekst...

    • aard Najśmieszniejszy kawał świata 09.09.03, 14:49
      ERNEST PISMAK : (zapisuje kawal) W pokoju jest pelno mleczarzy, niektorzy z
      nich sa bardzo starzy... (gniecie i wyrzuca karte)
      NARRATOR : Oto Ernest Pismak, tworca kawalow. Za chwile wymysli najzabawniejszy
      kawal swiata i w konsekwencji umrze ze smiechu.
      (napisal najzabawniejszy kawal swiata i po chwili umarl ze smiechu!!!!)
      NARRATOR : Kawal okazal sie zabojczy. Nikt nie mogl go przeczytac i przezyc.
      Matka Pismaka, zaniepokojona halasem, weszla do pokoju i znalazla kartke, ktora
      uznala za list pozegnalny. (Matka przeczytala kawal i po chwili umarla za
      smiechu. Pojawia sie kilka czarnobialych scen z wojny) ... tymczasem trwala
      wojna, dzielni brytyjscy chlopcy walczyli ze Szwabami, zas ich dowodcy
      poszukiwali nowej broni, zeby ostatecznie zniszczyc przeciwnika... i chyba
      znalezli ja tutaj. W tym malym domku w Kansington. Byl to kawal tak zabojczy,
      ze nawet uzbrojone po zeby oddzialy nie mogly mu sie oprzec.
      (Uzbrojone po zeby oddzialy przybyly po kartke z kawalem)
      NARRATOR : Doswiadczenia na rowninie Silen potwierdzily skutecznosc razenia
      kawalem do 50 jardow.
      (Dwoch zolnierzy odslania kawal, ktory jest napisany duzymi literami. Trzeci
      zolnierz czyta go z duzej odleglosci. Po przeczytaniu pada nie zywy na ziemie.
      Dwoch dowodcow stoi w bunkrze, sa poza zasiegiem kawalu.)
      DOWoDCA 1 : Fantastyczne.
      DOWoDCA 2 : Przez cala zime 43 roku, nasi antykawalowo zabezpieczeni tlumacze
      pracowali nad niemiecka wersja kawalu. Dla wiekszego bezpieczenstwa kazdy
      opracowywal tylko jedno slowo. Jeden przypadkowo zobaczyl dwa slowa i spedzil
      kilka tygodni w szpitalu, lecz poza tym incydentem wszystko przebiegalo
      pomyslnie i juz w styczniu 44 roku dysponowalismy kawalem niezrozumialym dla
      naszych oddzialow przeznaczonym dla Niemcow.
      NARRATOR : ...i tak 8 lipca 44 roku w Ardenach Niemcy uslyszeli kawal po raz
      pierwszy.
      ZOLNIERZ ANGIELSKI : Do kawalu!
      (Zolnierze angielscy czytaja glosno kawal w wersji niemieckiej. Niemieccy
      zolnierze konsultuja miedzy soba interpretacje kawalu)
      NARRATOR : Dzialanie kawalu bylo zabojcze.
      (Angielscy zolnierze biegna do ataku, zamiast broni maja kartki z kawalem.
      Czytaja kawal. Niemcy po chwili umieraja ze smiechu)
      NARRATOR : Niemcy poniesli straszliwe straty.
      (Szpital niemiecki. Zolnierze pokladaja sie ze smiechu)
      NARRATOR : Byl to fantastyczny sukces, co najmniej 80.000 razy wiekszy niz
      kawal uzyty przed wojna w Monachium. Hitler nie potrafil mu sprostac!
      (Kilka scen czarnobialego filmu)
      HITLER : Moj pies stracil nos.
      ZOLNIERZE NIEMIECCY : A co z wechem.
      HITLER : Smierdzi okropnie.

      KONIEC
      • korowiowek Re: Najśmieszniejszy kawał świata 09.09.03, 16:43
        A znasz AArdzie mój ulubiony skecz o tym jak mafia przyszła do jednostki
        wojskowej wymusić haracz?
        • aard Ken Wywietrznik 10.09.03, 09:51
          Niestety, tego, co Pan zamawiał, to nie ma. Ken Wywietrznik może być?

          NARRATOR : Oto Ken Wywietrznik - wielka biala nadzieja brytyjskiego boksu. Po
          trzech walkach i tylko dwoch wyrokach, menedzer Kena jest pewien, ze Ken moze
          zmierzyc sie z olbrzymim Amerykaninem, Satelita 5.
          Englebert Humperdinck - menedzer : Najwieksza zaleta Kena jest prawie calkowita
          glupota.
          NARRATOR : Kazdego ranka Ken przebiega 47 mil ze swego domku z dwiema
          sypialniami i osmioma lazienkami, szescioma na gorze i dwiema na dole, do
          rzadowego osrodka badan nad pestycydami w Shortend. Nikt nie wie po co.
          ZONA : Ken to czlowiek bardzo lagodny. Domator. Gdy jeden z jego patyczakow
          nabawil sie infekcji kolana, Ken nie spal przez cala noc. Nacieral go mascia
          insektobojcza i tlukl jego glowka o stol.
          Pani Nellie Wentylacja - matka : Byl slicznym dzieckiem, zawsze milym i
          uprzejmym. Dbal o swoja mamusie. Wcale nie wygladal na czlowieka zdolnego
          zamienic przeciwnika w krwawa mase plujaca zebami i kawalkami dziasel na ring,
          ktory stawal sie pieklem tamtego i miejscem chwaly Kena.
          NARRATOR : Kazdego ranka o godzinie trzeciej Ken budzi sie w swoim
          trzypokojowym domku w okolicach Erwing i zaraz wraca do lozka, bo jest o wiele
          za wczesnie. O siodmej Ken wstaje, bierze szybki prysznic, robi sobie masaz,
          wklada dres i wraca do lozka. Kazdego ranka o 7:50 trener Kena przebiega 13000
          mil ze swojej dwupokojowej przybudowki w Bangkoku, zeby go obudzic.
          TRENER : Zazwyczaj budzilem Kena ciosem lomu w tyl glowy, jednak ostatnio
          zauwazylem, ze miejsce to jest zbyt daleko od jego mozgu. Teraz wiec budze go
          zabijajac mu metalowego cwieka.
          NARRATOR : Codziennie na sniadanie Ken kladzie talerz z watrobka i bekonem pod
          krzeslem, a sam zamyka sie w kredensie.
          MENADZER : Ken ma wiele umyslowych problemow ze sniadaniami. Wine za nie ponosi
          niewielka czastka mozgu znajdujaca sie w jego czaszce. Gdy ja usuniemy, Ken
          stanie sie calkiem normalny.
          NARRATOR : Prawdziwy trening zaczyna sie o 8:30. Ken wraca do lozka, a trener
          go budzi. Kazdego ranka o 10:30, Ken dociera do wyimaginowanej sali
          gimnastycznej. Czasem jest nia sklep ze slodyczami, czasem czyjes mieszkanie
          prywatne, dzisiaj to szpital. Na obiad Ken kuca na poboczu drogi i wciera sobie
          zwir we wlosy. Obiad nie trwa dlugo. Ken szybko staje na nogi i wraca do lozka.
          Jego trener musi przebiec 49000 mil ze swojego szesciopokojowego podwojnego
          domku z dwiema sypialniami w Kyoto, zeby go zbudzic.
          TRENER : Czesc. Kiedy Ken pograzy sie w glebokim snie, mozna go zbudzic tylko w
          jeden sposob - odpilowujac mu glowe.
          NARRATOR : Ale jaki jest na ringu? Ten dynamit w ludzkim ciele, ten potezny,
          szarzujacy byk. Spytalismy o to jego partnerke sparingowa i ukochana z
          dziecinstwa, Morrine Spencer.
          MORRINE : Mysle, ze jesli Ken zamarkuje cios prawa, uderzy lewa i przejdzie do
          natarcia, w trzeciej rundzie rozwali przeciwnikowi oko, a w szostej rzuci go na
          mate.
          NARRATOR : Przeciwniczka Kena we wtorkowym starciu bedzie Petuella Wilcows -
          dziewczyna z Birmingham, ktora zarabiala na zycie stenotypia, a w 68-ym
          przeszla na zawodowstwo. Lubi robic na drutach i sluchac Cliffa Richarda. Jak
          widzi swoje szanse w walce z Kenem?
          PETUELLA : Jestem leworeczna i to powinno go zaskoczyc, szczegolnie, ze ma
          klopoty z mozgiem.
          SEDZIA RINGOWY : Wasze lordowskie mosci, panie i cala reszta. Po mojej prawej
          rece, z miejscowosci Raygate w hrabstwie Kent, mistrz wagi ciezkiej, terefere,
          barabara, patataj pan Ken Wywietrznik! (Slychac wielka wrzawe na trybunach.) A
          po mojej lewej rece, panna Petuella Wilcows.
          (Podczas walki widac tylko nieustannie probujaca sie podniesc dziewczyne,
          ktorym to probom staje na drodze Ken Wywietrznik ze swoim prawym prostym.)
          NARRATOR : Boks to wspanialy sport. Uczy samoobrony. Nawet boks musi miec swoje
          granice, ale jesli oboje sa w formie, nie widze nic zlego w tym, ze zdrowy,
          rosly mezczyzna tlucze na smierc mala uczennice. To dzieje sie szybko i cieszy
          oczy.
          KONIEC

          PS. Mario, ja nawet nie kojarze tego skeczu o mafii w jednostce wojskowej.
          Znasz moze jego tytul albo masz go zgola gdzies nagranego?
          aA
          Rd
    • szprota1 Znalazłam takie cacuszko na FH. 13.09.03, 14:33
      Powinno tu pasować.
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=384&w=1957905
    • aard Komunistyczny quiz 15.09.03, 09:40
      Typowy quiz telewizyjny, czterech zawodnikow za kontuarami z przyciskami.
      PREZENTER : Dobry wieczor. To naprawde niezwykly wieczor w historii telewizji.
      Mamy wielki zaszczyt goscic w naszym studiu Karola Marksa, tworce wspolczesnego
      socjalizmu i autora "Manifestu Komunistycznego"... Wlodzimierza Ilicza
      Uljanowa, lepiej znanego swiatu jako Lenin, przywodce rosyjskiej rewolucji,
      pisarza, meza stanu i ojca wspolczesnego komunizmu... Che Guevare, przywodce
      kubanskich partyzantow... i Mao Tse-Tunga, przewodniczacego Chinskiej Partii
      Komunistycznej od 1949 roku. Pierwsze pytanie do Karola Marksa. Mloty. Jaka
      angielska druzyna pilkarska nosi przydomek "Mloty"?
      (Marks nie ma pojecia)
      Trudno. Nie masz szczescia, Karolu. Twoja kolej, Che. Che Guevara. W ktorym
      roku Coventry zdobylo ostatnio Puchar Anglii? Nie wiesz? Pytanie kieruje do
      pozostalych.
      (Wszyscy milcza)
      Nie dziwie sie, ze nie wiecie. Coventry nigdy nie zdobylo Pucharu Anglii. Tak
      wiec przy rownym stanie punktow zaczynamy druga runde. Lenin, wchodzisz za
      dyche. Na corocznym festiwalu rockowym w Jarocinie w 1989 roku zwyciezyl pewien
      zespol z Warszawy. Jaki to zespol? Zwyciezca Jarocina w roku 1989. Kto wie?
      Nikt?
      (Mao sie zglasza)
      Slucham, Mao Tse-tung?
      MAO : Closterkeller?
      PREZENTER : Tak, zgadza sie! Bardzo dobrze. Przechodzimy do konkursu z
      nagrodami. Zawodnikiem jest Karol Marks, a glowna nagroda ten wspanialy komplet
      wypoczynkowy. Karol wybral pytania z zakresu robotniczej kontroli srodkow
      produkcji. Zaczynamy - pierwsze pytanie. Zdenerwowany?
      (Marks potakuje)
      Rozwoj przemyslowego proletariatu jest uwarunkowany jakim innym rozwojem?
      MARKS : Rozwojem przymyslowej burzuazji. (oklaski)
      PREZENTER : Tak jest, Karolu. Jestes juz w drodze do kompletu. Pytanie drugie.
      Walka klasowa to jaka walka?
      MARKS : Polityczna. (oklaski)
      PREZENTER : Zgadza sie! Ostatnie pytanie i ten niematerialistyczny komplet
      bedzie twoj! Gotow? Dzielny z ciebie zawodnik. Kto zdobyl Puchar Anglii w 1949
      roku?
      MARKS : Robotnicza kontrola srodkow produkcji? Walka miejskiego proletariatu?
      PREZENTER : Nie. Wolverhampton Wanderers zwyciezyli Leicester 3:1.

      KONIEC
      • keridwen Re: Komunistyczny quiz 15.09.03, 09:48
        :))))
        • keridwen Re: Komunistyczny quiz 15.09.03, 09:58
          kleszczyn jeszcze od keri...
          aard znasz sie na naprawie tego czegos grajacego u mojej siostry?
    • aard Krew, Zniszczenie, Smierć, Wojna i Horror 16.09.03, 09:53
      GOSPODARZ PROGRAMU : Dobry wieczor. Witam panstwa w kolejnym wydaniu programu z
      cyklu "Krew, Zniszczenie, Smierc Wojna i Horror". Potem bedziemy rozmawiac z
      czlowiekiem, ktory uprawia dzialke, lecz naszym pierwszym gosciem jest
      czlowiek, ktory porozumiewa sie wylacznie za pomoca anagramow.
      GOSC : Tka sejt.
      GOSPODARZ PROGRAMU : Bawi to pana?
      GOSC : Wioczyscie kaj barnajdziej.
      GOSPODARZ PROGRAMU : Jak pan sie nazywa?
      GOSC : Hamrag, Hamrag Yattlem.
      GOSPODARZ PROGRAMU : Cieszymy sie, ze nas pan odwiedzil Grahamie. Skad pan
      pochodzi?
      GOSC : Bemcarland.
      GOSPODARZ PROGRAMU : Cambreland?
      GOSC : Gazdza sei.
      GOSPODARZ PROGRAMU : Podobno opracowuje pan dziela Szekspira w wersji
      anagramowej.
      GOSC : Tka, tka sejt. W ejt wichli rapocowuje "Nieskporomie cyzlosni".
      GOSPODARZ PROGRAMU : "Poskromienie zlosnicy" Williama Szekspira?
      GOSC : Nei, Wallimia Repsziska.
      GOSPODARZ PROGRAMU : Co pan juz opracowal?
      GOSC : "Dajw dzemlenteni ze Wrony", "Rokl Real", "Kiepuc Newecki".
      GOSPODARZ PROGRAMU : A "Hamlet"?
      GOSC : "Mahlet"? "Cby bola nei cby, oto sejt antypie"?
      GOSPODARZ PROGRAMU : A co potem?
      GOSC : Rol Kyszard Trzeci.
      GOSPODARZ PROGRAMU : Slucham?
      GOSC : "Oniak, oniak, lokrestwo az oniak".
      GOSPODARZ PROGRAMU : No tak, "Rol Kyszard". Ale to nie anagram, tylko gra
      polslowek!
      GOSC : Chcesz sie pan czepiac, to caluj mnie gdzies!
      KONIEC
    • finneznam A kto ma? A kto ma? A kto ma?... 16.09.03, 10:54
      ...skrypt (oryginalny) And Now For Somthing Completely Different?
      oraz oryginalną a tym bardziej polską (beksińską?) wersję: Hollywood Bowl?
      Rzeczy te są mnie konieczne w celach słownikotwórczych. A więc poważnych. (Chachachachachachachacha!)
    • aard Kulisy sądu 07.10.03, 11:07
      (Kulisy sadu. Bohaterowie to typowe osobniki spedalone)
      SEDZIA 1 : Mialem dzis parszywy poranek w sadzie. Moglbym tupac nozkami w rytm
      jak ci radcy nawijaja.
      (przebieraja sie)
      SEDZIA 2 : Wiem kochany, sprzeciw tu, sprzeciw tam.
      SEDZIA 1 : A ten sympatyczny policjant tak plynnie przedstawial dowody. Mial
      piekny glos. Po chwili moglem juz tylko se walic.
      SEDZIA 2 : Co takiego?
      SEDZIA 1 : Walic mlotkiem. Odwalilem swoj numer z cyklu: "cisza w sadzie".
      Gdyby tak wzrok mogl zabijac, oskarzyciel wyladowalby w kiciu na 30 lat! A
      tobie jak poszlo?
      SEDZIA 2 : Calkiem niezle. Uzylem swojego meskiego glosu. ( zmienia glos)
      Przysiegli musza zrozumiec! Byli zachwyceni. Przewodniczacy zaczal na mnie
      zerkac.
      SEDZIA 1 : Na prawde?
      SEDZIA 2 : Tak, tak. Diabelek!
      SEDZIA 1 : To ten wysoki z tym wielkim....?
      (pod toga ma zielony, jaskrawy podkoszulek)
      SEDZIA 2 : Stalem sie stanowczy. Czyny tych niegodziwcow naruszaja spokoj
      naszej spolecznosci, a pelny wymiar kary ledwie dorownuje ich ohydnym zbrodniom
      i potrzasnalem sobie peruka, (potrzasa sobie peruka, efekt piorunujacy)
      odrobinke, ale efekt byl piorunujacy.
      SEDZIA 1 : No jasne. Jak wtedy, gdy wystapilem w prazkowanej todze...
      KONIEC SKECZU

      DALSZA CZESC SKECZU
      SEDZIA 1 : Ucieszylem sie kiedy zniesli kare przez powieszenie. W czarnym
      kapturze bylo mi nie do twarzy.
      SEDZIA 2 : A pamietasz ten proces o zdrade stanu w Glasgow?
      SEDZIA 1 : Tak bylem wtedy w ponczochach. Fajna byla wtedy impreza! Wyszedles
      wtedy z tym ogromnie meskim woznym.
      SEDZIA 2 : Wplynal na moje stosunki ze wspolwinnym.
      (pojawiaja sie litery koncowe)
      SEDZIA 1 : Na moje tez. Po jednym posiedzeniu pojde z kazdym. A co powiesz o
      tej woznej Anderson?
      (wyciagaja szminki i sie maluja)
      SEDZIA 2 : Uwziela sie na mnie, ze to niby wydaje lagodne wyroki! Jak w tej
      sprawie o podpalenie.
      SEDZIA 1 : Jaki byl werdykt?
      SEDZIA 2 : Woleli brazowa peruke.
      SEDZIA 1 : Uwielbiam szkockie sady, tam to maja ostra lawe przysieglych.
      SEDZIA 2 : Wlasnie! Wracaj na miejsce dla swiadka. Zaraz ci pokazemy!
      SEDZIA 1 : Swiadek dostaje w zadek!
      SEDZIA 2 : ....i tak dalej.
      SEDZIA 1 : Uzywales kiedys klonowego olejku?
      SEDZIA 2 : Przelecialem wczoraj urzedasa w Dathlow.
      SEDZIA 1 : Dzis podczas obiadu czulem sie tak jakby mnie ktos przelecial.
      Uwielbiam ten glos czytajacy na koniec odcinka liste plac.
      SEDZIA 2 : To znaczy wersja polska i tak dalej?
      SEDZIA 1 : Tak, wersja polska M. K. Production, tekst Tomasz Beksinski, a teraz
      moga panstwo zmienic program, za chwile wyniki meczu.
      KONIEC
    • aard Kupowanie łóżka 17.10.03, 15:52
      Sklep meblowy.
      MAZ : Chcemy kupic lozko.
      SPRZEDAWCA 1 : Zaraz zawolam kolege. Panie Verity!
      SPRZEDAWCA 2 : Czym moge sluzyc?
      MAZ : Chcemy kupic lozko. Dwuosobowe, za jakies 50 funtow.
      SPRZEDAWCA 2 : Niestety najtansze lozko kosztuje 800 funtow.
      MAZ : 800 funtow?!
      SPRZEDAWCA 1 : Panstwo pozwola, ze wyjasnie. Pan Verity ma sklonnosc do
      przesady, wiec kazda liczbe mnozy przez 10, poza tym jest zupelnie w porzadku.
      MAZ : Rozumiem... (Zwraca sie do Sprzedawcy 2) A wiec najtansze lozko kosztuje
      80 funtow?
      SPRZEDAWCA 2 : Tak jest, 800 funtow.
      MAZ : A czy jest szerokie?
      SPRZEDAWCA 2 : Szerokosc... 60 stop.
      MAZ : (Do zony.) 6 stop. A dlugosc?
      SPRZEDAWCA 2 : Dlugosc? Lambert! Jaka jest dlugosc wersalki luksusowej?
      SPRZEDAWCA 1 : 2 stopy.
      MAZ : 2 stopy?!
      SPRZEDAWCA 2 : Wszystko, co powie pan Lambert musza panstwo pomnozyc przez
      trzy. To silniejsze od niego, poza tym jest zupelnie w porzadku.
      MAZ : Przepraszam...
      SPRZEDAWCA 2 : Skoro powiedzial, ze lozko ma dwie stopy dlugosci, znaczy to, ze
      naprawde ma 6 stop.
      MAZ : Rozumiem.
      SPRZEDAWCA 2 : Nie wliczajac materaca.
      MAZ : A ile on kosztuje?
      SPRZEDAWCA 2 : Lambert wszystko panstwu powie. Lambert! Pokaz tym 20 milym
      klientom psia bude.
      MAZ : Psia buda?! Nam chodzi o materac!
      SPRZEDAWCA 2 : Do pana Lamberta trzeba mowic "psia buda", bo jesli powiedza
      panstwo "materac", wlozy sobie torbe na glowe. Poza tym jest zupelnie w
      porzadku.
      MAZ : (Do Sprzedawcy 1.) Chcielibysmy obejrzec psie budy.
      SPRZEDAWCA 1 : Psie budy?
      MAZ : Tak, chcemy zobaczyc psie budy.
      SPRZEDAWCA 1 : Dzial zwierzecy jest na drugim pietrze.
      MAZ : Zle pan zrozumial. Nam chodzi o PSIE budy.
      SPRZEDAWCA 1 : Tak. Dzial zwierzecy, drugie pietro.
      MAZ : Tak naprawde nie chodzi nam o psie budy, ale panski kolega powiedzial...
      SPRZEDAWCA 1 : Co panstwu wmowil tym razem?
      MAZ : Zebysmy mowili "psia buda" zamiast... "materac". (Sprzedawca 1
      natychmiast wklada sobie papierowa torbe na glowe.)
      SPRZEDAWCA 2 : Powiedzial pan "materac"?
      MAZ : No... troche.
      SPRZEDAWCA 2 : Przeciez prosilem, zeby nie wypowiadal pan tego slowa. Bede
      musial stanac w tym pudle. (Wchodzi do pudla, zaczyna spiewac. Wchodzi
      Sprzedawca 3.)
      SPRZEDAWCA 3 : Ktos powiedzial "materac" do pana Lamberta? (Sprzedawca 2
      pokazuje na malzenstwo. Sprzedawca 3 wchodzi do tego samego pudla i tez zaczyna
      spiewac. Po chwili Sprzedawca 1 zdejmuje torbe z glowy.)
      SPRZEDAWCA 2 : Powinien byc znowu normalny, ale niech pan po prostu, niech pan
      nie mowi...
      MAZ : (Do Sprzedawcy 1.) Chcielibysmy obejrzec psie budy.
      SPRZEDAWCA 1 : Na drugim pietrze...
      MAZ : Nie nie. Chodzi nam o te (Pokazuje na materac.) psie budy.
      SPRZEDAWCA 1 : Materac?
      MAZ : (Podskakuje.) Tak.
      SPRZEDAWCA 1 : Skoro mial pan na mysli materac, czemu pan tego nie powiedzial?
      Skad mam wiedziec, ze mowiac "psia buda" ma pan na mysli materac? Czemu nie
      powie pan "materac"?
      MAZ : Przeciez wlozyl pan na glowe torbe, kiedy powiedzialem "materac"!
      (Sprzedawca 1 znow wklada papierowa torbe na glowe.)
      MAZ : (Sprzedawca 2 wchodzi do pudla. Wchodzi Sprzedawca 4.)
      SPRZEDAWCA 4 : Ktos powiedzial "materac" do pana Lamberta?
      SPRZEDAWCA 2 : Dwukrotnie!
      SPRZEDAWCA 4 : (Do kamery.) Ktos dwukrotnie powiedzial "materac" do pana
      Lamberta! (Wszyscy spiewaja.)
      SPRZEDAWCA 2 : Musi nas byc wiecej!!
      (Za chwile widac plac sw. Piotra, tysiace ludzi spiewa te sama piesn.)
      SPRZEDAWCA 1 : (Zdejmuje torbe.) Czym moge sluzyc?
      ZONA : Chcemy kupic materac. (Sprzedawca 1 znow wklada torbe na glowe.)
      SPRZEDAWCA 2 : Dlaczego to powiedzialas?
      ZONA : Bo to moja jedyna kwestia!
      SPRZEDAWCA 2 : Ale nie musialas jej wypowiadac!! (Wszyscy zaczynaja
      podskakiwac.)
      KONIEC
    • b00g13 Re: Wersja polska em kej prodakszyns, tekst... 17.10.03, 17:49
      what is your quest?

      "boks to wspaniały sport. uczy samoobrony.nawet boks musi mieć swoje granice,
      ale jeśli oboje są w formie, nie widzę nic złego w tym, że zdrowy, rosły
      mężczyzna tłucze na śmierć małą uczennice. to dzieje się szybko i cieszy oczy."

      what is your favorite colour?


      niiii
      niii
      niiii
    • finneznam Aardzie, Luudzie! 17.10.03, 21:07
      Ponowię apel:
      www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=4910332&a=8001889
      Potrzebne mi to (omal)zawodowo, w sieci nie wynalazłem.
      Jesli nie macie, dajcie znak. Jeśli macie, dajcie. Pls.
    • aard Mechanik rowerowy 03.11.03, 13:57
      GLOS : Ten czlowiek nie jest zwyczajnym czlowiekiem. To F.G. Superman.
      Niewyrozniajacy sie niczym wsrod innych, bogobojnych obywateli. Jednak F.G.
      Superman ma podwojna osobowosc. W naglym wypadku, w kazdej chwili, w kazdym
      miejscu gotow jest stac sie... MECHANIKIEM ROWEROWYM!
      SUPERBOY : Uszkodzony rower! Tam! Na drodze!
      SUPERBOY : Hmmm. To chyba zadanie dla Mechanika Rowerowego... ale jak sie
      przebrac nie zdradzajac sie?
      PIERWSZY SUPERMAN : Gdyby tu tylko byl Mechanik Rowerowy!
      SUPERBOY : Chwileczke. Chyba wiem, gdzie go szukac. Patrzcie tam!

      (BLYSK!)

      WSZYSCY SUPERMANOWIE : Mechanik Rowerowy! Ale skad sie tu wzial?
      PIERWSZY SUPERMAN : Patrzcie... czy to makler?
      DRUGI SUPERMAN : Majster budowlany?
      TRZECI SUPERMAN : Koscielny?
      WSZYSCY SUPERMANOWIE : Nie! To Mechanik Rowerowy!
      SUPERMAN : O rany! Mechanik Rowerowy! Dzieki, ze przybyles! Patrz!

      (BRZEK! SRUB-SRUB! SKRET! DMUCH-DMUCH! ZMIANA SIODELKA)

