Dodaj do ulubionych

Ernest w Pradze

01.09.06, 14:20
Temat nawiazuje do ksiazki "Szwedzi w Warszawie", ale ja pozazdroscilem
Romanowi jego opowiesci wedrowca, wiec moze pokusze sie o skromny opis mego
pobytu :) Zobaczymy...
Obserwuj wątek
    • roman_j Re: Ernest w Pradze 01.09.06, 16:16
      Najpierw ja wziąłem przykład z Ciebie, teraz Ty bierzesz przykład ze mnie.
      Szykuje się nam prawdziwy rozkwit forumowej prozy. :-))
      Ja mam jeszcze w zanadrzu dwie wyprawy wkacyjne wyprawy, o których mógłbym
      napisać, ale chyba sobie dam na wstrzymanie. Zresztą wypadałoby najpierw zapytać
      o zdanie zainteresowanych. Jak na razie przedstawiłem moje zapiski nt. OWRP
      reszcie Tercetu no i zaczęły się naciski, żebym ... pisał jak najszybciej dalszy
      ciąg. A tu jak na złość albo akurat jest wiele innych spraw do załatwienia, albo
      wena nie dopisuje, a na dodatek ta akurat forma mojego forumowego pisania wymaga
      skupienia. Mniej przy tym rozważam, o czym mam napisać, a więcej, co powinienem
      przemilczeć. ;-))
    • ernest_pinch Re: wprowadzenie 02.09.06, 11:55
      Moja wizyta w Pradze, uzywajac slownictwa politykow, miala charakter scisle
      roboczy :) A wszystko za sprawa odbywajacego sie co 2 lata Miedzynarodowego
      Kongresu Inzynierii Chemicznej www.chisa.cz w ktorym mialem wziasc
      czynny udzial. Wg opowiesci starszych osob, te Kongresy w latach komunizmu byly
      oknem na swiat gdzie mozna bylo porozmawiac z ludzmi z Zachodu; dzis swiat jest
      na tyle otwarty ze jesli ma sie tylko kesz mozna smigac na takie konferencje do
      Asutralii/Kanady czy inszych panstw...
      W zasadzie to nie o CHISE chodzilo, bo ja z chemia za duzo wspolnego nie mam,
      ale o konferencje PRES -"Process Integration, Modelling and Optimisation for
      Energy Saving and Pollution Reduction", odbywajaca sie w ramach Kongresu. W
      skrocie PRES to konferencja zwiazana z Uniwersytetem w Manchesterze i ludzmi
      ktorzy z owym Uniwersytetem kooperuja i ktorych laczy wspolne haslo: integracja
      procesow w przemysle. Glownie chodzi tu o sieci wymiennikow ciepla.
      O wyjezdzie dowiedzialem sie stosunkowo pozno, gdy termin zgloszen juz minal,
      ale w ostatniej chwili jeszcze sie zalapalem zglaszajac sie do sesji
      posterowej. Dla niewtajemniczonych objasnie ze na takiej konferencji mozna
      zaprezentowac referat (majac do dyspozycji 20 minut i wyrzezbiona w power
      poincie prezentacje) lub poster (sesja plakatowa trwa caly dzien i trzeba w
      dwoch przedzialach czasowych krecic sie przy swoim stanowisku, coby ewentualnie
      dyskutowac z zainteresowanymi). Oprocz mnie z Zakladu pojechalo tez dwoch
      Kolegow, ktorzy mieli do zaprezentowania po referacie. Jako ciekawostke podam,
      ze moj wyjazd byl w calosci sfinansowany ze srodkow unijnych (w przeciwnym
      razie moglbym sobie jechac co najwyzej na konferencje do Pragi, ale tej
      polozonej o 100 km od Plocka) ;-) I
      Jedyna niegodnoscia poznego zgloszenia bylo to, ze w poblizu centrum obradowego
      byly pozajmowane noclegi, a moj hotel znajdowal sie o 4 km od centrum
      obradowego, ale jak sie pozniej okazalo to nie byl zaden problem.
      Ja juz poprzednio bylem na dwoch "CHISACH", wtedy gdy jako poczatkujacego
      pracownika zabral ze soba Profesor, cobym nabieral oglady ;-)

      Ernest przed wejsciem
      cdn...
    • ernest_pinch Re: dzien 1szy 03.09.06, 20:04
      Konferencja trwala 4 dni, wiec dzien wczesniej przed rozpoczeciem (byla to
      niedziela) zapakowalem swoje klamoty do furaka i ruszylem w kierunku Pragi.
      Dystans do pokonania nie byl specjalnie duzy bo to jakies 590 km. Pewnie
      moznaby wyczaic jakies tanie polaczenie lotnicze, ale jesli mialbym dojechac do
      Wa-wy, "przeladowywac sie" to zdecydowanie przy tym dystansie wole samochod i
      swobode. Nie jechalem szybko, bo taki mialem kaprys ;) Droga byla wyjatkowo
      pustawa, co stanowi swego rodzaju komfort psychiczny. W przygranicznym miescie
      Nahod zakupilem winietke i tak sobie pomyslalem ze niepotrzebnie pozniej je
      odklejam,bo hehehe jakby zostaly to dodatkowo na fotel zarzucilbym kamizelke
      odblaskowa (nabytek na wypadek awarii na autostradzie) i wtedy zadawalbym
      szyku "rendzersa" ;))) Juz widze jak gdzies na wiosce w przydroznym sklepie
      zatrzymuje sie, a "lokelsi" popijajacy wino/piwo przelykajac sline mysla: "ten
      to dopiero se kur... jezdzi" ;)))
      Dopiero na jakies 50 km przed Praga podkrecilem obroty i szybko znalazlem sie
      na obwodnicy okalajacej Prage od poludnia. Moj przystanek to byla dzielnica
      Dejvice. W miedzyczasie spadl taki deszcz ze nie bylo widac pasow na drodze, a
      pod wiaduktami staly "motóry" biorac na przeczekanie. Poprzednim razem bylem w
      Pradze w 2002 gdy byla akcja powodziowa, zalane metro, specjalnie wydzielone
      pasy dla komunikacji, potezne korki. Wtedy przez sama Prage "bujalem sie" 2
      godz., a teraz po kilkunastu minutach wpadlem na Vitazne Namesti, czyli rondo w
      dzielnicy Dejvice. Blisko ronda jest budynek politechniki gdzie sie
      zarejestrowalem, dostalem rozne rzeczy i wreszcie moglem sie udac do polozoneo
      4km dalej hotelu. W recepcji malo nie wywylalem skandalu towarzyskiego za
      sprawa pewnej "doplaty", ale mniejsza o to ;)))
      W hotelu wzialem sie za studiowanie materialow otrzymanych od organizatorow.
      Pomijajac sprawy zawodowe, organizatorzy zapewnili bardzo dobrze przemyslane
      opisy komunikacji, ciekawych miejsc, mapy itd. Bardzo milym gestem byl glejt na
      4 dni na bezplatne przejazdy obejmujace zintegrowany system komunikacji
      praskiej (czyli metro, tramwaj, autobus). Roztasowalem sie w pokoju, corka
      ogladala z wysokosci 8 pietra panorame Dejvic i przemysliwalem czy isc na
      ceremonie uroczystego otwarcia, ktora miala sie odbyc w stylowym budynku
      Rudolfinum. Ale zmeczenie wzielo gore.
      Brakowalo jeszcze piwa ;) Niedziela, wiec sklepy pozamykane, ale 200 m od
      hotelu byl stacja paliwowa OMV gdzie moglem nie tyle zatankowac hehe, co
      zaopatrzyc sie. Wszystkie kwestie, a wiec jak zorganizuje sobie dzien, co bede
      zwiedzal, odlozylem na dzien nastepny i ogladajac jakis film (w ktorym gosc
      powiedzial do psa: "pokaz jak paniczki leza" a pies przewrocil sie wtedy do
      gory kolami), usnalem....
    • ernest_pinch Re: dzien 2gi 04.09.06, 20:58
      Rano wstalem "polamany" jakbym z 2 dni oddawal sie rozpuscie ;) ale tu winne
      bylo niskie ulozenie poduszki. W hotelowej restauracji dokonalem szybkiej
      lustracji co i jak, okazalo sie ze znaczna czesc towarzystwa to ludki przed
      30ka. I juz od pierwszego spojrzenia widac bylo kto przyjechal wziasc udzial w
      konferencji. Jak ktos jest singlem to na takim sniadaniu jest dobra okazania do
      zapoznania sie ;) (przysiasc sie do stolika, lub w bardziej drastycznej formie
      rozlac np jogurt i zapewnic ze w swoim pokoju "naprawi sie" szkody ;))) )
      Na dwoch filarkach zauwazylem komunikaty w 6 jezykach z prosba o niewynoszenie
      jedzenia hehehe, slyszalem nieraz opowiesci jak to w dawnych czasach Polacy
      przebywajacy na Zachodzie zabierali ze szwedzkiego stolu jakowes zarcie ze soba
      do pokoju ku zgorszeniu obslugi. Mozecie byc ze mnie dumni - ja tak nie
      robilem! :)
      Pobliski przystane tramwajowy nosil fajna nazwe "Nad Dzbanem", no i korzystajac
      z darmowego biletu pokonalem 6 przystankow celem udania sie na obrady (czas
      przejazdu 10 min). Razem ze mna zapakowaly sie 3 Iranki (to zdumiewajace, ale
      liczba uczestnikow z Polski wynosila 45 osob, a z Iranu 75). Z wrazenia ze jade
      tramwajem malo nie poprosilem o zrobienie mi zdjecia ;))
      Szybko przestudiowalem rozklad referatow, bo podczas konferencji leci 6
      rownoleglych sesji, wiec trzeba wybrac cos pod siebie. Kazda sesja zaczyna sie
      tzw "keynote lecture", czyli zwykle wystepuje ktos juz znany w srodowisku.
      Pochwale sie, ze 4 lata temu bylem wspolautorem na PRES takiego "kluczowego"
      referatu :)
      Oczywiscie zgodnie z przypuszczeniem (i rozkladem) jako pierwszy wystartowal
      prof. Robin Smith, jeden z tworcow metody "Thermal Pinch Analysis". Na sali
      zawsze wtedy siedzi spora liczba Chinczykow, doktorantow - zasluchanych w swego
      guru ;)
      Przekroj narodowsciowy konferencji obejmuje 63 panstwa, z ktorych najwiecej to
      Czesi, Hiszpanie, Persowie, Anglicy, Polacy, Niemcy, Japonczycy, Francuzi,
      Holendrzy itd
      Spotkalem moich dwoch kolegow i formalnie rozpoczelismy uczestnictwo. I moze w
      temacie nauki niech to bedzie tyle :)
      Po poludniu nadszedl czas na zwiedzanie... Zwiedzanie Pragi ma swoij urok nie
      tylko w tym ze jest to miasto pelne zabytkow, ale i w dobrze zorganizowanej
      komunikacji. 3 nitki metra zapewniaja szybkie i sprawne przemieszanie sie.
      Mozecie wierzyc lub nie, ale w metrze, na ulicy jest tak pokazna ilosc ladnych
      kobiet/dziewczyn, ze takiej Warszawie to duzo brakuje pod tym wzgledem ;)
      Wiec rozpoczal sie spacer po Starym Miescie, moscie Karola i tym
      podobnych "atrakcjach turystycznych" . Dla mnie najwazniejsza czescia bylo
      dotarcie do restauracji Pivovarsky Dum, ktora to restauracja obejmujaca
      minibrowar jest moim ulubionym miejscem. Ehhh, te gatunki piwa.
      Pozwolilem sobie podejsc do aparaturki i strzelic fotke:
      Ernest dokonuje degustacji
      Moglbym tu za jednym z kumpli Rzeckiego z Lalki Prusa rzecz: "przed takim piwem
      powinno sie plukac usta" ;)
      Dodatkowo minibrowar ma zalete ze miesci sie tam restauracja, a ceny sa bardzo
      przystepne. Za orientacyjne 30 zl mozna zjesc porzadny obiad (wliczajac w to 4
      kufle piwa) ;)
      Podczas strzelania mi fotek na tle kadzi, pomysl ten spodobal sie pozostalym
      gosciom, tak ze po chwili zablysly flesze. W zasadzie moglbym tam juz zostac do
      nocy i nigdzie nie chodzic, ale obiecalem corce wyprawe do Muzeum Figur
      Woskowych, w ktorym zauwazylem ze przybylo kolejnych postaci. Po krotkim
      spacerze podczas ktorego tesknilem za Pivovarskim Dumem ;) - przeprawa mostem
      Karola, przy ktorym mozna napotkac roznych "cudakow" w stylu zebraka z psem, a
      na psie oswojony szczurek ;), kapele stylizowana na czasy prohibicji w USA,
      rozni artysci i tym podobne. Od strony Starego Miasta rozciaga sie piekny widok
      na Hradczany, ale w tym dniu dotarlismy do stacji metra "Hradcanska" i na tym
      dobiegl konca rekonesans po Pradze.
    • ernest_pinch Re: dzien 2gi (snack bar) 05.09.06, 10:54
      Na drugi dzien organizatorzy przewidzieli uroczysty koncert praskich
      filharmonikow w stylowym budynku "Obecni Dum" wobec tego plany popoludniowe
      musialy zostac zredukowane do zaledwie kilkugodzinnego potulania sie po
      miescie. Zgodnie przyjeto plan zwiedzenia Muzeum Techniki. Lecz zanim to
      nastapilo mialo miejsce zdarzenie, ktore zmusilo mnie do pewnych refleksji.
      Otoz...
      Pewien moj Znajomy mawia ze "kto przespal sie z ciemna kobieta, tego biala juz
      nie zadowoli" hheh Gosc wierzy w takie glupotki, jego sprawa. Ale to
      twierdzenie moge przekuc na "kto poprobowal czeskiego piwa, tego inne nie
      zadowoli". Wiec gdy wyszedlem z sesji referatowej odczulem przemozna chec
      zakosztowania napoju, ktorego zacny smak wprowadzilby mnie w innym wymiar
      magicznej strony zycia;)
      Wyszedlem z Kolega i akuratnie pobliska knajpka Tereza byla zamknieta. Ale oczy
      moje zwrocily uwage na stojacy blaszak, ktorego czasy swietnosci przypadaly
      klikanascie lat temu. Widac bylo z owym przybytku mozna dostac to, o co mi
      chodzilo. Niezrazony przygnebiajacym wygladem "kanciaka" (slady rdzy, popsute
      zaluzje i ogolny "rozpierdolnik" wokol) skierowalem sie do srodka.
      Przy barku szefowala puszysta babka, ktorej "rumiano-jowialna" aparycja
      dodawala uczucia ze jest tu przytulnie hehe We wnetrzu oprocz barku (w ktorym
      byli nawet J Daniel i Walker) staly jakies przedpotopowe automaty do gier,
      beczki po piwie i jakies rupiecie ktorych przeznaczenia nie szlo blizej
      okreslic. Najwazniejsze ze byly czyste kufle, o co jak mniemam troszczyla sie
      pieczolowicie puszysta barmanka :) Zanurzylem swe usta w boskim trunku i
      dopiero rezesmiala mi się geba. I wtedy poczulem magie tego miejsca...tak
      magie :)
      Przy automatach jakis 2 machos zawziecie gralo, przy barku jakies 2 typy
      prowadzily (przymilajac sie) rozmowe z barmanka, a obok mego "stanowiska" jakis
      facet w ogrodniczkach (ktorego nazwalem w myslach "Bob budowniczy").
      Takich miejsc juz nie ma, albo jak sa to strach wejsc ;) To taki zywy pomnik
      minionych czasow i jakze symboliczny, gdzie jakies typy spod ciemnej gwiazdy,
      robotnik i "turysci" maja jeden cel - degustacje ;-)
      To ciezko opisac, ale atmosfere takiego "przybytku" chlonie sie w ciszy
      obserwujac. Oprocz stacjonarnych rezydentow "lokalu" uwage zwracala
      rozczochrana dziewczyna, ktorej co tu duzo pisac brakowalo 5 klepki ;)
      Paradowala przez srodek z glupim usmieszkiem i wychodzac przed bar uganiala sie
      za golebiami. Odruchowo spojrzalem na jej dłonie, czy nie sa przypadkiem
      podziobane, bo przez moment przemknela mi mysl, ze podbiera golebiom lepsze
      kąski... I moze niech juz starczy opisu snack baru; po dokonczeniu 2 kufla
      udalem sie na tramwaj :)
    • ernest_pinch Re: dzien 3ci (snack bar) 05.09.06, 10:56
      Na drugi dzien organizatorzy przewidzieli uroczysty koncert praskich
      filharmonikow w stylowym budynku "Obecni Dum" wobec tego plany popoludniowe
      musialy zostac zredukowane do zaledwie kilkugodzinnego potulania sie po
      miescie. Zgodnie przyjeto plan zwiedzenia Muzeum Techniki. Lecz zanim to
      nastapilo mialo miejsce zdarzenie, ktore zmusilo mnie do pewnych refleksji.
      Otoz...
      Pewien moj Znajomy mawia ze "kto przespal sie z ciemna kobieta, tego biala juz
      nie zadowoli" hheh Gosc wierzy w takie glupotki, jego sprawa. Ale to
      twierdzenie moge przekuc na "kto poprobowal czeskiego piwa, tego inne nie
      zadowoli". Wiec gdy wyszedlem z sesji referatowej odczulem przemozna chec
      zakosztowania napoju, ktorego zacny smak wprowadzilby mnie w innym wymiar
      magicznej strony zycia;)
      Wyszedlem z Kolega i akuratnie pobliska knajpka Tereza byla zamknieta. Ale oczy
      moje zwrocily uwage na stojacy blaszak, ktorego czasy swietnosci przypadaly
      klikanascie lat temu. Widac bylo z owym przybytku mozna dostac to, o co mi
      chodzilo. Niezrazony przygnebiajacym wygladem "kanciaka" (slady rdzy, popsute
      zaluzje i ogolny "rozpierdolnik" wokol) skierowalem sie do srodka.
      Przy barku szefowala puszysta babka, ktorej "rumiano-jowialna" aparycja
      dodawala uczucia ze jest tu przytulnie hehe We wnetrzu oprocz barku (w ktorym
      byli nawet J Daniel i Walker) staly jakies przedpotopowe automaty do gier,
      beczki po piwie i jakies rupiecie ktorych przeznaczenia nie szlo blizej
      okreslic. Najwazniejsze ze byly czyste kufle, o co jak mniemam troszczyla sie
      pieczolowicie puszysta barmanka :) Zanurzylem swe usta w boskim trunku i
      dopiero rezesmiala mi się geba. I wtedy poczulem magie tego miejsca...tak
      magie :)
      Przy automatach jakis 2 machos zawziecie gralo, przy barku jakies 2 typy
      prowadzily (przymilajac sie) rozmowe z barmanka, a obok mego "stanowiska" jakis
      facet w ogrodniczkach (ktorego nazwalem w myslach "Bob budowniczy").
      Takich miejsc juz nie ma, albo jak sa to strach wejsc ;) To taki zywy pomnik
      minionych czasow i jakze symboliczny, gdzie jakies typy spod ciemnej gwiazdy,
      robotnik i "turysci" maja jeden cel - degustacje ;-)
      To ciezko opisac, ale atmosfere takiego "przybytku" chlonie sie w ciszy
      obserwujac. Oprocz stacjonarnych rezydentow "lokalu" uwage zwracala
      rozczochrana dziewczyna, ktorej co tu duzo pisac brakowalo 5 klepki ;)
      Paradowala przez srodek z glupim usmieszkiem i wychodzac przed bar uganiala sie
      za golebiami. Odruchowo spojrzalem na jej dłonie, czy nie sa przypadkiem
      podziobane, bo przez moment przemknela mi mysl, ze podbiera golebiom lepsze
      kąski... I moze niech juz starczy opisu snack baru; po dokonczeniu 2 kufla
      udalem sie na tramwaj :)
    • ernest_pinch Re: dzien 3ci 07.09.06, 00:43
      Po dotarciu do hotelu okazalo sie, ze zjawil sie autokar z Niemcami. Wiedziony
      instynktem piwnego huntera zauwazylem ze w lukach bagazowych mieli kilka
      skrzynek piwa ktore zapewne po drodze zlopali. Recepcja rozbrzmiewala ich
      glosem, dodatkowo opanowali lobby bar. Cale szczescie ze nie byl to madmorski
      kurort, dzieki czemu mialem oszczedzone widoku tlustych, rozneglizowanych
      starych babsztyli, ktore zarowno jak te mlode przejawiaja ochote do opalania
      topless. Windy hotelowe zapieprzaly szybciej niz te ktore pamietam z
      dziecinstwa w Palacu Kultury i Nauki ;) Wiec po chwili, po przebraniu sie
      pomykalem w kierunku "mniasta" z wytyczonym celem Muzeum Techniki. Poczatkowo
      bylem troche sceptycznie nastawiony do tego Muzeum, albowiem pamietalem to z
      Warszawy we wspomnianym Palacu Kultury i Nauki (zawsze gdy wychodze z takiego
      obiektu wydaje opinie: "no fajne" lub "lipa i dziadostwo"). Ale zblizajac sie
      do budynku zobaczylem ze jest on pokaznych rozmiarow. Bilety byly o polowe
      tansze w stosunku do Muzeum Figur Woskowych. Przy wejsciu czyhal jakis
      gadatliwy dziadek (kustosz? hehe) ktory tak trajkotal ze mimo ze podobno jezyk
      czeski w 25% jest podobny do polskiego to nic z jego gadki nie wylowilem.
      Zaczelo sie zwiedzanie. I musze przyznac ze te Muzeum zrobilo na mnie wrazenie.
      Byly tam i parowozy i samoloty i samochody i motocykle itd, co przedstawiam na
      dwoch fotkach:

      ap.pw.plock.pl/wj/prague/100_2187.JPG
      ap.pw.plock.pl/wj/prague/100_2192.JPG

      Tam zeby dokladnie polazic i poczytac trzebaby poswiecic caly dzien. Bardzo
      zrecznie przedstawiony rozwoj techniki. Zwiedzanie co jakis czas przerywa
      wyjacy alarm, albowiem nie wolno dotykac eksponatow (niektore licza ponad 100
      lat) a i tak sa takie losie co musza dotknac. Po zwiedzeniu 3 kondygnacyjnego
      pomieszczenia przechodzi sie do dwoch innych gdzie jest przedstawiony rozwoj
      kinomatografii oraz zegarow. Bardzo bogata kolekcja. Widac ze Czesi maja spore
      tradycje przemyslowe, ba! podobno przed wojna jesli ktos jechal z Czech do
      Austrii to sie mowilo ze jedzie do kraju biedniejszego. Coz zrobil komunizm...
      Kto ma troche zaciecia technicznego to na pewno ma tam okazje do refleksji i
      dyskusji (jesli zwiedza w towarzystwie podobnego zapalenca). No i trzeba bylo
      wracac, albowiem na godzine 20ta byl zaplanowany koncert. W programie byl ujety
      Vivaldi i Mozart. Korzystajac z metra dosc szybko znalezlismy sie w duzej sali
      koncertowej. Poczatkowo zalowalem ze nie zabralem aparatu coby natrzaskac fotek
      w stylowych, marmurowo-hebanowych wnetrzach, ale pozniej "podpialem sie" pod
      zdjecie robione przez Znajomego ;) Sala byla wypelniona, jak rowniez balkony a
      poniewaz siedzialem w 4 rzedzie to po obroceniu widzialem panorame roznych
      rysow twarzy i kolorow ;) Niesamowite.... Kiedys podoba sytuacje napotkalem na
      tzw. beer party, gdzie na okolo 50 uczestnikow bylo kilkanascie nacji, i
      doprawdy oryginalnie wygladaja ludkowie z Sumatry ;)
      Koncert trwal blisko 2 i pol godziny, podczas ktorego nie tylko mozna bylo
      nasycic przez ucho swego ducha, ale i ucieszyc oko uroda dwoch solistek ;)
      Glownym "gwozdziem" programu byl Hiszpan Arimany grajacy na flecie poprzecznym.
      Dodatkowo okazalo sie ze dyrygent (po ang. conductor hehe) popisuje sie gra na
      skrzypcach. Przy okazji zauwazylem ze jeden z graczy sekcji detej podczas
      koncertu dyskretnie wylaczyl komorke. No paprak, cholera, bo zeby czlonek
      orkiestry tak sie zapomnial? Ciekawe czy gdyby konduktor to zauwazyl to czy
      nalezycie zjebalby go ;) Po dwoch bisach koncert sie zakonczyl. A calym
      uczestnikom wyprawy ze mna spadl kamien z serca ze nie najedza sie przeze mnie
      wstydu ;) (wkrecilem ich ze zabralem ze soba puszke piwa i gdy dyrygent uniesie
      dlonie i bedzie cisza, wtedy wszyscy uslysza psssssssssssss jak otwieram)
      Oczywiscie ze bym tak nie zrobil, ale niektorzy mnie znajacy wiedza ze czasami
      stac mnie na wiele, wiec nigdy nic nie wiadomo..;-)
      Blisko polnocy jadac winda uswiadomilem sobie ze w kolejnym dniu czeka mnie
      sesja plakatowa i referat jednego z Kolegow...
      • ernest_pinch Re: ojej, ojej 07.09.06, 08:09
        Na FP zauwazylem "komentarz" i probe recenzowania, czy tez ocenzurowania mego
        opisu. Oto jego tresc:
        "
        W programie był Vivaldi i Mozart ale u autora tego wątku największe emocje
        wywołał "jeden z graczy sekcji detej", który nie wyłączył komórki przed
        koncertem. Co tam Vivaldi i Mozart! Nareszcie udało sie znaleźć coś co
        pozwala zabić nudę. Czyż nie tak Panie Erneście? Czyż nie jest to snobizm?
        Panie Erneście mam do Pana prośbę, osobistą prośbę. Proszę o minimum, którego
        się oczekuje od ludzi, którzy chodzą na koncerty Vivaldiego i Mozarta. W
        orkiestrze grają muzycy a nie "grajkowie". Cieszyłbym sie bardzo gdyby
        napisał Pan cokolwiek o emocjach jakie wzbudziły w Panu wykonania znanych
        koncertów. Jeżeli to jest dla Pana niewygodne lub za trudne to proszę iść na
        piwo i opisać wrażenia smakowe a ja nie będę miał żadnych zastrzeżeń.
        Chciałoby się powiedzieć, że szlachectwo zobowiązuje. Ale nie można tego
        powiedzieć w tym przypadku.
        "

        Wiec...
        Szanowny Panie kiedys_plock;
        Jestem zadowolony ze moje wypowiedzi cieszą się takim zainteresowaniem, a dla
        niektórych są tak ważne, że czują potrzebę dokonania ich krytycznej analizy na
        publicznym forum. Niestety nie zaspokoje Pana ciekawości w kwestii emocji,
        jakie we mnie wywołuje muzyka, bo uważam ten temat za zbyt intymny, by o nim
        pisać na forum (chociaz tak uwazny Czytelnik powinien zauwazyc ze temat muzyki
        byl poruszany w osobnym watku na FR kilkanascie miesiecy temu). Nie w każdej
        orkiestrze grają "muzycy", bo czasem są to niestety tylko "grajkowie" (przy
        czym Szanowny Panie, nigdzie nie uzylem sformulowania grajkowie). Poza tym co
        do Panskiej "osobistej prosby"; takowa mozna miec do przyjaciela czy tez
        znajomego, a z calym szacunkiem nie przypominam sobie bysmy pili "bruderszaft".
        • roman_j Re: ojej, ojej 07.09.06, 09:55
          Widocznie masz jakiegoś wiernego, ccichego wielbiciela, który z uwagą śledzi
          Twoje wpisy na naszym forum, skoro znalazł w Twoim tekście wzmiankę o
          "grajkach", której tam nie było, ale ktorego to określenia rzeczywiście chyba
          zdarzyło Ci się użyć. Tylko patrzeć, jak doczekasz się biografii. Forumowej,
          rzecz jasna. ;-))
          • ernest_pinch Re: ojej, ojej 07.09.06, 10:27
            Myslalem ze w moim opisie da sie zauwazyc przymruzenie oka; ze nie jest to
            relacja majaca ukazac wrazliwosc na tworczosc :)
            No, ale kluczem do zagadki jest godzina postu, potrafie zrozumiec ze ktos o tej
            godzinie moze miec "problem"..;)
    • ernest_pinch Re: dzien 4ty 08.09.06, 00:53
      W tym dniu odbyla sie sesja w ktorej bralem udzial, a pozniej poszedlem
      posluchac referatu Kolegi. W oslupienie wprawila mnie jego plynnosc angielskiej
      wymowy (cholera, mam uraz po poprzednim opisie dnia 3go, bo zaraz sie ktos do
      mnie doczepi ze zwracalem uwage na plynnosc zamiast na zawartosc naukowa) ;-)))
      so, it was very good...
      Po godzinie 17tej zwinalem plakat, ubylo 80% stanu poczatkowego wizytowek i juz
      moglem ruszyc pozwiedzac. Godzina pozna, wiec jedyne co mozna bylo zaplanowac,
      to spacer po Hradczanach. Niestety o tej godzinie nie uda sie wejsc do katedry
      sw Wita, wiec kolejny raz pospacerowalem wokol. Ale za to przemaszerowalem
      wyjatkowo pusta Zlata Uliczka. Na dziedzincu przy Katedrze jest fontanna, z
      ktora istnieje pewna analogia do tej plockiej na Tumskiej ;) Otoz wiatr wesolo
      rozpryskuje wode, chlapiac tak, ze od fontanny plynie w czasie wietrznego dnia
      cienka struzka wody. O dziwo nikt tam nie bil piany ze to wada..;)
      Z wysokosci Hradczan rozciaga sie przepiekna panorama na Prage i tam osobnik z
      talentem ujmowania kadru ma pole do popisu.
      I tak z Malej Strany przewedrowalem na Stare Miasto az zrobilo sie ciemno, co
      widac na wykadrowanym zdjeciu przedstawiajacym kawaleczek nieba:
      Niebo nad Hradczanami
    • ernest_pinch Re: dzien 5ty, powrot, ZOO 08.09.06, 11:32
      Mialem wyjechac rano, ale niestety program przewidywal ze o godzinie 10tej mial
      swoj referat drugi z Kolegow. I byl to jeden z ciekawszych refaratow; takich
      jakie lubie- czyli majacych wymiar praktyczny ( w tym przypadku przelozenie
      nauki (sieci neuronowe, metody numeryczne itp) na zastosowane w przemysle
      rafineryjnym).
      Wrocilem do hotelu, zapakowalem swoje "klamoty" i w droge. W drodze powrotnej
      naciskany przez corke, obiecalem jeszcze wizyte w ZOO. O tym ZOO wyczytalem
      wczesniej na forum motoryzacyjnym, jeden z forumowiczow bardzo je zachwalal.
      Cushhh, majac w planach zwiedzanie ZOO trzeba bylo sie spieszyc. Po 30 min
      wyjechalem z Pragi i na autostradzie przyspieszylem, podmuchem wiatru spychajac
      niektorych z lewego na prawy pas ;)
      ZOO jest usytuowane w miejscowosci Dvur Kralove nad Labe klikanascie km od
      Hradec Kralove. Tu mozna sobie o nim poczytac wiecej:
      www.zoodk.cz/home_pl.php
      Dojezdzajac sie do tej miejscowosci ma sie wrazenie ze tam nic wielkiego nie
      ma, ale jest to bardzo mylne. Przy samym ZOO jest parking (50 Kc), ja
      zatrzymalem sie jakies 200 m wczesniej i zaplacilem 100 Kc. "Kara" na wykazana
      nadgorliwosc ;) Dla rodziny 4 osobowej (2doroslych + 2 "basałykow") lepiej jest
      kupic bilet rodzinny, ale w moim przypadku (2+1) optymalnym wyjsciem
      byly "oddzielne" bilety.
      ZOO b. mi sie podobalo. Zwierzeta jak np. tygrysy za szklana sciana (przy
      robieniu zdjecia wyglada to jakby sie stalo posrod nich). Pierwszy raz
      zobaczylem tez na zywo okapi. W cene biletu wliczone jest tzw. safari. Ale po
      kolei. W jednym miejscu stoi "kolejka" z wagonikami, ktora dowozi za oplata do
      miesca gdzie stoja "safaribusy". Jesli ktos ma wiecej czasu, odradzam jazde
      kolejka. Po drodze mozna podziwiac stado zyraf, niesamowita liczbe nosorozcow i
      in. Po dojechaniu kolejka, do punktu skad zaczyna sie "safari" przesiedlismy
      sie na "safaribus" czyli po prostu pietrowy autobus bez dachu. Taka jazda na
      gornym pokladzie to niesamowita frajda dla dzieci. Kierowca czeka az uzbiera
      sie troche pasazerow i ok 20 min jezdzi sie po zamknietym terenie posrod stad
      antylop, bawolow itp. Zwierzeta spokojnie, leniwie pasa sie, czasami
      zastawiajac droge. Swoja droga, to musza miec w tym ZOO spore zaplecze na zime,
      by "upchnac" gdzies te zwierzeta :)
      Bardzo pomyslowo jest wykonana ekspozycja "wodny swiat", duze akwaria posrod
      drzew i kory na podlodze z przemykajacymi malymi malpkami. Kto bedzie w tych
      rejonach goraco polecam odwiedziny w tym ZOO.
      W drodze powrotnej na parking zahaczylismy o mala restauracje z menu w jez.
      polskim :) (ceny 3 krotnie nizsze niz w Pradze). Reszte koron wydalem po drodze
      w dwoch sklepach i pierwszy raz mi sie zdarzylo, ze nie zostala mi nawet drobna
      moneta.
      Tym razem ominalem Wroclaw, jadac przez Brzeg i bylo to optymalne rozwiazanie,
      bo relacji innych wynikalo ze tkwili w godzinnym korku :)
      O godzinie 1szej zalogowalem sie w domu.... :)
      -------------------------------------------------------------------------------
      I na tym koniec mej "relacji". Za wszelkie niezrecznosci w tekscie, wulgaryzmy
      itp. serdecznie wrazliwszych Czytelnikow przepraszam :) Na swoje
      usprawiedliwienie mam, ze nie zamierzam publikowac w zadnych "Zeszytach
      Literackich", czy tez kandydowac do nagrody "Literackie objawienie sezonu" :DDDD
    • ernest_pinch Re: z ORLEN'em w tle 08.09.06, 22:41
      Jako ciekawostke podam, ze jednym z głownych sponsorow Kongresu, nalezacym
      do tzw. "Golden Sponsors", byl czeski Unipetrol. I teraz pod logo Unipetrolu,
      zarowno w materialach konferencyjnych, jak i na scenie na ktorej odbywal sie
      koncert widnieje dopisek "ORLEN GROUP". Mily polski akcent :-)
    • hiubi Re: Ernest w Pradze 13.09.06, 22:11
      Też byłem w Pradze w te wakacje... raptem kilka dni ale zawsze mam sentyment do tego miasta... po tegorocznych będę miał jeszcze większy :-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka