Gość: Luka
IP: *.dynamic.chello.pl
03.09.16, 12:47
Przez pierwsze cztery z okładem dni najbardziej przykuwały uwagę kanarkowo papuzie stroje w wersjach żałobnych i weselnych, przez które z trudem, albo bez, przebijały się świecące amaranty w wersjach od light, po hard, również kiepskich zestawach z elementami geometrycznymi, po pełną purpurę Stana Wawrinki.
Cały ten kolorystyczny kociokwik przebijają warianty Królowej, na czele z przebojowo wystylizowaną wersją Wampa, który w zamyśle krew wypije, a resztę czernią przykryje.
Normalsów broni co najwyżej blask, sztuczny lub własny, a Djokovic na tle nowojorskiego karnawału wedle miary błysku i blasku, nie ma prawa na dłuższą metę zaistnieć.
Póki co marazm tenisowy ożywiała brawura starych i nowych walczaków kanarkowych, Evansa, Edmunda i Socka, przebojowo i w dobrym stylu wymiatających faworyzowanych rywali. Panów E czeka jednak teraz ostry sprawdzian i słaba nadzieja by w komplecie przetrwali.
Naturalny blask nadają turniejowi niewątpliwie Del Potro, Rafa, Siostry W i panny K.
Reszta trzyma się w lepszych, lub gorszych standardach, ale w fazach finałowych pewnie będą niespodzianki, do których nie zaliczam możliwej i prawdopodobnej porażki Nole.