      DRUGI SUPERMAN : Naprawia go wlasnorecznie!
      PIERWSZY SUPERMAN : Patrzcie jak tym kluczem dokreca muterke!
      SUPERMAN : Mechaniku Rowerowy, jak ci sie odwdziecze?
      MECHANIK ROWEROWY : Nie ma sprawy. To nalezy do codziennych obowiazkow...
      Mechanika Rowerowego!
      WSZYSCY SUPERMENOWIE : Nasz bohater!
      GLOS : Tak! Gdziekolwiek rowery ulegaja zniszczeniu, albo zagraza im
      miedzynarodowy komunizm, Mechanik Rowerowy wkracza do akcji gotow zniszczyc
      komunistow, zetrzec ich w proch i zdmuchnac z powierzchni Ziemi!!!
      KONIEC
    • aard Mięczaki 06.11.03, 15:56
      Slychac pukanie do drzwi, zona idzie otworzyc, za chwile wraca.
      ZONA : George?
      MAZ : Tak Leddice?
      ZONA : Przyszedl jakis pan z wasikiem.
      MAZ : Powiedz mu, ze wasik juz mam. (Zona zaczyna okladac go torebka.) Dobra,
      juz dobra! Czego on chce?
      ZONA : Pyta, czy interesuje nas program o mieczakach.
      MAZ : O mieczakach? O jakich mieczakach?
      ZONA : Mieczaki, slimaki, malze, glowonogi!
      MAZ : Aha, mieczaki... Zdawalo mi sie, ze powiedzialas "bekon". (Zona znow go
      oklada.) Dobra juz, dobra. Ile chce?
      ZONA : Zrobi to za darmo.
      MAZ : A gdzie mamy usiasc?
      ZONA : (Do Wykladowcy wciaz czekajacego za drzwiami.) Zgodzil sie!
      WYKLADOWCA : (Wchodzi z wielkim parawanem z wycieta dziura w ksztalcie ekranu
      telewizora. Widac nawet male pokretla.) Dobry wieczor. Dzis zajmiemy sie
      mieczakami. Mieczak to niepierscieniowy bezkregowiec o miekkim ciele, ktore
      zazwyczaj chroni muszla. Nalezy do najliczniejszej grupy bezkregowcow,
      ilosciowo przerastaja go tylko stawonogi. (Pokazuje wielkiego gumowego raka.)
      ZONA : Niezbyt to ciekawe.
      WYKLADOWCA : Co?
      ZONA : Mowilam do meza!
      WYKLADOWCA : W kazdym razie, typowy mieczak, na przyklad slimak, sklada sie z
      wyrostka brzusznego zwanego "noga", masy trzewiowej i skorupy nadbudowywanej od
      dolnej krawedzi plaszcza.
      ZONA : Obrzydliwosc.
      WYKLADOWCA : Co?
      ZONA : Mowilam do meza!
      WYKLADOWCA : W kazdym razie, u niektorych mieczakow, na przyklad u slimakow,
      skorupa zanika lub calkiem juz zanikla...
      MAZ : Wylacz go. (Zabiera sie za czytanie gazety.)
      WYKLADOWCA : ...Podczas, gdy u innych, na przyklad u glowonogow, glowa
      rozwinela sie w odnoza jak u osmiornicy. Co pani robi?
      ZONA : Wylaczam pana. (Kreci narysowanymi na parawanie pokretlami.)
      WYKLADOWCA : Nie podoba sie pani program?
      ZONA : Jest odrazajacy!
      MAZ : Zenujacy.
      WYKLADOWCA : Naprawde?
      ZONA : Tak. Ohyda!
      MAZ : Wstyd i hanba. Jak oni moga nadawac cos takiego?
      ZONA : Co za nudy!
      WYKLADOWCA : Nie moja wina, taki to juz temat...
      ZONA : Wiec co robimy George?
      MAZ : Dajmy mu jeszcze 20 sekund.
      WYKLADOWCA : (Mowi szybciej.) Wiekszosc mieczakow dzieli sie na trzy grupy.
      Slimaki, malze i glowonogi.
      ZONA : To wiemy.
      WYKLADOWCA : Jednak o wiele ciekawsze jest... (Zona podchodzi, by zabrac sie za
      wylaczanie...) ...zycie seksualne mieczakow. (...by szybko wrocic na miejsce.)
      Mieczak, to maly zbereznik. W jego prymitywnym mozdzku gniezdza sie tylko
      kudlate mysli.
      ZONA : Ohyda.
      MAZ : To powinno byc zakazane!
      WYKLADOWCA : Najlubiezniejszym mieczakiem jest skaloczep. Ta wiecznie
      podrajcowana bestyjka w namiotowatej skorupce zasuwa od rana do nocy. Jest po
      prostu niewyzyta! Wlasciwie nie wiem jakim cudem pani skaloczepowa znajduje
      czas na przywarcie do skaly. Jak mi idzie?
      ZONA : Ohyda.
      MAZ : Ale to o wiele ciekawsze!
      ZONA : O tak!
      WYKLADOWCA : Kolejnym rozwiazlym slimakiem jest barwinek. Ten bezwstydny maly
      rozpustnik, brzusznie napedzany nie lubi wiazac sie w pary. "Zawsze i wszedzie"
      to jego dewiza. Wyskakuje ze skorupki i jebudu.
      ZONA : A malze?
      WYKLADOWCA : Wlasnie do nich zmierzam. Wielki przegrzebek, wredny parszywy
      dupcyngiel wyuzdaniem ustepujacy jedynie pospolitej malzy jadalnej. A to
      prawdziwa dziwka, ladacznica, lafirynda, cynicznie skaczaca z lozka do lozka
      potrawa morska o sterczacych cyckach, jakby wyszla spod rubasznego piora
      Franciszka Rebelais'a. Przy niej Fanny Hill wyglada jak martwy papiez. I
      wreszcie najbardziej zdeprawowany ze wszystkich skorupiakow: trabik sfaldowany.
      To homoseksualista najgorszego gatunku. Ten spedalony brzuchonog, zboczony
      skorupiak, mizdrzacy sie mieczak, ta odrazajaca, nadeta, wymiekla ciota
      otchlani wywoluje u mnie mdlosci!
      ZONA : Ma pan takiego?
      WYKLADOWCA : Mam!
      ZONA : Zabijmy go! Paskuda.
      MAZ : Bedzie mial nauczke. (Skacza po rzuconym na podloge mieczaku.) Dziekujemy
      za bardzo ciekawy program.
      WYKLADOWCA : Nie ma za co.
      ZONA : Byl bardzo sympatyczny. Dobranoc.
    • aard Mielonka 07.11.03, 11:04
      KLIENT 2 : Dzien dobry.
      KOBIETA ZA LADA : Dobry.
      KLIENT 2 : Co dzis jest w jadlospisie?
      KOBIETA ZA LADA : Jajka na bekonie, jajka na kielbasie i bekonie, jajka z
      mielonka, jajka na bekonie z mielonka, jajka na bekonie z kielbasa i mielonka,
      mielonka z bekonem, z kielbasa i mielonka, mielonka z jajkiem, mielonka,
      bekonem i mielonka, mielonka z mielonka, mielonka, jajkiem i mielonka, mielonka
      z mielonka, mielonka, mielonka, prazona fasola, mielonka i mielonka, albo homar
      z krewetkami, w sosie ksiezycowym z truflami i brandy, na tym jajko sadzone i
      mielonka.
      KLIENT 1 : A jest cos bez mielonki?
      KOBIETA ZA LADA : Mielonka z jajkiem, kielbasa i mielonka. Tam nie ma za duzo
      mielonki.
      KLIENT 1 : Nie chce zadnej mielonki!
      KLIENT 2 : Prosze jej podac jajko z bekonem, mielonka i kielbasa.
      KLIENT 1 : Ale tam jest mielonka!
      KLIENT 2 : Nie tyle ile w mielonce z jajkiem, kielbasa i mielonka.
      KLIENT 1 : A moglabym dostac jajko z bekonem, mielonka i kielbasa, ale bez
      mielonki?
      KOBIETA ZA LADA : Co to ma znaczyc?!
      KLIENT 1 : Ja nie lubie mielonki!
      Wikingowie w chorze : Mielonka, mielonka, to wspaniala przekaska!!
      KOBIETA ZA LADA : Stulic mordy! Cisza!! Nie moge podac jajka z bekonem,
      mielonka i kielbasa BEZ mielonki!
      KLIENT 1 : Czemu?
      KOBIETA ZA LADA : Bo wtedy nie byloby to jajko z bekonem, mielonka i kielbasa!
      KLIENT 1 : Ja nienawidze mielonki!
      KLIENT 2 : Nie rob afery kochanie. Zjem twoja mielonke, ja ja uwielbiam.
      Chetnie zjem mielonke z mielonka, mielonka, mielonka, prazona fasola i mielonka.
      KOBIETA ZA LADA : Fasola sie skonczyla.
      KLIENT 2 : A dostane w zamian mielonke?
      KOBIETA ZA LADA : Chce pan mielonke z mielonka, mielonka, mielonka, mielonka,
      mielonka, mielonka i mielonka?
      KLIENT 2 : Tak.
      WIKINGOWIE : (Spiewaja.)
      KOBIETA ZA LADA : Mordy w kubel! Cisza!!
      KONIEC

      A stąd można ściągnąć plik mp3 z tym skeczem :-)
      Mielonka
    • izakantysemita Re: Wersja polska em kej prodakszyns, tekst... 07.11.03, 12:02
      tunkstenowe wiertła
    • aard Monolog o podróży za granicę 07.11.03, 13:15
      Wiele razy pytano mnie, czemu nigdy nie bylem za granica. Postaram sie to
      wyjasnic - w koncu nie po to jezdzi sie za granice, zeby byc pedzonym niczym
      owce z autobusu do autobusu razem z jakimis debilami. Te ich kapelusze
      slomkowe, te ich welniane kamizelki, te ich tranzystory. Wiecznie narzekaja na
      herbate i te wszystkie bary szybkiej obslugi na Majorce, gdzie sprzedaja ryby z
      frytkami, kalmary, tanie piwo i salatki warzywne. A oni siedza w tych
      bawelnianych kostiumach kapielowych i smaruja te swoje napuchniete, spieczone,
      ropiejace cielska kremem do opalania, bo sloneczko ich troche sparzylo. I te
      wszystkie hotele : "Mirra Mare", "Bella View" i "Continental" z tymi
      nowoczesnymi, luksusowymi pokoikami, z tymi plywalniami pelnymi szczynow i
      tlustych, niemieckich biznesmanow udajacych akrobatow, robiacych piramidy,
      straszacych dzieci, pchajacych sie do kolejek na krzywy ryj. Jesli nie zdazysz
      do stolika przed siodma, to tracisz talerz grzybowej lury - podstawowe danie
      miedzynarodowej kuchni. W barze w kazdy czwartek jakis cholerny kabaret z jakas
      taka pinda bez bioder i cyckow oraz stara tlusta zdzira o wlosach zlepionych
      brylantyna, z wielkim dupskiem, tanczaca flamenco dla cudzoziemcow. A raz w
      tygodniu wycieczka do lokalnych ruin rzymskich gdzie sprzedaja rozwodnione lody
      i to cieple piwo. Wieczorem zabieraja cie do typowej restauracji, w ktorej
      przesiaduja miejscowe typki. Przysiada sie jakis naprany badylarz z Luton, z
      automatycznym aparatem fotograficznym i numerem "Daily Express" z ubieglego
      wtorku. Chrzani cos o tym, ze rzad jest do niczego i iloma jezykami potrafi
      gadac Margaret Powell. W koncu zaczyna rzygac drinkami.
      A potem siedzisz przez cztery dni na plycie startowej lotniska w Luton, gdzie
      nie ma nic do zarcia oprocz standartowych kanapek, a nawet nie mozna sie napic
      piwka, bo wciaz jestes w Anglii, gdzie kazdy bar zamykaja wtedy gdy w pysku ci
      zaschnie. Dzieciaki placza, rzygaja, lamia plastikowe popielniczki a seksowny
      glos informuje cie przez megafon, ze odlecisz najdalej za godzine, choc dobrze
      wiesz, ze twoj samolot jest jeszcze w Islandii i musi wczesniej dostarczyc
      jakichs Szwedow do Jugoslawii. W koncu odprawiaja cie o trzeciej rano, a potem
      znow siedzisz godzinami w poczekalni z powodu nieprzewidzianych trudnosci, jak
      na przyklad strajk kontrolerow lotu w Paryzu. Gdy wreszcie ladujesz na lotnisku
      w Maladze, wszyscy stoja w kolejce do klopa, potem w kolejce do odprawy celnej,
      w kolejce do autobusu. Autobus jeszcze nie przyjechal, a ma cie zabrac do
      hotelu, ktorego jeszcze nie wybudowano i gdy w koncu docierasz do jakiejs
      rudery o nazwie "Hotel Lima Sol" wybuliwszy polowe oszczednosci jakiemus
      licencjonowanemu bandycie w taksowce, to nie ma wody w basenie, nie ma wody w
      kiblu, nie ma wody w kranie, tylko jakas cholerna jaszczurka w bidecie, a
      polowa zarezerwowanych pokoi jest juz zajeta, zreszta i tak nie mozna spac bo w
      sasiednim hotelu odbywa sie calonocna libacja...
      KONIEC
    • aard Myśliwi 12.11.03, 09:59
      FRANK : Jestem mysliwym od dziecka. Kocham zwierzeta, dlatego lubie je zabijac.
      Nie zabilbym zwierzaka, ktorego nie lubie. Czesc Roy.
      NARRATOR : Frank i Roy i to twardzi, nieustraszeni ludzie lasu, ktorzy
      zdecydowali sie na zycie w bezwzglednym swiecie przyrody, gdzie szanse
      przetrwanie maja tylko ci najlepiej przystosowani. Dzis poluja na komara.
      FRANK : Komar to cwana bestyjka. Tropisz takiego calymi dniami zanim go dobrze
      poznasz.
      ROY : On wie, ze go tropisz, a ty wiesz, ze on gdzies tam sie kryje.
      FRANK : To pojedynek na inteligencje. Nienawidzisz go, potem szanujesz, w koncu
      zabijasz.
      NARRATOR : Nagle Frank zauwaza tropionego komara. Teraz bardziej niz
      kiedykolwiek przydadza mu sie umiejetnosci nabyte w ciagu lat polowan. Sprawdza
      kierunek wiatru. Roy bada tropy komara... a potem... (strzelaja do komara z
      karabinu maszynowego) Udalo sie, komar nie zyje, ale Roy musi miec pewnosc.
      (Dobija komara strzelajac do niego) Nie ma grozniejszego stworzenie, niz ranny
      komar... ale na tym nie koniec. Z wielka zrecznoscia Frank oprawia komara.
      Skrzydla doroslego samca komara osiagaja cene jednej osmej pensa. Dlugi dzien
      dobiega konca, czas wracac do bazy na nocny wypoczynek. Tutaj wsrod swoich
      trofeow Roy i Frank szykuja sie do trudniejszej akcji, polowania na cmy.
      FRANK : Lece za cma w smiglowcu, zeby odciagnac ja od rac i wtedy Roy podlatuje
      mysliwcem i odpala rakiety powietrze-powietrze. Wielu pytalo nas, czemu nie
      uzywamy srodkow owadobojczych?... Gdzie jest tu duch sportu?
      NARRATOR : Dla Roya wszystko jest wyzwaniem. Od kiedy stracil lewa reke podczas
      walki z mrowka, bezustannie ryzykuje zycie w walce z malutkimi stworzonkami. W
      chwilach wolnych od pracy nasi bohaterowie najchetniej oddaja sie rybolowstwu.
      (Obaj siedza nad rzeka z wedkami w dloniach. Po chwili Frank wlacza przycisk i
      ladunek umieszczony pod woda eksploduje. Frank i Roy sa z siebie dumni.)
      Gdziekolwiek zycie rzuca wyzwanie, Frank i Roy gotowi sa stanac do walki, od
      zarania dziejow toczonej przez czlowieka z malymi, niegroznymi insektami.
      (Frank i Roy jada czolgiem, sa dumni.)

      KONIEC

      Myśliwi.mp3
      --
      Follow_the_black_widow...
    • aard Obserwator wielbłądów 13.11.03, 15:37

      REPORTER : Dobry wieczor. W dzisiejszym programie, bardzo starannie zajmiemy
      sie obserwowaniem wielbladow. Czesc.
      OBSERWATOR : Czesc Peter.
      REPORTER : Czym sie pan zajmuje?
      OBSERWATOR : Obserwuje wielblady. Rozgladam sie za wielbladami do obserwowania,
      a potem zapisuje je w swoim Notesie Obserwatora Wielbladow.
      REPORTER : Ile wielbladow juz pan wypatrzyl?
      OBSERWATOR : Do tej chwili, jak na razie, wypatrzylem prawie... prawie jednego.
      REPORTER : Prawie jednego?
      OBSERWATOR : Powiedzmy zadnego.
      REPORTER : Swietnie. Od dawna pan tu jest?
      OBSERWATOR : Od... trzech lat.
      REPORTER : Przez trzy lata nie zauwazyl pan wielbladow?
      OBSERWATOR : Tak... tylko przez trzy lata. Sklamalem, przez cztery lata, a...
      mowiac szczerze przez piec lat. Wypatruje wielbladow od siedmiu lat. Przedtem
      obserwowalem Yeti.
      REPORTER : Yeti? To na pewno bylo bardzo ciekawe?
      OBSERWATOR : Bardzo! bardzo ciekawe... prawie calkiem... To bylo nudne...
      Potwornie nudne! Boze jak nudne! Siedzialem w poczekalni dworca Waterlow. Ale
      jak zobaczysz jednego Yeti, to tak, jakbys zobaczyl wszystkie!
      REPORTER : A widzial pan wszystkie?
      OBSERWATOR : Jednego, malego, zdjecie,... slyszalem o nim.
      REPORTER : Co pan robi, gdy widzi pan wielblada?
      OBSERWATOR : Zapisuje jego numer.
      REPORTER : Wielblady nie maja numerow!
      OBSERWATOR : Maja. Trzeba tylko wiedziec, gdzie ich szukac. Z boku lokomotywy.
      REPORTER : Co?
      OBSERWATOR : A jesli to dromader, wowczas zapisuje go w rubryce z dromaderami.
      REPORTER : Po czym poznaje pan dromadera?
      OBSERWATOR : Dromader ma jeden garb, zas wielblad ma wagon restauracyjny i
      konduktora.
      REPORTER : Czy nie zajmuje sie pan przypadkiem pociagami?
      OBSERWATOR : Co?
      REPORTER : Pan obserwuje pociagi! Aaa, przestales byc zabawny...
      KONIEC
    • aard Oficjalne oświadczyny 14.11.03, 09:50
      OJCIEC : Zdaje sie, ze chce pan poslubic moja corke?
      KEN LAJDAK : A no tak, tak.
      OJCIEC : Wie pan, ze Rozamunda jest wciaz bardzo mloda?
      CoRKA : Alez tatku! Nie rob ze mnie dziecka!
      KEN LAJDAK : No jasne! Wie pan, trzeba rwac dziewuchy poki mlode!
      OJCIEC : Na pewno wie pan, co przez to rozumiem, panie...
      KEN LAJDAK : Lajdak. Ken Lajdak.
      OJCIEC : Panie Lajdak. Chce miec pewnosc, ze dobrze zaopiekuje sie pan moja
      corka.
      KEN LAJDAK : Jasne! Juz ja sie zaopiekuje! Spokojna glowa stary! Kapujesz pan?
      OJCIEC : Jaki jest panski zawod?
      KEN LAJDAK : Czyszcze publiczne kible.
      OJCIEC : Ma pan szanse na awans?
      KEN LAJDAK : Jasne! Po pieciu latach dostane szczotke! (Kaszle.) Przykro mi
      szefie, ale charknalem na dywan.
      OJCIEC : Gdzie chcecie zamieszkac?
      KEN LAJDAK : U mojej babki. Prowadzi hodowle tchorzy, ale wiekszosc sie
      udusila, wiec bedzie miejsce na stryszku. No wie pan.
      OJCIEC : Kiedy zamierzacie sie pobrac?
      KEN LAJDAK : Natychmiast stary! Od razu! Nie mialem baby od tygodnia!
      OJCIEC : Zadzwonie do biskupa i sprobuje zalatwic slub w opactwie.
      KEN LAJDAK : Cholerna sraczka...

      STRESZCZENIE:
      Ojciec panny Rozamundy wpadl w sidla niezwyklego osobistego magnetyzmu pana
      Lajdaka. Bob i Janet zjedli zlote rybki pana Thorgara podczas przyjecia w
      Oxwen. Zas malzenstwo pani Elsemore wisi na wlosku, poniewaz Doug twierdzi iz
      znalazl sie na innym poziomie swiadomosci. Lekarz potwierdzil przepukline u
      Luizy, a brat Boba, Jim przejechal wydawce tygodnika "Lancet" spieszac na
      spotkanie z Jenny w wolnych chwilach projektujaca pagody. A po drugiej stronie
      kontynentu Napoleon wciaz rozmysla nad dopalajacymi sie ruinami miasta, dla
      zdobycia ktorego przeszedl polowe kuli ziemskiej. Tymczasem Mary, pol-siostra
      Rogera, siada przed telewizorem...
      KONIEC
    • aard Ang.: 10 o papudze! 17.11.03, 13:09
      Wnetrze sklepu ze zwierzetami. Do srodka wchodzi Pan Pralinka, niosac klatke z
      martwa papuga w srodku. Podchodzi do lady, za ktora usiluje sie schowac
      sprzedawca.
      PRALINKA : Dzien dobry, przyszedlem z reklamacja...Halo! Prosze pani!
      SPRZEDAWCA : Co to ma znaczyc, "prosze pani"?
      PRALINKA : Przepraszam, mam katar. Przyszedlem z reklamacja.
      SPRZEDAWCA : Przykro mi, ale teraz mam przerwe obiadowa.
      PRALINKA : To mnie nie interesuje, kolego. Chce zareklamowac te oto papuge,
      ktora kupilem w tym oto sklepiku niecale pol godziny temu.
      SPRZEDAWCA : O tak, Norweska Blekitna. Cos z nia nie tak?
      PRALINKA : Zaraz panu powiem, co z nia nie tak. Jest martwa, ot co z nia nie
      tak.
      SPRZEDAWCA : Wcale nie, ona drzemie, niech pan spojrzy!
      PRALINKA : Sluchaj no, kolego, umiem odroznic martwa papuge od zywej. Ta jest
      martwa.
      SPRZEDAWCA : Alez skad, prosze pana! Ona tylko drzemie.
      PRALINKA: Drzemie?
      SPRZEDAWCA : Wlasnie. Niezwykle ptaki te Norweskie Blekitne. Piekne piora, no
      nie?
      PRALINKA : Upierzenie nie wchodzi tu w gre. Ta papuga jest martwa jak kamien.
      SPRZEDAWCA : Wcale nie, ona po prostu drzemie.
      PRALINKA : Dobrze. Skoro drzemie, obudze ja. (wrzeszczy do klatki) Hej, Polly!!
      Mam dla ciebie smakowite sniadanko, tylko sie zbudz, Polly!!
      SPRZEDAWCA (tracajac klatke) : O! Poruszyla sie!
      PRALINKA : Wcale nie. To pan pchnal klatke.
      SPRZEDAWCA : Nic takiego nie zrobilem!
      PRALINKA : Zrobil pan. (wyjmuje papuge z klatki i wrzeszczy do niej) Hej,
      Polly!! Polly!! (wali papuga o lade) Papuzko Polly, przebudz sie! Polly!!
      (rzuca papuge w powietrze i czeka, az spadnie na podloge) Oto, co nazywam
      martwa papuga.
      SPRZEDAWCA : Nie jest martwa, tylko ogluszona.
      PRALINKA : Sluchaj no, kolego, mam juz dosc tej komedii. Ta papuga bezwarunkowo
      nie zyje. A gdy kupowalem ja niecale pol godziny temu, zapewnial mnie pan, ze
      jej totalny brak ruchu spowodowany jest zmeczeniem po dlugim i wyczerpujacym
      skrzeczeniu!
      SPRZEDAWCA : Przypuszczalnie usycha z tesknoty za fiordami.
      PRALINKA : Usycha z tesknoty za fiordami? Co pan mi tu wciska? Dlaczego lezy
      nieruchomo na plecach, odkad przynioslem ja do domu?
      SPRZEDAWCA : Norweskie Blekitne lubia kimac lezac na plecach. Przepiekny ptak,
      jakie sliczne upierzenie...
      PRALINKA : Pozwolilem sobie dokladnie obejrzec te papuge i stwierdzilem, ze
      poczatkowo siedziala na grzedzie tylko dlatego, ze byla do niej przybita!
      SPRZEDAWCA : No jasne, ze byla przybita! Inaczej powyrywalaby prety i fru!
      PRALINKA : Sluchaj no koles... (podnosi papuge z podlogi) Ta papuga nie
      zrobilaby zadnego "fru" nawet, gdybym przepuscil przez nia 4 tysiace woltow!
      Ona spi cholernym snem wieczystym!
      SPRZEDAWCA : Wcale nie. Usycha z tesknoty.
      PRALINKA : Nie usycha, ale juz uschla! Tej papugi juz nie ma! Przestala
      istniec! Odeszla na spotkanie ze swoim stworca! To zdechla papuga! Sztywniak!
      Opuscilo ja zycie, teraz spoczywa w spokoju! Gdyby nie przybil jej pan do
      grzedy, nie wachalaby kwiatkow od spodu! Strzelila w kalendarz i spiewa teraz w
      anielskim chorze! To jest ex-papuga!
      SPRZEDAWCA : W takim razie wymienie ja panu.
      PRALINKA : (do kamery) W tym kraju trzeba sie nagadac do utraty tchu, zeby cie
      wysluchano.
      [SPRZEDAWCA szybko zaglada pod lade]
      SPRZEDAWCA : Przykro mi, ale papugi sie skonczyly.
      PRALINKA : Rozumiem. Wszystko jasne.
      SPRZEDAWCA : Ale mam slimaka.
      PRALINKA : Czy on gada?
      SPRZEDAWCA : Raczej nie.
      PRALINKA : Zamienil stryjek siekierke na kijek.
      SPRZEDAWCA : Cos pany powiem, niech wybierze sie pan do Bolton, do mojego
      brata, on prowadzi tam sklep ze zwierzetami i wymieni panu te papuge. (daje mu
      wizytowke sklepu).
      PRALINKA : W Bolton? Dobra.
      [PRALINKA wychodzi]
      [PRALINKA wchodzi do sklepu z tabliczka : "IDENTYCZNY SKLEP ZE ZWIERZETAMI W
      BOLTON", Sprzedawca wlasnie sprawdza swoje wasy (doklejone).]
      [PRALINKA oglada sie uwaznie, zdziwiony. Patrzy na wystroj sklepu i podnosi
      lezaca na ziemi klatke (ta sama).]
      PRALINKA : Przepraszam, to jest Bolton, prawda?
      SPRZEDAWCA : Nie, Ipswich.
      PRALINKA : (do kamery) Uroki kolei InterCity.
      [PRALINKA wychodzi]
      [PRALINKA znajduje sie w dziale reklamacji kolei. Podchodzi do Kolejarza.]
      KOLEJARZ : (w strone PRALINKI) Wcale nie musze tego robic!!!
      PRALINKA : Ze co prosze?
      KOLEJARZ : Jestem wykwalifikowanym chirurgiem mozgu, ale lubie byc panem
      swojego czasu...
      PRALINKA : Przepraszam bardzo, ale co to ma do rzeczy?
      KOLEJARZ : No, widzi pan, nie latwo jest zapelnic pol godziny programu...
      PRALINKA : Chcialem zlozyc reklamacje - jechalem do Bolton, a znalazlem sie w
      Ipswich!
      KOLEJARZ : Alez tu jest Bolton.
      PRALINKA : (do kamery) Sprzedawca w sklepie ze zwierzetami mnie oklamal!
      KOLEJARZ : Nie mozna winic za to Brytyjskiej Kolei.
      [PRALINKA wraca do tego samego sklepu]
      PRALINKA : A wiec jestem w Bolton!
      SPRZEDAWCA : Tak
      PRALINKA : Powiedzial mi pan, ze to Ipswich!
      SPRZEDAWCA : To byl kalambur.
      [PRALINKA oglada sie za siebie przestraszony]
      PRALINKA : Kangur?
      SPRZEDAWCA : Nie, kalambur! Taki wyraz, ktory czyta sie tak samo od przodu i od
      tylu.
      PRALINKA : Palindrom?
      SPRZEDAWCA : Tak.
      PRALINKA : To nie jest palindrom! Palindrom od Bolton brzmialby Notlob,
      niestety...
      SPRZEDAWCA : Czego pan chce?
      PRALINKA : Przykro mi, ale nie zamierzam kontynuowac moich dociekan, bo to
      wszystko robi sie zbyt glupie...
      [Wchodzi sierzant i przerywa skecz]
      SIERZANT : W pelni sie z panem zgadzam, to jest glupie, dobra, dawajcie dalszy
      ciag programu, no juz!

      ALTERNATYWNE ZAKONCZENIE 1
      SPRZEDAWCA : (wychodzac zza lady) A ja nigdy nie chcialem zostac sprzedawca w
      sklepie ze zwierzetami... Zawsze chcialem zostac... Drwalem ! (zdejmuje kitel,
      pod spodem ma czerwona koszule w krate i szelki, zaklada futrzana czapke,
      zaczyna spiewac piosenke o drwalu)

      ALTERNATYWNE ZAKONCZENIE 2
      SPRZEDAWCA : No, chyba niewiele mozemy w tej sytuacji zrobic...
      PRALINKA : No. Hm.
      SPRZEDAWCA : (patrzy na chwile na swoje stopy, robi gleboki wdech, mowi cicho)
      Pojdziemy do mnie?
      PRALINKA : No, dobra, czemu nie.
      KONIEC
    • aard Pingwin na telewizorze 18.11.03, 15:02
      Czesc pierwsza: Smierc Marii, Krolowej Szkotow

      Niewielki pokoj. Dwie kobiety sluchaja radia.
      GLOS Z RADIA : ... A teraz rozpoczynamy nadawanie nowego sluchowiska
      dramatycznego "Smierc Marii, Krolowej Szkotow". Czesc pierwsza: Poczatek.
      (rozlega sie dostojna muzyka)
      MESKI GLOS : Ty jestes Maria, Krolowa Szkotow?
      ZENSKI GLOS : Tak, jestem.
      (nastepuje seria potwornych halasow i wrzaskow, slychac uderzenia, pily
      mechaniczne, strzaly, wiertarke elektryczna). Obie kobiety sluchaja w
      skupieniu. Po chwili odglosy cichna i rozlega sie muzyka.
      GLOS Z RADIA : Druga czesc sluchowiska "Smierc Marii, Krolowej Szkotow", moga
      panstwo uslyszec juz teraz w Programie Czwartym.
      Jedna z kobiet wstaje i podchodzi do radia, przelacza je na inny program,
      ponownie siada. Z radia rozlega sie znana nam juz dostojna muzyka, a po niej
      dalszy ciag wrzaskow i halasow. Nagle wszystko zamiera.
      MESKI GLOS : Ona chyba juz nie zyje.
      ZENSKI GLOS : Wcale nie!
      Halasy i wrzaski zaczynaja sie od nowa, po chwili cichna, a z radia znow plynie
      dostojna muzyka.
      GLOS Z RADIA : Byla to druga czesc sluchowiska "Smierc Marii, Krolowej
      Szkotow", przygotowanego dla panstwa przez Bernarda Hollowooda i Briana
      Londona. A teraz Program Czwarty eksploduje. (radio wybucha)

      Czesc druga: Pingwin na telewizorze

      KOBIETA 1 : Zobaczymy, co daja w telewizji.
      KOBIETA 2 : Dobrze.
      Kobiety przestawiaja kanape, na ktorej siedza. Sa teraz zwrocone twarzami do
      stojacego w kacie pokoju telewizora, na ktorym znajduje sie nieruchomy pingwin.
      Na ekranie telewizora nie widac nic.
      KOBIETA 1 : No i co jest na tym telewizorze?
      KOBIETA 2 : Wyglada jak pingwin.
      KOBIETA 1 : Nie pytam, co stoi na telewizorze, chce wiedziec, jaki jest program!
      Kobieta wstaje, podchodzi do telewizora i naciska przycisk. Potem ponownie
      siada, podczas gdy telewizor powoli sie nagrzewa.
      KOBIETA 2 : Ciekawe, ze ten pingwin tam jest, no nie? Co on wlasciwie robi?
      KOBIETA 1 : Stoi.
      KOBIETA 2 : To widze!
      KOBIETA 1 : Gdyby tak zniosl jajko, stoczy sie ono z tylu telewizora.
      KOBIETA 2 : Musimy uwazac. Chyba, ze to samiec.
      KOBIETA 1 : Ze tez o tym nie pomyslalam.
      KOBIETA 2 : Wlasnie. To meski typ.
      KOBIETA 1 : Moze pochodzi od sasiada?
      KOBIETA 2 : Pingwiny nie pochodza od sasiada, tylko z Antarktydy!
      KOBIETA 1 : Z Birmy!
      KOBIETA 2 : Dlaczego powiedzialas z Birmy?
      KOBIETA 1 : Wpadlam w panike.
      KOBIETA 2 : Aha. A moze uciekl z ZOO?
      KOBIETA 1 : Z ktorego ZOO?
      KOBIETA 2 : Skad mam wiedziec, z ktorego ZOO? Nie jestem cholerny doktor
      Bronowski!
      KOBIETA 1 : Skad doktor Bronowski wie, z ktorego ZOO uciekl ten pingwin?
      KOBIETA 2 : On wie wszystko.
      KOBIETA 1 : Nie chcialabym wiedziec wszystkiego. Zycie straciloby tajemniczosc.
      Ale gdyby ten pingwin pochodzil z ZOO, mialby pieczatke "wlasnosc ZOO".
      KOBIETA 2 : Wcale nie. Zwierzat nie pieczetuje sie "wlasnosc ZOO"! Przybilabys
      taka pieczatke olbrzymiemu lwu?
      KOBIETA 1 : Pieczetuje sie je, gdy sa male.
      KOBIETA 2 : A jesli zmieniaja skore?
      KOBIETA 1 : Lwy nie zmieniaja skory.
      KOBIETA 2 : Ale pingwiny zmieniaja piora. Widzisz, bystrzejsza jestem od ciebie.
      KOBIETA 1 : Zejdz juz z tego pingwina.
      Na ekranie telewizora pojawia sie spiker.
      SPIKER : Minela wlasnie osma, najwyzszy czas, zeby pingwin na waszym
      telewizorze eksplodowal.
      (Pingwin wybucha)
      KONIEC
    • aard Pójdziemy do mnie? 19.11.03, 09:09
      Facet podbiega do stojacego na ulicy policjanta
      FACET : Inspektorze!
      INSPEKTOR : Hm?
      FACET : Przepraszam, ale siedzialem sobie na lawce w parku, na chwile zdjalem
      marynarke, a gdy znow ja wlozylem, okazalo sie, ze przepadl moj portfel i 15
      funtow gotowka!
      INSPEKTOR : Zauwazyl pan kogos?
      FACET : Nie, nikogo. W tym caly sek.
      Chwila milczenia
      INSPEKTOR : Chyba niewiele mozemy poradzic...
      Zarowno Facet jak i Inspektor stoja w ciszy, patrzac sie w rozne strony. Facet
      wierci noga w ziemi i patrzac w dol mowi niepewnie
      FACET : Pojdziemy do mnie?
      Chwila milczenia
      INSPEKTOR : No dobra.
      Odchodza razem

      KONIEC
    • aard Pozwolenie na rybę 20.11.03, 11:23
      Miejsce: urzad pocztowy.
      ZALATWIAJACY : Przepraszam, chcialbym wykupic pozwolenie na rybe.
      KTOS : (Pokazuje reka by udac sie do nastepnego okienka.)
      ZALATWIAJACY : (Czyta napis nad okienkiem: "Znaczki i pozwolenia", po czym
      zwraca sie do kamery.) W napisie musi byc blad. Wielokrotnie juz intrygowala
      mnie rozbieznosc miedzy tym, co napisane jest na okienku pocztowym, a tym co
      sie w nim dzieje. Jednak zachowajmy spokoj i zobaczmy, czy fortuna poblogoslawi
      mojej kolejnej pocztowej eskapadzie.
      (Podchodzi do okienka, w ktorym siedzi MP.) Dzien dobry. Chcialbym wykupic
      pozwolenie na rybe.
      URZEDNIK : Co takiego?
      ZALATWIAJACY : Pozwolenie na rybke. To rybka, Eryk.
      URZEDNIK : Skad pan zna moje imie?
      ZALATWIAJACY : Moja rybka ma na imie Eryk. Jest halibutem.
      URZEDNIK : Czym?
      ZALATWIAJACY : Halibutem.
      URZEDNIK : Pan hoduje halibuta?
      ZALATWIAJACY : Tak. Wybralem go sposrod tysiecy. Inne mi sie nie podobaly, byly
      zbyt plaskie.
      URZEDNIK : Pan jest swirem.
      ZALATWIAJACY : Nie jestem zadnym swirem! Nie musi mnie pan obrazac tylko
      dlatego, ze hoduje w domu halibuta. Podobno Sir Gerald Navaro trzymal w domu
      krewetke imieniem Simon, a jego nie nazwalby pan swirem, co? Poza tym Donna
      Perrenthort z "Rewii dla pan" hoduje malza, ktorego po zmarlym kanclerzu
      nazwala Sir Stafford. Allan Ballock ma dwa szczupaki imieniem Norman, a swietej
      pamieci Marcel Proust hodowal lupacza! Jesli autora "W poszukiwaniu straconego
      czasu" nazwie pan swirem, bede zmuszony poprosic pana na strone!
      URZEDNIK : Dobrze, juz dobrze. Chce pan miec pozwolenie?
      ZALATWIAJACY : Tak.
      URZEDNIK : Na rybe?
      ZALATWIAJACY : Tak.
      URZEDNIK : No to masz pan swira!
      ZALATWIAJACY : Przeciez ryba to zwierzatko domowe, nie? Mam pozwolenie na psa
      Eryka i na mojego kota Eryka.
      URZEDNIK : Na kota nie trzeba miec pozwolenia.
      ZALATWIAJACY : Jasne, ze trzeba do cholery i ja je mam. Jestem przygotowany na
      wszystko.
      URZEDNIK : Nie ma czegos takiego jak pozwolenie na kota.
      ZALATWIAJACY : Jest.
      URZEDNIK : Nie ma.
      ZALATWIAJACY : Jest!
      URZEDNIK : Nie ma.
      ZALATWIAJACY : JEST!!!!
      URZEDNIK : Nie.
      ZALATWIAJACY : Wiec co to jest? (Podaje mu kartke.)
      URZEDNIK : Pozwolenie na psa. Ktos skreslil slowo "pies" i olowkiem
      napisal "kot".
      ZALATWIAJACY : Facet nie mial przy sobie odpowiedniego formularza.
      URZEDNIK : Jaki facet?
      ZALATWIAJACY : Z furgonetki do wykrywania kotow.
      URZEDNIK : Do wykrywania swirow chcial pan powiedziec.
      ZALATWIAJACY : Tacy jak pan utrudniaja ludziom zycie.
      URZEDNIK : Dobra, co to za wykrywacz kotow?
      ZALATWIAJACY : Furgonetka nalezaca do ministerstwa mieszkaniowego.
      URZEDNIK : Mieszkaniowego?
      ZALATWIAJACY : Taki byl na niej napis. Mam bystry wzrok. W zyciu nie widzialem
      tylu anten! Facet powiedzial mi, ze tym sprzetem potrafia namierzyc kota z
      odleglosci 400 jardow. Eryk jest bardzo ufny, wiec poszlo im latwo.
      URZEDNIK : Ile pan za to zaplacil?
      ZALATWIAJACY : 60 funtow i 8 gwinei za robaczka.
      URZEDNIK : Jakiego robaczka?
      ZALATWIAJACY : Robaczka Eryka.
      URZEDNIK : Wszystkie zwierzaczki nazwal pan Eryk?
      ZALATWIAJACY : Nie ma w tym nic dziwnego. Kemal Tahir mial cala menazerie o
      imieniu Abdul.
      URZEDNIK : Wcale nie.
      ZALATWIAJACY : Mial. Mial i juz! Prosze bardzo (Rzuca mu przez okienko
      ksiazke.) "Kemal Tahir - zycie prywatne", napisal E.W. Swampton, przedmowa
      opatrzyl Paul Anka, strona 91.
      URZEDNIK : (Czyta.) Przepraszam pana.
      ZALATWIAJACY : Postawa godna dzentelmena. Czy teraz wyda mi pan pozwolenie na
      rybe?
      URZEDNIK : Daje panu slowo, ze nie ma czegos takiego.
      ZALATWIAJACY : W takim razie chcialbym to dostac na pismie z podpisem samego
      burmistrza.
      URZEDNIK : Ma pan szczescie! (Wchodzi burmistrz.)
      KONIEC
      • srootootoo Re: sorry 20.11.03, 20:36
        Sorki, że wrzucam to tutaj ale oni byli pierwsi i Pythonowcy nigdy nie ukrywali
        fascynacją Braćmi :-)))
        Zalałem się ze śmiechu!:-)



        Mrs. Rittenhouse (Margaret Dumont): Jesteś jednym z muzyków? Ale spodziewaliśmy
        się pana jutro.

        Signor Emanuel Ravelli (Chico): Nie mogłem przyjść jutro. To za szybko.

        Captain Spaulding (Groucho): Jesteś szczęściarą że nie przyszli wczoraj.


        Ravelli: Byliśmy wczoraj zajęci, ale pobieramy tyle samo.

        Spaulding: To jest lepsze niż odkrywanie. Ile bierzecie za godzinę?

        Ravelli: Za grę bierzemy dziesięć dolarów za godzinę.

        Spaulding: Rozumiem. A ile bierzecie za nie granie.

        Ravelli: Dwanaście dolarów za godzinę.

        Spaulding: Musisz mi coś z tego odpalić.

        Ravelli: Teraz... za próby, mamy specjalną stawkę, to jest piętnaście dolarów.

        Spaulding: Za próby?

        Ravelli: Tak, za próby.

        Spaulding: A ile bierzecie za nie próbowanie.

        Ravelli: Nie wypłaciłby się pan. Widzi pan, jeżeli nie próbujemy to nie gramy.
        I jeżeli nie gramy, to wpadamy znów na wspomniane pieniądze... Więc zobaczmy na
        czym stoimy... Wczoraj żeśmy nie przyszli. Pamięta pan, że wczoraj nie
        przyszliśmy?

        Spaulding: Tak, pamiętam

        Ravelli: To będzie kosztować trzysta dolarów

        Spaulding: Wczoraj żeście nie przyszli i to kosztuje trzysta dolarów?

        Ravelli: Tak, trzysta dolarów.

        Spaulding: Myślę, że to ma sens

        Ravelli: Teraz, dzisiaj przyszliśmy, to ..-

        Spaulding: ..to znaczy że jesteś nam winien sto dolarów.

        Ravelli: Hej, założę się że stracę na tym interesie.



        A więcej tu: www.marx.ok.wroc.pl/index/index.php
    • aard Choroba Tripshawa 24.11.03, 11:27
      PACJENT : Dzien doktor dobry. Ladny rok jak o tej porze dnia.
      DOKTOR THRIPSHAW : Prosze wejsc.
      PACJENT : Siasc moge?
      DOKTOR THRIPSHAW : Oczywiscie. Slucham.
      PACJENT : A wiec nie bawelne bede w doktora owijac. Od razu do przejde rzeczy.
      DOKTOR THRIPSHAW : Doskonale.
      PACJENT : ow wiekow neka mnie od problem. Zyc jasna nie daje mi to cholera.
      DOKTOR THRIPSHAW : Co?
      PACJENT : Mam tego wyzej uszu. Dluzej nie przyszedlem, wiec wytrzymam do pana.
      DOKTOR THRIPSHAW : Ma pan problem ze slowami?
      PACJENT : Tak, problem ze slowami. Najwyrazniej od razu mi sie
      polepszylo! "Wlazl kotek na plotek i mruga". Jestem uleczony! Pieknie dziekuje.
      DOKTOR THRIPSHAW : Rozumiem, ale mial pan problem z kolejnoscia slow w zdaniu.
      PACJENT : Najbardziej. A co gorsza na koncu zdania umieszczam zazwyczaj
      niewlasciwe rozwolnienia.
      DOKTOR THRIPSHAW : Rozwolnienia?
      PACJENT : Mowie zle slowo, bo a) nie zwracam na to uwagi i b) czasem herbate
      wycisne do kanarka.
      DOKTOR THRIPSHAW : Niech pan mowi dalej.
      PACJENT : Rozmawiam z kims, stawiam zle slowo i wychodzi na to, ze moja corka
      ma przed soba rozlegle prezerwatywy. Bardzo mnie to kurwi.
      DOKTOR THRIPSHAW : Wkurza?
      PACJENT : Jestem zazenowany ilekroc ide z zona na orgie.
      DOKTOR THRIPSHAW : Na impreze?
      PACJENT : Nie, na orgie - mieszkamy w Esher.
      DOKTOR THRIPSHAW : To oczywiste.
      PACJENT : Wiec jak mowie, to strasznie cholerne kukuryku.
      DOKTOR THRIPSHAW : Panie Barrows. Choroba na ktora pan cierpi jest tak rzadka,
      ze na razie nie wymyslono na nia nazwy. Na razie. Ale zostanie nazwana. O tak!
      Wlasnie na taka okazje czekalem! (Swiatlo przygasa robiac tajemnicza atmosfere)
      To moja zyciowa szansa! Juz ja pokaze tym chlystkom z Krolewskiej Akademii
      Chirurgii, zmusze ich, zeby zwrocili na mnie uwage! Choroba Thripshawa! Odkryta
      przez lekarza medycyny Henry'ego Thripshawa. Zaprosza mnie do
      programu "Sprawdz, czy blefuje", beda produkowali T-Shirty z moim nazwiskiem,
      zrobie z tego gre! Sprzedam prawa do produkcji filmu!
      KONIEC
    • aard Program pieniężny 26.11.03, 12:40
      Dobry wieczor. Zapraszam na program pieniezny. Dzis zajmiemy sie w nim
      pieniedzmi. Bedzie ich sporo, na filmie i w studiu. Beda poukladane w
      eleganckie kupki, porozrzucane i dzwieczace, a takze powiazane w pliki
      banknotow po 100 i wiecej. Zobaczymy drobne banknoty wypychajace portfelem
      piekne, swiezo wypisane czeki, miedziane monety upchniete w kieszeniach spodni,
      romantyczna obca walute obijajaca lub ocierajaca sie o uda w przerozkoszny
      sposob, banknoty przeslicznie wymiete i pozwijane oraz swiezutkie, namietnie
      spiete banderola o nadzwyczajnie dziewiczo rownych krawedziach namietnie
      pieszczace wnetrza walizek i kas pancernych oraz bezpiecznie zdeponowane na
      bezpiecznych kontach bankowych! Przepraszam... Ja kocham pieniadze. Wszelkie
      pieniadze. Zawsze ich pragnalem. Obracac nimi, dotykac. Ach ten zapach
      zmoczonego deszczem florena, powab lira, blask i chwala gwinei! (Wchodzi na
      biurko.) Romantycznosc rubla, gladkosc franka, wznioslosc niemieckiej marki,
      chlodny, antyseptyczny dotyk franka szwajcarskiego, wspaniala opalenizna
      australijskiego dolara!
      (Zaczyna spiewac.)
      90.000 funtow w mej pizamie sie miesci,
      A w banku mam konto na frankow czterdziesci.
      Liry trzymam w lodowce, a marki pod lozkiem,
      Zas dolary inwestuje na miescie.
      Nie ma nic cudowniejszego od pieniedzy,
      Swiatem rzadzi forsa i nic wiecej!
      Nie czas na zbedne slowka, liczy sie gotowka,
      Wiec pozycz mi kilka tysiecy.
      Nie ma nic cudowniejszego od pieniedzy,
      Zawsze razniej jest ze szmalem w rece!
      Przyszlosc ludzkosci lezy w ksiegowosci,
      Szczescie to jest forsa i nic wiecej!
      Jestes glodny, albo chory?
      Lekarstwem sa pieniadzory!
      Ten swiat zawziecie wokol forsy sie kreci!
      KONIEC
    • aard Przemytnik zegarków 28.11.03, 13:56
      Urzad celny, wchodzi przemytnik ubrany w futro i futrzana czapke. Kladzie
      walizke na stole.
      CELNIK : Czytal pan to?
      PRZEMYTNIK : Nie. To znaczy tak!
      CELNIK : Ma pan cos do oclenia?
      PRZEMYTNIK : Tak. Nie! Nic do oclenia. Nie mam NIC w walizce.
      CELNIK : Zadnych zegarkow, aparatow, radioodbiornikow?
      PRZEMYTNIK : Tak. 4 zegarki. Nie, nie! 1 zegarek. Nie! nawet jednego zegarka,
      zadnych zegarkow! Zadnych... zegarkow precyzyjnych.
      CELNIK : Z jakiego kraju pan wraca?
      PRZEMYTNIK : Ze Szwajcarii. Nie, nie! Nie ze Szwajcarii, nazwa zaczyna sie
      na "S", ale... to nie Szwajcaria. Mam fatalna pamiec... Jak nazywa sie ten
      kraj, w ktorym NIE robia zegarkow?
      CELNIK : Szwecja?
      PRZEMYTNIK : Szwecja, wlasnie!
      CELNIK : Na kwicie bagazowym jest napis "Zurich"...
      PRZEMYTNIK : Czyli bylem w Szwecji.
      CELNIK : Zurich jest w Szwajcarii.
      PRZEMYTNIK : Szwajcaria... no tak.
      CELNIK : ...tam wlasnie robia zegarki.
      PRZEMYTNIK : (bebni palcami po stole) Ladnie tu u pana...
      CELNIK : Ma pan przy sobie szwajcarska walute?
      PRZEMYTNIK : Nie, tylko zegarki. To znaczy moj zegarek! Z kalkulatorem.
      Przeliczalem na nim kurs walut, az przestal odliczac czas.
      CELNIK : Zgrabnie powiedziane.
      (z walizki rozlega sie odglos dzwonienia).
      CELNIK : Ma pan tam budzik?
      PRZEMYTNIK : Skadze! Tylko kamizelki. (uderza piescia w walizke)
      CELNIK : Przypominalo to dzwonienie budzika.
      PRZEMYTNIK : To na pewno... kamizelka sie rozdzwonila.
      CELNIK : Rozdzwonila?
      PRZEMYTNIK : (uderza mocniej i czesciej) Dobrze! Przyznaje sie! Jestem
      przemytnikiem. Ta walizka jest pelna szwajcarskich zegarkow i budzikow.
      Chcialem oszukac urzad celny Jej Krolewskiej Mosci. Jestem cholernym idiota!
      CELNIK : Nie wierze panu.
      PRZEMYTNIK : To prawda! Jestem winny przemytu!
      CELNIK : Co mi pan tu wciska. Pan nie bylby w stanie przemycic kawalka
      tluszczoodpornego papieru.
      PRZEMYTNIK : Co takiego!? Od dawna przemycam zegarki! Przemycalem tez bomby,
      aparaty fotograficzne, mikrofilmy, czesci samolotow, wszystko, co pan zechce!
      CELNIK : Prosze przechodzic, zabiera pan moj czas.
      PRZEMYTNIK : Spojrz pan! (otwiera walizke pelna zegarkow)
      CELNIK : To zaden dowod. Mogl pan je kupic w Londynie, zanim wyjechal pan o
      Szwajcarii.
      PRZEMYTNIK : Nie kupilbym dwoch tysiecy zegarkow!
      CELNIK : To sie zdarza, prosze zamknac walizke i przechodzic, musze lapac
      prawdziwych przemytnikow.
      (wchodzi ksiadz)
      PRZEMYTNIK : Jestem prawdziwym przemytnikiem! Wielokrotnie lamalem prawo!
      Jestem przemytnikiem!
      KSIADZ : Biedaczysko. Nalezaloby mu pomoc.
      CELNIK : Nie pieprz ojczulku, tylko zasuwaj do kabiny i rozbieraj sie!
      KONIEC
    • aard Pustelnicy 02.12.03, 11:20
      Skalne wzgorze. Pustelnicy ubrani w tradycyjne pustelnicze stroje.
      PUSTELNIK 1 : Czesc! Jestes moze pustelnikiem?
      PUSTELNIK 2 : Ano jestem, a ty?
      PUSTELNIK 1 : Jasne!
      PUSTELNIK 2 : Wiedzialem! Od czego uciekasz?
      PUSTELNIK 1 : Od tego, co wszyscy. Od ludzi, gledzenia, plotek i tak dalej.
      PUSTELNIK 2 : Ja tez. Przychodzi taki moment kiedy masz dosc marnowania zycia
      na trywialne gadki, gdzie twoja grota?
      PUSTELNIK 1 : Przy koziej sciezce, pierwsza na lewo.
      PUSTELNIK 2 : Tam sa ladne groty prawda?
      PUSTELNIK 1 : Moja jest przesliczna.
      PUSTELNIK 2 : Ale sa przeciagi, nie?
      PUSTELNIK 1 : Nasza uszczelnilismy. Pozapychalem dziury ptasimi gniazdami,
      mchem i debowymi liscmi.
      PUSTELNIK 2 : Fantastycznie!
      PUSTELNIK 1 : Teraz jest przytulnie, ale zazwyczaj w tych skalnych grotach jest
      tak ponuro!
      PUSTELNIK 2 : To prawda, bywaja naprawde ponure! (Przechodzi inny pustelnik.)
      PUSTELNIK 3 : Siemanko Frank!
      PUSTELNIK 2 : Siemanko Norman! (Pustelnik 3 odchodzi, Pustelnik 2 znow rozmawia
      z Pustelnikiem 1.) Skoro mowa o mchu, znasz pana Robinsona?
      PUSTELNIK 1 : Tego z zielona przepaska na biodrach?
      PUSTELNIK 2 : To pan Smith. Robinson waletuje u niego. Namowil mnie na
      plecionke.
      PUSTELNIK 1 : Naprawde?
      PUSTELNIK 2 : Jest wielkim jej zwolennikiem! (Przechodzi inny pustelnik.)
      PUSTELNIK 4 : Czesc Frank!
      PUSTELNIK 2 : Siemanko Lionel! (I znow do Pustelnika 1.) Robinson twierdzi, ze
      mech lubi odpadac od sciany gdy robi sie zimniej. Naharujesz sie, a potem
      polowa mchu odleci i dalej trzesiesz sie z zimna.
      PUSTELNIK 1 : Grota pana Robinsona nigdy nie byla nirwana...
      PUSTELNIK 2 : No wlasnie. Za to pan Roger, ten pustelnik, co mieszka...
      PUSTELNIK 1 : ...na koncu, u samej gory!
      PUSTELNIK 2 : Zrobil plecionke i dostal wysypki!
      PUSTELNIK 1 : Serio?
      PUSTELNIK 2 : Tak! A ja pokrylem plecionka juz pol sciany. Co mam robic?
      PUSTELNIK 1 : Uzyj ptasich gniazd, jak ja, albo lisci paproci.
      (Ze szczytu dobiega wolanie.) Frank!
      PUSTELNIK 2 : O co chodzi Ken?!
      PUSTELNIK 5 : Moge pozyczyc twoja koze?!
      PUSTELNIK 2 : Jasne, tylko zostaw mi choc kapke mleka na sniadanie! (I znow do
      Pustelnika 1.) Fatalnie jest mieszkac w polowie drogi na szczyt. Czujesz sie
      odciety od wszystkiego. Co rano trace dwie godziny, zeby dotrzec na mokradla,
      gdzie zbieram jagody, potem oczyszczajaca chlosta i znowu marnuje dwie godziny
      na wieczorny powrot.
      PUSTELNIK 1 : Ale fajnie jest byc pustelnikiem, przynajmniej spotyka sie ludzi.
      PUSTELNIK 2 : O tak! Nigdy nie wroce do pracy w biurze prasowym.
      PUSTELNIK 1 : No to na razie Frank! Ide sie przejsc.
      (Podchodzi Graham Chapman ubrany w mundur.)
      Graham Chapman : Wy dwaj! Pustelnicy! Przerwac ten skecz, jest glupi!
      PUSTELNIK 1 i 2 : Co?
      Graham Chapman : Jest glupi!
      PUSTELNIK 1 i 2 : Nie moze pan go przerwac! On juz jest sfilmowany!
      Graham Chapman : Dla telewidza to bez roznicy. Wynocha! No juz!
      KONIEC
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka