ernest_pinch 01.09.06, 14:20 Temat nawiazuje do ksiazki "Szwedzi w Warszawie", ale ja pozazdroscilem Romanowi jego opowiesci wedrowca, wiec moze pokusze sie o skromny opis mego pobytu :) Zobaczymy... Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
roman_j Re: Ernest w Pradze 01.09.06, 16:16 Najpierw ja wziąłem przykład z Ciebie, teraz Ty bierzesz przykład ze mnie. Szykuje się nam prawdziwy rozkwit forumowej prozy. :-)) Ja mam jeszcze w zanadrzu dwie wyprawy wkacyjne wyprawy, o których mógłbym napisać, ale chyba sobie dam na wstrzymanie. Zresztą wypadałoby najpierw zapytać o zdanie zainteresowanych. Jak na razie przedstawiłem moje zapiski nt. OWRP reszcie Tercetu no i zaczęły się naciski, żebym ... pisał jak najszybciej dalszy ciąg. A tu jak na złość albo akurat jest wiele innych spraw do załatwienia, albo wena nie dopisuje, a na dodatek ta akurat forma mojego forumowego pisania wymaga skupienia. Mniej przy tym rozważam, o czym mam napisać, a więcej, co powinienem przemilczeć. ;-)) Odpowiedz Link
ernest_pinch Re: wprowadzenie 02.09.06, 11:55 Moja wizyta w Pradze, uzywajac slownictwa politykow, miala charakter scisle roboczy :) A wszystko za sprawa odbywajacego sie co 2 lata Miedzynarodowego Kongresu Inzynierii Chemicznej www.chisa.cz w ktorym mialem wziasc czynny udzial. Wg opowiesci starszych osob, te Kongresy w latach komunizmu byly oknem na swiat gdzie mozna bylo porozmawiac z ludzmi z Zachodu; dzis swiat jest na tyle otwarty ze jesli ma sie tylko kesz mozna smigac na takie konferencje do Asutralii/Kanady czy inszych panstw... W zasadzie to nie o CHISE chodzilo, bo ja z chemia za duzo wspolnego nie mam, ale o konferencje PRES -"Process Integration, Modelling and Optimisation for Energy Saving and Pollution Reduction", odbywajaca sie w ramach Kongresu. W skrocie PRES to konferencja zwiazana z Uniwersytetem w Manchesterze i ludzmi ktorzy z owym Uniwersytetem kooperuja i ktorych laczy wspolne haslo: integracja procesow w przemysle. Glownie chodzi tu o sieci wymiennikow ciepla. O wyjezdzie dowiedzialem sie stosunkowo pozno, gdy termin zgloszen juz minal, ale w ostatniej chwili jeszcze sie zalapalem zglaszajac sie do sesji posterowej. Dla niewtajemniczonych objasnie ze na takiej konferencji mozna zaprezentowac referat (majac do dyspozycji 20 minut i wyrzezbiona w power poincie prezentacje) lub poster (sesja plakatowa trwa caly dzien i trzeba w dwoch przedzialach czasowych krecic sie przy swoim stanowisku, coby ewentualnie dyskutowac z zainteresowanymi). Oprocz mnie z Zakladu pojechalo tez dwoch Kolegow, ktorzy mieli do zaprezentowania po referacie. Jako ciekawostke podam, ze moj wyjazd byl w calosci sfinansowany ze srodkow unijnych (w przeciwnym razie moglbym sobie jechac co najwyzej na konferencje do Pragi, ale tej polozonej o 100 km od Plocka) ;-) I Jedyna niegodnoscia poznego zgloszenia bylo to, ze w poblizu centrum obradowego byly pozajmowane noclegi, a moj hotel znajdowal sie o 4 km od centrum obradowego, ale jak sie pozniej okazalo to nie byl zaden problem. Ja juz poprzednio bylem na dwoch "CHISACH", wtedy gdy jako poczatkujacego pracownika zabral ze soba Profesor, cobym nabieral oglady ;-) Ernest przed wejsciem cdn... Odpowiedz Link
ernest_pinch Re: dzien 1szy 03.09.06, 20:04 Konferencja trwala 4 dni, wiec dzien wczesniej przed rozpoczeciem (byla to niedziela) zapakowalem swoje klamoty do furaka i ruszylem w kierunku Pragi. Dystans do pokonania nie byl specjalnie duzy bo to jakies 590 km. Pewnie moznaby wyczaic jakies tanie polaczenie lotnicze, ale jesli mialbym dojechac do Wa-wy, "przeladowywac sie" to zdecydowanie przy tym dystansie wole samochod i swobode. Nie jechalem szybko, bo taki mialem kaprys ;) Droga byla wyjatkowo pustawa, co stanowi swego rodzaju komfort psychiczny. W przygranicznym miescie Nahod zakupilem winietke i tak sobie pomyslalem ze niepotrzebnie pozniej je odklejam,bo hehehe jakby zostaly to dodatkowo na fotel zarzucilbym kamizelke odblaskowa (nabytek na wypadek awarii na autostradzie) i wtedy zadawalbym szyku "rendzersa" ;))) Juz widze jak gdzies na wiosce w przydroznym sklepie zatrzymuje sie, a "lokelsi" popijajacy wino/piwo przelykajac sline mysla: "ten to dopiero se kur... jezdzi" ;))) Dopiero na jakies 50 km przed Praga podkrecilem obroty i szybko znalazlem sie na obwodnicy okalajacej Prage od poludnia. Moj przystanek to byla dzielnica Dejvice. W miedzyczasie spadl taki deszcz ze nie bylo widac pasow na drodze, a pod wiaduktami staly "motóry" biorac na przeczekanie. Poprzednim razem bylem w Pradze w 2002 gdy byla akcja powodziowa, zalane metro, specjalnie wydzielone pasy dla komunikacji, potezne korki. Wtedy przez sama Prage "bujalem sie" 2 godz., a teraz po kilkunastu minutach wpadlem na Vitazne Namesti, czyli rondo w dzielnicy Dejvice. Blisko ronda jest budynek politechniki gdzie sie zarejestrowalem, dostalem rozne rzeczy i wreszcie moglem sie udac do polozoneo 4km dalej hotelu. W recepcji malo nie wywylalem skandalu towarzyskiego za sprawa pewnej "doplaty", ale mniejsza o to ;))) W hotelu wzialem sie za studiowanie materialow otrzymanych od organizatorow. Pomijajac sprawy zawodowe, organizatorzy zapewnili bardzo dobrze przemyslane opisy komunikacji, ciekawych miejsc, mapy itd. Bardzo milym gestem byl glejt na 4 dni na bezplatne przejazdy obejmujace zintegrowany system komunikacji praskiej (czyli metro, tramwaj, autobus). Roztasowalem sie w pokoju, corka ogladala z wysokosci 8 pietra panorame Dejvic i przemysliwalem czy isc na ceremonie uroczystego otwarcia, ktora miala sie odbyc w stylowym budynku Rudolfinum. Ale zmeczenie wzielo gore. Brakowalo jeszcze piwa ;) Niedziela, wiec sklepy pozamykane, ale 200 m od hotelu byl stacja paliwowa OMV gdzie moglem nie tyle zatankowac hehe, co zaopatrzyc sie. Wszystkie kwestie, a wiec jak zorganizuje sobie dzien, co bede zwiedzal, odlozylem na dzien nastepny i ogladajac jakis film (w ktorym gosc powiedzial do psa: "pokaz jak paniczki leza" a pies przewrocil sie wtedy do gory kolami), usnalem.... Odpowiedz Link
ernest_pinch Re: dzien 2gi 04.09.06, 20:58 Rano wstalem "polamany" jakbym z 2 dni oddawal sie rozpuscie ;) ale tu winne bylo niskie ulozenie poduszki. W hotelowej restauracji dokonalem szybkiej lustracji co i jak, okazalo sie ze znaczna czesc towarzystwa to ludki przed 30ka. I juz od pierwszego spojrzenia widac bylo kto przyjechal wziasc udzial w konferencji. Jak ktos jest singlem to na takim sniadaniu jest dobra okazania do zapoznania sie ;) (przysiasc sie do stolika, lub w bardziej drastycznej formie rozlac np jogurt i zapewnic ze w swoim pokoju "naprawi sie" szkody ;))) ) Na dwoch filarkach zauwazylem komunikaty w 6 jezykach z prosba o niewynoszenie jedzenia hehehe, slyszalem nieraz opowiesci jak to w dawnych czasach Polacy przebywajacy na Zachodzie zabierali ze szwedzkiego stolu jakowes zarcie ze soba do pokoju ku zgorszeniu obslugi. Mozecie byc ze mnie dumni - ja tak nie robilem! :) Pobliski przystane tramwajowy nosil fajna nazwe "Nad Dzbanem", no i korzystajac z darmowego biletu pokonalem 6 przystankow celem udania sie na obrady (czas przejazdu 10 min). Razem ze mna zapakowaly sie 3 Iranki (to zdumiewajace, ale liczba uczestnikow z Polski wynosila 45 osob, a z Iranu 75). Z wrazenia ze jade tramwajem malo nie poprosilem o zrobienie mi zdjecia ;)) Szybko przestudiowalem rozklad referatow, bo podczas konferencji leci 6 rownoleglych sesji, wiec trzeba wybrac cos pod siebie. Kazda sesja zaczyna sie tzw "keynote lecture", czyli zwykle wystepuje ktos juz znany w srodowisku. Pochwale sie, ze 4 lata temu bylem wspolautorem na PRES takiego "kluczowego" referatu :) Oczywiscie zgodnie z przypuszczeniem (i rozkladem) jako pierwszy wystartowal prof. Robin Smith, jeden z tworcow metody "Thermal Pinch Analysis". Na sali zawsze wtedy siedzi spora liczba Chinczykow, doktorantow - zasluchanych w swego guru ;) Przekroj narodowsciowy konferencji obejmuje 63 panstwa, z ktorych najwiecej to Czesi, Hiszpanie, Persowie, Anglicy, Polacy, Niemcy, Japonczycy, Francuzi, Holendrzy itd Spotkalem moich dwoch kolegow i formalnie rozpoczelismy uczestnictwo. I moze w temacie nauki niech to bedzie tyle :) Po poludniu nadszedl czas na zwiedzanie... Zwiedzanie Pragi ma swoij urok nie tylko w tym ze jest to miasto pelne zabytkow, ale i w dobrze zorganizowanej komunikacji. 3 nitki metra zapewniaja szybkie i sprawne przemieszanie sie. Mozecie wierzyc lub nie, ale w metrze, na ulicy jest tak pokazna ilosc ladnych kobiet/dziewczyn, ze takiej Warszawie to duzo brakuje pod tym wzgledem ;) Wiec rozpoczal sie spacer po Starym Miescie, moscie Karola i tym podobnych "atrakcjach turystycznych" . Dla mnie najwazniejsza czescia bylo dotarcie do restauracji Pivovarsky Dum, ktora to restauracja obejmujaca minibrowar jest moim ulubionym miejscem. Ehhh, te gatunki piwa. Pozwolilem sobie podejsc do aparaturki i strzelic fotke: Ernest dokonuje degustacji Moglbym tu za jednym z kumpli Rzeckiego z Lalki Prusa rzecz: "przed takim piwem powinno sie plukac usta" ;) Dodatkowo minibrowar ma zalete ze miesci sie tam restauracja, a ceny sa bardzo przystepne. Za orientacyjne 30 zl mozna zjesc porzadny obiad (wliczajac w to 4 kufle piwa) ;) Podczas strzelania mi fotek na tle kadzi, pomysl ten spodobal sie pozostalym gosciom, tak ze po chwili zablysly flesze. W zasadzie moglbym tam juz zostac do nocy i nigdzie nie chodzic, ale obiecalem corce wyprawe do Muzeum Figur Woskowych, w ktorym zauwazylem ze przybylo kolejnych postaci. Po krotkim spacerze podczas ktorego tesknilem za Pivovarskim Dumem ;) - przeprawa mostem Karola, przy ktorym mozna napotkac roznych "cudakow" w stylu zebraka z psem, a na psie oswojony szczurek ;), kapele stylizowana na czasy prohibicji w USA, rozni artysci i tym podobne. Od strony Starego Miasta rozciaga sie piekny widok na Hradczany, ale w tym dniu dotarlismy do stacji metra "Hradcanska" i na tym dobiegl konca rekonesans po Pradze. Odpowiedz Link
ernest_pinch Re: dzien 2gi (snack bar) 05.09.06, 10:54 Na drugi dzien organizatorzy przewidzieli uroczysty koncert praskich filharmonikow w stylowym budynku "Obecni Dum" wobec tego plany popoludniowe musialy zostac zredukowane do zaledwie kilkugodzinnego potulania sie po miescie. Zgodnie przyjeto plan zwiedzenia Muzeum Techniki. Lecz zanim to nastapilo mialo miejsce zdarzenie, ktore zmusilo mnie do pewnych refleksji. Otoz... Pewien moj Znajomy mawia ze "kto przespal sie z ciemna kobieta, tego biala juz nie zadowoli" hheh Gosc wierzy w takie glupotki, jego sprawa. Ale to twierdzenie moge przekuc na "kto poprobowal czeskiego piwa, tego inne nie zadowoli". Wiec gdy wyszedlem z sesji referatowej odczulem przemozna chec zakosztowania napoju, ktorego zacny smak wprowadzilby mnie w innym wymiar magicznej strony zycia;) Wyszedlem z Kolega i akuratnie pobliska knajpka Tereza byla zamknieta. Ale oczy moje zwrocily uwage na stojacy blaszak, ktorego czasy swietnosci przypadaly klikanascie lat temu. Widac bylo z owym przybytku mozna dostac to, o co mi chodzilo. Niezrazony przygnebiajacym wygladem "kanciaka" (slady rdzy, popsute zaluzje i ogolny "rozpierdolnik" wokol) skierowalem sie do srodka. Przy barku szefowala puszysta babka, ktorej "rumiano-jowialna" aparycja dodawala uczucia ze jest tu przytulnie hehe We wnetrzu oprocz barku (w ktorym byli nawet J Daniel i Walker) staly jakies przedpotopowe automaty do gier, beczki po piwie i jakies rupiecie ktorych przeznaczenia nie szlo blizej okreslic. Najwazniejsze ze byly czyste kufle, o co jak mniemam troszczyla sie pieczolowicie puszysta barmanka :) Zanurzylem swe usta w boskim trunku i dopiero rezesmiala mi się geba. I wtedy poczulem magie tego miejsca...tak magie :) Przy automatach jakis 2 machos zawziecie gralo, przy barku jakies 2 typy prowadzily (przymilajac sie) rozmowe z barmanka, a obok mego "stanowiska" jakis facet w ogrodniczkach (ktorego nazwalem w myslach "Bob budowniczy"). Takich miejsc juz nie ma, albo jak sa to strach wejsc ;) To taki zywy pomnik minionych czasow i jakze symboliczny, gdzie jakies typy spod ciemnej gwiazdy, robotnik i "turysci" maja jeden cel - degustacje ;-) To ciezko opisac, ale atmosfere takiego "przybytku" chlonie sie w ciszy obserwujac. Oprocz stacjonarnych rezydentow "lokalu" uwage zwracala rozczochrana dziewczyna, ktorej co tu duzo pisac brakowalo 5 klepki ;) Paradowala przez srodek z glupim usmieszkiem i wychodzac przed bar uganiala sie za golebiami. Odruchowo spojrzalem na jej dłonie, czy nie sa przypadkiem podziobane, bo przez moment przemknela mi mysl, ze podbiera golebiom lepsze kąski... I moze niech juz starczy opisu snack baru; po dokonczeniu 2 kufla udalem sie na tramwaj :) Odpowiedz Link
ernest_pinch Re: dzien 3ci (snack bar) 05.09.06, 10:56 Na drugi dzien organizatorzy przewidzieli uroczysty koncert praskich filharmonikow w stylowym budynku "Obecni Dum" wobec tego plany popoludniowe musialy zostac zredukowane do zaledwie kilkugodzinnego potulania sie po miescie. Zgodnie przyjeto plan zwiedzenia Muzeum Techniki. Lecz zanim to nastapilo mialo miejsce zdarzenie, ktore zmusilo mnie do pewnych refleksji. Otoz... Pewien moj Znajomy mawia ze "kto przespal sie z ciemna kobieta, tego biala juz nie zadowoli" hheh Gosc wierzy w takie glupotki, jego sprawa. Ale to twierdzenie moge przekuc na "kto poprobowal czeskiego piwa, tego inne nie zadowoli". Wiec gdy wyszedlem z sesji referatowej odczulem przemozna chec zakosztowania napoju, ktorego zacny smak wprowadzilby mnie w innym wymiar magicznej strony zycia;) Wyszedlem z Kolega i akuratnie pobliska knajpka Tereza byla zamknieta. Ale oczy moje zwrocily uwage na stojacy blaszak, ktorego czasy swietnosci przypadaly klikanascie lat temu. Widac bylo z owym przybytku mozna dostac to, o co mi chodzilo. Niezrazony przygnebiajacym wygladem "kanciaka" (slady rdzy, popsute zaluzje i ogolny "rozpierdolnik" wokol) skierowalem sie do srodka. Przy barku szefowala puszysta babka, ktorej "rumiano-jowialna" aparycja dodawala uczucia ze jest tu przytulnie hehe We wnetrzu oprocz barku (w ktorym byli nawet J Daniel i Walker) staly jakies przedpotopowe automaty do gier, beczki po piwie i jakies rupiecie ktorych przeznaczenia nie szlo blizej okreslic. Najwazniejsze ze byly czyste kufle, o co jak mniemam troszczyla sie pieczolowicie puszysta barmanka :) Zanurzylem swe usta w boskim trunku i dopiero rezesmiala mi się geba. I wtedy poczulem magie tego miejsca...tak magie :) Przy automatach jakis 2 machos zawziecie gralo, przy barku jakies 2 typy prowadzily (przymilajac sie) rozmowe z barmanka, a obok mego "stanowiska" jakis facet w ogrodniczkach (ktorego nazwalem w myslach "Bob budowniczy"). Takich miejsc juz nie ma, albo jak sa to strach wejsc ;) To taki zywy pomnik minionych czasow i jakze symboliczny, gdzie jakies typy spod ciemnej gwiazdy, robotnik i "turysci" maja jeden cel - degustacje ;-) To ciezko opisac, ale atmosfere takiego "przybytku" chlonie sie w ciszy obserwujac. Oprocz stacjonarnych rezydentow "lokalu" uwage zwracala rozczochrana dziewczyna, ktorej co tu duzo pisac brakowalo 5 klepki ;) Paradowala przez srodek z glupim usmieszkiem i wychodzac przed bar uganiala sie za golebiami. Odruchowo spojrzalem na jej dłonie, czy nie sa przypadkiem podziobane, bo przez moment przemknela mi mysl, ze podbiera golebiom lepsze kąski... I moze niech juz starczy opisu snack baru; po dokonczeniu 2 kufla udalem sie na tramwaj :) Odpowiedz Link
ernest_pinch Re: dzien 3ci 07.09.06, 00:43 Po dotarciu do hotelu okazalo sie, ze zjawil sie autokar z Niemcami. Wiedziony instynktem piwnego huntera zauwazylem ze w lukach bagazowych mieli kilka skrzynek piwa ktore zapewne po drodze zlopali. Recepcja rozbrzmiewala ich glosem, dodatkowo opanowali lobby bar. Cale szczescie ze nie byl to madmorski kurort, dzieki czemu mialem oszczedzone widoku tlustych, rozneglizowanych starych babsztyli, ktore zarowno jak te mlode przejawiaja ochote do opalania topless. Windy hotelowe zapieprzaly szybciej niz te ktore pamietam z dziecinstwa w Palacu Kultury i Nauki ;) Wiec po chwili, po przebraniu sie pomykalem w kierunku "mniasta" z wytyczonym celem Muzeum Techniki. Poczatkowo bylem troche sceptycznie nastawiony do tego Muzeum, albowiem pamietalem to z Warszawy we wspomnianym Palacu Kultury i Nauki (zawsze gdy wychodze z takiego obiektu wydaje opinie: "no fajne" lub "lipa i dziadostwo"). Ale zblizajac sie do budynku zobaczylem ze jest on pokaznych rozmiarow. Bilety byly o polowe tansze w stosunku do Muzeum Figur Woskowych. Przy wejsciu czyhal jakis gadatliwy dziadek (kustosz? hehe) ktory tak trajkotal ze mimo ze podobno jezyk czeski w 25% jest podobny do polskiego to nic z jego gadki nie wylowilem. Zaczelo sie zwiedzanie. I musze przyznac ze te Muzeum zrobilo na mnie wrazenie. Byly tam i parowozy i samoloty i samochody i motocykle itd, co przedstawiam na dwoch fotkach: ap.pw.plock.pl/wj/prague/100_2187.JPG ap.pw.plock.pl/wj/prague/100_2192.JPG Tam zeby dokladnie polazic i poczytac trzebaby poswiecic caly dzien. Bardzo zrecznie przedstawiony rozwoj techniki. Zwiedzanie co jakis czas przerywa wyjacy alarm, albowiem nie wolno dotykac eksponatow (niektore licza ponad 100 lat) a i tak sa takie losie co musza dotknac. Po zwiedzeniu 3 kondygnacyjnego pomieszczenia przechodzi sie do dwoch innych gdzie jest przedstawiony rozwoj kinomatografii oraz zegarow. Bardzo bogata kolekcja. Widac ze Czesi maja spore tradycje przemyslowe, ba! podobno przed wojna jesli ktos jechal z Czech do Austrii to sie mowilo ze jedzie do kraju biedniejszego. Coz zrobil komunizm... Kto ma troche zaciecia technicznego to na pewno ma tam okazje do refleksji i dyskusji (jesli zwiedza w towarzystwie podobnego zapalenca). No i trzeba bylo wracac, albowiem na godzine 20ta byl zaplanowany koncert. W programie byl ujety Vivaldi i Mozart. Korzystajac z metra dosc szybko znalezlismy sie w duzej sali koncertowej. Poczatkowo zalowalem ze nie zabralem aparatu coby natrzaskac fotek w stylowych, marmurowo-hebanowych wnetrzach, ale pozniej "podpialem sie" pod zdjecie robione przez Znajomego ;) Sala byla wypelniona, jak rowniez balkony a poniewaz siedzialem w 4 rzedzie to po obroceniu widzialem panorame roznych rysow twarzy i kolorow ;) Niesamowite.... Kiedys podoba sytuacje napotkalem na tzw. beer party, gdzie na okolo 50 uczestnikow bylo kilkanascie nacji, i doprawdy oryginalnie wygladaja ludkowie z Sumatry ;) Koncert trwal blisko 2 i pol godziny, podczas ktorego nie tylko mozna bylo nasycic przez ucho swego ducha, ale i ucieszyc oko uroda dwoch solistek ;) Glownym "gwozdziem" programu byl Hiszpan Arimany grajacy na flecie poprzecznym. Dodatkowo okazalo sie ze dyrygent (po ang. conductor hehe) popisuje sie gra na skrzypcach. Przy okazji zauwazylem ze jeden z graczy sekcji detej podczas koncertu dyskretnie wylaczyl komorke. No paprak, cholera, bo zeby czlonek orkiestry tak sie zapomnial? Ciekawe czy gdyby konduktor to zauwazyl to czy nalezycie zjebalby go ;) Po dwoch bisach koncert sie zakonczyl. A calym uczestnikom wyprawy ze mna spadl kamien z serca ze nie najedza sie przeze mnie wstydu ;) (wkrecilem ich ze zabralem ze soba puszke piwa i gdy dyrygent uniesie dlonie i bedzie cisza, wtedy wszyscy uslysza psssssssssssss jak otwieram) Oczywiscie ze bym tak nie zrobil, ale niektorzy mnie znajacy wiedza ze czasami stac mnie na wiele, wiec nigdy nic nie wiadomo..;-) Blisko polnocy jadac winda uswiadomilem sobie ze w kolejnym dniu czeka mnie sesja plakatowa i referat jednego z Kolegow... Odpowiedz Link
ernest_pinch Re: ojej, ojej 07.09.06, 08:09 Na FP zauwazylem "komentarz" i probe recenzowania, czy tez ocenzurowania mego opisu. Oto jego tresc: " W programie był Vivaldi i Mozart ale u autora tego wątku największe emocje wywołał "jeden z graczy sekcji detej", który nie wyłączył komórki przed koncertem. Co tam Vivaldi i Mozart! Nareszcie udało sie znaleźć coś co pozwala zabić nudę. Czyż nie tak Panie Erneście? Czyż nie jest to snobizm? Panie Erneście mam do Pana prośbę, osobistą prośbę. Proszę o minimum, którego się oczekuje od ludzi, którzy chodzą na koncerty Vivaldiego i Mozarta. W orkiestrze grają muzycy a nie "grajkowie". Cieszyłbym sie bardzo gdyby napisał Pan cokolwiek o emocjach jakie wzbudziły w Panu wykonania znanych koncertów. Jeżeli to jest dla Pana niewygodne lub za trudne to proszę iść na piwo i opisać wrażenia smakowe a ja nie będę miał żadnych zastrzeżeń. Chciałoby się powiedzieć, że szlachectwo zobowiązuje. Ale nie można tego powiedzieć w tym przypadku. " Wiec... Szanowny Panie kiedys_plock; Jestem zadowolony ze moje wypowiedzi cieszą się takim zainteresowaniem, a dla niektórych są tak ważne, że czują potrzebę dokonania ich krytycznej analizy na publicznym forum. Niestety nie zaspokoje Pana ciekawości w kwestii emocji, jakie we mnie wywołuje muzyka, bo uważam ten temat za zbyt intymny, by o nim pisać na forum (chociaz tak uwazny Czytelnik powinien zauwazyc ze temat muzyki byl poruszany w osobnym watku na FR kilkanascie miesiecy temu). Nie w każdej orkiestrze grają "muzycy", bo czasem są to niestety tylko "grajkowie" (przy czym Szanowny Panie, nigdzie nie uzylem sformulowania grajkowie). Poza tym co do Panskiej "osobistej prosby"; takowa mozna miec do przyjaciela czy tez znajomego, a z calym szacunkiem nie przypominam sobie bysmy pili "bruderszaft". Odpowiedz Link
roman_j Re: ojej, ojej 07.09.06, 09:55 Widocznie masz jakiegoś wiernego, ccichego wielbiciela, który z uwagą śledzi Twoje wpisy na naszym forum, skoro znalazł w Twoim tekście wzmiankę o "grajkach", której tam nie było, ale ktorego to określenia rzeczywiście chyba zdarzyło Ci się użyć. Tylko patrzeć, jak doczekasz się biografii. Forumowej, rzecz jasna. ;-)) Odpowiedz Link
ernest_pinch Re: ojej, ojej 07.09.06, 10:27 Myslalem ze w moim opisie da sie zauwazyc przymruzenie oka; ze nie jest to relacja majaca ukazac wrazliwosc na tworczosc :) No, ale kluczem do zagadki jest godzina postu, potrafie zrozumiec ze ktos o tej godzinie moze miec "problem"..;) Odpowiedz Link
ernest_pinch Re: dzien 4ty 08.09.06, 00:53 W tym dniu odbyla sie sesja w ktorej bralem udzial, a pozniej poszedlem posluchac referatu Kolegi. W oslupienie wprawila mnie jego plynnosc angielskiej wymowy (cholera, mam uraz po poprzednim opisie dnia 3go, bo zaraz sie ktos do mnie doczepi ze zwracalem uwage na plynnosc zamiast na zawartosc naukowa) ;-))) so, it was very good... Po godzinie 17tej zwinalem plakat, ubylo 80% stanu poczatkowego wizytowek i juz moglem ruszyc pozwiedzac. Godzina pozna, wiec jedyne co mozna bylo zaplanowac, to spacer po Hradczanach. Niestety o tej godzinie nie uda sie wejsc do katedry sw Wita, wiec kolejny raz pospacerowalem wokol. Ale za to przemaszerowalem wyjatkowo pusta Zlata Uliczka. Na dziedzincu przy Katedrze jest fontanna, z ktora istnieje pewna analogia do tej plockiej na Tumskiej ;) Otoz wiatr wesolo rozpryskuje wode, chlapiac tak, ze od fontanny plynie w czasie wietrznego dnia cienka struzka wody. O dziwo nikt tam nie bil piany ze to wada..;) Z wysokosci Hradczan rozciaga sie przepiekna panorama na Prage i tam osobnik z talentem ujmowania kadru ma pole do popisu. I tak z Malej Strany przewedrowalem na Stare Miasto az zrobilo sie ciemno, co widac na wykadrowanym zdjeciu przedstawiajacym kawaleczek nieba: Niebo nad Hradczanami Odpowiedz Link
ernest_pinch Re: dzien 5ty, powrot, ZOO 08.09.06, 11:32 Mialem wyjechac rano, ale niestety program przewidywal ze o godzinie 10tej mial swoj referat drugi z Kolegow. I byl to jeden z ciekawszych refaratow; takich jakie lubie- czyli majacych wymiar praktyczny ( w tym przypadku przelozenie nauki (sieci neuronowe, metody numeryczne itp) na zastosowane w przemysle rafineryjnym). Wrocilem do hotelu, zapakowalem swoje "klamoty" i w droge. W drodze powrotnej naciskany przez corke, obiecalem jeszcze wizyte w ZOO. O tym ZOO wyczytalem wczesniej na forum motoryzacyjnym, jeden z forumowiczow bardzo je zachwalal. Cushhh, majac w planach zwiedzanie ZOO trzeba bylo sie spieszyc. Po 30 min wyjechalem z Pragi i na autostradzie przyspieszylem, podmuchem wiatru spychajac niektorych z lewego na prawy pas ;) ZOO jest usytuowane w miejscowosci Dvur Kralove nad Labe klikanascie km od Hradec Kralove. Tu mozna sobie o nim poczytac wiecej: www.zoodk.cz/home_pl.php Dojezdzajac sie do tej miejscowosci ma sie wrazenie ze tam nic wielkiego nie ma, ale jest to bardzo mylne. Przy samym ZOO jest parking (50 Kc), ja zatrzymalem sie jakies 200 m wczesniej i zaplacilem 100 Kc. "Kara" na wykazana nadgorliwosc ;) Dla rodziny 4 osobowej (2doroslych + 2 "basałykow") lepiej jest kupic bilet rodzinny, ale w moim przypadku (2+1) optymalnym wyjsciem byly "oddzielne" bilety. ZOO b. mi sie podobalo. Zwierzeta jak np. tygrysy za szklana sciana (przy robieniu zdjecia wyglada to jakby sie stalo posrod nich). Pierwszy raz zobaczylem tez na zywo okapi. W cene biletu wliczone jest tzw. safari. Ale po kolei. W jednym miejscu stoi "kolejka" z wagonikami, ktora dowozi za oplata do miesca gdzie stoja "safaribusy". Jesli ktos ma wiecej czasu, odradzam jazde kolejka. Po drodze mozna podziwiac stado zyraf, niesamowita liczbe nosorozcow i in. Po dojechaniu kolejka, do punktu skad zaczyna sie "safari" przesiedlismy sie na "safaribus" czyli po prostu pietrowy autobus bez dachu. Taka jazda na gornym pokladzie to niesamowita frajda dla dzieci. Kierowca czeka az uzbiera sie troche pasazerow i ok 20 min jezdzi sie po zamknietym terenie posrod stad antylop, bawolow itp. Zwierzeta spokojnie, leniwie pasa sie, czasami zastawiajac droge. Swoja droga, to musza miec w tym ZOO spore zaplecze na zime, by "upchnac" gdzies te zwierzeta :) Bardzo pomyslowo jest wykonana ekspozycja "wodny swiat", duze akwaria posrod drzew i kory na podlodze z przemykajacymi malymi malpkami. Kto bedzie w tych rejonach goraco polecam odwiedziny w tym ZOO. W drodze powrotnej na parking zahaczylismy o mala restauracje z menu w jez. polskim :) (ceny 3 krotnie nizsze niz w Pradze). Reszte koron wydalem po drodze w dwoch sklepach i pierwszy raz mi sie zdarzylo, ze nie zostala mi nawet drobna moneta. Tym razem ominalem Wroclaw, jadac przez Brzeg i bylo to optymalne rozwiazanie, bo relacji innych wynikalo ze tkwili w godzinnym korku :) O godzinie 1szej zalogowalem sie w domu.... :) ------------------------------------------------------------------------------- I na tym koniec mej "relacji". Za wszelkie niezrecznosci w tekscie, wulgaryzmy itp. serdecznie wrazliwszych Czytelnikow przepraszam :) Na swoje usprawiedliwienie mam, ze nie zamierzam publikowac w zadnych "Zeszytach Literackich", czy tez kandydowac do nagrody "Literackie objawienie sezonu" :DDDD Odpowiedz Link
ernest_pinch Re: z ORLEN'em w tle 08.09.06, 22:41 Jako ciekawostke podam, ze jednym z głownych sponsorow Kongresu, nalezacym do tzw. "Golden Sponsors", byl czeski Unipetrol. I teraz pod logo Unipetrolu, zarowno w materialach konferencyjnych, jak i na scenie na ktorej odbywal sie koncert widnieje dopisek "ORLEN GROUP". Mily polski akcent :-) Odpowiedz Link
hiubi Re: Ernest w Pradze 13.09.06, 22:11 Też byłem w Pradze w te wakacje... raptem kilka dni ale zawsze mam sentyment do tego miasta... po tegorocznych będę miał jeszcze większy :-) Odpowiedz Link