Forum Sport Tenis
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Czas nowego otwarcia

    IP: *.dynamic.chello.pl 01.01.14, 11:36
    Chyba wszyscy zastanawiają się jaki będzie 2014 rok dla tenisistów. Mało kto ma odwagę podzielić się swoimi przemyśleniami, zdecydowanie więcej chętnych woli czekać, żeby potem łapać za słowa i krytykować. Specjalistów od krytykowania piszących jest tu urodzaj, niektórzy zajmują się wyłącznie tym, nie potrafiąc napisać nic konstruktywnego w temacie tenisa od siebie.
    Maciej nieustająco wierzy w amerykański tenis, Bouchard i młodziutką Konjuh. Męski tenis na tym forum mało kogo interesuje, nawet jak Polacy odnoszą jakieś sukcesy, bo przecież ważniejsze, żeby Woźniacka nie pięła się wyżej w rankingu, bo nie daj Boże może się jeszcze wypiąć przed Radwańską, a tego klaskacze by nie zdzierżyli.
    Po części podzielam fascynacje Macieja, bo wierzę w młodość, w nowe, prawdziwe talenty i cieszy mnie każdy sukces, jeśli zasłużony i osiągnięty w otwartej walce. Otwartej walki będziemy oglądać coraz więcej, bo czas przebijaczy minął i trzeba mieć nadzieję, że bezpowrotnie. Na dzisiaj najbardziej fascynuje temat AO, czy znowu Novak, czy znowu finał dwóch najlepszych, czy znowu na wyniszczenie, czy będzie inaczej. Dziwnie, ale sądzę i mam nadzieję, że będzie inaczej. Faktem, że zarówno dla Rafy, jak i Djoka AO będzie miało szczególne znaczenie, bo jeśli myślą, a z pewnością myślą o klasycznym szlemie, to przymierzą się właśnie teraz, bo jak nie teraz, to kiedy. Za rok i z każdym następnym będzie znacznie trudniej, więc zrobią wszystko co w ich mocy, żeby ten pierwszy, ważny triumf odnieść. U pań walka będzie równie ostra, bo jest parę mocnych, które potrafią walczyć z Królową, a nawet wygrywać. Zważywszy ambicje i dyspozycję, pierwsza dziesiątka jawi się dużo ciekawiej, niż przed rokiem, a w setce dawno już nie było tylu świetnie grających zawodniczek, no i te młode, jeszcze bez sukcesów, doświadczenia, ale imponujące umiejętnościami, więc żadnej myślącej o tytule nie będzie łatwo.
    Coś mi się zdaje, ze ten rok przetasuje i przewietrzy nieco ranking, chyba jeszcze poza ścisłą czołówką, zanosi się w każdym razie bardzo obiecująco.
    Liczę na kolejne sukcesy JJ-a, świetne mecze Miśka Przysiężnego, Kubota i Grzegorza, na awans Kasi Piter do pierwszej setki, na piękną grę Kurami Nara i Wictorii Duval, no i marzy mi się zobaczyć wielki mecz Sióstr William, tylko tyle i aż tyle.
    Obserwuj wątek
      • Gość: Luka Re: Na dobry początek IP: *.dynamic.chello.pl 05.01.14, 18:01
        Pierwszy dzień Nowego Roku okazał się bardzo udany dla Niemców. Czterech, z których żaden nie był faworytem znalazło się w QF całkiem solidnie obsadzonego turnieju w Katarze. Surowe lekcje natomiast pobrali klasyczni przebijacze, Ferrer nie ugrał nawet seta z Brandsem, a Errani poległa w trzech z Vanią King.w Shenzhen.
        Nie ma to, jak dobrze zacząć rok, sezon, bo to dobrze ustawia psychicznie do kolejnych meczy i turniejów. Nie miał jeszcze tytułu w Doha Rafa, to już ma. Nie udało się natomiast Rogerowi zdobyć tytułu w dość marnie obsadzonym turnieju w Brisbane. A miało być tak przyjemnie, w loży córeczki w sukieneczkach, żona przy nadziei, a finał oldboyów wygrywa australijski walczak, z którym w pierwszym secie Roger przy jego podaniu zdobywa jeden punkt, a w całym secie jeden gem. Tytuły w pierwszych turniejach zgarnęły; Królowa Setena, Na Li i Ivanovic.
        Dobry początek roku i przygoda życia dla Grzegorza Panfila, który świetnie zaprezentował się w towarzyskim turnieju pod nazwą Puchar Hofmana, gdzie bardzo szczęśliwie zastąpił JJ-a, wygrał z Raonicem i walczył na równych warunkach z Tsongą. Gra Panfila z wysokiej marki graczami faktycznie mile zaskakiwała i zachwycała. Topowego komentatora ES napawał natomiast prawdziwą dumą wizerunek polskiej dwójki, bo rewelacyjnie wyglądali, zachowywali się i uśmiechali. Pan Stopa nie zauważył nawet, że nasza zawodniczka reprezentowała Polskę w barwach nomen omen francuskich, ale skoro wypięła się na barwy swojego kraju na Olimpiadzie, to przecież ujdzie i na takiej towarzyskiej imprezie.
        Grzegorz faktycznie prezentował okaz siły, mężczyzny i dobrego sportowca. Miał chociaż jedna białą koszulkę z czerwonym akcentem, a na czerwone gatki miało prawo mu zabraknąć.
        Pan Stopa dużo jeszcze pisze na swoim blogu o ponurych czasach, kiedy to Polak Polakowi wilkiem był i zachowania wykraczały daleko poza normy znane z kortu. Ja pamiętam nie tak odległe zachowanie Polki na Wimbledonie, jak podawała rękę rywalce z odwróconą głową, a sędziemu w ogóle nie raczyła podać reki, czmychając upokorzona przegraną z zawodniczką z trzeciej dziesiątki. Lisicka to tylko Polka z pochodzenia, więc dla naszej pańci żadna Polka, ani godna szczerej gratulacji rywalka. Jak nie ma co, to muszą cieszyć, ropusie uśmiechy rozbawionej Isi i autentycznie szczęśliwa twarz Grzegorza, chyba największego beneficjenta tego turnieju. Duży szacun dla Janowicza, że się wycofał, wreszcie ktoś w tym sztabie myśli, są ustalone priorytety i jest nadzieja na dobry sezon, czego Jemu i wszystkim kochanym walczakom nieustająco życzę.
        • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Na dobry początek IP: *.dynamic.chello.pl 05.01.14, 20:31
          ale Nadal to zdobył w takim stylu tego Doha, że wstyd się przyznawać. kiedy przegrywał z Davydenką w finale, a rok 2009 to już gorszy rok od etapu z lat 2004-2007, to przynajmniej mógł powiedzieć że ktoś grał na dobrym poziomie, a teraz mimo tragicznej gry wygrał turniej, w którym nie miał z kim przegrać. Hewitt nie powinien z taką grą nigdy zdobyć żadnego tytułu, gra podobnie jak Radwańska.
          • Gość: Luka Re: Na dobry początek IP: *.dynamic.chello.pl 05.01.14, 21:27
            Nadal miał z kim przegrać, bo z taką gra mógł śmiało polec z Murray`em, Feru, Berdychem, Gasquetem, to wszystko pierwsza dziesiątka, jeśli cokolwiek ma to znaczyć.
            Mógł jeszcze bardziej napocić się z Gulbisem, czy Gojowczykiem, trafićna Browa i prawie obowiązkowo przegrać z Monfilsem, który w tym turnieju prezentował się znakomicie.
            Tylko ci pierwsi grali jeszcze gorzej od niego, a Monfils należy do tych, co mają parcie na grę, ale nie mają parcia na wynik. Nadal przeważnie wygrywa turniej, w którym na początku mu kiepsko idzie. Taka jego uroda, że im bardziej się po drodze namęczy, tym lepiej na tym wychodzi. Mnie się z tego katarowego towarzystwa najbardziej podobał mecz Dastina Browna z Monfilsem. Dastina widziałem pierwszy raz i serce boli patrzeć, jak taki czystej wody talent się rozpływa. Hewitt faktycznie nie grał nic nadzwyczajnego, poza paroma akcjami i to wystarczyło. No i nie musisz Go obrażać, porównaniem do Radwańskiej, chociaż na ten moment to pańcia miejscami gra pewnie lepiej.
            • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Na dobry początek IP: *.dynamic.chello.pl 06.01.14, 00:59
              Hewitt to zdecydowanie najgorszy nr.1 w historii tenisa, i kto wie czy nie najgorszy egzemplarz jaki wystąpił w pierwszej 5. czy to podważysz? za takie przewinienia, nie powinien nigdy już wygrać punktu, a nie tylko meczu. to jest oczywiste.

              Radwańska to zaś najgorsza tenisistka która była w pierwszej 4, odkąd Errani była 5 rakietą świata.

              a widzisz, nie znasz Browna to masz niedostateczne porównanie, i dlatego Ferrer czy Hewitt nie wydają Ci się jeszcze tacy najgorsi. Brown jest dowodem na to że ofensywny i wysoki tenis jest dziś częściej poza top100, niż w top50. Brown jakość gry ma na top15, lepszą niż Lopez, a ranking wiadomo jaki. ale pytanie czy cenimy jakość gry, czy jej skuteczność.

              a Monfils dla mnie gra jak Simon, z tą różnicą, że ma talent większy. zawsze jednak tenisistów w pierwszej kolejności krytykujemy za intencje, a w drugiej za wykonanie. inklinacje do przebijania łagodnego piłki na drugą stronę jeszcze w podłużnym stylu bez nawet jakiejś sensownej rotacji muszą być surowo karane.

              • Gość: Luka Re: Na dobry początek IP: *.dynamic.chello.pl 06.01.14, 12:26
                Oceny ludzi zostawmy Panu Bogu, wystarczy oceniać to co prezentują, potrafią, jak się zachowują i czym komu imponują. Na mnie numerki rankingowe nie robią specjalnego wrażenia, czy byle wyniki, zdobyte byle z kim, byle jak i byle gdzie. Natomiast warci uwagi i godni zainteresowania są przede wszystkim ci, którzy mają coś indywidualnego, wartościowego, nadzwyczajnego do pokazania, albo coś pozytywnego do przekazania, czy zaoferowania.
                Nie muszę znać Browna, żeby oceniać grę Ferera, czy Hewitta, czy ich jako zawodników, ale moje oceny na pewno nie są mierzone, ani nie wynikają z miejsca zajmowanego w rankingu, czy li tylko patriotyzmu jak w przypadku większości. Jak są prezentowane rzeczywiste, czy wyjątkowe wartości, są fakty, to nie trzeba gimnastykować się w dorabianiu karkołomnych ideologii, bo argumenty są podane na tacy
                Warto czasem pamiętać, że dobrymi chęciami piekło wybrukowane.
                • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Na dobry początek IP: *.dynamic.chello.pl 07.01.14, 01:21
                  rankingi są ważne w ten sposób, że im ktoś jest gorszy tym powinien mieć gorszy ranking a im lepszy tym lepszy. a jeśli jest odwrotnie, co od jakiegoś czasu jest prawidłowością, to tym gorzej dla tego co ten ranking ma. nie miałbym nic do Radwańskiej, gdyby była taka, no tysięczna, a do Hewitta, gdyby był pięćsetny. ba, nawet do Simona nic bym nie miał gdyby był 500. ale jakim prawem, z taką grą zajmują wysokie miejsce?@!

                  Hewitt gra tenis oparty na tym samym co Simon i Radwańska. przebijanie na drugą stronę średnich piłek aż do popełnienia błędu przez przeciwnika. rzeczywiście nie trzeba znać Browna, żeby wiedzieć że to niedopuszczalne.

                  nie ma za co cenić Hewitta, natomiast za co krytykować to i owszem. jedyne punkty wygrane ambicją i walecznością, cierpliwością, i bieganiną do piłek. ile było takich meczów gdzie przeciwnicy się starali grać ładne akcje, a ten przebił 30 piłkę taką samą w karo serwisowe i się cieszył że przeciwnik popełnił błąd?

                  przecież to ta sama metoda na sępa. w tenisie męskim Hewitt był najbardziej schematycznym tenisistą czołówki, a Ferrer po nim przejął pałeczkę. po doświadczeniach z Simonem, i Murrayem, oraz w dodatku Monfilsem, zaciera się obraz tej przeciętnej postaci, o kiepskich walorach tenisowych.

                  ostatnio przytaczano wywiad z śp. Kilarem, który mówił, że najgorzej dla artysty jest kiedy ktoś mówi o jego twórczości "ładne, ciekawe, interesujące", inaczej - poprawne, ale bez odzewu, wrażenia i emocji. ale najgorzej, jak to się opłaca. a potem inni z tego że się opłaca, wyciągają odwrotne od właściwych wnioski.

                  • Gość: Luka Re: Na dobry początek IP: *.dynamic.chello.pl 07.01.14, 16:02
                    Ranking ATP jest przynajmniej zobiektywizowany i skonstruowany na sensownej podstawie.
                    Ranking WTA to kuriozum i żadne kosmetyczne korekty tego nie zmienią, tyle że to nie wina zawodników i nie do nich pretensje. Meczu Hevitta chyba nie oglądałeś, dawno zaszufladkowałeś i jedziesz na wyrost. Czas przebijaczy dobiega kresu, metodą na sępa, trzeba mieć dużo szczęścia i coraz trudniej. W żadnym wypadku nie wrzuciłbym Leytona do jednego worka z Andym Feru, czy Simonem, bo każdy z nich to zupełnie inna bajka. Chyba gołym okiem widać, że przebijanie już się nie opłaca, a rachunki są słone i trzeba będzie płacić.
                    • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Na dobry początek IP: *.dynamic.chello.pl 07.01.14, 17:31
                      nie no, Lapentti, też z czasem zeszlachetniał, i grał bardziej jak Canas po sterydach, niż Lapentti junior, ale za to co wyrządził Hewitt ATP, kiedy był nr.1 nie ma przebaczenia. teraz jak by tak grał średnią piłkę na karo przez 30 razy to by pewnie oklapł z sił po jednym gemie, ale klucz do oceny zawodnika, to czy robi tak bo musi, czy dlatego że tak uważa za stosowne.

                      Hewitt uważał za stosowne przebijać do upadłego z kontry ten sam schemat jak Woźniacka z tym że on grał w ATP! teraz niech cierpi katusze i męki wielkie i bierze zastrzyki w stopę.

                      Ferrer to ten sam schematyzm chociaż wolę starego Ferrera niż młodego Hewitta.

                      a Simom i Murray i Monfils mają ten sam wspólny pierwiastek, i główny sposób gry, z różnicami indywidualnymi z których najwięcej ma chyba jednak Murray, mimo wszystko na dzisiaj, a Monfils mnie nigdy nie przekonywał, nie przekonuje, i nie będzie przekonywał.

                      przebijanie się w czołówce jak najbardziej opłaca, zyskują wielkoludy, i uniwersalni baselinerzy, głównie najsilniejsi w obronie, szkoła Nalbandiana, i Canasa. tenis inny to Tomic, Gasquet, Paire, Chardy, Brown, Tsonga, niech będzie że Wawrinka, czy nawet Almagro. nie są specjalnie z przodu. wielkoludy też nie grają jak Mark Philippoussis. raczej bezpiecznie mieszczą piłkę, Isner nie ryzykuje, Berdych to porażka, Del Potro gra jak sztywny Nalbandian od strony taktycznej, tyle że przywali czasem konkretniej, Raonic świetny serwis i nic poza tym, Querrey dno, Cilic przeciętność, i Janowicz podobno tylko ryczy jak serwuje.






                      • Gość: Luka Re: Halo ! Tu Ziemia ! IP: *.dynamic.chello.pl 08.01.14, 13:42
                        Hewitt na pewno nie cierpi katuszy, jest szczęśliwy że znowu udało mu się pokonać Feda.
                        Mecz zagrał mądrze i wcale nie przebijał do upadłego. Upadłym okazał się Roger i nie dlatego że przegrał, tylko jak przegrał i co pokazał, a pokazał wszystkie możliwe słabości i małości. Nie wiem co powiedział po meczu i nie wiem, czy jeszcze kogoś interesuje co ma do powiedzenia na temat swojej dyspozycji i gry. Na ten moment zresztą zdecydowana większość cienko przędzie, ale szanujący się przynajmniej nie nadużywają wielkich słów, a balony zawsze będą dymane przez wyspecjalizowanych w dmuchaniu komentatorów i stacji, z TVP Sport na czele. Przez ostatni rok, a nawet w tym roku na okrągło odtwarzają ubiegłoroczny mecz Radwy z Cibulkową, widać zachwyceni wynikiem epokowego meczu naszej pańci, który był najgorszym meczem ubiegłego sezonu. Do tego jeszcze przy okazji każdego meczu przypominają ten nadzwyczajny wyczyn tak przekonywująco, że już sam wierzę, że był to najlepszy mecz Isi w całej karierze. Turniej w Sydney jeszcze trwa, wierzących przybędzie, a nawet takich co krzykną Halo ! Tu Ziemia !
          • jan_stereo Re: Na dobry początek 07.01.14, 15:46
            Gość portalu: Wypowiedź Eksperta napisał(a):

            > ale Nadal to zdobył w takim stylu tego Doha, że wstyd się przyznawać..

            W wielkim stylu to Nadal (i inni czolowi gracze) wygrywaja jedynie wielkie szlemy, a takie turnieje jak ten w Katarze to gra sie na jednej nodze, pro forma, sila woli, walczacej z brakiem motywacji do wygrywania pospolitych potyczek. Sama wygrana jest tu wiec juz sporym wysilkiem godnym gratulacji, bo to zwyczajnie pelna profeska.
      • jan_stereo Re: Czas nowego otwarcia 06.01.14, 23:49
        Gość portalu: Luka napisał(a):

        Faktem, że zarówno dla Rafy, jak i Djoka AO będzie miało szczególne znaczenie, bo jeśli myślą, a z pewnością myślą o klasycznym szlemie, to przymierzą się właśnie teraz, bo jak nie teraz, to kiedy. Za rok i z każdym następnym będzie znacznie trudniej, więc zrobią wszystko co w ich mocy, żeby ten pierwszy, ważny triumf odnieść.

        Nie wiem co tam sobie Djokovic mysli, ale Nadalowi raczej powiewa sprezanie sie w celu zdobycia klasycznego szlema (kogo to dzis ekscytuje tak naprawde ?), on ma raczej inny cel, bardziej tresciwy i realny, a mianowicie wygranie jeszcze tych kilku duzych szlemow, a co najmniej jeden, az do wyrownania z Samprasem. Potem sie zobaczy, i ja bym wolal, aby i on w ten sposob podchodzil do sprawy ;')
        • Gość: Luka Re: Czas nowego otwarcia IP: *.dynamic.chello.pl 07.01.14, 16:16
          Generalnie podzielam Twój sposób widzenia. Wiem jednak, że na pewnym poziomie i w pewnym momencie gracze klasy Djoka, czy Rafy muszą myśleć o tym i sadzę, że myślą.
          Obaj mają świadomość, że ten rok jest dla każdego z nich optymalnym i być może ostatnim, kiedy warto podjąć taką próbę.
          Jestem pewien, że ten z nich, który wygra AO, jeśli wygra, bardzo solidnie przymierzy się do zdobycia klasycznego szlema i sądzę że każdy z nich ma na to w tym roku realne szanse.
          • jan_stereo Re: Czas nowego otwarcia 07.01.14, 21:44
            O Djokovicu tutaj nie mowilem w tym konkretnym kontekscie, w jego przypadku rozmyslanie o wygraniu klasycznego szlema ma jeszcze jakis sens, bo wydaje sie byc ciut realniejsze, niz wygranie tylu wielkich szlemow do konca swej kariery aby przeskoczyc takiego Federera. Natomiast z Nadalem sprawy sie maja inaczej, on nie musi sie az tak katowac psychicznie i narzucac podobnej presji na wygranie 4 kolejnych wielkich szlemow, bo jemu wystarczy tyle ugrac ogolnie by doszlusowac do numeru jeden pod wzgledem liczby wygranych szlemow, jest wiec to realniejsze i pewniejsze, zwlaszcza jesli idzie o przygotowanie.

            Stad moj osad sytuacji odnosnie Nadala. Niestety niepodzielam zdania by ktorykolwiek z tych dwoch panow byl az tak dysponowany fizycznie i psychicznie by mierzyc sie z klasycznym szlemem, za pozno na takie cuda. Byl taki rok gdzie moglo sie to faktycznie udac jednemu i drugiemu, ale wlasnie oboje stawali sobie wowczas na drodze, tak wiec, pozostaje nam jedynie gdybac co by bylo gdyby, dla czystej zabawy chyba tylko ;') Nie wiem tez co wygranie AO mialoby tu zmienic, Novak wygral go parukrotnie i nic z tego nie wynikalo w poruszanym zagadnieniu, Nadal warowal w Paryzu, broniac tytulu, a i inni nie odpuszczali w pozostalych turniejach.

            Nie ma takiej dominacji w obecnym tenisie przez jakiegokolwiek zawodnika aby gadac powaznie o klasycznym, tak to widze.
            • Gość: Luka Re: Czas nowego otwarcia IP: *.dynamic.chello.pl 07.01.14, 23:35
              Punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia i czegoś tam jeszcze, co w środku kołacze.
              Myślę że w przypadku Rafy katowanie się psychicznie nie jest adekwatną kategorią, bo Jego psychika od zarania nastawiona jest na podejmowanie największych i najtrudniejszych wyzwań, On to lubi, tym żyje i z tego żyje w tym sensie, że to co najtrudniejsze, wydawałoby się nieosiągalne to go napędza i On się z tym całkiem dobrze czuje.
              Nasz punkt widzenia , a Ich /Rafy i Djoka/ , to dwa różne światy. Jak się jest w takim świecie, jeszcze na świeczniku, to nie ma takiej opcji, żeby nie myśleć o osiągnięciach poza, czy ponad wymiarowych, jest tylko lepszy, bądź gorszy czas i jest jeszcze czas ostatni.
              Myślę, że właśnie AO ma dla każdego z nich kapitalne, kluczowe znaczenie, bo otwiera taką szansę. I nie sądzę, by któryś z nich, był na dzisiaj w tej kwestii na straconej pozycji.
              Jasne, że spekulujemy, ale do odważnych świat należy. Mogę nawet posunąć się w tych spekulacjach dalej i zaryzykować, że jeśli ktoś z tej dwójki wygra AO, to bardzo prawdopodobne, że wygra również RG i co najmniej jeszcze jednego szlema. Tak mi się to w głowie na ten rok układa, a jaki scenariusz napisze życie, to się dopiero okaże.
              • jan_stereo Re: Czas nowego otwarcia 08.01.14, 00:21
                Rafa jest zbyt dojrzaly jako tenisita i czlowiek aby sie rzucac ze swymi przygotowaniami na klasycznego, bo to bardziej opowiastka dla mlodszych kibicow i w tym sensie powatpiewam aby chcial zaprzatac swoja psychike rzeczami, ktore by go wrecz rozpraszaly od bardziej wspanialych wyzwan, czyli wygrania tego, co faktycznie moze jeszcze wygrac przy swoich problemach zdrowotnych i wyniszczeniu latami gry na wysokim poziomie.

                Natomiast robienie z AO talizmanu i przepowiedni jest mocno spoznione, nie zadzialalo to w przeszlosci czego dobitny dowod moglismy ogladac sami, wiec nie wiem skad nagle takie prognozy i przeswiadczenie o skazaniu na sukces na RG po tym zwyciestwie.
                • Gość: Luka Re: Czas nowego otwarcia IP: *.dynamic.chello.pl 08.01.14, 20:14
                  Jak fakty dokonane, wyniki już zapisane, to łatwe i proste komentowanie. Mnie natomiast interesują nawet bardzo różne przewidywania, punkty widzenia i spekulacje dotyczące wydarzeń i wyników na które wszyscy oczekujemy. Kiedyś, na starym, dobrym forum Onetu nie brakowało chętnych, odważnych i gotowych do podzielenia się przewidywaniami, ale tam byli fani tenisa Peet, Ciapuszek, Arsen, strongreturn, Fanka Reny, andrew 67, kk 11, których przy okazji pozdrawiam. Tutaj tylko Maciej jest w temacie bojowy, a reszta tylko czyha, by łapać wszystko co się da za słowa, aby z przyjemnością potem dowalić.
                  Prognozy nie są grzechem, mogą się sprawdzić, albo nie i mają to do siebie, że zawsze oparte są tylko na przypuszczeniach, dlatego warto dyskutować, tylko po co je wyolbrzymiać do miana fetysza, czy z gwinta dezawuować.
                  • jan_stereo Re: Czas nowego otwarcia 08.01.14, 20:55
                    Spoko, poprognozujmy w Twoim stylu. Mysle, ze Nadal i Djokovic beda pierwszymi, ktorzy pociagna do 40ki na korcie i wygraja wowczas wielkiego szlema, Nadal w Paryzu, po roku przerwy na zregenerowanie sil, a Djokovic w Australii dzieki jeszcze zwiekszeniu swej dyspozycyjnosci psychicznej z nowym trenerem.Teraz pytam, kto jest wiekszym fanem tenisa i da wiecej.

                    ps. mnie takie 'przewidywania' o cudownym rakietowaniu kortowym, nie tyle pobudzaja do dezawuowonia ich, co raczej budza lekki usmiech na twarzy, bo mam przemozne wrazenie, ze sa pisane na powaznie. Jak bylem dzieckiem to czesto oddawalem sie podobnym fantazjom. Przykladowo, ze pojawia sie ktoregos dnia kosmici, albo ze zobacze na zywo duchy itp. Moja wina jesli nie wyczulem wlasciwie tematyki tego forum i podeszlem zbyt pragmatycznie.
                    • Gość: Luka Re: Czas nowego otwarcia IP: *.dynamic.chello.pl 08.01.14, 22:06
                      Lubię sprawiać radość bliźnim, bo lepiej jak się uśmiechają nawet ironicznie, niż syczą.
                      Moja prognoza sprowadza się do tezy, teraz, albo nigdy i nie wydaje się specjalnie karkołomna, zważywszy, że tyczy graczy w optymalnym, czy szczytowym okresie rozwoju.
                      W Twojej ocenie jest już po herbacie, a ja liczę jeszcze na solidny deser w tym konkretnym 2014 roku i nie rozumiem dlaczego ta możliwość, bo przecież w sporcie wszystko jest możliwe, tak Cię irytuje.
                      • jan_stereo Re: Czas nowego otwarcia 08.01.14, 22:28
                        To musisz jeszcze do swojego myslenia przekonac Nadala i Djokovica, co moze byc duzo trudniejsze. W mojej ocenie nie ma zadnej herbaty, ja bowiem wierze w duzo sensowniejsze cele i osiagniecia, ktore choc niewiarygodnie trudne, sa znacznie realniejsze, stad tez duzo bardziej ekscytujace moim zdaniem. Klasyczny szlem nie robi na mnie zadnego wrazenia (podobnie jak mozliwosci pojawienia sie UFO) i nawet go nie oczekuje, taki dziwaczny to potworek jest w mym mniemaniu.

                        Bede natomiast niezwykle podekscytowany, jesli Hiszpan wygra ze 2 wielkie szlemy, co samo w sobie stanowi niesamowita wrecz prognoze na ten rok.
                        • Gość: Luka Re: Czas nowego otwarcia IP: *.dynamic.chello.pl 08.01.14, 23:42
                          Rzecz w tym, że Twój punkt widzenia wcale nie musi pokrywać się i nie pokrywa z Ich punktem widzenia. Na Tobie wielki szlem nie robi wrażenia, jest abstrakcją, UFO, dla nich szlemy stanowią treść życia, największe wyzwania, Ich tyczą bezpośrednio, a klasyczny wielki szlem dla tenisisty na tym poziomie jaki osiągnęli i ciągle się znajdują zawsze będzie największym wyzwaniem. Djoko ma dużo większą szansę na przejście do historii przez zdobycie klasyka, niż pobicie rekordów Feda. Rafa tylko teraz może postarać się osiągnąć dwa w jednym, czyli zdobywając KWS, wyrównać osiągnięcia Federera. Nie ma takiej opcji, żeby o tym nie wiedzieli i nie myśleli i o to będą walczyć na AO. Moim zdaniem, to jest dokładnie ten czas, który drugi raz się nie powtórzy, co nie znaczy, że tak będzie, bo to jest sport i wszystko wydarzyć się może.
                          • jan_stereo Re: Czas nowego otwarcia 08.01.14, 23:58
                            Mam wrazenie ze zaczynasz tez fantazjowac na temat tego co napisalem. A w moim tekscie jest mowa o KLASYCZNYM szlemie w porownaniu do UFO (opowiesci o ktorym mnie nie ruszaja), wiec prosze sie cofnac o krok i napisac odpowiedz na nowo, zwlaszcza jej wstep.

                            Odnosnie Djoka wreszcie piszesz to, co ja pisalem juz na starcie naszej rozmowy, ze Djoko moze sie predzej szarpac myslami o zdobycie klasycznego bo nie ugra juz raczej tylu szlemow by wejsc do historycznej czolowki, jak Fedek i Sampras, a na co szanse ma wlasnie Nadal, wiec logicznym jest, ze temu najpewniej podporzadkuje swe przygotowania, a nie Twoim fantazjom, o czym juz na starcie napisalem. Ja wiem, ze przed telewizorem wszystko mozna sobie wymyslec, ale wyczynowy tenis wymaga wrecz matematycznego przygotowania i strategii, jesli maja byc osiagniecia, nie ma zatem tak ze hop siup hurra bede gral w tym roku o wszystko niczemu nie odpuszczajac ani troche.
                      • Gość: j. Syk IP: *.dynamic.chello.pl 08.01.14, 23:16
                        Gość portalu: Luka napisał(a):

                        > Lubię sprawiać radość bliźnim, bo lepiej jak się uśmiechają nawet ironicznie, niż syczą.


                        Bez obawy, sam tyle syku jadowitego wydzielasz, że małe jest ryzyko, iż cudzy usłyszysz.
      • Gość: Luka Re: Napięcie rośnie ! IP: *.dynamic.chello.pl 11.01.14, 18:03
        W takim czasie jak teraz, czasie oczekiwania na podniesienie wielkiej kurtyny nic ważnego, ani wielkiego się nie dzieje. Prawie błogą ciszę przerywa Federer zapowiadając, że teraz może wygrać z Djokovicem i Nadalem i jest to dość zaskakująca zapowiedź. Wyzwanie rzucone najsilniejszym rywalom w najmniej spodziewanym momencie, raptem parę dni po wyjątkowo lichej grze i sromotnej porażce z Hewittem, ma spory ciężar gatunkowy i zdecydowanie bardziej obciąża Rogera, niż rywali do których jest skierowane.
        Trudno nie zastanowić się po co taka dodatkowa presja fundowana samemu sobie i na własne życzenie. W ostatnim meczu i nie tylko, widać było gołym okiem, że Roger słabo radzi sobie z normalną, standardową presją nawet w dość niskiej rangi meczu i z nie najwyższych lotów graczem. Takie wyzwanie, nawet mimo dużego marginesu tolerancji na niezmąconą obrazem rzeczywistości wyobraźnię niezwykle wrażliwego przecież człowieka, siłą rzeczy rodzi pytanie, feniks, szaleniec, czy tylko ślepy wielbiciel Doriana Graya ?
        • Gość: Ekspert Re: Napięcie rośnie ! IP: *.dynamic.chello.pl 12.01.14, 00:01
          aż się spociłem z emocji.

          zapewne udajesz że nie wiesz, że Federer w 5 secie się nie poci. widocznie wyczaił sytuację że tym razem Djokovic będzie źle znosił australijskie lato, a Nadal nie zrobił treningów na początek sezonu, i zamierza ich przegonić kondycyjnie. chwyt z Edbergiem ma ich zmylić dla niepoznaki. a na koniec zobaczymy znowu, jak Federer wygrywa świeżutki pięciosetówki z zmachanymi Tsongą i Del Potro, którzy po drodze wyeliminują tych "głównych" rywali, lepszą technicznie oraz ekspercko grą ratkietą.

          mnie zaś cieszy dotarcie do głównej drabinki Vincenta Millota, który mimo 170 cm wzrostu i braku serwisu umie zagrozić niższym tenisistom, i Zariny Diyas, która wydawało się że dawno wejdzie do 20, a tym czasem zrządzeniem losu jest tam gdzie Domachowska.

          mecz Chardy - Huta Galung powinien być rozgrywany na korcie głównym.

          • Gość: Luka Re: I tęskno mi IP: *.dynamic.chello.pl 12.01.14, 17:16
            Nie wiem, nie pamiętam, czy w piątym secie Fed się poci. Na pewno spocony był jak szczur w trzecim secie z Hewittem, chociaż bardziej elegancko brzmiałoby Mr mokrego podkoszulka.
            Nie wiem dlaczego, wszyscy zakładają, że wszystko ułoży się po bożemu. Może tak, a może nie. Jak dla mnie, wolałbym i zakładam, że raczej nie i nie mam nic przeciwko temu, żeby Del Potro, Wawtinka, Fed, czy ktoś inny zostali beneficjentami takich niespodzianek, pod jednym wszakże warunkiem, że zagrają fenomenalnie i sukces będzie wynikiem ich znakomitej gry, a nie szczęśliwym, czy gładkim wdrapaniem się na cudzych plecach. Szlemy zawsze są dla mnie okazją do łowienia nowych, ciekawych twarzy, czyli nietuzinkowych i obiecujących graczy, a przede wszystkim do obejrzenia kawałka dobrego tenisa i na takie mecze liczę.
            Z pożałowaniem czytam te gromkie zapowiedzi Feda, Borga o Murray`u, czy wszystkich pewnych wygranej Serba. Ci ostatni, to chociaż mają podstawy, bo AO to faktycznie jego królestwo. Tyle, że żadne królowanie nie trwa wiecznie i każda passa kiedyś się kończy.
            Nie znaczy to, że życzę komuś źle. Ktoś, gdzieś tak pięknie napisał „ Wawrinka, Del Potro, Janowicz to moi romantyczni bohaterowie”. Tęskno mi, za nowym romantycznym bohaterem i niekoniecznie z tego zestawu, byle był prawdziwym i w sobie pięknym.
            • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: I tęskno mi IP: *.dynamic.chello.pl 12.01.14, 23:05
              no widzisz, jaka nastała pustka po Riosie, i Gonzalezie.

              pooglądaj sobie Huta Galunga, gra z Chardym, a Millot ma szansę zagrać z Murrayem. no i Andujar z Ramosem to może być dobry mecz.

              • Gość: Luka Re: No i się zaczęło ! IP: *.dynamic.chello.pl 13.01.14, 12:39
                Galunga nie pokazali, na ES-ach leciała proza Ferrera z Gonzalezem i męki Berdycha z jakimś nowym Ukraińcem, nie do wyrobienia, lepiej było pospać i tak przespałem pierwsze dwa sety Janowicza. Warto było się obudzić, żeby zobaczyć jak gra nowe bożyszcze Australii i jak dla mnie odkrycie tego sezonu GIORDAN THOMPSON, a gra fantastycznie.
                Miał chłopak i szczęście i pecha, że trafił na naszego Walczaka, który zmagając się z bolesną kontuzją stopy, w beznadziejnej sytuacji, powstał jak Feniks z popiołów i wygrał w pięciu setach trudny mecz z młodym bojownikiem od kangurów.
                Młody przywołał poniekąd wspomnienie młodziutkiego Nadala, oczywiście nie z powodu gry, tylko walorów osobowościowych, a gra faktycznie na miarę marzeń i wyobraźni nie tylko zauroczonych niesamowitym talentem Australijczyków.
                Być może, w tym turnieju urodziła się nowa przyszła gwiazda, taki nowy romantyczny bohater na miarę Rafaela Nadala.
                • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: No i się zaczęło ! IP: *.dynamic.chello.pl 13.01.14, 23:00
                  bo Eurosport woli pokazywać Radwańską niż na prawdę dobre mecze.

                  zapewne dziś obejrzysz Nadala z Tomicem, ale nie wiem czy wiesz który jest lepszy, a który tylko skuteczniejszy, natomiast dla mnie meczem 3 ćwiartki jest Danewicz Paire, a 4 Tsonga Volandri, chociaż tu wiadomo kto wygra od początku. dobry też powinien być Lopez Devvarman.

                  Kvitova jest nieobliczalna.

