• beduinka Odpowiedzialność zbiorowa 23.11.04, 01:49
      Odpowiedzialność zbiorowa

      Andrzej Ancygier, Wrocław

      Publikacja: czerwiec 2003, Hatikvah - Mahazyn Kultury Żydowskiej



      Na potępienie zasługują zamachowcy, próbujący zabić jak największą liczbę
      niewinnych ludzi. Na potępienie zasługują oni, ale nie całe ich rodziny i
      społeczności, w których żyli. Izrael uważa inaczej, stosując odpowiedzialność
      zbiorową zakazaną m.in. w Art. 33 Czwartej Konwencji Genewskiej z 1949
      dotyczącej ochrony osób cywilnych w czasie wojny.

      Jednym z najpopularniejszych i jednocześnie najczęściej stosowanych metod
      uprzykrzenia życia Palestyńczykom jest burzenie domów. Jeden taki przypadek
      miał miejsce 6 kwietnia 2002 roku w Jeninie, kiedy to wojska izraelskie
      zburzyły dom z 6 osobami w środku. Zeznania Palestyńczyków zostały potwierdzone
      przez izraelskiego dziennikarza Yediot Ahronot, Rona Leshema. Nie był to
      przypadek odosobniony - wiele takich działań miało miejsce w czasie masakry w
      obozie dla uchodźców w Jeninie miesiąc wcześniej, gdzie pod ruinami zginęło
      kilkaset osób (od 100 do 500). Inny miał miejsce 22 czerwca także w Jeninie,
      gdzie wojska izraelskie zniszczyły dom siedmioosobowej rodziny. Pod ruinami
      zginął 12 letni Fares al.-Sa’adi. 3 dni wcześniej 2 domy zostały wysadzone w
      powietrze, a kilka sąsiednich poważnie uszkodzonych, jako forma ukarania
      rodziny zamachowca.

      Często takie działania są usprawiedliwiane twierdzeniami, jakoby zburzone
      mieszkania zostały wybudowane bez zezwolenia. W takiej sytuacji należałoby
      pogratulować żołnierzom izraelskim troskliwości o naród Palestyński – tylko
      mogliby wcześniej ostrzec mieszkańców tych domów, które zamierzają zrównać z
      ziemią.

      Do niedawna mieszkańcy zburzonych domów – przynajmniej ci, którzy
      przeżyli – mogli próbować złożyć skargę do Izraelskiego Sądu Najwyższego. Teraz
      już takiej możliwości nie mają - w sierpniu 2002 Sąd Najwyższy uznał za zgodny
      z prawem artykuł 119 Regulacji Wyjątkowych, pochodzący jeszcze z wojny w 1948,
      który mówi, że „dowódca wojskowy może rozkazać zajęcie jakiegokolwiek domu,
      struktury na podstawie przypuszczenia, że wystrzelono stamtąd z jakiejkolwiek
      broni (...) albo jakiegokolwiek innego domu, budowli czy ziemi położonej na
      jakimkolwiek obszarze, wsi, miasteczka, czy dzielnicy. Mieszkańcy tych
      obiektów, co do których jest on przekonany, że popełnili oni albo próbowali
      popełnić, lub też podburzali albo pomagali w popełnieniu jakiegokolwiek
      wykroczenia przeciwko Regulacjom Wojskowym, używając przemocy lub zastraszania
      albo jakiegokolwiek wykroczenia podlegającego osądowi wojskowemu. I po zajęciu
      jakiegokolwiek domu, budowli lub ziemi dowódca wojskowy może zniszczyć dom,
      strukturę i wszystko, co rośnie w ziemi.”

      Inną formą realizacji odpowiedzialności zbiorowej (specjalizuje się w
      niej zwłaszcza obecny premier Izraela, Ariel Szaron) są blokady. Ponad 3
      miliony ludzi w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu Jordanu jest dotkniętych w
      mniejszym lub większym stopniu blokadami; prawie każda droga do miasta lub wsi
      jest zablokowana. Zwykle są to betonowe bariery, ale także usypane góry ziemi,
      jak również druty kolczaste. Przekroczenie takiej blokady zależy w znacznej
      mierze od dobrej woli wojskowych, którzy pilnują tych przejść – a tejże dobrej
      woli nigdy nie okazywali oni w nadmiarze. Palestyńczycy nie mogą korzystać z
      głównych dróg ani specjalnych przejść - te są przeznaczone dla osiedleńców
      izraelskich. Blokady te wywierają ogromny wpływ na ważny aspekt życia na
      terytoriach okupowanych: ograniczenia w transporcie towarów – głównie produktów
      rolnych. Poza tym nauczyciele i uczniowie nie mogą dojechać do szkół, zwykli
      Palestyńczycy do pracy, natomiast karetki do szpitali albo chorych.

      Przez większą cześć rządów Ariela Szarona na Terytoriach Okupowanych
      trwa „godzina policyjna”. W reakcji na zamachy terrorystyczne kilku desperatów
      Izrael zwykle odpowiada uwięzieniem kilkuset tysięcy Palestyńczyków w ich
      własnych domach. Przez znaczną część czasu trwa tam 24 godziny na dobę godzina
      policyjna. Nie można w tym czasie wychodzić z domu, a żołnierze izraelscy
      nadają sobie prawo strzelania do każdego, kto ośmiela się wyjść na zewnątrz,
      np. do sklepu. Raz albo dwa razy w tygodniu godzina policyjna jest zawieszana
      na kilka godzin, ale i wtedy nie można czuć się bezpiecznie. Doświadczył tego
      na własnej skórze 60–letni Palestyńczyk i dwoje dzieci w wieku 11 i 6 lat,
      którzy wyszli z domu na rynek, kiedy dowiedzieli się, że godzina policyjna
      została zawieszona. Zostali oni zastrzeleni z pobliskiego czołgu. Jakkolwiek
      dowództwo armii oświadczyło, że popełniono błąd, nie wiadomo, czy ktokolwiek
      zostanie pociągnięty do odpowiedzialności.

      Palestyńczycy są nie tylko zamykani w swoich domach, ale także bez
      jakiegokolwiek wyroku przetrzymywani w specjalnych obozach, jak np. obozy Ofer
      i Ketziot na pustyni Negew, gdzie zaraz po przyjeździe dostają oni namioty
      (jeden na około 50 osób). W czasie operacji Mury Obronne jednego tylko dnia
      aresztowano ponad 4000 Palestyńczyków w wieku pomiędzy 15 a 45 lat. Raporty o
      łamaniu palców w obozach internowania skłoniły cztery organizacje zajmujące się
      ochroną praw człowieka do zaapelowania do Izraelskiego Sądu Najwyższego o
      zapobieżenie takim działaniom. Jednakże takie zdarzenia nadal mają miejsce. Oto
      relacja ich bezpośredniego uczestnika:

      „Izraelskie Wojska Obronne (Israeli Defense Forces) weszły do mojego domu
      o 6 rano 8 marca. Zebrali oni wszystkich, razem 3 rodziny w jednym pokoju gdzie
      przebywaliśmy do 10 rano, kiedy to przeprowadzono nas do innego domu (...).
      Wtedy zostaliśmy zabrani do szkoły, gdzie przebywaliśmy 3 albo 4 dni z
      zasłoniętym oczami i związanymi rękoma. Zebrali nasze dowody osobiste i
      próbowali podzielić nas na grupy. (...) Kiedy prosiliśmy o wyjście do toalety,
      odmawiali.”

      Jednakże dramat tych ludzi to nie wszystko. Należy również uwzględnić
      niepewność i obawy, w jakich żyją rodziny zatrzymanych, często nie będących
      pewnymi, czy ich dzieci, bracia i ojcowie jeszcze żyją...

      Wielu z nas oglądało scenę, kiedy to jeden z czołgów wkraczających do
      palestyńskiego miasta w reakcji na kolejny zamach, jadąc dość szeroką drogą,
      zjechał na pobocze, aby przejechać po palestyńskim samochodzie – jednym z
      niewielu zresztą. Wielokrotnie także oglądamy sceny, w których tłumy
      Palestyńczyków opasani sztucznymi (na razie) ładunkami wybuchowymi maszerują w
      antyizraelskich demonstracjach gotowi z radością wysadzić każdego Żyda, jakiego
      napotkają na swojej drodze. To ilustruje wzajemną nienawiść istniejącą po obu
      stronach. Górę po obu stronach wzięła chęć odwetu i zabicia albo poniżenia
      możliwie największej liczby osób. Obecni przywódcy po obu stronach – Jaser
      Arafat, który zmarnował swoją szansę w Camp David w 2000 i Ariel Szaron –
      doświadczony ludobójca jeszcze z czasów wojny w Libanie i masakry w Sabra i
      Shatila nie są na tyle silni i odważni, aby zatrzymać to koło przemocy.
      Poniżeni Palestyńczycy będą starali się odzyskać swój honor, wysadzając się w
      centrum Jerozolimy, a Izraelczycy wyślą swoje wojska, aby poniżyć
      Palestyńczyków jeszcze bardziej. Prędzej czy później nastąpi katastrofa – łatwo
      jest przeoczyć plecak z substancją znacznie bardziej zabójczą niż dynamit tak
      samo, jak łatwo jest wysłać wojska i zamordować tysiące Palestyńczyków – świat
      przecież milczał, kiedy takie przypadki miały miejsce w przeszłości.

      Lont się pali – czy po którejś ze stron pojawi się w końcu przywódca,
      który zdoła go ugasić?
    • beduinka Seruv - rozłam w izraelskiej armii? 23.11.04, 01:52
      Seruv - rozłam w izraelskiej armii?

      Maksymilian Fras, Wrocław

      Publikacja: grudzień 2003, Hatikvah - Mahazyn Kultury Żydowskiej



      Izraelskie siły zbrojne, jako jeden z filarów żydowskiego państwa,
      przez wiele lat unikały krytyki. Wypełnianie rozkazów było czymś więcej niż
      wojskową, biurokratyczną procedurą – było aktem żywego patriotyzmu.

      Siły Obronne Izraela (Israeli Defence Force - IDF) powstały 26 maja
      1948, zaledwie dwa tygodnie po ogłoszeniu niepodległości państwa izraelskiego.
      Od tego czasu, IDF pełniły znaczącą rolę w rozwoju państwa. W czasie wszystkich
      wojen toczonych przez Izrael, wojsko zapewniało bezpieczeństwo, a czasem
      chroniło przed unicestwieniem przez sąsiadów. Obowiązkowa służba wojskowa była
      i wciąż jest honorową powinnością Izraelczyków1. Zarówno mężczyźni jak i
      kobiety poświęcają długie miesiące, aby bronić ojczyzny2.

      Przełom


      W 2000 roku, gdy zaczynała się II Intifada, nic nie zapowiadało
      zmiany tej sytuacji. IDF, przynajmniej w opinii swojego dowództwa, wypełniały
      swoje obowiązki, chroniąc obywateli i ich państwo. Okazało się jednak, że IDF
      nie są już monolitem. Od września 2000 pojawiło się kilka przypadków odmowy
      służby na Terytoriach Okupowanych (TO). Prawdziwy przełom nastąpił w styczniu
      2002. Wtedy to opublikowany został list otwarty „Odwaga odmowy”. Podpisało go
      kilkudziesięciu oficerów IDF, a list opublikowały izraelskie media. W liście
      czytamy m.in. „My, oficerowie IDF, wychowani zgodnie z zasadami syjonizmu,
      (...) którzy zawsze służyli na linii frontu (...); my, którzy czujemy jak
      rozkazy wydawane nam na Terytoriach Okupowanych niszczą wszystkie wartości,
      które przyjmowaliśmy, dorastając w tym kraju; my, którzy rozumiemy, że ceną
      okupacji jest utrata ludzkiego charakteru IDF i zepsucie społeczeństwa
      izraelskiego; my, którzy wiemy, że Terytoria Okupowane to nie Izrael i
      wszystkie osiedla [żydowskie] będą musiały zostać ewakuowane, niniejszym
      deklarujemy, że nie będziemy kontynuować tej Wojny Osiedleńczej, nie będziemy
      walczyć poza granicami z 1967 roku w celu zdominowania, wypędzania, głodzenia i
      upokarzania całego narodu [palestyńskiego]; niniejszym oświadczamy, że będziemy
      kontynuować służbę w IDF w każdej misji, która służy obronie Izraela”3.


      Powyższy list zapoczątkował ruch świadomego oporu, znany jako Seruv
      (po hebrajsku „odmowa”). Do 2 maja 2003, 534 izraelskich żołnierzy dołączyło do
      ruchu, podpisując list. Zawiera on tylko podstawowe poglądy sygnatariuszy.

      Motywacja


      Po podpisaniu wspólnego listu, wielu żołnierzy publikowało własne
      listy, wyjaśniające, dlaczego zdecydowali się przyłączyć do ruchu. Najszerzej
      komentowany był list Asafa Orona, opublikowany w marcu 2002. Izraelski oficer
      pisze: „Dziś (...) znalazłem się w stanie nieubłaganej konfrontacji z armią.
      Przeważająca część społeczeństwa mnie atakuje, a prawica nazywa zdrajcą, który
      stroni od udziału w świętej wojnie u wrót Izraela. Polityczne centrum wytyka
      mnie palcami jako tego, który osłabia demokrację i upolitycznia armię. A
      lewica? Ta nowoczesna lewica, która jeszcze wczoraj zabiegała o mój głos w
      wyborach, również odwraca się do mnie plecami. Kiedy zostałem powołany do
      wojska, nie czułem entuzjazmu i nie cieszyłem się ze służby, wymagającej odwagi
      i ofiarności. Czy 19-latkowi, który zamiast wykonywać świętą misję, musi deptać
      nogami godność drugiego człowieka - doprawdy nie wolno zadać pytania: Czy to
      nie jest ponad moje siły? Dlaczego mam kroczyć ulicami jak król, napastować
      przechodniów, obrażać ich, a przy tym jeszcze czuć się bohaterem, który broni
      swojej ojczyzny? (...) Protest izraelskich rezerwistów ma odległą genezę. Być
      może trzeba jej szukać aż w Biblii. (...) Naszym celem - wyjaśniali
      organizatorzy protestu - jest, by za każdym razem, gdy rząd postanawia zrównać
      z ziemią dzielnicę palestyńską lub bombardować jakieś obiekty w pobliżu szkoły,
      zdawał sobie sprawę, że wśród wojskowych są tacy, którzy mają inne ideały niż
      posłuszne wykonywanie takich rozkazów. (...) Ja jestem już ojcem dwóch synów i
      wiem, że nikt nie będzie troszczył się o to, aby i oni nie musieli kiedyś
      pełnić służby na terenach okupowanych. Będę musiał spojrzeć im w oczy i
      opowiedzieć, co robiłem. (...) Gdy półtora roku temu rozpoczęła się obecna
      Intifada, było dla mnie jasne: tym razem się w to nie włączę. Z początku była
      to tylko moja decyzja, podjęta w cichości ducha. Gdy jednak rósł ten obłęd,
      nienawiść i liczba zabitych, gdy generałowie przeistaczali izraelską armię w
      organizację terrorystyczną, moja decyzja musiała stać się decyzją publiczną:
      Jeżeli wy nie widzicie, że tutaj dokonuje się wielka zbrodnia, to wy jesteście
      ślepi, a nie ja! Wtedy odkryłem coś, co można porównać do życia na innych
      planetach: nie byłem sam! (...)”.

      Racjonalne argumenty


      Poza listem „Odwaga odmowy” oraz osobistymi listami, publikowanymi
      przez żołnierzy, członkowie ruchu przywołują całą paletę argumentów, aby bronić
      swoich racji. Argumenty te można podzielić na dwie zasadnicze części: religijną
      i „świecką”. Argumenty religijne, przy których członkowie Seruv powołują się
      nawet na Pismo Święte, to m.in. przypomnienie o zasadzie zakazu stosowania kar
      zbiorowych („O, nie dopuść do tego, aby sprawiedliwi zginęli z bezbożnymi, aby
      stało się sprawiedliwemu to samo, co bezbożnemu!(...)”, „Ojcowie nie poniosą
      śmierci za winy synów, ani synowie za winy swych ojców. Każdy umrze za swój
      własny grzech.” [4]), zakaz krzywdzenia niewinnych oraz panowania nad wrogim
      sobie narodem. Inny z argumentów religijnych kwestionuje „ślepą wierność swemu
      państwu”, co może brzmieć sprzecznie wobec jednego z podstawowych obowiązków
      obywatelskich Państwa Izrael. Członkowie Seruv argumentują, że posłuszeństwo
      państwu nie jest „prawdziwie” żydowską zasadą. Powołują się przy tym na
      wywodzącą się z halachy zasadę stanowiącą, że prawo państwa jest przestrzegane,
      tylko gdy nie stoi w sprzeczności do prawa żydowskiego. A dla odmawiających
      służby żołnierzy – IDF ani nie respektuje żydowskiego prawa, ani nie chroni już
      nikogo – stara się tylko kontrolować Palestyńczyków, co więcej – upokarzać ich,
      używając wszelkich metod, nie zawsze legalnych.


      Wśród „świeckich” argumentów, których używają członkowie Seruv
      pierwszym i zasadniczym jest prawo do odmowy wykonywania
      czynności „niedemokratycznych”, nawet tych przeprowadzanych w imieniu państwa.
      Są rzeczy, których obywatel demokratycznego państwa czynić nie może. Poza tym,
      członkowie ruchu uważają, że służba na Terytoriach Okupowanych to nie obrona
      kraju, lecz akt podboju i okupacji.

      Echa protestu


      Co ważne, członkowie Seruv nie chcą być bohaterami jednego dnia i nie
      protestują tylko we własnym imieniu. Chcą, aby ich protest był zauważony. Jeden
      z nich napisał – „Odmawiam, bo chcę żeby moja odmowa była zauważona, chcę
      pobudzić innych do działania (...) może to będzie miało jakiś efekt. Tylko
      [duże] liczby są wstanie zmienić stan rzeczy, a tam gdzie jest zorganizowany
      protest, tam są i [duże] liczby”5. I rzeczywiście, opublikowanie listu „Odwaga
      odmowy” oraz listów poszczególnych żołnierzy były szeroko komentowane w mediach
      izraelskich i światowych6. Komentarze były bardzo różne. Większość z nich
      wyrażała poparcie dla zachowania sygnatariuszy listu. Jeden z pierwszych gestów
      poparcia to także list, podpisany w styczniu 2002 przez pracowników izraelskich
      uniwersytetów (325 podpisów). W kwietniu biskup Desmond Tutu z RPA, laureat
      pokojowej nagrody Nobla, wyraził swoja solidarność i zrozumienie dla
      determinacji członków Seruv7. W tym samym tonie wypowiedziały się również
      izraelskie orga
      • beduinka c.d. Seruv - rozłam w izraelskiej armii? 23.11.04, 01:53
        Echa protestu

        Co ważne, członkowie Seruv nie chcą być bohaterami jednego dnia i nie
        protestują tylko we własnym imieniu. Chcą, aby ich protest był zauważony. Jeden
        z nich napisał – „Odmawiam, bo chcę żeby moja odmowa była zauważona, chcę
        pobudzić innych do działania (...) może to będzie miało jakiś efekt. Tylko
        [duże] liczby są wstanie zmienić stan rzeczy, a tam gdzie jest zorganizowany
        protest, tam są i [duże] liczby”5. I rzeczywiście, opublikowanie listu „Odwaga
        odmowy” oraz listów poszczególnych żołnierzy były szeroko komentowane w mediach
        izraelskich i światowych6. Komentarze były bardzo różne. Większość z nich
        wyrażała poparcie dla zachowania sygnatariuszy listu. Jeden z pierwszych gestów
        poparcia to także list, podpisany w styczniu 2002 przez pracowników izraelskich
        uniwersytetów (325 podpisów). W kwietniu biskup Desmond Tutu z RPA, laureat
        pokojowej nagrody Nobla, wyraził swoja solidarność i zrozumienie dla
        determinacji członków Seruv7. W tym samym tonie wypowiedziały się również
        izraelskie organizacje działające na rzecz porozumienia z Palestyńczykami,
        m.in. Shalom Achshav (Pokój Teraz) oraz Yesh Gvul (Są Granice) oraz wiele
        innych. Jeśli chodzi o izraelską scenę polityczną, tu również list nie
        przeszedł niezauważony. Najwięcej głosów poparcia Seruv zebrał od lewicowej
        opozycji. Tamar Gozansky, członek Knessetu z Demokratycznego Frontu Pokoju i
        Równości (Hadash), uznał odmawiających służby żołnierzy za „uczciwych ludzi,
        którzy nie chcą znaleźć się w »piekielnej« sytuacji”8. Opinie pochodzące z
        Partii Demokratycznego Izraela (Meretz) nie były już tak pozytywnie nastawione
        do ruchu. Parlamentarzysta z Meretz, Mossi Raz zasadniczo poparł Seruv,
        krytykując IDF za zbrodnie wojenne, ale inny z członków partii, Ran Cohen uznał
        protest za „nieproduktywny”9.


        Odezwały się również głosy krytyki. Prezydent Izraela, Mosze Kacav
        potępił działania Seruv. A członek Knessetu z ramienia prawicowej Unii
        Narodowej (Israel Beteynu), Uri Ariel stwierdził, że akcja Seruv
        spowoduje „rozłam w armii oraz rozłam w narodzie”10. Najostrzejsza krytyka
        spotkała Seruv ze strony rządzącego Likudu. Yuval Steinitz, parlamentarzysta z
        Likudu skrytykował media za zajmowanie się sprawą, która wcale nie jest
        nowa; „część żołnierzy odmawiała służby w Libanie (...) trwa obecnie wojna z
        terroryzmem (...) nagle jacyś ludzie odmawiają walki, a izraelskie media,
        zamiast potępić, popierają ich”11.


        Jeden z krytyków Seruv z zagranicy jest wart uwagi. Francuski
        ekstremista, Jean-Marie Le Pen w swoim wywiadzie dla izraelskiego dziennika
        Ha’aretz wypowiedział się przeciw prawu żołnierzy do odmowy wypełniania
        rozkazów i nazwał ich zdrajcami12.


        Najbardziej kontrowersyjny przykład krytyki Seruv przyszedł jednak z
        samego Izraela. Rabin Szlomo Aviner, jeden z czołowych rabinów Zachodniego
        Brzegu, w artykule opublikowanym w czasopiśmie „W miłości i wierze” (B’ahava
        u’bemuna), rozprowadzanym w synagogach, napisał, że żołnierzy odmawiających
        wykonania rozkazu powinno się traktować jak zdrajców i mogą oni być karani na
        miejscu przez dowódców, z karą śmierci włącznie. „Jesteśmy w stanie wojny i nie
        wolno źle mówić o armii”, napisał rabin. Tezy Avinera zostały natychmiast
        potępione przez większość izraelskich mediów, organizacji i osób publicznych.
        Organizacja „Pokój Teraz” zażądała nawet, aby Prokurator Generalny wszczął
        śledztwo z sprawie słów rabina – „żądamy, aby Aviner stanął przed sądem”,
        napisali członkowie organizacji13.


        Pomimo tego, że tezy rabina nie znalazły poparcia w opinii publicznej,
        wydają się odzwierciedlać punkt widzenia przynajmniej części społeczeństwa –
        osadników z Terytoriów Okupowanych. Członkowie Seruv odmówili ochraniania ich,
        a nawet krytykowali ich za brak współpracy z armią i szkodzenie jej. Jednak z
        drugiej strony sygnatariusze listu „Odwaga odmowy” dawali prawo do odmowy także
        innym żołnierzom, którzy z powodów ideologicznych nie chcieliby ewakuować
        osadników z TO.

        Konsekwencje


        Uczestnictwo w Seruv pociągało za sobą także konsekwencje prawne. Już
        10 kwietnia 2002, 21 z odmawiających służby żołnierzy było przetrzymywanych w
        więzieniach wojskowych. Większość z nich dostała kary 14 i 28 dni więzienia,
        jednak niektórzy z nich musieli spędzić w nich aż 196 dni.14


        Ponieważ Seruv narodził się stosunkowo niedawno i wciąż się rozwija,
        trudno przewidzieć długofalowe skutki, które wywoła. Liczebność ruchu wciąż
        wzrasta. Oczywiste jest, że postawa armii względem członków ruchu nieprędko się
        zmieni. Bieżące wydarzenia konfliktu palestyńsko – izraelskiego pokazują, że
        główny problem – obecność Sił Obronnych Izraela na Terytoriach Okupowanych –
        prędko się nie rozwiąże. Rezultaty ostatnich wyborów parlamentarnych w Izraelu
        nie dają szansy na zmianę polityki rządu w sprawie konfliktu z Palestyńczykami.
        Można mieć tylko nadzieję, że fale „obywatelskiego nieposłuszeństwa”, takie jak
        Seruv przyczynią się do przybliżenia zarówno Izraela, jak i Palestyńczyków, do
        długo oczekiwanego pokoju.




        Przypisy


        1) zob. Daniella Ashkenazy The Military in the Service of Society and
        Democracy: The Challenge of the Dual-Role Military– editor; Greenwood Press,
        Westport, USA 1994, s. 32 i in.


        2) Wiek poborowy to 18 lat; mężczyźni służą przez 3 lata, kobiety przez 21
        miesięcy.


        3) Tłumaczenie własne autora, List „Odwaga odmowy”, www.seruv.org
        (25.03.03).


        4) Biblia Tysiąclecia, Księga Rodzaju 18:25, Księga Powtórzonego Prawa 24:16.


        5) Seruv – Pytania i Odpowiedzi, www.seruv.org (02.03.03).


        6) zob. La Stampa (Włochy), 04.01.02, Marianne (Francja) 11-17.03.02, Forum 8-
        14.04.2002.


        7) zob. Apartheid in the Holy Land, The Guardian, 29.04.2002.


        8) zob. We will not continue to fight..., Jerusalem Post, 01.02.2002.


        9) ibidem.


        10) ibidem.


        11) ibidem.


        12) Le Pen – the French embarrassment, Ha’aretz, 18.04.2002.


        13) Settler rabbi: Commander may execute soldier refusing to serve;
        www.indymedia.org.il/imc/israel/webcast/33144.html (20.02.03).


        14) Refuser Solidarity Network; www.refusersolidarity.net/default.asp?
        content=courtmartials (01.03.2003).

    • beduinka Strefa strachu i nadziei 23.11.04, 01:56
      Strefa strachu i nadziei

      Mgr Joanna Czernek, Wrocław

      Publikacja: listopad 2003, Hatikvah - Magazyn Kultury Żydowskiej




      Strefa Gazy. Długa na 40 km a szeroka zaledwie na 6 km. Mówi się,
      że jest to jeden z najgęściej zaludnionych skrawków na ziemi.

      Położona nad Morzem Śródziemnym, „graniczy” z terytoriami Izraelskimi
      od północy i zachodu, zaś krótki odcinek granicy południowej, sąsiaduje z
      Egiptem. W wyniku wojny izraelsko – arabskiej (nazwanej przez
      Izraelczyków „wojną o niepodległość”) w 1948 roku tysiące Palestyńczyków
      straciło dach nad głową. Nie wszyscy Arabowie z Palestyny opuścili swoje domy,
      niektórym udało się zostać - dziś zaliczani są oni do tzw. Izraelskich Arabów.
      Pozostali to uchodźcy. Ten status przylgnął do nich na ponad 50 lat i nic nie
      wskazuje na jego zmianę. Największe skupisko uchodźców palestyńskich roku ’46
      znajduje się właśnie w Strefie Gazy. Zamieszkują oni przeważnie obozy dla
      uchodźców, rozlokowane w sąsiadujących z Izraelem państwach arabskich:
      Jordanii, Syrii, Libanie oraz na terytoriach o trudnym do ustalenia
      międzynarodowym statusie, czyli na Zachodnim Brzegu Jordanu i w Strefie Gazy. W
      samej Strefie Gazy znajduje się 8 dużych obozów, z czego największy to położony
      na północy Jabalia, zamieszkały przez ponad 100 000 uchodźców.

      Obóz w Jabalii


      Jabalia jest miastem niczym nie przypominającym typowej
      europejskiej miejscowości. Zatłoczona, brudna, po wąskich uliczkach posuwają
      się stare, sześciodrzwiowe, żółte taksówki z zielonymi, palestyńskimi tablicami
      rejestracyjnymi, dziwnej konstrukcji pojazdy do których zaprzężony jest osiołek
      i od czasu do czasu białe, renomowanych marek, nowe samochody z dobrze
      widocznymi napisami - UN (ONZ), TV lub z dużym czerwonym krzyżem.


      Największą powierzchnię mieszkalną zajmuje w mieście właśnie
      obóz, którego mieszkańcy stanowią najuboższą część społeczności miasta. Jak
      powiedział mi jeden z oenzetowskich pracowników: „Obóz w Jabalii jest obok
      obozu w Rafach miejscem, gdzie ubóstwu można zajrzeć w oczy.” Tak jest
      faktycznie - ci najbiedniejsi, którzy stanowią 8% populacji Gazy, nie są w
      stanie wyżywić swojej rodziny, zapewnić jej podstawowych do prawidłowej
      egzystencji warunków sanitarnych i zadbać choćby w najmniejszym stopniu o
      edukację.

      Palestyńscy pracownicy agendy


      Niemalże od momentu opuszczenia przez Arabów swoich domów w
      tragicznych warunkach wojny, z pomocą przyszła społeczność międzynarodowa. Już
      w roku 1950 powstała specjalna agenda ONZ – UNRWA (specjalnie stworzona, by
      pomóc palestyńskimi uchodźcom). Dzisiaj oprócz decyzyjnego
      personelu „międzynarodowego”, pracownikami UNRWA są sami Palestyńczycy –
      uchodźcy. Jednym z nich był mój przewodnik po Jabalii – Hussam.


      Przed południem pojechaliśmy z siedziby głównej UNRWA w
      centrum Gazy do punktu dystrybucji żywności w obozie w Jabalii, gdzie każdego
      dnia rozdawana jest mąka, ryż, fasola, mleko, oliwa oraz 40 szekli (ok. 46 zł),
      do której każdy zarejestrowany uchodźca ma prawo raz w miesiącu. Po żywność
      przychodzą przeważnie kobiety, wkoło kręci się kilkunastu chłopaków w wieku ok.
      15-17 lat pomagających przy dystrybucji. Na placu przed halą z zapasami
      żywności stoi kilka wspomnianych wcześniej pojazdów zaprzężonych w osiołka.

      Dzieci w centrum


      Oprócz pomocy w postaci żywności, UNRWA prowadzi również
      centra medyczne i szpitale. Centrum medyczne, odwiedzone przez nas w Jabalii,
      prowadzi dr Jamel Mustafa An-najar – również „dziecko obozu”, jak sam siebie
      nazwał. Wychował się tutaj, z pomocą finansową całej rodziny skończył studia w
      Liverpoolu i „wrócił by pomagać tym, którym zawdzięcza wszystko, co ma”. Dr
      Jamel oprowadził nas po centrum, opowiadając o tym, się ono zajmuje.
      Odwiedziliśmy centrum szczepień i profilaktyki w opiece nad rodziną,
      laboratorium, salę fizjoterapeutyczną, w której trwała rehabilitacja.
      Sześcioletni Fedi - w wyniku głębokiego urazu psychicznego doznał paraliżu
      twarzy, stało się to kiedy kilka tygodni temu na jego oczach izraelscy
      żołnierze zastrzeli jego ojca i wujka – od kilku dni przychodzi do centrum i
      pod okiem specjalistów jest rehabilitowany.


      Obok Fedi leżała 3 letnia dziewczynka – Miriam. W jej maleńkie
      delikatne, poparzone ciało, rehabilitanta wcierała jakąś maść. Jak nam
      wyjaśniła matka dziecka, kiedy ona udała się po przydział żywności do punktu
      dystrybucyjnego, Miriam została ze starszym rodzeństwem i nie upilnowana wylała
      na siebie wrzątek. Na koniec razem z doktorem wstąpiliśmy do sali, w której
      leżała młoda palestyńska kobieta, a obok niej maleńki chłopczyk, który na świat
      przyszedł trzy godziny temu. Komentując to wydarzanie, dr Jamel mówił: -
      Cieszymy się z każdego nowego życia, ale musimy myśleć perspektywicznie.
      Dlatego prowadzona jest nowa akcja planowania rodziny – uczymy, jak zapobiegać
      ciąży nie tylko kobiety, ale również mężczyzn. Tylko w tym roku z pomocy
      poradni skorzystało 4000 osób. Generalnie każdego dnia 80-cio osobowy personel
      (w tym 6 lekarzy), udziela pomocy około 700 pacjentom. W przeciwieństwie do
      placówek pozostających pod kontrolą administracji palestyńskiej, gdzie każda
      porada kosztuje 3 szekle, pomoc ta jest bezpłatna.

      Białe wstążki we włosach


      Ostatnim punktem wyprawy do Jabalii była wizyta w prowadzonej i
      sponsorowanej przez UNRWA szkole podstawowej. Ta, którą odwiedziliśmy w
      Jabalii, jest jedną z 174 szkół, jakie w Strefie Gazy prowadzi ONZ. W szkołach
      tych uczy się prawie 190 000 uczniów. Ta, którą odwiedziliśmy działa od 1952
      r., niemalże od początku pracuje na dwie zmiany, zatrudniając 44 nauczycieli,
      ucząc 1317 dziewczynek (tylko na jednej zmianie) od 1 do 10 klasy. Dzieci uczą
      się w języku arabskim, mają matematykę, historię, język angielski.
      Nauczycielki, z którymi rozmawialiśmy, skarżyły się, że ze względu na napiętą
      sytuację dzieci nie przychodzą regularnie do szkoły, ponieważ matki po prostu
      nie wypuszczają dzieci z domu, kiedy w mieście jest izraelskie wojsko.
      Dyrektorka szkoły zabrała nas na jedną z lekcji. Dziewczynki ubrane w jednakowe
      mundurki z białymi wstążkami we włosach zaraz po naszym wejściu wstały i
      przywitały nas w języku arabskim. W skromnej ale czystej klasie, w potrójnych
      ławkach siedziało ok. 40 –45 dziewczynek w wieku 8 lat. Wizyta skończyła się na
      krótkiej rozmowie z nauczycielką.


      W drodze powrotnej mój przewodnik ubolewał trochę nad sytuacją,
      która od momentu wybuchu II Intifady (palestyńskiego powstania o charakterze
      antyizraelskim) w 2000 r. każdego dnia staje się coraz gorsza. Mówił: -
      Zamknięto kina, ludzie stali się bardziej religijni. Kiedyś jeszcze na ulicach
      Gazy nie trudno było spotkać palestyńskie kobiety z odkrytymi głowami, teraz
      jeśli takie pojawiają się na ulicy, wiadomo, że są nie stąd. Wojna i bieda
      popychają ludzi do ekstremizmów.

      Polski akcent


      Tego dnia, późnym popołudniem spotkałam się również z grupą
      Polek, mieszkających w Gazie. Od lat już funkcjonuje w mieści Gaza -
      Towarzystwo Polsko-Palestyńskie, gdzie co niedzielę spotykają się Polki, które
      podobnie jak moja przyjaciółka Basia, wyszły za mąż za Palestyńczyków.
      Najstarsza doczekała się już wnuków, najmłodsza polska Tatarka, Alicja z
      Białegostoku przyszła na spotkanie z kilkutygodniową córeczką. Głównym tematem
      zazwyczaj są: dzieci, praca i Polska. Basia jest w Gazie od trzech miesięcy,
      niedługo wraca do Polski, ale myśli o przeprowadzce tutaj na stałe. To już jej
      drugi pobyt w Gazie. Wcześniej, tuż po ślubie, przez sześć miesięcy mieszkała w
      obozie dla uchodźców w Rafach, i jak sama mówi „dom był zawsze pełny i tłoczny,
      • beduinka c.d. Strefa strachu i nadziei 23.11.04, 01:58
        Polski akcent


        Tego dnia, późnym popołudniem spotkałam się również z grupą
        Polek, mieszkających w Gazie. Od lat już funkcjonuje w mieści Gaza -
        Towarzystwo Polsko-Palestyńskie, gdzie co niedzielę spotykają się Polki, które
        podobnie jak moja przyjaciółka Basia, wyszły za mąż za Palestyńczyków.
        Najstarsza doczekała się już wnuków, najmłodsza polska Tatarka, Alicja z
        Białegostoku przyszła na spotkanie z kilkutygodniową córeczką. Głównym tematem
        zazwyczaj są: dzieci, praca i Polska. Basia jest w Gazie od trzech miesięcy,
        niedługo wraca do Polski, ale myśli o przeprowadzce tutaj na stałe. To już jej
        drugi pobyt w Gazie. Wcześniej, tuż po ślubie, przez sześć miesięcy mieszkała w
        obozie dla uchodźców w Rafach, i jak sama mówi „dom był zawsze pełny i tłoczny,
        ale Józek, nasz syn, miał się z kim bawić, a teściową mam super”. Teraz jej mąż
        Tarek, który skończył studia prawnicze na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach i
        kilka lat temu bronił tytułu doktora, wykłada na jednym z trzech Uniwersytetów
        w Gazie – Otwartym Uniwersytecie Al. – Quts. Dlatego tym razem mieszkają w
        mieście Gaza, choć bez wątpienia ważnym czynnikiem jest bezpieczeństwo –
        „Rafach to miejsce w którym nie ma tygodnia bez zabitych”. Tarek, jak nie
        trudno się domyślić, również ma status uchodźcy – dom rodzinny jego rodziców 60
        lat temu był w Hebronie na Zachodnim Brzegu Jordanu.


        Mieszkanie Basi i Tarka, które mieści się na obrzeżach obozu
        uchodźców SZATA (wybrzeże), jest bardzo przytulne. Problemem jest brak pitnej
        wody, którą trzeba przynosić ze specjalnych zbiorników na zewnątrz budynku - z
        kranu leci prawie słona, morska woda. Podczas mojej pierwszej wizyty w sobotni
        poranek o 8 rano obudziły mnie trzy następujące po sobie wybuchy. Wyszłyśmy z
        Barbarą na balkon, na niebie zawieszone cztery helikoptery kończyły akcję,
        jeszcze przez kilkanaście sekund słychać było serie z karabinu maszynowego, w
        odległości ok. 200 metrów unosił się z pomiędzy ciasno rozlokowanych zabudowań
        dym. Helikoptery powoli wycofywał się w stronę morza. Tarek, krótko po
        wybuchach powiedział, że musiał zginąć ktoś z Hamasu, ponieważ w około godzinę
        po akcji w meczecie kilka przecznic od nas, znanego z tego, że gromadzi
        zwolenników Hamasu i często przemawia tam duchowy ojciec Hamasu - Szejk Yassin,
        słychać było modlitwę. Okazało się, że celem operacji izraelskiej armii był
        samochód, którym jak co dzień na Uniwersytet Islamski w Gazie jechał dr Ibrahim
        Makatma, lider politycznego skrzydła Hamasu. Na ulicę Gazy wszedł tłum, kolejny
        strajk, kolejna demonstracja, okrzyki wznoszone przez młodych Palestyńczyków,
        zielone flagi z symbolem Hamasu – tak tego dnia wyglądały ulice Gazy. Basia w
        czasie jednej z rozmów powiedziała: „Chcę być z mężem, ale boi się o syna,
        który teraz ma dopiero 5 lat i jeszcze nawet nie zaczął szkoły”.


        Są jednak Polki, które mieszkają już w Gazie od lat. Pani
        Teresa ma dwie córki i syna. Wszystkie dzieci urodziły się w Polsce. Dzisiaj
        wszystkie chodzą do szkoły w Gazie. Najstarsza, Fatma jest właśnie w klasie
        maturalnej, kilka miesięcy temu zrobiła prawo jazdy (jak z uśmiechem mówi jej
        mama: „Jest bardzo dobrym kierowcą”), a w najbliższej przyszłości planuje
        studia informatyczne w Polsce. Młodsza, Nadia uczy się w dziesiątej klasie, do
        matury zostało jej jeszcze 2 lata. Też chciałaby uczyć się w Polsce. Najmłodszy
        członek rodziny to syn Omar. Pani Teresa jest bardzo aktywna zawodowo, pracuje
        w aptece, w Poznaniu skończyła farmację, tam tez poznała męża, który studiował
        medycynę. Dzisiaj mąż Pani Teresy pracuje w największym szpitalu w Gazie, jest
        anestezjologiem. Całą rodzinę co dwa lata jeździ na prawie 3 miesiące do
        Polski. Ostatnia podróż była bardzo męcząca. Nie mogąc skorzystać z
        izraelskiego lotniska Ben Gurion, oddalonego zaledwie o 100 km od Gazy, musieli
        jechać do Kairu. Mieszkańcy Gazy bowiem nie mogą przekraczać granicy z
        Izraelem. Pomimo że cała rodzina posiada polskie obywatelsko, sprawę komplikuje
        ich stałe zameldowanie w Gazie.


        Życie w Strefie Gazy jest ciężkie, pozbawione wygód i
        rozrywek, ludzie obcują na co dzień z nędzą, korupcją i zagrożeniem życia.
        Trwająca od dwóch lat wojna, odebrała wielu mieszkańcom resztki nadziei na
        normalne życie. Pomimo wszystko, ludzie w Gazie są serdeczni, gościnni i
        otwarci. Drobne gesty sprawiają, że są szczęśliwi, jak kiedy z okazji Dnia
        Kobiet Tarek zabrał nas do restauracji na obiad.
    • beduinka List z Abu Gosh,gdzie Żydzi i Arabowie żyjąWpokoju 04.12.04, 10:46
      List z Abu Gosh, gdzie Żydzi i Arabowie żyją w pokoju


      Andrzej Niziołek 04-12-2004

      Kilka tysięcy lat temu była tu wioska, w której przechowywano Arkę Przymierza

      Z Jerozolimy do Abu Gosh (13 km w kierunku północno-zachodnim) jedzie się
      dziesięć minut autostradą środkiem rozległej doliny, na której zbocza wspinają
      się jasne domy wioski. Wioski wyjątkowej - całkowicie arabskiej, otoczonej
      przez wianuszek żydowskich. Arabowie i Żydzi żyją tu w zgodzie, nierzadko
      robiąc wspólne interesy. Mieszkańcy Abu Gosh zawsze tacy byli, począwszy od
      pierwszej wojny arabsko-izraelskiej w 1948 r., kiedy nie chcieli walczyć z
      Żydami. Restauracyjki obwieszone są szyldami i reklamami w języku hebrajskim, a
      Izraelczycy chętnie tu przyjeżdżają. Znacznie mniej jest turystów.

      ***

      Właściwie trudno nazwać Abu Gosh wioską. To raczej miasteczko: rozbudowana
      siatka ulic, w centrum piętrowe domy, ok. 5 tys. mieszkańców. Tutejsi Arabowie
      twierdzą, że wszyscy pochodzą od jednej czerkieskiej rodziny, która przed
      wiekami przywędrowała z Kaukazu.

      Abu Gosh to po arabsku Ojciec Grzmotu. Tak ponoć nazywał się szejk, który za
      otomańskich czasów pobierał opłatę od karawan zdążających do Jerozolimy. Nie on
      jeden - przez wieki wioska utrzymywała się z taks od podróżnych i oferowanych
      im usług.

      Choć muzułmańska Abu Gosh postała dopiero w 1520 r., ma znacznie starszą,
      biblijną historię. Kilka tysięcy lat temu była tu żydowska wioska Kiriat Jearim
      (Miasto Lasów), w której przez 20 lat Izraelici przechowywali Arkę Przymierza,
      nim król Salomon zbudował dla niej świątynię w Jerozolimie: "Przybyli
      mieszkańcy Kiriat Jearim, zabrali Arkę Pańską i wprowadzili ją do domu
      Abinadaba na wzgórzu" (Stary Testament, Pierwsza Księga Kronik 13, 7-8,
      Pierwsza Księga Samuela 7, 1). Dziś na miejscu domu Abinadaba (jak twierdzą
      niektórzy) od 1924 r. stoi kościół w stylu neobizantyjskim i klasztor Notre
      Dame de l'Arche d'Alliance. Kiedy wjeżdża się do Abu Gosh, z daleka widać
      statuę Madonny z Dzieciątkiem nad jego dachem. Nie wiadomo, czy rzeczywiście tu
      był dom Abinadaba. Wiadomo, że w pierwszych wiekach chrześcijaństwa stał tu
      kościół bizantyjski, z którego zachowały się mozaiki na podłodze.

      ***

      Abu Gosh warto odwiedzić przede wszystkim dla drugiego kościoła i klasztoru
      znajdującego się pośrodku wsi tuż obok meczetu. Od połowy XIX w. mają tu
      siedzibę francuscy benedyktyni. Za wysokim kamiennym murem otaczającym klasztor
      stoi surowa bryła XII-wiecznego kościoła, niewielkiego, ale jednego z najlepiej
      zachowanych i najpiękniejszych, jakie postawili w Ziemi Świętej krzyżowcy. Jego
      oficjalna nazwa to Eglise de la Resurrection (Emmaus des Croisés), gdyż
      krzyżowcy uznali tę miejscowość za nowotestamentowe Emaus, w którym Chrystus w
      dniu Zmartwychwstania dał się poznać dwóm swoim wyznawcom. Z tamtych czasów
      pozostało w podziemiach (do których można zejść) bijące źródło. W I w. po
      Chrystusie znajdowały się tutaj rzymskie cysterny wodne i prawdopodobnie
      warownia. Dziś w pustych kryptach przy studzience można obejrzeć m.in. trumnę
      ze szczątkami rzymskiego żołnierza, a w zewnętrznej ścianie kościoła inskrypcję
      sławnego X Legionu.

      Krzyżowcy zbudowali tu świątynię nie tylko z powodów religijnych. Abu Gosh
      miało ważne znaczenie wojskowe, więc kościół był zarazem koszarami. Po upadku
      Królestwa Jerozolimskiego aż do 1859 r. służył jako schronisko dla zwierząt i
      popadał w ruinę. Wtedy wykupił go od muzułmanów rząd francuski, oddając pod
      opiekę benedyktynom.

      ***

      Do środka wchodzi się z brzydkiego placu-parkingu, przy którym jest przystanek
      autobusowy. Po naciśnięciu domofonu furta w murze otwiera się i... znajdujemy
      się w czarodziejskim ogrodzie pełnym palm, kwitnących krzewów i kwiatów,
      śpiewających ptaków. Świątynia z bladożółtego kamienia pozbawiona jest ozdób. W
      środku surowe, masywne mury, potężne filary oddzielające nawy i resztki fresków
      sprzed 900 lat na ścianach, ławki, proste, nowoczesne lampy, ołtarz oraz złoty
      równoramienny krzyż na ścianie prezbiterium. Mimo surowości grubych, kamiennych
      murów wnętrze jest ciepłe i przyjazne. Panuje cisza i spokój.

      Nie zawsze tak jest. Dwa razy w roku w kościele krzyżowców od lat 50. XX w.
      odbywają się festiwale muzyki wokalnej i liturgicznej - w czerwcu w okolicach
      żydowskiego święta Szawuot i chrześcijańskiego Zesłania Ducha Świętego, w
      październiku z okazji żydowskich świąt Sukot. Izraelscy i zagraniczni soliści,
      zespoły i orkiestry wykonują tu dzieła renesansu i baroku. Na koncerty
      przyjeżdżają melomani z całego Izraela. Ściąga ich nie tylko renoma zespołów i
      program, ale i znakomita akustyka sali, w której mieści się 300 osób. Koncerty
      odbywają się też w krypcie pod kościołem oraz w ogrodzie. Europejczyk może
      trafić na mszę w języku hebrajskim - w Abu Gosh mieszkają chrześcijanie
      pochodzenia żydowskiego. W zeszłym roku opat benedyktynów o. Jean Baptiste
      Gourion (pochodzący z żydowskiej rodziny) został biskupem pomocniczym
      katolickiego patriarchy Jerozolimy.

      ***

      Po zwiedzeniu kościoła krzyżowców nie spieszmy się z wyjazdem z Abu Gosh. Nie
      ma tu więcej ciekawych zabytków, za to jest mnóstwo arabskich restauracyjek.
      Jadłem bardzo dobry humus (pasta z ciecierzycy z oliwą i orzeszkami piniowymi,
      w której macza się pitę) oraz falafel (smażone w głębokim oleju kulki z
      ciecierzycy, obtoczone w sezamie), do tego kiszone ogórki (inne niż nasze) i
      cebula. Pycha. Całość, z kawą z kardamonem, za 17-18 szekli, czyli mniej więcej
      tyle samo złotych. Inne specjały tutejszych knajpek to nadziewane warzywa,
      mięsa z grilla, bakłażany w occie z orzechami, czy tahini - pasta z nasion
      sezamu.

      Restauracja, w której jadłem była ok. 50 m od kościoła. Po drugiej stronie
      ulicy jest druga, większa. Właściciele obu twierdzą, że są uczniami Abu
      Shukriego (nieżyjący już, legendarny arabski restaurator z jerozolimskiego
      Starego Miasta) i serwują jego oryginalny, najprawdziwszy humus. Ostra
      konkurencja doprowadziła niedawno obu restauratorów do bójki i interwencji
      policji, czego świadectwem są wiszące na ścianach "mojego" lokalu artykuły
      prasowe oprawione przez właściciela w ramki. W końcu wszystko może być reklamą.
      Tak czy inaczej, humus był naprawdę świetny.



      Z Jerozolimy do Abu Gosh najłatwiej dojechać autobusem nr 185 linii Egged z
      głównego dworca autobusowego przy Jaffa Rd. 208, jeżdżą co godzinę od 6 do 23,
      bilet (10 szekli) można kupić u kierowcy. Uwaga: w szabat, czyli od piątkowego
      do sobotniego zmierzchu, komunikacja miejska w Jerozolimie nie działa. Nieco
      droższe są szerut (mikrobusy), które odjeżdżają m.in. spod hotelu Caesar przy
      Jaffa Rd. Są też taksówki (50 szekli): białe - żydowskie, żółte - arabskie
    • beduinka Częstochowa i Betlejem - bratnie miasta 07.12.04, 21:35
      Częstochowa i Betlejem - bratnie miasta
      IAR, 2004-12-07 18:20:11


      Częstochowa i Betlejem zawarły umowę o współpracy partnerskiej. W Centrum
      Pokoju w Betlejem umowę o nawiązaniu partnerskich stosunków podpisali:
      prezydent Częstochowy Tadeusz Wrona i mer Betlejem Hanna Nasser.

      Uczestnikami ceremonii byli między innymi palestyński minister turystyki, radni
      Betlejem i przedstawiciele różnych kościołów, oraz delegacja Częstochowy.

      Oba miasta, będące światowymi centrami chrześcijaństwa, będą współpracować w
      zakresie rozwoju turystyki pielgrzymkowej, wymiany młodzieży i kulturalnej,
      oraz podejmować inicjatywy na rzecz pokoju w Ziemi Świętej.

      Prezydent Częstochowy zapowiedział promocję Betlejem w europejskim
      stowarzyszeniu miast-sanktuariów. Mer Betlejem zaapelował z kolei o powrót
      polskich pielgrzymów do Ziemi Świętej.

      W ubiegłym tygodniu prezydent Częstochowy podpisał podobną umowę o współpracy z
      Nazaretem.

    • beduinka Jerozolimska Caritas apeluje o pomoc dla Palestyńc 16.02.05, 15:45
      Jerozolimska Caritas apeluje o pomoc dla Palestyńczyków (KAI)

      Jerozolima, 14.12.2004

      Apel o pomoc dla palestyńskich rodzin zarówno muzułmańskich, jak i
      chrześcijańskich, znajdujących się w krytycznej sytuacji, wystosowała Caritas w
      Jerozolimie. Znajduje się on w raporcie o sytuacji gospodarczo–społecznej
      ludności palestyńskiej na Zachodnim Brzegu Jordanu i w Strefie Gazy, ogłoszonym
      w przededniu świąt Bożego Narodzenia.

      W apelu podkreśla się, że sytuacja Palestyńczyków pogorszyła się dramatycznie w
      ciągu ostatnich czterech lat ich powstania – intifady i zbrojnego konfliktu
      izraelsko–palestyńskiego. Caritas stwierdza, na podstawie szacunków własnych i
      organizacji humanitarnych ONZ, że odsetek ludzi biednych wzrósł w Autonomii
      Palestyńskiej w latach 2000–04 z jednej piątej do blisko połowy (47 proc.).
      Milion czterysta tysięcy Palestyńczyków potrzebuje codziennie pomocy
      żywnościowej.

      W Strefie Gazy, która jest najbardziej zagęszczonym rejonem świata, dwie
      trzecie mieszkańców żyje w stanie ubóstwa, a jedna czwarta w warunkach
      krytycznej biedy. 24 tysiące mieszkańców Strefy straciło dach nad głową po
      podejmowanych przez izraelskie wojsko licznych akcjach burzenia ich domów.
      Bezrobocie wynosi od jednej trzeciej na Zachodnim Brzegu do ponad 40 proc. w
      Strefie Gazy. W ciągu ostatnich czterech lat dramatycznie obniżył się poziom
      oświaty i służby zdrowia.

      Według Caritas, bez pomocy z zewnątrz sami Palestyńczycy nie są w stanie
      wydobyć się ze stanu kryzysu ekonomicznego i stagnacji społecznej. Nie
      wystarczy obecna pomoc humanitarna i społeczna udzielana przez Caritas i agendę
      ONZ – Wysoki Urząd ds. Uchodźców Palestyńskich.

      Jerozolimska Caritas udziela Palestyńczykom pomocy żywnościowej i odzieżowej,
      prowadzi trzy szpitale na Zachodnim Brzegu i jeden szpital ruchomy w Strefie
      Gazy. Pomaga szkołom, udziela pomocy materialnej i prowadzi doradztwo socjalne,
      a także funduje stypendia dla palestyńskich uczniów.

      mar (Tel Awiw)


      źródło: www.caritas.pl/, Data publikacji: 21.12.2004 r. -
    • beduinka Polska placówka dyplomatyczna w Ramallah 16.03.05, 18:28
      Mamy placówkę w Ramallah
      IAR, 2005-03-16 17:54:37


      Szef polskiej dyplomacji otworzył przedstawicielstwo polskie przy władzach
      Autonomii Palestyńskiej.

      W uroczystości uczestniczyli członkowie palestyńskiego rządu. Minister Adam
      Rotfeld przedstawił też władzom palestyńskim szereg propozycji współpracy.

      Placówka polska przy narodowej władzy palestyńskiej to jeszcze nie ambasada,
      ale krok w tym kierunku. Po wizycie ministra Adama Rotfelda ma ona spełniać
      rolę pośredniczącą w kontaktach między władzami palestyńskimi i polskimi. Już
      dziś toczą się też rozmowy na temat współpracy. Polska występuje przy tym jako
      przedstawiciel Unii Europejskiej.

      Choć dyplomaci nie mówią tego oficjalnie, to wśród propozycji składanych
      Palestyńczykom są chociażby takie jak przebudowa struktur bezpieczeństwa,
      policji i wojska, a także pomoc w rekonstrukcji gospodarki i budowie struktur
      państwa. Szczególny nacisk kładzie się tu na księgowość. Chodzi o to, aby
      Palestyńczycy potrafili rozliczać się z międzynarodowej pomocy finansowej i
      zdawali sobie sprawę jak ważne to jest dla pozyskania kolejnych środków.

      Szefem nowej placówki dyplomatycznej jest hebraista Piotr Puchta - niegdyś
      wieloletni radca ambasady polskiej w Izraelu. Polska dołączyła do więszości
      państw - członków Unii Europejskiej, utrzymujących już swoje placówki
      dyplomatyczne w Autonomii Palestyńskiej.

      Przedstawicielstwo polskie w Ramallah będzie przede wszystkim koordynowało
      programy pomocy dla Palestyńczyków. Rozwijana ma byc współpraca w dziedzinie
      zarządzania, infrastruktury, bezpieczeństwa i kontaktów społeczno -
      kulturalnych.

    • beduinka Zapewne najmniejsza na świecie Polonia 02.05.05, 20:38
      Zapewne najmniejsza na świecie Polonia
      IAR, 2005-05-02


      W Strefie Gazy żyje najmniejsza zapewne na świecie Polonia.

      Tworzy ją kilkanaście mieszanych rodzin palestyńsko-polskich. Palestyńczycy
      studiujący w Polsce wracali do Strefy Gazy z polskimi żonami.

      Polonia ta żyje w bardzo trudnych warunkach zbrojnego konfliktu palestyńsko-
      izraelskiego. Z tego powodu nasze rodaczki - mimo że mają też polskie
      paszporty - nie mogą praktycznie opuścić Strefy Gazy z powodu izraelskich
      restrykcji wojskowych. W sprawach wyjazdowych i rodzinnych z pomocą spieszy im
      ambasada Polski w Tel Awiwie.

      Polonia w Strefie Gazy zorganizowana jest w Stowarzyszeniu Przyjaźni
      Palestyńsko-Polskiej. Palestyńskie Polki prowadzą ożywioną działalność
      społeczną i edukacyjną. Podtrzymują kontakty z Ojczyzną, uczą swoje dzieci
      języka polskiego, organizują w ciągu roku kilka imprez kulturalnych.
      Palestyńsko-polskie rodziny w Strefie Gazy należą do elity tamtejszych
      mieszkańców - są wśród nich lekarze, farmaceuci, inżynierowie.

      Dziś po raz czwarty obchodzimy Światowy Dzień Polonii i Polaków za Granicą.
      Został ustanowiony w 2002 roku uchwałą Senatu Rzeczypospolitej Polskiej.
    • beduinka Izraelscy ekstremiści szykowali się do zamachu 16.05.05, 17:40
      PAP, JP /2005-05-16

      Izraelscy ekstremiści szykowali się do zamachu na meczet Al-Aksa



      Izraelska policja poinformowała w poniedziałek o aresztowaniu Izraelczyków,
      którzy planowali zamach na meczet Al-Aksa na Wzgórzu Świątynnym (przez
      muzułmanów nazywanym Esplanadą Meczetów) we wschodniej, arabskiej Jerozolimie.

      Aresztowania miały miejsce miesiąc temu. Według AP, objęły one dwóch żydowskich
      ekstremistów, a według AFP - więcej osób, którzy planowali ostrzelanie w lecie
      pociskami przeciwpancernymi meczetu, aby sprowokować falę gniewu w świecie
      arabskim i storpedować wycofanie Izraela ze Strefy Gazy.

      Zostali oni zwolnieni, i nie zostaną skazani, ponieważ nie zrealizowali żadnej
      części swojego planu i wyrazili skruchę podczas przesłuchań - podało izraelskie
      radio.
      • beduinka Chcieli zniszczyć al-Aksa 16.05.05, 17:44
        Chcieli zniszczyć al-Aksa
        IAR, 2005-05-16


        Izraelska służba bezpieczeństwa ujawniła, że aresztowała grupę żydowskich
        ekstremistów podejrzanych o planowanie zamachu na meczet Al-Aksa w Jerozolimie.

        Informacja ta była dotąd blokowana przez wojskową cenzurę.

        Izraelskie radio podało, że policjanci i funkcjonariusze Szin Bet aresztowali w
        zeszłym miesiącu 9 żydowskich radykałów. Po przesłuchaniu i ujawnieniu
        szczegółów planowanego ataku, podejrzani zostali warunkowo zwolnieni.

        Żydowscy radykałowie planowali ostrzelać meczety pociskami przeciwpancernymi.
        Potem mieli obrzucić granatami interweniujących policjantów, a następnie
        popełnić samobójstwo. W celu realizacji planu próbowali nielegalnie zdobyć broń
        i przeprowadzili wizję lokalną miejsca akcji.

        Atak na meczet Al Aqsa miał być protestem przeciwko rządowemu planowi
        likwidacji żydowskich osiedli w Strefie Gazy i wycofania stamtąd wojska. Od
        kilku miesięcy jerozolimska policja zwiększyła ochronę Wzgórza Świątynnego, aby
        zapobiec akcjom żydowskich radykałów.

        • ra.kr Re: Chcieli zniszczyć al-Aksa 14.04.06, 12:57
          Dziecko o czym ty piszesz, jesli znasz chodz troche religie mojzeszowa to zakazuje ona samobojstwa . Ja mieszkam w Izraelu i o niczym takim nie slyszalem pozatym nie istnieje cos takiego jak narod i panstwo palestyna.
          • xrobertx Re: Chcieli zniszczyć al-Aksa 14.04.06, 13:51
            To wskazuje tylko i wylacznie na Twoja ignorancje...
          • tetys Re: Chcieli zniszczyć al-Aksa 14.04.06, 15:02
            Narodu nie można zniszczyć ustawą czy decyzją - państwo owszem...
            • ra.kr Re: Chcieli zniszczyć al-Aksa 15.04.06, 20:43
              jezeli twierdzisz ze istnieje narod palestyjski podaj mi HISTORYCZNE dowody na istnienie ich
              panstwowosci, mowie o PANSTWIE I NARODZIE PALESTYNSKIM, a nie o prowincji cesarstwa rzymskiego
              Palestyna. Jezeli sa narodem to jaki jest jego rodowod, chetnie o tym poslucham

              tetys napisał:

              > Narodu nie można zniszczyć ustawą czy decyzją - państwo owszem...
              • tetys Re: Chcieli zniszczyć al-Aksa 15.04.06, 21:29
                Nie zamierzam robić Ci wykładów, bo nie jestem osobą do tego kompetentną.
                Odsyłam Cię do źródeł historycznych. Wiedz tylko, że Palestyna stała się
                częścią rzymskiej prowincji Judea dopiero w 6 r.n.e - a musielibyśmy sięgnąć
                pamięcią dużo wstecz, bo np. Jerycho istniało już w okresie początków neolitu.
                Nie wiem, czy znaczy dla Ciebie to, że w nawet Biblii występowało pojęcie
                Filistinów, i to właśnie od nich ustalono nazwę Palestyna. Zupełnie nie wiem co
                sugerujesz... że od zawsze istniało tylko jedno państwo - Izrael?
              • schnitzell Re: Chcieli zniszczyć al-Aksa 18.04.06, 15:24
                Naród ?
                A czy nazywanie obywateli USA "narodem amerykańskim"
                nie jest pomyłką? Rozumiem, że można ludzi urabiać,
                wmawiając im, że są NARODEM, który w tej syntetycznej postaci ma ledwie ponad
                200 lat historii, w dodatku zbudowanej na odebraniu ziemi rdzennym
                mieszkańcom Ameryki - Indianom. Tak powstały twór, po drodze jeszcze
                zaprawiony niewolnictwem przywożonych mieszkańców Afryki,
                dziś chętnie nazywa się kolebką wolności.

                Palestyńczycy są bez wątpienia rdzennymi mieszkańcami Palestyny,
                (Żydzi także) nawet jeśli ich solidarność społeczna była mocniejsza wobec
                plemienia, niż jakiejś globalnej pojmowanej państwowości.

                Jasne, jeśli przyjmiemy logikę osadników sprzed 200 lat, to dziś na drodze
                Izraela stoi dziś 'ostateczne rozwiązanie kwestii' palestyńskiej.

                Zanim uzależnimy się całkiej od łatwoprzyswajalnych papek,
                od których w efekcie papki robią nam się w głowach,
                to może powinniśmy się nad tym zastanowić?

              • schnitzell Re: Chcieli zniszczyć al-Aksa 18.04.06, 15:32
                ra.kr napisał:

                > jezeli twierdzisz ze istnieje narod palestyjski podaj mi HISTORYCZNE dowody
                > na istnienie ich panstwowosci, mowie o PANSTWIE I NARODZIE PALESTYNSKIM

                Ra.kr, w takim razie, może, analogicznie, Ty znajdziesz dowody
                na istnienie PAŃSTWA I NARODU INDIAŃSKIEGO ?
                Oni też żyli w drobniejszych skupiskach, bez wyraźnych tendencji
                do zbijani się w imperia.
                Czy to upoważnia do eksterminacji i zagarniania ziemi ?


                Pozdrawiam.
                • ra.kr Re: Chcieli zniszczyć al-Aksa 18.04.06, 22:56
                  stary kto pierwszy komu te ziemie zabral?
                  my im czy oni nam?
                  PALESTYNCZYCY nie potrafia zyc w pokoju, dostali w 1948 r swoje panstwo i wyciagneli lapy po wiecej
                  bo Israel nie mial jeszcze armii i sie przejechali wiec teraz maja co chcieli.
                  • schnitzell Re: Chcieli zniszczyć al-Aksa 19.04.06, 00:31
                    >stary kto pierwszy komu te ziemie zabral?
                    >my im czy oni nam?
                    >PALESTYNCZYCY nie potrafia zyc w pokoju, dostali w 1948 r swoje panstwo i
                    >wyciagneli lapy po wiecej
                    >bo Israel nie mial jeszcze armii i sie przejechali wiec teraz maja co chcieli.

                    No właśnie ra, ja chetnie sie dowiem od Ciebie co o tym wiesz,
                    interesuje mnie to. Nie chce sie tu bawic w malolata, ktory w ramach
                    ksztaltowania sobie wlasnego ja, ma zamiar obrzucac kogos obelgami,
                    lub droczyc sie ot tak dla jaj, dlatego
                    traktuje nasze spotkanie tutaj jak okazje to nie doklewania oliwy
                    do ognia antagonizmow i rzucenia jakiegos zalazka ku checi
                    wzajemnego rozumienia sie.

                    Nie wiem, czy latwo bedzie ustalic kto byl pierwszy,
                    to pewnie troche problem jajka i kury, znasz?
                    Ale o ile wiem, to zajecie zachodniego brzegu Jordanu,
                    strefy Gazy i Wschodniej czesci Jerozolimy bylo
                    naruszeniem ustalen i rezolucji ONZ.

                    Powiedz mi czego Ciebie "uczono", a ja powiem, czego mnie,
                    moze obaj przymujemy jakas papke?

                    Pozdrawiam.



                  • schnitzell Re: Chcieli zniszczyć... 19.04.06, 01:06
                    Na pewno, nie jest milo zyc w miejscu, w ktorym w kazdej chwili
                    zagraza Ci rozerwanie bomba, ale tak wyglada spirala przemocy,
                    w nakrecaniu ktorej maja udzial obie strony.
                    A intifada i to co sie dzieje w ostatnich latach wyglada
                    bardziej na krzyk rozpaczy Palestynczykow, niz na
                    robienie sobie sadystycznych jaj.
                    Polityka 'twardej reki' Izraela troche sobie chyba podhodowala
                    taki ekstremizm Palestynczykow, jaki widac dzis.
                    Byc moze, gdy w tej atmosferze rodzic sie beda dalsze pokolenia,
                    na pokojowe rozwiazania bedzie juz za pozno, bo dojdzie do
                    adaptacji niemalze 'genetycznej'.

                    Wg mnie, nie mozna kogos tak po prostu wyrzucic z miejsca,
                    w ktorym mieszkal od dziada-pradziada i jednoczesnie
                    oczekiwac, ze ten ktos odda wszystko pokornie ze spuszczona glowa
                    nie probujac sie bronic we wszelki dostepny mu sposob.
                    Wiedomo, ze dochodzilo i nadal dochodzi do okrucienstw z obu stron,
                    i jednako mi zal wszystkich ofiar ,
                    jednak dla mnie, jako Slowianina, Polaka, ktory wychowal sie przy centarlnym
                    ogrzewaniu, obraz, w ktorym pokazuje sie jedynie sluszne
                    i ucywilizowane racje Izraela, a Palestynczykow ukazuje sie jako pozbawiony
                    czlowieczenstwa motloch, nie jawi sie wiarygodnie.

                    Pozdrawiam.






                    • ra.kr Re: Chcieli zniszczyć... 20.04.06, 14:13
                      wole mieszkac w niejscu gdzie moze mnie rozerwac bomba, po pierwsze dlatego ze mam mozliwosc
                      sie przed tym obronic (wiadomo do kogo strzelac), po drugie wolno mi urzyc sily w obronie wlasnej
                      (nikt mnie nie ukarze z zranienie lub zabicie kogos kto targnal sie na moje mienie i zycie), po trzecie co
                      do tego czy wojna 67 roku byla pogwalceniem rezolucji ONZ tak byla ale nie do konca na zachodniem
                      brzegu i jerozolimie nie bylo panstwa Palestynskiego tylko gotujaca sie do wojny Jordania, ktorej
                      wojska dowodzone byly z Kairu, w wyniku operacji z 6.6.67 w Al Arish zdobyto dokumenty nakazujace
                      7.6.67 woska arabskim uderzenie na Izrael. W pierwszej kolejnosci mialy byc niszczone miasta w
                      drugiej cele wojskowe.
                      A dlaczego mowie o obronie 3 dni temu moja znajoma zostala napadnieta na srodku skrzyzowania,
                      ukradziono jej torebke nie uzyla broni ktora miala (paralizatora) poniewaz bala sie poznijszej
                      odpowiedzialnosci. Wiec pytam gdzie jest bezpieczniej ?
                      • schnitzell Re: Chcieli zniszczyć... 20.04.06, 19:58
                        Owszem, nie w tym dziwnego, ze wolisz mnieszkac tak, gdzie
                        czujesz sie bezpieczniej, choc przyznam, ze nie do konca
                        rozumiem, jak mozna skutecznie sie obronic przez rozerwaniem bomba,
                        Mozna temu zapobiegac, z rozna skutecznoscia, bo przeciez z daleka
                        nie koniecznie musi byc widac do kogo strzelac, a kiedy ten ktos
                        dopiero z bliska wyglada podejrzanie, jego palec pociagajacy za sznurek ma
                        duza szanse byc szybszym, niz reakcja osoby chcacej oddac do niego celny strzal.
                        Poza tym odpadaja tu negocjacje i pozniejszy poscig, bo dla zamachowca
                        ma to byc ostatnia akcja w zyciu, wiec juz niczego nie da sie wrzucic
                        na szale przetargowa.
                        Co do bezpieczenstwa publicznego i przypadku Twojej znajomej sprzed 3 dni
                        (nie pisales, ale przyjmuje w domysle, ze mialo to miejsce w Polsce)
                        to powiem Ci, ze w Egipcie czulem sie bezpieczniej, niz w moim rodzimym
                        miescie Krakowie.
                        Zyczylbym sobie mieszkac kiedys w warunkach, gdzie moglbym bez stanu "pogotowia
                        psychicznego" uskuteczniac przechadzki wieczorno-nocne. Zgodzilbym sie nawet
                        na ograniecznie pewnych moich swobod na rzecz realnej poprawy bezpieczenstwa,
                        (np. kontrole, okazywanie dokumentow, itp.)

                        Lamanie przeroznych rezolucyj i ujawnianie dokumentow, planow uderzen, itp. to
                        jedno, a drugie to granice obrony. Gdy eskalacja nienawisci postepuje, nikna z
                        oczu pierwotne przyczyny i wtedy juz wszyscy czuja sie upelnoprawnieni
                        do obrony oraz do ataku dla obrony oraz do ataku w imie prewencji obronnosci,
                        itd.

                        Nie wiem, gdzie jest globalnie bezpieczniej, a gdzie miejscowo, gdyby
                        chciec porownac Polske i Izrael, a moze - o ironio - najbezpieczniej
                        jest w arabskich czesciach Palestyny, bo mieszkancy Izraela
                        nie dokonuja tam atakow samobojczych.






                        widze nic dzwinegoto zrozumiale,
                        wole mieszkac w niejscu gdzie moze mnie rozerwac bomba, po pierwsze dlatego ze
                        mam mozliwosc
                        sie przed tym obronic (wiadomo do kogo strzelac), po drugie wolno mi urzyc sily
                        w obronie wlasnej
                        (nikt mnie nie ukarze z zranienie lub zabicie kogos kto targnal sie na moje
                        mienie i zycie), po trzecie co
                        do tego czy wojna 67 roku byla pogwalceniem rezolucji ONZ tak byla ale nie do
                        konca na zachodniem
                        brzegu i jerozolimie nie bylo panstwa Palestynskiego tylko gotujaca sie do
                        wojny Jordania, ktorej
                        wojska dowodzone byly z Kairu, w wyniku operacji z 6.6.67 w Al Arish zdobyto
                        dokumenty nakazujace
                        7.6.67 woska arabskim uderzenie na Izrael. W pierwszej kolejnosci mialy byc
                        niszczone miasta w
                        drugiej cele wojskowe.
                        A dlaczego mowie o obronie 3 dni temu moja znajoma zostala napadnieta na srodku
                        skrzyzowania,
                        ukradziono jej torebke nie uzyla broni ktora miala (paralizatora) poniewaz bala
                        sie poznijszej
                        odpowiedzialnosci. Wiec pytam gdzie jest bezpieczniej ?
                        • ra.kr Re: Chcieli zniszczyć... 21.04.06, 13:23
                          KOlego zakonczmy ta dyskusje na temat bezpieczenstwa, ty mnie nie przekonasz a ja ciebie
                          przekonywac nie mam zamiaru. a co do bezpieczenstwa w arabskich czesciach zobaczymy z akilka
                          tygodni jak CAHAL wejdzie na terytoria i zrobi pozadek.
                          • schnitzell Re: Chcieli zniszczyć... 21.04.06, 22:28
                            Nie zamierzam Cie przekonywac, masz swoje wlasnie upodobania.
                            Jak dotad, kolejni przywodcy Izraela wykorzystywali obietnice o bezpieczenstwie
                            jako kielbase wyborcza. To oczywiste, ze zaden rzad nie da rady tego zapewnic.
                            Proba 'ostatecznego rozwiazania kwestii' palestynskiej, spowodowuje jeszcze
                            wieksza eskalacje przemocy i w efekcie pogorszenie bezpieczenstwa swoich
                            obywateli, ktorzy i tak maja juz dosyc, a ze ich potrzeba bezpieczenstwa nie
                            jest zaspokojona, popra kazdego, kto roztoczy przed nimi nawet najbardziej
                            klamliwe wizje, nie wazne czy bedzie syjonistycznym ideologiem, czy dawnym
                            architektem masakry w Deir Jassin.

                            • ra.kr Re: Chcieli zniszczyć... 21.04.06, 23:59
                              Stary ja sie nie czepiam w zaden ideologiczny sposob arabow, stwierdzam tylko ze nie potrafia nic sami
                              stworzyc, jezeli nie maja nadzoru i pomocy z Europy lub Azii nie daja sobie rady z niczym, a jak juz
                              mowimy o ideologii to niewiem czy wiesz ze palestynczycy swego czasu oglosili bojkot produktow
                              Izraelskich, a potem ten kto je kupowal uwazany byl za kogos kto ma pieniadze i go stac, a pozatym
                              powiedz mi skad jest cement na mor ktory budije sie wokol terytoriow Palestynskich?
                              • schnitzell Re: Chcieli zniszczyć... 22.04.06, 10:21
                                No to stary, rzuciłeś teraz argument na poziomie,
                                w dodatku iście antysemicki, bo przecież skierowany przeciw Arabom
                                - narodom pochodzenia semickiego.
                                Gdyby tak od urodzenia zamienić Cię miejscem z jakimś
                                nie potrafiącym nic stworzyć Palestyńczykiem,
                                ciekawe jakim wtedy byłbyś twórcą ?
                                Mówienie, że Arabowie nie potrafią nic sami stworzyć,
                                pachnie takim samym nazistowskim bąkiem, jak twierdzenie, że Polacy
                                to złodzieje, a Żydzi to kolaboranci - no chyba, że i z tym
                                się zgadzasz.
                                Jakoś, poki co, Arabowie żyli w Palestynie bez Izraela,
                                i obchodzili się bez jego pomocy i twórczości, z powodu której zostali
                                wypędzeni.




                                • ra.kr Re: Chcieli zniszczyć... 22.04.06, 11:03
                                  Widzisz djametralnie sie od siebie ruznimy z 2 powodow ja mieszkam w miejscu o ktorym pisze a ty
                                  znasz je tylko z opisow w prasie telewizii i krotkich bytnosci, jezeli arabowie sa tacu=y wspaniali to
                                  czemu w zarzadach wiekszosci firm arabskich mozemy znalezc ludzi z Europy, czemu wiekszosc z nich
                                  ucieka do Europy lub Ameryki?
                                  Moze zamkniemy ta dyskusje stwierdzeniem moje dobrego przyjaciela z Nazaretu Araba - " wole zyc w
                                  Izraelu nawet nie majac pelnych praw obywatelskich niz w jakimkolwiek panstwie arabskim a juz
                                  napewno nie w Palestynie jesli kiedykolwiek powstanie"
                                  ten czlowiek ma dobra prace - pracuje w firmie zajmujacej sie opracowywaniem nowych technologii
                                  skonczyl Uniwersytet Hebrajski w Jerozolilmie wiec nie jest to pierwszy lepszy czloweczek z ulicy on
                                  WIE CO MOWI
                                  • schnitzell Re: Chcieli zniszczyć... 22.04.06, 12:47
                                    Jasne, zgoda, nigdy nie byłem w Izraelu, nie znam
                                    też chyba żadnego Żyda osobiście. Przecież nie uzurpuję
                                    sobie prawa do wiedzenia lepiej tego, co Ty masz
                                    w życiu na codzień i zapewne, różnimy, ale różnica ta dotyczy też być może
                                    podejścia do człowieka. Z tego co piszesz, odnoszę ogólne
                                    wrażenie, że jeśli ktoś wychował się bez bieżącej wody
                                    i w oderwaniu od kultury europejskiej, to nie koniecznie
                                    należy traktować go jak człowieka, a jeśli jest 'pierwszym lepszym
                                    człowiekiem z ulicy', to nie koniecznie WIE CO MÓWI.
                                    Poza tym sam przyznałeś, że Twój przyjaciel, Arab skończył Uniwersytet
                                    Hebrajski, więc chyba nie jest tak całkiem nietwórczy mimo
                                    arabskiego pochodzenia.
                                    Nie zmierzam do tego, by piać hymny pochwalne na cześć
                                    arabszczyzny, a negować wszystko, co izraelskie,
                                    ale przyznaję, że nie z Twoich wypowiedzi wypływało dla
                                    mnie coś więcej niż tylko chęć bycia obiektywnym
                                    - odnoszę wrażenie, że słyszę w Twoim głosie nuty pogardy, że niejako czujesz
                                    się kimś lepszym od ludzi, którzy są również autochtonami w Palestynie.
                                    Jeśli w istocie tak jest, zapewne masz swoje powody.


    • beduinka IZRAEL. Palestyński chłopiec jako żywa tarcza 24.05.05, 13:39
      IZRAEL. Palestyński chłopiec jako żywa tarcza



      ap, ricz 23-05-2005, 20:18



      Żołnierze izraelscy użyli 17-letniego Palestyńczyka jako żywej tarczy,
      osłaniając się przed napastnikami obrzucającymi kamieniami budynek ich
      posterunku w wiosce Dura na Zachodnim Brzegu - poinformował 10. kanał telewizji
      izraelskiej. W reportażu pokazanym przez telewizję widać, jak wojskowi
      wyprowadzają chłopca na balkon budynku, a jeden z żołnierzy zza jego pleców
      celuje z karabinu do napastników. Sąd Najwyższy Izraela potępił używanie
      Palestyńczyków jako żywych tarcz. Władze wojskowe nie komentują incydentu.
    • beduinka URGENT APPEAL- PLEASE FORWARD WIDELY 22.08.05, 11:24
      >URGENT APPEAL- PLEASE FORWARD WIDELY
      >
      >Dear friends,
      >
      >I've recently received word that the family of a close friend in Jenin
      >refugee camp is experiencing a crisis and I write this in the hopes of
      >generating some practical support for his family.
      >
      >Khaled is a camp resident whose family showed consistent hospitality to
      >international activists who visited Jenin.He has worked as a volunteer
      with
      >a number of grassroots projects in the camp and is deeply respected in
      >Jenin. In the aftermath of the April 2002 massacre in which his two
      younger
      >brothers were killed and his family home demolished, Khaled volunteered
      >with the Red Crescent, digging bodies out from underneath the rubble- an

      >experience which continues to haunt everyone who witnessed it.He is the
      >father of seven children and one of his youngest daughters is now
      seriously
      >ill and the family cannot afford her treatment. Seven year-old Sabrine
      >needs continual kidney dialysis and, because of a lack of facilities at
      the
      >camp hospital, she is receiving private,very expensive care.
      >
      >Khaled was too embarassed to ask me for help directly and it was only
      >recently when I met up with a delegation from Jenin in France that I
      >learned that Khaled's family cannot afford- at this stage of Sabrine's
      >treatment and their debt-to eat and that they are surviving on the weekly

      >U.N.R.W.A. rations distributed in the camp- which are staples such as
      >sugar,flour and oil- and not enough to sustain a growing family. Khaled
      has
      >been unemployed for the past two years(as are an estimated 70% of the
      West
      >Bank's highly educated, capable work force) and has no savings. There is
      no
      >welfare system or safety nets in Palestine.
      >
      >Huriya, Khaled's wife, and two of their daughters feature in a
      documentary,
      >"Visit Palestine", that I recently helped to edit and narrate.Watching it

      >last night I was struck, again, by the eloquence of their interviews.
      >Huriya speaks of their desire for freedom, and to live in peace without
      the
      >precarity and fear of living in a completely unpredictable situation. She

      >talks about grief- of both Palestinian and Israeli mothers mourning their

      >dead and how the only resolution is an immediate end to the occupation.
      We
      >interviewed her daughter, Radwan, at night. We climbed a hill overlooking

      >the camp by the light of a full moon, and sat under a grove of olive
      >trees, and asked her to speak about the massacre. Her interview was
      >haunting as she described the massacre and her pain and loneliness
      >following the deaths of her two uncles.A younger Sabrine is also seen in

      >the footage, sitting in the ruins of a partially-demolished house with
      her
      >sisters.They are one of the most hospitable, compassionate and resiliant

      >families I met during my time in Palestine.
      >
      >Aid or charity is never a solution to conflict or injustice and sending
      >money to community-based grassroots projects in Palestine is generally a

      >more sustainable way of supporting Palestinians' struggle to live in
      >freedom and security. However, sometimes families need direct financial
      >support to help them remain able to maintain the level of resiliance
      >necessary to survive the low-intensity military, economic, emotional and

      >psychological warfare being waged against them. I am in the process of
      >researching medical and human rights N.G.O.s who might be able to
      >facilitate more long-term funding for Sabrine's dialysis, such as Doctors

      >Without Borders and the U.P.M.R.C. and therefore am hoping to raise only

      >enough money to pay the medical bills and to keep the family in food
      until
      >a more long-term solution can be found.
      >
      >Any once-off donations, of any amount will be greatly appreciated. If
      >anyone could undertake to organise local collections or benefits I can
      >forward on pictures of Sabrine and her family and also Western Union
      >details in Jenin. For individual donations ( as Western Union charges a
      >hefty fee per transfer), listed below are my bank account details. I am
      >travelling to the Middle East next week and am in the process of waiting

      >for a new passport and hence have no I.D. with which to open a separate
      >account specifically for this purpose. However, as I am now based mainly
      in
      >London and no longer use my Irish account, any money that enters it from

      >now on will presumably be in response to this call-out and will either be

      >transferred or Western- Unioned to Jenin.
      >
      >I'll also be meeting and working with grassroots civil society groups and

      >trade unions in Lebanon, Egypt and Iraq over the coming months so if
      anyone
      >would like to add their e-mail addresses to my mailing list for (
      >occasional!) updates, please let me know.
      >
      >Thanking you all in advance,
      >
      >In solidarity,
      >
      >Caoimhe Butterly
      >
      >
      >Account details for (the temporary) Sabrine Support Fund:
      >
      >Caoimhe Butterly
      >Bank of Ireland
      >32 South Mall,Cork
      >Account number: 41818255
      >Sorting code:902768
    • gajasirocco Re: PALESTYNA 12.02.06, 21:26
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=687&w=33946317
    • gajasirocco Re: PALESTYNA 13.02.06, 08:32
      Hamas ogłosił, że wycofuje się z walki zbrojnej (info z Radio3-13.02.)
    • gajasirocco Re: PALESTYNA-Trybuna 13.02. 13.02.06, 12:38
      Zamrożony pat


      IZRAEL - PALESTYŃCZYCY • Sprzeczne programy

      Rozwiewają się nadzieje, że palestyńsko-izraelski proces pokojowy ulegnie
      odmrożeniu. Spowodował to m.in. pełniący funkcje premiera Izraela Ehud Olmert.
      Zadeklarował on bowiem, że trzy zwarte obszary skupiające na palestyńskim
      Zachodnim Brzegu osiedla żydowskie założone po 1967 r. oraz cała wschodnia
      Jerozolima zostaną wcielone do państwa Izraela. Ponadto Olmert zastrzegł, że
      utrzymana będzie okupacyjna kontrola w Dolinie Jordanu.
      Główny palestyński negocjator Saeb Erekat, ustosunkowując się do tych
      ekspansjonistycznych zamierzeń, powiedział agencji AFP, że zapowiadają
      one „jednostronne działania oraz dyktat w oparciu o fakty dokonane". Podkreślił
      też: „jeśli Olmert chce pokoju, powinien zdać sobie sprawę, że można go
      osiągnąć jedynie powracając do granicy z 1967 r.".
      To samo w rozmowie z Reuterem oznajmił Chaled Meszal - lider Hamasu,
      ugrupowania, które zapewne wkrótce utworzy rząd Autonomii. Dodał, że jedynie
      akceptacja przez Izrael tej granicy umożliwi długoterminowy rozejm z Izraelem.
      To zaś stworzy warunki dla znalezienia przez społeczność międzynarodową
      rozwiązań wszelkich problemów tego regionu.
      Zabrała głos również sekretarz stanu USA Condoleezza Rice, która odrzuciła
      jednostronne wytyczanie przez Izrael granicy z Palestyńczykami. Jednakże Rice
      przypomniała słowa prezydenta Busha, który mówił, że należy uznać realia w
      terenie. Oznacza to, że sektory Zachodniego Brzegu z osiedlami żydowskimi mogą
      być zagrabione Palestyńczykom i oddane Izraelowi.
      Tak więc maleją szanse na to, by Kadima, nowa partia, którą przed swoją chorobą
      założył premier Ariel Szaron, dokonała pokojowego przełomu, jeśli zwycięży w
      wyborach 28 marca br. (wiecej w Trybunie
    • gajasirocco Re: PALESTYNA-GW 13.02. 13.02.06, 16:52
      serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34180,3160867.html
    • gajasirocco Re: PALESTYNA-Trybuna 14.02.(ZS) 14.02.06, 09:20

      Szef rządu z Hamasu

      PALESTYŃCZYCY • Co zrobią Izrael i Zachód?

      Na czele rządu Autonomii stanie przedstawiciel Hamasu - stwierdził rzecznik
      tego ugrupowania Muszir al-Masri. Odmówił jednak podania nazwiska, tłumacząc to
      względami bezpieczeństwa - rakiety izraelskie odpalane ze śmigłowców
      nieustannie kierowane są w pojazdy i mieszkania działaczy Hamasu. W ten sposób
      zginęli już dwaj poprzedni przywódcy. Zdaniem korespondenta Reutera, najpewniej
      premierem zostanie przewodniczący frakcji parlamentarnej Hamasu Ismail Hanije.
      Jednakże tak Izrael, jak i rządy wielu innych państw, w tym USA i krajów Unii
      Europejskiej, zapowiedziały, że nie uznają władz wyłonionych przez Hamas,
      dopóki nie uzna on państwa żydowskiego i nie wyrzeknie się przemocy. Z tego
      powodu źle przyjęto zaproszenie do Moskwy przedstawicieli Hamasu, co uznane
      zostało jako przerwanie politycznej blokady tego ugrupowania. Nie wiadomo, czy
      rosyjskie zaproszenie stanowi próbę przejęcia kluczowej roli w rokowaniach
      bliskowschodnich i podkopania amerykańskiego monopolu w tym regionie, czy też
      jest to przejaw realizmu i pragmatyzmu - Hamas wygrał w demokratycznych
      wyborach i poza nim nie ma teraz z kim rozmawiać. Przyjmując ofertę Kremla,
      polityczny lider Hamasu Chalid Meszal podkreślił: - Ustanowienie dobrych
      stosunków z Moskwą daje Hamasowi cenną szansę pchnięcia do przodu procesu
      pokojowego. To właśnie dlatego zrobimy wszystko co możliwe, by utrzymać i
      rozwijać współpracę z Rosyjską Federacją...
      Hamas nie godzi sięna MApę Drogową, tym bardziej, ze już wczesniej prezydent
      Bush akceptował zagarnięcie przez Izrael części terytorium palestyńskiego.
    • gajasirocco Re: PALESTYNA 15.02.06, 11:41
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=50&w=36829509&a=36842406
      • gajasirocco Re: PALESTYNA-TRybuna 15.02. Plan obalenia Hamasu 15.02.06, 12:33
        "Zapłacą Palestyńczycy"- USA i Izrael chcądoprowadzić do upadku rządu Hamasu-
        pisze wtorkowy "New York Times". Wg dziennika, ma to nastapić przez odcięcie
        nowych władz palestyńskich od źródeł finansowania, aby wywołać gniew ludności z
        powodu pogorszenia warunków zycia....
        Amerykańasko-izraelski scenariusz może przynieść odwrotne skutki- gniew
        zostanie obrócony nie przeciw Hamasowi, lecz przeciw Ameryce i państwu
        żydowskiemu. Ponadto wątpliwości budzi plan, który ma doprowadzić do jeszcze
        większego zubożenia Palestyńczyków.(PAP)
      • gajasirocco PALESTYNA-GW 15.02."Plan: zagłodzić Hamas" 15.02.06, 13:26
        serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34180,3163725.html
    • gajasirocco Re: PALESTYNA-Trybuna 17.02. 17.02.06, 09:01
      Izrael dusi Autonomię
      PALESTYŃCZYCY • Zemsta na Hamasie

      W przeddzień ukonstytuowania się parlamentu palestyńskiego, w którym
      przeważającą liczbę foteli zajmują przedstawiciele Hamasu, Izrael
      zaplanował „bank sankcji" przeciwko mieszkańcom Autonomii Palestyńskiej.
      Rozpatrywane jest m.in. zakłócenie dostaw energii elektrycznej i wody,
      zablokowanie przejść granicznych i zamknięcie terenu Izraela przed pracownikami
      palestyńskimi. Szczegóły „banku", przygotowane przez dowództwo sił zbrojnych (w
      tym szefa wywiadu wojskowego), zostaną w piątek zatwierdzone przez p.o.
      premiera Ehudai Olmertę.
      - Ponieważ Autonomia Palestyńska nie produkuje mleka w proszku i środków
      medycznych, zamknięcie przejść granicznych może spowodować katastrofalne
      pogorszenie się warunków życia ludności palestyńskiej - stwierdza witryna
      internetowa dziennika „Maariw" w relacji zatytułowanej „Izrael dusi Autonomię".
    • gajasirocco Re: PALESTYNA-Przegląd nr 7 "Monachium" 19.02.06, 12:21
      www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=opinie&name=90
      -"Krzywda Palestyńczyków, krzywda Żydów"
      -w konflikcie izraelsko-palestyńskim racje są równorzędne. Nie ma dobrych wyjść.
      • gajasirocco Re: PALESTYNA-Przegląd nr 7 "Monachium" 19.02.06, 12:29
        Todd M. Endelman(jeden z kanadyjskich badaczy): „Obwiniając Żydów za
        cierpienia Palestyńczyków i obsadzając ich w rolach nazistów, Europejczycy
        zapominają, że gdyby nie własna nietolerancja, nie byłoby potrzeby tworzenia
        państwa żydowskiego. Impulsem syjonizmu było po pierwsze niepowodzenie
        emancypacji Żydów, niezdolność Europejczyków końca XIX i początku XX w. do
        tego, by przekroczyć stare uprzedzenia i nienawiści i zaakceptować obecność
        Żydów między sobą. Gdyby europejscy Żydzi cieszyli się równymi prawami i
        społeczną akceptacją, nie musieliby spoglądać poza Europę w poszukiwaniu
        miejsca schronienia, ucieczki i wybawienia”.
    • gajasirocco Re: PALESTYNA-info z Rzecz 20.02. 20.02.06, 09:43
      2006.02.20 02:47 Siły izraelskie zabiły działacza Dżihadu
      Armia izraelska zabiła szefa regionalnej organizacji bojowej radykalnego
      palestyńskiego ugrupowania Islamski Dżihad - poinformowały palestyńskie służby
      bezpieczenstwa, cytowane przez AFP. Operację likwidacji działacza Dżihadu
      przeprowadzono w Nablusie w Cisjordanii, czyli na należącym do Autonomii
      Palestyńskiej Zachodnim Brzegu Jordanu, okupowanym od wielu lat przez Izrael.
    • gajasirocco Re: PALESTYNA-Rzeczpospolita 20.02. 20.02.06, 09:46
      "Izrael chce złamać Palestyńczyków"
      rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060220/swiat/swiat_a_1.html
      sirocco.turystyka.net
      krajearabskie.prv.pl
    • gajasirocco Re: PALESTYNA-ŻW 22.02. 22.02.06, 10:00
      "Premier Hamasu buduje rząd"- prezydent M.Abbas oficjalnie powierzył misję
      utworzenia palestyńskiego rządu przywódcy radykalnej oranizacji Hamas,
      Ismailowi Hanije...
    • gajasirocco Re: PALESTYNA- PAP 22.02. 22.02.06, 17:24
      Fatah "zasadniczo" zgadza się współrządzić z Hamasem
      PAP 22-02-2006, ostatnia aktualizacja 22-02-2006 13:02

      Przedstawiciel Al-Fatah potwierdził w środę, że jego partia "zasadniczo"
      zgodziła się na udział w tworzeniu z Hamasem nowego palestyńskiego rządu, jeśli
      oba ugrupowania uzgodnią wspólny program - poinformowała w środę agencja France
      Presse
    • gajasirocco OmarFaris o Hamasie 23.02.06, 11:37
      www.arabia.pl/content/view/282610/2/
    • gajasirocco Re: PALESTYNA-"Hamas próbuje stworzyć koalicję" 23.02.06, 15:11
      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060223/swiat/swiat_a_5.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka