cruach
17.09.03, 13:46
Proszę, opiszcie mi swe miejsce pracy, o ile jest ono w miarę statyczne a nie jeździ albo nie lata. Cobym się poczuł bliżej :)
To moje to by było tak:
Nr identyfikacyjny: 654691. Pokój nr 434. Nr wew. telefonu: 323. Telefon stoi na czarnym politbiurku, o czarnej politurze: ze strony prawej: na
kalendarzu na rok '99, którego nie wywalam, bo (a) jest formatu A0 (b) można po nim bazgrać (c) nań kawę wylać (d) zeń czytać ciekawe
informacje np. Łódź 042 a Malbork 055 (e) się kojarzy z filmem Space 1999. Kubek od kawy z logiem Maxwella ukochany, gdy wmawiam sobie,
że chodzi o szkocki klan Maxwell a nie pieprzonych Holendrów, co nie dość że leźli za skórę Cruachowi oraz Fraucymesowi w Amsterdamie, to
jeszcze podszywają się pod frytki McCain, że o Banku Śląskim nie wspomnę. Między kubkiem a kalendarzem jest podstawka po recyckingu
opisanym tu: https://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10322&w=8001475
Przed sobą mam: [na pierwszym planie] takie coś podstawkowego, w co można wsiudać papier, żeby się łatwiej czytało, [a na drugim planie]
politbiurko bliźniacze z oprzyrządowaniem bliźniaczym po koledze który machnął ręką i opuścił okręt ze sześć dni temu; tamże na blacie parę
słowników, głównie technicznych [na trzecim planie] ścianę białą z ozdobnikami:
a) trzy dziury po listwie naściennej zabranej przez poprzednika osoby co opuściła okręt jak wyżej
b) kalendarz ścienny na gwoździu zruściałym, obecnie nastawiony na wrzesień, na obrazku Anglia: Blenheim, tyle wiem z podpisu, bo samego
obrazka nie widzę, bo na kalendarzu na tym samym gwoździu wisi zegar ścienny nazwy Kronos Quartz który im bliżej godziny piętnastej tym
milej, bo wtedy rzucam się po schodach z czwartego piętra, zdaję klucz, odbijam kartę pracowniczą, biegnę trenowany od dawna dystans na
tramwaj 16 albo 14 ale lepszy 14, co zawozi mnie do tak zwanego centrum Katowic z którego biegiem jeden przystanek bo korki w mieście takie
że choć autobus numer 66 wyjeżdża 15:12 a ja wysiadam z tramwaju 15:14 ale na następnym przystanku 66 jest planowo o 15:17 a ja biegnę i
jestem 15:17 też a jeśli się nie skorelujemy to o 15:28 jest autobus 77, przy czym 66 mogę jeździć tylko wtedy o ile po 35 minutach jazdy mogę
wysiąść na granicy Katowic, Mysłowic i Sosnowca, podbiec pod Real i wsiąść do ticauta już wcześniej umówionego Fraucymesu a jeśli
Fraucymes nie może mnie odebrać spod marketu, to zostaje autobus 77 co wiezie mnie przez minut 55-65, zależnie od pory dnia i roku, na
przystanek koło miedzy przez pole którą pokonuję o ile nie ma burzy bo jak jest to ja nie wariat żeby iść otwartą miedzą pod kablami wysokiego
napięcia a za miedzą jest już chałupa a tam wbiegam na górę, i potykając się lub nie o byty ożywione i nieożywione ćwiczę różne rzeczy i jem
jeszcze różniejsze a potem zasiadam do pracy poetatowej choć nie wiem czy tak bardzo pracy bo nie wiem czy z niej będą pieniądze;
c) plakat nieznanego pochodzenia w barwach złotej polskiej jesieni pokazujący coś jakby dach japońskiej pagodki, co mi pasi, bo gdybym nie
był Szkotem to bym był Japończykiem ale cóż zrobić na japonistykę trzeba było zdawać dwa języ zachodnie a ja znałem jęz zachodni jeden oraz
jeden rosyjski; który to plakat wisi na drzwiach zamkniętych na klucze co zaginęły więc przejścia do sąsiada nie ma a zresztą po co;
d) telefon gorącej linii z prezesurą który pozostał po osobie poprzedzającej poprzednika osoby co?(patrz a) który wolę nie wiedzieć czy działa;
e) wtyk do sieci zakładowej intranet z możliwością internetu, ale że master serwery podglądają mnie co rusz, to nie mogę wchodzić na porno
strony nad czym nie boleję bo i tak mam porno o czym będzie niżej, ale co gorsza nie mogę sobie zainstalować osławionego przez Was GG.
Pod nogami i biurkiem plątanina kabli, a jeden z nich jak kopnąć, to mi ekran komputera robi się różowy, ale który to kabel to nie wiem.
Komputer prostacki, nic ciekawego. Może to, że bateria jakaś w nim siadła i codziennie muszę ustawiać zegar bo wyskakuje prahistoryczna data
i nie puszcza mnie internet z powodów bezpieczeństwa. Na prawo od politbiurka zestaw sklejkowy na którym stoi parzenica wody na kawę jak
wyżej wspomnianą, rozpuszczalną. Po kawie nie myję kubka, lecz o koło 9.00 wsadzam tea-bag marki Lipton Earl Grey, i to się miesza z małą
stratą dla smaku. Koło parzenicy kaloryfer, teraz jeszcze na urlopie. Herbaty, kawy a woreczek ze śniadaniem trzymam w szafce czarnej o trzech
szufladach: papu jest w tej najwyższej, picie w najniższej a w środkowej mam jakieś papiery i druczki np. formularz o udzielenie urlopu; a poza
tym a to linijka a to maść marki Flucinar a to naklejki na dyskietki niewykorzystywane a to czasopisma głównie fantastyczne oraz literackie. Po
lewej stronie biurka, na podwyższeniu sklejkowym monitor. Przy monitorze nożyczki, luźne wizytówki a coś już nieaktualne, papiery bieżące. Przy
lewym łokciu futerał na okulary (zerówki, takie dla ochrony przez monitorem, co się należą z przepisów bhp), telefon komórkowy marki Motorola,
zeszyt w którym nic nie notuję ale na okładce są pokazani ze dwaj Szkoci i jest podpis: Irlandia. Przy prawej dłoni mysz, na podstawce
obgryzionej (przez mysz) przy długopisie marki Nieznanej z urwanym dzyndzołkiem do zaczepiania w klapę albo kieszeń. Przed sobą jakieś
spinacze i notatki osobiste: z ostatnich np. komórka do Szproty albo do Aarda, dziurkacz którym niczego nie dziurkuję ale który ma taką wysuwkę
którą wysuwam a potem na niej opieram łyżeczkę którą dozuję ww. kawę oraz wynurzam ww. tea-bag.
Porno jest bo wentylacji w pokoju brak bo przed ww. ważną osobą z punktu d) był w tym pokoju magazyn chyba. Z prawej zestaw okienny przez
który nie wyglądam, bo wychodzą na słońce i od samego rana, żeby coś widzieć na monitorze pierw prostuję żaluzje horyzontalne a potem
opuszczam rolety wertykalne i robi się ciemno poza tym że porno ale dzieci z tego żadnych nie ma bo na politbiurze nie zmieściłbym żadnej
dziewczyny chyba że schowałbym kubek i telefon. Acha, między telefonem a kalendarzem '99 jest perforowana po obwodzie karta na której z
niepamiętnych powodów sąsiad zza drzwi co to klucze doń zaginęły więc musiał przyjść korytarzem, zresztą chemik, narysował mi benzen,
toluen, etylobenzen, ksylen. na lewo od biurek zestaw szafowy z różnościami głównie z papieru. Na lewowprost drugi zestaw, nieużywany, pusty,
a też wieszak póki co pusty ale jesienią i zimą to któż wie? Choć zestaw szafowy numer dwa pusty powiesiłem na niej kartkę - o treści
wygrzebanej z Sieci:
WĘZŁOWY PARADYGMAT CYBERPRZESTRZENI REALIZUJE SIĘ W APORETYCZNYM PROCESIE KREOWANIA Z ISTNIEJĄCEJ BĄDŹ
POTENCJALNIE ISTNIEJĄCEJ REALNOŚCI SPOŁECZNEJ QUASI--LOKALNYCH TOŻSAMOŚCI W KATEGORIACH KANONICZNYCH FORM
KONTAKTÓW, CZEMU TOWARZYSZY NIE TYLKO SYNTAGMATYCZNA RENORMALIZACJA FENOMENOLOGII PRZESTRZENI NARRACYJNEJ,
ALE I WYMÓG NATURALIZACJI INTERSUBIEKTYWNEJ STRATEGII KOGNITYWNEJ, A CO Z KOLEI POZWALA ROZWIĄZAĆ TEKSTUALNĄ
DIALEKTYKĘ FUNKCJI REFERENCYJNEJ I PERFORMATYWNEJ, WZAJEMNIE PROBLEMATYCZNEJ I OSTATECZNIE PROWADZĄCEJ DO
REDEFINCJI I REIFIKACJI PARADYGMATU PARABOLI W MODELU METAFORY GRY JĘZYKOWEJ.
Na drzwiach wejściowych w kanionie między nabrzeżem jednego zestawu szafowego a drugiego powiesiłem dwie kartki. A na jednej cytat z
klasyka: "Chętnie bym Ci objaśnił tę metodę wspaniałą, Póki o niej pamiętam?Niestety / Ja mam czasu za mało, ty masz mózgu za mało, / A
poza tym są inne sekrety", a na drugiej obliczenia działu księgowości, że gdybym ze dwa razy wydajniej pracował, to bym przestał przynosić
straty, a dwa razy wydajniej równa się 30 stron dziennie no bo są wysokie koszty ogólnozakładowe a zatem ja to pieprzę bo jak mam być
deficytowy na 30% albo na 130% to mnie jedna ryba, więc co mi się głupiemu zachciewa wyjść z RU, WS by podkręcić tempo to czytam te
wielkie minusy około nazwiska mego i trzniam. W jedynym w miarę wolnym miejscu na wszechobecnym na podłodze linoleum jest fotel
obrotowy ale nie daj