                  Thompsona nie znam.
                  • Gość: Luka Re: No i się zaczęło ! IP: *.dynamic.chello.pl 14.01.14, 16:30
                    Niewiele obejrzałem, bo i nie było specjalnie na czym oka zawiesić, może poza jamnikami, chociaż tego z Brandsem ES nie pokazał. Tsonga chyba już niczego większego nie zwojuje, za bardzo chimeryczny, Leytona było mi szkoda, ale walka do trzech, to już nie dla niego.
                    Zawiodła szalona Kaśka, nie zawiódł Misiek i moja ulubiona Kurumi Nara.
                    Na coś extra przyjdzie jeszcze trochę poczekać
      • Gość: Luka Re: Siódmego dnia AO rewelacja goni sensację ! IP: *.dynamic.chello.pl 19.01.14, 11:57
        Po sześciu dniach chudych i godzinach nudy wreszcie za sprawą pań coś się zadziało. Świetny mecz w wykonaniu Any Ivanovic , która eliminuje Wielką Królową i znakomity mecz młodej kanadyjki Bouchard z DellAcqua. Gra Kanadyjki, która awansowała do ćwierćfinału WS robi wrażenie z wielu powodów. Prezentuje bardzo ofensywny i nowoczesny tenis, to jest gra bardzo odważna, z pomysłem i z głową. Zaskoczeniem była równie imponująca gra Australijki, szczególnie w pierwszym secie. Zapamiętałem ją z meczu jaki rozegrała kupę lat temu też w AO z Venus Williams. Wtedy jeszcze młodziutka wcale nie pękła przed wielką faworytką, tylko podjęła walkę i zagrała bardzo dobry mecz.
        Dzisiaj obie dziewczyny pokazały kawałek naprawdę dobrego tenisa, który na tle większości damskich pojedynków jawił się wręcz rewelacyjnie. Bouchard to nie jedyne objawienie w damskim tenisie, podobno równie okazale gra Muguruza, ale widziałem tylko małe fragmenty z powtórek, więc zobaczymy co zaprezentuje w meczu z naszą pańcią, która jak zwykle bardziej szczęśliwie, niż zasłużenie dotarła do czwartej rundy.
        Najważniejsze, że wreszcie coś się dzieje, że już widać w meczach o stawkę nowe młode twarze, które potrafią zaprezentować dużo więcej, niż nudną obronną grę i szorowanie za końcową linią. Teraz trzeba jeszcze tylko poczekać na jakieś sensacje w wydaniu panów i myślę, że szansa jest i niech się dzieje !
        • Gość: Luka Re: Rewelacja już jest sensacją ! IP: *.dynamic.chello.pl 21.01.14, 13:42
          Dziewiętnastoletnia Kanadyjka debiutująca w AO pokonuje sensacyjną pogromczynię Królowej Sereny, jest w półfinale WS i już jest niewątpliwą rewelacją tego turnieju.
          Pokazuje bardzo dobrej jakości grę, opanowanie i nadspodziewanie dużą jak na swoje lata i skromne doświadczenie, dojrzałość. Ona już prezentuje wysoką klasę i ma papiery na mistrzynię.
          Natomiast klasy, ani wystarczających umiejętności jak na osiągniętą fazę turnieju nie pokazała Muguruza, która owszem, ma warunki i spore zadatki, ale w żadnym z elementów tenisowego rzemiosła , nie wspominając już o zmyśle taktycznym, czy inteligencji, nie dorównuje nastolatce z kraju klonowego liścia i na ten czas może jej co najwyżej odcisk ssać.
          Wstrzemięźliwie oceniam szanse na końcowy i epokowy sukces młodej Kanadyjki, chociaż życzę jej jak najlepiej.
          Równie wstrzemięźliwie i poniekąd ze zdziwieniem słucham euforii i zachwytów nad nowym Edbergowym wydaniem Federera. Jeśli przyjąć miarę, że Tsonga miał przetestować Feda i mecz z nim będzie wyrocznią formy Rogera, to powiem że miara była dość marnej jakości i próba skoro nie najwyższej marki, to raczej średnio wiarygodna. Nie mam też pewności, czy nie grający pół roku Murray będzie wystarczającą próbą, ale Rafa już tak, jeśli do takiej konfrontacji dojdzie. Dla mnie Tsonga skończył się na ostatnim RG w meczu z Ferrerem, gdzie przed własną publicznością i ogromną szansą jaka mu się otworzyła praktycznie nie podjął walki i zachowywał się jak rozkapryszona królewna na miarce grochu.
          Francuz zawsze grał tenis instynktowny, nie grzeszący inteligencją, ale odważny i z polotem.
          W meczu z Fedem nie grał nic, nawet na serwis nie mógł specjalnie liczyć i na tym tle Roger mógł robić wszystko co chciał, a chciał i mógł dużo. Pięknie się oglądało efektowne wypady do siatki, masę wspaniałych zagrań i niezrównaną elegancję, która zawsze pozostanie znakiem firmowym Rogera. Tylko Tsonga, to nie najwyższa półka, a Tsonga w ostatnim wydaniu, to żadna półka, za elegancję punktów nie będzie, a kto z Wielkich Pretendentów pozwoli mu na to co Francuz, oto jest pytanie. Odpowiedź padnie jeszcze w tym tygodniu i jest otwarta, bo być może moja wstrzemięźliwość jest nieuzasadniona. Być może równie okazale Roger potwierdzi zasadność powodów do powszechnej euforii i zachwytów w kolejnych meczach i sięgnie po rekordowy osiemnasty tytuł WS, czego trzeba Mu życzyć, ale niekoniecznie wierzyć.
          Tymczasem mamy powtórkę z największej rozrywki ubiegłorocznego turnieju, czyli istny horror w meczu Wawrinka – Djokovic. Grają rozstrzygającą końcówkę piątego seta, no i okazuje się, że w tym toku Djokovic nie obroni tytułu, nie będzie nawet w półfinale.
          W męskim tenisie też Rewelacja sprawia największą sensację i urasta do roli romantycznego bohatera nie tylko fana, który napisał „Wawrinka, Del potro, Janowicz, to moi romantyczni bohaterowie”.
          • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Rewelacja już jest sensacją ! IP: *.dynamic.chello.pl 22.01.14, 00:45
            nie zapędzajmy się aż tak daleko.

            do takich zawodników jak Millot, Llodra, Paire, czy Tsonga trzeba przykładać inną miarę niż do tytanów ciężkiej pracy i poważnego podejścia na śmierć i życie w walce o punkty.

            Francuzi w tym wypadku wszyscy, bez wyjątku grają radosny tenis, w którym chodzi o jakość i przyjemność z gry, a nie suche punkty. nie używajmy słowa inteligencja w tenisie, a tym bardziej mądrość jeśli chodzi nam o jego walory artystyczne i wyczynowe, a nie zawodowe czyli czysty punktowy zysk. w ich tenisie nie chodzi przede wszystkim i przeważnie o to żeby wygrać poważnie każdy punkt i ograć Federera, ale o tenis z polotem i fantazją, a że mają różne dni i nie do końca poważnie traktują osiągnięcia punktowe, to różnie grają w różnych meczach. może oczywiście irytować fakt, że każdy z wyżej wymienionych nie ma wyników mogących potwierdzać ich poziom, ale skoro nie walczą o nie tak serio jak większość stawki, to też trudno się dziwić że ich nie mają. jeśli uznamy że nie chodzi o to żeby grać najbardziej opłacalne rzemiosło w tenisie, a tym zawodnikom o to nie chodzi, to słowo inteligentny nie może się odnosić do zyskowności punktowej. Tsonga umie grać tenis inteligentny, tylko podchodzi do tenisa w mało ambitny, a często czysto rozrywkowy sposób. wynikiem tego jest dużo spotkań z najwyższej półki ale obfitujących w hazardowe zagrania w kluczowych momentach co tylko dodaje uroku widowisku, bądź takie puszczone przespane mecze jak ten dzisiejszy które nie pokazują nawet 20% z maksymalnego Tsongi. nie można mówić że Tsonga nie jest z najwyższej półki. jest ze zdecydowanie wyższej niż Djokovic, Murray, czy Nadal, chociaż o półeczkę niższej niż Gonzalez. nie gra po prostu poważnie. a to wybór a nie brak możliwości. Federer oczywiście gra tak jak zawsze grał, że mu trochę te woleje lepiej wychodzą to i dobrze, bo od 5 lat było żal oglądać Federera w większości ataków z klasyki ofensywnej gry w tenisa. niestety miękkie duże piłki utrudniają grę w stylu Samprasa czy Edberga, a Federer ma jeszcze nową do tego rakietę, stąd też gra wolejowa nigdy już nie będzie wyglądać tak kąśliwie jak onegdaj.

            Djokovic pokazał wielką słabość, bo Wawrinka grał tak jak zawsze. Stanisław zawsze był takim surogatem Gasqueta, Blakea, Haasa, gdzieś jakościowo stojąc obok Almagro. widziałem lepsze występy w jego wykonaniu. można pochwalić jednoręczny bekhend a nawet jeden z lepiej ciętych wolejów, ale to na prawdę druga dziesiątka w normalnych czasach jeśli chodzi o poziom umiejętności. to czy Wawrinka gra lepiej czy gorzej na początku czy na końcu meczu wcale mnie nie interesuje, bo chodzi o to co się dzieje w jego przekroju. w przekroju całości nie widzę żadnej nowej jakości.

            Muguruza jak zwykle sprezentowała mecz Radwańskiej, a nie Radwańska sama sięgnęła po zwycięstwo jak się dzieje ZAWSZE za każdym razem kiedy gra Radwańska, która moim subtelnym zdaniem nie zasługuje na takie prezenty. tak jak wielokrotnie orzekałem w tej sprawie, tajemnicą sukcesu takich tenisistów jak Radwańska, Hewitt, Hingis, Simon, Murray, Woźniacka jest znużenie przeciwnika. to taktyka na ogólnie rzecz biorąc dekoncentrację i zmęczenie psychiczne grą, które nie bierze się z jakichś zbyt inteligentnych akcji czy genialnych taktyk, tylko męczącej i nużącej powtarzalności, miarowości, regularności, których po drugiej stronie następuje w pewnym momencie przesyt. to jest taki wirus który systematycznie osłabia silny organizm, którego reakcja odpornościowa z czasem zaczyna szwankować. nawet jeśli wirusy czasem zabijają żywe i złożone organizmy, proszę zauważyć jaka jest różnica między prymitywizmem wirusa, a najwyższym skomplikowaniem osiągnięć ewolucji.

            • andy_lt Re: Psy szczekają,karawana jedzie dalej 22.01.14, 07:01
              Radwańska - Azarenka 6:1 5:7 6:0
              Tym razem mogę się zgodzić,że Agnieszka zagrała mecz życia.
              • Gość: toma55 Re: Psy szczekają,karawana jedzie dalej IP: *.dab.02.net 22.01.14, 09:02
                Ja to nawet opuscilem na moment stanowisko pracy ,
                I to kilka razy - jak zobaczylem wynik to nie moglem sie powstrzymac-
                Pozniej musialem nadganiac , ale co tam ,
                na ten moment czekalem ponad 2 lata ...
                Wiktoria cos nerwowo grala a Aga wsciekala sie spokojniej
                niz zazwyczaj - te uderzenie reką o rakiete ...
                ale to byly krotkie momenty oglądania meczu ,
                wieczorem obejrze na YouTube, na spokojnie .
                przy piwku :)

                p.s.
                a wlasnie , jak tam nasz zapchleniec , czym sie
                raczą doly spoleczne po kilku katastrofach w ciągu ostatniego tyg. ?
                • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Psy szczekają,karawana jedzie dalej IP: *.dynamic.chello.pl 22.01.14, 17:23
                  a kto to jest zapchleniec?

              • Gość: Ekspert Re: Psy szczekają,karawana jedzie dalej IP: *.dynamic.chello.pl 22.01.14, 17:22
                nie widziałem na szczęście tej katastrofy, ale w komentarzach słyszałem że Radwańska zagrała odważniej niż zazwyczaj. jeśli uważasz że to mecz życia to znaczy że ukrywałeś przed światem fakt, że Radwańska do tej pory grała w sposób zły, bo zbyt bierny i zachowawczy, i doceniasz to czego jej tak brakuje czyli odwagi i ryzyka bo jaka jest Radwańskiej taktyka? tylko przebijanie. tak jak mówiłem kibolom nie chodzi o to żeby Radwańska grała w określony sposób, ale będą klaskali do orzełka nawet jak będzie grała w środkową linię wszystkie piłki. chociaż jak będzie grała bardziej w stronę minimum, jakiego oczekiwałby każdy szanujący się znawca tenisa, to będą ją jeszcze bardziej wspierać. brak krytycyzmu oznacza w tym przypadku zaślepiony irracjonalizm.
            • Gość: Luka Re: Rewelacja już jest sensacją ! IP: *.dynamic.chello.pl 22.01.14, 18:45
              Niby dlaczego stosować różne miary w zależności od osoby. Moją miarą jest jakość gry i poziom meczu. Jakość gry prezentuje każdy zawodnik z osobna, a poziom zależy już od obu rywali. Inteligencja nie odnosi się do zyskowności punktowej, tylko do użytków z myślenia, na podstawie wiedzy i obserwacji. Wysoka półka nie znaczy najwyższa, a zawodowy tenis uprawia się na serio, nie dla jaj i na punkty, a nie fajerwerki, chociaż fajerwerki są bardzo mile widziane, ale wtedy jak dają efekt.
              Chyba każdy woli oglądać tenis radosny, grany z polotem, niż cierpiętniczy grany z wysiłkiem, ale dobry tenis to grany na poziomie i z głową, a nie byle przebić i do wiwatu.
              Ty masz swoją kategorię pt. ulubiony tenis w wykonaniu określonych graczy, jak zresztą każdy, tyle że Twój ulubiony nie musi być skuteczny, a mój ulubiony musi być przedniej jakości, najlepiej efektowny i jak najbardziej efektywny. Nigdy nie porywał mnie tenis Djokovica, bo to tenis bez faktora, bez pieczęci. Natomiast lubię i cenię Djoka za różne cechy osobowości i chętnie jego mecze oglądam, podobnie jak Wawrinki, ale ja u Szwajcara widzę oznaki nowej jakości.
              Ciekawa teoria tycząca wirusów i coś w tym na rzeczy jest, ale mnie się dzisiaj gra Radwańskiej w trzecim secie z Azarenką bardzo podobała. Chyba pierwszy raz pokazała że sama potrafi zagrać coś więcej, nawet coś ekstra i zrobiła to w doskonałym stylu.
              Faktem, że Azarenka grała straszny piach, ale trzeci set był już palce lizać i taką grę jak najbardziej chce mi się oglądać Nawet po meczu wypowiadała się zupełnie normalnie, nie szczerzyła na siłę ropusich uśmiechów i to już całkiem przyzwoicie wyglądało.
              Żałuję, że nie widziałem żadnego meczu Cibulkowej, jej dojście do półfinału szlema jest dość zaskakujące i sam jestem ciekaw, czy to jakieś nowe nadzwyczajne wydanie, czy niekoniecznie.
              Najważniejsze, że jak przewidywałem w tym szlemie nie dzieje się po bożemu, nie będzie powtórki z męskiego finału AO 2012, a kwestia tytułu jest otwarta również dla zawodników, którzy nigdy jeszcze w tym finale nie zagrali. Teraz ten szlem nabrał prawdziwych rumieńców, będą wreszcie jakieś emocje i to mi się podoba ogromnie !
              • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Rewelacja już jest sensacją ! IP: *.dynamic.chello.pl 22.01.14, 21:37
                właśnie prawdziwym zjawiskiem jest kiedy w zawodowych rozgrywkach ktoś uprawia tenis w dużym stopniu dla jaj i nie na punkty, po prostu przechodząc całkiem daleko samym poziomem gry i przewagą nad rywalami.

                cała sztuka to grać na równi / porównywalnie z innymi podczas gdy oni się wysilają a Ty się bawisz.

                nie musi być skuteczny, aczkolwiek jeśli jest permanentnie też jakoś za bardzo nie wyróżniam tych tenisistów. dlatego mówię tyle o Riosie, czy Gonzalezie, bo grając tak jak grali byli tam gdzie byli, podczas gdy Brown jest 158.

                rzemiosło wypiera indywidualne prowadzenie gry, i wyobraźnię zastępują schematy. w tenisie powinno być trochę przekory i utrudnień, zamieszania i kuszenia losu, a za najbardziej haniebne uznaję granie ciągle najbardziej opłacalnych rozwiązań. są one najbardziej oczywiste i przewidywalne i dlatego niedopuszczalne.

                nie widzę u Wawrinki postępów. gra moim skromnym zdaniem się nie zmieniła. może zmieniła się skuteczność. jest jasne że w 2009 jeszcze Wawrinka identycznie usposobiony byłby poza 10. teraz po prostu jest on, Almagro, Gasquet i Tsonga, a następny to już Fognini żeby powalczyć z statyczną czołówką. wszedł na miejsce które kiedyś zajmowali lepsi, Melzer, Verdasco, i wykorzystuje słabszą grę Francuzów. Monfils też w niczym nie gra lepiej niż kiedyś, a próbuje się w nim doszukiwać jakichś wielkich odmian. rozpaczliwie po prostu poszukuje się nowych ciekawych zawodników, ale to nawet do Haasa i Kiefera jest ciągle daleko. kiedy byli w dobrej formie.

                Cibulkova to strasznie słaba zawodniczka. cienka jak barszcz. pokonała Szarapową i otworzyła się jej drabinka, a Szarapowa nie miała dobrej dyspozycji. nie dość że Cibulkova to zawodniczka bardzo prostej gry, to do tego jeszcze ma fatalną psychikę i ciągle się denerwuje. nawet więc jak już strzeli kilka niezłych forhendów czy bekhendów z końcowej, zaraz wypuści prowadzenie z ręki.

                problem z tym, że to nie to zaplecze gra tak dużo lepiej, tylko to co było solidną półką rzemieślniczą gra gorzej co ułatwia takiemu Wawrince wejście wyżej, tak jak Szarapowa Cibulkovej. być może, może to coś odblokować w podejściu niektórych zawodników, a potem zmotywować na powrót dotychczasowych liderów, i wyjdzie to rywalizacji na dobre. ale dla mnie to powtórka z tenisa 2001-2003, tylko że wtedy było lepiej.
                • Gość: Luka Re: O sztuce dawania i odrabiania lekcji IP: *.dynamic.chello.pl 23.01.14, 08:33
                  Cała sztuka to umieć samemu dawać lekcje, a nie pobierać, być ganianym, zaganianym, i tylko liczyć że się uda, bo się parę zadań wykuło, więc jest prawdopodobieństwo, że coś się trafi. Dokładnie dlatego nie cierpię patrzeć na tenis przebijaczy, na to jak są zabiegani, upokarzani. Z politowaniem patrzę na radość takiego kujona, któremu udało się przejść do następnej klasy i wydaje mu się że jest wielki, a to tylko nauczyciel okazał się być łaskawy.
                  Lekcje innym można dawać na różnych poziomach, na poziomie rzemiosła, mistrza, albo arcymistrza . Djokovic jak daje lekcje, to robi to na poziomie mistrza, a Wawrinka dopiero do tej roli dorasta. Odrabia solidnie kolejne lekcje i jest na dobrej drodze, by przerosnąć nie tylko raz i nie tylko jednego mistrza. Najbardziej cenne i najpiękniejsze lekcje, to te udzielane z lekkością motyla, sztuką, fantazją i brawurą, tak jak pokazały to w tym turnieju Ivanovic, Bouchard, Na Li i w jednym secie Radwańska, która tu, w AO zagrała z Azarenką mecz życia.
                  Radwańska latami była upokarzana nie tylko przez Serenę i Viki, ale też przez wiele innych przewyższających ją poziomem i klasą zawodniczek, nawet jak z różnych powodów mecz przegrywały. W końcu raz potrafiła stanąć na wysokości zadania i bez niczyjej łaski, tylko własną grą i na jej warunkach topowy mecz wygrać i za to należy jej się uznanie.
                  W wywiadzie na korcie wypowiadała się zupełnie jak nie pańcia, za to już w studio u Wilandera może nie całą gębą, ale pół gęby pańci pokazała upojona zachwytem nad własną doskonałością, w którą bezwarunkowo uwierzyła. Mimo zapowiedzi, z Wimbledonu nie wyciągnęła żadnych wniosków, nie odrobiła ważnej lekcji, bo i po co jak jest taka doskonała. Więc kolejną upokarzającą lekcję pobrała, tym razem od dwudziestej Cibulkowej i nie chodzi o to że przegrała, tylko jak grała i co pokazała.
                  Nieporównywalnie wyższy był poziom drugiego półfinału, piękna techniczna gra obu tenisistek prezentujących poziom i styl kwalifikujący do tytułu WS.
                  • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: O sztuce dawania i odrabiania lekcji IP: *.dynamic.chello.pl 23.01.14, 15:46
                    przegrana z Cibulkovą świadczy o tym że wygrana z Azarenką była przypadkiem. z tego co mówisz nic się w grze Radwańskiej nie zmieniło, a jeśli próbuje grać inaczej niż zwykle to tylko wtedy kiedy zakłada z góry że nie ma szans wygrać przebijaniem. cóż, lepiej późno niż wcale.


                  • Gość: MACIEJ Re: O sztuce dawania i odrabiania lekcji IP: *.c3-0.elm-ubr2.qens-elm.ny.cable.rcn.com 23.01.14, 20:17
                    Radwanska zagrala z niedysponowana Azarenka mecz swojego zycia a Cibulkova taki mecz zagrala z Sharapova w cwiercfinale,bo mecz z Radwanska byl dla niej spacerkiem i byla to gra do jednej bramki.
                    Na bardzo wysokim poziomie stal za to drugi polfinal Li Na-Bouchard i Radwanska moze tylko posnic by zblizyc sie do takiego poziomu.
                    • Gość: Luka Re: O sztuce dawania i odrabiania lekcji IP: *.dynamic.chello.pl 23.01.14, 20:30
                      Oczywiście że Azarenka grając wyraźnie poniżej swojego poziomu, w dużej mierze pomogła w wygraniu tego meczu. Niemniej to był półfinał szlema, o wyniku decydował trzeci set, w którym Aza bardzo się starała i robiła co mogła, ale Radwańska postarała się jeszcze bardziej i ona ten set zagrała wyjątkowo koncertowo i wygrała absolutnie zasłużenie. Rzecz w tym, że ona wcale nie próbuje grać inaczej, gra i będzie grała swoje, bo tak ma to ułożone i zakodowane, ale przynajmniej raz w prestiżowym meczu pokazała że potrafi coś więcej.
                      W tym jednym, ale najważniejszym secie potrafiła wznieść się na wyższy poziom, niż ten na którym zwykle gra i trudno było tego nie zauważyć. Natomiast trzeba dużej naiwności, żeby myśleć, że teraz zawsze będzie tak grała i zmiatała kolejne rywalki. A kolejne rywalki, to nie tylko Cibulkowa, Na Li, czy Bouchard, ale jeszcze co najmniej z dziesięć innych, które są w stanie zmieść ją z kortu, jak to dzisiaj pokazała Słowaczka. Nie ma żadnego znaczenia, że są mniej, czy bardziej utalentowane i który numerek mają w rankingu, ale ma kolosalne znaczenie, że nie występują w roli balonu, tylko mają inny pomysł na grę i solidnie odrabiają lekcje. Tak, jak swoje lekcje wzorowo odrobiła Cibulkowa, która nie ma, ani wielkiego talentu, ani warunków fizycznych, ale ma ambicję, charakter i ogromne serce do walki, to te cechy pomogły jej dotrzeć do finału WS. Czy pomogą jej, podobnie jak Bartoli osiągnąć jeszcze więcej, to się okaże. Jedno jest pewne, w tym turnieju Cibula daje z siebie wszystko albo i jeszcze więcej. Do finału doszła w sposób niezwykle spektakularny, bezwzględnie zasłużony, podobnie zresztą jak Na Li, obie godne, ale tytuł, puchar i zaszczyty zgarnie tylko jedna.
                      • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: O sztuce dawania i odrabiania lekcji IP: *.dynamic.chello.pl 23.01.14, 23:48
                        jutro kibicujemy Federerowi żeby nie nawalił w majty i zasłużenie wygrał mecz z baloniarzem.

                        • Gość: Luka Re: Czas na mały i wielki finał IP: *.dynamic.chello.pl 24.01.14, 09:23
                          Trochę żal, że z kibicowania już wyrosłem i nawet taki zionący zapowiadanym ogniem mecz, bardziej mnie ciekawi, niż rusza. Fedowi grającemu z Rafą kibicowałem tylko jeden raz, ale zagrał wtedy bosko, a Rafa odstawiał straszną kaszanę, więc byłem wściekły i chciałem żeby przegrał jak najwyżej, miał karę za badziewie jakie gra, to więcej nie powtórzy. Tak też było.
                          Teraz nie pozostało zupełnie nic z magii, jaka była nieodłącznym towarzyszem tamtej rywalizacji. Nie ma już tych emocji, nie ma wielkiego święta, będzie natomiast walka o dużą, baaaardzo dużą stawkę.
                          Dla Rogera jest to stawka o wszystko, o sens istnienia, o rekompensatę bólu, cierpienia, znoszenia upokorzeń, nie tylko na tym właśnie korcie i nie tylko od Rafy.
                          Stawka jest dla obu tak ogromna, że lepiej niech to nie będzie rosyjska ruletka, niech wygra lepszy i niech to będzie wielki niezapomniany mecz, oby nie ostatni.
                          • jan_stereo Re: Czas na mały i wielki finał 24.01.14, 10:08
                            Gość portalu: Luka napisał(a):

                            > Stawka jest dla obu tak ogromna, że lepiej niech to nie będzie rosyjska ruletka
                            > , niech wygra lepszy i niech to będzie wielki niezapomniany mecz, oby nie ostat
                            > ni.


                            Jak zwykle przesadzasz ;')) Dla Fedka i owszem to niezwykle istotny mecz, ale to jeszcze nie final. Dla Nadala, on nie musi juz udowadniac tak duzo przeciw Federerowi jak kiedys (wystarczy ich polfinal z 2012), a i wygrac tego turnieju tez nie musi, zwlaszcza, ze ma wymowke, nie jest fizycznie w nienaganym stanie. Poza tym, nie gra z Djokovicem, ktory to naruszyl jego spokoj i dominacje w tenisie, nie Federer.
                            • jan_stereo Re: Czas na mały i wielki finał 24.01.14, 10:54
                              W pierwszym secie spory niedobor sportowej agresji z obu stron, dosc dziwny emocjonalnie ten mecz, Fedek przygaszony, a Nadal bez specjalnej werwy i oczekiwanej dokladnosci zagran, jakby obydwoje byli juz zmeczeni, kazdy na swoj sposob.
                              • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Czas na mały i wielki finał IP: *.dynamic.chello.pl 24.01.14, 13:15
                                kibicować raczej postawie lepszego tenisisty niż kibicować samemu zawodnikowi bo fanem Federera nigdy nie byłem, ale jest przecież lepszy niż Nadal i mógłby trochę bardziej ofensywnym tenisem jeszcze pogonić rzemieślników.

                                niestety potężna kupa w spodniach była, i Federer jak zwykle przesrał spotkanie z Nadalem. do tego Nadalem mającym kontuzję i grającym tylko raz na pół seta zagranie z najwyższej półki.

                                serw zniknął, przy wolejach drżąca ręka, błędy przy agresywniejszych zagraniach, reszta za łatwa dla Nadala. i tak Nadal grając na 30% wygrał z Federerem który miał już wrócić do normalnej dyspozycji.

                                stawka dla Federera jakaś tam była, dla Nadala dużo mniejsza, ale mnie to nie interesuje. po tym jak nie ma Gonzaleza i wszyscy zawodnicy ciekawsi od Federera z lat poprzednich grają dziś słabo, a nie ma dla nich następców, po prostu mógłby trochę gry pokazać, bo mimo że mu nigdy nie kibicowałem za zbyt stonowany delikatny i harmonijny tenis, gładki i zawsze do pewnego stopnia bezpieczny, to też nigdy nie twierdziłem że Djokovic, Nadal czy może jeszcze Murray są lepsi. wolę jak wygrywa Tsonga, czy młody Gasquet, ale skoro nie wygrywają to niech chociaż symbol pozostanie.
                                • Gość: Luka Re: Cudu nie było IP: *.dynamic.chello.pl 24.01.14, 13:31
                                  Wielkiego meczu nie było, ale był mecz bardzo dobry, na poziomie godnym półfinału WS, na pewno nie nudny. Chociaż wszystko przebiegało po bożemu, pod pełna kontrolą Rafy, oglądaliśmy interesujące widowisko, dużo świetnych wymian, sporo fantastycznych zagrań Rogera i nieziemskie piłki wyjęte i zagrane przez Hiszpana. To oczywiste, że nie grał swego najlepszego tenisa, ale taki by wygrać jak najmniejszym kosztem z uwagi na chorą rękę i czekający go finał. Fed bardzo starał się, trochę poprawił swoją grę w stosunku do tego co prezentował w ubiegłym roku, ale bez złudzeń, z Rafą chyba już nigdy nie wygra, a na pewno nie wygra w meczach best of five.
                                  Natomiast myślę, że ma szanse wygrywać jeszcze z wielu innymi graczami, chociaż na pewno nie ze wszystkimi. Pytanie, czy o to mu chodzi, co mu to daje, czy warto to ciągnąć i jak długo. Dla miłośników tenisa, samego tenisa, kibiców i ogromnej rzeszy fanów, na pewno warto, bo taki tenis może się już nie powtórzyć. Bilans zysków i strat, to sprawa Rogera, Jego filozofii i pomysłu na dalszą część życia.
                                  Rafa, cóż, ma dalej szansę na kolejny tytuł i zdziwiłbym się, gdyby tej szansy nie wykorzystał
                                  Jeśli wygra niedzielny finał, podtrzymuję swoją prognozę, że wygra też RG i będzie walczył o klasycznego szlema w tym roku, bo wie że teraz, albo nigdy. Vamos Rafa !
                                  • Gość: j. Re: Cudu nie było IP: *.dynamic.chello.pl 24.01.14, 15:12
                                    Gość portalu: Luka napisał(a):

                                    > [...] Fed bardzo starał się, trochę poprawił swoją grę w stosunku do tego co prezentował w ubiegłym roku

                                    Co masz na myśli pisząc o "poprawie gry"? Jeśli chodzi o arsenał środków tenisowych Rogera, to on od dawna był i wciąż jest dostatecznie obfity, by odprawić z kwitkiem każdego rywala na korcie, Rafy nie wyłączając. Dramatem Federera jest jego kruchość psychiczna, która powoduje, że w sytuacji stresu nie potrafi ze swego arsenału korzystać. W uderzający sposób pokazał to mecz ćwierćfinałowy przeciw Murrayowi, w którym przez dwa pierwsze sety i 9 gemów trzeciego widzieliśmy wielkość gry Rogerowej, a potem, gdy trzeba było już tylko postawić kropkę nad "i" i wygrać po raz ostatni własny serwis (a tym samym seta i mecz), Fed zaczął nagle "bać się wygrać", jak jakiś junior. Mistrzowski popis przeobraził się w nerwówę i mordęgę, z trudem wygraną. W meczach przeciw Rafie widać już głównie słabość Rogera, bo dla niego teraz już sam widok Nadala po drugiej stronie siatki jest czynnikiem niesłychanie stresującym. W tych meczach on już od dawna nie jest w stanie pokazać wszystkiego, co umie. On nie potrzebuje konsultantów stricte tenisowych w rodzaju Edberga, bo jeśli chodzi o wiedzę merytoryczną, on sam może być sobie Edbergiem. On potrzebuje solidnego psychologa, a właściwie potrzebował, bo teraz już jest chyba za późno.
                                    • Gość: Luka Re: Cudu nie było IP: *.dynamic.chello.pl 24.01.14, 20:10
                                      Mam na myśli dokładnie to co napisałem i cytujesz, że Roger trochę poprawił swoją grę w stosunku do tego co prezentował w ubiegłym roku, a nie w stosunku do Nadala. W ubiegłym roku nie przegrywał tylko z Nadalem, ale z wieloma innymi i wcale nie z najwyższej półki graczami. Piszesz, że Fed ma arsenał środków tenisowych, wystarczający na wszystkich, włącznie z Rafą, to dlaczego nie wygrywa chociażby z miernymi tenisistami. Outsider Delbonis nie przypomina Nadala, więc chyba się go nie przestraszył, Stachowski też nie upiór, a raptem ugrał z nim jednego seta w swoim koronnym Wimbledonie, nie wspomnę już o innych, żenująco przegranych meczach. Nawet gdyby tak było, że Fed ma jeszcze taki nadzwyczajny arsenał środków, to powiem tylko, mieć coś, a umieć z tego co się ma zrobić użytek, to zupełnie różne sprawy i jest to tak oczywiste, że szkoda więcej słów.
                                      Wyjąwszy casus Rafy, nieco inaczej postrzegam problem Rogera. Nie bardzo mam ochotę teraz o tym pisać w myśl zasady, że nie stawia się nogi na karku już pokonanego.
                                      • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Cudu nie było IP: *.dynamic.chello.pl 25.01.14, 00:14
                                        nie wiem czy poprawił całą grę. ja mogę powiedzieć że mecz

                                        Nadal - Federer, i Murray - Federer, oraz Tsonga - Federer

                                        stał na wyraźnie słabszym poziomie niż

                                        Murray - Federer, i Tsonga - Federer w poprzednim roku, a w tamtym roku Tsonga grał na 100%, a nie 20%, oraz Murray grał też chyba bliski optimum i ledwo wygrał z Federerem, a tu grał na 40%.

                                        Federer więc ten rok rozpoczyna nie lepiej, niż poprzedni rok, aczkolwiek zachowania pod samą siatką i ciąg do skracania gry wychodzi na plus.

                                        niestety Federer jak widzi Nadala robi wielką kupę którą czuć przez łącza satelitarne. zabawne jest że zarzucano to jego rywalom, którzy w większości nie wierzyli w zwycięstwo z Federerem z racji wiedzy o skuteczniejszym stylu jego gry, od swojego. niemniej często ręka wielu z nich nie drżała, po prostu obijali się od defensywy Federera przy grze ofensywnej, bądź mieli słabszą skuteczność własnego serwisu i paroma procentami przegrywali. a Federer miał jednego przeciwnika który mógł być lekkim ledwie faworytem i to w spotkaniach raczej na ziemi, a gdzie indziej to od niedawna, który go pokonywał tą samą bronią jaką miał Federer na większość swoich mniej skutecznych przeciwników. kryciem kortu, i przechodzeniem z defensywny do ofensywy, półwolejami, poruszaniem się, kontrami. i z nim gra 2 x słabiej niż z innymi gra. co ciekawe, zależność taka zrobiła się też nie tak dawno. początkowo Federer przegrywał raczej ze zdziwieniem mecze z Nadalem, a potem grał tylko z lekko mniejszą pewnością siebie, i raczej odpływał w końcówkach. to co było dzisiaj wyglądało opłakanie.
                                        • Gość: Luka Re: Cudu nie było IP: *.dynamic.chello.pl 25.01.14, 15:04
                                          Nawet dwie jaskółki z ubiegłego roku, nie czynią wiosny, którą teraz już w styczniu czuć i widać w światowym tenisie.
                                          Według mnie, te mechanizmy które równasz, są zupełnie różne. Wcześniejsi rywale Feda nie podejmowali walki, bo wychodzili z założenia, że są tenisowo słabsi i wiadomo z góry, że przegrają. Fed wcale nie ma w stosunku do Rafy przeświadczenia, że jest słabszy tenisowo, powiedziałbym, że wręcz przeciwnie i poniekąd słusznie. Jego zabija osobowość Rafy, siła tej osobowości, bo ma świadomość własnej niedoskonałości i słabości w tej materii.
                                          Ta świadomość wygenerowała i utrwaliła silny kompleks, którego się już nie pozbędzie i w tym przypadku, żaden psycholog mu nie pomoże. Nie pomoże dlatego, że przypadek jest szczególny. Odkąd Fed dał się uwieść własnemu wizerunkowi wykreowanemu umiejętnie przez speców od marketingu i media, stał się jednocześnie jego zakładnikiem, czasami wręcz niewolnikiem. Uwierzył, że jest „ Najwspanialszy” i bardzo mu na tym zależy. Chce, żeby taki obraz jak najdłużej żył i taki został przekazany potomności. Dlatego jest gotów zrobić wszystko, znieść wszystko, zapłacić każdą cenę za uratowanie wspaniałego obrazu. Stąd wzięło się przywołane wyżej, skojarzenie z Portretem Doriana Gray`a.
                                          Niewątpliwie, wcale nie musiał przegrać z Delbonisem, Stachowskim, Robredo i wiele innych zmarnowanych pojedynków, gdyby miał coś jeszcze, co posiada Rafa, a czego On nigdy nie miał i nie ma. Odrobiny niezbędnej pokory i szacunku dla słabszego rywala. Wiem, że na słowo pokora Ekspert się wścieknie, a reszta obruszy, ale chciałbym być dobrze zrozumiany. Pewien rodzaj pokory cechuje naprawdę wielkich ludzi i wiąże się właśnie z relacją do drugiego człowieka, a tym bardziej w jakiś sposób słabszego.
                                          Roger gra cudownie, jak wszystko idzie pod Jego dyktando i nic nie musi. Jak tylko coś się nie ułoży, gra nie idzie mojego myśli, koniecznie chce bardzo szybko udowodnić, że On potrafi więcej, efektowniej i piękniej, bo to On jest najwspanialszy, więc musi to pokazać.
                                          W ważnych momentach za dużo musi, a nie zawsze może tak, jak sam od siebie wymaga. Gdyby jego klasa osobowości, chociaż w jakiejś części dorównywałaby klasie sportowej jaką osiągnął, inaczej podchodził do rywalizacji, rekordów, innych ludzi i samego siebie, dzisiaj byłby w dużo bardziej komfortowej sytuacji, być może byłby faktycznie najwspanialszy.

                                          • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: Cudu nie było IP: *.dynamic.chello.pl 25.01.14, 23:54
                                            to co piszesz nie kłóci się z tym co ja piszę.

                                            z tą różnicą że uważam że Federer miał dużo mniejszą przewagę "tenisową" nad Gonzalezem, Blakiem, Corią, Gasquetem, Tsongą, niż nad Nadalem. nawet zaryzykuję twierdzenie, że miał mniejszą nad Robredo, Kieferem czy Moyą niż nad Nadalem. natomiast większą niż nad Nadalem miał nad Canasem, czy Andreevem z którymi mu szło dużo ciężej niż z Blakiem czy np Baghdatisem.

                                            i myślę że tu za mało uważnie się przypatrzyłeś. atletyzm Federera sumarycznie rzecz biorąc, przeważał nad większością jego rywali, sprowadzało się do gry w defensywie, krycia kortu, biegania, też i regularności, i nie mówimy tu w tym przypadku o czymś takim jak regularność względem Domachowskiej, tylko regularność z 5 błędami na seta, czasami niemal 100% skutecznością obu serwisów, dochodzeniem do każdej piłki w 5 secie i odgrywaniem jej jak w drugim. to była regularność Corii i Nadala. tylko jak ktoś miał taki dzień kiedy tą dyspozycją mu dorównywał mógł liczyć na sukces. nie chodziło o skalę tenisową, ale o tą niezniszczalność głównie w przypadku odpierania ataków. jeśli ktoś mu dorównywał w tym elemencie miał gorsze warunki fizyczne i dużo mniej skuteczny serwis - np Coria i musiał się męczyć dużo większą pracą nad punktem przy własnym serwisie. jeśli ktoś mógł mu dorównać w 100% w serwisie, jeśli chodzi o jego skuteczność, to tylko Roddick i Karlovic którzy tenisowo stali 2, i 3 półki niżej.

                                            a zauważ, że mimo to, Federer niezbyt jednoznacznie przeważał nad niedocenianym Peruwiańczykiem Horną, męczył się z Andreevem, miał słaby bilans z Canasem, i Nalbandianem. z czasem zaczął mieć problemy z Simonem i Murrayem, również jak na względną słabość tego gracza, i nierówność nie specjalnie miażdżąco prezentował się na tle Monfilsa. sprawa jest bardzo prosta. gra jego była zbyt umiarkowana, i relatywnie mniej skuteczna od bardziej zdecydowanych ofensorów jak Tsonga, czy Gonzalez, na zawodników którzy nie ustępowali Federerowi w defensywie i kontrze z linii końcowej, do tego bardzo nie pasowało mu granie z wysoko rotującymi piłkę przeciwnikami na bekhend. o ile Federer dodawał bardzo dużo rotacji od około 10 lat, i to też czasami było bronią na Gasqueta, Gonzaleza, Lopeza, Blakea, Haasa itp, o tyle na niego bronią był Canas, Puerta, czy Andreev.

                                            największą akceleracją cech które były skutecznym remedium na Federera, był Nadal, do najlepszego biegania i kondycji, oraz w pewnym momencie po odejściu Corii bezbłędności, dołożył najmniej przyjemną rotację na bekhend. i stosunkowo najwięcej rotujący Federer z najlepszych, mimo że to inny typ rotacji, po odejściu Corii, zginął od broni jeszcze więcej rotującego Nadala, do tego na jednoręczny bekhend. dodajmy że zawodnikom pławiącym się w rotacjach, i nie niższym od Federera, gra Federera generalnie leży.

                                            nie mylił bym tego, z ogólnym zobiektywizowanym "poziomem tenisowym", po prostu Federera nie dało się za bardzo zaatakować, tak żeby w bilansie wyjść dodatnio na koniec meczu przez jakie 5 lat. chyba, że ktoś potrafił grać akcje złożone z 20 + odbić i ganiać przez 5 godzin jak Coria, i Nadal, i którego ofensywa Federera, w sumie mniej ruszała, od ofensywy bardziej radykalnych graczy, kiedy byli w formie.

                                            rywale wychodząc przeciwko Federerowi, byli różni. Gonzalez, czy Agassi póki jeszcze grał, Safin, Moya, Tsonga, i młody Gasquet który w ogóle się zmienił gdzieś w 2008 roku, wierzyli w sukces z Federerem, reszta czasem też, przecież pokonywali go Voladri, Stepanek, i to wcale w nie złych meczach w jego wykonaniu. wiedzieli tylko, że skuteczność jego gry w ujęciu całościowym jest stosunkowo większa od ich gry, i najczęściej się to sprowadzało do posiadania odpowiedzi na ich akcje i zagrania, choćby grali je już najlepiej jak można. to samo spotkało Federera na dobre dopiero z Nadalem, wcześniej z Corią i w mniejszym stopniu z Nalbandianem, Canasem, i powoli lista się kończy.

                                            to co różni tenis chyba jednak większości postaci grających przeciwko Federerowi, od tenisa Federera grającego przeciwko Nadalowi, to że Federer jest sparaliżowany Nadalem, podczas gdy tamci raczej prędzej grali bardziej "na maksa" nie kalkulując, ale próbując zagrać konkretny mecz. Federer się po prostu boi. a nie boi się dlatego że trafił na tenisowo lepszego sportowca, tylko wreszcie kogoś takiego jak Federer dla innych, czyli takiego który do wszystkiego dojdzie, i odeprze każdy atak, i jeszcze czasem skończy, wykorzystując dziś np gorsze poruszanie się po korcie.

                                            nie lubię fałszywej skromności. Federer zachowuje się wobec Nadala na korcie jak przedszkolak po prostu. wierzy jeszcze w zwycięstwo, ale brakuje mu odpowiedniej dawki testosteronu, żeby zdecydowanie poprowadzić mecz. więc się kryguje jak panienka, rączka drży, atakuje na pół gwizdka, próbuje trafić bezpiecznie w kort, i nagle mamy syndrom Roddicka zamiast normalnego Federera. tak samo grał Roddick z Federerem jak Federer gra z Nadalem. broń miał ale się bał. a na koniec baloniki za Stefankiego.

                                            przegrane w ubiegłym roku chyba brały się z ogólnego odpuszczenia sezonu przez Federera, i braku poważniejszych zamiarów, zresztą nie oglądałem tych meczy więc nie wiem - może rywale zagrali na poziomie top 10 i Federer nie grał na 100%.


                                            • Gość: Luka Re: Cudu nie było IP: *.dynamic.chello.pl 26.01.14, 20:31
                                              Całkowicie doceniam mocarność fizyczną i techniczną Feda w tamtym czasie.
                                              Jeśli chodzi o te przewagi, to każdy przypadek był trochę inny, każdemu z tych, których wymieniasz coś innego trochę brakowało. Można nawet powiedzieć, że Nadalowi brakowało wszystkiego najwięcej do jakości prezentowanej przez Rogera, począwszy od serwisu, o bh, grze przy siatce i paru innych elementach nie wspomnę, na kończącym uderzeniu skończywszy. Rafa jednak miał i potrafił sobie jeszcze wypracować do perfekcji inne argumenty, którymi podcinał skrzydła starszemu mistrzowi. Pozostali nie byli aż tak charakterni, a tym bardziej skorzy do odrabiania lekcji, bo dysponowali niewspółmiernie większymi pokładami talentu i trzeba żałować, że z różnych powodów nie przyłożyli się, żeby do tego talentu coś więcej dodać.
                                              Coria, Blake, ich łyżkami można było jeść i serce bolało, jak w głupi sposób przegrywali najważniejsze punkty. Nalbandianowi za często nie starczało głowy, chociaż podobnie jak Gasquet potrafił grać tenis marzenie. Tsonga, to już zupełnie inna bajka, która jeszcze niby trwa, ale zupełnie nie bajkowo się kończy. Obruszyłeś się strasznie, jak zrobiłem wycieczkę do jego inteligencji. Nie wiem, czy jest teraz w pierwszej dziesiątce oprócz niego gracz, który nie wiedziałby, jak w niewielu i tylko bardzo wyjątkowych sytuacjach można się brać za lobowanie Rogera namiętnie biegającego do siatki, a najpewniejszą kopalnią punktów jest mijanie. W ostatnim meczu z Fedem, Francuzowi weszły dwa loby, a potem na każdy następny Rog tylko czekał i kasował punkty, czerpiąc z oślego uporu rywala, któremu nawet do głowy nie przyszło żeby mijać. Dwa dni później Rafa będąc w dużo mniej dogodnych sytuacjach, wykasował worek punktów na mijaniu Feda i chyba nawet nie próbował żadnego loba. Odrabianie lekcji kiedyś nie miało takiego znaczenia, teraz jest i będzie jednym z kluczy do sukcesu, jednocześnie najbardziej nie lubianym i olewanym zajęciem dla zdolnych i wielce utalentowanych. Dlatego Wimbledon wygrał Murra`y , wczoraj wygrała Na Li, a dzisiaj triumfuje Stan. Pytanie kto następny, nabiera mocy !
                                              • Gość: Ekspert Re: Cudu nie było IP: *.dynamic.chello.pl 27.01.14, 00:21
                                                Tsonga nie walczył za bardzo z Federerem w ogóle, więc ten przykład jest trochę nietrafiony. on ma momenty gry byle jakiej, i takiej lepszej od Federera. ten mecz to była gra byle jaka i jakieś ocknięcie przy końcówce 3 seta. poza tym jak ktoś lubi lobować, to czemu mijać?
                                  • jan_stereo Re: Cudu nie było 24.01.14, 17:53
                                    Duzo ciekawszy byl pojedynek Nadala z Dimitrovem, dla mnie, sama gra stala tez na nieco wyzszym poziomie, przynajmniej wizualnie...
      • Gość: Luka Re: Czas nowego otwarcia IP: *.dynamic.chello.pl 03.02.14, 16:51
        Czas otwarcia zakończony i myślę, że to był dobry, nawet bardzo dobry czas dla tenisa i miłośników tej dyscypliny, kibiców, dla tych co grali, walczyli i się pokazali, nawet dla kiboli, którzy też swoje pięć minut mieli. Wreszcie nie było tylko po bożemu, przewidywalnie i nudno, a trofea zgarnęli kompletnie nie faworyzowani zawodnicy.
        To był dobry czas pokazania wyższości tenisa ofensywnego nad defensywnym, kreatywnego nad zachowawczym, no i bardzo dobry czas dla polskiego tenisa, w którym Łukasz Kubot dopisał nową kartę historii, a pozostali zawodnicy nie zawiedli.
        To był czas powiewu świeżego powietrza za sprawą ambitnych, odważnych i pracowitych, również czas odkryć nowych, młodych talentów, czas zdecydowanie obiecujący.
        To był też całkiem dobry czas dla komentatorów, którzy stanęli na wysokości zadania, nie dawali się ponieść skrajnym emocjom, wytrzymywali ciśnienie i nie trzeba było wyłączać fonii. Jak na mój gust, może za dużo było Domańskiego i płci pięknej, mogło być więcej Karola Stopy i Celta, ale nie narzekam i oby w kolejnych szlemach nie było gorzej.
        Natomiast z całą pewnością czasu tego nie będą mile wspominać główni faworyci, kandydat na czterokrotnego pod rząd zwycięzcę Novak, mająca apetyt na kolejny tytuł Serena, także Rafa, ale on przynajmniej zyskał sporo punktów i umocnił się na pozycji lidera.
        • Gość: Luka Re: Jeszcze jeden plus IP: *.dynamic.chello.pl 04.02.14, 13:18
          Niewątpliwą korzyścią wynikającą z AO dla korzystających z TVP Sport, jest duże prawdopodobieństwo, że nie będą musieli już oglądać po raz setny pokazywanego przed każdą transmisją, przy każdej okazji i bez okazji, meczu Radwańskiej z Cibulkową w Sydney, najgorszego meczu ubiegłego sezonu, w którym nie potrafiącą trafić w kort Dominikę, nasza pańcia odesłała na rowerku. Teraz ten mecz raczej źle i boleśnie by się kojarzył, więc badziewia tenisowego póki co, TVP Sport promować nie będzie.
      • Gość: Luka Re: Życzenia się spełniają IP: *.dynamic.chello.pl 23.02.14, 21:52
        Otwierając w dniu Nowego Roku ten wątek nie przypuszczałem że parę wyartykułowanych w końcówce oczekiwań, tak szybko się spełni. Nie minęły jeszcze dwa miesiące, a Kubot zagrał swój mecz życia, co prawda deblu, ale tytuł WS zdobył. Kurumi Nara, która wówczas była gdzieś w połowie drugiej setki, dzisiaj wygrała swój pierwszy turniej w RIO i jest już w pięćdziesiątce. Mecz Wielkich Sióstr był o włos, ale się zbył, za to Venus wygrała w dobrym stylu Dubaj i z całą pewnością nie myśli o opuszczeniu tenisowej sceny i chwała jej za to.
        No i nasza szalona Kaśka jest już w setce i walczy, pięknie walczy.
        Ta dziewczyna ma w sobie coś fantastycznego i tak ujmującego, ze chce się jej bezwarunkowo i podświadomie kibicować. Przystępuje do meczu nie myśląc o wyglądzie, starannie upiętej fryzurze, malowanych paznokciach, makijażu, Ona się rwie do gry i do walki, chce walczyć i w tej walce na korcie się spełnia. Widać gołym okiem, że kocha tenis, czuje ducha sportu i sportowej rywalizacji. Ona ma w sobie coś trudnego do zidentyfikowania, co na korcie rzadko się widuje, taki w najlepszym wydaniu gen Walczaka, trochę podobnie jak Rafa, czy to cudowne japońskie maleństwo Kurumi Nara.
        Kaśka ostatnie mecze grała i walczyła jak lwica dokładnie w tym czasie, kiedy działy się rzeczy wielkie, dokonywała się historia i trzeba jej życzyć, kibicować by te mecze nakładające się na tak ważkie wydarzenia polityczne i sportowe były też zapisem ważnego rozdziału jej nowej, tenisowej drogi, bo dziewczyna na to zasługuje.
        • Gość: dx Re: Życzenia się spełniają IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.02.14, 23:09
          Zwłaszcza w Fed Cupie "walczyła jak lwica".
          • Gość: Ekspert zweryfikuj swoje poglądy IP: *.dynamic.chello.pl 23.02.14, 23:43
            ile dziś wypiłeś?

            Piter gra jak Radwańska tylko mniej technicznie. prawie jak Simon gra. regularną piłkę wrzuca w kort, trochę dłuższą i trochę bardziej sucho uderzaną. pamiętam jak kiedyś w żenującym stylu wygrała z Martą Domachowską, kiedy Marta dużo psuła, a ta przebijała jak juniorka prostą piłkę i z niczego wygrała mecz. ni to ofensywa, ni to kontra, nie wiadomo co to w ogóle jest. dość miarowego regularnego tenisa pod naszą szerokością geograficzną. atak ryzyko fantazja zamiast punktów.

            za to co Serena zrobiła w meczu Cornet powinna wypłacić odszkodowania. oglądnąłem w tym tygodniu z 10 meczów, i do obejrzenia był tylko mecz Dolgopolov-Fognini. włoski tenisista doskonale podszedł do meczu, nie prezentując że mu specjalnie zależy na wyniku i dał pograć akcje Dolgopolovowi. tak powinien grać każdy tenisista, nonszalancko demonstrując że mu się nie chce biegać za piłkami. ja też tak zawsze grałem, dlatego Fognini to jest bardzo dobry tenisista.
            • Gość: Luka Re: zweryfikuj swoje poglądy IP: *.dynamic.chello.pl 09.03.14, 21:25
              Zweryfikuj swoje poglądy i zdecyduj się czy chcesz oglądać tenis profesjonalny w interesującym wydaniu, czy tani show, albo cyrk na korcie, gdzie zawodnik któremu zależy i to bardzo zależy na wyniku, będzie udawał że mu nie zależy, posiłkując się nonszalancją, która w dostępnym wydaniu świadczyć może wyłącznie o arogancji i nie ma nic wspólnego ani ze sportem, ani z profesjonalnym podejściem do zawodu.
              Finezyjna nonszalancja w wydaniu geniusza o rzeczywiście dużej osobowości może mieć swoisty urok i nie musi przełożyć się negatywnie na jakość, czy odbiór tenisowego spektaklu, tylko na ten czas takiego objawienia dwa w jednym, czyli geniusza z wielką osobowością wypatrzyć trudno, a uświadczyć tym bardziej nie ma szans.
              I nawet nie próbuj obrzydzać mi Kaśki byle Radwańską, tylko dlatego że dziewczyna gra dużo na przerzut, bo gra to, co na ten czas może i potrafi. Ona dopiero weszła, a raczej wdarła się do setki i wcale nie dlatego, ze jest geniuszem, bo nie jest, albo że ma większe na ten moment umiejętności, niż wiele innych pozostających za nią w rankingu, tylko dlatego ze jest bardziej zdeterminowana i dużo bardziej waleczna. Mnie nie zachwyca jakość jej gry, która jest relatywnie średnia, miejscami marna, tylko czasem i rzadko zachwycająca, do tego brak jej niezbędnego doświadczenia, które dopiero zdobywa. Mnie zachwyca jej waleczność i postawa, które są pochodną charakteru i osobowości. Mnie zachwyca, że mając tak skromne jeszcze umiejętności, potrafi swoją walecznością ugrać więcej, niż potrafi zagrać, że walczy do upadłego nawet w sytuacjach beznadziejnych, to cenię i doceniam. Tak naprawdę to są dopiero jej początki w turze i nie wydaje się, żeby jej umiejętności były mniejsze, niż Radwańskiej, kiedy pańcia wchodziła do setki i ile lat zabrało jej, żeby zdobyła się na zagranie po linii, czy granie crossów. Piterka nie tylko potrafi zagrać po linii, ale przy całym swoim zachowawczym stylu, stać ją na podejmowanie ryzyka, walczy i nie waha się ryzykować w kluczowych dla meczu momentach i to bardzo korzystnie wyróżnia ją od innych panien przebijackich.
              Między innymi dlatego mecze Kaśki chce się oglądać, gra nieprzewidywalnie, jej postawa budzi pokłady sympatii, robi wrażenie i mam sporą przyjemność być pod tym wrażeniem.
              • Gość: dx Re: zweryfikuj swoje poglądy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.14, 23:08
                Wiem, że nienawiść zaślepia, ale są pewne granice. Kaśka jest ledwo 2 lata młodsza od Agi. Sprawdź gdzie była Radwańska dwa lata temu i gdzie jest teraz Piter. Debiutantka?! Co ty człowieku bredzisz. Jej debiut w zawodowych rozgrywkach miał miejsce w 2006, rok po debiucie Agnieszki. Aga wchodziła do Top100 jako 17-latka, po zwycięstwach nad Myskiną, Dementiewą i Venus Williams. Dostała WC do Warszawy i dotarła do ćwierćfinału, Kaśka też miała takie szanse, ale ich nie wykorzystała. Potem dotarła do 4r Wimbledonu gdzie rok wcześniej wygrała turniej juniorski. W końcówce sezonu zabłysnęła, tak jak Kaśka, w Luksemburgu. Jest jednak pewna różnica: Luksemburg w 2006 roku to był turniej dużo bardziej prestiżowy niż teraz. Miał rangę, podobnie jak Warszawa,Tier II czyli odpowiednik dzisiejszego "Premier", a Aga dotarła tam do półfinału. Starsza Radwańska, jako praktycznie dziecko, wchodziła do Top100 "z przytupem", Kaśka jako doświadczona zawodniczka, ciułając punkty po ITF-ach. Z całym szacunkiem dla Piter, pod każdym względem (umiejętności, cechy wolicjonalne itd) nie dorasta Radwańskiej do pięt.
                • Gość: Wypowiedź Eksperta Re: zweryfikuj swoje poglądy IP: *.dynamic.chello.pl 10.03.14, 11:29
                  na swoje usprawiedliwienie mogę jedynie nadmienić, że nie oglądam meczów Radwańskiej i Piter codziennie, i przyznam szczerze - nie żałuję.

                  zawodnikowi nie powinno zależeć na wyniku i Fognini jest bardzo fajnym zawodnikiem, a nie taki Murray który biega do każdej piłki. zawodnik powinien grać z miejsca i się nie bronić. do tego gra na prostych nogach. a nie tak jak Radwańska kuca.

                  dyskusję na temat wyższości Radwańskiej nad Piter pozostawiam laikom. jako Ekspert nie zniżam się do takiego poziomu.

                  pozwalam sobie tylko zauważyć, że waleczność jest cechą anty-tenisową i wprowadziła do czołówki wielu byle jakich graczy którzy samym uporem i uganianiem się za piłką obrzydzili ranking. choćby taki Hewitt.



                  • Gość: Luka Re: Jałowa jazda JJ - a IP: *.dynamic.chello.pl 29.03.14, 23:58
                    Więc dziwię się Ekspertowi, że porównując wyżej tenis tych pań zniża się do poziomu laików, preferuje tenis grany z miejsca, na prostych nogach, bez biegania i bez walki.
                    A tak na poważnie, to nie chodzi o to żeby łapać za słowa, myślę, że chodzi o to by wygrywać sztuką własnych umiejętności, przekonywująco i w dobrym stylu. Tylko żeby tak wygrywać trzeba trochę więcej od innych umieć, coś sobą reprezentować, trzeba chcieć i na coś stać. Nie tak dawno, raptem rok temu takiej klasy tenisistów w ATP było nie więcej, niż palców u jednej ręki, teraz to się zmienia, liczba pretendentów do klasy mistrzowskiej wyraźnie się powiększa i tylko żal, że w tym obiecującym gronie brakuje najbardziej obiecującego Polaka.
                    Nie chodzi o to że JJ przegrywa, porażki są wkalkulowane w sport i nie chodzi tylko o mecz z Bautistą, który pokazał kolejny raz świetną grę, był doskonale przygotowany i zdeterminowany, czego nie można powiedzieć o JJ –u, któremu kolejny raz czerwone światło mruga przed nosem. Nóż się w kieszeni otwierał już po przegranym meczu z Fallą, porażce w żenującym stylu, która niczego nie nauczyła, ani JJ, ani jego sztab nie wyciągnął żadnych wniosków i to najbardziej zastanawia.
                    Coś jest nie tak i w teamie i w głowie naszego tenisisty. Paradoks polega na tym , że JJ zrobił duży postęp w jakości technicznej gry, który nie przełożył się na obraz gry i wyniki. Wydawało się, że po meczu z Fallą może być tylko lepiej, że taki kubeł zimnej wody musi zadziałać na myślenie sztabu i samego zawodnika, który dysponując umiejętnościami i potencjałem zdolnym do nawiązania równorzędnej walki z najlepszymi, nie jest w stanie zaprezentować przyzwoitego poziomu z pozostałymi. W nie tak odległej przeszłości JJ mając dużo skromniejsze umiejętności techniczne, nadrabiał różne braki walecznością. Teraz, po roku w turze, zdawałoby się polski tenisista ma wszystko, od talentu i warunków fizycznych począwszy, serwis, technikę, siłę, sprawność, szybkość, waleczność, poprawił koncentrację, zneutralizował emocje, ale z tego wszystkiego wynika niewiele, czasami nic i chyba nic nie wyniknie, jeśli coś się nie zmieni, do tego czas zaczyna pracować na jego niekorzyść.
                    Wchodząc zaskakująco szybko do dwudziestki, głównie dzięki własnemu talentowi Jerzyk przeskoczył ważny etap, którego nie wypełnił czas zbioru rutynowych doświadczeń, budujących umiejętność wygrywania, punktowania w kluczowych momentach. Brak tych doświadczeń odbija się teraz czkawką w meczach takich jak z Fallą i takich jak z Agutem i będzie odbijał się dalej, bo zanim sam te doświadczenia zbierze, wypadnie z dużej gry, a ten trener przykro mi to pisać, ale już dużo nie pomoże. Żeby było jasne, JJ – owi nie pomoże także żaden Lendl jeśli komuś taki bardzo optymistyczny pomysł przyszedłby do głowy, bo tu trzeba zupełnie innego trenera, autorytetu z doświadczeniem jednak z młodszego pokolenia, zdolnego nieco przeformatować sposób myślenia naszego zawodnika, na bardziej analityczny i wykalkulowany. Na pewnym etapie, nie zawsze da się wygrywać bazując wyłącznie na sile własnych argumentów, nawet jeśli arsenał środków jest teraz bogatszy, a wiele elementów poprawionych, co czyni go mentalnie silniejszym, tyle, że to poczucie siły jest trochę złudne, bo obarczone samoograniczeniem. Jak trudno jest przemodelować sposób myślenia na korcie wie Murray, który by tego sam nie dokonał bez pomocy Lendla. Ludzkie oko nawet najbardziej bystre, ma jednak ograniczony i nie zawsze wystarczający horyzont widzenia, więc czasem trzeba dobrać sobie do pomocy jeszcze inne wprawne oczy, jak się chce pewne granice przekroczyć.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka