17.09.03, 13:46
Proszę, opiszcie mi swe miejsce pracy, o ile jest ono w miarę statyczne a nie jeździ albo nie lata. Cobym się poczuł bliżej :)
To moje to by było tak:
Nr identyfikacyjny: 654691. Pokój nr 434. Nr wew. telefonu: 323. Telefon stoi na czarnym politbiurku, o czarnej politurze: ze strony prawej: na
kalendarzu na rok '99, którego nie wywalam, bo (a) jest formatu A0 (b) można po nim bazgrać (c) nań kawę wylać (d) zeń czytać ciekawe
informacje np. Łódź 042 a Malbork 055 (e) się kojarzy z filmem Space 1999. Kubek od kawy z logiem Maxwella ukochany, gdy wmawiam sobie,
że chodzi o szkocki klan Maxwell a nie pieprzonych Holendrów, co nie dość że leźli za skórę Cruachowi oraz Fraucymesowi w Amsterdamie, to
jeszcze podszywają się pod frytki McCain, że o Banku Śląskim nie wspomnę. Między kubkiem a kalendarzem jest podstawka po recyckingu
opisanym tu: https://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10322&w=8001475
Przed sobą mam: [na pierwszym planie] takie coś podstawkowego, w co można wsiudać papier, żeby się łatwiej czytało, [a na drugim planie]
politbiurko bliźniacze z oprzyrządowaniem bliźniaczym po koledze który machnął ręką i opuścił okręt ze sześć dni temu; tamże na blacie parę
słowników, głównie technicznych [na trzecim planie] ścianę białą z ozdobnikami:
a) trzy dziury po listwie naściennej zabranej przez poprzednika osoby co opuściła okręt jak wyżej
b) kalendarz ścienny na gwoździu zruściałym, obecnie nastawiony na wrzesień, na obrazku Anglia: Blenheim, tyle wiem z podpisu, bo samego
obrazka nie widzę, bo na kalendarzu na tym samym gwoździu wisi zegar ścienny nazwy Kronos Quartz który im bliżej godziny piętnastej tym
milej, bo wtedy rzucam się po schodach z czwartego piętra, zdaję klucz, odbijam kartę pracowniczą, biegnę trenowany od dawna dystans na
tramwaj 16 albo 14 ale lepszy 14, co zawozi mnie do tak zwanego centrum Katowic z którego biegiem jeden przystanek bo korki w mieście takie
że choć autobus numer 66 wyjeżdża 15:12 a ja wysiadam z tramwaju 15:14 ale na następnym przystanku 66 jest planowo o 15:17 a ja biegnę i
jestem 15:17 też a jeśli się nie skorelujemy to o 15:28 jest autobus 77, przy czym 66 mogę jeździć tylko wtedy o ile po 35 minutach jazdy mogę
wysiąść na granicy Katowic, Mysłowic i Sosnowca, podbiec pod Real i wsiąść do ticauta już wcześniej umówionego Fraucymesu a jeśli
Fraucymes nie może mnie odebrać spod marketu, to zostaje autobus 77 co wiezie mnie przez minut 55-65, zależnie od pory dnia i roku, na
przystanek koło miedzy przez pole którą pokonuję o ile nie ma burzy bo jak jest to ja nie wariat żeby iść otwartą miedzą pod kablami wysokiego
napięcia a za miedzą jest już chałupa a tam wbiegam na górę, i potykając się lub nie o byty ożywione i nieożywione ćwiczę różne rzeczy i jem
jeszcze różniejsze a potem zasiadam do pracy poetatowej choć nie wiem czy tak bardzo pracy bo nie wiem czy z niej będą pieniądze;
c) plakat nieznanego pochodzenia w barwach złotej polskiej jesieni pokazujący coś jakby dach japońskiej pagodki, co mi pasi, bo gdybym nie
był Szkotem to bym był Japończykiem ale cóż zrobić na japonistykę trzeba było zdawać dwa języ zachodnie a ja znałem jęz zachodni jeden oraz
jeden rosyjski; który to plakat wisi na drzwiach zamkniętych na klucze co zaginęły więc przejścia do sąsiada nie ma a zresztą po co;
d) telefon gorącej linii z prezesurą który pozostał po osobie poprzedzającej poprzednika osoby co?(patrz a) który wolę nie wiedzieć czy działa;
e) wtyk do sieci zakładowej intranet z możliwością internetu, ale że master serwery podglądają mnie co rusz, to nie mogę wchodzić na porno
strony nad czym nie boleję bo i tak mam porno o czym będzie niżej, ale co gorsza nie mogę sobie zainstalować osławionego przez Was GG.
Pod nogami i biurkiem plątanina kabli, a jeden z nich jak kopnąć, to mi ekran komputera robi się różowy, ale który to kabel to nie wiem.
Komputer prostacki, nic ciekawego. Może to, że bateria jakaś w nim siadła i codziennie muszę ustawiać zegar bo wyskakuje prahistoryczna data
i nie puszcza mnie internet z powodów bezpieczeństwa. Na prawo od politbiurka zestaw sklejkowy na którym stoi parzenica wody na kawę jak
wyżej wspomnianą, rozpuszczalną. Po kawie nie myję kubka, lecz o koło 9.00 wsadzam tea-bag marki Lipton Earl Grey, i to się miesza z małą
stratą dla smaku. Koło parzenicy kaloryfer, teraz jeszcze na urlopie. Herbaty, kawy a woreczek ze śniadaniem trzymam w szafce czarnej o trzech
szufladach: papu jest w tej najwyższej, picie w najniższej a w środkowej mam jakieś papiery i druczki np. formularz o udzielenie urlopu; a poza
tym a to linijka a to maść marki Flucinar a to naklejki na dyskietki niewykorzystywane a to czasopisma głównie fantastyczne oraz literackie. Po
lewej stronie biurka, na podwyższeniu sklejkowym monitor. Przy monitorze nożyczki, luźne wizytówki a coś już nieaktualne, papiery bieżące. Przy
lewym łokciu futerał na okulary (zerówki, takie dla ochrony przez monitorem, co się należą z przepisów bhp), telefon komórkowy marki Motorola,
zeszyt w którym nic nie notuję ale na okładce są pokazani ze dwaj Szkoci i jest podpis: Irlandia. Przy prawej dłoni mysz, na podstawce
obgryzionej (przez mysz) przy długopisie marki Nieznanej z urwanym dzyndzołkiem do zaczepiania w klapę albo kieszeń. Przed sobą jakieś
spinacze i notatki osobiste: z ostatnich np. komórka do Szproty albo do Aarda, dziurkacz którym niczego nie dziurkuję ale który ma taką wysuwkę
którą wysuwam a potem na niej opieram łyżeczkę którą dozuję ww. kawę oraz wynurzam ww. tea-bag.
Porno jest bo wentylacji w pokoju brak bo przed ww. ważną osobą z punktu d) był w tym pokoju magazyn chyba. Z prawej zestaw okienny przez
który nie wyglądam, bo wychodzą na słońce i od samego rana, żeby coś widzieć na monitorze pierw prostuję żaluzje horyzontalne a potem
opuszczam rolety wertykalne i robi się ciemno poza tym że porno ale dzieci z tego żadnych nie ma bo na politbiurze nie zmieściłbym żadnej
dziewczyny chyba że schowałbym kubek i telefon. Acha, między telefonem a kalendarzem '99 jest perforowana po obwodzie karta na której z
niepamiętnych powodów sąsiad zza drzwi co to klucze doń zaginęły więc musiał przyjść korytarzem, zresztą chemik, narysował mi benzen,
toluen, etylobenzen, ksylen. na lewo od biurek zestaw szafowy z różnościami głównie z papieru. Na lewowprost drugi zestaw, nieużywany, pusty,
a też wieszak póki co pusty ale jesienią i zimą to któż wie? Choć zestaw szafowy numer dwa pusty powiesiłem na niej kartkę - o treści
wygrzebanej z Sieci:
WĘZŁOWY PARADYGMAT CYBERPRZESTRZENI REALIZUJE SIĘ W APORETYCZNYM PROCESIE KREOWANIA Z ISTNIEJĄCEJ BĄDŹ
POTENCJALNIE ISTNIEJĄCEJ REALNOŚCI SPOŁECZNEJ QUASI--LOKALNYCH TOŻSAMOŚCI W KATEGORIACH KANONICZNYCH FORM
KONTAKTÓW, CZEMU TOWARZYSZY NIE TYLKO SYNTAGMATYCZNA RENORMALIZACJA FENOMENOLOGII PRZESTRZENI NARRACYJNEJ,
ALE I WYMÓG NATURALIZACJI INTERSUBIEKTYWNEJ STRATEGII KOG­NITYWNEJ, A CO Z KOLEI POZWALA ROZWIĄZAĆ TEKSTUALNĄ
DIALEKTYKĘ FUNKCJI REFERENCYJNEJ I PERFORMATYWNEJ, WZAJEMNIE PROBLEMATYCZNEJ I OSTATECZNIE PROWADZĄCEJ DO
REDEFINCJI I REIFIKACJI PARADYGMATU PARABOLI W MODELU METAFORY GRY JĘZYKOWEJ.
Na drzwiach wejściowych w kanionie między nabrzeżem jednego zestawu szafowego a drugiego powiesiłem dwie kartki. A na jednej cytat z
klasyka: "Chętnie bym Ci objaśnił tę metodę wspaniałą, Póki o niej pamiętam?Niestety / Ja mam czasu za mało, ty masz mózgu za mało, / A
poza tym są inne sekrety", a na drugiej obliczenia działu księgowości, że gdybym ze dwa razy wydajniej pracował, to bym przestał przynosić
straty, a dwa razy wydajniej równa się 30 stron dziennie no bo są wysokie koszty ogólnozakładowe a zatem ja to pieprzę bo jak mam być
deficytowy na 30% albo na 130% to mnie jedna ryba, więc co mi się głupiemu zachciewa wyjść z RU, WS by podkręcić tempo to czytam te
wielkie minusy około nazwiska mego i trzniam. W jedynym w miarę wolnym miejscu na wszechobecnym na podłodze linoleum jest fotel
obrotowy ale nie daj
Obserwuj wątek
    • cruach Continuum89.6 17.09.03, 13:47
      boże obracać. Izdebka ma wymiary 2.5 na 3.5-4 Cruachowego kroku (uwaga, nie wrzucać na wątek porno, przez 'krok' mam na myśli odcinek nożnie
      stanowiony). Nade mną prawo moralne paru lamp do tego by od razu nie zaświecić ale pierw pomrugać a jak długo zgrywają wariata to na nie
      krzyczę a wtedy staje się jasność. Dziękuję za uwagę.
    • aard No to aardowa praca i nie tylko 18.09.03, 14:34
      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=10322&w=6426375
      • finneznam No to 19.09.03, 11:38
        Próbowałem to sobie, jak Celt brat Pikta, celnie w piktografię zobrazować. Wyszła mi (bez zobrazy!)
        jedna wielka dupa, cztery telefony podwieszone nad Aardem, jeden dupek biegający między oraz nie
        wiem ile pań odbiegających odeń. (I see.)

        No to pomacham:
        Ci łapką, oraz wszystkim RUtopistom, jedyny członek Zespołu Tłumoczków na składzie:
        (Chciałem pomachać, ale strona firmy ze zdjęciem nie otwiera się ani nawet bez zdjęcia :( więc
        innym razem.)

        No to góry: Zazdroszczę!
        Ja tam gór nie cierpię, bo mnie się kojarzą z górami papieru albo górami rachunków, i to wygórowanych.
        Z kolei Góry, to znam z trzech chyba tylko przykładów:
        • aard Nic nie mogę powiedzieć 19.09.03, 13:43
          Bo na szczęście nigdy podobnych problemów nie miewałem.
          Nawet na 5642 m n.p.m. miałem czym oddychać, choć już nie tak łacno.

          Ale: Krópówki są na wyskokości ok 800 m, Kużnice ok. 1000. Jest wiele szczytów
          o tej i mniejszej wysokości. Polecam przepiękny Beskid Niski, czy choćby Góry
          Sowie lub Stołowe. Naprawdę jest gdzie chodzić :-)

          Dzierżgór!!
          • finneznam Re: Nic nie mogę powiedzieć 19.09.03, 13:47
            aard napisał:
            > Bo na szczęście nigdy podobnych problemów nie miewałem.
            No ja też nie miałem. Ja musiałem z dzieckiem zostać na dole. A dziecko też nie żeby miało
            kłopoty, ale dla zasady każde dziecko poniżej któregoś tak roku życia. Znasz-li jaką taką regułę?

            Drapgór dzierżchmur!
            • aard Bynajmniej 19.09.03, 16:02
              finneznam napisał:

              > Znasz-li jaką taką regułę?
              Heja!

              Dzierżbór jodły na gór szczycie!
    • szprota1 PRACING: 20.09.03, 13:27
      Skądinąd ciekawa rzecz: program zapamiętuje tematy moich postów i nie wiedzieć
      czemu większość z nich zaczyna się od litery S.
      Mój pracing mieści się w pohotelowym porobotniczym kompleksie budynków, co to
      za Gierka, było nam najlepiej, nie pamiętam, rodziłam się, gdy Sid Vicious
      umierał. Stąd do Arica mam dwa pięterka i trzy kroki do windy albo cztery do
      schodów (do schodów, nie cierpię wind, raz się zacięłam, ale wracając).
      Biurko jest duże i stoi równolegle do wejścia, co owocuje tym, że jak kto
      wchodzi, to nie wie, czy witać się ze mną, czy z szefem, co ma biurko
      naprzeciwko wejścia, a ja uściski rąk chętnie przyjmuję, zwłaszcza gdy rocznik
      już pogierkowski no chyba że pachnie tak, że już mój płyn do higieny intymnej
      lepiej. Kolor biurka jest drewniany a jasny. Na biurku zaś: dwa monitory i
      przynależne do nich komplety peryferiów (pod biurkiem centralia i drukarka,
      która codziennie wypluwa nie mniej nie więcej tylko cztery strony raportu).
      Kalkulator nabyty drogą kupna okazjonalnego w pobliskim komisie. Telefon
      stacjonarny, od poniedziałku do czwartku warczący nonstopicznie (warczy, bo
      przeżył niejeden upadek z biurka), bo wtedy ukazują się ogłoszenia, że młodych
      na stałe. Tak moim obowiązkiem jest przerywanie tego warkotu i wygłaszanie
      ściśle określonego tekstu, po którym każdy zmanipulowany jest tak, że CV-kę w
      zębach przynosi i przeprasza, że papier wiotki. Najbardziej lubię moment, gdy
      młody na stałe adres notuje, bo wtedy mam czas na wykonanie kilku ćwiczeń
      mimiczno-dykcyjnych. Lustra nie ma, więc pozostaję profesjonalnie poważna.
      Kajety sztuk cztery z Niezbędnymi Notatkami, bo komputerazycja komputeryzacją,
      a papier cierpliwszy nad zera i jedynki i jakby zaufania bardziej godzien, bo
      wzmiankowane co na biurku we dwóch parametry mają takie, że chyba na Księżyc
      w '69 poleciał większy wypas, a ludzie w komórkach też większe RAMy mają.
      Pieczątek sztuk przeważnie raz, co ją przystawiam do świeżo wyrobionego
      identyfikatora.
      Plastikowa rynienka z kartkami nie memo bo się nie kleją, ale spokrewnionymi
      oraz ozdobnijesze nieco pudełko, co z poprzedniego biura przywędrowało,
      zapełnione klejem biurowym w sztyfcie, taśmami klejącymi, linijką, ołówkiem i
      długopisami, które sukcesywnie anihilują.
      Stosik umów, z których piszę raporty codzienne, do 9.30 trza słać, a przychodzę
      na 8.00, nie dziwota, że czasem wieczorem zajrzę i podgotuję to i owo, by na
      czas.
      Zdezelowane kartonowe pudełeczko ze spinaczami, co w office średnio pomagają.
      Prostopadle do mojego stoi biurko szefa, tak dwukrotnie mniejsze, w barwie
      podobnej i analogicznym stopniu zapełnienia, choć kajet jeden, karteluszków z
      Bardzo Ważnymi Telefonami dużo więcej, a monitora niet at all, bo po co, skoro
      już są dwa.
      Na ścianach kalendarz, co trzy miesiące naraz pokazuje i jakiś landszafcik z
      żaglówkami; zegar łgarz średnio o 10 minut do przodu i przygnębiające w swej
      kubistycznej formie kinkieciki.
      Za biurkiem szefa półki, na którch umowy jeszcze nie wypełnione oraz prasa o
      konkurencji i okno z widokiem na resztę kompleksu.
      Na podłodze po lewicy szefa miniwieża nadająca a to jedną jedyną płytę z techno
      (może dlatego mój poziom agresji stale rośnie), a to radio, co to ma nazwę ze
      skrótu.
      Aktualnie obok prawego łokcia mam kubeczek ozdobiony barwami, od których zęby
      bolą (własnego nie przynoszę), w którym kawa plujka, bo szef woli sypaną, więc
      taką kupuje, a ja rozpuszczalnej nie nabywam, bo inni jako i ja ją wolą i zaraz
      by mi wypili.
      Obok lewego nielegalna popielniczka, bo palić w pokoju może tylko szef, ale
      teraz go nie ma i przez najbliższą godzinę nie będzie, więc korzystam.
      Innych jest sztuk ok. 30, pojawiają się dwukrotnie w ciągu dnia i wtedy jest
      głośno a chaotycznie. Ale generalnie krążą nad Europą.
      Ponadto szef, z którym jestem przez per ty.
      Ponadto sekretarka, co mnie wtajemnicza.
      Ładnie?
      • finneznam Re: PRACING: 22.09.03, 08:06
        No bardzo ładne!!
        Tylko ten szef jakby nie na miejscu. Może on by się jakoś tymi spinaczami zajął albo poszedł sobie?
        Mój szef, bywało, nie chciał ode mnie odejść, ciągle za mną łaził a w dodatku jednej płci był a ja
        nawówczas winszowałem sobie inaczej. Ach tak, i ten mój też palił czynnie i zatruwał mnie biernie.
        Ale potem się zamieniliśmy i to ja go zatruwałem i molestowałem a on musiał się wdychać i wzdychać.
        A potem ZUS kazał sobie płacić również od pozaetatowych form działalności, toć zawiesiłem naszą
        jednoosobową działalność przydomową na kołku i się skończyło mojego szefowanie.
      • szprota1 EXCEPT FOR PRACING: SHOPPING& FUCKING 23.09.03, 16:29
        i nawet to mi, kurwa, nie idzie...:/
    • maginiak "Welcome to the real world" 23.09.03, 11:18
      Moja praca: charakteryzuje się przede wszystkim tym, iż jest znacznie oddalona
      od miejsca mego zamieszkania. Jest to mianowicie ok. 80 minut przemierzanych
      przeze mnie przy pomocy kilku środków komunikacji, niestety miejskiej. Wozu nie
      posiadam i prawdopodobnie nigdy nie posiądę. Nie tylko z braku.... Po prostu
      kiedyś, dawno dawno temu, jechałam bardzo bardzo szybko bardzo bardzo cudzym
      wozem przez ciemny ciemny las i nie omieszkałam wjechać w drzewo,
      przeskoczywszy uprzednio przez rów a nawet mogłabym rzec, przez fosę niemal.
      Od tamtąd jakoś nie przepadam za jazdą własnoręczną. Tak więc jeżdżę
      autobusami, bądź tramwajami tudzież bardziej nowoczesnym metrobahnem. Trasę
      wybieram możliwie jak najczęściej, inną. Dobrze jest zmieniać drogę do pracy,
      gdyż wtedy życie nie jest nudne - jak wyczytałam niegdyś w pewnym poradniku
      dla młodych i aktywnych. A praca? Praca ma dość przyjemną jest. Tym bardziej,
      iż nie tylko ja, lecz również wszyscy wokół robią co mogą, bym za mocno
      pracować nie musiała. Pracuję z trzema panami, w wieku bardzo bardzo średnim.
      Jest to wbrew wszelkim pozorom rozwiązanie całkiem sympatyczne, bowiem
      obchodzone jest się ze mną jak z księżniczką, na ziarnku co najmniej. A ja, jak
      na prawdziwą księżniczkę przystało, wszelkie czynności staram się wykonywać
      możliwie wolno, z dystynkcją i namaszczeniem, angażując się w nie jednak silnie
      i stopniując przy tym na zewnątrz stopień trudności napotykanych trudności do
      rozmiarów niebotycznych wręcz. Tak niebotycznych, że czasem mnie samą one
      przerażają. A co stoi w pracy? Oczywiście komputer. Ponadto, na biurku mym
      znajdują się kolejno licząc od lewej: aparat telefoniczny firmy Siemens, skaner
      firmy Canon, zszywacz do papieru, spinacze biurowe oraz pojemnik z przeróżnymi
      przyborami do pisania, klejem biurowym, gumką myszką i jeszcze takimi malutkim
      kolorowymi klejącymi karteczkami (MKKK), które nie wiem do czego służą i
      których od prawie dwóch lat nie użyłam ni razu, ale sobie są i żyją swoim
      własnym karteczkowym życiem. Następnie: cztery sztuki słowników, między innymi
      mój ulubiony z nazwy: DUDEN. Ponadto dużo różnych kartek, które się po prostu
      piętrzą. Za mną znajduje się Fax firmy Canon oraz drukarka nie wiem jakiej
      firmy, bo się napis starł. Po prawej stoi radiomagnetofon, zajebiście
      zakurzony, firmy ....MARTA?? No nie wiem, to chyba nie jest nazwa firmy...
      W każdym razie, magnetofon nie działa. Żeby uchwycić radio, trzeba wprawy. Na
      lewej ścianie wisi kalendarz z górami w tle a drzewem jesiennym na planie
      pierwszym. Na ścianie frontowej wisi drugi kalendarz, na którym po prostu
      widnieje drzewo. Na prawej ścianie jest wielkie okno, w którym często widnieje.
      Ja pracuję bujając się na czerwonym krześle. I czegóż tu jeszcze potrzeba do
      szczęścia...?
      Chyba tylko łyżeczki do jedzenia melonów...
      Dzierrżbórr arbuz!!!
      • finneznam ...in a matereal world and I'm a material goyrl... 24.09.03, 10:12
        1. Maginiak przypomniała mnie, że i ja mam drukarkę, niech wlizę pod przystole, eee, marki, eee, trza mi przejść przez ten
        cały syf, eee, marki, eee, pająk nieżywy, eee, warstwa po warstwie, hmm, eee, siup, łopata, siup, grabie, eee, odgarnąć
        kurz, eee, a ten pająk się ruszył, eee, żywy znaczy, eee, już nie, jeszcze pajęczynę wypluć, marki HP LaserJest4P...która
        to jest dziwna bo zanim wydrukuje stronę, to mruga zielonym światyłkiem przez z 5 minut a potem wałkuje na rolkach, jakbym
        jej afront robił osobisty. Kolega, który odszedł zza sąsiedniego biurka do innej pracy, nie korzystał z tej drukarki, bo system
        spięć i podpięć w zakładzie jest na tyle surrealistyczny, że jemu drukowało gdzieś dwa piętra niżej, z kolei do tej mej jest
        podpiętypecet sąsiada inżyniera chemika dwa pokoje dalej, który musi czuwać, żebym nie wyłączył swego peceta, bo inaczej
        sobie nie podrukuje.
        2. Bardzo popieram słownik DUDEN! Bowiem (1) ma obrazki (2) kojarzy się ze szkockim dudami (3) w ogóle. A u mnie
        słowników, niech spojrzę...40? 50?...Większość do dupy, ale bez nich szafa wyglądałaby smutnie.
        3. Tak się niesprawiedliwie plecie na świecie, że Maginiak nie wie do czego MKKK służą a Finneznam wie. Przy czym
        Maginiak MKKK ma a Finneznam nie ma
        • maginiak Re: ...in a matereal world and I'm a material goy 29.09.03, 10:43
          finneznam napisał:
          > Bardzo popieram słownik DUDEN! Bowiem
          (1) ma obrazki
          Jo sem chyba na te łobrazeczki nie zasłużyła, bo com sie naszukała tom sie
          naszukała a dyć ani jednego łobrazeczka żem w moim DUDENKU nie znalazła (ale
          może to trza od DENKA a nie o DUD szukać...??)

          (2) kojarzy się ze szkockim dudami
          (3) w ogóle.
          Dzierżbór dudy i w ogóle!

          > Tak się niesprawiedliwie plecie na świecie, że Maginiak nie wie do czego
          MKKK służą a Finneznam wie.

          Finneznamie, owego PIERDALACZA Tobie współczuję ogromnie, jednocześnie Cię
          jednak prosić o wyjaśnienie śmiąc: Do czegóż służą te PIERDOLONE MKKK?

          Antydzierżbór PIERDALACZ!
    • dziad_borowy 049 24.09.03, 14:49
      To jest numer pokoju. Wg mnie fajowy:-) Pokoj sklada sie glownie z 4 scian i 2
      okien. Okien z widokiem na parking i drzewa piekne, rozlozyste chcialoby sie
      dodac. Dosc istotna informacja jest fakt, ze jakby wyciac troche budynkow,
      drzew i roznych takich widzialbym przez swoje dwa okna prace Cruacha.
      Najwiecej miejsca w pokoju zajmuja dwa biurka, ktore sa polaczone ze soba i
      pamietaja czasy, kiedy siedzialy przy nich dwie osoby. Teraz siedzi jedna. Dla
      ulatwienia dodam, ze to ja jestem ta osoba. Przed soba mam komputer (ach, jakie
      to banalne), czerwony telefon o dzwiecznej nazwie Consul, dwa kalkulatory
      (prosze, jak sie powodzi:-)), dziurkacz, zszywacz i przybornik na dlugopisy i
      olowki, typu "jez". Waznym elementem jest tez popielniczka (jakby krysztalowa,
      wiec ochydna, ale co tam) i stoliczek z radiomagnetofonem, czajnikiem i
      akcesoriami do kawy i herbaty. Szafek jest sporo, sa zarzucona jakimis
      segregatorami pelnymi papierow, o ktorych juz nikt nawet nie pamieta. Sa tez
      kwiatki, lecz stanowia one, z racji swego wygladu raczej antyozdobe niz ozdobe
      pokoju 049. Bylbym zapomnial o wiatraczku, ktory zycie me dziadowe ratuje juz
      ktorys miesiac z kolei i o grzejniczku, ktory to zycie bedzie ratowal wkrotce.
      Najgorsze jest to, ze to wszystko co pisze i tak nie ma znaczenia, gdyz
      niedlugo przenosza mnie do innego pokoju, ktory charakteryzuje sie glownie tym
      ze jest maly bardzo. No i nie ma numeru 049:-((((
      Dzierżbór rrróżne prrracy stanowiska!!!
      • finneznam Re: 049 25.09.03, 09:01
        dziad_borowy napisał:

        > To jest numer pokoju. Wg mnie fajowy:-) Pokoj sklada sie glownie z 4 scian i 2
        > okien. Okien z widokiem na parking i drzewa piekne, rozlozyste chcialoby sie
        > dodac. Dosc istotna informacja jest fakt, ze jakby wyciac troche budynkow,
        > drzew i roznych takich widzialbym przez swoje dwa okna prace Cruacha.

        O chulerka! :) Parking i drzewa? Hm, w Spodku Dziad kochany nie siedzi, bo stamtąd widać
        tylko parking na Grunwaldzkim a drzew brak. Są jakieś drzewa przeciwnie BPH, ale cóż tam
        za parking. Parkinżyk co najwynżyk.
        No to, ten tego, przecież jeszcze jest GIG'ant?!
        Chyba, że Dziad kochany robi mnie w bamkuko i od innej strony chciałby przecinkę umyślac.
        (Nawiasem: Jak ktoś ma na nazwisko Borowy to nie powinien myśleć nawet podświadomie
        o czymś takim "jakby wyciac troche drzew" ;))

        Wyglądam ja przez okno i główkuję dalej. Wszędzie, kurde, dzrewa rozłożyste i parkingi!
        Od strony cmentarza Dziad kochany spogląda-li?

        (Nie wiem, nie zgadnę, teraz się będę nerwowo wiercił, jak kornik borujący korę.)
        (Ups, przeproszęm: kornik borujący w kontekście Dziada Borującego też malapropos.)

        A mój telefon nie ma wdzięcznej nazwy Consul, tylko prostacką Siemens. Czyli chyba z
        Wielkiej Orkiestry Sie Mans Owsianka jakiś fund. Na telefonie są różnakie dziwne przyciski.
        Jeden intryguje mnie szczególnie: MUTE. Początkowo myślałem, że będzie łączyć z Mamą.
        A kuku. Potem myślałem, że ten przycisk ucisza kogoś, kto by mi przez słuchawkę bluzgał.
        A kuku. Podobnież SPEAKER nie łączy nie z marszałkiem Borowskim.
        Jest też przycisk z kratką, chyba do więzienia, albo aferzystów. ale nie sprawdzam, bo się boję.
        Bo a nuż mnie jednak z sejmem połączy. Deutschhimmeldonnerwetterverfluchitegewirtschaft!
        • dziad_borowy Re: 049 25.09.03, 10:40
          finneznam napisał:

          > Od strony cmentarza Dziad kochany spogląda-li?
          :-))))) Do cmentarza Panie Dziejku to mam jakies 10 rzutow cegla. Tak samo jak
          do pieknego naroznego budynku co to scian nie ma. Taki sobie cwany budynek:-)
          ps. Duzo by trzeba powycinac:-), a nie godzi sie przciez:-)
          Dzierżbór słoneczny kierrrunek!!!
          • finneznam Re: 049 25.09.03, 11:28
            dziad_borowy napisał:
            > finneznam napisał:
            > > Od strony cmentarza Dziad kochany spogląda-li?
            > :-))))) Do cmentarza Panie Dziejku to mam jakies 10 rzutow cegla. Tak samo jak
            > do pieknego naroznego budynku co to scian nie ma. Taki sobie cwany budynek:-)
            > ps. Duzo by trzeba powycinac:-), a nie godzi sie przciez:-)
            > Dzierżbór słoneczny kierrrunek!!!

            Panie Dziadejku, a ja do cmentarza mam 5 rzutów cegłą pod warunkiem, że cegła
            leci zakosem. Cmentarz kojarzy mi się radośnie, bo co rusz kogoś chowali z orkiestrą
            dętą, i miałem przerywniki muzyczne. Ale ostatnio nie chowają i nie grają bo ludzie
            muszą pracować a nie umierać.
            Narożny budynek bez ścian? Widzę takie coś okrągłe, a więc jednotylkościenne -
            ale to sklep chyba? Znam jeszcze budynek sądu, bo w nim z Zusem wygrałem, ale
            on jest raczej bez wind. I znam wysokościowiec bez lokatorów, bo ceny wynajmu
            też wysokościowe. I znam coś w świeżej budowie, owszem ścian nie ma, ale to
            jeszcze nie budynek. A to ćwiek na ćwoka i czarownica na młotka!
            Bez ścian?!, powiadasz?
            (Kornik, kornik, stuk, stuk, dręcz, dręcz)
            • aard Widzi Misę 25.09.03, 12:15
              finneznam napisał:

              > A to ćwiek na ćwoka i czarownica na młotka!
              > Bez ścian?!, powiadasz?

              Na moje oko, to będzie parking wielopoziomowy. Masz-li takowy w oko-licu,
              Finneznamie?

              A mnie niedługo też przenoszą, więc opiszę wam od nowa, o ile jeszcze czas na
              forumowanie będę miał...

              Dzierżbórr zmiany niespodziewane!!
            • dziad_borowy Ojejku, ojejku!!!! 25.09.03, 12:39
              Nastapila tragiczna pomylka!! Nie to wrecz pomyla!!! Chodzilo o inny cmentarz
              jak mniemam, dalszy troche i w druga strone cy cus. O istnieniu cmentarza z
              orkiestrami nie mialem pojecia bom nowy. A teraz mam pojecie, bo mape dzierżę w
              dloni i cierpie bardzo bo mylic sie nie lubie. A moj cmentarz jest troche dalej
              i na zachod. Przykro mi Cruachu, ze nie mamy jednego cmentarza pod nosem.
              dzierżbór cmentarze dwa!!!
    • zamek Zamek w arbajcie 25.09.03, 13:42
      Hmmm, prawdę rzekłszy, nie wiem od czego zacząć, bo zamkowe miejsca pracy są
      rozliczne. Miejscem do pracy tfurczej jest zamkowy pokoik w domq, ale to chyba
      zostawię na inna okazję. Idźmy tam, gdzie zamek zarabia pieniądzores.
      W środę od przedpołudnia zamek bytuje w sali... no, nigdy nie pamiętam - 102
      albo 103. Najważniejsze, że portier pamięta, a ja się go grzecznie zawsze pytam,
      po czym patrzę na breloczek od klucza i już wiem, co wpisać na liście. Wszystko
      przez to, że w tym budynku (znajdującym się zresztą vis a vis dworca, z którego
      odjeżdżają pociągi w relacji np. Aric - Dziad Borowy) zamek pracuje od roku i
      nie wszystko pamięta. Salka jest nieduża, zaś wysoka nad wyraz. Okno naprzeciwko
      drzwi, a parapet okienny to ulubione miejsce siedzenia zamka, gdy pyta studentów
      siadających przy pianinie, które stoi pomiędzy drzwiami a oknem, klawiaturą ku
      prawej (od drzwi patrząc). Rzecz ciekawa, że pianino się przemieszcza i nieraz
      już zamek zastał je stojące ukosem. W plecach pianina stoi podest drewniany,
      potrzebny w tej sali, gdyż odbywają się tam też zajęcia z dyrygowania. Koło
      podestu też drewniany pulpit, chyba że go sobie ktoś aktualnie pożyczył. Pulpit
      ma dla zamka znaczenie strategiczne, gdyż wiesza on na nim (zamek na pulpicie)
      płaszcz czy inne okrycie zwierzchnie. W kącie na prawo od drzwi stoi mocno
      zdezelowane biurko, które zamkowi służy wyłącznie do położenia na nim teczki,
      gdyż siada się na jednym z dwóch krzeseł stojących przy pianinie. Drzwi są
      zasłonięte kotarą, przez co nieraz dochodzi do czołowych zderzeń wychodzących z
      przychodzącymi. Całość w tonacji burużółto - burobeżowej. Zamek tej sali nie lubi.
      Co innego sala nr 32, w której zamek ma zajęcia w środę popołudniu. To już jest
      inny budynek, zabytkowy nad wyraz, co i po sali widać. Sala jest niby w samym
      kątku pierwszego piętra i dochodzi się do niej dość kręto, ale w sumie znajduje
      się niemal pośrodku zachodniego skrzydła budynku. Właśnie od zachodu sala ma
      olbrzymie okna, przez które zamkowi nieraz wpada słońce, skutecznie go
      oślepiając. Na szczęście można zasunąć kotary (kolor ogólnouczelniany -
      brudnobeżowy). Za oknami jest ulica z przystankiem tramwajowym, toteż gdy zamek
      ma studentom przedstawić tzw. muzykę konkretną, nie musi przynosić nagrań, tylko
      otwiera okno. Rzecz charakterystyczna, że okno ma na górze półokrągłe skrzydło
      otwierające się do dołu. Skrzydło to już 2 razy otworzyło się samo, skutecznie
      wybijając szybę w dolnej płyciźnie okna. Na szczęście nikt przy tym nie
      ucierpiał. Okna znajdują się względem wejścia po lewej stronie; 11 ławek, z
      których dwie służą zamkowi za biurko, a pozostałe stoją w trzech rzędach po
      trzy, stoi prostopadle do ściany z oknem. Naprzeciwko wejścia jest ściana z
      dwupoziomową tablicą w pięciolinię - można sobie przyciągnąć, jak trzeba, górną
      tablicę do dołu i wtedy dolna pojedzie do góry. Czasem się to przyda. Po lewej
      stronie tablicy stoi szafka, do której zamek nie ma klucza, bo jest to szafka
      pani dziekan; z lewej strony tej szafki jeszcze mały pomocnik z czajnikiem
      zamkowego szefa, dwiema różyczkami z drutu (prezent dla szefa od jednej ze
      studentek) i białym telefonem nieznanej mi marki, który czasem dzwoni w czasie
      zajęć i wtedy zamek mówi, że szef już wyszedł. Przy ścianie naprzeciwko okna
      stoją szafy pancerne. Do szafy w kącie zamek ma klucze, bo tam jest sprzęt
      grający: wzmacniacz, magnetofon szpulowy i kasetowy, gramofon kompaktowy i
      klasyczny, wideo oraz dwukieszeniowa nagrywarka. Poza tym w tej szafie są płyty
      LP, trochę nut, a czasem szpargały, które albo szef zostawia zamkowi jako
      asystentowi do załatwienia, albo zamek zostawia szefowi jako już załatwone. W
      drugiej szafie pancernej są papiery szefa. Na tej szafie stoi telewizor, a na
      tej pierwszej - głośnik (drugi jest na tej szafce na lewo od tablicy). Między
      szafami pancernymi a drzwiami jest jeszcze metalowy wieszak i miejsce na parę
      czarnych metalowych pulpitów, których jest i tak zawsze za mało. Na ścianie z
      drzwiami tez jest kotara, dzięki czemu gdy w 33 są zajęcia z fortepianu, można
      jakoś przeżyć. Aha, w kącie koło szaf pancernych stoi nieduży fortepian. Ładnie
      tam jest. Za to we czwartki zamek przenosi się piętro wyżej do sali 53. Salka
      jest malutka - na 3 kroki zamka na długość i półtora na szerokość. Naprzeciwko
      ciężkich drewnianych drzwi jest jedyne malutkie okienko - okrągłe, jak na
      statku. Za to widok z niego jest na park. Pod oknem znajduje się kaloryfer z
      takimi fajnymi płaskimi żeberkami, więc przyjemnie jest się o niego oprzeć.
      Prawa ściana (licząc od drzwi) jest wolna; przy lewej stoi pianino i niska
      szafka (do której zamek nie ma klucza), na której się bardzo dobrze siedzi. Do
      wystroju należy jeszcze parę krzeseł i pulpitów (ilość zmienna).
      No to Akademię mamy za sobą. W drugiej pracy przeflancowali mnie z sali 10 do 1
      i z piętra na parter, ale sale wyglądają podobnie. Jets w każdej po 9 ławek,
      które stoją w trzech rzędach wzdłuż dłuższej ściany, bokiem do okna. Naprzeciwko
      okna jest ściana z wbudowaną szafą, niestety, nie wygłuszona, więc dolatują
      dźwięki z sali 2. W szafie sprzęt grający (magnetofony, kompakt, wzmacniacz),
      mnóstwo kurzu, jakieś nuty i kasety. W szafach po bokach (takie dwie
      biblioteczki) też są nuty i płyty kompaktowe. Aha, zapomniałem, że ta sala ma 2
      okna, bo drugie jest naprzeciwko drzwi (mniej-więcej), czyli naścianie
      sąsiadującej z tym pierwszym oknem. Mam tam jeszcze stolik, który stoi koło
      drzwi i dotyka do ławek; po prawej stronie stolika stoi pianino tak, abym zza
      niego widział moje kochane tałatajstwo, czy od siebie nie ściąga. Siedzę wtedy
      plecami do tablicy, a dokładnie do dwóch tablic - zwykłej czarnej z pięciolinią
      i białej, gładkiej, takiej do ścieralnych mazaków. Na pianinie stoi miesięczny
      kalendarz i jakiś wredny sztuczny kwiatek, którym się machinalnie bawię. Na
      ścianach - mapa Europy z national Geographic, jakieś przykłady z teorii muzyki
      na planszach i kilka reprodukcji obrazów kompozytorów, które dawno domagają się
      przetarcia ścierą. I chyba tyle :)
    • dziad_borowy Re: C89.6 29.09.03, 10:59
      Cruachu, czy inwigilacja Twojej osoby majac za dane jedna liczbe z Twojego
      pierwszego postu i strone firmy jest inwigilacja prawdziwa czy to juz nie Ty?
      Dzierżbór inwigilacja internetowa!!!
      • cruach C94.5 30.09.03, 08:52
        dziad_borowy napisał:
        > Cruachu, czy inwigilacja Twojej osoby majac za dane jedna liczbe z Twojego
        > pierwszego postu i strone firmy jest inwigilacja prawdziwa czy to juz nie Ty?

        APOKRYF Z DUCHA ŚLEDCZEGO

        1. Oto zszedł Starzec z Boru w dolinę, którą zwano Ge Gilad.
        2. I zawołał Starzec z Boru. Zaprawdę, zawołał: Inwigilować Pana mam?
        3. Czy gotować do wigilii mam?
        4. A gotujących wigilie mam imię jest Legion, bo jest ich wiele.
        5. Choć matka jest tylko jedna.
        6. I wołał dalej Starzec z Boru: A może gilgać? Aby gilgamieszanie powstało.
        7. Czy pogitać kogo w niskich progach jak gil?
        8. Albowiem nie ma za niskich progów dla gila. Bo ten ptak nurkujący jest.
        9. A szczęśliwy jest gil, któremu się przypatrzmy.
        10. Bo gil nie sieje a nie orze, a dziadzie a borze. Zaprawdę, a Borze.
        11. Ani wilga nie orze.
        12. Ani gołąb nie orze.
        13. Ni gołota ni ondrzej.
        14. I przytoczył Starzec z Boru liczby gil gantyczne, i liczby gil wielkie.
        15. A jako kamienie je toczył a pod górę.
        16. Choć w dolinie był. Zaprawdę, tamże.
        17. I przytoczył Starzec z Boru, co Pismo opisało:
        18. Że Adam przeżył dziewięć set trzydzieści lat. I umarł.
        19. Że Henoch przeżył trzysta sześćdziesiąt pięć lat. Nim umarł.
        20. Że pielgrzymował lud lat sto trzydzieści, rzekł Jakub faraonowi
        21. Że liczba bydła na ofiarę biesiadną wynosiła: dwadzieścia cztery woły
        22. A sześćdziesiąt baranów
        23. A sześćdziesiąt kozłów
        24. A sześćdziesiąt jednorocznych owieczek
        25. Acz dwuocznych.
        26. I że liczba wojsk Zebacha i Salmunna w Karkor była piętnaście tysięcy mężów.
        27. Nie licząc wielbłądów.
        28. I żon.
        29. A zaprawdę, mąż, który ma żonę, ma żonę.
        30. Ale mąż, który ma dobrą żonę, szczęśliwy jest.
        31. Bo liczba jego dni będzie podwójna.
        32. Ale nie wielbłądów.
        33. I że liczbę Bestii kto przelicza, ten się przeliczy.
        34. Bo bestią może być żona.
        35. A nieszczęśliwy on mąż, co za żonę ma bestię.
        36. Taką, co wielbłąda przedłoży nad łoże męża.
        37. Czy taką, co jak bestia parzyć się zechce.
        38. Pary razy dziennie. Zaprawdę, i częściej jeszcze. I w nocy.
        39. Zaprawdę, nieszczęsny on mąż
        40. Bo liczba jego dni będzie dwakroć krótsza.
        41. Ale nie wielbłąda.
        42. Na Goga i Magoga.
        43. I izraelickiego Boga, co Goga i Magoga wytłukł do noga.
        44. Zaprawdę, o to wszystko Starzec z Boru pytał - a z wielką inwiligencją.
        45. A liczba powyższych wersów jest czterdzieści i cztery.

        46. I odpowiedział mu Pan: Hę?
        47. O czym pleciesz? Zaprawdę, pleciesz czym o czym?
        48. I trzy po trzy? Zaprawdę, trzy po trzy dziewięć jest.
        49. A nie mniej niż dziewięć, ani nie więcej niż dziewięć
        50. Ale właśnie dziewięć i dziewięć tylko i zaprawdę to dziewięć.
        51. I odszedł Pan w pomieszaniu
        52. Żeby post ten posłać między sługi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka