Dodaj do ulubionych

Dubajskie plaze, dubajskie noce...

01.10.04, 15:25
Mam nadzieje, ze nie zanudze tym nikogo na smierc. Ponizej przedstawiam czesc
a, ktora udalo mi sie juz jakos poskladac do "kupy".
Zycze milej lektury.
Obserwuj wątek
    • joanna_xx A. 01.10.04, 15:39
      Wlasnie zakonczyla sie odprawa na lotnisku w Bejrucie a pasazerowie wsiedli do
      samolotu. A tam czekaly stewardessy w czerwonych kapeluszach i czerwonych
      gumkach - frotkach na wlosach oraz czyms w rodzaju jasnych woalek czy szali
      przypietych z boku kapelusza i zawinietych na szyi. Bardzo ladne ubrania i
      bardzo mile stewardessy (byl tez i mezczyzna- czarny, wszyscy pracownicy
      mieli najwyrazniej niearabski rodowod). W srodku zupelnie co innego co
      zazwyczaj widuje sie w samolotach. Poklad wyglada na wyjatkowo nowy, ladna
      jasna tapicerka foteli, kilka telewizorow a oprocz tego z tylu kazdego fotela
      dodatkowe ekrany z pilotami. W ten sposob mozna bylo zmieniac kanaly (oferowano
      kilka nowych filmow video w tym takze dla dzieci jak Garfield czy Harry Potter-
      wiem, bo w ta strone ogladalam piate przez dziesiate tego Garfielda), dzwonic
      (to akurat za oplata ) w czasie lotu, grac w gry (maz gral sobie w szachy,
      dopoki nie nacisnal czegos i nie wyszedl przypadkowo z gry). Co ciekawsze,
      samolot mial zainstalowane 2 kamery: foreward i backward i dzieki temu mozna
      bylo sobie ogladac jak samolot startuje, laduje i jest w powietrzu. Ponadto na
      duzych tv mozna bylo ogladac kedy przebiega trasa, jak wysoko jestesmy, jaka
      jest temperatura, predkosc i jak daleko do celu (TO MOZNA BYLO TEZ ZNALEZC NA
      KTORYMS Z KANALOW w tv przed nami). Pokazywali tez headlines z BBC (w obie
      strony). A obsluga jak marzenie. Juz zaraz po wzbiciu sie w powietrze zaczeli
      rozdawac dzieciom pluszowe pieski i magic stickers (naklejki do naklejania na
      kartonik przedstawiajacy samolot). Potem kazdemu dali gorace gazy do wytarcia
      rak (oczywiscie szczypczykami; tymi szczypczykami tez je zabierali). Nastepnie
      menu (w economy!) a tam do wyboru kurczak albo ryba z dodatkami. Juz dokladnie
      nie pamietam co to bylo (ja zamowilam rybe z okra, ktora zjadl moj maly), ale
      mam przed oczami akurat menu z powrotu (juz bylo co innego w jadlospisie)-
      wzielam to, by nie byc goloslowna. W nim czytamy: aperitifs (2 rodzaje), wine,
      champagne (za szampana akurat trzeba placic 20 Dhs czyli 20 PLN), spirits (tu
      whisky- 4 rodzaje, rum i gin), beers i soft drinks (juices, colas, itp). Na
      drugiej stronie Appetizers: Moutabel accompanied with vine leaves and tomato
      wedge. Main courses ( tu do wyboru:): Grilled chicken breast, served in a
      creamy pistachio sauce, accompanied with mixed vegetables and potato wedges (to
      wybralam- smaczne, choc troche za suche) oraz: Backed Hammour- baked hammour
      fish fillet coating with kishek and placed on saffron mougrabieh, offered with
      green beans topped with tomato concasse. Do tego dessert: Umm Ali - puff pastry
      mixed with raisins, pistachio, enhanced with rose water and topped with fresh
      cream (to bylo pyszne , ale sie bardzo tym nie nacieszylam, bo mi dziecko
      wiekszosc zjadlo). Ponadto coffee lub tea oraz obowiazkowo woda w zamknietych
      malych kubeczkach (jak jakis jogurt). Jeszcze zanim dorosli otrzymali jedzenie,
      wreczono jedzenie dla maluchow w skrzyneczkach. Tam pysznosci nie mniejsze, do
      tego soczek , jakies batoniki, itp. , zegarek wodoodporny, jakas jeszcze inna
      zabawka i szczoteczka do zebow z pasta na 1 raz. Na pudelku tej szczotki bylo
      napisane: Remember: Brush your teeth after every meal (a powiadaja, ze Arabowie
      to brudasy). Caly czas nadskakuja (aha, instrukcja dotyczaca zakladania
      kamizelek, aparatow tlenowych itp. byla wyswietlana na ekranach- nikt z obslugi
      niczego nie musial demonstrowac, jak robia to w innych liniach lotniczych).
      Warto tez dodac, dla formalnosci, ze ten kurs byl tanszy niz lot SASem, ktory
      mial miejsce dzien wczesniej. Dlatego tak szczegolowo opisuje lot Emirates. Lot
      trwal ok 3,5h. Wyladowalismy o 1.45 am (czas bejrucki 12.45 a polski i szwedzki
      11.45). Tam szybka odprawa , bo przyjechali po nas z hotelu i dzieki temu
      wszystkie bramki sie przed nami otwieraly i nie musielismy czekac w kolejkach.
      Na zewnatrz juz czekal na nas bialy, nowy Merc z szoferem pod krawatem i w
      garniturze; z napojami. Po wyjsciu z budynku niezwykle ladnego lotniska
      (zdobienia prawdziwym zlotem, itp) to co najbardziej rzucilo sie "w oczy" byla
      sauna w powietrzu (badz co badz to przeciez klimat subtropikalny), w powietrzu
      bylo 35 stopni (w nocy!). Wsiedlismy do samochodu i pojechalismy do hotelu
      Jameirah Beach polozonego na pieknej plazy w dzielnicy Jameira obok (jakies 150-
      200m) jedynego siedmio- gwiazdkowego hotelu na swiecie- Burj Al Arab (Wieza
      Arabska). Burj mienil sie kororami teczy (w nocy; za dnia jasnieje biela), choc
      nasz hotel wypadal nie mniej blado- ksztaltem przypomina przelamana fale- to on
      obok Burj jest jedna z czesciej przedstawianych budowli na pocztowkach z
      Dubaju. W resorcie wybudowano jeszcze jeden luksusowy hotel (wszystkie trzy
      naleza do tego samego szejka), choc jeszcze nie calkiem ukonczony (jednak jest
      juz otwarty w wiekszosci i goscie moga przybywac)- nazywa sie Madinat Jumeirah
      i wg mnie jest najpiekniejszy, bo zbudowany zostal przy zachowaniu arabskiej
      architektury, a ponadto budynki nalezace w sklad hotelu przedzielone sa
      kanalami, po ktorych mozna plywac. Wchodzimy do recepcji ale okazuje sie, ze
      zrobiona zla rezerwacje. My chcielismy pokoj na dole z tarasem i bezposrednim
      zejsciem na plaze. Wiec musimy jeszcze troche (ZMECZENI) poczekac, zanim
      pojdziemy spac. Obsluga hotelowa w wiekszosci to Hindusi, a i na ulicach Arabow
      jak na lekarstwo. Jest tu duzo (obok Hindusow) mieszkancow Dalekiego Wsachodu,
      ludzi ze Sri Lanki, ludzi Zachodu (ponoc ponad 100 nacji). Podobno w Dubaju
      Emiratczykow jest tylko ok. 200 tys (znalazlam przed chwila, ze Emiratczykow
      tam jest tylko 18%!), a calosci ok. milion. Takie mniej wiecej sa proporceje.
      Przyjezdzajac tu ma sie wrazenie, ze sie jest w Bombaju a nie Dubaju (to
      powiedzonko meza, ale bardzo trafne). Po arabsku dogadac sie tu ciezko- tu
      wszechpanuje angielski. MacDonaldy (a tam prawie pustki- siedza jedynie
      zachodni turysci), gallony, mile, nazwy w j. ang (obok arabskich), np Sheikh
      Zayed Rd. (to Rd.) i inne rzeczy sprawiaja, ze czlowiek czuje sie jak w USA.
      Tylko ta egzotyka ubiorow z roznych zakatkow swiata i gdzieniegdzie
      przemykajacy mezczyzni w dishdashach i kobiety w czarnych galabijach sprawiaja,
      ze czlowiek wie, ze jest jednak w Emiratach. W ogole za malo tu dla mnie
      arabskosci, za duzo zachodu. Trzeba sie napocic i wiedziec gdzie pojsc, by
      znalezc jakas knajpke z typowo arabska muzyka na zywo i tancami.
      Nastepnego dnia rano na ostatni dzwonek poszlismy na sniadanie (codziennie tak
      bylo, dlatego czasem, jak wiedzielismy, ze za zadne skarby nie wstaniemy do
      11.00 zamawialismy jedzenie do pokoju). Tu tez serwowali dania niearabskie.
      Wlasciwie rzeczy, ktore sie je wszedzie: jajka, paroweczki, pieczarki , sery,
      soki, owoce itp. Byla nawet wieprzowina, choc z czerwonym napisem: PORK. (i
      alkohol- ale to nie na sniadanie, oczywiscie). Sniadanie wlasciwie mozna bylo
      zjesc w tym hotelu nie tylko w jednym miejscu. Rowniez w Premium Leisure Club,
      skad wyslalam moj post na to forum (mowie o POZDROWIENIA Z RAJU). Tam wlasciwie
      najczesciej chodzilismy. Tam tez podawano 2 nastepne posilki, choc w formie
      zakasek. Ale mozna bylo sie najesc do syta (b. smaczne, choc raczej
      nieorientalne) i do tego gratis. Zatem wlasciwie cale wyzywienie mielismy
      zapewnione. Po sniadaniu maz pojechal do pracy, a ja poszlam na plaze. Cala
      obsluga na terenie hotelu (w srodku i na zewnatrz) wyjatkowo mila: kazdy
      otwiera drzwi, nosi torby, mowi: "good morning, madam", jak ktos przychodzi do
      Ciebie zawsze dzwonia z recepcji i pytaja: MRS. H. , czy mamy wpuscic pana
      takiego i takiego?A jak sie do obslugi dzwoni, to zawsze wiedza z jakiego
      pokoju i kto.
      Na plazy przesuwaja lozka, daja reczniki, rozkladaja je na lozkach, daja
      arbuzy, pryskaja woda (jak spryskiwaczami do kwiatow)- jak sie oczywiscie
      chce , daja mokre male reczniki z lod
      • joanna_xx Re: A. 01.10.04, 15:41

        daja mokre male reczniki z lodem dla ochlody- wszystko daja i zabieraja
        szczypczykami (te atbuzy i reczniczki). Sa na kazde zawolanie. Nie dziwie sie,
        ze hotel ten zebral wiele nagrod w latach 1998- 2002 (word's best hotel -
        business, word's best hotel -leisure, best resort hotel in the word, best
        business hotel in M.E., jest tez A MEMBER OF LEADING HOTELS of THE wORD). W tym
        hotelu mozna sie poczuc jak krol. W pokojach mnostwo kosmetykow (poza
        oczywistymi: peeling, talk do stop, perfumy, sol do kapieli (aha, jest osobno
        wanna i osobno duza kabina prysznicowa), patyczki do uszu, mouth wash, kremy z
        faktorem 15, duzo recznikow 2 razy dziennie zmienianych a jak sie zechce to na
        kazde zawolanie, szlafroki, kapcie , torby na zakupy z nazwa hotelu , kilka
        butelek z woda, owoce w skrzyni (wszystko codziennie uzupelniane) i jeszcze
        wiele innych rzeczy, o ktorych pewnie zapomnialam, bo tego tak duzo. Aha,
        normalnie scielenie lozka 2 razy dziennie (wieczorem zawsze jakos fikusnie
        posciela, poloza na nim czakoladki serduszka i inne, nawet pluszaki malego
        zawsze jakos zabawnie poukladali. Tu zatrudniaja ludzi wyjatkowych a nie byle
        kogo), a jak ktos chce, to jeszcze wiecej. Codziennie czysta posciel (a nie jak
        na Silja Line, ponoc luksusowym promie finskim, gdzie musielismy zapomniec o
        zmianie poscieli, a reczniki zmienili na pocieszenie) i reczniki. Lozko 2
        metrowe i jeden materac a nie 2 laczone! Mozna sie wyspac. Jak raz nie zmienili
        mi poscieli na czas i zadzwonilam do recepcji, to po pol minuty juz ktos byl i
        sprzatal, a potem jeszcze przyszedl ktos sprawdzic czy jest czysto i czy jestem
        zadowolona. Rozleniwilam sie w tym hotelu, ze az zal mi bylo wracac do domu. W
        Szwecji nawet gosposia z Rosji mi tak nie posprzata i nie poscieli lozka tyle
        razy. Poza tym hotel oferuje tez profesjonalne babysitters. Polecam go z calego
        serca!
        Na plazy mialam widok na Burj, choc trzeba bylo patrzec przez okulary
        przeciwslon. bo slonce odbite od bieli hotelu bardzo oslepialo. Temperatura
        jakies 45 stopni. W sam raz na plaze (wspolczuje wszystkim Hindusom i innym,
        ktorzy musza pracowac w takim sloncu. To nieludzkie).
        Na zewnatrz hotelu "kupa" atrakcji. 4 baseny, w tym jeden do nauki plywania,
        jeden dla dzieci, budynek sportu, gdzie robia tez masaze, itp. Mozna zazyczyc
        sobie co sie chce, nawet nurkowac, serfowac, jezdzic na nartach wodnych (za
        oplata); sa korty tenisowe, golf, rozne kafejki i sama nie wiem co jeszcze.
        Najciekawsza chyba atrakcja jest Wild Wadi- wodny park , najwiekszy na BW. Tam
        dopiero mozna sie zrelaksowac. Wlasciwie zaluje, ze juz pierwszego dnia tam nie
        poszlam i nie odkrylam tamtejszych urokow. Nie da sie opisac. Trzeba tam
        pojechac i przekonac sie na wlasnej skorze. Najlepiej to miejsce oddaje slogan
        reklamowy Wild Wadi : YOU JUST CAN'T GET ENOUGH. Najwieksze wrazenie chyba robi
        Jumeirah Sceirah, gdzie zjezdza sie z predkoscia nawet 80 km/H na wlasnej
        pupie. Nie odwazylam sie na to, bo ten zjazd wygladal przerazajaco, zreszta
        nasz przyjaciel- R. , ktory jest pilotem samolotow pasazerskich (wlasnie sie tu
        przeprowadzil z Syrii, bo bedzie pracowal w miejscowych liniach) stwierdzil, ze
        to jest dangerous, ale zjechal. Ja tam rozkoszowalam sie innymi lagodnymi
        zjezdzalniami na pontonach typu toonel of Doom (tam nic nie widac jak sie
        zjezdza), itp. oraz leniuchowaniem na pontonie na Lazy River (przeplywalo sie
        m.in. pod wodospadem)- super relax. Tam jest wiele atrakcji, m.in Breakers Bay
        (najwiekszy basen z falami w regionie- fale do 1,5 wysokosci), itd. Nie da sie
        opisac. Poza tym do wszystkich miejsc (jak i do Burj i Medinat) dojezdza sie
        specjalnymi pojazdami, ktore czekaja z kierowcami na placu przy wejsciu do
        hotelu od plazy. Wystarczy tylko powiedziec dokad chce sie jechac, podac nr
        pokoju i juz pojazd do twojej dyspozycji.
        Tak wiec siedzimy sobie na tej plazy, obsluguje nas bardzo mily chlopak, chyba
        jakis Latynos (ale nie pytalam); nawet zapamietal imie mojego synka, bo za
        kazdym razem jak go widzial mowil do niego z usmiechem: "Hello M. "
        Siedzielismy w cieniu jakies 2-3 godziny, wysmarowani kremami z filtrem, ale i
        tak sie opalilismy. Potem jeszcze ogladalismy najblizsze otoczenie hotelu.
        Wieczorkiem przebieramy sie i jedziemy juz cala rodzina (pojazdem hotelowym) do
        Burj Al Arab (tam nie mozna isc w jeansach, bo nie wpuszcza; trzeba miec stroje
        wieczorowe). Ponadto zatrzymuja nas wartownicy, bo tylko goscie resortu
        Jameirah maja wstep do Burj Bezplatny. INNI MUSZA BULIC niemale pieniadze ; tak
        samo jest z Wild Wadi i wejsciem na plaze (normalnie placi sie jakies 200- 300
        dhs czyli tyle samo zlotych- to moze zmalec do 70 dhs, jesli jest sie gosciem
        ktoregos z gosci hotelowych. Tak robili nasi znajomi i mieli tanszy wstep).
        Przed Burj kilka zaparkowanych Rolce Roysow i innych tego typu wozow,
        nadjezdzaja kolejne z panami w bieli i kobietami w czerni. Tylko zalatuja
        przerozne zapachy perfum, gdy wysiadaja z samochodow. Wtedy mysle sobie: jestem
        gotowa zakryc nawet oczy, byc czwarta zona (jak przystojny i dobry mezczyzna to
        czemu nie, co wcale nie oznacza, ze nie probowalabym wyeliminowac tych 3
        pierwszych), nie miec prawa jazdy (skoro moge miec szofera i 4 samochody, jak
        ma wielu obywateli UAE), nie miec praw wyborczych (i tak z nich nie korzystam)
        i nie miec demokracji (skoro szejkowie rzadza lepiej niz wiekszosc
        demokratycznych prezydentow swiata, bo dbaja o swoich obywateli i rozwoj
        kraju), ale jezdzic sobie co miesiac do takiego resortu Rolce Roysem.
        Oczywiscie w Emiratach kobiety maja prawa duzo wieksze niz w Arabii Saudyjskiej
        (ale nawet tam nie ma obowiazku zakrywania twarzy). Jednak nie liczy sie
        otoczka, te wszystkie stroje (mezczyzni przeciez tez sie zakrywaja) i prawa, z
        ktorych i tak malo wynika. Licza sie inne rzeczy: milosc w rodzinie, przyjazn,
        zdrowie, i to, ze mozesz korzystac z zycia i niczego Ci nie brakuje.
        Wchodzimy do srodka, zwiedzamy. Wlasciwie tyle juz powiedziano i napisano o tym
        hotelu, ze wlasciwie nie wiem czy moglabym podac cos oryginalnego. Ladowisko
        dla helikopterow, na (chyba) 27 pietrze restauracja, z ktorej widac panorame
        Jumeira, wszedzie szczere zloto, same luksusy, rybki w akwariach przy obu
        ruchomych schodach, niezwykla fontanna i elegancka, mila obsluga z klasa. Maz
        ponoc widzial tam jakiegos znanego piosenkarza brytyjskiego (nie zdazylam mu
        sie przyjrzec, bo szybko przemknal mi przed oczami). Ale i tak bardziej podoba
        mi sie nasz hotel. Rzeczywiscie Burj to typowy hotel dla biznesmenow; dla
        rodzin lepszy nasz, bo u nas wiecej atrakcji (nie ze wszystkiego mozna
        korzystac- np. Madinat i Burj nie moga korzystac z naszych basenow a my z ich,
        ale co tam: my mamy wiecej od nich).Potem jedziemy do Madinat. Zamawiamy sobie
        lodz i bierzemy kurs po kanale przemykajacym sie miedzy budynkami kompleksu
        hotelowego, ktory lezy na duzym obszarze (np. wille hotelu maja po 7 pokoi,
        kazdy po 60m kw. i kosztuja, bagatela, 50 tys dhs za noc). Widoki rajskie (jest
        juz chyba 10.00 wieczor, a w Dubaju juz o 6pm robi sie ciemno). Lodz typu
        India, ze zadnych barierek nie ma i dzieci moga powypadac, wiec trzeba trzymac.
        Nasza lodz prowadzi mlody chlopak w turbanie ze Sri Lanki. Maz ciagle sie go
        wypytuje a mnie juz uszy bola od jego akcentu w angielskim . Trzeba sie niezle
        wytezac by zrozumiec (np. zamiast- podaje fonetycznie- slimingpul jest
        slimingful). Teraz rozumiem skad te dowcipy o Hindusach (a miedzy ich jezykami
        a jezykiem, w ktorym mowil ten chlopak niewielka roznica, jak sam przyznal) i
        ich angielskim. Oto jeden z nich. Spotyka jeden Hindus drugiego i mowi
        (fonetycznie): "am derti". Na to mu drugi: "am derti tu" (mialo byc : I AM 30
        oraz I AM 32, a wyszlo: I am dirty oraz I am dirty too). Oni rzeczywiscie tak
        dziwnie wypowiadaja liczbe 30. Czasami w hinduskich sklepach musialam sie kilka
        razy pytac o to samo, az mi
        • joanna_xx Re: A. 01.10.04, 15:42

          • mahadarbi Re: A. 02.10.04, 00:49
            Szkoda, że nie dotarłaś do stolicy Emiratów, do Abu Dhabi. Tak bym chciała
            poczytać relacji z mojego ukochanego miejsca na świecie... Wszystko zmienia się
            tam w takim tempie, że miesiąc czyni duże różnice.
            Swoją drogą, to Burij Al Arab jest wizytówką Dubaju i to on wyznacza granicę
            luksusu i przepychu (co nie jest rzeczą tam akurat wyjątkową). Mnie też on
            właśnie podoba się najbardziej, ale ponoć o gustach... ;)))
            • joanna_xx Re: A. 02.10.04, 12:09
              Do Abu Dhabi jeszcze pojade (mielismy w planach podczas tej wizyty, ale ta
              plaza, te baseny hotelu.... nie chcialo sie od tego odrywac na moment),
              podobnie jak do Sharja i Fujeirah, a jesli chodzi o Burj, to zrobilam mu chyba
              20 zdjec i poswiecilam na niego chyba pol godziny na kasecie (noca, za dnia, z
              plazy, z balkonu, naszego pokoju, jak blyskaly swiatla, jak nie blyskaly, itp.-
              ile tego mozna- juz jestem chyba fed up tym budynkiem, choc wciaz uwazam, ze
              jest on niezwykle piekny), ale to rzeczywiscie wizytowka Dubaju. Nowe dubajskie
              tablice rejestracyjne nawet maja szkic tego hotelu obok numerow.
              • mahadarbi Re: A. 02.10.04, 14:02
                To cudownie! Będzie z kim poplotkować :)) o urokach raju! Ja wybieram się tam
                na przełomie listopada i grudnia. Piszę o tym z taką pasją, bo uważam, że to
                właśnie Emiraty są kwintesencją tego, o czym traktuje forum (w przeciwieństwie
                do Egiptu, Tunezji czy tego typu miejsc dostępnych dla przeciętnego turysty,
                mimo iż, jak sama zauważyłaś, bliżej im do metropolii rodem z amerykańskiego
                filmu). Nie to, żebym miała coś do przeciętności, ale islam i kultura arabska
                to przede wszystkim Arabia Saudyjska i kraje Zatoki Perskiej, to tam wszystko
                wzięło swój początek. Pomijając takie miejsca jak Dubaj czy Abu Dhabi
                (proamerykanskie do bólu przecież) jest jeszcze milion innych miejsc, gdzie
                masz wrażenie, że czas zatrzymał się na okresie wahhabitów. To właśnie Sharja,
                Fujeirah, Oman etc., etc. To tam można dotknąć tego, czego tak bardzo brakuje w
                Dubaju. Zresztą, powiem Ci szczerze, że jeżeli masz przyjaciół wśród
                najprawdziwszych Arabów, to oni mogą stać się najcenniejszym przewodnikiem, i
                nawet w tak zamerykanizowanym Dubaju, nie będziesz miała wątpliwości, że jesteś
                w epicentrum islamu. I to jest tam właśnie najcudowniejsze. Nawet w blasku
                takiego Burij nie jesteś w stanie zapominieć, że dotykasz arabskiej kultury.
                Jak bardzo chciałabym, żeby już był grudzień....
                Pozdrawiam Cię cieplutko!
        • kaka_da_parada Nawet gosposia z Rosji...., hi hi hi 29.10.04, 20:43
          No nieźle się ubawiłam tymi powierzchownymi relacjami. Wysłałam je nawet
          znajomym jako "Blond w Arabii".

          Muszę jednak przyznać, że opisanie tego wszyskiego musiało zabrać trochę czasu,
          szkoda tylko, że nie zabrałaś gosposi z Rosji, żeby się nauczyła, jak
          obsługiwać madam.

          A nawiasem mówiąc w zeszłym roku we wrześniu też byłam przez tydzień w tym
          hotelu i rzeczywiście poziom serwisu przerósł tam wszystkie moje oczekiwania,
          dlatego rozumiem po części te zachwyty.

          Rodzina panująca w Dubaju jest rzeczywiście rozsądna i inwestuje w swój kraj.
          Byłam na spotkaniu z członkiem rodziny odpowiedzialnym za rozwój kraju i
          zamierzenia na przyszłość są poprostu oszałamiające.

          • beduinka Re: Nawet gosposia z Rosji...., hi hi hi 29.10.04, 21:21
            kaka_da_parada napisała:

            > No nieźle się ubawiłam tymi powierzchownymi relacjami.

            natomiast twoje są zawsze niezwykle głębokie

            • kaka_da_parada Re: Nawet gosposia z Rosji...., hi hi hi 29.10.04, 22:41
              Twoje z Egiptu również!
              • beduinka Re: Nawet gosposia z Rosji...., hi hi hi 29.10.04, 23:46
                oj dziękuję bardzo
          • joanna_xx Re: Nawet gosposia z Rosji...., hi hi hi 30.10.04, 12:11
            1. "Blond w Arabii"- skad wiedzialas, ze moj maz jest blond? Jestes jasnowidzem?
            2. Powierzchowne, hmmm, skoro juz przy moim mezu, to on przemieszkal w "Arabii"
            25 lat. Mozesz pobic ten rekord? Nie sadze, zatem cokolwiek napiszesz, to Twoje
            relacje beda powierzchowne.
            3. Z zabraniem tej gosposi do Dubaju to bardzo dobry pomysl. Choc troche
            spozniony.
            Pozdrawiam
            • kaka_da_parada Re: Nawet gosposia z Rosji...., hi hi hi 30.10.04, 14:08
              Nie chodziło mi oczywiście o męża:) No ale cóż...

              Doskonale rozumiem twój zachwyt Dubajem, bo też mnie oszołomił. Ale zastanawiam
              się skąd to bogactwo, dlaczego obywatele ZEA wolą zatrudniać np. Indusów a nie
              dają chleba swoim palestyńskim braciom, itd. Ale ty i tak jesteś sfiksowana na
              to, że cokolwiek ode mnie wychodzi musi być powierzchowne, jak napisałaś, więc
              nie warto pisać:), bo przecież nie pobiję tych 25 lat twojego męża. O kurcze,
              nie byłabym Kaką, gdybym w tym momencie znowu nie zaczęła... Chyba nie
              wytrzymam, hm, 25 lat w Arabii, to ile on ma lat? 50? i do tego blondyn, pfui.
              • joanna_xx Re: Nawet gosposia z Rosji...., hi hi hi 30.10.04, 14:41
                Mnie sie podobaja blondyni, Tobie ciemni (a wiec jednak chyba kiedys jakis Arab
                dal Ci kosza, stad to rozgoryczenie: ja kolezankom z forum nie zazdroszcze, ze
                maja mezow jakich maja, Tobie radze wziac przyklad). Gusta sa rozne.
                A poza tym troche wiecej szacunku dla starszych.
                Pozdrawiam
                • joanna_xx Re: Nawet gosposia z Rosji...., hi hi hi 30.10.04, 14:46
                  Najwiecej Hindusow zatrudniaja, bo jak nie patrzec na mape, Indie sa blizej niz
                  Palestyna i stad sciaga do Dubaju najwiecej pracownikow. Poza tym nie
                  zapominaj, ze w Dubaju zatrudniaja tez rzesze swoch braci z Pakistanu.
    • joanna_xx Re: Dubajskie plaze, dubajskie noce... 02.10.04, 11:51
      Dalsza czesc jeszcze dopisze, jak znajde czas.
      Tymczasem gratka dla wielbicieli Burj al Arab:


      www.burj-al-arab.com/
      • joanna_xx Re: Dubajskie plaze, dubajskie noce... 02.10.04, 11:57
        I jeszcze wirtualne wycieczki:
        www.burj-al-arab.com/virtual_tours/
        • joanna_xx B. 02.10.04, 15:46
          Poniedzialek rano pobudka o 9.00. bo B. ma spotkanie o 10.00 i zamowil
          sniadanie na tak wczesna godzine. Szkoda tylko , ze mnie o tym nie poinformowal
          wczesniej. Moze bym sie jakos psychicznie do tego przygotowala. Dzien wczesniej
          niezle poparzylam sobie stopy na piasku plazowym , wiec dzis koniecznie biore
          klapki (warto dodac, ze nawet drewna nie da sie w takich warunkach dotknac bo
          parzy), coz, ze po tym jednorazowym dniu odpadly od nich podeszwy od goraca.
          (potem meza klapki te sie rozkleily i musial wyrzucic jak jeden jedyny raz
          poszedl na plaze; dobrze, ze jakims trafem mialam dla niego 2 pary. A w moich
          zas jeszcze jakos dalo sie chodzic). B. pojechal do pracy a my na plaze. Po
          powrocie poszlismy do Premium leisure club i stamtad pisalam "pozdrowienia z
          raju". Najedlismy sie (tu tez jest kacik dla dzieci). Wieczorem jedziemy
          wszyscy do centrum, a wlasciwie do centrum handlowego z elektronika (Gargash
          centre- tak z amerykanska ), bo B. ma tam jakis interes. Ja ide na druga
          strone ulicy bo tu duzo sklepow z ciuchami i mozna sie potargowac. Zapomnialam
          powiedziec, ze B. wypozyczyl samochod z sasiedniego emiratu Sharja (tu
          wlasciwie mieszka R. a nie w Dubaju - biedak, jak chce wypic troche alkoholu,
          to musi przyjezdzac do Dubaju, bo w Sharjah nie mozna. Ale z drugiej strony to
          chyba dobrze, bo nie bedzie go kusilo. W koncu m.in. od niego zalezy
          bezpieczenstwo pasazerow na pokladzie samolotow), bo tam to taniej, jak zreszta
          wszystko (a ceny w Dubaju podobne ja w Polsce, choc sa miejsca, gdzie sa
          kosmiczne i miejsca, gdzie sa zaskakujaco niskie, do tego mozna sie targowac).
          Cena za dobe nieco nizsza niz w Polsce za podobny woz, do tego pelen bak za
          jakies 50 zl. Zyc, nie umierac (za litr wychodzi nieco ponad zlotowke, choc tu
          wszystko mierza w gallonach; ponadto cieplo sie mierzy w stopniach F, choc C
          tez zwykle podaja obok). Z hotelu do Centrum jezdza specjalne autobusy
          hotelowe (gratis dla gosci), ale wlasciwie jezdza one do centrow handlowych
          (Burjman i Deira Citry) i maja jakies po 3 przystanki po drodze, m.in. przy
          slynnym Gold Souk. (targ zlota). Nie jechalam niestety tym autobusem.
          Tego samego dnia na highway (z Abu Dhabi do Centrum) rano B. widzial wypadek- z
          duza predkoscia potracono Pakistanczyka (zapomnialam dodac, ze tu tez duzo
          Pakistanczykow) i B. wrocil do hotelu smutny, bo podobno Pakistanczyk lezal w
          wielkiej kaluzy krwi bez ruchu. Wg niego nie mial szans na przezycie, choc
          karetka pojawila sie momentalnie. Zycie jest krotkie i brutalne, szczegolnie
          jak jest sie biednym...
          Zrobilam kilka zakupow; wszedzie udalo mi sie wytargowac nizsza, dobra cene.
          Potem sobie pomyslalam, ze wlasciwie nie musialam nic kupowac, ale samo
          targowanie sie bylo dobra zabawa. W Sztokholmie juz sie nie da targowac (no
          moze tylko w löppmarknad ( second hand) w Skärholmen, gdzie moja tesciowa
          kiedys jezdzila z nudow, dla przyjemnosci targowania sie. Nic, ze potem
          wiekszosc zakupionych rzeczy wyrzucala).
          Potem dzwoni R. , ze mamy pojechac do jakiejs knajpy (troche bladzilismy). Tam
          juz czekal S. z zona i corka. Obie wydekoltowane, choc muzulmanki ( ta corka
          tez, choc pol- Niemka) . Ta zona bardzo fajna, mloda babka, komunikatywna,
          swietnie mowila po angielsku (niemiecki, rzecz jasna tez znala), zachwycona
          Dubajem, narzekala na nude w Niemczech. Nawet zapomniala o Syrii jak zobaczyla
          Dubaj. Wspomniala tez o kolezance Polce, ktora nauczyla ja polskiej kuchni. A
          to mile. Rozmawialismy tez troche (poza zartami) o safari po pustyni, bo
          chcialam cos takiego przezyc. Ale ta Syryjka mi odradzala, bo wg niej to nie
          impreza dla malych dzieci- jej synek o rok starszy od mojego podobno bardzo sie
          bal. Troche sie zasmucilam, bo bardzo chcialam pojechac na to safari,
          jednoczesnie nie chcialam ani meczyc malucha ani zostawiac go z obcymi. Ta
          Syryjka miala opiekunke- Ukrainke sprowadzona z Niemiec, bo jej dzieci za nia
          tesknily. Podobno bardzo dobra. Ale ja jej nie znam, a to safari na 6 godzin (w
          tym jazda jeepem po pustyni- to najgorsze - godzina). Balam sie, ze maly bedzie
          tesknil, albo plakal. Nie wiedzialam co zrobic. Palilismy szisze i
          rozmawialismy o Dubaju, Syrii, Europie; porownywalismy gdzie pod jakim wzgledem
          lepiej, zartowalismy. Potem wrocilismy do hotelu (juz nastepnego dnia).
          We wtorek ok 12.oo poszlam z malym na basen dla dzieci (w Sinbad's - centrum
          dla dzieci)- bardzo fajny i maly sie tam dobrze bawil. Ja tez nie mialam
          powodow narzekac. Siedzielismy tam jakies 2 godziny. Po poludniu zdecydowalismy
          sie jednak na to safari. Maz wczesniej dzwonil do znajomego, ktory zalatwil nam
          safari za 150 dhs ( czyli AED) za osobe (dzieci gratis), a nie jak chciano w
          hotelu 280. Prosil, by kierowca troche mniej szalal po tej pustyni, bo tylko
          pod tym warunkiem bedziemy jechac. Ten sie zasmial i powiedzial, ze to wcale
          nie takie straszne i nawet 2 miesieczne dzieci jezdza i nie placza. No dobra,
          zdecydowalismy sie, ale i tak mialam obawy. Kierowca, Iranczyk, juz starszy,
          mowiacy po arabsku i angielsku ale bardzo milczacy i o kamiennej twarzy (juz
          sie chyba przyzwyczail do komentarzy klientow podczas safari) w dishdashy,
          przyjechal pod sam hotel ( po kazdego przyjezdzal) Toyota land cruiserem. Juz
          wiem skad B. wzial pomysl na kupno takiego auta. W ogole tu duzo land
          cruiserow. W naszym samochodzi jechala tez mloda para z Anglii i nieco starsza
          para: on czarny, z USA, ona z Malezji. Ten z USA cos nawet psioczyl na Busha,
          ale nie wdawalam sie z nim rozmowe o polityce, bo tylko bym nic nie
          skorzystala z cieszenia sie safari. Potem byly rozmowy o Dubaju (to w czasie
          dojezdzania do pustyni). Wszyscy zachwyceni tym miejscem. Jedziemy wiec na
          pustynie, dowiadujemy sie, ze jestesmy juz spoznieni (w Dubaju sa niemilosierne
          korki. Przez nie spoznilam sie m.in. na zwiedzanie domu szejka Saeed Al
          Maktoum, ale mowia, ze sprawe korkow tez wkrotce rozwiaza) i inne jeepy juz
          rozpoczely kurs. Dojezdzamy wreszcie i widzimy , iz jeden z nich sie zakopal
          (wszystkie samochody, a jest ich chyba 5, 6, to land cruisery). Najciekawsze
          jest to, iz zakopal sie na jakiejs dosc duzej gorce i do tego bokiem a ludzie
          byli w srodku. Nie chcialabym byc na ich miejscu- powiem szczerze, bo nie
          wygladalo to za rozowo. Oczywiscie, wszyscy kierowcy solidarnie wysiedli z
          samochodow i probowali pomoc koledze, ale im sie nie udawalo. Dopiero nasz
          kierowca umial zalozyc line i pomogl w wyciagnieciu jeepa. Poczulam sie lepiej,
          wiedzac, ze naszym samochodem kieruje najbardziej doswiadczony driver. Troche
          mi bylo lzej na sercu. No wiec wszyscy zapielismy sie dokladnie pasami i
          oczekiwalismy na to co nastapi. Kurs byl niesamowity. Czesto zjezdzalismy z
          gorek (duzych) wlasciwie bokiem (zapomnialam dodac, ze w Dubaju mozna sobie
          zamowic za 2 czy 3 tys dhs lekcje jazdy takim wozem po pustyni). A moj maly
          zamiast plakac... smial sie. Wlasciwie co mial robic, skoro wszyscy sie w tym
          aucie smialismy, bo B. rozsmieszal tekstami typu: "ratunku!", "chce
          wysiasc!", "zmienilem zdanie, chce moje pieniadze z powrotem", albo: "jak pan
          sie nie zgubi?", "skad pan wie w ktora strone jechac?", "gdzie sygnalizacja
          swietlna?", itp. A kierowca cicho, ani sie zasmial ani odpowiedzial (warto
          dodac, ze B. juz raz byl na takim safari podczas jednego z wczesniejszych
          pobytow w tym miejscu). Potem zdjecia na pustyni, a pozniej jazda na
          wielbladach. Znowu maly cicho (ja sie przejechalam 2 razy). A potem juz party
          na pustyni: malowanie henna (malowala Rosjanka), przebieranie sie w miejscowe
          ciuchy: B. ubral dishdashe, ghutre i igiel, ja zrobilam sie tak, ze tylko oczy
          bylo widac i tak zrobilismy sobie sesje zdjeciowa. Potem przyszedl do mnie nasz
          kierowca i pytal czyj to telefon, bo znalazl jakis w samochodzie. Okazalo
          sie, ze to B. zgubil, a Iranczyk okazal sie byc uczciwym czlowiekiem.
          Potem byl pyszny obiad (miesiw
          • joanna_xx Re: B. 02.10.04, 15:47
            Potem byl pyszny obiad (miesiwo i drob z grilla, itp), bylo nawet chyba piwo
            jak ktos chcial. Potem tancerka tanczyla taniec brzucha i kolejno brala ludzi
            do tanca. Jak wziela B. i jeszcze jakichs panow, moj maluch szybko pobiegl do
            taty i tez zaczal plasy. Tak trwalo do pozna a potem Iranczyk poodwozil nas do
            hotelow . Po drodze zatrzymal sie tez w pralni, gdzie B. oddal wczesniej nasze
            ciuchy (tylko za 10 dhs, bo w hotelu chcieli przeszlo 100). Dlugo nie wracal i
            wrocil z niczym. Byl inny czlowiek i nie mogl znalezc naszych rzeczy. No
            ladnie, powiedzialam, juz tych ciuchow nie zobaczymy. Juz pal licho,
            pomyslalam, z moimi ubraniami czy B. ( i tak tego nie bedzie czytac, a jesli
            nawet, nic nie zrozumie), ale tam byly tez dobre ubranka dzieciece. Szkoda ich.
            Jednak po dwoch dniach, gdy byl wlasciwy czlowiek wszystko sie odnalazlo.
            W srode znow poszlismy na basen dla dzieci (B. jak zwykle do pracy) a po drodze
            zlapala mnie pewna Hinduska- pracownica resortu, ktora za wszelka cene chciala
            mi zrobic henne. Ja jej mowie, ze i ja i dziecko juz mamy i dziekujemy. Ale
            ona tak przekonywala, tak blagala, ze sie zgodzilam. NIech zrobi malemu tatuaz-
            pomyslalam. W srodku rowniez mnie namawiala na henne, chciala robic na nodze,
            ale ja ostatecznie dalam jej druga reke, na ktorej jeszcze nic nie mialam.
            Potem chciala malemu zrobic kolejny, ale juz z tym przesadzila. Potem sie
            dowiedzialam, ze pace... 220 dhs! Szkoda, ze wczesniej mnie o tym nie
            poinformowala, wtedy zadne blagania by na mnie nie dzialaly (dobrze, ze nie
            dalam malemu zrobic kolejnego i dobrze, ze dalam jej swoja reke a nie noge, bo
            na nogach drozej!). Taka byla mila, a okazala sie naciagaczka. A ja wchodzac
            do jej domku bylam przekonana, ze albo jest to gratis jak wiekszosc atrakcji
            tego resortu (sprawdzilam dyskretnie: na jej domku nigdzie nie bylo informacji
            o cenach), albo, ze jest to smiesznie tanie. Potem poszlam sie opalac na nasz
            taras, choc moj humor sie dosyc popsul. Taka tubka henny kosztuje tylko 1,90dhs
            (wiem, bo potem sama kupowalam) i starczy na kilka osob. Przyszedl tam B. z R.
            Poprawili mi humor (choc to wlasciwie B. powinien miec zly humor, bo to on
            placi). Wtedy poszlismy z B. na duzy basen (z wodospadem i 3m gleboki). A R.
            zostal ze spiacym maluchem (to taka nasza babysitter, bo oni sie z malym bardzo
            lubia). Jak sie obudzil, R. go przynios i dal go nam do wody. Potem weszlam na
            dmuchany materac i sobie z malym plywalam. Na krotko, poki mnie B. z R. nie
            zaczeli wpychac pod wodospad. B. moze juz ma mnie dosc, bo ma mnie na codzien,
            ale co ja zrobilam R., ze chcial mnie utopic? I jeszcze z jego ulubionym moim
            synkiem? No, ale przezylam. Maly tez.
            Wieczorem postanowilam odwiedzic muzeum dubajskie, a B. z R. pojechali robic
            interesy. Wlasciwie przez korki (tam jezdzi tyle samochodow, do tego wyjatkowo
            luksusowych (nawet do 95%), ze szok!) zalapalam sie na 25 minut zwiedzania, bo
            muzeum zamykaja o 8.30 (wstep tylko 3 dhs). Mialam jeszcze troche czasu do
            umowionej godziny powrotu do hotelu, wiec poszlam w strone Creeku, ktory dzieli
            Dubaj na 2 czesci: Deire i Bur Dubaj. Szlam tak sobie miedzy uliczkami, gdzie
            pelno sklepow, glownie hinduskich z pieknymi tkaninami (wszyscy na miejscyu
            szyja ci co tylko zechcesz) i innymi ciuchami, zabawkami, itp. Kazdy zaczepia,
            bo widzi chlopczyka blondaska. Dotykaja, smieja sie. Zapraszaja do swoich
            sklepow, z szacunkiem, zyczliwoscia. Ale ja postanowilam jeszcze zwiedzic dom
            szejka Al Maktoum. Ide wiec brzegiem Creeku, widze oswietlone lodzie, ktore za
            1 czy 2 dhs zabieraja na druga strone Creeku. Widze tez zaladowane (a raczej
            przeladowane) towarem lodzie, ktore przywoza towar z Indii, Pakistanu. Az dziw,
            ze po drodze nie zatona. Ale ludzie ryzykuja, bo chca zarobic. Doszlam w koncu
            do domu szejka, ale juz zamykali, bo tylko do 9 pm. maja otwarte. No, nic.
            Przyjde innym razem. Ide wiec do polozonego obok Diving Centre, bo to otwarte
            do 9. 30 czy 10.00. Tam widze biednego wychudzonego malego kotka. Pytam sie
            pracujacego tam straznika, czy to taki gatunek kota, czy on jest niedozywiony.
            Facet deklaruje, ze nakarmi kotka (ja nic przy sobie nie mialam) , i mowi, ze
            tu duzo takich i je zawsze probuje karmic (potem widzialam, ze rzeczywiscie dal
            mu jesc). B. dzwoni, ze mu sie przedluzylo i jeszcze mam mu dac troche czasu.
            Ide wiec z powrotem do tych hinduskich sklepow (ale juz inna droga, wlasciwie
            odludziem, bo chce sprawdzic czy Dubaj rzeczywiscie taki bezpieczny). W jednym
            widze koszulke dla malucha z napisem Dubaj. Wchodze do srodka i kupuje ja oraz
            inne rzeczy (wytargowalam nizsza cene). Widze tez ladna czarna haftowana
            galabije (z chusta na glowe do kompletu) za 75 dhs. To nawet na warunki polskie
            tanio. Pamietam, ze kiedys w Syrii kupowalam czarna obszywana galabije za 100
            zl (bez chusty) , choc cena wyjsciowa byla jeszcze wyzsza. Rozmawiam z facetem,
            az ten mi mowi: "last last price is 50". Ja mowie, ze pieniedzy juz brak, bo
            nie bylam przygotowana na zakupy i, ze wroce innym razem. Facet daje wizytowke.
            Ide dalej juz jestem za muzeum, na glownej drodze. Podchodze do sklepu z piekna
            czerwona tkania. Ogladam, az wychodzi sprzedawca. Pytam o cene, dowiaduje sie,
            ze uszyje mi sukienke z tego materialu za 180 dhs. Rozmawiamy dalej (a wcale
            nie chce nic kupowac ani szyc- tylko ogladam), az on mowi, uszyje za 120 i
            zaprasza mnie do srodka, gdzie jest tez drugi sprzedawca. Pokazuja mi tez inne
            czerwone materialy (widza, ze chce cos czerwonego) , proponuja kawe. Ja mowie,
            ze juz wlasciwie moj maz czeka na mnie. A oni, ze niech tu przyjdzie. Niestety,
            bylam juz umowiona przy muzeum , a tak musialabym jeszcze tlumaczyc mezowi
            ktory sklep i co. A poza tym nie chcialam nic kupowac. Dali mi wizytowke.
            Wyszlam. Az tu nagle z sasiedniego sklepu cichaczem zagabuje mnie inny
            sprzedawca, zaprasza do srodka, pokazuje swoje materialy. Najpierw mowi, ze za
            30 mi uszyje, ale pokazuje mi takie tkaniny, ze "wies tanczy i spiewa". Jak
            pokazuje mu cos lepszego (znalazlam dokladnie to samo co bylo w poprzednim
            sklepie), to tez dowiaduje sie, ze 120 ta przyjemnosc kosztuje. Juz nie targuje
            sie, bo nie chce nic kupowac, a poza tym pan ma troche odstraszajacy wyglad
            (zabie oczy, w tym jedno na Maroko drugie na Marsa) ,wiec krotko prosze o
            wizytowke i wychodze. Jest juz po 11.00 (sklepy z ciuchami sa wlasciwie
            pootwierane do 10.30- 11.00) i jedziemy jeszcze troche poogladac budynki (Dubaj
            to prawdziwy raj dla architektow, bo nie tylko sa tu niezwykle budowle ale tez
            niesamowicie wiele sie tu buduje, bo sa duze niezabudowane przestrzenie i mozna
            troche pofantazjowac projektujac)- potem do klimatycznej restauracji Aroma
            Garden, gdzie mamy spotkanie ze znajomym (znow te interesy) i R. Jemy, palimy
            margile; obok znow siedza mezczyzni w bieli- to miejscowi. Potem wracamy do
            hotelu.


            • joanna_xx C. 02.10.04, 20:02
              Jest juz czwartek. Jutro mamy wyjezdzac, ale B. sie zastanawia czy nie zostac
              dluzej, bo zaczyna sie (dzis po poludniu) juz weekend a wiele rzeczy nie udalo
              mu sie zalatwic. Moze zostaniemy do poniedzialku- proponuje B.. Dobrze, ale juz
              chyba innego hotelu poszukamy, bo w tym mozna zbankrutowac. Wtedy bedzie mniej
              zal opuszczac pokoj hotelowy i jechac cos zwiedzac. R. proponuje wypad do Abu
              Dhabi. Ja chce zobaczyc tez Sharjah, gdzie mieszka. Ale ostatecznie zostalismy
              jeszcze w Jumeirah Beach- troche lepsza cene uzyskalismy na te dni. Jak
              policzyc wyzywienie, dostep do plazy, itp. to wcale nie tak drogo za ten hotel-
              mowi. Dla kogo nie tak drogo, dla tego nie tak drogo- odpowiadam. Dla mnie to
              sumy kosmiczne (ciagle przyzwyczajona jestem przeliczac wszystko na zlotowki i
              realia panujace w Polsce).
              Tego dnia rano ide na basen dla dzieci. Przychodzi tam tez pewna para: on
              opatulony a ona jeszcze bardziej, bo tylko oczy widac. Chcilei wejsc ale ich
              nie wpuscili. No pewnie. Co oni w takich strojach chciali robic na basenie? a
              po poludniu idziemy z R. do WILD WADI. Jestem tu pierwszy raz i juz zaluje, ze
              nie zainteresowalam sie tym wczesniej (kto wie ile jeszcze atrakcji tu
              przegapilam...). Niesamowicie sie bawimy w tym miejscu. Jak dzieci. Widze 2
              odstajace od reszty pary z dziecmi. Jedna taka, ze maz z dzieckiem w
              kapielowkach , bawia sie , ciesza woda, a ona biedna, zawinieta jak w dywan.
              Nie wierze, ze nie marzylo jej sie choc zanurzyc nogi w takiej wodzie. Ze tez
              jej przyszlo zyc z takim egoista. Chyba, ze sama jest taka ascetka. Druga para-
              obydwoje opatuleni. To tez masochizm (w takim miejscu), ale chociaz
              sprawiedliwosc. A przeciez sa w podrozy, nawet al Karadawi swego czasu mowil,
              ze mozna zrzucic te ciuchy w takich okolicznosciach. Przeciez Bog w Islamie nie
              chce nikomu utrudniac zycia i nakladac na ludzi wiekszego ciezaru niz moga
              udzwignac o czym jest wielokrotnie mowa w Koranie.
              Na szczescie poza tymi przypadkami nie znalazlam tam wiecej tego typu
              ewenementow. A pierwsza para, ktora widzialam na basenie dla dzieci, wrocila w
              normalnych strojach nastepnego dnia (poznalam po mezczyznie i dziecku, bo po
              kobiecie rzecz jasna nie moglam). I korona im z glowy nie spadla. Widac nawet
              bylo, ze sie dobrze bawili. I o to chodzi, jak sie jest na wycieczce.
              Wieczorem jechalismy do dyskoteki, ktora otworzyli wlasnie w hotelu Madinat. R.
              rezerwowlal stolik juz przed tygodniem. Najpierw jednak pojechalismy do domu
              S. , gdzie bylam zmuszona zostawic malucha z ta Ukrainka. Jak sie okazalo to
              bardzo mila dziwczyna i do tego poliglotka. No, ale maly jej nie zna i moze
              plakac, szczegolnie przy zasypianiu. Poza tym oni mieszkaja w drugiej czesci
              Dubaju. Wolalabym go zostawic z opiekunka w naszym hotelu, ktory jest przeciez
              obok. Ale juz mi bylo glupio odmowic. Innym powodem do mojego niepokoju byl
              fakt, ze oni maja wilczura, a on na razie lize malego po buzi (fuj), a potem
              moze capnac za gardlo. Zapewnienia, ze on niekogo nie gryzie jakos mnie nie
              przekonuja. Na wszelki wypadek prosze o nie wpuszczanie psa do pokoju, gdzie
              jest moje dziecko. No wiec pojechalismy: ja , B., R, S. jego zona i corka. One
              obie wydekoltowane, w miniowach 30 czy 40 cm nad kolanem. Wchodzimy do srodka
              (na zewnatrz oczywiscie bramki i nie wpuszczaja kazdego), a tam sam Zachod.
              Czulam sie jak w dyskotece na Piccadily. Podobny klimat. Zero arabskiej muzyki
              (tylko zachodnie hity- dobrze, ze chociaz O- Zone nie bylo, bo to w Bejrucie
              tylko w przeciagu jednej godziny slyszalam 2 razy w tamtejszym radiu) , nawet
              Araki do picia nie mieli (za to Absoluta tak). I to jest arabski kraj??? W
              srodku zadnych Arabow chyba nie bylo, tylko sami goscie z Zachodu. Spytalam R.
              czy w tym miescie sa jakies miejsca typowo arabskie, gdzie muzyka na zywo
              (arabska oczywiscie), ludzie tancza, daja Araki itd. Odparl, ze sa i o drugiej
              opuscilismy lokal (warto dodac, ze wychodzac zwolnilismy miejsce dla kilku
              osob, ktore czekaly w tlumach pod dyskoteka na wejscie, mimo, iz do zamkniecia
              jej pozostala tylko godzina). Pojechalismy do Kapitol City (chyba dobrze
              pamietam nazwe). Tam to dopiero byla zabawa. Osobiscie nie przepadam za, jak ja
              to nazywam arabo- disco (bo to dla mnie odpowiednik disco polo), choc bardzo
              lubie tradycyjna muzyke arabska z orientalnymi instrumentami i bez tego calego
              umta umta umta umta, ale jadac samochodem na BW zadna inna muzyka nie pasuje.
              Trzeba wlaczyc kanal z muzyka arabska, tymi habibi, rohi, hayati w 99%
              piosenek. Tak samo na imprezach- najlepiej sie czlowiek bawi na tych arabskich.
              Widac to bylo tego wieczora dokladnie, bo bylo z czym porownac. Spytalam tylko,
              co z tymi w bieli i kobietami w czerni- czy obywatelom nie wolno przychodzic w
              takie miejsca? Otrzymalam odpowiedz, ze z pewnoscia sa na sali, ale "po
              cywilnemu", bo tak wygodniej. Tu byly prawdziwe tance, muzyka na zywo; tu bylo
              araki. Nie zdazylam sie jeszcze tym nacieszyc a tu juz zamykali (prawo w Dubaju
              jest takie, ze o 3 w nocy wszystkie kluby sie zamyka). R. prowadzil nasz
              samochod do swojego samochodu zaparkowanego gdzies w miescie (mial juz troche
              wypite, choc mowil skladnie i nie jezdzil zygzakami, ale ponoc on lepiej
              prowadzi tak niz na trzezwo - mam nadzieje, ze samoloty jednak prowadzi na
              trzezwo). Wczesniej jednak zabralismy spiacego (ta opiekunka byla chyba
              cudotworczynia, skoro udalo jej sie go uspic i to jeszcze bez placzu) malucha.
              Potem juz prowadzil B. Tez pil, ale malo. I chyba nie przekroczyl granicy
              normy.
              Bylismy gdzies o 4 nad ranem.
              Piatek. Idziemy na maly basen, potem na basen rodzinny bo wlasnie skonczyli go
              remontowac. Chcialam isc do Wild Wadi, ale dzis weekend i jest full ludzi
              (wczoraj tez bylo duzo ale dzis podobno jeszcze gorzej). Zreszta B. przeziebil
              ucho do tego stopnia, ze musial jechac do pobliskiego szpitala (na Jumeirah
              Rd.). Po poludniu a wlasciwie wieczorem (po 8.00, bo tu ok 6- 7 najgorsze
              korki) pojechalismy ogladac Szejk Rd (wlasciwie codziennie nia przejezdzamy,
              ale teraz mam zamiar nagrywac na kamere) z tamtejszymi drapaczami chmur po obu
              stronach ulicy. Jak pisza, jest rzeczywiscie nudnawa na dluzsza mete (duze
              przestrzenie, nie ma co chodzic piechota), ale jak sie jest pierwszy raz to
              robi wrazenie ogromne! Jedziemy do znanych shoping malli: najpierw Burjman,
              gdzie jest jakas impreza (reklamowali to w gazetach)- graja jazz, a w srodku
              przeglad globu pod wzgledem ras, strojow. Jedziemy do Deira City Centre. Robimy
              zakupy w tamtejszym hipermarkecie. Kupujemy m.in. 2 shishe, kazda po 29.90AED,
              tyton do niej 250 gram (truskawkowy- co za aromat - na kilometr) 11 dhs i inne
              rzeczy. Potem Ogladamy z zewnatrz nocne cluby, gdzie szerzy sie prostytucja
              (Imperial Suites, York Club Discoteque i inne), jedziemy na ulice, gdzie po
              trzeciej (po zamknieciu lokali, gdy juz te panienki nie maja co ze soba poczac)
              sa rzedy prostytutek. W tej chwili (ok 1.00) jest ich jeszcze malo. Widac
              jakies z Dalekiego Wschodu, jakas czarna, inne niezidentyfikowane- pewnie z
              Rosji. W sumie mnie to nie interesuje, ale to tez "uroki" Dubaju. Wiec patrze.


              Sobota
              Rano ide na maly basen, potem na rodzinny. Dolacza do mnie S. z zona, corka i
              synkiem. B. nie moze, bo wczoraj mial zabieg u laryngologa i sie leczy (cala
              kuracja kosztowala go 2 tys dhs : mam nadzieje, ze ubezpieczenie w Szwecji to
              zwroci). Wieczorem (po 6) ide na Wild Wadi (o 7 zamykaja) . R. I B. zostaja z
              malym. W Wild Wadi ide sobie zjechac ze zjezdzalni na pontonie (najpierw jednak
              mnie "pompuje" z tym pontonem woda pod cisnieniem na gore). Jak zjechalam na
              dol i bylam nz Lazy River kolo wodospadu, nagle wyskoczyl jakis facet (byl ze
              znajomymi, ktorych potem zgubil) i pcha moj ponton, ze nie musze machac rekami,
              by troche szybciej sie przemieszczac. Domyslilam sie, ze jest Arabem z Cham.
              Okazalo sie , ze jest Jordanczykiem. Wiec ja
              • joanna_xx Re: C. 02.10.04, 20:10
                Jak zjechalam na dol i bylam nz Lazy River kolo wodospadu, nagle wyskoczyl
                jakis facet (byl ze znajomymi, ktorych potem zgubil) i pcha moj ponton, ze nie
                musze machac rekami, by troche szybciej sie przemieszczac. Domyslilam sie, ze
                jest Arabem z Cham. Okazalo sie , ze jest Jordanczykiem. Wiec ja go wypytuje o
                polityke jordanska, skoro moge miec info z pierwszej reki. Pytam o honour
                killings, o ich krola i stosunku ludzi do niego i inne rzeczy. On odpowiada na
                wszystko zadowalajaco (krola nie lubia, bo on mysli tylko o sobie i nawet nie
                interesuje sie kwestia tych morderstw honorowych). Wyglada na bardzo
                sympatycznego i inteligentnego czlowieka (ale nie moj typ, choc tez nie typ
                Saudi Arabia). Bardzo milo mi sie z nim rozmawia o roznych sprawach, robimy 2
                kolka. Trzeba juz sie zegnac i isc, bo oglaszaja przez glosniki, ze zamykaja.
                Wracam do hotelu. Jedziemy na zakupy kolo muzeum Dubajskiego, gdzie oferowano
                mi galabije za 50 dhs. Byla tam tez dishdasha z nakryciem glowy dla mojego meza
                (i iglem )- mialam nadzieje go przekonac na kupno czegos takiego. Jakos
                znalazlam ten butik. Facet znowu: "last last price- 50"- ale, ze B. sie ze mna
                zalozyl, ze bedzie jeszcze nizej, to dotrzymal slowa. Facet zszedl do 40
                (galabija z chusta!), dlatego kupilismy 2 (rozne) dla mnie i dla niego tez
                (rowniez caly komplet i tez za 40dhs!). Nakupil tam tyle, ze wykupil chyba
                pol sklepu (na prezenty)- wszystko udalo sie wytargowac. Warto tez dodac, ze w
                Dubaju mozna kupic wszystko: rolexy made in China (a co z tego, ze potem
                zaczynaja sie spieszyc 5 minut po kilku dniach), adidasy i inne podroby made in
                China, itp. A potem mozna szpanowac w Europie, bo te podroby wygladaja jak
                oryginalne i kosztuja grosze. Jezdzimy jeszcze po miescie i ogladamy rozne
                miejsca, podziwiamy Dubaj noca. Creek, wszedzie reklamowana Palm Island. To
                ostatnie to bajka. Jeszcze nie ukonczone, a wszystkie domy juz wykonczone. A to
                taka wyspa z luksusowymi rezydencjami, ktora z lotu ptaka wyglada jak palma i
                wlasciwie nie jest tylko jedna wyspa, bo kazdy "lisc" jest osobna wysepka.
                Zapomnialam tez dodac, ze w Dubaju wladze nie maja chyba co robic z pieniedzmi,
                bo ciagle oglaszaja jakies konkursy, ktore wszedzie reklamuja. Teraz jest
                jakis, w ktorym mozna wygrac az 10 mln dhs (AED czyli tyle samo zl).
                Slyszalam, ze jakis czas temu byl tu inny konkurs. Jakis Finn wygral pol mln
                USD bo wyrecytowal caly Koran na pamiec.

                Niedziela.
                Zamkneli Sinbad's basen bo remontuja, wiec pozostaje ten obok- rodzinny. Maly
                sie troche buntuje, bo woli tamtem dla dzieci. Potem ide do Wild Wadi
                (zjezdzam sobie 4 razy- zawsze wybieram tonnel of doom, bo mi sie najbardziej
                podoba). Za drugim zjazdem jak mi szykuja ponoton mowie : "jeszcze raz sobie
                zjade". A facet odpowiada rozesmiany. " potem jeszcze raz i jeszcze raz i tak
                bedzie caly dzien". Za trzecim razem mowi mi: "A nie mowilem?" Za czwartym
                razem sie smieje, ale ja mowie, ze to koniec, bo juz tu jestem godzine i maz z
                dzieckiem siedza sami w pokoju. I jakos dotrzymalam slowa. Jakbym wtedy nie
                zrezygnowala, obawiam sie, ze siedzialabym tam do siodmej.
                Wieczorem najpierw jedziemy do domu szejka al Maktoum, ale przez korki
                znowu "pocalowalismy klamke". Straznik jednak byl tak mily, ze dal nam 2
                broszury dot. tego domu (chyba jego prywatne, bo popisane po arabsku). Potem
                znow jedziemy w okolice Gargash Center (znowu obok robie zakupy) i do miejsca,
                gdzie same firmy sat and cable. Chodzimy tez, robimy zakupy, krecimy sie po
                roznych zaulkach, a tam brod i smrod, jakies pomyje wylane na chodnik, roznie
                dziwne mieszajace sie zapachy, ale co tam. Nie straszno nam, skoro tyle tu
                mozna taniego kupic (np. 2 t- shirty dla dziecka za 5 dhs, czyli kazdy po 2,5
                zl!) W tym samym czasie R., ktory ma dzis pierwszy lot w nowej firmie wraca z
                Dohy . Zaprosil nas dzis do restauracji Golden Fork na smaczna rybe i owoce
                morza. Znowu pekalam, a jedzenie bylo wysmienite. Tu tez przyniesli gorace gazy
                do wytarcia rak. One sa chyba nasaczone czyms bezzapachowym , bo zniknal caly
                zapach ryb z rak. A mowia, ze Arabowie to brudasy. Europejczycy powinni uczyc
                sie od mieszkancow, szczegolnie Dubaju, czystosci.
                Bylo juz duzo po polnocy wiec sie pozegnalismy (jutro po poludniu wracamy do
                domu). R. juz nie predko zobaczymy, bo teraz bedzie latal tylko do krajow
                arabskich. Juz z Europa koniec. W Syrii tez juz go nie zobaczymy, bo tam nie
                moze sie teraz pokazywac, bo jak go Syrian Air dorwa... Szkoda, bo to naprawde
                dobry przyjaciel i tak sie lubia z malym. ..
                Poniedzialek
                W zasadzie dzis juz nie zdazylismy sie nacieszyc hotelem, bo trzeba bylo sie
                pakowac a jeszcze B. mial sprawy w centrum. Mial nas odwiezc ten hotelowy
                Mercedes, ale przez te sprawy musielismy wracac na lotnisko wypozyczonym wozem
                (ktorym zreszta B. mial stluczke 2 dni temu- w takich korkach takie stluczki to
                normalka). Po drodze na lotnisko (czekamy w korkach) ktos do nas dzwoni
                zaniepokojony czy zyjemy, bo podobno na lotnisku sie jakis budynek zawalil.
                Wlasciwie do dzis nie wiem o co chodzilo; czy rzeczywiscie cos sie zawalilo i
                gdzie czy to byl tylko zart. Na lotnisku czekaja na nas ludzie z wypozyczalni
                samochodu. Czekaja na pieniadze, bo sie okazalo, ze jest mandacik do zaplacenia
                za przekroczenie predkosci. I to nie maly. A tyle razy mowilam, by nie
                przekraczac predkosci (kolejny Pakistanczyk jeszcze bedzie potracony). Tam
                samolot do Bejrutu. Znowu by Emirates (ogladalam nawet ostatnio reklamowany
                hinduski film, ale akcja zalosna, cos w stylu romansidla z motywem zabili go i
                uciekl). Znowu dali zabawki dla dzieci (inne) i znowu pelen komfort
                podrozowania. Potem czekamy 3 godziny w Bejrucie. Wsiadamy do SASu, ale juz
                pozalowalam, bo nie moglam nawet polozyc malego spac, bo nie dalo sie podniesc
                oparc na rece. A na siedzaco spac ciezko. Wyladowalismy w Arlandzie po
                pierwszej w nocy czasu miejscowego. Trzeba bylo juz miec przygotowane kurtki,
                bo kilka dni temu mialo tu byc podobno 5 stopni.
                Raj sie skonczyl.

                Dubaj a szczegolnie jego prawo jest ewenementem chyba na skale swiatowa. Z
                jednej strony bardzo tolerancyjny, swiatowy, nowoczesny (i bardzo amerykanski-
                nawet kosmetyki w naszej lazience byly firmy Dorothy Prentice Aromatherapy-
                made in USA), otwarty i multikulturalny (w prawdziwym tego slowa znaczeniu ze
                wszelkimi konsekwencjami), z drugiej nieco rasistowski. Tu sie faworyzuje
                jedynie obywateli (a nim zostac jest wlasciwie niemozliwe, chyba, ze przez
                malzenstwo, a jesli sie nie jest Arabem, to raczej mozna zapomniec) - nie placa
                ZADNYCH podatkow (nawet za wode i prad- za to obcokrajowcy musza placic), nawet
                rachunki tel. maja podobno tansze. Ale jest to ochrona wlasnych ludzi: co by
                bylo, gdyby tym wszystkim Hindusom, itp nadac prawa obywatelskie? Dubaj stalby
                sie prawdziwym Bombajem, a byloby niebezpieczenstwo, ze w przyszlosci
                zechcieliby wlaczyc Dubaj do Indii, skoro byliby w znacznej wiekszosci
                (slyszalam, ze ostatnio zaczynaja sie powaznie zastanawiac nad zastapieniem
                wszystkich cudzoziemcow na stanowiskach kierowniczych swoimi ludzmi dla
                umikniecia niebezpieczenstw teg typu). Poza tym inaczej sie tu placi Hindusom,
                Afrykanczykom a inaczej ludziom zachodu (ci to dopiero zarabiaja). Ale z
                drugiej strony, Hinndus z tym co zarobi bedzie zyl niezle w swoim kraju, a
                Anglik tez musi poczuc, ze nie zarobi mniej niz u siebie. I choc dochody
                Hindusow nie pozwalaja im na sprowadzenie rodzin (nawet w odwiedziny) do Dubaju
                (trzeba miec okreslone minimum dochodu) i czesto nie widza rodzin rok czy dwa
                (kiedys B. rozmawial z takim Hindusem, ktoremu dojazd do rodzinnej wnioski
                zajmowal az miesiac, skoro tez pragnal oszczedzic troche dla dzieci) wielu
                marzy by tu pracowac. Jest to smutne, ale przeciez "plywajacy" z Polski tez
                wyjezdzaja na morze i nie widza rodzin kilka miesiecy; pracownicy platform
                wiertniczych tez nie wi
                • joanna_xx Errata 02.10.04, 20:14
                  Jest:Creek, wszedzie reklamowana Palm Island. To ostatnie to bajka. Jeszcze nie
                  ukonczone, a wszystkie domy juz wykonczone
                  Powinno byc: a wszystkie domy juz sprzedane.
                • joanna_xx Re: C. 02.10.04, 20:22

                  • mahadarbi Re: C. 02.10.04, 23:56
                    No właśnie. Najbardziej z tej opowieści (bez urazy) podobało mi się "trzeba to
                    zobaczyć na własne oczy, nie da się tego opisać". To prawda. Istnieją miliardy
                    niuansów i rzeczy o których zwykły turysta odwiedzający raz (czy dwa razy) w
                    życiu Emiraty, nigdy się nie dowie. A to, co widzi na folderach, to tylko część
                    bajki.
                    Jest też inna strona raju. Nie mniej fascynująca.
                    Piszesz o dyskotekach do 3 w nocy. To tylko część prawdy. Prawdy dla turysty
                    niezorientowanego w miejscu. Otóż dyskoteki trwają tam całe noce, ale wiedzą o
                    tym tylko Emiratczycy i tylko oni mogą Cię tam zaprowadzić. Oczywiście pod
                    warunkiem, że dostąpi się zaszczytu zostania ich przyjacielem. A przyjaciel to
                    słowo u nich naprawdę ważne. Żaden turysta nigdy w życiu nie dowie się, że
                    takie miejsca istnieją. A są to naprawdę najciekawsze przeżycia.
                    Piszesz o konkursach z niewyobrażalnymi nagrodami. Wszystko prawda. Ale takie
                    kaonkursy to żaden wybuch.Organizuje się je co tydzień, a nawet dwa razy w
                    tygodniu! Nagrody przechodzą ludzkie granice, od 20 kg! szczerego złota, po
                    najnowsze modele terenowców, na wycieczkach dookoła świata skończywszy! I takie
                    konkursy są na porządku dziennym w co drugim supermarkecie!!!
                    Oprócz Hindusów najczęściej spotykaną nacją w Emiratach są Filipińczycy (nie
                    wiem czy nawet nie jest ich więcej). Też mają ciężko. Filipiny nie są
                    najszcześliwszym miejscem na ziemi. Rodziny są wielodzietne, a co
                    zapobiegliwszym, którym udaje się zaczepić w Dubaju lub Abu Dhabi, siedzą
                    całymi latami i ciułają grosz do grosza wysyłając co miesiąc w kopercie do domu.
                    Ale nie narzekają. Są szczęśliwi. Szczęśliwi, że tak kosmicznie bogaty
                    kraj ich przyjął i otworzył szansę na lepsze życie. Ich i ich rodzin. A szejk
                    nie zamyka przed nimi bram.
                    To, że w każdym emiracie są inne prawa, to nie do końca prawda. Zakaz
                    spozywania alkoholu występuje też w Abu Dhabi, która jest stolicą UAE.
                    Emiratczycy radzą sobie jednak znakomicie (czytaj: prohibicja dla turysty ;)
                    Prawa są raczej takie same wszędzie, co innego w Saudi Arabia, choć nieznacznie
                    i tam coś zaczyna się zmieniać. Istnieją surowe zasady w całych Emiratach co do
                    kąpieli, co do prawa jazdy, co do ubioru turystów. Nie zapominajmy, że
                    amerykanizacja amerykanizacją, jest to jednak serce muzułmanskiej tradycji i
                    kultury.
                    Pozdrawiam!
                    • joanna_xx Re: C. 03.10.04, 09:25
                      Jezeli chodzi o dyskoteki, to tak, slyszalam, ze sa "normalne" miejsca,
                      ktorych nie zamykaja w srodku nocy, ale jest to raczej niezgodne z prawem, wiec
                      trudno, by Emiratczycy trabili o tym na prawo i lewo szczegolnie osobom,
                      ktorych nie znaja i nie maja do nich zaufania. Z alkoholem podobnie. Przeciez
                      nawet czestowanie Emiratczyka alkoholem jest przestepstwem! Nawet w Dubaju nie
                      mozna, gdzie przeciez kazdy zagraniczniak, nawet rezydent moze go sobie kupic.
                      Ale dla chcacego Emiratczyka, nic trudnego.
                      Wiesz, moj maz w Dubaju byl juz ponad dwudziesty raz i do tej pory jezdzac tam,
                      jest zafascynowany tym miejscem. Tu nawet otworzyl nowa firme, wiec teraz
                      bedzie tam bywal znacznie czesciej niz dotychczas. I ja, rzecz jasna tez.
                      Pewnie sie wiec spotkamy niedlugo.
                      Rowniez cieplutko pozdrawiam, bo tego ciepla chyba teraz najbardziej potrzeba
                      (u mnie jest teraz tylko 10 stopni, brrrrr).
                      • mahadarbi Re: C. 03.10.04, 16:10
                        Widzisz, całe Emiraty to kraj pełen sprzeczności. Czy to Dubaj, czy Abu Dhabi
                        czy Oman, nie ma znaczenia. Ichniejsze prawo jest grubymi nićmi szyte. Turysta
                        więc jest święcie przekonany, że jest w "monitorowanej" dyskotece do 3:00 w
                        nocy, a tymczasem, za rogiem, kwitnie w najlepsze orgietka do rana. Z full
                        trunkami, marihuaną i arabskim tańcem na rurze! Dlatego mówię, że trzeba zostać
                        ich przyjacielem, żeby wniknąć w mroki nocy. A to jest własnie ta druga,
                        znacznie ciekawsza strona raju :))
                        Alkohol? Owszem. Tobie Emiratczyk odmówi, mówiąc że prawo, religia, ble, ble,
                        ale kiedy zostaniesz jego przyjacielem, okaże się, że nie tak do końca. W ciągu
                        5 dni nikt się jeszcze nie zaprzyjaźnił na śmierć i życie, więc sam pomysł
                        częstowania obcego muslima alkoholem jest średnio dobry ;))
                        Mieszkałam kilka lat w Emiratach. Znam je dość dobrze. Cieszę się niezmiernie,
                        że i Wam się spodobały. Zobaczysz, że za jakiś czas je pokochasz miłością
                        bezgraniczną. Bo tego kraju nie da się nie kochać. Ja tak mam i permanentnie
                        tęsknię do tego lukusu dostępnego tylko dla wybranych )) Bo żeby tam jechać,
                        trzeba być wybrancem bogów. Tak przynajmniej sobie to tłumaczę ;))))


                        A gdzie mieszkacie na stałe, że spytam ciekawsko? W Szwecji właśnie?

                        Pozdrawiam najmocniej!
                        Anka
                        • joanna_xx Re: C. 03.10.04, 17:28
                          TAK, teraz mieszkamy w Szwecji, a wczesniej w Syrii. A Ty?
                          • mahadarbi Re: C. 03.10.04, 20:10
                            No a ja, niestety, w Polsce. Szarej, zimniej i ponurej :-(
    • joanna_xx Re: Dubajskie plaze, dubajskie noce... 03.10.04, 09:27
      I jeszcze jeden bardzo wazny link (po polsku), o ktorym zapomnialam:
      www.chez.com/dubaipolonia/acomodation.htm
    • joanna_xx Re: Dubajskie plaze, dubajskie noce... 03.10.04, 17:27
      Jeszcze 3 linki z fotkami z Dubaju:


      www.trekearth.com/gallery/Middle_East/United_Arab_Emirates/West/Dubai/page1.htm

      www.greatmirror.com/index.cfm?...
      www.dubai_fotos.de/index.html
      Oraz strona hotelu Madinat Jumeirah- tego, ktory mi sie najbardziej podobal:

      madinatjumeirah.com
      Pozdrawiam
    • o_sana Re: Dubajskie plaze, dubajskie noce... 04.10.04, 11:34
      Oh dziewczyny.. alez piszecie.. istna bajka..
      Moze i mnie kiedys Bog tam posle... bo teraz to moje marzenie..
      Powiedzcie mi prosze, jak tam trafic, a nie jechac z kolosalnie droga wycieczka?
      Poprosic znajomego , tam mieszkajacego (nie obywatela) o zaproszenie??
      Pozdrawiam
      SANA
      • joanna_xx Re: Dubajskie plaze, dubajskie noce... 04.10.04, 15:16
        Obywatele Szwecji i innych krajow tego typu nie potrzebuja wizy (do 60),
        natomiast Polska, mimo, iz juz jest w Unii, wciaz musi miec wize. Na dodatek w
        Polsce nie ma ambasady Emiratow. Zatem masz takie wyjscie: albo znajomy
        obywatel lub ktos znajomy z prawem pobytu w tym kraju, kto Ci pomoze w
        zalatwieniu wizy i zaplaci kaucje, albo (drugie wyjscie) moze zalatwic Ci to
        hotel. Prze internet mozesz poszukac sobie hotel na kazda kieszen, ktory
        zalatwi Ci wize w przeciagu tygodnia lub troche dluzej (a jak bardzo dobry
        hotel, to w 1 dzien). Rowniez zdarzaja sie specjalne oferty cenowe jezeli
        chodzi o przelot (my akurat przez internet takiej nie znalezlismy dlatego
        musielismy usmiechnac sie do znajomego). I lepiej leciec do Dubaju poza
        sezonem, czyli po pierwsze nie w czasie Dubai Shopping Festival (styczen-
        marzec), bo wtedy wiele hoteli podwaja ceny. Poza tym nie-sezon w Dubaju to
        lipiec, gdzie upaly i okolice kwietnia (zaraz po festiwalu).
        Ja moge powiedziec ze swej strony tyle. Napewno wiecej sie dowiesz od Mahadarbi.
        Pozdrowienia.
      • mahadarbi Re: Dubajskie plaze, dubajskie noce... 04.10.04, 18:20
        Droga o_sano! Niewiele więcej dodam niż Joanna. Oczywiście najbardziej
        komfortowym wyjściem jest "posiadanie" swojego człowieka w tymże raju ;)) To on
        pomoże we wszystkim, od wizy po załatwienie najbardziej korzystnego lotu, linii
        i cen. Jeżeli tego nie posiadasz, pozostaje, niestety, Internet (tu bym na
        wiele nie liczyła, choć Joanna podała bardzo ciekawy link o możliwościach
        wyjazdu/pracy/wycieczki w UAE, i odpowiada tamże na łamach właśnie niejaki
        Piotr na listy; można ewentualnie spróbować), albo biura podróży, których u nas
        jest prawie zero jeżeli chodzi o wyjazdy w tamte rejony. Jeżeli już są to ich
        oferty przyprawiają o ból głowy, a i atrakcje trudno nazwać atrakcjami :(
        Wiem też, że najbardziej sensowna droga prowadzi przez Frankfurt (kiedyś można
        było z W-wy), a ostatnio znajomy "wyczaił" najtańsze loty z Rosji (ok. 1000 $),
        no ale co Ci z lotu, jak nie masz wizy... Można też spróbować przez ambasadę w
        Niemczech właśnie, albo Rosji, i tam popytać o wizę. Napewno będzie taniej i
        łatwiej.
        To skarb mieć tam kogoś. Zawsze możesz zrujnowac się na podróż, posiedzieć u
        niego przez tydzień-dwa, a potem zacząć obmyślać plan zaczepienia się tam w
        jakiejś pracy (a uwierz mi, dla białego człowieka to żaden problem). Viza
        resident to wtedy najprawdziwszy komfort...

        Pozdrawiam gorąco!
        • o_sana Re: Dubajskie plaze, dubajskie noce... 04.10.04, 20:20
          Dziewczyny
          Dziekuje bardzo za rady i wskazowki.
          Pomecze znajomego, choc niedlugo ma slub wiec musze ze 2 miesiace wziasc na
          wstrzymanie.. no nic wyjdzie mi na dobre, bo studia..
          Pozdrawiam Was serdecznie
          SANA
    • joanna_xx Kto chce kupic mieszkanie na Palm Island ? 06.11.04, 17:31
      Przeylam linki do ciekawej strony poswieconej Palm Island- jeszcze
      nieukonczonemu projektowi. Mozna jeszcze kupic tam mieszkania, wiec jesli kogos
      interesuje, polecam nastepujace linki:

      www.palmsales.ca/palm/palmvideo.htm - krotki film- reklama Palm Island-
      polecam!!!
      www.palmsales.ca/apartments/index.html - zdjecia posiadlosci (jeszcze
      niektore rodzaje sa mozliewe do zakupienia, np. mieszkania)
      www.palmsales.ca/dubai/dubaivideo.htm - film- reklama Dubaju- polecam!!!
      www.palmsales.ca/dubai/index.html - o Dubaju
      A tak poza tym polecam wejsc na strone glowna i samemu sobie poserfowac:

      www.palmsales.ca/
      • joanna_xx Re: Kto chce kupic mieszkanie na Palm Island ? 06.11.04, 20:58
        A jednak to byla prawda z tym wypadkiem na lotnisku w Dubaju, o ktorym pisalam:

        "17 casualties in Dubai airport accident
        Sep 28, 04 | 11:26 am

        Eight workers are dead and at least 45 injured when a massive steel structure
        collapsed at Dubai International Airport Terminal 3 on Monday. A section of the
        reinforcement cage fell during the preparation of a wall at around 10:45am,
        Dubai’s Department of Civil Aviation (DAC) confirmed. With workers trapped by
        the fallen cage, emergency personnel responded immediately and rushed to the
        site of the accident, said Lavina Dixit Chatterjee, spokesperson for the
        Department of Civil Aviation.
        “Twelve workers were rescued and sent to Rashid and Baraha hospitals with
        injuries while five succumbed in the incident,” Chatterjee said.

        The aviation department is claiming 17 casualties, while eyewitnesses, police
        and hospital sources said that the number of the dead and injured could be much
        higher.

        “It is a tragic situation for all of us at the Department of Civil Aviation. I
        extend my heartfelt condolences to the families of the deceased workers. We
        will conduct a full investigation into the accident,” HH Sheikh Ahmed bin Saeed
        Al Maktoum, president of the Department of Civil Aviation and Chairman of
        Emirates Group, said.

        “We have an extremely strict and most professionally controlled Quality
        Assurance and Quality Control systems in place here. We have three independent
        safety bodies – one controlled by the contractor, one by the consultant and one
        by the DCA.”

        “We would like to reinforce the fact that safety of all our people working at
        Dubai International Airport is top most priority,” Al Maktoum added.

        This was the first occurrence of a major accident at Dubai International
        Airport during a construction.

        By Nelson Alcantara
        (eTurbo News)"
    • joanna_xx Re: Dubajskie plaze, dubajskie noce... 31.01.05, 18:38
      Znalazlam jeszcze jedna ciekawa strone, tym razem odnosnie wlasnie trwajacego
      Dubai Shopping Festival:
      www.mydsf.com/
      Mozna tam znalezc info na temat festiwalu, samego Dubaju jak i planowanych
      projektach.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka