joanna_xx 01.10.04, 15:25 Mam nadzieje, ze nie zanudze tym nikogo na smierc. Ponizej przedstawiam czesc a, ktora udalo mi sie juz jakos poskladac do "kupy". Zycze milej lektury. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
joanna_xx A. 01.10.04, 15:39 Wlasnie zakonczyla sie odprawa na lotnisku w Bejrucie a pasazerowie wsiedli do samolotu. A tam czekaly stewardessy w czerwonych kapeluszach i czerwonych gumkach - frotkach na wlosach oraz czyms w rodzaju jasnych woalek czy szali przypietych z boku kapelusza i zawinietych na szyi. Bardzo ladne ubrania i bardzo mile stewardessy (byl tez i mezczyzna- czarny, wszyscy pracownicy mieli najwyrazniej niearabski rodowod). W srodku zupelnie co innego co zazwyczaj widuje sie w samolotach. Poklad wyglada na wyjatkowo nowy, ladna jasna tapicerka foteli, kilka telewizorow a oprocz tego z tylu kazdego fotela dodatkowe ekrany z pilotami. W ten sposob mozna bylo zmieniac kanaly (oferowano kilka nowych filmow video w tym takze dla dzieci jak Garfield czy Harry Potter- wiem, bo w ta strone ogladalam piate przez dziesiate tego Garfielda), dzwonic (to akurat za oplata ) w czasie lotu, grac w gry (maz gral sobie w szachy, dopoki nie nacisnal czegos i nie wyszedl przypadkowo z gry). Co ciekawsze, samolot mial zainstalowane 2 kamery: foreward i backward i dzieki temu mozna bylo sobie ogladac jak samolot startuje, laduje i jest w powietrzu. Ponadto na duzych tv mozna bylo ogladac kedy przebiega trasa, jak wysoko jestesmy, jaka jest temperatura, predkosc i jak daleko do celu (TO MOZNA BYLO TEZ ZNALEZC NA KTORYMS Z KANALOW w tv przed nami). Pokazywali tez headlines z BBC (w obie strony). A obsluga jak marzenie. Juz zaraz po wzbiciu sie w powietrze zaczeli rozdawac dzieciom pluszowe pieski i magic stickers (naklejki do naklejania na kartonik przedstawiajacy samolot). Potem kazdemu dali gorace gazy do wytarcia rak (oczywiscie szczypczykami; tymi szczypczykami tez je zabierali). Nastepnie menu (w economy!) a tam do wyboru kurczak albo ryba z dodatkami. Juz dokladnie nie pamietam co to bylo (ja zamowilam rybe z okra, ktora zjadl moj maly), ale mam przed oczami akurat menu z powrotu (juz bylo co innego w jadlospisie)- wzielam to, by nie byc goloslowna. W nim czytamy: aperitifs (2 rodzaje), wine, champagne (za szampana akurat trzeba placic 20 Dhs czyli 20 PLN), spirits (tu whisky- 4 rodzaje, rum i gin), beers i soft drinks (juices, colas, itp). Na drugiej stronie Appetizers: Moutabel accompanied with vine leaves and tomato wedge. Main courses ( tu do wyboru:): Grilled chicken breast, served in a creamy pistachio sauce, accompanied with mixed vegetables and potato wedges (to wybralam- smaczne, choc troche za suche) oraz: Backed Hammour- baked hammour fish fillet coating with kishek and placed on saffron mougrabieh, offered with green beans topped with tomato concasse. Do tego dessert: Umm Ali - puff pastry mixed with raisins, pistachio, enhanced with rose water and topped with fresh cream (to bylo pyszne , ale sie bardzo tym nie nacieszylam, bo mi dziecko wiekszosc zjadlo). Ponadto coffee lub tea oraz obowiazkowo woda w zamknietych malych kubeczkach (jak jakis jogurt). Jeszcze zanim dorosli otrzymali jedzenie, wreczono jedzenie dla maluchow w skrzyneczkach. Tam pysznosci nie mniejsze, do tego soczek , jakies batoniki, itp. , zegarek wodoodporny, jakas jeszcze inna zabawka i szczoteczka do zebow z pasta na 1 raz. Na pudelku tej szczotki bylo napisane: Remember: Brush your teeth after every meal (a powiadaja, ze Arabowie to brudasy). Caly czas nadskakuja (aha, instrukcja dotyczaca zakladania kamizelek, aparatow tlenowych itp. byla wyswietlana na ekranach- nikt z obslugi niczego nie musial demonstrowac, jak robia to w innych liniach lotniczych). Warto tez dodac, dla formalnosci, ze ten kurs byl tanszy niz lot SASem, ktory mial miejsce dzien wczesniej. Dlatego tak szczegolowo opisuje lot Emirates. Lot trwal ok 3,5h. Wyladowalismy o 1.45 am (czas bejrucki 12.45 a polski i szwedzki 11.45). Tam szybka odprawa , bo przyjechali po nas z hotelu i dzieki temu wszystkie bramki sie przed nami otwieraly i nie musielismy czekac w kolejkach. Na zewnatrz juz czekal na nas bialy, nowy Merc z szoferem pod krawatem i w garniturze; z napojami. Po wyjsciu z budynku niezwykle ladnego lotniska (zdobienia prawdziwym zlotem, itp) to co najbardziej rzucilo sie "w oczy" byla sauna w powietrzu (badz co badz to przeciez klimat subtropikalny), w powietrzu bylo 35 stopni (w nocy!). Wsiedlismy do samochodu i pojechalismy do hotelu Jameirah Beach polozonego na pieknej plazy w dzielnicy Jameira obok (jakies 150- 200m) jedynego siedmio- gwiazdkowego hotelu na swiecie- Burj Al Arab (Wieza Arabska). Burj mienil sie kororami teczy (w nocy; za dnia jasnieje biela), choc nasz hotel wypadal nie mniej blado- ksztaltem przypomina przelamana fale- to on obok Burj jest jedna z czesciej przedstawianych budowli na pocztowkach z Dubaju. W resorcie wybudowano jeszcze jeden luksusowy hotel (wszystkie trzy naleza do tego samego szejka), choc jeszcze nie calkiem ukonczony (jednak jest juz otwarty w wiekszosci i goscie moga przybywac)- nazywa sie Madinat Jumeirah i wg mnie jest najpiekniejszy, bo zbudowany zostal przy zachowaniu arabskiej architektury, a ponadto budynki nalezace w sklad hotelu przedzielone sa kanalami, po ktorych mozna plywac. Wchodzimy do recepcji ale okazuje sie, ze zrobiona zla rezerwacje. My chcielismy pokoj na dole z tarasem i bezposrednim zejsciem na plaze. Wiec musimy jeszcze troche (ZMECZENI) poczekac, zanim pojdziemy spac. Obsluga hotelowa w wiekszosci to Hindusi, a i na ulicach Arabow jak na lekarstwo. Jest tu duzo (obok Hindusow) mieszkancow Dalekiego Wsachodu, ludzi ze Sri Lanki, ludzi Zachodu (ponoc ponad 100 nacji). Podobno w Dubaju Emiratczykow jest tylko ok. 200 tys (znalazlam przed chwila, ze Emiratczykow tam jest tylko 18%!), a calosci ok. milion. Takie mniej wiecej sa proporceje. Przyjezdzajac tu ma sie wrazenie, ze sie jest w Bombaju a nie Dubaju (to powiedzonko meza, ale bardzo trafne). Po arabsku dogadac sie tu ciezko- tu wszechpanuje angielski. MacDonaldy (a tam prawie pustki- siedza jedynie zachodni turysci), gallony, mile, nazwy w j. ang (obok arabskich), np Sheikh Zayed Rd. (to Rd.) i inne rzeczy sprawiaja, ze czlowiek czuje sie jak w USA. Tylko ta egzotyka ubiorow z roznych zakatkow swiata i gdzieniegdzie przemykajacy mezczyzni w dishdashach i kobiety w czarnych galabijach sprawiaja, ze czlowiek wie, ze jest jednak w Emiratach. W ogole za malo tu dla mnie arabskosci, za duzo zachodu. Trzeba sie napocic i wiedziec gdzie pojsc, by znalezc jakas knajpke z typowo arabska muzyka na zywo i tancami. Nastepnego dnia rano na ostatni dzwonek poszlismy na sniadanie (codziennie tak bylo, dlatego czasem, jak wiedzielismy, ze za zadne skarby nie wstaniemy do 11.00 zamawialismy jedzenie do pokoju). Tu tez serwowali dania niearabskie. Wlasciwie rzeczy, ktore sie je wszedzie: jajka, paroweczki, pieczarki , sery, soki, owoce itp. Byla nawet wieprzowina, choc z czerwonym napisem: PORK. (i alkohol- ale to nie na sniadanie, oczywiscie). Sniadanie wlasciwie mozna bylo zjesc w tym hotelu nie tylko w jednym miejscu. Rowniez w Premium Leisure Club, skad wyslalam moj post na to forum (mowie o POZDROWIENIA Z RAJU). Tam wlasciwie najczesciej chodzilismy. Tam tez podawano 2 nastepne posilki, choc w formie zakasek. Ale mozna bylo sie najesc do syta (b. smaczne, choc raczej nieorientalne) i do tego gratis. Zatem wlasciwie cale wyzywienie mielismy zapewnione. Po sniadaniu maz pojechal do pracy, a ja poszlam na plaze. Cala obsluga na terenie hotelu (w srodku i na zewnatrz) wyjatkowo mila: kazdy otwiera drzwi, nosi torby, mowi: "good morning, madam", jak ktos przychodzi do Ciebie zawsze dzwonia z recepcji i pytaja: MRS. H. , czy mamy wpuscic pana takiego i takiego?A jak sie do obslugi dzwoni, to zawsze wiedza z jakiego pokoju i kto. Na plazy przesuwaja lozka, daja reczniki, rozkladaja je na lozkach, daja arbuzy, pryskaja woda (jak spryskiwaczami do kwiatow)- jak sie oczywiscie chce , daja mokre male reczniki z lod Odpowiedz Link
joanna_xx Re: A. 01.10.04, 15:41 daja mokre male reczniki z lodem dla ochlody- wszystko daja i zabieraja szczypczykami (te atbuzy i reczniczki). Sa na kazde zawolanie. Nie dziwie sie, ze hotel ten zebral wiele nagrod w latach 1998- 2002 (word's best hotel - business, word's best hotel -leisure, best resort hotel in the word, best business hotel in M.E., jest tez A MEMBER OF LEADING HOTELS of THE wORD). W tym hotelu mozna sie poczuc jak krol. W pokojach mnostwo kosmetykow (poza oczywistymi: peeling, talk do stop, perfumy, sol do kapieli (aha, jest osobno wanna i osobno duza kabina prysznicowa), patyczki do uszu, mouth wash, kremy z faktorem 15, duzo recznikow 2 razy dziennie zmienianych a jak sie zechce to na kazde zawolanie, szlafroki, kapcie , torby na zakupy z nazwa hotelu , kilka butelek z woda, owoce w skrzyni (wszystko codziennie uzupelniane) i jeszcze wiele innych rzeczy, o ktorych pewnie zapomnialam, bo tego tak duzo. Aha, normalnie scielenie lozka 2 razy dziennie (wieczorem zawsze jakos fikusnie posciela, poloza na nim czakoladki serduszka i inne, nawet pluszaki malego zawsze jakos zabawnie poukladali. Tu zatrudniaja ludzi wyjatkowych a nie byle kogo), a jak ktos chce, to jeszcze wiecej. Codziennie czysta posciel (a nie jak na Silja Line, ponoc luksusowym promie finskim, gdzie musielismy zapomniec o zmianie poscieli, a reczniki zmienili na pocieszenie) i reczniki. Lozko 2 metrowe i jeden materac a nie 2 laczone! Mozna sie wyspac. Jak raz nie zmienili mi poscieli na czas i zadzwonilam do recepcji, to po pol minuty juz ktos byl i sprzatal, a potem jeszcze przyszedl ktos sprawdzic czy jest czysto i czy jestem zadowolona. Rozleniwilam sie w tym hotelu, ze az zal mi bylo wracac do domu. W Szwecji nawet gosposia z Rosji mi tak nie posprzata i nie poscieli lozka tyle razy. Poza tym hotel oferuje tez profesjonalne babysitters. Polecam go z calego serca! Na plazy mialam widok na Burj, choc trzeba bylo patrzec przez okulary przeciwslon. bo slonce odbite od bieli hotelu bardzo oslepialo. Temperatura jakies 45 stopni. W sam raz na plaze (wspolczuje wszystkim Hindusom i innym, ktorzy musza pracowac w takim sloncu. To nieludzkie). Na zewnatrz hotelu "kupa" atrakcji. 4 baseny, w tym jeden do nauki plywania, jeden dla dzieci, budynek sportu, gdzie robia tez masaze, itp. Mozna zazyczyc sobie co sie chce, nawet nurkowac, serfowac, jezdzic na nartach wodnych (za oplata); sa korty tenisowe, golf, rozne kafejki i sama nie wiem co jeszcze. Najciekawsza chyba atrakcja jest Wild Wadi- wodny park , najwiekszy na BW. Tam dopiero mozna sie zrelaksowac. Wlasciwie zaluje, ze juz pierwszego dnia tam nie poszlam i nie odkrylam tamtejszych urokow. Nie da sie opisac. Trzeba tam pojechac i przekonac sie na wlasnej skorze. Najlepiej to miejsce oddaje slogan reklamowy Wild Wadi : YOU JUST CAN'T GET ENOUGH. Najwieksze wrazenie chyba robi Jumeirah Sceirah, gdzie zjezdza sie z predkoscia nawet 80 km/H na wlasnej pupie. Nie odwazylam sie na to, bo ten zjazd wygladal przerazajaco, zreszta nasz przyjaciel- R. , ktory jest pilotem samolotow pasazerskich (wlasnie sie tu przeprowadzil z Syrii, bo bedzie pracowal w miejscowych liniach) stwierdzil, ze to jest dangerous, ale zjechal. Ja tam rozkoszowalam sie innymi lagodnymi zjezdzalniami na pontonach typu toonel of Doom (tam nic nie widac jak sie zjezdza), itp. oraz leniuchowaniem na pontonie na Lazy River (przeplywalo sie m.in. pod wodospadem)- super relax. Tam jest wiele atrakcji, m.in Breakers Bay (najwiekszy basen z falami w regionie- fale do 1,5 wysokosci), itd. Nie da sie opisac. Poza tym do wszystkich miejsc (jak i do Burj i Medinat) dojezdza sie specjalnymi pojazdami, ktore czekaja z kierowcami na placu przy wejsciu do hotelu od plazy. Wystarczy tylko powiedziec dokad chce sie jechac, podac nr pokoju i juz pojazd do twojej dyspozycji. Tak wiec siedzimy sobie na tej plazy, obsluguje nas bardzo mily chlopak, chyba jakis Latynos (ale nie pytalam); nawet zapamietal imie mojego synka, bo za kazdym razem jak go widzial mowil do niego z usmiechem: "Hello M. " Siedzielismy w cieniu jakies 2-3 godziny, wysmarowani kremami z filtrem, ale i tak sie opalilismy. Potem jeszcze ogladalismy najblizsze otoczenie hotelu. Wieczorkiem przebieramy sie i jedziemy juz cala rodzina (pojazdem hotelowym) do Burj Al Arab (tam nie mozna isc w jeansach, bo nie wpuszcza; trzeba miec stroje wieczorowe). Ponadto zatrzymuja nas wartownicy, bo tylko goscie resortu Jameirah maja wstep do Burj Bezplatny. INNI MUSZA BULIC niemale pieniadze ; tak samo jest z Wild Wadi i wejsciem na plaze (normalnie placi sie jakies 200- 300 dhs czyli tyle samo zlotych- to moze zmalec do 70 dhs, jesli jest sie gosciem ktoregos z gosci hotelowych. Tak robili nasi znajomi i mieli tanszy wstep). Przed Burj kilka zaparkowanych Rolce Roysow i innych tego typu wozow, nadjezdzaja kolejne z panami w bieli i kobietami w czerni. Tylko zalatuja przerozne zapachy perfum, gdy wysiadaja z samochodow. Wtedy mysle sobie: jestem gotowa zakryc nawet oczy, byc czwarta zona (jak przystojny i dobry mezczyzna to czemu nie, co wcale nie oznacza, ze nie probowalabym wyeliminowac tych 3 pierwszych), nie miec prawa jazdy (skoro moge miec szofera i 4 samochody, jak ma wielu obywateli UAE), nie miec praw wyborczych (i tak z nich nie korzystam) i nie miec demokracji (skoro szejkowie rzadza lepiej niz wiekszosc demokratycznych prezydentow swiata, bo dbaja o swoich obywateli i rozwoj kraju), ale jezdzic sobie co miesiac do takiego resortu Rolce Roysem. Oczywiscie w Emiratach kobiety maja prawa duzo wieksze niz w Arabii Saudyjskiej (ale nawet tam nie ma obowiazku zakrywania twarzy). Jednak nie liczy sie otoczka, te wszystkie stroje (mezczyzni przeciez tez sie zakrywaja) i prawa, z ktorych i tak malo wynika. Licza sie inne rzeczy: milosc w rodzinie, przyjazn, zdrowie, i to, ze mozesz korzystac z zycia i niczego Ci nie brakuje. Wchodzimy do srodka, zwiedzamy. Wlasciwie tyle juz powiedziano i napisano o tym hotelu, ze wlasciwie nie wiem czy moglabym podac cos oryginalnego. Ladowisko dla helikopterow, na (chyba) 27 pietrze restauracja, z ktorej widac panorame Jumeira, wszedzie szczere zloto, same luksusy, rybki w akwariach przy obu ruchomych schodach, niezwykla fontanna i elegancka, mila obsluga z klasa. Maz ponoc widzial tam jakiegos znanego piosenkarza brytyjskiego (nie zdazylam mu sie przyjrzec, bo szybko przemknal mi przed oczami). Ale i tak bardziej podoba mi sie nasz hotel. Rzeczywiscie Burj to typowy hotel dla biznesmenow; dla rodzin lepszy nasz, bo u nas wiecej atrakcji (nie ze wszystkiego mozna korzystac- np. Madinat i Burj nie moga korzystac z naszych basenow a my z ich, ale co tam: my mamy wiecej od nich).Potem jedziemy do Madinat. Zamawiamy sobie lodz i bierzemy kurs po kanale przemykajacym sie miedzy budynkami kompleksu hotelowego, ktory lezy na duzym obszarze (np. wille hotelu maja po 7 pokoi, kazdy po 60m kw. i kosztuja, bagatela, 50 tys dhs za noc). Widoki rajskie (jest juz chyba 10.00 wieczor, a w Dubaju juz o 6pm robi sie ciemno). Lodz typu India, ze zadnych barierek nie ma i dzieci moga powypadac, wiec trzeba trzymac. Nasza lodz prowadzi mlody chlopak w turbanie ze Sri Lanki. Maz ciagle sie go wypytuje a mnie juz uszy bola od jego akcentu w angielskim . Trzeba sie niezle wytezac by zrozumiec (np. zamiast- podaje fonetycznie- slimingpul jest slimingful). Teraz rozumiem skad te dowcipy o Hindusach (a miedzy ich jezykami a jezykiem, w ktorym mowil ten chlopak niewielka roznica, jak sam przyznal) i ich angielskim. Oto jeden z nich. Spotyka jeden Hindus drugiego i mowi (fonetycznie): "am derti". Na to mu drugi: "am derti tu" (mialo byc : I AM 30 oraz I AM 32, a wyszlo: I am dirty oraz I am dirty too). Oni rzeczywiscie tak dziwnie wypowiadaja liczbe 30. Czasami w hinduskich sklepach musialam sie kilka razy pytac o to samo, az mi Odpowiedz Link
mahadarbi Re: A. 02.10.04, 00:49 Szkoda, że nie dotarłaś do stolicy Emiratów, do Abu Dhabi. Tak bym chciała poczytać relacji z mojego ukochanego miejsca na świecie... Wszystko zmienia się tam w takim tempie, że miesiąc czyni duże różnice. Swoją drogą, to Burij Al Arab jest wizytówką Dubaju i to on wyznacza granicę luksusu i przepychu (co nie jest rzeczą tam akurat wyjątkową). Mnie też on właśnie podoba się najbardziej, ale ponoć o gustach... ;))) Odpowiedz Link
joanna_xx Re: A. 02.10.04, 12:09 Do Abu Dhabi jeszcze pojade (mielismy w planach podczas tej wizyty, ale ta plaza, te baseny hotelu.... nie chcialo sie od tego odrywac na moment), podobnie jak do Sharja i Fujeirah, a jesli chodzi o Burj, to zrobilam mu chyba 20 zdjec i poswiecilam na niego chyba pol godziny na kasecie (noca, za dnia, z plazy, z balkonu, naszego pokoju, jak blyskaly swiatla, jak nie blyskaly, itp.- ile tego mozna- juz jestem chyba fed up tym budynkiem, choc wciaz uwazam, ze jest on niezwykle piekny), ale to rzeczywiscie wizytowka Dubaju. Nowe dubajskie tablice rejestracyjne nawet maja szkic tego hotelu obok numerow. Odpowiedz Link
mahadarbi Re: A. 02.10.04, 14:02 To cudownie! Będzie z kim poplotkować :)) o urokach raju! Ja wybieram się tam na przełomie listopada i grudnia. Piszę o tym z taką pasją, bo uważam, że to właśnie Emiraty są kwintesencją tego, o czym traktuje forum (w przeciwieństwie do Egiptu, Tunezji czy tego typu miejsc dostępnych dla przeciętnego turysty, mimo iż, jak sama zauważyłaś, bliżej im do metropolii rodem z amerykańskiego filmu). Nie to, żebym miała coś do przeciętności, ale islam i kultura arabska to przede wszystkim Arabia Saudyjska i kraje Zatoki Perskiej, to tam wszystko wzięło swój początek. Pomijając takie miejsca jak Dubaj czy Abu Dhabi (proamerykanskie do bólu przecież) jest jeszcze milion innych miejsc, gdzie masz wrażenie, że czas zatrzymał się na okresie wahhabitów. To właśnie Sharja, Fujeirah, Oman etc., etc. To tam można dotknąć tego, czego tak bardzo brakuje w Dubaju. Zresztą, powiem Ci szczerze, że jeżeli masz przyjaciół wśród najprawdziwszych Arabów, to oni mogą stać się najcenniejszym przewodnikiem, i nawet w tak zamerykanizowanym Dubaju, nie będziesz miała wątpliwości, że jesteś w epicentrum islamu. I to jest tam właśnie najcudowniejsze. Nawet w blasku takiego Burij nie jesteś w stanie zapominieć, że dotykasz arabskiej kultury. Jak bardzo chciałabym, żeby już był grudzień.... Pozdrawiam Cię cieplutko! Odpowiedz Link
kaka_da_parada Nawet gosposia z Rosji...., hi hi hi 29.10.04, 20:43 No nieźle się ubawiłam tymi powierzchownymi relacjami. Wysłałam je nawet znajomym jako "Blond w Arabii". Muszę jednak przyznać, że opisanie tego wszyskiego musiało zabrać trochę czasu, szkoda tylko, że nie zabrałaś gosposi z Rosji, żeby się nauczyła, jak obsługiwać madam. A nawiasem mówiąc w zeszłym roku we wrześniu też byłam przez tydzień w tym hotelu i rzeczywiście poziom serwisu przerósł tam wszystkie moje oczekiwania, dlatego rozumiem po części te zachwyty. Rodzina panująca w Dubaju jest rzeczywiście rozsądna i inwestuje w swój kraj. Byłam na spotkaniu z członkiem rodziny odpowiedzialnym za rozwój kraju i zamierzenia na przyszłość są poprostu oszałamiające. Odpowiedz Link
beduinka Re: Nawet gosposia z Rosji...., hi hi hi 29.10.04, 21:21 kaka_da_parada napisała: > No nieźle się ubawiłam tymi powierzchownymi relacjami. natomiast twoje są zawsze niezwykle głębokie Odpowiedz Link
kaka_da_parada Re: Nawet gosposia z Rosji...., hi hi hi 29.10.04, 22:41 Twoje z Egiptu również! Odpowiedz Link
joanna_xx Re: Nawet gosposia z Rosji...., hi hi hi 30.10.04, 12:11 1. "Blond w Arabii"- skad wiedzialas, ze moj maz jest blond? Jestes jasnowidzem? 2. Powierzchowne, hmmm, skoro juz przy moim mezu, to on przemieszkal w "Arabii" 25 lat. Mozesz pobic ten rekord? Nie sadze, zatem cokolwiek napiszesz, to Twoje relacje beda powierzchowne. 3. Z zabraniem tej gosposi do Dubaju to bardzo dobry pomysl. Choc troche spozniony. Pozdrawiam Odpowiedz Link
kaka_da_parada Re: Nawet gosposia z Rosji...., hi hi hi 30.10.04, 14:08 Nie chodziło mi oczywiście o męża:) No ale cóż... Doskonale rozumiem twój zachwyt Dubajem, bo też mnie oszołomił. Ale zastanawiam się skąd to bogactwo, dlaczego obywatele ZEA wolą zatrudniać np. Indusów a nie dają chleba swoim palestyńskim braciom, itd. Ale ty i tak jesteś sfiksowana na to, że cokolwiek ode mnie wychodzi musi być powierzchowne, jak napisałaś, więc nie warto pisać:), bo przecież nie pobiję tych 25 lat twojego męża. O kurcze, nie byłabym Kaką, gdybym w tym momencie znowu nie zaczęła... Chyba nie wytrzymam, hm, 25 lat w Arabii, to ile on ma lat? 50? i do tego blondyn, pfui. Odpowiedz Link
joanna_xx Re: Nawet gosposia z Rosji...., hi hi hi 30.10.04, 14:41 Mnie sie podobaja blondyni, Tobie ciemni (a wiec jednak chyba kiedys jakis Arab dal Ci kosza, stad to rozgoryczenie: ja kolezankom z forum nie zazdroszcze, ze maja mezow jakich maja, Tobie radze wziac przyklad). Gusta sa rozne. A poza tym troche wiecej szacunku dla starszych. Pozdrawiam Odpowiedz Link
joanna_xx Re: Nawet gosposia z Rosji...., hi hi hi 30.10.04, 14:46 Najwiecej Hindusow zatrudniaja, bo jak nie patrzec na mape, Indie sa blizej niz Palestyna i stad sciaga do Dubaju najwiecej pracownikow. Poza tym nie zapominaj, ze w Dubaju zatrudniaja tez rzesze swoch braci z Pakistanu. Odpowiedz Link
joanna_xx Re: Dubajskie plaze, dubajskie noce... 02.10.04, 11:51 Dalsza czesc jeszcze dopisze, jak znajde czas. Tymczasem gratka dla wielbicieli Burj al Arab: www.burj-al-arab.com/ Odpowiedz Link
joanna_xx Re: Dubajskie plaze, dubajskie noce... 02.10.04, 11:57 I jeszcze wirtualne wycieczki: www.burj-al-arab.com/virtual_tours/ Odpowiedz Link
joanna_xx B. 02.10.04, 15:46 Poniedzialek rano pobudka o 9.00. bo B. ma spotkanie o 10.00 i zamowil sniadanie na tak wczesna godzine. Szkoda tylko , ze mnie o tym nie poinformowal wczesniej. Moze bym sie jakos psychicznie do tego przygotowala. Dzien wczesniej niezle poparzylam sobie stopy na piasku plazowym , wiec dzis koniecznie biore klapki (warto dodac, ze nawet drewna nie da sie w takich warunkach dotknac bo parzy), coz, ze po tym jednorazowym dniu odpadly od nich podeszwy od goraca. (potem meza klapki te sie rozkleily i musial wyrzucic jak jeden jedyny raz poszedl na plaze; dobrze, ze jakims trafem mialam dla niego 2 pary. A w moich zas jeszcze jakos dalo sie chodzic). B. pojechal do pracy a my na plaze. Po powrocie poszlismy do Premium leisure club i stamtad pisalam "pozdrowienia z raju". Najedlismy sie (tu tez jest kacik dla dzieci). Wieczorem jedziemy wszyscy do centrum, a wlasciwie do centrum handlowego z elektronika (Gargash centre- tak z amerykanska ), bo B. ma tam jakis interes. Ja ide na druga strone ulicy bo tu duzo sklepow z ciuchami i mozna sie potargowac. Zapomnialam powiedziec, ze B. wypozyczyl samochod z sasiedniego emiratu Sharja (tu wlasciwie mieszka R. a nie w Dubaju - biedak, jak chce wypic troche alkoholu, to musi przyjezdzac do Dubaju, bo w Sharjah nie mozna. Ale z drugiej strony to chyba dobrze, bo nie bedzie go kusilo. W koncu m.in. od niego zalezy bezpieczenstwo pasazerow na pokladzie samolotow), bo tam to taniej, jak zreszta wszystko (a ceny w Dubaju podobne ja w Polsce, choc sa miejsca, gdzie sa kosmiczne i miejsca, gdzie sa zaskakujaco niskie, do tego mozna sie targowac). Cena za dobe nieco nizsza niz w Polsce za podobny woz, do tego pelen bak za jakies 50 zl. Zyc, nie umierac (za litr wychodzi nieco ponad zlotowke, choc tu wszystko mierza w gallonach; ponadto cieplo sie mierzy w stopniach F, choc C tez zwykle podaja obok). Z hotelu do Centrum jezdza specjalne autobusy hotelowe (gratis dla gosci), ale wlasciwie jezdza one do centrow handlowych (Burjman i Deira Citry) i maja jakies po 3 przystanki po drodze, m.in. przy slynnym Gold Souk. (targ zlota). Nie jechalam niestety tym autobusem. Tego samego dnia na highway (z Abu Dhabi do Centrum) rano B. widzial wypadek- z duza predkoscia potracono Pakistanczyka (zapomnialam dodac, ze tu tez duzo Pakistanczykow) i B. wrocil do hotelu smutny, bo podobno Pakistanczyk lezal w wielkiej kaluzy krwi bez ruchu. Wg niego nie mial szans na przezycie, choc karetka pojawila sie momentalnie. Zycie jest krotkie i brutalne, szczegolnie jak jest sie biednym... Zrobilam kilka zakupow; wszedzie udalo mi sie wytargowac nizsza, dobra cene. Potem sobie pomyslalam, ze wlasciwie nie musialam nic kupowac, ale samo targowanie sie bylo dobra zabawa. W Sztokholmie juz sie nie da targowac (no moze tylko w löppmarknad ( second hand) w Skärholmen, gdzie moja tesciowa kiedys jezdzila z nudow, dla przyjemnosci targowania sie. Nic, ze potem wiekszosc zakupionych rzeczy wyrzucala). Potem dzwoni R. , ze mamy pojechac do jakiejs knajpy (troche bladzilismy). Tam juz czekal S. z zona i corka. Obie wydekoltowane, choc muzulmanki ( ta corka tez, choc pol- Niemka) . Ta zona bardzo fajna, mloda babka, komunikatywna, swietnie mowila po angielsku (niemiecki, rzecz jasna tez znala), zachwycona Dubajem, narzekala na nude w Niemczech. Nawet zapomniala o Syrii jak zobaczyla Dubaj. Wspomniala tez o kolezance Polce, ktora nauczyla ja polskiej kuchni. A to mile. Rozmawialismy tez troche (poza zartami) o safari po pustyni, bo chcialam cos takiego przezyc. Ale ta Syryjka mi odradzala, bo wg niej to nie impreza dla malych dzieci- jej synek o rok starszy od mojego podobno bardzo sie bal. Troche sie zasmucilam, bo bardzo chcialam pojechac na to safari, jednoczesnie nie chcialam ani meczyc malucha ani zostawiac go z obcymi. Ta Syryjka miala opiekunke- Ukrainke sprowadzona z Niemiec, bo jej dzieci za nia tesknily. Podobno bardzo dobra. Ale ja jej nie znam, a to safari na 6 godzin (w tym jazda jeepem po pustyni- to najgorsze - godzina). Balam sie, ze maly bedzie tesknil, albo plakal. Nie wiedzialam co zrobic. Palilismy szisze i rozmawialismy o Dubaju, Syrii, Europie; porownywalismy gdzie pod jakim wzgledem lepiej, zartowalismy. Potem wrocilismy do hotelu (juz nastepnego dnia). We wtorek ok 12.oo poszlam z malym na basen dla dzieci (w Sinbad's - centrum dla dzieci)- bardzo fajny i maly sie tam dobrze bawil. Ja tez nie mialam powodow narzekac. Siedzielismy tam jakies 2 godziny. Po poludniu zdecydowalismy sie jednak na to safari. Maz wczesniej dzwonil do znajomego, ktory zalatwil nam safari za 150 dhs ( czyli AED) za osobe (dzieci gratis), a nie jak chciano w hotelu 280. Prosil, by kierowca troche mniej szalal po tej pustyni, bo tylko pod tym warunkiem bedziemy jechac. Ten sie zasmial i powiedzial, ze to wcale nie takie straszne i nawet 2 miesieczne dzieci jezdza i nie placza. No dobra, zdecydowalismy sie, ale i tak mialam obawy. Kierowca, Iranczyk, juz starszy, mowiacy po arabsku i angielsku ale bardzo milczacy i o kamiennej twarzy (juz sie chyba przyzwyczail do komentarzy klientow podczas safari) w dishdashy, przyjechal pod sam hotel ( po kazdego przyjezdzal) Toyota land cruiserem. Juz wiem skad B. wzial pomysl na kupno takiego auta. W ogole tu duzo land cruiserow. W naszym samochodzi jechala tez mloda para z Anglii i nieco starsza para: on czarny, z USA, ona z Malezji. Ten z USA cos nawet psioczyl na Busha, ale nie wdawalam sie z nim rozmowe o polityce, bo tylko bym nic nie skorzystala z cieszenia sie safari. Potem byly rozmowy o Dubaju (to w czasie dojezdzania do pustyni). Wszyscy zachwyceni tym miejscem. Jedziemy wiec na pustynie, dowiadujemy sie, ze jestesmy juz spoznieni (w Dubaju sa niemilosierne korki. Przez nie spoznilam sie m.in. na zwiedzanie domu szejka Saeed Al Maktoum, ale mowia, ze sprawe korkow tez wkrotce rozwiaza) i inne jeepy juz rozpoczely kurs. Dojezdzamy wreszcie i widzimy , iz jeden z nich sie zakopal (wszystkie samochody, a jest ich chyba 5, 6, to land cruisery). Najciekawsze jest to, iz zakopal sie na jakiejs dosc duzej gorce i do tego bokiem a ludzie byli w srodku. Nie chcialabym byc na ich miejscu- powiem szczerze, bo nie wygladalo to za rozowo. Oczywiscie, wszyscy kierowcy solidarnie wysiedli z samochodow i probowali pomoc koledze, ale im sie nie udawalo. Dopiero nasz kierowca umial zalozyc line i pomogl w wyciagnieciu jeepa. Poczulam sie lepiej, wiedzac, ze naszym samochodem kieruje najbardziej doswiadczony driver. Troche mi bylo lzej na sercu. No wiec wszyscy zapielismy sie dokladnie pasami i oczekiwalismy na to co nastapi. Kurs byl niesamowity. Czesto zjezdzalismy z gorek (duzych) wlasciwie bokiem (zapomnialam dodac, ze w Dubaju mozna sobie zamowic za 2 czy 3 tys dhs lekcje jazdy takim wozem po pustyni). A moj maly zamiast plakac... smial sie. Wlasciwie co mial robic, skoro wszyscy sie w tym aucie smialismy, bo B. rozsmieszal tekstami typu: "ratunku!", "chce wysiasc!", "zmienilem zdanie, chce moje pieniadze z powrotem", albo: "jak pan sie nie zgubi?", "skad pan wie w ktora strone jechac?", "gdzie sygnalizacja swietlna?", itp. A kierowca cicho, ani sie zasmial ani odpowiedzial (warto dodac, ze B. juz raz byl na takim safari podczas jednego z wczesniejszych pobytow w tym miejscu). Potem zdjecia na pustyni, a pozniej jazda na wielbladach. Znowu maly cicho (ja sie przejechalam 2 razy). A potem juz party na pustyni: malowanie henna (malowala Rosjanka), przebieranie sie w miejscowe ciuchy: B. ubral dishdashe, ghutre i igiel, ja zrobilam sie tak, ze tylko oczy bylo widac i tak zrobilismy sobie sesje zdjeciowa. Potem przyszedl do mnie nasz kierowca i pytal czyj to telefon, bo znalazl jakis w samochodzie. Okazalo sie, ze to B. zgubil, a Iranczyk okazal sie byc uczciwym czlowiekiem. Potem byl pyszny obiad (miesiw Odpowiedz Link
joanna_xx Re: B. 02.10.04, 15:47 Potem byl pyszny obiad (miesiwo i drob z grilla, itp), bylo nawet chyba piwo jak ktos chcial. Potem tancerka tanczyla taniec brzucha i kolejno brala ludzi do tanca. Jak wziela B. i jeszcze jakichs panow, moj maluch szybko pobiegl do taty i tez zaczal plasy. Tak trwalo do pozna a potem Iranczyk poodwozil nas do hotelow . Po drodze zatrzymal sie tez w pralni, gdzie B. oddal wczesniej nasze ciuchy (tylko za 10 dhs, bo w hotelu chcieli przeszlo 100). Dlugo nie wracal i wrocil z niczym. Byl inny czlowiek i nie mogl znalezc naszych rzeczy. No ladnie, powiedzialam, juz tych ciuchow nie zobaczymy. Juz pal licho, pomyslalam, z moimi ubraniami czy B. ( i tak tego nie bedzie czytac, a jesli nawet, nic nie zrozumie), ale tam byly tez dobre ubranka dzieciece. Szkoda ich. Jednak po dwoch dniach, gdy byl wlasciwy czlowiek wszystko sie odnalazlo. W srode znow poszlismy na basen dla dzieci (B. jak zwykle do pracy) a po drodze zlapala mnie pewna Hinduska- pracownica resortu, ktora za wszelka cene chciala mi zrobic henne. Ja jej mowie, ze i ja i dziecko juz mamy i dziekujemy. Ale ona tak przekonywala, tak blagala, ze sie zgodzilam. NIech zrobi malemu tatuaz- pomyslalam. W srodku rowniez mnie namawiala na henne, chciala robic na nodze, ale ja ostatecznie dalam jej druga reke, na ktorej jeszcze nic nie mialam. Potem chciala malemu zrobic kolejny, ale juz z tym przesadzila. Potem sie dowiedzialam, ze pace... 220 dhs! Szkoda, ze wczesniej mnie o tym nie poinformowala, wtedy zadne blagania by na mnie nie dzialaly (dobrze, ze nie dalam malemu zrobic kolejnego i dobrze, ze dalam jej swoja reke a nie noge, bo na nogach drozej!). Taka byla mila, a okazala sie naciagaczka. A ja wchodzac do jej domku bylam przekonana, ze albo jest to gratis jak wiekszosc atrakcji tego resortu (sprawdzilam dyskretnie: na jej domku nigdzie nie bylo informacji o cenach), albo, ze jest to smiesznie tanie. Potem poszlam sie opalac na nasz taras, choc moj humor sie dosyc popsul. Taka tubka henny kosztuje tylko 1,90dhs (wiem, bo potem sama kupowalam) i starczy na kilka osob. Przyszedl tam B. z R. Poprawili mi humor (choc to wlasciwie B. powinien miec zly humor, bo to on placi). Wtedy poszlismy z B. na duzy basen (z wodospadem i 3m gleboki). A R. zostal ze spiacym maluchem (to taka nasza babysitter, bo oni sie z malym bardzo lubia). Jak sie obudzil, R. go przynios i dal go nam do wody. Potem weszlam na dmuchany materac i sobie z malym plywalam. Na krotko, poki mnie B. z R. nie zaczeli wpychac pod wodospad. B. moze juz ma mnie dosc, bo ma mnie na codzien, ale co ja zrobilam R., ze chcial mnie utopic? I jeszcze z jego ulubionym moim synkiem? No, ale przezylam. Maly tez. Wieczorem postanowilam odwiedzic muzeum dubajskie, a B. z R. pojechali robic interesy. Wlasciwie przez korki (tam jezdzi tyle samochodow, do tego wyjatkowo luksusowych (nawet do 95%), ze szok!) zalapalam sie na 25 minut zwiedzania, bo muzeum zamykaja o 8.30 (wstep tylko 3 dhs). Mialam jeszcze troche czasu do umowionej godziny powrotu do hotelu, wiec poszlam w strone Creeku, ktory dzieli Dubaj na 2 czesci: Deire i Bur Dubaj. Szlam tak sobie miedzy uliczkami, gdzie pelno sklepow, glownie hinduskich z pieknymi tkaninami (wszyscy na miejscyu szyja ci co tylko zechcesz) i innymi ciuchami, zabawkami, itp. Kazdy zaczepia, bo widzi chlopczyka blondaska. Dotykaja, smieja sie. Zapraszaja do swoich sklepow, z szacunkiem, zyczliwoscia. Ale ja postanowilam jeszcze zwiedzic dom szejka Al Maktoum. Ide wiec brzegiem Creeku, widze oswietlone lodzie, ktore za 1 czy 2 dhs zabieraja na druga strone Creeku. Widze tez zaladowane (a raczej przeladowane) towarem lodzie, ktore przywoza towar z Indii, Pakistanu. Az dziw, ze po drodze nie zatona. Ale ludzie ryzykuja, bo chca zarobic. Doszlam w koncu do domu szejka, ale juz zamykali, bo tylko do 9 pm. maja otwarte. No, nic. Przyjde innym razem. Ide wiec do polozonego obok Diving Centre, bo to otwarte do 9. 30 czy 10.00. Tam widze biednego wychudzonego malego kotka. Pytam sie pracujacego tam straznika, czy to taki gatunek kota, czy on jest niedozywiony. Facet deklaruje, ze nakarmi kotka (ja nic przy sobie nie mialam) , i mowi, ze tu duzo takich i je zawsze probuje karmic (potem widzialam, ze rzeczywiscie dal mu jesc). B. dzwoni, ze mu sie przedluzylo i jeszcze mam mu dac troche czasu. Ide wiec z powrotem do tych hinduskich sklepow (ale juz inna droga, wlasciwie odludziem, bo chce sprawdzic czy Dubaj rzeczywiscie taki bezpieczny). W jednym widze koszulke dla malucha z napisem Dubaj. Wchodze do srodka i kupuje ja oraz inne rzeczy (wytargowalam nizsza cene). Widze tez ladna czarna haftowana galabije (z chusta na glowe do kompletu) za 75 dhs. To nawet na warunki polskie tanio. Pamietam, ze kiedys w Syrii kupowalam czarna obszywana galabije za 100 zl (bez chusty) , choc cena wyjsciowa byla jeszcze wyzsza. Rozmawiam z facetem, az ten mi mowi: "last last price is 50". Ja mowie, ze pieniedzy juz brak, bo nie bylam przygotowana na zakupy i, ze wroce innym razem. Facet daje wizytowke. Ide dalej juz jestem za muzeum, na glownej drodze. Podchodze do sklepu z piekna czerwona tkania. Ogladam, az wychodzi sprzedawca. Pytam o cene, dowiaduje sie, ze uszyje mi sukienke z tego materialu za 180 dhs. Rozmawiamy dalej (a wcale nie chce nic kupowac ani szyc- tylko ogladam), az on mowi, uszyje za 120 i zaprasza mnie do srodka, gdzie jest tez drugi sprzedawca. Pokazuja mi tez inne czerwone materialy (widza, ze chce cos czerwonego) , proponuja kawe. Ja mowie, ze juz wlasciwie moj maz czeka na mnie. A oni, ze niech tu przyjdzie. Niestety, bylam juz umowiona przy muzeum , a tak musialabym jeszcze tlumaczyc mezowi ktory sklep i co. A poza tym nie chcialam nic kupowac. Dali mi wizytowke. Wyszlam. Az tu nagle z sasiedniego sklepu cichaczem zagabuje mnie inny sprzedawca, zaprasza do srodka, pokazuje swoje materialy. Najpierw mowi, ze za 30 mi uszyje, ale pokazuje mi takie tkaniny, ze "wies tanczy i spiewa". Jak pokazuje mu cos lepszego (znalazlam dokladnie to samo co bylo w poprzednim sklepie), to tez dowiaduje sie, ze 120 ta przyjemnosc kosztuje. Juz nie targuje sie, bo nie chce nic kupowac, a poza tym pan ma troche odstraszajacy wyglad (zabie oczy, w tym jedno na Maroko drugie na Marsa) ,wiec krotko prosze o wizytowke i wychodze. Jest juz po 11.00 (sklepy z ciuchami sa wlasciwie pootwierane do 10.30- 11.00) i jedziemy jeszcze troche poogladac budynki (Dubaj to prawdziwy raj dla architektow, bo nie tylko sa tu niezwykle budowle ale tez niesamowicie wiele sie tu buduje, bo sa duze niezabudowane przestrzenie i mozna troche pofantazjowac projektujac)- potem do klimatycznej restauracji Aroma Garden, gdzie mamy spotkanie ze znajomym (znow te interesy) i R. Jemy, palimy margile; obok znow siedza mezczyzni w bieli- to miejscowi. Potem wracamy do hotelu. Odpowiedz Link
joanna_xx C. 02.10.04, 20:02 Jest juz czwartek. Jutro mamy wyjezdzac, ale B. sie zastanawia czy nie zostac dluzej, bo zaczyna sie (dzis po poludniu) juz weekend a wiele rzeczy nie udalo mu sie zalatwic. Moze zostaniemy do poniedzialku- proponuje B.. Dobrze, ale juz chyba innego hotelu poszukamy, bo w tym mozna zbankrutowac. Wtedy bedzie mniej zal opuszczac pokoj hotelowy i jechac cos zwiedzac. R. proponuje wypad do Abu Dhabi. Ja chce zobaczyc tez Sharjah, gdzie mieszka. Ale ostatecznie zostalismy jeszcze w Jumeirah Beach- troche lepsza cene uzyskalismy na te dni. Jak policzyc wyzywienie, dostep do plazy, itp. to wcale nie tak drogo za ten hotel- mowi. Dla kogo nie tak drogo, dla tego nie tak drogo- odpowiadam. Dla mnie to sumy kosmiczne (ciagle przyzwyczajona jestem przeliczac wszystko na zlotowki i realia panujace w Polsce). Tego dnia rano ide na basen dla dzieci. Przychodzi tam tez pewna para: on opatulony a ona jeszcze bardziej, bo tylko oczy widac. Chcilei wejsc ale ich nie wpuscili. No pewnie. Co oni w takich strojach chciali robic na basenie? a po poludniu idziemy z R. do WILD WADI. Jestem tu pierwszy raz i juz zaluje, ze nie zainteresowalam sie tym wczesniej (kto wie ile jeszcze atrakcji tu przegapilam...). Niesamowicie sie bawimy w tym miejscu. Jak dzieci. Widze 2 odstajace od reszty pary z dziecmi. Jedna taka, ze maz z dzieckiem w kapielowkach , bawia sie , ciesza woda, a ona biedna, zawinieta jak w dywan. Nie wierze, ze nie marzylo jej sie choc zanurzyc nogi w takiej wodzie. Ze tez jej przyszlo zyc z takim egoista. Chyba, ze sama jest taka ascetka. Druga para- obydwoje opatuleni. To tez masochizm (w takim miejscu), ale chociaz sprawiedliwosc. A przeciez sa w podrozy, nawet al Karadawi swego czasu mowil, ze mozna zrzucic te ciuchy w takich okolicznosciach. Przeciez Bog w Islamie nie chce nikomu utrudniac zycia i nakladac na ludzi wiekszego ciezaru niz moga udzwignac o czym jest wielokrotnie mowa w Koranie. Na szczescie poza tymi przypadkami nie znalazlam tam wiecej tego typu ewenementow. A pierwsza para, ktora widzialam na basenie dla dzieci, wrocila w normalnych strojach nastepnego dnia (poznalam po mezczyznie i dziecku, bo po kobiecie rzecz jasna nie moglam). I korona im z glowy nie spadla. Widac nawet bylo, ze sie dobrze bawili. I o to chodzi, jak sie jest na wycieczce. Wieczorem jechalismy do dyskoteki, ktora otworzyli wlasnie w hotelu Madinat. R. rezerwowlal stolik juz przed tygodniem. Najpierw jednak pojechalismy do domu S. , gdzie bylam zmuszona zostawic malucha z ta Ukrainka. Jak sie okazalo to bardzo mila dziwczyna i do tego poliglotka. No, ale maly jej nie zna i moze plakac, szczegolnie przy zasypianiu. Poza tym oni mieszkaja w drugiej czesci Dubaju. Wolalabym go zostawic z opiekunka w naszym hotelu, ktory jest przeciez obok. Ale juz mi bylo glupio odmowic. Innym powodem do mojego niepokoju byl fakt, ze oni maja wilczura, a on na razie lize malego po buzi (fuj), a potem moze capnac za gardlo. Zapewnienia, ze on niekogo nie gryzie jakos mnie nie przekonuja. Na wszelki wypadek prosze o nie wpuszczanie psa do pokoju, gdzie jest moje dziecko. No wiec pojechalismy: ja , B., R, S. jego zona i corka. One obie wydekoltowane, w miniowach 30 czy 40 cm nad kolanem. Wchodzimy do srodka (na zewnatrz oczywiscie bramki i nie wpuszczaja kazdego), a tam sam Zachod. Czulam sie jak w dyskotece na Piccadily. Podobny klimat. Zero arabskiej muzyki (tylko zachodnie hity- dobrze, ze chociaz O- Zone nie bylo, bo to w Bejrucie tylko w przeciagu jednej godziny slyszalam 2 razy w tamtejszym radiu) , nawet Araki do picia nie mieli (za to Absoluta tak). I to jest arabski kraj??? W srodku zadnych Arabow chyba nie bylo, tylko sami goscie z Zachodu. Spytalam R. czy w tym miescie sa jakies miejsca typowo arabskie, gdzie muzyka na zywo (arabska oczywiscie), ludzie tancza, daja Araki itd. Odparl, ze sa i o drugiej opuscilismy lokal (warto dodac, ze wychodzac zwolnilismy miejsce dla kilku osob, ktore czekaly w tlumach pod dyskoteka na wejscie, mimo, iz do zamkniecia jej pozostala tylko godzina). Pojechalismy do Kapitol City (chyba dobrze pamietam nazwe). Tam to dopiero byla zabawa. Osobiscie nie przepadam za, jak ja to nazywam arabo- disco (bo to dla mnie odpowiednik disco polo), choc bardzo lubie tradycyjna muzyke arabska z orientalnymi instrumentami i bez tego calego umta umta umta umta, ale jadac samochodem na BW zadna inna muzyka nie pasuje. Trzeba wlaczyc kanal z muzyka arabska, tymi habibi, rohi, hayati w 99% piosenek. Tak samo na imprezach- najlepiej sie czlowiek bawi na tych arabskich. Widac to bylo tego wieczora dokladnie, bo bylo z czym porownac. Spytalam tylko, co z tymi w bieli i kobietami w czerni- czy obywatelom nie wolno przychodzic w takie miejsca? Otrzymalam odpowiedz, ze z pewnoscia sa na sali, ale "po cywilnemu", bo tak wygodniej. Tu byly prawdziwe tance, muzyka na zywo; tu bylo araki. Nie zdazylam sie jeszcze tym nacieszyc a tu juz zamykali (prawo w Dubaju jest takie, ze o 3 w nocy wszystkie kluby sie zamyka). R. prowadzil nasz samochod do swojego samochodu zaparkowanego gdzies w miescie (mial juz troche wypite, choc mowil skladnie i nie jezdzil zygzakami, ale ponoc on lepiej prowadzi tak niz na trzezwo - mam nadzieje, ze samoloty jednak prowadzi na trzezwo). Wczesniej jednak zabralismy spiacego (ta opiekunka byla chyba cudotworczynia, skoro udalo jej sie go uspic i to jeszcze bez placzu) malucha. Potem juz prowadzil B. Tez pil, ale malo. I chyba nie przekroczyl granicy normy. Bylismy gdzies o 4 nad ranem. Piatek. Idziemy na maly basen, potem na basen rodzinny bo wlasnie skonczyli go remontowac. Chcialam isc do Wild Wadi, ale dzis weekend i jest full ludzi (wczoraj tez bylo duzo ale dzis podobno jeszcze gorzej). Zreszta B. przeziebil ucho do tego stopnia, ze musial jechac do pobliskiego szpitala (na Jumeirah Rd.). Po poludniu a wlasciwie wieczorem (po 8.00, bo tu ok 6- 7 najgorsze korki) pojechalismy ogladac Szejk Rd (wlasciwie codziennie nia przejezdzamy, ale teraz mam zamiar nagrywac na kamere) z tamtejszymi drapaczami chmur po obu stronach ulicy. Jak pisza, jest rzeczywiscie nudnawa na dluzsza mete (duze przestrzenie, nie ma co chodzic piechota), ale jak sie jest pierwszy raz to robi wrazenie ogromne! Jedziemy do znanych shoping malli: najpierw Burjman, gdzie jest jakas impreza (reklamowali to w gazetach)- graja jazz, a w srodku przeglad globu pod wzgledem ras, strojow. Jedziemy do Deira City Centre. Robimy zakupy w tamtejszym hipermarkecie. Kupujemy m.in. 2 shishe, kazda po 29.90AED, tyton do niej 250 gram (truskawkowy- co za aromat - na kilometr) 11 dhs i inne rzeczy. Potem Ogladamy z zewnatrz nocne cluby, gdzie szerzy sie prostytucja (Imperial Suites, York Club Discoteque i inne), jedziemy na ulice, gdzie po trzeciej (po zamknieciu lokali, gdy juz te panienki nie maja co ze soba poczac) sa rzedy prostytutek. W tej chwili (ok 1.00) jest ich jeszcze malo. Widac jakies z Dalekiego Wschodu, jakas czarna, inne niezidentyfikowane- pewnie z Rosji. W sumie mnie to nie interesuje, ale to tez "uroki" Dubaju. Wiec patrze. Sobota Rano ide na maly basen, potem na rodzinny. Dolacza do mnie S. z zona, corka i synkiem. B. nie moze, bo wczoraj mial zabieg u laryngologa i sie leczy (cala kuracja kosztowala go 2 tys dhs : mam nadzieje, ze ubezpieczenie w Szwecji to zwroci). Wieczorem (po 6) ide na Wild Wadi (o 7 zamykaja) . R. I B. zostaja z malym. W Wild Wadi ide sobie zjechac ze zjezdzalni na pontonie (najpierw jednak mnie "pompuje" z tym pontonem woda pod cisnieniem na gore). Jak zjechalam na dol i bylam nz Lazy River kolo wodospadu, nagle wyskoczyl jakis facet (byl ze znajomymi, ktorych potem zgubil) i pcha moj ponton, ze nie musze machac rekami, by troche szybciej sie przemieszczac. Domyslilam sie, ze jest Arabem z Cham. Okazalo sie , ze jest Jordanczykiem. Wiec ja Odpowiedz Link
joanna_xx Re: C. 02.10.04, 20:10 Jak zjechalam na dol i bylam nz Lazy River kolo wodospadu, nagle wyskoczyl jakis facet (byl ze znajomymi, ktorych potem zgubil) i pcha moj ponton, ze nie musze machac rekami, by troche szybciej sie przemieszczac. Domyslilam sie, ze jest Arabem z Cham. Okazalo sie , ze jest Jordanczykiem. Wiec ja go wypytuje o polityke jordanska, skoro moge miec info z pierwszej reki. Pytam o honour killings, o ich krola i stosunku ludzi do niego i inne rzeczy. On odpowiada na wszystko zadowalajaco (krola nie lubia, bo on mysli tylko o sobie i nawet nie interesuje sie kwestia tych morderstw honorowych). Wyglada na bardzo sympatycznego i inteligentnego czlowieka (ale nie moj typ, choc tez nie typ Saudi Arabia). Bardzo milo mi sie z nim rozmawia o roznych sprawach, robimy 2 kolka. Trzeba juz sie zegnac i isc, bo oglaszaja przez glosniki, ze zamykaja. Wracam do hotelu. Jedziemy na zakupy kolo muzeum Dubajskiego, gdzie oferowano mi galabije za 50 dhs. Byla tam tez dishdasha z nakryciem glowy dla mojego meza (i iglem )- mialam nadzieje go przekonac na kupno czegos takiego. Jakos znalazlam ten butik. Facet znowu: "last last price- 50"- ale, ze B. sie ze mna zalozyl, ze bedzie jeszcze nizej, to dotrzymal slowa. Facet zszedl do 40 (galabija z chusta!), dlatego kupilismy 2 (rozne) dla mnie i dla niego tez (rowniez caly komplet i tez za 40dhs!). Nakupil tam tyle, ze wykupil chyba pol sklepu (na prezenty)- wszystko udalo sie wytargowac. Warto tez dodac, ze w Dubaju mozna kupic wszystko: rolexy made in China (a co z tego, ze potem zaczynaja sie spieszyc 5 minut po kilku dniach), adidasy i inne podroby made in China, itp. A potem mozna szpanowac w Europie, bo te podroby wygladaja jak oryginalne i kosztuja grosze. Jezdzimy jeszcze po miescie i ogladamy rozne miejsca, podziwiamy Dubaj noca. Creek, wszedzie reklamowana Palm Island. To ostatnie to bajka. Jeszcze nie ukonczone, a wszystkie domy juz wykonczone. A to taka wyspa z luksusowymi rezydencjami, ktora z lotu ptaka wyglada jak palma i wlasciwie nie jest tylko jedna wyspa, bo kazdy "lisc" jest osobna wysepka. Zapomnialam tez dodac, ze w Dubaju wladze nie maja chyba co robic z pieniedzmi, bo ciagle oglaszaja jakies konkursy, ktore wszedzie reklamuja. Teraz jest jakis, w ktorym mozna wygrac az 10 mln dhs (AED czyli tyle samo zl). Slyszalam, ze jakis czas temu byl tu inny konkurs. Jakis Finn wygral pol mln USD bo wyrecytowal caly Koran na pamiec. Niedziela. Zamkneli Sinbad's basen bo remontuja, wiec pozostaje ten obok- rodzinny. Maly sie troche buntuje, bo woli tamtem dla dzieci. Potem ide do Wild Wadi (zjezdzam sobie 4 razy- zawsze wybieram tonnel of doom, bo mi sie najbardziej podoba). Za drugim zjazdem jak mi szykuja ponoton mowie : "jeszcze raz sobie zjade". A facet odpowiada rozesmiany. " potem jeszcze raz i jeszcze raz i tak bedzie caly dzien". Za trzecim razem mowi mi: "A nie mowilem?" Za czwartym razem sie smieje, ale ja mowie, ze to koniec, bo juz tu jestem godzine i maz z dzieckiem siedza sami w pokoju. I jakos dotrzymalam slowa. Jakbym wtedy nie zrezygnowala, obawiam sie, ze siedzialabym tam do siodmej. Wieczorem najpierw jedziemy do domu szejka al Maktoum, ale przez korki znowu "pocalowalismy klamke". Straznik jednak byl tak mily, ze dal nam 2 broszury dot. tego domu (chyba jego prywatne, bo popisane po arabsku). Potem znow jedziemy w okolice Gargash Center (znowu obok robie zakupy) i do miejsca, gdzie same firmy sat and cable. Chodzimy tez, robimy zakupy, krecimy sie po roznych zaulkach, a tam brod i smrod, jakies pomyje wylane na chodnik, roznie dziwne mieszajace sie zapachy, ale co tam. Nie straszno nam, skoro tyle tu mozna taniego kupic (np. 2 t- shirty dla dziecka za 5 dhs, czyli kazdy po 2,5 zl!) W tym samym czasie R., ktory ma dzis pierwszy lot w nowej firmie wraca z Dohy . Zaprosil nas dzis do restauracji Golden Fork na smaczna rybe i owoce morza. Znowu pekalam, a jedzenie bylo wysmienite. Tu tez przyniesli gorace gazy do wytarcia rak. One sa chyba nasaczone czyms bezzapachowym , bo zniknal caly zapach ryb z rak. A mowia, ze Arabowie to brudasy. Europejczycy powinni uczyc sie od mieszkancow, szczegolnie Dubaju, czystosci. Bylo juz duzo po polnocy wiec sie pozegnalismy (jutro po poludniu wracamy do domu). R. juz nie predko zobaczymy, bo teraz bedzie latal tylko do krajow arabskich. Juz z Europa koniec. W Syrii tez juz go nie zobaczymy, bo tam nie moze sie teraz pokazywac, bo jak go Syrian Air dorwa... Szkoda, bo to naprawde dobry przyjaciel i tak sie lubia z malym. .. Poniedzialek W zasadzie dzis juz nie zdazylismy sie nacieszyc hotelem, bo trzeba bylo sie pakowac a jeszcze B. mial sprawy w centrum. Mial nas odwiezc ten hotelowy Mercedes, ale przez te sprawy musielismy wracac na lotnisko wypozyczonym wozem (ktorym zreszta B. mial stluczke 2 dni temu- w takich korkach takie stluczki to normalka). Po drodze na lotnisko (czekamy w korkach) ktos do nas dzwoni zaniepokojony czy zyjemy, bo podobno na lotnisku sie jakis budynek zawalil. Wlasciwie do dzis nie wiem o co chodzilo; czy rzeczywiscie cos sie zawalilo i gdzie czy to byl tylko zart. Na lotnisku czekaja na nas ludzie z wypozyczalni samochodu. Czekaja na pieniadze, bo sie okazalo, ze jest mandacik do zaplacenia za przekroczenie predkosci. I to nie maly. A tyle razy mowilam, by nie przekraczac predkosci (kolejny Pakistanczyk jeszcze bedzie potracony). Tam samolot do Bejrutu. Znowu by Emirates (ogladalam nawet ostatnio reklamowany hinduski film, ale akcja zalosna, cos w stylu romansidla z motywem zabili go i uciekl). Znowu dali zabawki dla dzieci (inne) i znowu pelen komfort podrozowania. Potem czekamy 3 godziny w Bejrucie. Wsiadamy do SASu, ale juz pozalowalam, bo nie moglam nawet polozyc malego spac, bo nie dalo sie podniesc oparc na rece. A na siedzaco spac ciezko. Wyladowalismy w Arlandzie po pierwszej w nocy czasu miejscowego. Trzeba bylo juz miec przygotowane kurtki, bo kilka dni temu mialo tu byc podobno 5 stopni. Raj sie skonczyl. Dubaj a szczegolnie jego prawo jest ewenementem chyba na skale swiatowa. Z jednej strony bardzo tolerancyjny, swiatowy, nowoczesny (i bardzo amerykanski- nawet kosmetyki w naszej lazience byly firmy Dorothy Prentice Aromatherapy- made in USA), otwarty i multikulturalny (w prawdziwym tego slowa znaczeniu ze wszelkimi konsekwencjami), z drugiej nieco rasistowski. Tu sie faworyzuje jedynie obywateli (a nim zostac jest wlasciwie niemozliwe, chyba, ze przez malzenstwo, a jesli sie nie jest Arabem, to raczej mozna zapomniec) - nie placa ZADNYCH podatkow (nawet za wode i prad- za to obcokrajowcy musza placic), nawet rachunki tel. maja podobno tansze. Ale jest to ochrona wlasnych ludzi: co by bylo, gdyby tym wszystkim Hindusom, itp nadac prawa obywatelskie? Dubaj stalby sie prawdziwym Bombajem, a byloby niebezpieczenstwo, ze w przyszlosci zechcieliby wlaczyc Dubaj do Indii, skoro byliby w znacznej wiekszosci (slyszalam, ze ostatnio zaczynaja sie powaznie zastanawiac nad zastapieniem wszystkich cudzoziemcow na stanowiskach kierowniczych swoimi ludzmi dla umikniecia niebezpieczenstw teg typu). Poza tym inaczej sie tu placi Hindusom, Afrykanczykom a inaczej ludziom zachodu (ci to dopiero zarabiaja). Ale z drugiej strony, Hinndus z tym co zarobi bedzie zyl niezle w swoim kraju, a Anglik tez musi poczuc, ze nie zarobi mniej niz u siebie. I choc dochody Hindusow nie pozwalaja im na sprowadzenie rodzin (nawet w odwiedziny) do Dubaju (trzeba miec okreslone minimum dochodu) i czesto nie widza rodzin rok czy dwa (kiedys B. rozmawial z takim Hindusem, ktoremu dojazd do rodzinnej wnioski zajmowal az miesiac, skoro tez pragnal oszczedzic troche dla dzieci) wielu marzy by tu pracowac. Jest to smutne, ale przeciez "plywajacy" z Polski tez wyjezdzaja na morze i nie widza rodzin kilka miesiecy; pracownicy platform wiertniczych tez nie wi Odpowiedz Link
joanna_xx Errata 02.10.04, 20:14 Jest:Creek, wszedzie reklamowana Palm Island. To ostatnie to bajka. Jeszcze nie ukonczone, a wszystkie domy juz wykonczone Powinno byc: a wszystkie domy juz sprzedane. Odpowiedz Link
mahadarbi Re: C. 02.10.04, 23:56 No właśnie. Najbardziej z tej opowieści (bez urazy) podobało mi się "trzeba to zobaczyć na własne oczy, nie da się tego opisać". To prawda. Istnieją miliardy niuansów i rzeczy o których zwykły turysta odwiedzający raz (czy dwa razy) w życiu Emiraty, nigdy się nie dowie. A to, co widzi na folderach, to tylko część bajki. Jest też inna strona raju. Nie mniej fascynująca. Piszesz o dyskotekach do 3 w nocy. To tylko część prawdy. Prawdy dla turysty niezorientowanego w miejscu. Otóż dyskoteki trwają tam całe noce, ale wiedzą o tym tylko Emiratczycy i tylko oni mogą Cię tam zaprowadzić. Oczywiście pod warunkiem, że dostąpi się zaszczytu zostania ich przyjacielem. A przyjaciel to słowo u nich naprawdę ważne. Żaden turysta nigdy w życiu nie dowie się, że takie miejsca istnieją. A są to naprawdę najciekawsze przeżycia. Piszesz o konkursach z niewyobrażalnymi nagrodami. Wszystko prawda. Ale takie kaonkursy to żaden wybuch.Organizuje się je co tydzień, a nawet dwa razy w tygodniu! Nagrody przechodzą ludzkie granice, od 20 kg! szczerego złota, po najnowsze modele terenowców, na wycieczkach dookoła świata skończywszy! I takie konkursy są na porządku dziennym w co drugim supermarkecie!!! Oprócz Hindusów najczęściej spotykaną nacją w Emiratach są Filipińczycy (nie wiem czy nawet nie jest ich więcej). Też mają ciężko. Filipiny nie są najszcześliwszym miejscem na ziemi. Rodziny są wielodzietne, a co zapobiegliwszym, którym udaje się zaczepić w Dubaju lub Abu Dhabi, siedzą całymi latami i ciułają grosz do grosza wysyłając co miesiąc w kopercie do domu. Ale nie narzekają. Są szczęśliwi. Szczęśliwi, że tak kosmicznie bogaty kraj ich przyjął i otworzył szansę na lepsze życie. Ich i ich rodzin. A szejk nie zamyka przed nimi bram. To, że w każdym emiracie są inne prawa, to nie do końca prawda. Zakaz spozywania alkoholu występuje też w Abu Dhabi, która jest stolicą UAE. Emiratczycy radzą sobie jednak znakomicie (czytaj: prohibicja dla turysty ;) Prawa są raczej takie same wszędzie, co innego w Saudi Arabia, choć nieznacznie i tam coś zaczyna się zmieniać. Istnieją surowe zasady w całych Emiratach co do kąpieli, co do prawa jazdy, co do ubioru turystów. Nie zapominajmy, że amerykanizacja amerykanizacją, jest to jednak serce muzułmanskiej tradycji i kultury. Pozdrawiam! Odpowiedz Link
joanna_xx Re: C. 03.10.04, 09:25 Jezeli chodzi o dyskoteki, to tak, slyszalam, ze sa "normalne" miejsca, ktorych nie zamykaja w srodku nocy, ale jest to raczej niezgodne z prawem, wiec trudno, by Emiratczycy trabili o tym na prawo i lewo szczegolnie osobom, ktorych nie znaja i nie maja do nich zaufania. Z alkoholem podobnie. Przeciez nawet czestowanie Emiratczyka alkoholem jest przestepstwem! Nawet w Dubaju nie mozna, gdzie przeciez kazdy zagraniczniak, nawet rezydent moze go sobie kupic. Ale dla chcacego Emiratczyka, nic trudnego. Wiesz, moj maz w Dubaju byl juz ponad dwudziesty raz i do tej pory jezdzac tam, jest zafascynowany tym miejscem. Tu nawet otworzyl nowa firme, wiec teraz bedzie tam bywal znacznie czesciej niz dotychczas. I ja, rzecz jasna tez. Pewnie sie wiec spotkamy niedlugo. Rowniez cieplutko pozdrawiam, bo tego ciepla chyba teraz najbardziej potrzeba (u mnie jest teraz tylko 10 stopni, brrrrr). Odpowiedz Link
mahadarbi Re: C. 03.10.04, 16:10 Widzisz, całe Emiraty to kraj pełen sprzeczności. Czy to Dubaj, czy Abu Dhabi czy Oman, nie ma znaczenia. Ichniejsze prawo jest grubymi nićmi szyte. Turysta więc jest święcie przekonany, że jest w "monitorowanej" dyskotece do 3:00 w nocy, a tymczasem, za rogiem, kwitnie w najlepsze orgietka do rana. Z full trunkami, marihuaną i arabskim tańcem na rurze! Dlatego mówię, że trzeba zostać ich przyjacielem, żeby wniknąć w mroki nocy. A to jest własnie ta druga, znacznie ciekawsza strona raju :)) Alkohol? Owszem. Tobie Emiratczyk odmówi, mówiąc że prawo, religia, ble, ble, ale kiedy zostaniesz jego przyjacielem, okaże się, że nie tak do końca. W ciągu 5 dni nikt się jeszcze nie zaprzyjaźnił na śmierć i życie, więc sam pomysł częstowania obcego muslima alkoholem jest średnio dobry ;)) Mieszkałam kilka lat w Emiratach. Znam je dość dobrze. Cieszę się niezmiernie, że i Wam się spodobały. Zobaczysz, że za jakiś czas je pokochasz miłością bezgraniczną. Bo tego kraju nie da się nie kochać. Ja tak mam i permanentnie tęsknię do tego lukusu dostępnego tylko dla wybranych )) Bo żeby tam jechać, trzeba być wybrancem bogów. Tak przynajmniej sobie to tłumaczę ;)))) A gdzie mieszkacie na stałe, że spytam ciekawsko? W Szwecji właśnie? Pozdrawiam najmocniej! Anka Odpowiedz Link
joanna_xx Re: C. 03.10.04, 17:28 TAK, teraz mieszkamy w Szwecji, a wczesniej w Syrii. A Ty? Odpowiedz Link
mahadarbi Re: C. 03.10.04, 20:10 No a ja, niestety, w Polsce. Szarej, zimniej i ponurej :-( Odpowiedz Link
joanna_xx Re: Dubajskie plaze, dubajskie noce... 03.10.04, 09:27 I jeszcze jeden bardzo wazny link (po polsku), o ktorym zapomnialam: www.chez.com/dubaipolonia/acomodation.htm Odpowiedz Link
joanna_xx Re: Dubajskie plaze, dubajskie noce... 03.10.04, 17:27 Jeszcze 3 linki z fotkami z Dubaju: www.trekearth.com/gallery/Middle_East/United_Arab_Emirates/West/Dubai/page1.htm www.greatmirror.com/index.cfm?... www.dubai_fotos.de/index.html Oraz strona hotelu Madinat Jumeirah- tego, ktory mi sie najbardziej podobal: madinatjumeirah.com Pozdrawiam Odpowiedz Link
o_sana Re: Dubajskie plaze, dubajskie noce... 04.10.04, 11:34 Oh dziewczyny.. alez piszecie.. istna bajka.. Moze i mnie kiedys Bog tam posle... bo teraz to moje marzenie.. Powiedzcie mi prosze, jak tam trafic, a nie jechac z kolosalnie droga wycieczka? Poprosic znajomego , tam mieszkajacego (nie obywatela) o zaproszenie?? Pozdrawiam SANA Odpowiedz Link
joanna_xx Re: Dubajskie plaze, dubajskie noce... 04.10.04, 15:16 Obywatele Szwecji i innych krajow tego typu nie potrzebuja wizy (do 60), natomiast Polska, mimo, iz juz jest w Unii, wciaz musi miec wize. Na dodatek w Polsce nie ma ambasady Emiratow. Zatem masz takie wyjscie: albo znajomy obywatel lub ktos znajomy z prawem pobytu w tym kraju, kto Ci pomoze w zalatwieniu wizy i zaplaci kaucje, albo (drugie wyjscie) moze zalatwic Ci to hotel. Prze internet mozesz poszukac sobie hotel na kazda kieszen, ktory zalatwi Ci wize w przeciagu tygodnia lub troche dluzej (a jak bardzo dobry hotel, to w 1 dzien). Rowniez zdarzaja sie specjalne oferty cenowe jezeli chodzi o przelot (my akurat przez internet takiej nie znalezlismy dlatego musielismy usmiechnac sie do znajomego). I lepiej leciec do Dubaju poza sezonem, czyli po pierwsze nie w czasie Dubai Shopping Festival (styczen- marzec), bo wtedy wiele hoteli podwaja ceny. Poza tym nie-sezon w Dubaju to lipiec, gdzie upaly i okolice kwietnia (zaraz po festiwalu). Ja moge powiedziec ze swej strony tyle. Napewno wiecej sie dowiesz od Mahadarbi. Pozdrowienia. Odpowiedz Link
mahadarbi Re: Dubajskie plaze, dubajskie noce... 04.10.04, 18:20 Droga o_sano! Niewiele więcej dodam niż Joanna. Oczywiście najbardziej komfortowym wyjściem jest "posiadanie" swojego człowieka w tymże raju ;)) To on pomoże we wszystkim, od wizy po załatwienie najbardziej korzystnego lotu, linii i cen. Jeżeli tego nie posiadasz, pozostaje, niestety, Internet (tu bym na wiele nie liczyła, choć Joanna podała bardzo ciekawy link o możliwościach wyjazdu/pracy/wycieczki w UAE, i odpowiada tamże na łamach właśnie niejaki Piotr na listy; można ewentualnie spróbować), albo biura podróży, których u nas jest prawie zero jeżeli chodzi o wyjazdy w tamte rejony. Jeżeli już są to ich oferty przyprawiają o ból głowy, a i atrakcje trudno nazwać atrakcjami :( Wiem też, że najbardziej sensowna droga prowadzi przez Frankfurt (kiedyś można było z W-wy), a ostatnio znajomy "wyczaił" najtańsze loty z Rosji (ok. 1000 $), no ale co Ci z lotu, jak nie masz wizy... Można też spróbować przez ambasadę w Niemczech właśnie, albo Rosji, i tam popytać o wizę. Napewno będzie taniej i łatwiej. To skarb mieć tam kogoś. Zawsze możesz zrujnowac się na podróż, posiedzieć u niego przez tydzień-dwa, a potem zacząć obmyślać plan zaczepienia się tam w jakiejś pracy (a uwierz mi, dla białego człowieka to żaden problem). Viza resident to wtedy najprawdziwszy komfort... Pozdrawiam gorąco! Odpowiedz Link
o_sana Re: Dubajskie plaze, dubajskie noce... 04.10.04, 20:20 Dziewczyny Dziekuje bardzo za rady i wskazowki. Pomecze znajomego, choc niedlugo ma slub wiec musze ze 2 miesiace wziasc na wstrzymanie.. no nic wyjdzie mi na dobre, bo studia.. Pozdrawiam Was serdecznie SANA Odpowiedz Link
joanna_xx Kto chce kupic mieszkanie na Palm Island ? 06.11.04, 17:31 Przeylam linki do ciekawej strony poswieconej Palm Island- jeszcze nieukonczonemu projektowi. Mozna jeszcze kupic tam mieszkania, wiec jesli kogos interesuje, polecam nastepujace linki: www.palmsales.ca/palm/palmvideo.htm - krotki film- reklama Palm Island- polecam!!! www.palmsales.ca/apartments/index.html - zdjecia posiadlosci (jeszcze niektore rodzaje sa mozliewe do zakupienia, np. mieszkania) www.palmsales.ca/dubai/dubaivideo.htm - film- reklama Dubaju- polecam!!! www.palmsales.ca/dubai/index.html - o Dubaju A tak poza tym polecam wejsc na strone glowna i samemu sobie poserfowac: www.palmsales.ca/ Odpowiedz Link
joanna_xx Re: Kto chce kupic mieszkanie na Palm Island ? 06.11.04, 20:58 A jednak to byla prawda z tym wypadkiem na lotnisku w Dubaju, o ktorym pisalam: "17 casualties in Dubai airport accident Sep 28, 04 | 11:26 am Eight workers are dead and at least 45 injured when a massive steel structure collapsed at Dubai International Airport Terminal 3 on Monday. A section of the reinforcement cage fell during the preparation of a wall at around 10:45am, Dubai’s Department of Civil Aviation (DAC) confirmed. With workers trapped by the fallen cage, emergency personnel responded immediately and rushed to the site of the accident, said Lavina Dixit Chatterjee, spokesperson for the Department of Civil Aviation. “Twelve workers were rescued and sent to Rashid and Baraha hospitals with injuries while five succumbed in the incident,” Chatterjee said. The aviation department is claiming 17 casualties, while eyewitnesses, police and hospital sources said that the number of the dead and injured could be much higher. “It is a tragic situation for all of us at the Department of Civil Aviation. I extend my heartfelt condolences to the families of the deceased workers. We will conduct a full investigation into the accident,” HH Sheikh Ahmed bin Saeed Al Maktoum, president of the Department of Civil Aviation and Chairman of Emirates Group, said. “We have an extremely strict and most professionally controlled Quality Assurance and Quality Control systems in place here. We have three independent safety bodies – one controlled by the contractor, one by the consultant and one by the DCA.” “We would like to reinforce the fact that safety of all our people working at Dubai International Airport is top most priority,” Al Maktoum added. This was the first occurrence of a major accident at Dubai International Airport during a construction. By Nelson Alcantara (eTurbo News)" Odpowiedz Link
joanna_xx Re: Dubajskie plaze, dubajskie noce... 31.01.05, 18:38 Znalazlam jeszcze jedna ciekawa strone, tym razem odnosnie wlasnie trwajacego Dubai Shopping Festival: www.mydsf.com/ Mozna tam znalezc info na temat festiwalu, samego Dubaju jak i planowanych projektach. Odpowiedz Link